Stooosik kwietniowy ( z marcem w tle)


Nadejszłaaa wiekopomna.,.. ekhmm znaczy się. Stosik. Zapraszam was kochani, kochane, moi drodzy na stosik, który jest. Zrobiłam zdjęcia. W ostatnich podrygach mego bycia tu, a nie tam chwytam się niczym brzytwy tonący i czytam, i skrobię i nawet "robiem" zdjęcia. 
A już bardziej poważniej. Stos przełomu marca/kwietnia. Na kolejne będziecie musieli poczekać, łącznie ze mną, mam nadzieje, że się pojawią. Jak nie... cóż zostaną nam wspomnienia. A teraz. Przedstawiam zdobycze. 


I tak szybciutko, od samej góry 

1. "Szepty o Wschodzie Księżyca" - kontynuacja wodospadów cienia, recenzja gdzieś się panoszy na stronie:)

2. "RÓD - Wiedźmy z Savannah" Moja perełeczka, moje kochane maleństwo, ochy i achy, jest cudna. Tekst biega po blogu i nie tylko po nim.

3. "Biorąc oddech"  Hmm Wrrrr Brrrr ;.8%$#@## - to by było tyle na temat tej pozycji. 

4. "Drzwi do szczęścia"  Przekonamy się czy autor mnie nie zawiedzie, jak zawiedzie i tak wybaczę, z miłości;) 

5. "Cztery rubiny" Wspaniała, super, więcej w recenzji, która jest już dostępna. Zapraszam. 

6. " Nie oddam dzieci!" Nie wiem czy ja jestem świadoma swojej decyzji, nie wiem czy mądrze uczyniłam, nie wiem czy ten rzekomy dramat nie będzie cudaczeniem, zobaczymy. 

7. " Dom na skraju" Prezencik, bardzo miły, jeszcze raz dziękuję, książka świetna. Recenzja jest, tam w czeluściach przestworzy. 

8. " Kiedy Cię poznałam"  Achhh, Ochhh no wiecie, jest na co czekać... :) 

9. "Barwy miłości" Taaak, barwy może i mają, ale czy miłości? Raczej głupoty :P

10. "Kusiciel" Otrzymałam, nie wiem kiedy i czy przeczytam, po kolorach, to jest barwach jestem na NIE do tej kategorii... -_- .....

11.  " Lichotek i Czarnoksiężnik" Strrrrasna troszkę, ale... ciekawa....

12. "Polak, Rusek, Niemiec.." Fajnie wydana, ciekawy pomysł, jestem za...:)

13.  " Kasacja" Słynna książka, nie ma żadnej negatywy, aż boję się brać za czytanie...;)

14. :Pamiętnik Wacławy" Kto zna autorkę, kto kocha klasykę, kto kocha piękne wydania zrozumie moją radość, i miłość też. 



Jak zawsze prezentacja okładeczek, ładniejszych i tych brzydszych i tych z "wypadku przy pracy" ;D. Dzisiaj szybciutka notka, okrojona prezentacja.  No i oczywiście czekam na Wasze typy, co macie, co chcecie, co warto, a co niekoniecznie :)))

                                    Achh..ochhh jest cudnaaaa!!!! Piękna!!!!

                                                               Elegancka, masywna a jednak delikatna...:)

                                                               Jak sądzę odzwierciedla tematykę...;)

                                                   Obie okładki są genialne, przykuwają uwagę i w ogóle super!

                                                     Pierwsza okładka i wnętrze wiadome, druga może być :)

                                               Przyznać trzeba, pierwsza śliczniutka, druga będzie klimatyczna:)

                                                   Obie są brzydkie, po prostu brzydkie, szkoda tego papieru....

                                                    Cała trójeczka ma piękne, klimatyczne i ciepłe okładki :) 


Nooo tak myślę, że to by było na tyle. Już niebawem moje/nasze maleństwo będzie obchodziło urodzinki.  Mam nadzieje, że pojawi się mój własny post, a dokładnie, że to ja go tutaj opublikuje :) że zdążę i odjadę ze spokojem ducha;)

Czytaj dalej...

Gniewna gwiazda



Nadeszła chwila rozstania z Kronikami, dowiedzeniem się czy bohaterowie ułożą sobie życie, czy wyjdą zwycięsko ze starciem z Tontonami oraz Wielkim Pionierem.
Po jakże nieudanej przygodzie z drugim tomem z lękiem sięgałam po ostatnią pozycję, podejrzewam, że gdybym nie była w jej posiadaniu odpuściłabym sobie i tak już słabą ciekawość zakończenia. Mimo niechęci nie było rady, zasiadłam do czytania by ( przyznam się z ręką na sercu) jak najprędzej pożegnać się z Czerwoną pustynią...

Ocalała grupa "rozbitków" szykuje się do swojej ostatecznej walki, ale tak naprawdę to Saba ma przed sobą najtrudniejsze zadanie do wykonania. Ograniczona czasem, który wyznaczył jej DeMalo stara się ze wszystkich sił wymyślić najlepsze i najrozsądniejsze rozwiązanie. Niestety nic nie jest jak być powinno. Seth wymarzył sobie, że wraz z nią stworzą Nowy Eden, ona go poślubi i będą wspólnie dążyli do zmian, pod jego przewodnictwem rzecz jasna.  Druga sprawa dotyczy  Jacka, który mimo służeniu Tontonowi stara się pomóc buntownikom. Nic nie jest takie jak powinno w dodatku, ktoś z obozu jest zdrajcą. Wprawdzie Saba nie do końca jest przekonana by oskarżać kogoś ze swojego kręgu, ale po wydarzeniu, które miało miejsce Ash pobudza ją do podejrzeń. Kto i dlaczego mógłby zrobić coś takiego? Jaki ma cel? Z pewnością chodzi o DeMalo, ale dziewczyna nie ma pewności. Sama ma sporo do ukrycia przed przyjaciółmi. Nie może z nikim podzielić się nabytymi informacjami, ciężar z każdym dniem jest coraz większy, czasu coraz mniej, a światełko w tunelu wydaje się ledwo tlić...
Czy przed upływem wyznaczonego czasu Saba zdoła znaleźć rozwiązanie, czy osoba, która śledzi przeszkodzi w ostatecznej rozgrywce? I przede wszystkim kto będzie wygrany?

Uradowałam się niezmiernie, kiedy rozpoczynając czytać Gniewną gwiazdę okazało się, że jest dobrze, wprost nie mogłam wyjść z podziwu jak autorka potrafi zamieszać, rozczarować by ponownie wrócić do poziomu. Tym razem nie musiałam się denerwować niezrozumiałymi poczynaniami bliźniaków. Zachowywali się w miarę względnie. Tutaj Tommo jakby wyszedł z cienia, było go jakby więcej, Creed mnie chwilami irytował, ale on po prostu taki musiał być. Ciekawiła mnie druga sprawa, kim był śledzący Sabę, który z rzekomo lojalnych znajomych wyłamał się i służył dla wrogiego obozu? Autorka bardzo długo zwodziła, niby podsuwała podpowiedź by za chwilę ją zniweczyć. Miałam dwa mocne typy, trzeci był tylko niewyraźny, ale dosyć szybko zrezygnowałam z tego tropu. I tak śledziłam zachowanie dwóch osobników ( autorka od początku nie ukrywa, że zdrajcą jest mężczyzna). DeMalo próbuje zamydlić oczy Sabie swoimi śmiesznymi wizjami, być może zbyt duża ilość Dżaaalu w przeszłości zrobiła swoje. A bardziej poważnie, jego koncepcja oraz sposób w jaki chciał stworzyć Nowy Eden był przerażający i zakrawał o kiepski żart z działu czarnego humoru...
Ogólnie musze przyznać, że książkę czytałam z nieukrywanym zainteresowaniem, śledziłam poczynania Saby, nawet popierałam ją w niektórych decyzjach. Lugh lekko wycofany, troszkę mnie to niepokoiło, ale może autorce o to chodziło by mocniej zarysować Tomma, co później miało swoje wyjaśnienie w końcówce. 
Widziałam, że książka zebrała wysokie noty, troszkę mnie one zadziwiają ponieważ, zwieńczenie całości nie powaliło mnie na łopatki, nie było zdziwienia nagłym obrotem spraw. Czytałam sobie spokojnie.  Owszem było kilka spraw, których się nie spodziewałam, może dlatego, że przygotowałam się na silniejszy element zaskoczenia. Tak naprawdę przeżyłam stratę jednej z postaci, którą bardzo polubiłam, nie tak sobie to wyobraziłam. Cóż autorka postanowiła zrobić coś dziwnego. Niemniej jednak i tak było lepiej niż poprzednio. Na samym końcu Lugh doprowadził mnie do białej gorączki, ale tego człowieka od początku nie polubiłam. Ani razu nie widziałam w nim takiego brata jakim widziała go Saba, albo może jakim go pamiętała.
Mam mieszane uczucia co do ogółu. Trylogia miała ogromny potencjał, jednak odnoszę wrażenie, że autorka w pewnym momencie się pogubiła i zgubiła to co zaserwowała nam na początku. Mimo wszystko Numer jeden i trzy ocaliły przed moim potępieniem. Zabrakło fajerwerków, ale można przeczytać, może tylko ja nie poczułam się zaskoczona?

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.

Czytaj dalej...

PRZEDPREMIEROWO - Kiedy Cię poznałam



Za każdym razem kiedy sięgam po książkę Ceceli Ahern odnoszę wrażenie, że trafia do mnie w określonym czasie, jakby miała coś przekazać i uzmysłowić. Tak naprawdę nigdy nie wiem czym "tym razem" autorka mnie zaskoczy, wiem tylko jedno, że po zakończeniu lektury głowę będę miała pełną wskazówek, pewnych mądrości dotyczących własnego losu. Bo każda książka wychodząca spod pióra Ahern ma za zadanie otworzyć czytelnikowi oczy na różne aspekty życia.

Poznajemy dwójkę sąsiadów. Jasmine oraz Matta. Oboje znaleźli się na tak zwanych życiowym zakręcie, albo zatrzymali. Ona została zwolniona z pracy, a żeby było trudniej zmuszona do rocznego "urlopu ogrodniczego", On natomiast w wyniku kontrowersyjnego wystąpienia na antenie  w sylwestrową noc został zawieszony w obowiązkach. Teraz czeka na decyzje szefa, jednak zdaje sobie sprawę z beznadziejności sytuacji. Jasmine uważała się za kobietę sukcesu. Praca, którą do tej pory wykonywała dawała wiele satysfakcji. Nie miała czasu na życie prywatne, na sąsiedzkie pogaduszki. Była zapracowana, co sprawiało jej niebywałą radość. Teraz gdy musi być w domu uświadomiła sobie, że wiele rzeczy na które do tej pory nie zwracała uwagi ingeruje w jej życie. Znajomi, którzy nagle z troski proszą by została matką chrzestną ich nowonarodzonych pociech. Sąsiad, który praktycznie co noc awanturuje się na swoim podwórku. Kobieta go nie lubi, od dawna. Fakt, że prowadził kontrowersyjne programy w radio to jedno, ale sprawa dotycząca osób dotkniętych zespołem downa i tego w jaki sposób rozegrała się rozmowa ze słuchaczami zbulwersował Jasmine. Poczuła się osobiście dotknięta, ponieważ jej ukochana siostra Heather urodziła się z zespołem downa. Dla Jasmine zawsze była i jest kimś najwspanialszym. Czuła się dumna mając u boku siostrę, która mimo swej przypadłości potrafi być tak wyjątkowa. Po feralnej audycji, znienawidziła sąsiada, który okazał się być aroganckim i nieczułym stworzeniem. Los jednak spłatał figla i ku jej niezadowoleniu postawił na drodze, a raczej przed oknem awanturującego się Matta. Z biegiem dni nieświadomie zacznie uczestniczyć w życiu jego oraz reszty sąsiadów. Co z początku wydawać się będzie męczące  i nawet irytujące, lecz z biegiem czasu Jasmine zacznie zmieniać swoje nastawienie, nie tylko do sąsiadów...

Zagłębiając się w lekturę w mojej głowie rodziło się wiele pytań, dotyczących sposobu w jaki została skonstruowana narracja oraz cel zwracania się Jasmine do pewnej osoby. Zastanawiałam się dlaczego zaczęła od wspomnień z dzieciństwa trochę dla mnie niezrozumiałych. Na co chciała autorka zwrócić uwagę czytelnikowi. Długo wgryzałam się w fabułę, przemyślenia Jasmine, jej poglądów i sposobu kontaktowania z innymi. Od razu w oczy rzuciła się nadopiekuńczość w stosunku do starszej siostry Heather, która mimo zespołu downa bardzo dobrze odnajdywała się w świecie i radziła z przeciwnościami losu. Odnosiłam wrażenie, że to Jasmine jest bardziej wyczulona na przykrości jakie mogłyby stanąć na drodze siostry. Za wszelką cenę próbowała uchronić ją przed  problemami z którymi nie jeden raz będzie musiała się zmierzyć. Muszę przyznać, że Heather wywoływała we mnie masę pozytywnych uczuć. Nie dlatego, że jej siostra tak dobrze zawsze o niej mówiła, ale sposób bycia, powodował, że od razu czuło się do niej sympatię. Przez długi czas widzimy bohaterów oczami Jasmine, przez co razem z nią pałamy antypatią, do tych ludzi, którzy niekoniecznie zasługują na niechęć. Dopiero podczas rozwoju dziwacznej znajomości z Mattem ewoluujemy, możemy zobaczyć, że osoba wcześniej będąca niezbyt pozytywna z innej perspektywy zyskuje.
 Każde z nich zostało zmuszone do zatrzymania się na pewnym etapie swojej drogi. Mimo mieszkania obok siebie przez wiele lat, spotkali się dopiero w wyniku własnych niepowodzeń. Mieli różne problemy, ale to właśnie one zbliżyły ich do siebie, pozwoliły by jedno mogło pomóc drugiemu. Początkowa niechęć przerodziła się w silną emocjonalną więź. Mimo wielu sporów byli dla siebie oparciem.

Wbrew wszystkiemu  to nie relacje między tym dwojgiem są głównym elementem fabuły. Ahern zmusza odbiorcę by wraz z Jasmin przechodził przemianę, zastanowił się nad sobą, przyjrzał się jej poczynaniom, może nawet odnalazł w którymś momencie siebie? Często bywa, że aby zrobić krok do przodu, trzeba się o kilka cofnąć. By zrozumieć popełnione błędy, spojrzeć na swoje czyny z dystansem i móc ruszyć dalej. Zdarza się, że nie zdajemy sobie sprawy jak wygląda nasze życie, w przypadku głównej bohaterki trafnym zobrazowaniem wydaje się być ogród. Surowy, bez wyrazu. Cały z kamienia. Dopiero w chwili zatrzymania kobieta uzmysławia sobie, że brakuje w nim trawy  życia. Pracując nad przemianą kawałka ziemi, pracuje również nad własną osobowością.
Odnoszę wrażenie, że za każdym razem kiedy jestem po lekturze książek Ceceli Ahern piszę to samo. Ponieważ za każdym razem tak samo jestem zachwycona, pod wrażeniem tego co autorka przemyciła na kartach stron. Tego w jak mądry i zgrabny sposób zawarła wiele cennych porad dotyczących egzystencji, priorytetów oraz tego co tak naprawdę przynosi nam radość, a co często jest tylko złudzeniem. Celów będących ważnymi wyznacznikami i tym co niejednokrotnie nas myli. Wspomniałam na początku, że wybrane tytuły autorki trafiają do mnie w momentach gdy potrzebuję porady, albo może utwierdzenia we własnych przemyśleniach. Tak było i tym razem. Jestem za nie niesamowicie wdzięczna. Ponieważ dla mnie to nie są jakieś zwykłe książki, tak jak niezwykłe jest przesłanie każdej z nich.  

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Akurat
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.

PREMIERA - 6 MAJA 2015

Czytaj dalej...

Dzikie serce


Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z  Kronikami Czerwonej Pustyni byłam zaciekawiona i przede wszystkim pozytywnie nastawiona, do czegoś co bardzo różniło się od dotychczas przeczytanych przeze mnie książek. Oczekiwałam kontynuacji serii, pierwszy tom wywołał wiele pytań, trzymał w ogromnym napięciu, czytanie było przyjemnością.  Z radością oczekiwałam dwóch pozostałych części. W końcu mając w dłoniach długo wyczekiwaną publikację zasiadłam do czytania i...

Saba po odbiciu ukochanego brata z rąk oprawców jest przekonana, że od tej pory ich życie ulegnie zmianie, że wraz Lugh i Emmą osiedlą się w jakimś najbezpieczniejszym miejscu i będą wiedli w miarę spokojne życie. Niestety realia drastycznie różnią się od marzeń dziewczyny. Zdarzenia z którymi przyszło się zmierzyć rodzeństwu oraz ich towarzyszom kładą cień, ich wspomnienia, wewnętrzne przeżycia chwilami bywają obezwładniające. W dodatku zło czai się jeszcze bardziej potężne, niż to z którego udało się im uwolnić. Tontoni wprawdzie zmienili swoje dotychczasowe poczynania, ich przywódca obrał inną taktykę, ale nie zmienia to faktu, że ludzie, rodziny z dziećmi są bezpieczni. 
Trójka rodzeństwa zmierza ku miejscu gdzie ma być lepiej, tak naprawdę to Saba wiedziona swoim uczuciem do Jacka chce przybyć do miejsca spotkania, które wybrał ukochany. Niestety brat ma niezbyt pochlebne zdanie na temat młodzieńca, który zagościł w sercu ukochanej siostry, co gorsza ich relacje diametralnie się zmieniły. Niegdyś nierozłączni, ufający sobie i wspierający. Teraz każde noszące w sercu rany, mroczne cienie nie dające spokoju ducha, żal nie potrafiący się uzewnętrznić.  Lugh już nie potrafi być tym samym człowiekiem sprzed porwania, Saba czuje, że więź między nimi się urywa, że stają się dla siebie odległymi ludźmi.  Jedynie Emma stara się łączyć coś co wydaje się niemożliwe, wierzy w lojalność Jacka. Kocha swoją rodzinę i wydaje się być rozsądniejsza i poważniejsza niż wskazywałby jej wiek.
Niestety sprawy ulegają nieoczekiwanemu zwrotowi, wędrowcy dowiadują się o wielu tragicznych zdarzeniach, zaś ku rozpaczy Saby okazuje się, że jej ukochany wcale nie jest tym za kogo go uważała. Jaka okaże się prawda? Co napotkają na drodze? I czy Jack rzeczywiście okazał się podłym zdrajcą?

Przyznam szczerze, nie tego oczekiwałam po spotkaniu z bohaterami, którymi bądź co bądź kibicowałam, przeżywałam wraz z nimi wszystkie tragiczne sytuacje. Zakończenie sprawiło, że ze zniecierpliwieniem wyglądałam premiery Dzikiego serca a tutaj okazało się ,że lektura tej części wywołała we mnie masę emocji, ale niestety negatywnych. Przede wszystkim zmiana bohaterów.
Wiem, każde z nich przeżyło koszmar, mieli prawo do traumy, ale ... Jak okropnie drażnił mnie Lugh za, którego Saba wiele razy narażała życie by go odnaleźć, robiła rzeczy, które ją samą odrzucały, ale wiedziała, że musi by dotrzeć do celu. A teraz "ukochany" braciszek ciągle się czepiał, rzucał kąśliwe uwagi do jej zachowania, do tego co przeżywała po przymusowym zabiciu Epony. Co do tej sprawy. Odnoszę wrażenie, że z halucynacjami Saby autorka popłynęła z wyobraźnią. O ile przez pewien czas mogłam znieść ciągłe zwidy, co za tym idzie lęki, przerażenia i Bóg wie co jeszcze w zachowaniu dziewczyny,to po pewnym czasie miałam tego tak serdecznie dość, że chciałam rąbnąć książką o stół i po prostu zrezygnować z dalszego czytania. Kiedy w końcu następowała przerwa w ataku duchów na plan wchodził kto? A jakże, Lugh, Nie mam słów do jego zachowania, nawet nie interesuje mnie co przeżył podczas porwania bo i tak zachowywał się jak...
Teraz kilka zdań o postaciach, które polubiłam. Emma oraz Moly, ta pierwsza chyba najmądrzejsza z dwójki swojego rodzeństwa. Mimo młodego wieku, małego doświadczenia umiała obserwować, wyciągać wnioski, czytać między wierszami, a nawet i z gestów. Polubiłam Em i dzięki niej dobrnęłam do końca książki, jest jeszcze Moly, nieszczęśliwa kobieta, doświadczona przez los, ale i silna. Było mi jej bardzo szkoda. W tej części również pojawia się wiele postaci, które w różny sposób wpłyną na dalsze losy bohaterów. Zastanawiał mnie DeMalo, człowiek zagadka, ciekawa jestem jaki okaże się w końcowej rozgrywce. 
Muszę powiedzieć, że całość była słaba, fabuła niesamowicie nużąca (mimo walk) często przewidywalna, zachowania całej grupy irytujące. W dodatku męczył mnie styl autorki, nie pamiętam czy za pierwszym razem nie zwróciłam uwagi, czy akcja tak się toczyła, że nie miało to dla mnie znaczenia, ale teraz bardziej analizowałam. Brak oznaczenia dialogów przegryzłam, ale ciągłe stwierdzenie, czy to zaznaczenie podczas wypowiedzi Saby typu: " trzeba ich zabić, mówię", ciągłe powtarzanie "mówię" doprowadzało mnie do szału, nie rozumiem do czego został taki zabieg zastosowany, miał coś podkreślić? Wyróżnić? Mnie denerwował. Ogólnie nie będę ukrywała. Cała książka mnie drażniła.  Jestem przerażona trzecim tomem, jeżeli będzie tak jak tutaj (nie daj Boże gorzej) chyba umrę.  Nie wiem co mam powiedzieć, mnie książka zawiodła, jednakże uważam, że każdy odbierze ją w inny sposób. Mnie kroniki na tym etapie rozczarowały. Jest mi niezmiernie przykro. Zdecydujcie sami czy chcecie poznać dalsze losy rodzeństwa. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.


Czytaj dalej...

RÓD - Wiedźmy z Savannah 1



Wiedźmy stanowią temat, który zawsze, od zawsze mnie fascynował. Czary to coś co wydaje się nierealne, ale jednak gdzieś w zakamarkach człowiek nie jeden raz zastanawiał się czy owiane legendami czarownice palone na stosie rzeczywiście istniały i czy teraz w dzisiejszych czasach kontynuują swoją działalność? Sama często wyobrażałam sobie jak to by było mieć moc, zrobić "hokus- pokus" i.. na przykład wyczarować fajny dom... a tak już bardziej na poważnie to mam nadzieje, że gdzieś tam podczas pełni księżyca odbywają się sabaty, zaś czarownice "pocinają" swoimi ekstra miotłami. 
Kiedy moim oczom ukazała się ta oto najnowsza pozycja, nie miałam wątpliwości, musiałam po nią sięgnąć i przenieść się w miejsce gdzie miasteczkiem i nie tylko nim, rządzą siły tajemnicze i może chwilami mroczne...

Savannah słynie z różnych ciekawych legend, turyści przybywają do tego miasteczka by zwiedzać i wsłuchiwać w opowieści snute przez przewodników. Mercy również para się tym zajęciem, z umówionymi grupami przemierza uliczki, ale jej działanie nieco różni się od innych. Wymyśla swoje własne historyjki, z góry uprzedzając zainteresowanych, że wszystko o czym powie jest wyssane z palca. Jak wiadomo stare i wyświechtane prawdy zrobiły się nudne, więc wymyśliła swoje własne wersje wydarzeń, które miały miejsce w odległej przeszłości.  Rodzina Mercy należy do rodu Wiedźm, każdy członek rodziny został obdarzony innymi zdolnościami, poza nią. Od zawsze słyszała, że jest rozczarowaniem i tak naprawdę nieprzydatna, ponieważ nie posiada nawet minimalnej mocy. W przeciwieństwie do bliźniaczej siostry Maisie ,która od najmłodszych lat szkoliła się do zadania jakie szykuje dla niej los. Znienawidzona ciotka, najstarsza z rodu wzięła pod swoją pieczę  najważniejszą z sióstr, drugiej zaś za każdym razem ubliżała i dawała do zrozumienia, że fakt pojawienia się jej na świecie był kompletną pomyłką. Mimo wszystko dziewczyna jakoś radziła sobie z wszystkimi przykrościami, po cichu może i zazdrościła siostrze zdolności, ale  miłość zawsze była na pierwszym miejscu.

Do czasu. Kiedy w niewiadomych okolicznościach ginie ciotka, sama śmierć staje się zagadką, ale dodatkowo przysparza problemu, staruszka będąca kotwicą nadszarpnęła granicę chroniącą przed demonami, zbudowaną dawno temu, teraz musi nastąpić losowanie w którym jeden z wybranków rodziny obejmie to poważne, acz wymagające poświęceń stanowisko. Kiedy nadchodzi długo wyczekiwany moment losowania, w domu Tylorów zebrani są wszyscy przedstawiciele rodziny, również obie siostry. Jednak każdy przewiduje, że los wyciągnie Maisie, lecz ku wielkiemu zdumieniu uczestników to właśnie Mercy wyjmuje czerwoną płytkę. Reakcja zebranych jest różna, ale największe wrażenie wywołuje zachowanie bliźniaczki, długo oczekującej tej chwili...
Dodatkowym zmartwieniem dla Mercy jest Jonathan, chłopak siostry, który nagle zaczyna spoglądać w jej stronę z dziwnym zainteresowaniem.
 Śmierć ciotki przyczyniała się do wielu nieoczekiwanych okoliczności, które wywołają wiele zmian w żyjącej spokojnie dotychczas rodzinie...zaś wieczór losowania będzie tylko początkiem, tego z czym będzie musiała się zmierzyć główna bohaterka.

Czasami miewam dobre przeczucia względem niektórych książek, i tak kiedy przeczytałam opis do tej właśnie pozycji byłam przeświadczona, że nie ma szans na jakiekolwiek rozczarowanie. Dlatego też z wielką radością zasiadłam do lektury o Wiedźmach z Savannah. Muszę przyznać, że autor zrobił kawał dobrej roboty. Fabuła nawet przez chwilę nie nudzi. Całość trzyma czytelnika w napięciu, każde wydarzenie wydaje się być zaskoczeniem. Kiedy odnosiłam wrażenie, że wiem co za chwilę nastąpi okazywało się, że zostałam wyprowadzona w tak zwane pole, ale to dopiero był początek. Mniej więcej w połowie akcja nabiera takiego tempa, że przestałam się zastanawiać co może się jeszcze wydarzyć. Czytałam, a moje oczy z każdą chwilą robiły się coraz większe.  Bywało strasznie, niekiedy mrocznie oraz niebezpiecznie. Bohaterowie są wyraziści, każdy wykazywał się charakterem, i tak jak z miejsca polubiłam Oliviera, tak nie potrafiłam się przemóc do Maisie, która od początku wydawała się dziwna, jakby nie okazywała swojej prawdziwej natury. Mercy natomiast według mnie  w niektórych momentach była ciapowata, nie umiałam jej polubić i zgrać się, ale w żadnym razie fakt ten nie zaważył na przeżywaniu wydarzeń, którymi autor uraczył czytelników. Bałam się Wrena, nie wiem dlaczego, nie lubię dzieci, w filmach bądź książkach gdzie wiem, że może być strasznie. Jilo chodząca zagadka, niby straszna, ale uważam, że jeszcze nie jeden raz zaskoczy. Nie wiem co mam myśleć o Peterze, młodzieńcu zakochanym w Mercy. Niby taki kochany, chodzące dobro, ideał faceta, ale moja intuicja podpowiada, że to tylko złudzenie.
Ogólnie jestem pod wrażeniem całości, Horn zwodzi czytelnika, usypia jego czujność, rozgrywając sceny w taki sposób, by pozostawić odbiorcę w osłupieniu. Każdy kto choć w minimalnym stopniu interesuje się, lub po prostu lubi klimaty czarownic powinien sięgnąć po ten właśnie tytuł. Nikt, absolutnie nikt nie będzie zawiedziony. Książka jest po prostu świetna. Żałowałam, że tak prędko przeczytałam, ponieważ polubiłam Savannah i jego sekrety. Jeszcze muszę wspomnieć o okładce, na zdjęciu tego nie widać, ale w rzeczywistości jest po prostu przepiękna, dopieszczona pod każdym względem, wydawnictwo naprawdę się postarało. Trzymałam swój egzemplarz, oglądałam z każdej strony i nie mogłam nacieszyć oczu. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.




Czytaj dalej...

Kochani, opuszczę was na dłuższą chwilę...




Ostatnio wiele się zastanawiałam nad prowadzeniem bloga. Chyba troszkę się wypaliłam. Owszem czytanie książek zawsze i na zawsze pozostanie moją miłością i to nie ulegnie zmianie. Jednak zmęczyły mnie dziwne rzeczy dziejące się tutaj w blogosferze. Druga sprawa to wyjazd - dość długo będę niedostępna. I kiedy moje dziecko będzie obchodziło swoje kolejne urodzinki ja będę daleko. Blog pozostawię Wiktorii, która będzie doglądała, na tyle ile pozwoli jej czas i publikowała recenzje. Ja wrócę ( mam nadzieje) ale nie wiem co będzie dalej z tą stroną. Teksty będą się pojawiały,ale rzadziej. Najbliższe dwa tygodnie będę jeszcze tu z Wami, także i moje marne wypocinki się pojawią. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co mam jeszcze napisać. Zewsząd widuję tylko złote myśli, porady, poprawki itp. które straszliwie mnie męczą. Nawet moja wredna natura nie potrafi pobudzić do naskrobania tego co naprawdę spowodowało moją chęć zwinięcia kredeczek i opuszczenia internetów.  Pisanie (nie) recenzji przestało sprawiać radość. Echhh nastaje początek końca mojej przygody. Życie.... 
Skończą się moje wredne, zawsze odmienne i w większości mega niepoprawne opinijki ( wybaczcie nie lubię robić tego co ogół, nigdy taka nie byłam).  

Czytaj dalej...

biorąc oddech




Tak, nadeszła chwila kiedy pożegnałam się ze słynną i rzekomo wspaniałą trylogią oddechów. Spora część czytelników piała z zachwytu już po pierwszym tomie. Określona fenomenem i Bóg wie czym.
Osobiście nie zapałałam wielkim optymizmem względem tej serii, ale jak już zaczęłam to z czystej ciekawości kontynuowałam, po porażce pierwszego tomu, drugi mnie nieco udobruchał. Miałam nadzieje, że autorka się ogarnęła i zakończenie będzie czymś naprawdę interesującym... Z mieszanymi uczuciami sięgnęłam po biorąc oddech, nie lubię rozczarowań, ale jako człowiek z natury naiwny miałam pozytywne nastawienie...Miałam.

Zaczynamy w momencie gdy Emma siedzi i rozmyśla, jest sylwester. Każdy student wybiera się na imprezę, ale ona jak zwykle zastanawia się co ma zrobić żeby nie myśleć, nie rozmawiać a najlepiej to i od razu nie czuć nic ( może powinna przestać żyć, albo iść na terapie, albo...) W końcu pod wpływem namowy koleżanek, decyduje się pójść i coś zrobić z tym wieczorem.  Tak więc wraz z Emmą lądujemy w jakimś domu, pełnym młodych napalonych, rządnych zabawy i jednorazowych przygód młodzieży. Dziewczyna lawiruje między uczestnikami zabawy z napojem alkoholowym w ręku, o dziwo smakuje nawet dobrze, jest słodkie i działa fajnie. Jak pamiętamy Emma nigdy nie pijała takich trunków, miała złe doświadczenia z matką, ale.. czasy się zmieniły i ona też, niekoniecznie na lepsze.  Jedna z koleżanek zapoznaje Em z Colem, kolegą swojego potencjalnego chłopaka. Peyton uważa, że dla Emmy dobre będzie oderwanie się od problemów, które ukrywa i zajęcie się relacjami z rówieśnikami płci brzydkiej. Główna zainteresowana ma nieco odmienne zdanie, nie ma ochoty o sobie opowiadać ( zresztą czy kiedyś o sobie mówiła?) Zostawia więc nowo poznanego Cole'a i idzie przed siebie.  Nieco później zaznajamia się z Gevem, pije drinki jeden za drugim. Upija się i kończy imprezę w niewiadomym dla siebie miejscu. Na drugi dzień ma kaca, dodatkowo jeszcze moralnego. Przyjaciółki są w szoku. Bo jakże to EMMA nie dość, że się upiła to jeszcze zrobiła co zrobiła.  Ona zaś jak zwykle ma dramat i nie pozwala mówić o głównym problemie. Wszak ma dodatkowy dramat ukryty ( w który sama się wpędziła) No i  o nim też nie wolno rozmawiać, ogólnie rozmawiać nie należy o niczym. Tylko wspierać Emmę i ją chronić, bo jest pokrzywdzona przez życie, a co za tym idzie nie radzi sobie z nim, no i trzeba się z nią cackać. A ona zaczyna pić i uprawiać seks, żeby nie czuć się w środku pusta. niedobre koleżanki nie zapobiegają temu. Nagle pojawia się Evan i ukryty dramat zaczyna nabierać kształtu. Alkohol leje się strumieniami, oddechów brakuje i tak naprawdę od pierwszego to ostatniego tomu krążymy wokół jednego. Dramatu Emmy, która nie chce rozmawiać, ale wymaga opieki. Mogli ją ubezwłasnowolnić, byłoby łatwiej.

Teraz, żebyście nie musieli mnie od razu spisać na straty, że jestem nieczuła ( uwierzcie mi, mam serce, które nawet kiedyś było złamane - można to przeżyć!) Dawałam szansę oddechom, po  fatalnej i beznadziejnej pierwszej części nie chciałam tego kontynuować, ale stało się jak się stało. Tom drugi do mnie przyjechał, okazał się dobry. Podbudował moje nadszarpnięte emocje, które były naprawdę nastawione na NIE do nowości Pani Donovan. Przyszła pora na zakończenie. Wzięłam do ręki trójeczkę i rozpoczęłam koniec przygody. O ile początek wydawał się naprawdę dobry i obiecujący, tak później z każdą kolejną stroną było coraz gorzej. Zacznijmy od początku, początków. Emma miała trudne dzieciństwo, najpierw ciotka, później kiedy na chwilę się uspokoiło wróciła do mamusi, która miała problem z sobą i w bonusie z alkoholem. Rzeczywiście sytuacja beznadziejna. Kiedy rodzic nadużywa alkoholu jest mało przyjemne, widok matki bądź ojca ledwo utrzymującego się na nogach jest przykry. Słuchanie bełkotu i słów, które często nie chcielibyśmy usłyszeć boli. I nie ma tłumaczenia, że to alkohol sprawił. Co zostało powiedziane nie cofniemy. Ciężko jest odbudować w sobie pewność siebie, która została zniszczona. Zgodzę się, ale...  Mając naprawdę dobrych ludzi przy sobie, którzy chcą pomóc i nieustająco wspierają, uwierzcie mi można wszystko. Autorka zaserwowała masę dramatów, które o ile w pierwszym i drugim tomie były do przegryzienia, tak w trzecim naprawdę zostały naciągnięte. Emma ma problem, jeżeli ma się aż taki problem to trzeba się udać do terapeuty, który zleci odpowiednie leczenie, a nie wymagać od przyjaciółek by pilnowały, chodziły na paluszkach, uważały co mówią by ona biedna nagle nie usłyszała nieodpowiedniego słowa i zaczęła się dusić. Skoro walczyła ze stanami lękowymi to jedynym wyjściem z sytuacji była wizyta u psychiatry. I żadna nawet najlepsza przyjaciółka nie zdziała cudów. Dziewczyna odpowiadała sama za siebie. Druga sprawa to faceci i alkohol. Chciała się zabawić, jej sprawa. Nie było sensu obwiniać koleżanek, nie lały jej do gardła płynu, nie kładły do łóżek z przystojniakiem. Robiła wszystko dobrowolnie by jak twierdziła, poczuć się pełna - jakkolwiek by to nie brzmiało. Można i tak. I ja nawet do pewnego momentu rozumiałam jej głupie zachowanie. Jednak kiedy mijając połowę książki dalej wszystko się kręciło wokół dramatu bo ona pije, bo ona chce żeby Evan ją nienawidził, a on jej nie chce nienawidzić, a ona tego nie rozumiała bo on powinien! miałam wrażenie, że mnie trafi coś na miejscu, sama przestanę oddychać, albo nie wiem zacznę krzyczeć dla lepszego efektu. I tak Emma uprawia seksy z Colem ( ale z nim nie jest) chadza na spacerki z Evanem ( który powinien ją nienawidzić, a nie chce )  wpiera sobie w kółko, że jest zła i nie dobra i nie powinna istnieć. Serio. Powiem wam, że jej zachowanie stało się niebezpieczne i albo oddział zamknięty, albo niech ona zejdzie z "ekranu", bo autorka chyba się zagalopowała. Wszystkie jej reakcje do czasu były zrozumiałe, jednak im dalej w las, tym absurd gonił absurd. Dodatkowo Donovan uraczyła czytelników wypowiedziami z perspektywy Emmy i Evana. Co mnie osobiście dobiło. Nie dość, że musiałam znosić dziwny tok myślenia niezrównoważonej bohaterki, tak później siedziałam w głowie tego, który nie chciał nienawidzić.  To zbolało, naprawdę. Moja psychika tego nie wytrzymała.
Przez cały czas odnosiłam wrażenie, że Pani Donovan chciała na siłę zbudować napięty klimat, tak by człowiek miał sposobność przeżyć problem z oddechem, ale... nie wyszło. Nie potrafiłam identyfikować się z Emmą, a próbowałam. Już nie chcę do niej wracać. Jeszcze kilka słów na temat przyjaciółek. Każda z dziewczyn była interesująca i jak dla mnie w porządku. Interesowały się koleżanką, starały być przy niej gdy tylko widziały, że coś dzieje się nie tak. Jednak nie mogły mieć wpływu na poczynania Emmy. Była odpowiedzialna za to co robiła, sama musiała ponieść konsekwencje takich, a nie innych decyzji. Ja osobiście zazdrościłam jej, że mimo tego jak wszystkich od siebie odpychała, nikt się nie odwrócił. Przyjaciele powinni wspierać, ale w sytuacji jaką przytoczyła nam autorka, według mnie potrzebny był już specjalista. Bo gdyby bliska osoba z mojego otoczenia, zmagała się z czymś takim, nie zastanawiałabym się. Siedziałabym z nią pod drzwiami gabinetu lekarskiego.
Cieszę się, że oddechy mam już za sobą. Nie będę wspominała dobrze tej serii. Nie pozostawi we mnie miłych wspomnień ciekawej lektury. Uważam, że temat, który poruszyła autorka  został źle wykorzystany.

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.

Czytaj dalej...

Przedpremierą - Cztery rubiny



Zawsze lubiłam sagi rodzinne, opisywanie dziejów kilku pokoleń w pewien sposób fascynuje mnie i przyciąga. Zwłaszcza kiedy akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach czasowych. Nie mam problemu z przeskokami z przeszłości do przyszłości. Dlatego kiedy przeczytałam opis Czterech rubinów wiedziałam, że muszę koniecznie poznać tę książkę. Okładka i sam tytuł mnie przyciągał. Niewiele wiem na temat samej autorki, jednak instynktownie czułam, że mnie nie zawiedzie, czy miałam racje?
 
Wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez miłości. Wiązanie się z kimś z rozsądku, a nie z powodu uczuć wydaje się nie do pomyślenia. Jednak dawniej to często rozsądek miał prawo głosu, z samej miłości nie można było zbudować domu, żyć w dostatku i zapełnić brzuchów członków rodziny. Młodziutka Irena miała wiele marzeń, jej serce zabiło szybciej dla pewnego urzędnika pocztowego, niestety kochana babcia, wychowująca dziewczynę oraz troszcząca się o jak najlepszą przyszłość podejmuje praktyczną, ale i smutną dla wychowanki decyzję. Mąż powinien być zaradny oraz poukładany. Dopiero co poznany doktor weterynarii, Kazimierz wydaje się najlepszą partią. Główna zainteresowana nie czuje nic do przedstawionego młodzieńca, a jednak zdaje sobie sprawę, że los bywa przewrotny i rozum musi być  wyznacznikiem jej drogi życiowej. Pierwsza i najpiękniejsza miłość zostanie pochowana w sercu. Kobieta pobierając się z Kazikiem zadecydowała słusznie, wiodła spokojne oraz dostanie życie. Urodziła dwie córki, Danusię oraz Grażynkę. Jednak nie zawsze było dobrze. Czas wojny zmusił rodzinę do wielu wyrzeczeń, starsza z córek poczuła czym jest lęk przed najeźdźcami. Ucieczka z rodzinnych miejsc wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Daleko od ukochanych dziadków Irena wraz z Kazimierzem prowadzi dom i wychowuje córki.
 
Grażynka już od najmłodszych lat wykazywała się hartem ducha i niesamowitą zaradnością. Zawsze u boku ukochanego ojca, jego towarzyszka i duma. Bardzo szybko się uczyła, nie brakowało jej odwagi i pewności siebie. Jednak wewnętrzne dobro zawsze górowało, dzięki temu nie wywyższała się i szanowała innych, nawet jeżeli byli biedniejsi. Ukochała swoją nianię, miewały wspólne sprawy, a nawet sekrety o których nikt nie wiedział. Najważniejszym człowiekiem w życiu Grażynki był ojciec. To dla niego chciała być najlepsza, nie potrafiła przyznać się do strachu. Kazimierz był dla swej córki wzorem, który obrała sobie do naśladowania. Jako szanowany weterynarz był bardzo lubiany wśród okolicznych mieszkańców. Każdy wiedział, że doktor pomoże, okaże zrozumienie jeżeli braknie pieniędzy na zapłatę.
 
Cztery pokolenia kobiet, każda z nich żyła w różnych czasach. Jednak jedno, co pozostawało niezmienne to miłość oraz przywiązanie do tradycji rodzinnych. Lojalność oraz pamiątka, która była cenna nie ze względu na swoją wartość pieniężną, a sentymentalną. Przekazywana w odpowiednim momencie córkom – brosza wysadzana czterema rubinami.
 
Jakiś czas temu przyrzekłam sobie, że ograniczę sięganie po książki autorów, którzy dopiero debiutują, albo ich nie znam i nie mam wyrobionej opinii. Dlaczego? Coraz częściej bywałam rozczarowana, zwłaszcza debiutami, ale kiedy ujrzałam okładkę, później opis do Czterech rubinów  byłam przeświadczona, że ta książka mnie na pewno nie rozczaruje. Miałam rację. Przede wszystkim opowiadane dzieje rodziny to jak wspomniałam moje ulubione klimaty. Autorka podzieliła książkę na rozdziały, gdzie praktycznie każdy z nich opisuje inną kobietę z rodu. Mogłoby się wydawać, że taki zabieg spowoduje chaos, ale nie. Wszystko świetnie się ze sobą zgrywa. I tak możemy śledzić życie Ireny wychowującej się w domu swoich dziadków, później wyjazd wraz z mężem i małą córeczką Danusią. Jednak to życie w odległym miasteczku będzie tym kluczowym, gdzie wraz z Ireną pierwsze skrzypce będzie grała Grażynka. Wspaniała dziewczynka, niezwykle radosna i bystra. Chyba nie mogłabym powiedzieć złego słowa na temat tej postaci. Co innego Irena. Dystyngowana, znająca swoje miejsce w społeczeństwie. Jej głównym celem w życiu było złoto. Tak, to ono potrafiło zdziałać cuda w chwili kryzysu, dlatego mając świadomość jak ważne jest jego posiadanie, dążyła do uzupełniania ewentualnych braków. Nie była wylewna, nie okazywała uczuć, była damą. Dama nigdy nie uzewnętrzniała tego co działo się w jej sercu. Grażynka natomiast była jej przeciwieństwem, dobra i uczynna – podobna do ojca, stawiała przed sobą cele.

Będę szczera, czas spędzony w towarzystwie rubinów był świetną podróżą do miejsc odległych w przeszłości. Oczywiście przeplatała się i współczesność, ale dla mnie najciekawsze wątki były związane z Ireną oraz Grażyną.  Tą drugą mianowałam ulubienicą.
Książka jest napisana lekkim językiem przez co praktycznie sama się czyta. Chwilami może i było zbyt słodkawo, przeważnie w rozdziałach dotyczących Adrianny, ale w ogólnym rozrachunku całość oceniam bardzo pozytywnie. Było mi szkoda kiedy dotarłam do zakończenia. Szczerze polecam każdemu kto lubuje się w sagach rodzinnych


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Novae Res.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.





Czytaj dalej...

Dom na skraju





Mówią, że rodziny nie można sobie wybrać, trzeba akceptować taką jaka jest. Podobnie jest z sąsiadami, wprowadzamy się, rodzimy w miejscach gdzie są różni ludzie. Jedni lepsi, drudzy gorsi. Jedno jest pewne w małym społeczeństwie czy to na wsi, czy na jednej ulicy w miasteczku trzeba potrafić żyć w zgodzie. Gorzej bywa z bliskimi, którzy zdaje się są idealni, tworzą przykład... z pozoru, co jeżeli wszystko jest ułudą? Przez lata wbijane do głowy nauki nie mają pokrycia w rzeczywistości?   Poznajmy historię wielu rodzin mieszkających na ulicy Różanej, gdzie każdy ogródek, każdy kwiat  snuje inną opowieść, kryje tajemnice..
Kasia Bulicz-Kasprzak w najnoszwej odsłonie , czy Rubin okazał się miejscem do którego zechcę jeszcze wrócić?


Kwiaty lubią słuchać, to one potrafią przynieść ukojenie kiedy człowiekowi jest źle. Pielęgnowanie oraz przyglądanie jak z dnia na dzień budzą do życia motywuje oraz sprawia radość. Tak po prostu. Leokadia dzięki swojemu ukochanemu ogrodowi przetrwała najgorszy okres w swoim życiu. Utrata męża była zbyt nagła i w najmniej odpowiednim momencie. Dzięki roślinom zaznała ukojenia, zmysły nie oszalały, zaś ona znalazła receptę na smutki. Nauczyła się rozpoznawać ich potrzeby, dzięki temu efekty były imponujące i napawały dumą.
Marysia po kryjomu wspominała dawną miłość, która mimo tylu lat nie odeszła w zapomnienie. Nie potrafiła z nikim się związać, przeszkodą rzekomo była krytykująca matka, ale czy na pewno?
Życie Marty stanęło na rozdrożu, nie potrafiąc znaleźć miejsca we Wrocławiu wróciła do rodzinnego domu, by złapać oddech, nabrać dystansu.
Będąc matką dwójki dzieci, Karolina nie czuła się spełniona w swoim życiu. To zadanie wydaje się dla niej zbyt trudne. Łapiąc się ostatniej szansy na uratowanie godności spróbuje zawalczyć o siebie samą.
Do miasteczka wraz z mężem "z odzysku" wprowadza się Agata. Zakochując się w mężczyźnie z przeszłością nie była świadoma na co się porywa, jak i czy w ogóle odnajdzie się w nowych okolicznościach?
 O co chodzi mieszkańcom ulicy z tym przesadnym dbaniem o swoje posesje? Chęć zdobycia nagrody jest aż tak wielka, a może chodzi o drugie dno?
Każda kobieta opowiada inną historię swojego życia, ale jest coś co wszystkie łączy miłość.
Z uczuciami jest podobnie jak i z kwiatami. Trzeba odpowiednio zadbać, doglądać i pilnować by nie zaniedbać. Bo wtedy mogą uschnąć i już nigdy nie zakwitnąć...
Jakie tajemnice kryje urokliwa uliczka, co ukrywają ściany domów, jakie zdarzenia zapamiętały kwiaty? Dlaczego po wielu latach nieobecności powraca Wanda, czy jej przybycie będzie niosło konsekwencje? I kto może się obawiać konfrontacji z koleżanką lat młodzieńczych?
O czym wie kot Konstanty i dlaczego nie potrafi pojąć zachowania swojego współlokatora?

Muszę przyznać, że już dawno nie spotkałam się z tyloma postaciami, którzy tak zgrabnie tworzyli spójną całość. Z początku miałam lekkie obawy, że będę myliła, kto jest kim. Na szczęście fabuła została tak zgrabnie poprowadzona, że nie miałam takiej możliwości.  Mieszkańcy Rubinia są zwykłymi ludźmi, mają swoje codzienne troski, ale i również tajemnice, które skrzętnie ukrywane mają nie ujrzeć światła dziennego.
Zajrzałam do wielu domów, zapoznałam się z każdą rodziną, miałam możliwość wczuć się w sytuację starszej kobiety, która uznawana za najzłośliwszą wspaniale radziła sobie z utrapieniem. 
W dość nietypowy sposób okazując swojej córce miłość i troskliwość. Obserwowałam wzorową rodzinę, którą można było mianować idealną. Marta, mająca sposobność przyglądać małżeństwu swoich rodziców próbowała za radą matki naprawiać swoje, w efekcie zostało zakończone rozwodem... Karolina miała wszystko czego pragnęła, niestety macierzyństwo nie wyglądało tak jakby sobie tego życzyła, najnormalniej w świecie nie radząc sobie w tej roli. Chciała zrobić coś z czego byłaby dumna, co wprawiłoby w podziw sąsiadów.  Niestety czasami chęci nie wystarczają, trzeba być sumiennym oraz cierpliwym. Agata i Sylwia. Dwie rywalki, jedna drugiej próbowała "umilić" życie. Gdzie dwóch się bije tam czasem trzeci niewinnie obrywa. 
Najbardziej polubiłam Leokadię, porady starszej pani często bywały tak bardzo trafne i życiowe. Osobiście nie interesuje się ogrodnictwem, nie lubię zajmować  roślinami, ale podczas czytania porad serwowanych przez tą kobietę miałam chęć złapać za szpadel i coś zrobić, sprawdzić swoje umiejętności.
Zagadką był dla mnie Janusz. Przez większą część książki próbowałam rozgryźć tego człowieka. Często drażniły mnie przemyślenia dotyczące córki, która za wszelką cenę chciała nawiązać z nim kontakt.
Ulubieńcem, jakże inaczej stał się kot Konstanty. Indywidualista w każdym calu, patrzący z pogardą na swego żywiciela, zwanego współlokatorem.
Nie będę opisywała każdego z bohaterów, ponieważ każdy jest ważny, odgrywa rolę, która później okaże się kluczowa.

Wiedziałam, że Kasia jest bardzo spostrzegawcza i potrafi dokładnie z detalami wykreować bohaterów. Jednak nie miałam pojęcia, że zastanę tyle wspaniałych spostrzeżeń dotyczących człowieka, który nie tyle się zmienia z biegiem lat, co za sprawą różnych sytuacji wciela w inną rolę, wyzwala w sobie uczucia, które w normalnych okolicznościach nigdy by się nie ukazały. Tęsknota, ból, rozgoryczenie są czynnikami wywołującymi różne zachowania.  Na kartach książki przewinęło się tyle mądrych uwag. Dotyczących zajmowania ogrodem, postępowania z ludźmi. 
Zakończenie zamiast pozostawić z odpowiedziami, wywołało we mnie falę niedowierzania, losy bohaterów zostały tak poplątane, że teraz wręcz nie mogę się doczekać powrotu na ulicę Różaną. Akcja toczy się miarowo z góry wyznaczonym rytmem i tak naprawdę był jeden moment kiedy uśmiałam się do łez z groteski sytuacji, która na dobrą sprawę bardziej była tragiczna niż śmieszna.
Cieszę się, że miałam przyjemność zapoznać się z lekturą tak mądrej książki, wiele razy zatrzymywałam się by zastanowić, by przyznać racje.
Jest coś jeszcze, lokalizacja miasteczka. Nawiązanie do Olszyny, Jeleniej Góry, Zgorzelca czy Bolesławca. Wspaniałe uczucie rozpoznać "swoje" miejsca w tekście. 
Szczerze polecam i wręcz namawiam do zapoznania się z lekturą Domu na skraju, tu każdy odnajdzie coś dla siebie. Z pewnością nikt się nie rozczaruje. Ja natomiast z utęsknieniem oczekuje kolejnego spotkania z mieszkańcami.


Serdecznie dziękuję za książkę z tak piękną dedykacją!:)

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki

Czytaj dalej...

Tajemnica Bzów





Magdalena Kordel chyba większości czytelnikom kojarzy się z powieściami o  życiu, takim z którym każdy z nas codziennie się zmaga. Okraszonymi niesamowitym oraz jedynym w swoim rodzaju poczuciem humoru. Każdy kto wybrał się razem z bohaterami w podróż do Malowniczego pokochał to miejsce i wraz z nimi tam pozostał.
Wydaje mi się, że wszyscy bez wyjątku, nawet Ci zdawałoby się najbardziej stojący na uboczu posiadają mocno zarysowaną osobowość. Właśnie dzięki temu, książki czyta się tak lekko i z radością. Na kartach stron ludzie ożywają, nie są płascy i bez wyrazu. Malownicze staje się pięknym miejscem tętniącym życiem. Każdy dom pisze inną historię. Tym razem czytelnikom będzie dane zapukać do drzwi Leontyny, uroczej starszej pani prowadzącej sklepik z "duszą". Gdzie każda wiekowa rzecz znajdzie swoją przystań, a może i nowy dom. To w zaciszu sklepiku rozpoczniemy swoją podróż w czasie, do miejsc tak odległych, pięknych, ale i chwilami bolesnych.

Malownicze szykuje się do zimy, jesień wielkimi krokami wkroczyła i zawładnęła Sudetami. Pani Leontyna od wielu dni odczuwa dziwny niepokój, z doświadczenia wie, że niebawem coś się wydarzy. Jej ukochany pierścień za każdym razem gdy miała nastąpić zmiana w życiu jej, czy poprzednich właścicieli wysyłał sygnały. I tak teraz kobieta zastanawia się jaką niespodziankę szykuje los. Między czasie do miasteczka przyjeżdża tajemniczy mężczyzna, który oglądając galerie zdjęć okolicy natknął się na starą fotografię pewnej młodej kobiety. Od tej chwili jego kroki zmierzały tylko w jednym kierunku. Wietrzne uliczki miały w sobie pewien urok, lecz  nadchodząca zima każdego mieszkańca miała zaskoczyć czymś zupełnie innym.
Madeline świeżo upieczona piastunka przybranych dzieci ze zgrozą przekonuje się, że życie przybranej matki wcale nie jest takie proste, a przyznanie się do słabości wydaje się być porażką. Krótkie listopadowe dnie, długie wieczory... przybliżą dwie kobiety, które dzieli wiele lat. Wspomnienia przypomną o sobie, zaś długo ukrywane sekrety wyjdą na światło dzienne, ukazując życie Leośki, młodej pięknej dziewczynki, dorastającej nastolatki. Świat widziany w czasach gdy kobiety musiały trzymać się z góry narzuconym ideom, zaś widmo wojny zburzyło to co mogło być najpiękniejszym okresem w życiu wielu młodych Polaków. 
Skryta Leontyna opowie o pierścieniu, który posiada niezwykłe "magiczne" zdolności. Odkryje fragment Lwowa, miejsca wspaniałego dzieciństwa oraz tęsknotę i niewyobrażalnym bólu.

Wiedziałam, że Magdalena Kordel mnie nie zawiedzie. Oczekiwałam kolejnego spotkania z ulubionymi bohaterami, byłam niesamowicie ciekawa historii Leontyny. Jednak nie spodziewałam się tego co zastałam. Malownicze będzie stanowiło tło, ja to nazwałam wytchnieniem przed kolejną podróżą do przeszłości, która wiele razy jawiła się zabawnie, romantycznie, ale i również boleśnie. Cofamy się do czasów sprzed Pierwszej Wojny Światowej, wydarzenia mające miejsce przed i w czasie wybuchu zadecydują o losach dwóch rodzin. Jednak tematem wiodącym będą dziecięce lata Zosi i Ani. Dziewczynki wychowujących się we Lwowie. Ukochani rodzice Stanisław i Marianna nie jeden raz musieli przysłowiowo rwać włosy z głowy widząc poczynania starszej latorośli. Bo z Zosi był niezły ancymonek, mała buntowniczka mająca wiele do powiedzenia, buntująca się temu co zakazane i nakazane. Mimo wszystko potrafiąca rozbroić swoją szczerością i trafnością  postrzegania tego co dookoła.
Czytając wiele razy odnosiłam wrażenie, że spaceruje po ogrodzie wypełnionym zapachem bzów, biegam ulicami Lwowa wraz z niesforną Zośką, przesiaduje w miejscu kategorycznie zabronionym oraz tęsknie za tym co trzeba było zostawić.
W chwili kiedy życie powinno stanąć otworem, ukazując uroki dorastania nad rodziną Zosi oraz wielu innych zapadło widmo wojny. Od tej chwili każdy dzień, godzina stały się na wagę złota. Śmierć oraz strach czaiły się z każdego zakątka, ale nawet w tych najczarniejszych chwilach marzenia toczyły walkę z ciemnością, a zalęknione serca napełniały miłością. Wielu ludzi straciło ukochane osoby, pożegnało tych najbardziej bliskich.
Snuta przez Leontynę opowieść bardzo często była przejmująca, sprawiała, że łzy same płynęły. Jeżeli wydawało mi się, że już żadna historia nie jest wstanie mnie zaskoczyć, byłam w błędzie.  Magdalena Kordel przebiła samą siebie,  tworząc przejmującą powieść, opowiadając dzieje rodzin, które musiały zmierzyć się z radością i smutkiem, z goryczą rozczarowania i porywami miłości. A wszystko owiane słodkim zapachem bzów oraz tajemniczością.  
Historia Leośki poruszyła mnie dogłębnie, długo po odłożeniu książki na półkę nie potrafiłam opanować wzruszenia. Uważam, że jest to najlepsza z dotychczas wydanych pozycji autorki. Tajemnica Bzów jest fenomenalna i cudowna, jestem przekonana, że poruszy serca czytelników.


PREMIERA - 7 Maja 2015

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.


Czytaj dalej...

Życzenia świąteczne :)(:


    Kochani!


 Z okazji Świąt Wielkiej Nocy chciałybyśmy wszystkim naszym czytelnikom oraz znajomym złożyć najserdeczniejsze życzenia. Aby dni spędzone w rodzinnym gronie, z przyjaciółmi, bliskimi osobami były pełne radości oraz miłości. Niech atmosfera świąt wypełni każdy zakątek domu:) 




Wesołego królika, co po stole bryka,
spokoju świętego i czasu wolnego, 
życia zabawnego w jaja bogatego
i w ogóle – wszystkiego najlepszego!



                                         Życzą                                     Agnieszka i Wiktoria :)

Czytaj dalej...

Wróć, jeśli pamiętasz


Chcę tylko uciec. Z własnego życia. Ostatnio często się na tym przyłapuję. Nie chcę być martwy. Ani się zabić. Ani zrobić nic podobnie głupiego. Tylko nie mogę się opędzić od myśli, że gdybym się w ogóle nie urodził, nie musiałbym stawiać czoła tym sześćdziesięciu siedmiu dniom; nie stałbym teraz tutaj, tuż po tej dołującej rozmowie...

Od wypadku, który kompletnie odmienił życie Mii, mijają dokładnie trzy lata. Dziewczyna straciła rodziców i brata, a sama postanowiła zostać i żyć. Czemu? Bo kochała Adama, to dla niego wygrała ze śmiercią. Owszem, obudziła się ze śpiączki, ale... postanowiła odejść z życia ukochanego. Niemożliwe? A jednak...

Rzucić nie jest trudno. Trudno jest się zdecydować na rzucenie. Kiedy raz zrobisz ten mentalny krok, reszta jest prosta.


W tej powieści narratorem jest Adam – dorosły już mężczyzna, robiący niesamowitą karierę. Wydawać by się mogło, że wszystko idzie tak jak trzeba, wspiął się na piedestał, jest sławny, rozpoznawalny, ciągle koncertuje i ma dużo pieniędzy. Związał się nawet z jedną z popularnych kobiet, z którą tworzy "szczęśliwy" związek. Ale... po co to wszystko, skoro wciąż myśli o Mii i nie może przestać? Gdzie ona się podziewa, co robi? Czy jest szczęśliwa, może ma męża i dziecko? Koncertuje, czy stała się kurą domową? Jak jej się powodzi? 

Zdaje się, że ostatnio większość konwersacji odbywam sam ze sobą. Biorąc pod uwagę choćby połowę tego, co myślę, tak jest chyba lepiej.


Te wszystkie wątpliwości i pytania powodują, że zachowanie Adama bardzo się zmienia. Mężczyzna staje się aroganckim buntownikiem, którego nic nigdy nie cieszy. Nie potrafi znaleźć pozytywów, które rozświetlają i rozweselają każdy dzień. Stał się gburem, mrukiem, posępną gwiazdką rocka. Nie podoba się to reszcie zespołu, toteż koledzy, z którymi koncertuje odsuwają się od niego i zaczynają go unikać. Nikt tak naprawdę nie zna jego myśli, nie ma zaufanej osoby, której mógłby powiedzieć wszystko, nie potrafi być taki jak kiedyś. Dlaczego go zostawiła? Po co dla niego walczyła, skoro później zdecydowała się odejść?

Dygoczę na całym ciele. Tracę kontrolę. Co z tego, że dzień ma tylko dwadzieścia cztery godziny, skoro czasem przetrwanie nawet jednej wydaje się równie niemożliwe jak wspięcie się na Everest?

Raczej trudno uwierzyć, żeby główny bohater w końcu docenił walory życia. Każda czynność sprawia mu ból, z niczego nie ma satysfakcji, nie potrafi się pozbierać po tym wszystkim. Bardzo łatwo można wywnioskować, że do obecnej towarzyszki życia również nic nie czuje. Stał się pozbawionym uczuć mężczyzną, który tylko odlicza dni do zakończenia trasy koncertowej. 

Twierdzę, że usycham z tęsknoty za odrobiną normalności, ale teraz, kiedy ją mam, jakbym nie wiedział, co z nią począć. Nie potrafię już być normalnym człowiekiem. 

Nagle... przez przypadek na siebie trafiają. Są w tym samym mieście, on decyduje się zrobić ten pierwszy krok. Właściwie nie wiadomo nawet czemu tak robi, ale to po prostu impuls. Ona również go rozpoznaje. O dziwo, jest taka piękna jak kiedyś, a nawet jeszcze piękniejsza. Jednak to nie to samo, nic o sobie nie wiedzą. Stali się znowu dla siebie obcymi ludźmi. Co teraz? Czy ona w ogóle będzie chciała z nim porozmawiać? Rozpozna go? Wyjaśnią sobie tę niezręczną sytuację, która miała miejsce trzy lata temu? Na te pytania znajdziecie odpowiedź gdy przeczytacie książkę. 

Zaczyna do mnie docierać, że istnieje ogromna różnica między wiedzą, że coś się stało – nawet wiedzą, dlaczego się stało – a uwierzeniem, że się wydarzyło.

Znowu jestem pod wrażeniem treści powieści. Pierwsza wzruszyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam obejrzeć film. Płakałam podczas czytania. Płakałam podczas oglądania If I stay. Z niecierpliwością czekałam na tę kontynuację. A gdy już miałam ją w swoich rękach... moje serce przepełniła przeogromna radość. Od razu wzięłam się za czytanie, nie chciałam czekać ani chwili dłużej. Usadowiłam się wygodnie w fotelu, zapaliłam lampkę i dokładnie wtedy zaczęła się moja przygoda z Mią i Adamem. 

Więc po prostu pozwoliłem, żeby wszystko się rozsypało, a potem tak po prostu zatrzymało.

Całość przeczytałam w kilka godzin. No cóż, nie potrafiłam się oderwać. Nie liczyło się wtedy dla mnie to, że jestem głodna, chce mi się pić, jak i to, że mogłabym pójść na spacer, bo jest ładna pogoda. Miałam to gdzieś. Ta historia pochłonęła mnie całą, od stóp do głów, od początku do końca. To nic, że była druga w nocy – ja czytałam dalej. Skończyłam z wypiekami na twarzy i łzami w oczach. Takiego biegu spraw w życiu się nie spodziewałam! Doprawdy, nie wiem, jak moje ukochane autorki to robią, że potrafią idealnie wszystko zaplanować, wcielić ten plan w życie i zaskoczyć zakochanego w treści czytelnika. Jednakże, jestem im za to niesamowicie wdzięczna! 

Rzucić nie jest trudno. Trudno jest się zdecydować na rzucenie. Kiedy raz zrobisz ten mentalny krok, reszta jest prosta.

W tej części byłam wściekła na Mię i nie będę tego ukrywała. Jak ona mogła zostawić Adama i myśleć tylko o sobie? Dlaczego to zrobiła? Nie potrafiłam jej kompletnie zrozumieć. A może... nie starałam się tego zrobić? Wszystko zaczynało się zmieniać, gdy poznałam jej uczucia. Był taki moment, gdzie informowała, co nią kierowało i tak naprawdę... dopiero wtedy zrozumiałam jej zachowanie.
Natomiast Adama było mi bardzo szkoda. To, co się stało z tym chłopakiem i jego psychiką było dla mnie nie do ogarnięcia. Kompletnie się zmienił, nie potrafił być tak wspaniały, jak ten, który zauroczył mnie swoim zachowaniem w Zostań, jeśli kochasz. 
Autorka niesamowicie zaskoczyła mnie fabułą. Znowu prosty, lecz nienaganny i uroczy styl pisania, wciągająca historia, genialnie przeprowadzone dialogi i przede wszystkim cytaty, których było pełno! Niesamowita sprawa i niesamowita przygoda. Kochani, tę książkę polecam wszystkim kobietom, bo zdecydowanie jest to historia głównie dla pań. Jeżeli chcecie poczytać, czym jest prawdziwa miłość, zaufanie, szczerość, tęsknota i przeznaczenie, ta pozycja jest dla Was! Zachęcam gorąco!


Odpuścić. Wszyscy mówią o tym, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Odegnij palce jeden po drugim, aż dłoń się otworzy. Ale moja dłoń jest zaciśnięta w pięść od trzech lat; ścierpła w tym uścisku. Cały tak zastygłem. I niedługo stężeję do końca.

Książka pojawiła się na mojej półce dzięki współpracy z Redakcją Essentia. 




Czytaj dalej...

Sekret początkiem wielkiej twórczości




Każdy, kto zapoznał się z twórczością Charlotte Bronte, zgodzi się ze mną, że jest to pisarka wielkiej sławy. Przede wszystkim sposób, w jaki operowała piórem, kunszt wykonania powieści jest naprawdę na wysokim poziomie. Podczas czytania trzeba się rozsmakowywać każdym słowem, przegryzać, analizować, by na końcu odczuć radość, że oto dostąpiło się zaszczytu obcowania z tak pięknym słowem pisanym. Bo Charlotte jak dla mnie jest mistrzynią swojej epoki. I chyba nikt nie zajmie tego zaszczytnego miejsca. Nie można też powiedzieć, że lektura Bronte jest łatwa. Tutaj trzeba mieć czas na analizę, przemyślenia i uzmysłowienia tego, co autorka chce przekazać w każdym zdaniu, gdyż siostry Bronte charakteryzują się głębokim przeżywaniem emocji, ubierając w słowa wewnętrzny stan, tak zwany duchowy. Możemy wczuć się w daną sytuację i być świadkiem tego, przez co przechodzili wybrani bohaterowie. Sekret stanowi zbiór opowiadań z najwcześniejszych lat autorki, tak naprawdę dzieciństwa i dorastania w domu u boku brata Branwella. To wraz z nim zostały spisane  przeróżne historie.
Niniejsza pozycja ukazuje czytelnikowi początki przygody z pisaniem Bronte, które były zabawą podczas długich wieczorów spędzanych w domu. Wraz z bratem tworzyli świat, w którym pobudzali do życia bohaterów osadzając ich w różnych sytuacjach. Z własnych obserwacji wyrzeźbiły się w młodym rodzeństwie poglądy na wiele spraw, również i politycznych. Przez lata spisywali sagi, które nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Z pewnością oboje nie przewidzieli, że przyjdzie czas, gdy każdy fragment wychodzący spod pióra Charlotte będzie cennym nabytkiem.
I tak biorąc do ręki Sekret  rozpoczynamy przygodę z młodą markizą noszącą w sercu ciężar, którym tak naprawdę nie bardzo może się z nikim podzielić. Pewnego dnia sytuacja zostaje postawiona na granicy ryzyka. Zaś młoda mężatka ryzykując własny honor i szczęście, będzie musiała podjąć ważne decyzje, które zaważą na szczęściu nie tylko jej samej, ale i również innych osób. Mając nadzieję na zrozumienie ze strony małżonka uczyni ruch, który będzie obfitował we wstrząsające skutki. Jakie będzie zakończenie i czy skrywany sekret po wielu latach pozostawi cień na małżeństwie?
Z kolei świeżo poślubiona dama mieszkająca w pięknej wiejskiej rezydencji próbuje zrozumieć, dlaczego jej ukochany mąż ograniczył kontakty ze światem zewnętrznym, zaprzestając podróżować wraz z młodą branką do miasta. Jedynie okoliczni pracownicy służą za towarzystwo. Brakuje odpowiedzi na nurtujące coraz bardziej pytania, jaką tajemnicę kryje przystojny małżonek?

Muszę przyznać, że jestem ogromną wielbicielką prozy sióstr Bronte, zaś sama Charlotte jest moją ulubienicą. I wezmę w ciemno wszystko, co napisały kobiety z tego rodu. Byłam zaciekawiona Sekretem, gdyż o opowiadaniach pisanych wraz z bratem czytałam w pozycji opisującej życie Charlotte. Kiedy okazało się, że wydane zostały właśnie TE teksty bardzo się uradowałam. Ponieważ mieć możliwość zapoznania się z najwcześniejszymi zapowiedziami wielkiej sławy jest czymś niesamowitym. Lektura tej pozycji była naprawdę interesującym doświadczeniem. Można dostrzec talent, jakim cechowała się pisarka. Wprawdzie opowiadania są opisane lżejszym językiem, nie potrzeba zbyt wiele czasu na przemyślenia, jednak już można wyczuć potencjał, dzięki któremu zasłynęła Charlotte Bronte, Osobiście nie jestem wielką fanką opowiadań, krótka forma nie do końca do mnie przemawia, jednak w tym przypadku nie mogę się do niczego przyczepić. Jedynie do faktu, że jest ich tak mało i nie mogłam nacieszyć się światem, który został stworzony w tak młodych latach wspólnie z bratem. Na uwagę zasługują bohaterowie, niezwykle wyraziści oraz mający konkretnie zarysowane cechy osobowości. Klimat każdego opowiadania owiany był tajemnicą oraz czymś jeszcze, co jest charakterystyczne dla rodzeństwa Bronte.
Uważam, że Sekret powinien znaleźć się w biblioteczce każdego fana autorki, ponieważ książka ta jest wstępem do tych, które uznawane są za najważniejsze w dorobku.


Chciałabym móc powiedzieć, że każdy, kto sięgnie po Sekret, nie będzie się czuł rozczarowany. Ten typ literatury trzeba po prostu kochać i być fanem prozy w najpiękniejszym wydaniu. Sięgając po wybrane pozycje, należy być pewnym, że po przeczytaniu wryją się w naszą pamięć na długo. Nie zostaną zapomniane ani nie będzie można powiedzieć, że było tak sobie. Styl Bronte ma w sobie coś niesamowitego. I jeżeli poddacie się temu urokowi, zostanie z wami już na zawsze.

Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki. 

Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka