Krucjata

 

W drugiej części Zakonu Ciemności nasi bohaterowie zmierzają w stronę miasteczka Piccollo, jeszcze nie wiedzą,że w tym oto miejscu wydarzą się rzeczy zakrawające na cud, albo i przekleństwo...
Tymczasem grupa podróżników zbliża się do bram osady, gdzie mają zatrzymać się na pewien czas. Relacje inkwizytora Vero oraz Izoldy dalece odbiegają od przykładnych zachowań nowicjusza i damy dworu, co nie podoba się Skrybie Piotrowi, który uważa,że obie kobiety powinny jak najszybciej odłączyć się od ich grupy o podążać z innymi cywilami, najlepiej pielgrzymami. Innego zdania jest Iszrak, nie widzi niczego złego w rodzącym się uczuciu między dwojgiem młodych ludzi. 
Podczas przygotowywania się do kolejnej podróży Luca dowiaduje się,że do miasteczka mają przybyć pielgrzymi, jest bardzo zaciekawiony przewodnika prowadzącego grupą ludzi oraz celu do jakiego się wybierają. Jakież jest zdziwienie mieszkańców gdy do miasteczka przybywa olbrzymia grupa dzieci. Okazuje się,że prowadzi ich nastoletni chłopiec twierdząc, iż słyszy głosy samego Boga. Ten kazał mu odbyć Krucjatę do Jerozolimy by oczekiwać końca świata i zbawienia. Luca wraz z Piotrem zaczynają się interesować dziwną sprawą, muszą sprawdzić czy słowa chłopca nie są wymysłem i kieruje nim sam Bóg. 
W tym celu wybierają się na jego kazanie, które ma wygłosić na placu kościelnym.  Kiedy Johann zaczyna przemawiać porusza serca wszystkich zebranych, wydaje im się,że zna skrzętnie ukrywane tajemnice. Coś jest w tym młodym chłopcu co sprawia,że chcą dołączyć do jego grupy i udać wraz z dziećmi do Ziemi Świętej. Luca próbuje dowiedzieć się czy to o czym mówi młodzieniec jest kierowane czystymi pobudkami, być może zamiary Johanna nie są takie szlachetne...

Kiedy pielgrzymi mają wyruszyć w dalszą podróż zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nagłe trzęsienie ziemi wprawia w niepokój ludność, w dodatku stan morza zaczyna opadać, jakby woda się cofała. Młody Johann twierdzi,że oto Bóg sprawił cud i rozstąpił wody aby mógł wraz ze swymi zebranymi przejść po suchym dnie do Ziemi Świętej. Dzieci oraz sam Luca nie mogą uwierzyć w zjawisko jakie ma miejsce na ich oczach. Jedynie służący Freize nie daje się ponieść euforii, jest coś co nie daje mu spokoju, otóż zachowanie zwierząt wydaje się być bardzo niepokojące. Próbuje ostrzec przyjaciół oraz dzieci. Nie wierzy,że woda  rozstępuje się w wyniku cudu. Niestety gdy ta zaczyna przybierać jest za późno na odwrót, napiera z ogromną siłą niszcząc wszystko napotkane na swej drodze.


Od pierwszych stron widać,że Philppa Gregory podniosła poprzeczkę samej sobie. O ile Odmieńca czytałam z wielkim zainteresowaniem, tak tutaj wręcz nie mogłam oderwać się od stron. Akcja nabiera tempa, w dodatku chwilami sama zastanawiałam się co się tak naprawdę dzieje w tym niepozornym miasteczku. Bohaterowie ulegają zmianie, niekoniecznie na lepsze, wychodzą ich wady, które wcześniej były ukrywane. Izolda z pozoru mądra i stateczna kobieta zaczyna poddawać emocjom zaślepiającym zdrowy rozsądek. Iszrak wykaże się niesamowitą rozwagą oraz czymś jeszcze, w pewnym momencie zaczęłam wątpić w szczerość jej zachowania, czy czasem nie podaje się za kogoś kim naprawdę nie jest...
Wbrew wszystkiemu największym rozumem oraz bystrością wykazywał się przez wszystkich uznawany za głupca sługa Freize. Jego zmysł obserwacji oraz analizy nie jeden raz pomógł oraz zadziwiał. Przy tym charakterystyczne poczucie humoru sprawiało,że tę postać wręcz nie można nie polubić.
Krucjatę czyta się niebywale szybko, autorka doskonale wykreowała bohaterów oraz miejsca w których się znajdowali. Doszły nowe tajemnice,  fakty, które rzuciły cień na pewne sprawy oraz i ludzi. Co do zakończenia, pobudziło moją ciekawość do tego stopnia,że nie wiem jakim cudem doczekam się kolejnej części. Jestem pod ogromnym urokiem pióra Philippy Gregory, nie spodziewałam się,że powieści historyczne zawładną mną do tego stopnia. Gorąco polecam ponieważ tę serię czyta się lekko i przyjemnie.



Książka bierze udział w wyzwaniach - "Grunt to okładka" motyw kobieta, oraz "Klucznik"


Czytaj dalej...

Gra o miłość



Trzecia i zarazem ostatnia część Kronik Rodu Lacey, tym razem opowiadająca o nieślubnym synu hrabiego Dorset. Kit od najmłodszych lat, dokładnie po śmierci matki wychowywał się wśród aktorów, jego opiekun dbał o chłopca wprowadzając w tajniki trupy teatralnej. Turner już jako młodziutki chłopiec bardzo dobrze odnajdywał się na scenie, niestety ten sposób zarobku niósł ze sobą wiele nieprzyjemności. W czasach gdy fanatycy religijni oskarżali grających na scenie o niegodne zachowanie, tępiąc oraz grożąc strasznymi konsekwencjami. Kit znał z doświadczenia jakim niebezpieczeństwem jest znaleźć się samemu w tłumie fanatyków...
Natomiast Mercy Hart to skromna młoda panienka, wychowująca się w zamożnej rodzinie kupca, pobożny ojciec wiele razy wygłaszał swoje poglądy na temat ludzi oglądających przedstawienia wystawiane na deskach teatru. Mercy obawiająca się wszelkich możliwości zgrzeszenia nosi się bardzo skromnie, by w żaden sposób nie okazać swej próżności, ani grzesznych myśli. Dziewczyna swym ubiorem nie tylko ukrywa swe wdzięki, ale również szpeci.
Gdy dostaje zaproszenie na przyjęcie do swej przyjaciółki  nie ma pojęcia,że spotka tam jednego z najsławniejszych aktorów. Z jednej strony podziwianego jak i potępianego za wykonujący zawód. 
Młodzi ludzie spotykający się spojrzeniami, jedna chwila i oto ich życie ulega zmianie, Mercy nie zdaje sobie sprawy czym jest zakochanie, jednak w obecności Kita tak dziwnie się czuje, jest jej na zmianę zimno i ciepło. W dodatku została poproszona o zagranie na lutni, Stres oraz to drugie nieznane uczucie mieszają w sercu i umyśle niedoświadczonej młodziutkiej kobiety. Kit również zwrócił uwagę na tę właśnie ostatnią z przedstawionych panien, jej twarz, figura i zachowanie niesamowicie przyciągały. Nieśmiałość z jaką spoglądała na mężczyznę. Jeżeli wcześniej nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia to teraz stał się jej świadkiem. 
Niestety ta miłość nie ma prawa bytu. Ojciec dziewczyny nie uznaje związku kimś takim jak aktor, komediant. W jego oczach jest to rzecz niedopuszczalna, Mercy chcąc związać się z ukochanym będzie musiała wybrać między nazwiskiem, majątkiem oraz rodziną. Bądź zrezygnować z pięknego uczucia, które tak nagle się zrodziło...

Każdy kto zapoznał się z poprzednimi częściami Edwards może spodziewać się wspaniale odzwierciedlonymi czasami epoki panowania królowej Elżbiety. Dokładne opisy miejsc akcji przenoszą czytelnika na Londyńskie ulice gdzie w zgiełku codzienności można przyglądać się rozgrywającym sceną. 
Na pozór wydawać by się mogło,że kolejna powieść o miłości nie może nam zaoferować niczego nadzwyczajnego, jednak w przypadku tej autorki w żaden sposób coś znanego nie od dziś będzie można chłonąć całym sobą.
Autorka kolejny raz ukazała kunszt pracy i wiedzy historycznej, którą w bardzo przystępny sposób oddaje w swej powieści. Czyta się lekko z ogromnym zainteresowaniem, czekając do samego końca jak rozwikłają wszystkie zagadki na drodze młodych zakochanych.  
Zdecydowanie polecam, tutaj nie muszę namawiać bo kto rozpoczął przygodę z losami Rodu Lacey z pewnością będzie chciał dowiedzieć jak zakończą życiowe perypetie ulubionych bohaterów. 
Mnie osobiście jest bardzo przykro,że muszę się rozstać ponieważ naprawdę polubiłam tę serię. Dla tych, którzy jeszcze się łamią czy mają czytać, odpowiem. Warto! 



Książka bierze udział w wyzwaniu - "grunt to okładka" - motyw kobieta, oraz "Klucznik"

Czytaj dalej...

Odmieniec. Zakon Ciemności



Tajna organizacja badająca znaki nadchodzącego końca świata, nosząca nazwę Zakonu Ciemności, w tym miejscu są wybierani inkwizytorzy i wysyłani w miejsca gdzie dzieją się niepokojące zjawiska. Luca Vero zwany również odmieńcem ze względu na swój wygląd oraz wyjątkowe zdolności matematyczne otrzymuje polecenie poprowadzić dochodzenie w zakonie, gdzie od jakiegoś czasu siostry zachowują się jak obłąkane, lunatykują, noszą rzekome stygmaty... rodzą się przypuszczenia,że to sam szatan wdarł się w miejsce modlitwy.
Inkwizytor wraz ze swym Skrybą Piotrem oraz sługą Freize udają do klasztoru, na miejscu dowiadują się o domniemanych opętaniach, w dodatku pierwszej nocy Luca jest świadkiem ucieczki jednej sióstr, która na swych dłoniach nosiła ślady krwi, czy były to prawdziwe stygmaty, czy rany w wyniku samookaleczenia? 
Inkwizytor zaczyna od przesłuchań, chce zebrać jak najwięcej informacji,  coś mu w tym wszystkim wydaje się dziwne, jednak czy zarzuty, które padły z ust szafarki mają pokrycie w czynach? 

Kiedy ojciec Izoldy Lucretili umiera okazuje się,że jego ostatnią wolą było by córka poślubiła księcia, którego sam jej wybrał z męża, bądź w razie odmowy wysłanie Izoldy do klasztoru założonego przez jej rodzinę. Ma sprawować pieczę nad całym zakonem, tym sposobem brat odsuwa młodą kobietę od domagania się praw spadkowych. Ksienia nie potrafi pogodzić się z nową rolą jaka na nią spadła, wraz ze swą oddaną towarzyszką Iszrak obserwują zajścia jakie się dzieją w bramach klasztoru. Mają swoje podejrzenia względem dziwnych ataków histerii oraz widzeń sióstr zakonnych, niestety nie potrafią znaleźć dowodów. Gdy zjawia się młody inkwizytor mają nadzieje,że ten prowadząc dochodzenie sam rozwikła zagadkę. Niestety komuś zależy by cała wina wszystkich zajść spadła na niedawno przybyłą Izoldę oraz jej niepokojącą  towarzyszkę...


Od jakiegoś czasu interesują mnie książki o tematyce historycznej, dlatego z chęcią sięgnęłam po Odmieńca, gdzie fabuła nawiązywała do czasów inkwizycji oraz lęku ku nadchodzącym końcu świata. Byłam ciekawa jakim językiem operuje Philippa Gregory, wprawdzie posiadam kilka pozycji jej autorstwa, jednak było to moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarki. Muszę przyznać,że jestem zadowolona z tego co Gregory przedstawiła w Odmieńcu, bardzo dokładnie oraz ciekawie odzwierciedliła klimat panujący w tamtejszych czasach, dzięki czemu mogłam na jakiś czas znaleźć się w XV wieku uczestnicząc w dochodzeniach mających na celu wyszukanie zjawisk napawających lękiem kościół. Każde przejawy inności były brane jako sprzymierzenie z szatanem, posądzanie o czary, palenie na stosie, bądź inne tortury. Każda postać była dopracowana pod każdym względem, dzięki czemu bez problemu można było wysnuć odpowiednie wnioski względem danego bohatera. 
Dodatkowo historia jaką stworzyła Gregory bardzo mnie zaintrygowała i wciągnęła, jestem niezmiernie ciekawa jak potoczą się dalsze losy  Vero  oraz Izoldy, ich wspólna podróż jeszcze się nie skończyła, a zakończenie obiecuje wiele nowych przygód. 
Wydaje mi się,że tej książki nie trzeba polecać, miłośnicy powieści historycznych oraz fani Philippy Gregory z pewnością będą zadowoleni zaś tym co chcieliby zacząć swoją przygodę z tym właśnie gatunkiem szczerze polecam zacząć od właśnie tej pozycji. Z pewnością się nie rozczarują.





Czytaj dalej...

Mąż zastępczy



Biorąc ślub małżonkowie myślą,że od teraz będą na zawsze razem, nic ani nikt nie będzie ich wstanie rozdzielić. Wiadomo bywają lepsze, czasem gorsze dni,ale to normalne. W końcu nigdzie nie jest idealnie. Gorzej gdy zaczyna się psuć po cichutku, nie wiadomo jak zareagować, przeczekać aż samo się naprawi? Może później nie będzie co ratować, bo problem ulegnie przedawnieniu i nic zupełnie nic nie pomoże? 
Tak właśnie było z Piotrem, tego pięknego wiosennego dnia wracając po pracy do domu nie spodziewał się,że oto za chwile jego życie stanie na głowie. Według niego małżeństwo było udane, przecież kochał Karolinę, jej ślubował. Słowa wypowiedziane wiele lat temu były niezwykle ważne. Jak to możliwe by jakiś inny, beznadziejny facet zajął jego miejsce? Co najważniejsze dlaczego nie zwrócił uwagę,że wraz z żoną zaczęli żyć obok siebie, a nie z sobą.
Karolina zamknęła za sobą drzwi. Czas leciał, mijały dni, tygodnie. Nie potrafił sobie znaleźć miejsca. Nie przeszkadzał mu nieład w mieszkaniu, tylko ta cisza nienaturalna. Sprawiała,że nie umiał pozbierać myśli. W dodatku musiał pomyśleć o pracy, poprzednie podjęte nie dawały mu radości z tego co robi, a on nie lubił i nie chciał się męczyć. Przez przypadek, dzięki sąsiadce proszącej o pomoc wpada na pomysł, jak mógłby zarabiać i być panem samego siebie. 

Pracując jako "mąż zastępczy" nie mógł narzekać na rutynę, nuda nie mogła Piotrowi dokuczać. Klientów miał różnych tak jak i zlecenia. Kiedy jechał bladym świtem do mieszkania przestraszonej kobiety po to by ratować przed grasującym wewnątrz nietoperzem nie zdawał sobie sprawy ile dziwnych, ciekawych oraz wartościowych znajomości się wywiąże. Bo nawet zwykłe ratowanie kota przebywającego na drzewie może mieć znaczenie, jeżeli nie za pierwszym razem to za drugim. Niepewna, niezbyt sympatyczna właścicielka pupila powoli zacznie pokazywać prawdziwą twarz, oraz odkryje swoje sekrety. 
Zrozumie jak wygląda życie samotnej matki, również jak on cierpiącej po zdradzie ukochanego, tęsknota i brak zaufania. Przyglądanie się tym wszystkim ludziom pomoże dojść do wielu wniosków. Wiele razy zadania były zabawne, jak na przykład w przypadku pisarki pani Jolanty, jej polecenia nie jeden raz wprawiały mężczyznę w osłupienie, a na końcu śmiech. Jednak miały one swój określony cel, zaś Piotr odgrywał ważną rolę. Było coś jeszcze, dziwne telefony. Nieznajoma kobieta, dzwoniąca z różnych numerów, zmieniająca głos. Zadawała pytania i w zależności od odpowiedzi punktowała... siebie bądź Piotra. Co najlepsze mężczyzna nie potrafił rozpoznać kiedy dzwoni Ta właśnie osoba. Co było niezwykle intrygujące.  Nie spodziewał się,że bierze udział w pewnym spektaklu....


Nie mogłam się doczekać kiedy ukaże się najnowsza powieść Joanny M. Chmielewskiej,  przeczuwałam,że z pewnością się nie rozczaruję, ponieważ ogromnie polubiłam styl autorki oraz tematy poruszane w swoich książkach. "Mąż zastępczy" jest zwykłą, niezwykłą powieścią, o życiu. Wydawać by się mogło,że tyle razy tematy rozstawania, zdrad był poruszany, że może się znudzić, ale nie tutaj. Pani Chmielewska wspaniale prowadzi czytelnikach po stronach, pokazując życie z różnych stron, wielu perspektyw. Tego kto uczy się tłumić ból, pomagając innym ludziom, może i dla zarobku. Jednak czasem przypadkowe znajomości z obcymi ludźmi mogą być niesłychanie wartościowe. Zastanawiam się, który z bohaterów był mi w jakiś sposób bliski, kogo polubiłam bardziej lub mniej. Muszę przyznać,że tutaj każdy był ważną częścią układanki. Na pozór zwariowana pisarka Jolanta udowodniła,że można spełnić swoje marzenia, nawet jeżeli wyglądałoby to dziwnie dla kogoś przyglądającego się z boku...Natomiast Jagoda ze swoją córką Anotsią  były genialne, rozumowanie małej dziewczynki było niesamowite i niejeden raz wprawiało w rozbawienie.
Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie ucieszyła, a dokładnie powrót do kawiarni "Pod liliowym kapeluszem", miło wrócić do bohaterów z którymi się zżyło w poprzednich historiach. Do Weroniki, Jędrka i kilku innych... 
Polubiłam postać Piotra, w pewnym sensie było mi go szkoda, zdrada zawsze boli, nawet jeżeli człowiek w jakimś momencie powinien był wykazać więcej uwagi względem bliskiej osoby, to akurat taka "kara" jest bardzo przykra.  Mimo tego wszystkiego dobrze sobie radził, owszem cierpiał ale miał swoją godność, postanowił wziąć życie w swoje ręce i radził jak potrafił. 
Bardzo lubię twórczość Joanny M. Chmielewskiej, nie wiem jak to jest,że każdą książkę pochłaniam w jeden dzień, a później następuję okropny czas oczekiwania na kolejną...Męża zastępczego mogę polecić każdemu, świetna lektura, która się po prostu sama czyta.









Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi"

Czytaj dalej...

Muzycznie po raz któryś :)

Jak wiecie lubię wam tutaj kochani serwować moje piosenki,które słucham, jakiś czas temu na blogu Ani RK pojawiła się lista smutaśnych piosenek i Ania prosiła o tytuły. Jako,że do takich kawałków potrzebny jest odpowiedni nastrój (a raczej jego brak) postanowiłam,że oto właśnie dzisiaj kilka z moich perełek zaprezentuję. Wiecie pogoda byle jaka to i humor nie za bardzo...


Jako pierwsza będzie moja kochana pioseneczka, którą słucham od wielu wielu lat i mogę w kółko nie przestawać i nigdy się nie znudzi:)


 Kolejna przy, której potrafię się totalnie rozkleić pochodzi z Islandii, przez przypadek trafiłam na nią dzięki mojemu serialowi, kocham ją od pierwszych nutek:)


Powiem wam kochani,że ten dziwny zespół ma świetne kawałki, to znaczy ja uwielbiam ich niespotykaną muzykę, to jak jest śpiewana, aaa kocham, tutaj jeszcze jeden mój ulubieniec..


Zawładnął mną również Eddie Veder, Society są niesamowite.... polecam film do którego właśnie powstał ten utwór, jest wspaniały! "Wszystko za życie" :)


I na konie fajniutka ballada, zespół przeważnie serwuje mocniejsze brzmienia, a tutaj proszę taka niespodzianka:)


Tak właśnie wygląda w minimalnej wersji moja lista ulubienic, w rzeczywistości jest ona duuużo duuużo dłuższa, ale gdybym miała wszystko dodać to wątpię by komuś by się chciało słuchać ;)
 
Znacie? Słuchacie? Może coś wam się spodobało? :)
 
Czytaj dalej...

Martwy punkt




Urokliwe miasteczko Three Pines gdzie mieszkańcy znają się niemalże od dzieciństwa, każdy  ma tutaj swoje zajęcie oraz przyjaciół. Atmosfera panująca w tym miejscu jest iście rodzinna, okoliczna ludność nie ma w zwyczaju zamykania domów oraz aut, w końcu nikomu nic nigdy się nie stało. Do czasu. Gdy w dzień święta dziękczynienia zostaje znalezione ciało jednej z najbardziej lubianych mieszkanek miasteczka Jane Neal, jednak najdziwniejsze w całej sprawie to w jaki sposób została pozbawiona życia. Zginęła od strzały z łuku... Chwila gdy wieść rozchodzi się po ulicach Three Pines jest nieodwracalna, nikt nie potrafi zrozumieć dlaczego właśnie Jane padła ofiarą, zostaje jeszcze pytanie. Czy strzał był zamierzony? Może tylko czysty przypadek, kłusownik celował w zwierzynę, ale niestety strzała trafiła niewinną kobietę.
Na miejscu pojawia się doświadczony detektyw Armand Gamache, znany jako jeden z najlepszych obserwatorów, widzi wiele rzeczy, które na pierwszy rzut nie mają nic wspólnego ze sprawą, a jednak później stają się kluczowe w rozwiązaniu zagadki. Wraz z nim przyjeżdża przyuczająca się do zawodu agentka Yvette Nichol, duma swojego ojca. Dziewczynie bardzo zależy na aprobacie przełożonego, za wszelką cenę będzie starała się wykazać. Tylko czasem wystarczy mniej mówić, a przyglądać się, czego Yvette nie będzie potrafiła pojąć.


Clara traktowała Jane Neal jak przyjaciółkę, powierniczkę, kogoś najbliższego jej sercu. Kiedy Peter przyniósł informacje o śmierci staruszki jej świat legł w gruzach. Przez cały długi czas oczekiwania na Jane miała nadzieje,że ta zjawi się obok niej i będzie niezgrabnie tłumaczyła swoje spóźnienie. Niestety tak się nie stało. Straszna informacja rozeszła się jak za smagnięciem bicza. Nie było żadnych wątpliwości. W dodatku pytanie, które zadał detektyw spędzało sen z powiek. Jeżeli Jane została zamordowana kto mógł chcieć jej śmierci? Przecież była najwspanialszą osobą jaką znała. Oczywiście kochała swojego męża, jednak to z Jane uwielbiała rozprawiać o sprawach dotyczących egzystencji, tego jak Clara reagowała na pewne zachowania ludzi. Właśnie u Jane zaznawała spokoju, gdy swym dobrym słowem oraz ramionami otaczała zagubioną kobietę. Teraz jej serce zostało wyrwane z piersi. Jane już nigdy nie usłyszy jej głosu.
Niestety życie toczy się dalej, trzeba zająć się innymi ważnymi sprawami, jak na przykład domem oraz psem zmarłej. W grę wchodzi sprawa spadku, no i tego czy konieczne będzie przeszukanie domu.

Detektyw Damache obserwuje Three Pines, siedząc w miejscowym bistro ma dobry widok na ulice miasteczka. Tego dnia ludzie jakby zwolnili tempo, zatrzymywali się by porozmawiać o niespodziewanej śmierci Jane Neal. Armand w swoim wieloletnim doświadczeniu wiedział jedno, że aby dotrzeć do sedna, trzeba wtopić w społeczeństwo, sprawdzić jak dana osoba zareaguje na wieść o domniemanym morderstwie. Jak mu się zdawało sprawca znajdował się wśród mieszkańców. Nie wiedział tylko czy jego zamiary były przypadkowe lub świadome, jeżeli zabił celowo to jaki był tego motyw i komu naprawdę mogło zależeć na usunięciu nikomu nie zagrażającej staruszki. Albo co ta z pozoru nie rzucająca się w oczy kobieta mogła wiedzieć, iż stała się celem? Detektyw musi przeprowadzić wiele rozmów, każda z nich musi dostarczyć mężczyźnie jak najwięcej informacji.

W skrócie opisałam co dzieje się w książce, teraz pozwolę sobie na opis własnych odczuć. Z przykrością muszę przyznać,że "Martwy punkt" mnie rozczarował. Przygotowałam się na naprawdę mocny kryminał, z morderstwami i to nie byle jakimi bo śmierć miała być zadana od strzał z łuku. A co zastałam? Jedna zamordowana, nie wiadomo czy przypadkiem. Oczekiwałam napięcia, mrocznej atmosfery miasteczka gdzie na każdym kroku czyha zagrożenie, sprawca grasuje w pobliskim lesie, zaś mieszkańcy nie ufający sobie nawzajem zamykają się przed najbardziej zaufanymi osobami. Tutaj była jedna śmierć, no może i dwie bo później coś tam wychodzi w śledztwie, ale nic strasznego. Nie miałam nawet okazji poczuć dreszczu emocji, bo najnormalniej w świecie się nudziłam! Bohaterowie byli jacyś bezpłciowi, jedyne uczucia jakie się we mnie pojawiały to niechęć i irytacja gdy na pierwszym planie pojawiała się postać agentki Nichol, jak ona mnie drażniła, arogancka dziewucha nie potrafiąca zachować wśród ludzi. Teraz muszę przyznać,że dzięki tej postaci się nie zanudziłam. Akcja toczy się w ślimaczym tempie, żeby nie powiedzieć,że wcale. Nasz świetny detektyw błądzi niczym ćma we mgle szukając mordercy. Przede wszystkim uważam,że niektóre sceny były niepotrzebne. Nie rozumiem w jakim celu opisywane były potrawy, które spożywali bohaterowie, te opisy kanapki, tego co się na niej znajdowało, a nawet jak była przegryzana... Będę szczera omijałam te fragmenty bo ani nie wnosiły niczego ciekawego, a w dodatku irytowały.
Chciałabym naprawdę chciałabym napisać,że książka bardzo przypadła mi do gustu, ale niestety nie potrafię kłamać. Przeczytałam już wiele kryminałów, świetnych bądź trochę słabszych, ale "Martwy punkt" jest najgorszym z dotychczas przeze mnie poznanych.
Nie będę nikogo zniechęcała, ponieważ książka ogólnie jest porządnie napisana, widać każdy poruszony temat został odpowiednio analizowany, być może inny czytelnik będzie pod wrażeniem. Ja niestety nastawiłam się na więcej brutalności, emocji, strachu a nic takiego nie otrzymałam.




Książka bierze udział w wyzwaniu "historia z trupem"
Czytaj dalej...

Zapowiedzi

Mam dzisiaj dla was zapowiedzi dwóch ciekawych książek, które ukażą się 18-go marca   w wydawnictwie Replika, mam nadzieje,że zainteresujecie się nimi. Mnie obie wydają się naprawdę ciekawe:)

 "Policjant" Jerzy Jakubowski


Bestialskie praktyki „poznańskiego nekrofila”, seryjne zabójstwa chłopców, patologie, wynaturzenia, zuchwała kradzież sarkofagu św. Wojciecha z katedry gnieźnieńskiej…
Poznaj kulisy dramatycznych wydarzeń, które w latach osiemdziesiątych wstrząsnęły opinią publiczną.






 "Bezcenny dar" Jim Stoval

Kiedy Red Stevens umiera, wszyscy członkowie jego rodziny jednoczą się w zachłannym oczekiwaniu na wielomilionowy spadek. Okazuje się jednak, że bogaty staruszek miał swoim bliskim do przekazania coś znacznie cenniejszego niż pieniądze...










Nie wiem jak wam, ale mnie przypadły do gustu obie książki, mimo swojej różnorodności :)

Czytaj dalej...

Stosik marcowy

Kochani mam wam do zaprezentowania moje najnowsze nabytki, są bardzo zacne,niezmiernie się z nich cieszę, dlatego pozwoliłam sobie zrobić im małą sesję zdjęciową ;) 




Zaczynamy od góry:)

1. "Nie zabija się czarnego kota" Bonia Wit - Jakoś spodobał mi się tytuł ,no bo kotek i jeszcze jego prześladowanie, mam przeczucie,że będzie fajnie:)

2. "Martwy punkt" Louise Penny - Kryminalik, morderstwa w lesie, nie byle jakie, ofiary giną od strzał z łuku...

3. "Kamienie Liry. Potomek" A. E. Olss - Opis tak mnie zainteresował,że gdyby nie fakt mojego jutrzejszego wyjazdu  pewnie spędziłabym z nią dzisiejszą noc:)

4. "Gra o miłość" Eve Edwards - W końcu mam trzecią część!! niestety jest to już ostatni tom i tak bardzo mi smutno z tego powodu:(

5. "Odmieniec" Philippa Gregory - Jakoś mnie wzięło na tego typu książki więc zagościł na mojej półeczce ten śliczny nabytek.

6. "Krucjata" Philippa Gregory - Zastanawiam się czy nie pokręciłam kolejność, ale wtajemniczeni wiedzą o co chodzi :) 

Teraz zaprezentuje wam moje zdjęcia jakie sobie dzisiaj pocykałam:)


 





Dzisiaj u mnie jest wyjątkowo zdjęciowy stosik, można sobie książeczki obejrzeć z każdej strony:) Podoba wam się, któryś z moich nabytków? :)





Czytaj dalej...

Powrót do Ferrinu


Wracamy do Ferrinu wraz z Anaelą, tym razem kobiecie wydaje się,że wie czego może się spodziewać po tej krainie, a tym bardziej jej mieszkańcach. Jednak Bogowie mają swoje plany, tutaj oni decydują i kierują każdym krokiem. Ona ma tylko wypełniać ich zamysły. Czas jaki wybrali do jej pojawienia się zaskakuje, bo znała go tylko z opowiadań i wspomnień ukochanego. Teraz ma szansę zapobiec nieszczęściu. Taką ma przynajmniej nadzieje. Cienie jeszcze żyją. Ma możliwość je uratować przed okrutna rzezią. Spotyka wiele osób z poprzedniej wyprawy, które teraz nie mają pojęcia o jej istnieniu, nie rozumieją dlaczego zwraca się do nich jakby znali od zawsze. Saris, ukochany cień. on pierwszy staje u jej boku. Może nie do końca rozumie jej roli, jednak coś sprawia,że ulega dziwnej kobiecie o niespotykanych włosach. Kiedy ma dojść do starcia z Feriańską księżniczką wspiera swą nową przywódczynię. Anaela została mianowana Wielką Władczynią, ot tak bogowie zechcieli urozmaicić jej przebywanie w tym wymiarze. Obdarzyli olbrzymią mocą, ale i przekleństwem. Anaela zdaje sobie sprawę,że tutaj nic nie zależy od niej, mimo magii jaką dysponuje, każda decyzja niesie konsekwencje. Jedni zginą drudzy przeżyją. Coś za coś. Chroniąc ukochanych sprawi im więcej bólu niż byłoby to możliwe. A do końca jej wędrówki daleka droga.  Niedopuszczenie do szarej śmierci jest kroplą w morzu  tego co musi wykonać, co gorsza niektóre jej decyzje będą niosły tragiczne skutki. 

Jest jeszcze jedna rzecz. Jej ukochany Selinaris.Jakże trudno będzie udawać,że nic się do niego nie czuje. w tym wymiarze on nie ma pojęcia kim jest przybyła istota mianująca Wielką Władczynią. Jej pewność siebie i bunt wprawi nie jeden raz w złość, rozpacz oraz podziw. Jednak najgorsze będą konsekwencje. W czasie gdy jeszcze nie doszło do wygania księcia, gdy żyła ukochana siostra wszyscy mieszkańcy królestwa nie będą rozumieli zamiarów nowo przybyłej. Jedynie Król Ferrinu dowie się z jakim planem do jego zamku wtargnęła ludzka kobieta. Misternie przedstawiony plan będzie wydawał się szalony, ale i wspaniały... Tylko czy bogowie zgodzą się by to co ma wyglądać na proste rzeczywiście takie było? 


Mam ochotę napisać "ojej" jakże trudno recenzować drugą część Ferrinu nie zdradzając jego treści! Już dawno nie musiałam aż tak lawirować w temacie. Każdą informację jaką chciałam przedstawić miałam wrażenie,że spoileruje. Tak więc jest troszkę słów mało treści, ale to celowe. Osoby, które mają przed sobą lekturę książki mam nadzieje,będą mi wdzięczne. Sama nie mogłam się doczekać kiedy sięgnę po powrót, w końcu tyle lat trzeba było czekać. Jeżeli wcześniej pisałam,że Gra o Ferrin mnie podbiła, to nie wiem co powinnam napisać o tym tomie.Jest naprawdę świetny. Co najważniejsze każda strona niesie niewiadome.Czytając odwracałam kolejne kartki i zastanawiałam się czym jeszcze zaskoczy mnie treść! Coś niesamowitego. Czegoś takiego potrzebowałam. Do ostatniej strony czułam napięcie, które nie opuściło mnie po przeczytaniu końcowego zdania, a wręcz przeciwnie. Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na trójeczkę. Wiem,że Kroniki Ferrinu mają swoich fanów i antyfanów. Ja na szczęście należę do grupy, którzy przepadli z chwilą gdy znaleźli się w lesie tysiąca. Nie rozumiem dlaczego ludzie tak się czepiają książki. Dla mnie jest w niej wszystko czego oczekuję od książki fantasy, a może i nawet więcej. W dobie schematów i powielania tego samego Ferrin jest jedyny w swoim rodzaju. Kiedy siadałam do czytania wiedziałam jedno,że nie będę się nudziła,  oderwanie od tego świata nie będzie proste. Tak więc moi drodzy ja przez kilka dni i nocy (bo nawet jak spałam) byłam w Ferrinie. Z przykrością odkładałam pięknie wydaną książkę. Jako wielka fanka oprawy muszę przyznać, jest to chyba najładniej wydana książka z gatunku fantasy. Znacie mnie i wiecie,że jestem szczera, nie jeden raz krytykowałam gdy mi się coś nie podobało, ale do Ferrinu nie umiem się przyczepić. Było tam kilka słów nie pasujących do całości, ale nie specjalnie mnie one raziły w oczy. Radziłabym niezdecydowanym. Dać się porwać książce, nie czytać mając przed oczami analizujące recenzje, gdzie fabuła jest rozbierana na części pierwsze. Każdy powinien mieć własne zdanie. Dla mnie Ferrin jest świetny i będę go broniła, a teraz pozostaje mi odliczać do kolejnej premiery...







Książka bierze udział w wyzwaniach -  "Polacy nie gęsi" oraz "Grunt to okładka" motyw kobieta, oraz "Klucznik"


Czytaj dalej...

Przygody Basi

Basia jedzie z mamą na zakupy, jak wiadomo w marketach jest dużo ciekawych rzeczy. Zwłaszcza dla dzieci, które trafią do działu z zabawkami, tak jak Basia i jej brat Janek. Dziewczynka dowiedziała się,ze można dostać za darmo laleczkę, to znaczy w gratisie. ale tego już nie rozumiała. Ważne,że można ją było dostać nie płacąc pieniędzy. Mama musiała dziecku uświadomić,że aby mieć laleczkę trzeba kupić dwa samochodziki. Na tym właśnie polegają promocje, aby zmylić kupujących do kupowania niepotrzebnych im rzeczy. Niestety Basia bardzo chciała mieć laleczkę, była nawet gotowa zrezygnować z kupna mleka na rzecz zabawki, a wszystko dlatego,że dziewczynki w przedszkolu mają całą masę zabawek. 
Mama wytłumaczyła Basi,że nie każdy ma na tyle pieniędzy by móc kupować to o czym zamarzy...

Jak już wiecie lubię bajki dla dzieci, czytać i  polecać. Z Basią miałam styczność po raz pierwszy, ale już wiem,że na pewno nie ostatnio. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, która poruszyła trudny temat w bardzo przystępny sposób  tak aby małe dziecko mogło pojąć idee posiadania wszystkiego, jak w przypadku Basi laleczek. Dialogi są bardzo prosto skonstruowane, czyta się przyjemnie oraz lekko. W dodatku we wnętrzu przeważają ilustracje, jest wesoło i przyciągająco, czyli wszystko to co dzieci lubią najbardziej. 




 W tej części Basia wybierze się wraz ze swą mamą do szkoły tańca. Jak się okaże sprawa na początku nie będzie taka prosta, nawet spotka się ze stresem, jednak już po pierwszej lekcji baletu dziewczynka będzie szczęśliwa. W końcu ruch to samo zdrowie, a ten właśnie taniec w baletkach i pięknym stroju sprawi wiele radości, a wszystko dzięki mamie, która stwierdzi,że potrzebuje ruchu, a najlepiej łączyć przyjemne z pożytecznym rozpocznie lekcje Flamenco. Obie kobietki przeniosą ten jakże przyjemny sport do domu, tak więc w rodzinie zagości taniec. Nie obejdzie się również bez występu w dniu urodzin taty. Mama z córeczką zaprezentują swoje umiejętności nabyte podczas lekcji. 

 Kolejne spotkanie z Basią było równie przyjemne jak poprzednio. Bajeczka mimo,że przeznaczona dla tych najmłodszych potrafi spodobać nawet tym dużym. Uważam to za wielki plus, w końcu nie jest łatwo znaleźć bajkę, która w krótkim przekazie nie dość,że zainteresuje to w dodatku "przemyci" nowe informacje rozwijające widzę dziecka.  Zainteresowała mnie seria z Basią w roli głównej, szczerze polecam dla każdej mamy i ich dzieciom. Na pewno spodoba się milusińskim, wiem bo moje odwiedzające jak złapały do rączek tak z zaciekawieniem przeglądały strony, to chyba najlepsza rekomendacja.
Bajeczki są naprawdę bardzo ładnie wydane, żywe przyciągające kolory zwracają uwagę, w dodatku jak wspomniałam wcześniej ilustracje nawiązujące do omawianego tematu pomagają ze zrozumieniem tekstu. Krótkie zdania, nie zanudzające małego czytelnika. Bo bajeczkę można śmiało polecić uczącym się czytać dzieciaczkom. Wydaje mi się,że warto zaopatrzyć się w domu o książeczki z tej serii. 





Czytaj dalej...

Błękit Szafiru



Znowu wracamy do Londynu gdzie Gwen próbuje oswoić się z faktem posiadania genu, dzięki któremu przenosi się w czasie. Jej relacje z Gideonem niby się zmieniły jednak nastolatka nie potrafi rozgryźć zachowania chłopaka. W dodatku nie ułatwiają jej ciągłe tajemnice oraz przytyki na brak wiedzy. Przez matkę, która zataiła prawdę o jej dziedzictwie Gwen nie została odpowiednio przyszykowana do elapsji oraz innych misji jakie serwują członkowie zgromadzenia. Jej kuzynka prawi złośliwości, wyszukując na każdym kroku dowodów braków wiedzy. 
Przed dziewczyną kolejne zadania, tym razem ma wystąpić na przyjęciu, bo tak zażyczył sobie sam hrabia. Wszystko było by pięknie gdyby nie fakt,że Gwen nie ma obycia z manierami w tamtejszych czasach, żeby było weselej ma pojawić się na balu. Jak wiadomo trzeba potrafić tańczyć, walca. Podawać rączki, odpowiednio uśmiechać i tak dalej. W tejże trudnej nauce ma pomagać nie kto inny jak wredna kuzynka Charlotta. Wydaje się,że wszystko sprzysięga się przeciwko niej, ale z pomocą przyjdzie xemerius oraz kolega duch. W końcu będą mogli do czegoś przydać. Podczas jednej z elapsji nasza bohaterka spotka się ze swym dziadkiem, który jeszcze nie ma pojęcia z kim się ożeni...ot takie uroki podróżowania w czasie. Kilka tajemnic zacznie nabierać form, wspólnie z przyjaciółką i właśnie dziadkiem zaczną dowiadywać się dlaczego został skradziony chronograf, dlaczego Paul ze swą ukochaną tak martwią się o Gwendolyn. 
Największym zagrożeniem jest hrabia, ale ten zaczyna się dziwnie zachowywać, mianowicie jego zachowanie względem ostatniej z dwunastki jest bardziej przychylne. Jednak czy zamiary ma szczere? 

Nie brakuje miłosnych zawirowań, jak wszystkim już wiadomo Gwen jest zakochana w Gideona, jednak biedna nie wie czy ten odwzajemnia jej uczucia. Ciągle po między nimi stoi kuzynka. We wszystkim idealna, Wzór do naśladowani  i ogólnie najlepsza z najlepszych. Poza tym,że jest mistrzynią w złośliwości. Na horyzoncie pojawia się brat przystojniaka, lekkoduch i imprezowicz, ale posiadający zalety, właśnie on pomoże w rozszyfrowaniu czegoś co będzie miało znaczenie dużo, dużo później. Rubinka uda się na specjalną audiencje do samego hrabiego, niestety ta wizyta mimo,że nie najgorsza złamie jej biedne młode serduszko. Jaką informacją podzieli się straszny i przebiegły przywódca? Tego oczywiście nie zdradzę. 


Chciałam na wstępie kochani poinformować was,że ta recenzje może być dość nieudolna, z kilku powodów. Czytałam książkę będąc w szpitalu i jakoś nie mogłam się na niej skupić tak jak powinnam. Jeżeli zdradziłam za dużo, bądź coś poplątała napiszcie od razu będę poprawiała. 
Wróćmy do moich odczuć. W drugiej części dzieje, się oj dzieje. Podejrzewam,że gdybym czytała w domu książka pochłonęłaby mnie na jeden wieczór, a tak jest jak jest. Nasza kochana Gweni w końcu zaczyna pokazywać,że ma jakiś charakter. Podejmuje samodzielnie decyzje, już nie chodzi jak ciele we mgle i użala się nad sobą. Fakt nie bardzo jest zadowolona z zmiany jaka nastąpiła w jej życiu. Na szczęście potrafi odpowiedzieć. Najbardziej spodobało mi się jej zachowanie właśnie podczas przyjęcia, dziewczyna się wyluzowała i nieźle mnie ubawiła. Gideon zaczyna myśleć, to znaczy przestaje ślepo wierzyć w to co mówi hrabia. Bo jak dotąd starzec był dla niego alfą i omegą. Co mnie osobiście niezmiernie irytowało. Najlepszy i tak jest Xemerius, mój ulubieniec,zawsze ma coś do powiedzenia i to jeszcze jak! Charlotta jak to zołza, prawi swe komentarze w taki sposób by skompromitować Gwen. 
Starczy o bohaterach, troszkę powiem o fabule. Była dużo ciekawsza jak w pierwszej części, tutaj tempo jest konkretne, nie ma przynudzania, czego bym chyba nie zniosła. Cieszę się,że mam trzecią część na półeczce bo zakończenie mnie no powiem szczerze wprawiło w niemałe zdziwienie, z drugiej strony martwię się co ja zrobię jak zakończę trylogie czasu? Pozostaje pytanie jak żyć? Dlatego nie czytam zieleni, czekam na godnego następce..
Cóż mogę jeszcze napisać trylogia Gier jest świetna, jeżeli ostatni tom będzie przynajmniej na równi drugiemu, to ogłoszę je najlepszymi w dotychczas przeczytanych z fantasy.




Książka bierze udział w wyzwaniu "grunt to okładka" motyw kobieta, oraz "Klucznik"

Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka