Spartakus. Gladiator


Postać Spartakusa raczej znają wszyscy i nie trzeba nikomu szczegółowo przedstawiać jego sylwetki. Ten bohater, który rzucił praktycznie cały Rzym na kolana, pozostawił po sobie sławę, pamięć oraz posłuch dla wielu późniejszych pokoleń. Jego charyzma i odwaga pomogły mu osiągnąć wielkie cele i poniekąd zawojować świat.

W bestsellerze autorstwa Bena Kane'a, poznajemy Spartakusa w drodze do rodzinnej Tracji. Bohater chce osiąść w wiosce, w której dorastał i co najważniejsze - poczuć stabilizację i ustatkować się po dziesięciu latach służby jako najemnik w rzymskiej armii. Spartakus nie ma łatwo, zostaje pojmany i sprzedany mężczyźnie, który handluje niewolnikami i szuka jednocześnie odpowiednich kandydatów do walki na arenach gladiatorów.

Właśnie w ten sposób zaczyna się odyseja, która pokazuje, jak legendarnym człowiekiem był Spartakus. Choć historia była wielokrotnie ekranizowana, przedstawiana współczesnym odbiorcom, wielki wódz odradza się na nowo w książce pt. "Spartakus. Gladiator".

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z pozycjami tego autora, który cieszy się sławą irlandzkiego pisarza powieści historycznych. Daleka byłam bowiem od takiej tematyki, jednakże tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Gdy czytałam o tym mężczyźnie i zapoznawałam się z jego notką biograficzną, przeżyłam niemałe zaskoczenie, gdy okazało się, że Ben Kane jest z wykształcenia weterynarzem. Zawód ten jest przecież tak odległy od wydarzeń czasów starożytnych! Postanowiłam przyjrzeć się bliżej jego twórczości, a wydanie "Spartakusa..." było ku temu idealną okazją.

Sylwetka gladiatora, którego historię opisuje autor, od wielu lat kojarzy się z odwagą i determinacją. To właśnie on namówił do walki niewolników, by walczyli o siebie samych. Jego życiorys, a także cała historia, nie jest znana w stu procentach, wiele kwestii pozostaje niejasnych. Jaką interpretację czasów odległych wymyślił autor? Ile z tego, co opisuje, jest prawdziwe, a co należy do fikcji literackiej? Dowiecie się, gdy sięgnięcie po tę książkę.

Po lekturze "Spartakusa..." wiadomo praktycznie od razu, że autor szanuje i zna czasy, o których pisze. Opisy świata, ludzi, ich kultury i rzeczywistości są stworzone tak, że czytelnik nie ma wątpliwości co do sympatii Bena do tamtej epoki. Klimat zostaje zachowany, a odbiorca przenosi się do ulic pełnych ludzi, smutnych i niekiedy tragicznych sytuacji niewolników. W tej fabule rządzi autentyczność. Historia sławnego gladiatora została w bardzo dobry sposób wkomponowana w pozostałe elementy książki, o których wspomina autor. Ciężko domyślić się, które wiadomości pochodzą ze źródła, a które są tworem wyobraźni Bena. Główny bohater jest wykreowany tak, że nie pozostawia niczego do życzenia, ponieważ posiada wszystkie cechy charakteru, którymi powinien odznaczać się autentyczny gladiator czasów starożytnych. Spartakus bezlitośnie walczy, pokonuje swoje wewnętrzne słabości, ale potrafi być także szlachetny i empatyczny, ponieważ pragnie dla swoich przyjaciół bezpieczeństwa, spokoju i chwili wytchnienia.

Książka Bena Kane'a, choć obszerna, nie nudzi oraz nie męczy. Autor w idealny sposób opisuje życie Spartakusa i wydarzenia, które mogły mu towarzyszyć w jego heroicznej walce. Czytelnik nie czuje się przytłoczony, wręcz przeciwnie, przenosi się razem z autorem w odległy współczesności świat, razem z bohaterami przeżywa wszystko, co ich spotyka i nie ma dość. Bardzo się cieszę, że to pierwszy tom tej serii, ponieważ już teraz nie mogę doczekać się kolejnych. A takie wnioski to chyba najlepsza laurka, jaką recenzent może wystawić autorowi i jego twórczości. Gorąco polecam!

Książkę można zakupić w Księgarni Tania Książka.

Czytaj dalej...

Odkąd odeszła



Książka widniała jako kryminał, kiedyś bardzo lubiłam tę kategorię. Teraz mniej czytuję, ale od czasu do czasu, lubię sobie poczytać, rozwiązywać zagadki, uczestniczyć w śledztwie i stawiać swoje typy. Często, pośród wielu nowości, można wypatrzyć perełkę.
Niniejszy tytuł miał w sobie to coś, co sprawiło, że zdecydowałam się przeczytać. Jak dotąd nie spotkałam się z twórczością autorki, tym bardziej więc byłam ciekawa, czy przyciągnie mnie swoim piórem. Odkąd odeszła, zapowiadała się interesująco, a czy taka była?


Jessica miała przyjechać do swoich rodziców. Poinformowała brata bliźniaka, o planach podróży. Zakończyła rozmowę i od tej pory, słuch po niej zaginał. Nie dotarła na miejsce. Ani w umówionym terminie, ani później. Rodzina robiła wszystko by odnaleźć dziewczynę. Niestety bezskutecznie.

Po latach poszukiwań ojciec nie zaprzestaje prób, dlatego prosi o pomoc Andee Lawrence, byłą detektyw, która być może, odnajdzie jakiś cień nadziei, złapie ślad, którego wcześniej nie udało się wychwycić.

Kobieta sama zmaga się z trudnymi wspomnieniami rodzinnymi, z lat dzieciństwa. Dlatego sprawa dziewczyny, wydaje się jej bardzo bliska, mimo że nie mogla mieć powiązana, z tym, co spotkało rodzinę Andee.

Rowzee po przejściu na emeryturę, często kontaktowała się ze swymi uczniami. Była tą nauczycielką, którą się po prostu kochało, a odejście ze szkolnych murów, nie zamykało drzwi do niepamięci. I tak często dowiadywała się co u jej dorosłych już podopiecznych. Taka dobra dusza, roztaczająca w koło ciepło i dobroć.

Niestety sielanka emerytury, dobiega końca w chwili, gdy zostaje zdiagnozowany u niej guz mózgu. Kobieta postanawia, nie informować o tym bliskich. Chce oszczędzić rodzinie, czuwania i patrzenia, jak z każdym dniem, staje się coraz bardziej nieporadna.

Nie, żeby chciała płakać w samotności, czekając na śmierć. Staruszka ma swoje plany na zakończenie życia. A zanim do niego dojdzie. Zacznie współpracować z Andee, czy te dwie kobiety, będą w stanie odkryć tajemnicę sprzed lat? I czy Rowzee dopnie swego i zakończy życie, tak jak tego sobie życzy?


Nie spodziewałam się, że ta książka, aż tak mnie pochłonie. Zasiadłam do czytania i wręcz przepadłam. Jest tak ciepło i przyjemnie napisana, mimo, że tematyka jest gorzka. Bo z jednej strony mamy zaginięcie dziewczyny. Z drugiej chorobę Rowzee. I nie wiem jakim cudem, ale autorce udało się wyczarować między tym wszystkim, niesamowicie ciepły i pełen miłości klimat. 

I chociaż wydawać się może, że książka dotyczy tylko tych dwóch, no może trzech wątków, to jednak zasiadając do czytania, szybko się okazuje, że będzie znacznie ciekawiej. Bo Suzan Lewis wprowadza sporo postaci, mających istotne znaczenie w całości. Jest wiele tajemnic, niedomówień, takie lekkie napięcie. Ja szczerze mówiąc, podczas czytania, nie mogłam rozgryźć, co się właściwie wydarzyło.

No i sprawa śmierci Rowzee, ona nie chce po prostu umrzeć w czasie, który wybierze choroba. Ta kobieta ma swoje zasady, postanawia, że to ona postawi kropkę nad i. I w tym celu, chce udać się do kliniki, gdzie w normalnych i godnych warunkach, zażyje odpowiednią tabletkę. I chociaż wydaje się to straszne, dla kobiety, takie wyjście, wydaje się najbardziej właściwe. 

Z jednej strony rozumiałam te decyzje. Bo chyba nie ma nic gorszego, jak świadomość, że rodzina, będzie musiała patrzeć, na naszą powolną śmierć, w męczarniach, gdy zacznie się tracić wszelkie zdolności kontroli nad ciałem. Przeraża mnie dobrowolne odebranie życia, ale jeszcze bardziej, oczekiwanie na skutki choroby. 

Myślę, że ta książka może nam dać wiele do myślenia. Zostały poruszone ciekawe tematy, które niby mogą być odległe, ale kto wie? Co szykuje nam przyszłość? 

Jak potoczyły się losy bohaterów, czy Rowzee poinformowała rodzinę o nieuleczalnej chorobie i zakończyła życie na własnych warunkach? Co z zaginioną Jessicą?  Odpowiedzi na te pytania, szukajcie w książce, a ja gorąco polecam. 





Książkę możecie kupić w księgarni Tania Książka
https://www.taniaksiazka.pl/


Czytaj dalej...

Bing. Nowa kolekcja bajek + kolorowanka




Bajki lubię od zawsze, nie interesuje mnie, że jestem nieco za duża. Po prostu czasem lubię wrócić do tych opowieści, dzięki którym zainteresowałam się czytaniem. Co nie znaczy, że jestem zamknięta na nowości. Dlatego, gdy mam okazję, z przyjemnością sięgam po nowości kierowane, do tych młodszych czytelników. Bajeczki często zwracaj uwagę moich małych gości, dzięki temu, mogę sprawdzić, czy to główni odbiorcy, będą zaciekawieni.

Tym razem przyszła pora na Bing - nowa bajkowa postać, która wydawała się interesująca, a czy taka była? Jak odebrałam historię króliczka?

 
Bing, jak każde dziecko, jest ciekawy świata. Wszystko go interesuje, ma przeróżne pomysły. Uwielbia spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi oraz karmić kaczki. Często wraz ze swoimi kolegami śpiewa i bawi się w chowanego.

Nie brakuje również przygód, jak wiadomo, tam, gdzie grupa rozbrykanych dzieci, tam nie może zabraknąć atrakcji.

W książeczce znajdują się cztery opowiadania, wszystkie są opatrzone pięknymi i kolorowymi ilustracjami przykuwającymi uwagę. Historyjki skierowane są do małych czytelników, w wieku przedszkolnym, kiedy zainteresowanie światem rośnie z każdym dniem coraz bardziej.



 
Sami zobaczcie, książeczka jest naprawdę uroczo opisana i ilustrowana. Sama miałam przyjemność podczas przeglądania i czytania. A co najważniejsze, wiem, że dzieciom również przypadnie do gustu. Bo Bing już zyskał swoje wielbiciela. Małego Antosia, zachwyconego kolorowymi obrazkami. Treść natomiast spodobała się jego mamie. Myślę, że taka rekomendacja jest najważniejsza.


 KOLOROWANKA




Do bajeczki, można zaopatrzyć się w kolorowankę. I szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyła. Ponieważ wnętrze, przypomina bajkę, która dziecko musi uzupełnić. Czyli otrzymuje polecenie, co powinno narysować. Dla miłośników naklejek jest całkiem spora ilość nalepek, które można wykorzystać.


Myślę, że taka ilość jest wystarczająca. Dzieciaczek może sobie przykleić króliczka, gdzie będzie chciało. I tym sposobem, jego nowy przyjaciel będzie mu towarzyszył. 

Pamiętam, jako dziecko uwielbiałam naklejki i zawsze mi ich brakowało. 






 
Tutaj jest przykład, jak wygląda kolorowanka w środku, co powinno namalować dziecko. 
Myślę, że taka forma jest bardziej interesująca, niż wypełnianie kolorami gotowych już obrazków. 
Oczywiście, można pomóc dziecku, naszkicować kaczkę, dzięki czemu, wspólnie wykonane zadanie doświadczy radości.





Mnie Bing przypadł do gustu, jestem miło zaskoczona. I mam nadzieje, że ten uroczy króliczek wraz przyjaciółmi, podbije sympatię dzieci i rodziców. Ja polecam. 



Bajeczki otrzymałam od wydawnictwa Egmont.
Czytaj dalej...

Małe Licho i tajemnica Niebożątka




Chyba większość czytelników, kojarzy twórczość Marty Kisiel. Ja już kiedyś pisałam, że tę autorkę albo się od razu polubi, albo nie. Bo jedno jest pewne, sposób, w jaki pisze, jest niesamowicie oryginalny. I po prostu trzeba się w nim odnaleźć.

Tym razem, miałam okazję poczytać historię, skierowaną do młodszych odbiorców. Co najciekawsze, całość jest sprytnie połączona z poprzednimi tytułami — Dożywociem i Siłą Niższą. Dlatego, książeczkę, śmiało mogą czytać dorośli, będzie to miła odmiana. I przyjemne uzupełnienie.


Jest pewien dom, stary bardzo osobliwy. Znajduje się na uboczu, za krzakami, drzewami i bramą. Dom, w którym na pozór, mogłoby się wydawać, że nikt nie mieszka. Jednak to tylko pozory. Bo mieszkańców w nim nie brakuje.

Tam właśnie, swoje beztroskie i pełne wrażeń dzieciństwo przezywał Bożek. Chłopiec wyjątkowy pod każdym względem. Miał własnego Anioła stróża, zwanego Lichem, potwora Gucia, stacjonującego pod łóżkiem. Byli też inni mieszkańcy.

Przyszedł czas, kiedy Bożek, został zmuszony do opuszczenia domu. Pierwszy raz w życiu musiał udać się szkoły. Wcześniej był edukowany w domu. Teraz jednak musi stawić czoła innym dzieciom, szkolnej ławce i wszystkiemu, co dotąd, było poza jego wiedzą. I chociaż chłopiec uczył się bardzo dobrze i nie miał problemów z przyswajaniem wiedzy, to brak towarzystwa rówieśników, okazał się pewnym problem.

Niestety matka Niebożątka, ze strachu trzymała dziecko w ukryciu. Może nie tak całkiem, ale starała się, by jego nieobecność w domu, nie trwała zbyt długo. A wszystko było spowodowane pewną przypadłością.

Uczęszczanie do szkoły, nowi znajomi i cały galimatias związany z tym, jakże poważnym krokiem w życiu, spowoduje, że Bożek, poczuje się inny. I ta jego odmienność przysporzy chłopcu smutków i złości. Co doprowadzi do pewnego nieoczekiwanego wydarzenia, którego konsekwencje będą bardzo burzliwe.


Książeczkę przeczytałam szybko. I chociaż nie mogę powiedzieć, bym się wynudziła, to jednak nie poczułam tego zachwytu, który zwykle towarzyszył mi, podczas czytania książek Kisiel.

Owszem, akcja była dosyć interesująca, bo historia była spójna i miała swoje odniesienie do poprzednich książek. Co jest naprawdę świetne i ma sens. Tylko mnie zabrakło, tego typowego dziecięcego klimatu. Myślę, że ta książka jest pomiędzy.

Nie odczułam tego świetnego zachowania Licha, które wcześniej emanowało tęczą i całą swoją dobrocią. Nie nacieszyłam się moim ukochanym Krakersikiem, bo niby był, ale nie tak, jakbym tego oczekiwała.

No dobrze, nie będę narzekała, dla samego narzekania. Jak przeczytałam o krakersie, po prostu poczułam tęsknotę za nim, brakowało mi go ogromnie i chyba mogłabym o nim czytać cały czas. W sumie chyba już wiem, czego nie było. Tego naturalnego, niewymuszonego humoru Kisiel, takiego specyficznego, ale przez to wyjątkowego. Tutaj niby coś było robione, ale ja ani razu się nie zaśmiałam, ani razu nie miałam uśmiechu nawet. Po prostu czytałam z ciekawości, co będzie dalej.

Oczywiście nie było nudy, wydarzenia ciekawie się toczą. Można też przez momencik odczuć powiew grozy. Rzecz jasna w dziecięcej dawce, ale to było akurat bardzo ciekawe.

Sama nie wiem, co mam myśleć o tej książce. Niby jest dobra niby wszystko ok. Jednak mnie nie zachwyciła. Chyba bardziej przekonuje mnie autorka, z książkami kierowanymi do starszych czytelników.

Mnie książka się tylko podobała, ale wiem, że fani autorki, z pewnością się  nie zawiodą. I nie mam najmniejszego zamiaru zniechęcać. Piszę tylko, swoje odczucia.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.


Czytaj dalej...

Kiedyś na pewno



Nie muszę chyba przypominać, jak ogromną jestem fanką Ewy Nowak. Mimo, że mój wiek, dawno przestał mieścić się w przedziale, do którego kierowane są książki autorki, to i tak uwielbiam po nie sięgać i zagłębiać się w lekturze. Oczywiście nie mogę powiedzieć, by każda pozycja była świetna i tak samo wywierała wrażenie, ale jest w nich wszystkich coś wspólnego. To różne problemy młodych, dorastających ludzi, którzy w różny sposób radzą sobie, z tym co przynosi odpowiedzialność za własne decyzje. 

Od dłuższego czasu zagłębiam się w serii miętowej, która to ma swoje wznowienie, a ja, doczytuje tytuły, które wcześniej nie miałam okazji. Dzisiaj napiszę o "Kiedyś na pewno".


Kamila jest tancerką, jej życie jest podporządkowane treningom i występom. Nie wyobraża sobie, by ten schemat mógłby zostać zburzony. Wakacje jak zawsze, ma spędzić na zgrupowaniu. Razem ze swym partnerem tanecznym, tworzą jedną z najlepszych par. Zaraz po przyjeździe dziewczyna poznaje chłopaka, który również przyjechał na obóz sportowy. Przypadkowe spotkanie, a jednak coś w tym z pozoru drażniącym młodzieńcu będzie przyciągało Kamilę.

I może nie byłby to problem, gdyby nie drobny fakt, na nastolatkę czekał Artur - jej chłopak.

Nie żeby kilka rozmów miało być czymś złym. W końcu na obozach poznaje się nowych ludzi. Dziewczyny i chłopców. I przez długi czas, dziewczyna tak sobie tłumaczy swoje zachowanie. Oczekiwanie nowego znajomego, tego co się wydarzy. Coraz rzadsze sms-y do ukochanego, przecież nic złego nie robiła.

Nie przewidziała jednego. Podjęte decyzje, często zmieniają bieg wydarzeń, nie tylko samej głównej zainteresowanej, ale również i innych ludzi.


Dorota nie mogła się doczekać roku szkolnego. Wakacje u babci, w dodatku z młodszą i upierdliwą siostrą. Rodziców jak zwykle nie było, wiecznie w rozjazdach. Taka jest cena, bycia sławnym.
Niestety ofiarami w tym wypadku, były dwie dziewczynki, jedna dorastająca, a druga sporo młodsza. Ślepo zapatrzona w mamę i tatę, którzy pojawiali się w domu bardziej jak goście.

Starsza z sióstr była mocno zakompleksiona, widok w lustrze nie poprawiał perspektywy, a cała reszta, również nie jawiła się lepiej. I kiedy w nowym roku szkolnym, pojawia się nowy nauczyciel WF-u, którym jest bardzo przystojny student. W brew oczekiwaniom, interesujący się, właśnie Dorotą.


Jakie zmiany w życiu obu dziewczyn, przyniosą nowe znajomości? Trudne wybory, jeszcze trudniejsze konsekwencje.

Kiedyś na pewno, wywołało we mnie sporo emocji. Muszę się przyznać, że nie bardzo polubiłam Kamilę, jej postępowanie i decyzje, które podejmowała, bardzo kłóciły się z moimi przekonaniami. Ja wiem, młodość ma swoje prawa, nikt nie jest święty. No ale, jakoś nie potrafiłam patrzeć, na jej niezbyt uczciwe zachowanie, względem swojego chłopaka. 

Ogólnie, w tej dziewczynie było coś antypatycznego i z całym moim obiektywnym podejściem do sprawy, nie potrafiłam patrzeć przychylniej. 

Inaczej sprawa wyglądała w przypadku Doroty, jej było mi jakoś szkoda. Nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji, jaką zaserwowali rodzicie, zresztą do nich, od wielu lat odczuwała niechęć. Co gorsza, młodsza siostra, jakby była ślepa na ich zachowanie. Ćwierkała uszczęśliwiona, a ją, Dorotę, stawiała zawsze w najgorszym świetle.

Dziewczyna, jeszcze w czasie pobytu u swoich dziadków, dopuszcza się pewnego nieodpowiedniego występku. Później sumienie, będzie dawało o sobie znać, a chęć naprawy, przytłoczy. Jednak w chwili, gdy poczuje, że musi coś zrobić, okaże się, że ktoś od dawna wiedział, o tym, co zrobiła. I miło ją zaskoczył.

Była jeszcze sprawa, nowego nauczyciela WF-u, przystojnego studenta. Młodzieniec, od początku zwrócił uwagę na Dorotę, co zauważyły jej koleżanki. Tylko dlaczego właśnie na nią? W końcu nie należała do piękności, jej figura pozostawiała sporo do życzenia. O co chodziło? 
Przyznam się, że takiego obrotu sprawy, w życiu bym się nie domyśliła.  To było naprawdę, zaskakujące.

Kolejny tytuł serii miętowej, poruszający ważne sprawy. Tutaj mamy do czynienia z decyzjami, które często prowadzą do poważnych konsekwencji.
Jak zatem nasze bohaterki sobie z nimi poradzą, i czy wyniki tych postępowań, doprowadzą do ich przemiany?
 
 
 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe motyle.
 
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka