Podsumowanie roku 2013 :)

Nie jestem zwolenniczką podsumowań rocznych,ale pomyślałam,że w tym roku spróbuję coś tam napisać o minionych dwunastu miesiącach. Jak wyglądały one czytelniczo, co ciekawego odkryłam, co mnie wzruszało oraz denerwowało:)

Tak więc zacznę od odkryć roku! :)


Jane Eyre. Autobiografia
                                         
"Jane Eyre" Charlotte Bronte - Przyznam się szczerze kiedy zobaczyłam jaka ta książka jest obszerna, przeraziłam się, mimo wszystko dzielnie rozpoczęłam lekturę, na początku szło mi opornie, nie mogłam się przyzwyczaić do stylu autorki, jednak im dalej się zagłębiałam stwierdzałam,że to piękna historia. Gdy kończyłam ocierałam łzy wzruszenia oraz radości.
Dlatego uważam,że Jane Eyre za moje własne odkrycie roku! :) 




Karminowy szalPoduszka w różowe słonieSukienka z mgieł




Kolejnym bardzo owocnym odkryciem były książki  autorstwa Pani
Joanny M. Chmielewskiej. Poduszka, Sukienka oraz Szal wywołały we mnie wiele emocji, wspaniale ukazane życie normalnych kobiet, problemy z jakimi nie jeden raz człowiek musi się zmierzać w samotności, często upokorzenia i ból. Trafiłam przypadkowo i jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, czekam na kolejne książki Chmielewskiej. 


Obiecaj mi
  "Obiecaj mi" Evansa - Tutaj to już kompletny przypadek, dostałam tę książkę do sprawdzenia, prze pierwsze strony tak mnie przytłoczyła,że już miałam zrezygnować. Dobrze,że tego nie uczyniłam bo później okazała się piękną opowieścią. Jestem bardzo ciekawa tego autora, mam nadzieje,że jeszcze będę miała okazję przeczytać inne jego książki.



Do porażek literackich, które uważam,że nie wiele warte czytadła (niestety trafiły się takie "perełki")  wskazałam te oto pozycję. 
 



Mistrz


"Mistrz" Katarzyny Michalak - Ten niby erotyk to dla mnie kompletne nieporozumienie, sensacja woła o pomstę do nieba, podziwiam ludzi, którzy się tym zachwycali, bo ja próbowałam, nawet bardzo wczuć się w to coś,jednak nie udało. Żenada i ogólne ustrojstwo literackie. Mówię NIE erotykom w wykonaniu tej autorki. 


Ogród Kamili


"Ogród Kamili" Katarzyny Michalak - Wyjdzie na to,że się uwzięłam na autorkę, no ale co mam poradzić,że to,to jest kolejnym niewypałem, A tak na tę serię czekałam, cieszyłam się i oczekwiałam. A tutaj co? Czytałam i miałam ochotę walić głową w ścianę, bo o książka  napisana byle jak, bez jakiegoś polotu, aby była, Jedziemy na akord,  jestem super poczytną autorką więc co im nie nabazgrolę to będą czytali. Brawo, brawo. 


Wyspa z mgły i kamienia

"Wyspa z mgły i kamienia" Magdalena Kwaka -  Po raz pierwszy w mojej czytelniczej karierze zdarzyło mi się zasypiać z nudów podczas czytania. Grecja niby taka wspaniała a wiało nuuudą,że aż przykro powiedzieć. Nie tego oczekiwałam po tak głośno zapowiadanej książce. Nie potrafię nic dobrego o niej powiedzieć. Bohaterowie beznadziejni, ogólnie została w mojej pamięci jako dobry lek na bezsenność, przy niej nie da się nie zasnąć!;)

Odszedł ode mnie

"Odszedł ode mnie" Anna Rybkowska - Jejciu tego rudzielca nie mogłam czytać, co za głupia książka, innych słów nie znajduję. Głowna bohaterka była tak pusta i beznadziejna,że nie mogłam jej znieść. Ogólnie fabuła nie wnosiła nic konkretnego. Czytało się trudno, bo autorka chciała chyba zabłysnąć swoją elokwencją, przez co stworzyła czytadło nie do przeczytania.




Książki, które mnie wzruszały, sprawiały,że dla nich zarywałam noce, ogólnie nie potrafiłam się oderwać! ;)



Password 

"Pass Word" Mirjam Mous - Dostałam książkę od anonimowego nadawcy, do tej pory nie wiem dlaczego się u mnie znalazła. Nie chciałam jej przeczytać i tak przeleżała dłuższy czas czekając aż się nad nią zlituję. W końcu z czystej ciekawości zaczęłam czytać. 
No i ... jak siadłam tak nie mogłam się od niej oderwać! Super pozycja, dla mnie trafiona w dziesiątkę. Ten kto mi ją przysłał sprawił niebywałą niespodziankę!:)

  


Przewrotność dobra "Przewrotność dobra" Jolanta Kwiatkowska - W tej książce emocje towarzyszą już od pierwszych stron, tak silne,że chwilami musiałam przerywać czytanie. Pani Jolanta Kwiatkowska stworzyła wspaniałe dzieło. Nie można obok Dorotki przejść obojętnie.  Ja pokochałam ją od samego początku. Myślę,że tę książkę po prostu trzeba przeczytać. 

Ja i oni. Pół żartem, pół serio"Ja i oni pół żartem, pół serio" Jolanta Kwiatkowska -
Moja ulubiona książka autorki, nie należy do łatwych, bo trzeba ją czytać sobą, zrozumieć przekaz. Ja- Krysia wiele mnie nauczyła. Cieszę się,że mogłam ją przeczytać. 

 Aż gniew twój przeminie

 "Aż gniew Twój przeminie" Asa Larsson - Jako zwolenniczka kryminałów byłam mile zaskoczona poznając szwedzką autorkę, było moje pierwsze spotkanie z tą panią, które uważam za niezwykle udane! W nowym roku mam zamiar przeczytać kolejne pozycje Asy Larsson. 


 W imię miłości

"W imię miłości" Katarzyny Michalak - Takie książki tej autorki chciałabym czytać, wywołujące taką dawkę emocji,że bez względu na miejsce oraz chwile człowiek nie potrafi oderwać od stron. 
Książka przy której płakałam ze smutku i wzruszenia. Mój numer dwa pióra Michalak. Pierwsza cały czas jest Nadzieja...

 Mogłabym wiele wymieniać, ale uznałam,że pokażę te najważniejsze, które w taki czy inny sposób wryły się w moją pamięć. Nie będę serwowała statystyk bo one są dla mojej wiedzy, więc wydaje mi się bezsensu pokazywać  ile gdzie i czego;)



 Kochani chciałam wam życzyć udanej zabawy sylwestrowej, nawet jeżeli będziecie spędzać go w domku:) Zaś w Nowym Roczku spełnienia wszystkich postanowień, aby był jeszcze lepszy od tego kończącego się 2013.
 Ja tymczasem udam się przygotowywać, bo wyjątkowo wybieram na zabawę, mam nadzieję,że obcasy wrócą całe;)))







Czytaj dalej...

Wielka księga. Czytam sobie



Wielka księga zawiera zbiór różnych opowiadań, są to krótkie historyjki, każda z nich dotyczy poszczególnych wyrazów, które dziecko ma możliwość uczyć się sylabizować. Książka jest ładnie wydana, przyciąga uwagę dorosłego a tym bardziej małego czytelnika.

Ciekawa jest historyjka "Maja na tropie jaja", bardzo się ubawiłam poszukując wraz z Mają oraz papugą zagubionego jajka,  które to odważnie przemierzało miasto, ocean aż dotarło na małą wysepkę, jednak co się stało gdy poszukiwacze dotarli na miejsce ? W skład szukających wchodzą oczywiście zwierzęta, posiadające niebywałą wiedzę. Podróż po oceanie jest pełna napięcie, na szczęście kończy się powodzeniem. Dodatkowo obrazki odzwierciedlające aktualne wydarzenia, pobudzają wyobraźnię nie tylko dziecka.  

W książce występują łatwe dialogi, które nie przysporzą kłopotu w czytaniu na tym etapie czytania, dodatkowo uczy się ono nowych głosek. Jak wspomniałam na początku  wprowadzane są nowe wyrazy, wplatane w historyjkę tak aby łatwo można  było je przyswoić, dodatkowo na stronach jest przykład jak sylabizować konkretne słowo.  Zagłębiają się książkę przybędzie więcej tekstu do opanowania, lecz nadal nie powinien przysparzać trudności. Jest to bardzo dobrze napisana oraz wydana książeczka dla rodziców i dzieci, którzy chcą aby ich pociechy jak najlepiej opanowały sztuki czytania. Uważam,że każda mama powinna sprawić tego typu książeczkę dla swojego dziecka gdyż będzie ona świetną przygodą ale również nauką.









Czytaj dalej...

Czerwień rubinu


Kolejna seria z cyklu podróże w czasie, nic nowego dla śledzących właśnie tę tematykę. Od jakiegoś czasu jestem i ja w tym gronie. Jedne tytuły są lepsze drugie gorsze. Jak pamiętamy był wielki wypust wampirów, wilkołaków, zombie i tym podobnych. Teraz autorzy zabierają nas w podróże do przeszłości, czasem i przyszłości. W przypadku Czerwieni Rubinu byłam nieco już sceptycznie nastawiona, bo temat z lekka już i się "przejadł" no i co gorsza  mam w posiadaniu wersję audiobook, na szczęście dzięki życzliwości Bujaczka mogłam przeczytać w wersji papierowej, za co jestem bardzo wdzięczna. 

Wracając do książki,  główną bohaterką jest nie kto inny jak nastolatka, mieszkająca w okazałej posiadłości należącej do rodziny jej matki od wielu pokoleń. Wcześniej przed śmiercią ojca wiedli szczęśliwe życie z dala od babci i ciotek. Nie żeby były one jakieś straszne. Po prostu rodzina Gwen cechuje się niezwykłymi darami, mianowicie jeden z potomków dziedziczy gen umożliwiający podróże w czasie. W tym wypadku padło na cioteczną siostrę Charlottę, która od najwcześniejszych lat była przygotowywana do tego wielkiego wydarzenia. Symptomami przepowiadającymi miały być mdłości, bóle głowy a nawet wymioty. Dziewczęta uczęszczały do tej samej szkoły i klasy , lecz bardzo się od siebie różniły. Charlotta zawsze opanowana, niewiele się odzywająca. Gwen typ niezdary, widząca duchy o wybujałej fantazji. Wspólne posiłki w domu były dla niej strasznie męczące, bo ciotka wraz z babką na okrągło wypytywały kuzynkę czy już nie wyczuwa zbliżającej się chwili przeniesienia w czasie. Zazwyczaj to pierwsze miało być krótkie i nie zagrażające życiu, ale  należało zachować wszelkie ostrożności. Przede wszystkim nie przebywać w nieodpowiednim miejscu. 
Ku zdziwieniu całej rodziny a najbardziej Gwen to ona została posiadaczką tego "daru", nieświadoma co się jej dzieje cofa się czasie,  znajdując się na tej samej ulicy, gdzie wcześniej stała tylko w innych czasach. Najgorsza jest świadomość,że to ona zamiast Charlotty otrzymała gen. Zanim jednak przyzna się do podróży w czasie przeżyje jeszcze dwie takie wyprawy. Matka Gwen zawożąc córkę do ludzi, którzy zajmują się osobami posiadającymi gen czuje,że wszystko spowite jest dziwną i niekoniecznie bezpieczna tajemnicą. Co gorsza jej siostra dowiadując się,że to Gwen a nie jej córka jest obdarzona zdolnościami podróżowania w czasie zarzuca kłamstwo. Niestety ku jej ogromnej niechęci wszystko okazuje się prawdą. Od tej chwili nastolatka będzie musiała przejść przez wiele nieprzyjemnych, niekiedy niebezpiecznych przygotowań.  Poznaje jednego z członków genu, chłopca nieco od niej starszego. Giedeon jest niechętnie nastawiony do takiej zmiany, o wiele bardziej przypadła mu do gustu opanowana Charlotta. 

Gwendolyn zdaje sobie sprawę,że jej przygotowanie jest praktycznie zerowe, niewiele zna z historii rodziny, co gorsza matka przed wyjazdem przestrzegła ją by nikomu nie ufać, ponieważ może jej grozić wielkie niebezpieczeństwo z każdej strony. W dodatku Gideon na każdym kroku udowadnia brak jej wiedzy na najdrobniejsze fakty. Dziewczyna sama musi przed sobą przyznać,że jej znajomość historii ogólnej jest kiepska, na szczęście może liczyć na przyjaciółkę, optymistycznie nastawioną na wszystko co ją spotyka. Dzięki niej zyskuje informacje dotyczącą jednych z pierwszych ludzi podróżujących w czasie oraz się tym zajmujących. Kiedy dochodzi do jej pierwszej "wycieczki" sterowanej przez chronografy czuje wielką ekscytację, w końcu nie będzie sama i obiecano jej matce,że podczas pobytu w przeszłości nie stanie jej się żadna krzywda. Spotkanie z tajemniczym hrabim nie należy do najprzyjemniejszych, ale nie to jest ważne. Przed opuszczeniem jego posiadłości Gwen doświadcza czegoś bardzo przerażającego....

Oceniając bohaterów muszę się przyznać,że w żaden sposób nie związałam się z Gwen, ani jej nie polubiłam, chociaż specjalnej niechęci nie poczułam. Odebrałam ją jak kolejną dziewczynę zwykłą, wręcz ćamajdowatą obdarzoną nadnaturalnymi zdolnościami, nie miała w sobie nic za co można by poczuć do niej nić sympatii. Żeby chociaż potrafiła ripostować kiedy docinał jej Giedon, ale nie ona biedaczka stała i tylko patrzyła. Specjalnie inteligentna też nie była. Po prostu nijaka. Już bardziej Charlotta miała w sobie coś, jakąś tajemniczość, nawet jej zarozumiałość była lepsza. Natomiast o przyjaciółce można powiedzieć,że była genialna, potrafiła się odnaleźć w każdej sytuacji, była wesoła i często mnie rozbawiała. Na każdą nową wiadomość koleżanki znajdowała przydatne informacje, czego chyba nie bardzo potrafiła sama Gwen. 

Na szczęście bohaterka nie ujmuje książce, jest w niej tyle akcji,że nawet tą nieporadność jakoś można przetrawić. Troszkę się martwiłam czy kolejna historia o podróży w czasie nie będzie nudna i mało zaskakująca na szczęście w tym przypadku muszę przyznać,że jest to najlepsza do tej pory przeczytana książka w tej tematyce. Owiana tajemnicą, która jest uchylana stopniowo dzięki czemu czyta się jednym tchem. Na końcu zaglądałam czy nie ma jeszcze ukrytej strony, niestety zastałam okładkę. 
Czerwień rubinu jest naprawdę wciągająca i szczerze polecam każdemu czytelnikowi, ja zarwałam pół nocy na przeczytanie do samego końca. Żałowałam,że nie posiadam drugiej części bo chyba bym wcale nie poszła spać.




 





Czytaj dalej...

Demony miłości



W drugiej części trylogii o rodzie Lacey będziemy śledzić losy Jemesa  młodszego brata hrabiego Dorset oraz lady Jane, która po zerwaniu zaręczyn z Willem została srogo ukarana przez swojego ojca. Niewiele osób wiedziało o jej dalszych losach. W kręgu obu rodzin uchodziła za kapryśną o raz zarozumiałą kobietę, której trudno jest dogodzić, jednak prawda była zupełnie inna. Z tej jakże upokarzającej sytuacji uratował Jane markiz Jonas. Dobry człowiek darzący kobietę wielkim szacunkiem, niestety ich małżeństwo nie trwało długo gdyż był on wiele lat starszy od swej małżonki i owdowił piękną markizę. Jeszcze na łożu śmierci przestrzegł ją przed swoimi synami materialistami, którzy będą robili wszystko by pozbawić macochę prawa do spadku należącego się wdowie. Jane zostaje wysłana do dworu księżnej Elżbiety I by dołączyć do grona dam dworu. Ma być to dla niej najbezpieczniejsze miejsce. Markiza została wprowadzona w zwyczaje panujące na dworze, warunki jakie tam panowały  były dalekie od tych z wyobrażeń większości panien. Lecz dla zagrożonej kobiety poczucie bezpieczeństwa rekompensowało niedogodności.
Myśli Jane zaprzątała jedna osoba, młodszy brat hrabiego Dorset, Jemes. Już podczas narzeczeństwa z Willem jej serce zabiło mocniej do Jamesa. Teraz gdy była owdowiała chciała wyjaśnić sytuację, w której położeniu się znalazła lecz mężczyzna jest pełen pogardy oraz najgorszych uczuć wobec markizy.

Tymczasem Jemesa dręczą obrazy z jednej bitw, gdzie nie mógł uratować wielu bezbronnych ludzi od rzezi, w jego snach wciąż pojawiają się twarze dzieci oraz ich krzyk podczas masakry. Wierny sługa twierdzi, iż przyczyną niepokoju jest zły duch zmarłego, który wszedł w jego pana. Jedynym lekarstwem jest wyprawa przez wody by wypędzić zmorę. Dlatego James po naradzie ze swym starszym bratem oraz szwagrem postanawia towarzyszyć w wyprawie do Ameryki zainicjowaną przez protegowanego księżnej Elżbiety I. Między czasie jego niechęć do Jane słabnie po odbytej rozmowie z markizą. W jego głowie zaczyna się mieszanka uczuć, co gorsza nie potrafi pozbyć się targającymi jego duszę koszmarami.
Obiecuje Jane,że wróci z wyprawy jednak nie zdaje sobie sprawy,że ledwo po odpłynięciu jej losem zainteresuje się ojciec mając w planach wydać za mąż w brew woli. Posunie się do szantażu stawiając córkę w sytuacji bez wyjścia...

Jak wspomniałam w poprzedniej recenzji bardzo się cieszyłam kiedy mogłam od razu sięgnąć po Demony miłości ponieważ autorka sprawiła,że losy bohaterów stały się dla mnie tak ważne, iż nie mogłam pozwolić sobie na zbyt długą przerwę w czytaniu.  Demony zaskoczyły mnie ilością emocji, nie mogłam spokojnie śledzić losów moich ulubionych bohaterów, postacie takie jak ojciec Jane oraz jej brat sprawiały,że w środku gotowałam się ze złości. nie wspominając już pazernych pasierbów pozbawionych skrupułów jeżeli chodziło o zdobycie należącego według nich pierścienia małżeńskiego. Tutaj bardzo w moich oczach zyskała przyjaciółka Jane, która nie siedziała biernie w chwili gdy sytuacja z dnia na dzień robiła się co raz bardziej beznadziejna. Szkoda mi było Jane,  nie mająca wsparcia ze strony rodziny, a wręcz przeciwnie. Ich chciwość wzbudzała wręcz obrzydzenie, ale nie to było najgorsze lecz sposób w jaki chcieli dojść do celu.
Demony miłości jest świetną lekturą, jedyne zastrzeżenie jakie mam do książki to końcówka, troszeczkę mnie zawiodła gdyż po tylu przeżyciach oczekiwałam czegoś mocniejszego, tutaj odniosłam wrażenie jakby autorka chciała szybko zakończyć książkę. Szkoda bo oceniłabym ją o wiele wyżej, co nie oznacza,że ogólnie jest słaba i nie warto przeczytać. Przeciwnie tym, którzy mają za sobą Alchemię szczerze polecam Demony. Mnie zaś zostaje z niecierpliwością oczekiwać trzeciej części...







Czytaj dalej...

Świętować czas zacząć :))



No więc tak, miała być recenzja ale tak sobie siedzę obok mojej choinki, którą to widzicie na zdjęciu;) tak, tak jest sztuczna ponieważ ja nie toleruje tego żywego paskudztwa, które śmierdzi nieprzyzwoicie, a co gorsza te igły spadające brr brrr ;D
Jednak nie o tym chciałam, jutro jest wigilia moja druga z wami:) 
Chciałam wam wszystkim moi kochani życzyć wspaniałych radosnych Świąt Bożego Narodzenia, aby były wyjątkowe nie ze względu na prezenty chociaż one też są miłe, najważniejsze to spędzenie ich z najbliższymi! Mam nadzieje,że każdy z was będzie miał choć jedną osobę do przełamania się opłatkiem, bo chyba nie ma nic smutniejszego jak być w ten piękny czas samemu. 
Aha no i nie ma objadania!! ;) nie no żartuje sobie, chociaż u mnie w tym roczku będzie mniej jedzonka, bo przez szaleństwo jedzeniowe gubimy to co najważniejsze ... 
Przesyłam serdeczności oraz ściskam was wszystkich razem i każdego z osobna!! Dziękuję,że jesteście!!! :):*
 

Czytaj dalej...

Alchemia miłości




Od jakiego czasu nie miałam ochoty na czytanie powieści romantycznych,  było mi z nimi nie po drodze. Zagłębiałam się w różne tematyki, gdzie tą górującą było fantasy, jednak po ostatniej lekturze zapragnęłam przeczytać coś realnego, przyziemnego i w czasach, które należą do moich ulubionych w literaturze. 
Nie przypuszczałam,że Alchemia tak mnie wciągnie, leżała sobie od dłuższego czasu na półeczce, ale gdy po nią sięgnęłam przepadłam na kilka godzin, przenosząc się do XVI wieku ...

Poznajemy Eleonore w trudnym dla niej okresie, ojciec alchemik fanatycznie wręcz bada sposób wydobycia złota, jego praca pochłania wiele pieniędzy, nie tylko swoich bo te już stracił wiele lat temu, zaraził swoją pasją Hrabię Dorseta, który również powoli popadł w stan znalezienia sposobu na zdobycie najcenniejszego kruszcu, przez co doprowadza rodzinny majątek do ruiny. Po jego śmierci piecze nad wszystkimi sprawami będzie musiał przejąć najstarszy z synów Will. Nienawidzący alchemika oraz jego córki Eleonory, w brutalny sposób wypędza ich ze swojej posiadłości nie przejmując jakie losy ich czekając nie posiadając pieniędzy.
Dziewczynka pamięta sposób w jaki wypowiadał straszne słowa oraz jego spojrzenie pełne pogardy oraz nienawiści, w dodatku wie,że ojciec przysporzy jej więc trosk niż pomocy, Arthur był człowiekiem lekkomyślnym, nie zajmującym się sprawami przyziemnymi. W dodatku nie widział niczego nieodpowiedniego w swoim zachowaniu, nawet wtedy gdy powinien zachować na tyle godności by milczeć.

Osiemnastoletni Hrabia Dorsetu zostaje wysłany do dworu Elżbiety I by znaleźć majętną narzeczoną, dzięki której rodowy majątek uległby polepszeniu. W podróż udają się wraz z nim bracia Jemes oraz Tobias. Nie mogą poszczycić się oni pięknymi strojami, nadszarpnięty budżet sprawił, iż ich garderoba zubożała. Co też jest większą motywacją w szukaniu odpowiedniej kandydatki do ożenku. Will podążając w stronę dworu ogrodami spotyka piękną istotę, może niezbyt wytwornie odzianą jednak mającą w sobie coś niespotykanego.  Zdaje sobie sprawę,że nie powinien zaprzątać głowy ubogimi pannami, jednak Elli posiada urok, któremu trudno jest mu się oprzeć. Nie zdaje sobie sprawy,że owa dziewczyna jest córką alchemika lata temu wygnanymi z jego ziem...
Eleonora mieszkająca od jakiegoś czasu we dworze gdy spotyka dawnego nie przyjaciela jest pełna mieszanych uczuć, zdaje sobie sprawę,że prawda wyjdzie na jaw i młodzieniec dowie się jakie jest jej pochodzenie. Między czasie poznaje rodzeństwo Jane oraz Henrego, piękna dama przybyła w celu znalezienia kandydata do zamążpójścia, brat ma jej pomóc poszukiwaniach. Kiedy poznają się z Elli między obiema zaczyna nawiązywać się nić porozumienia i sympatii, niestety Henri rości sobie pewne zamiary wobec pięknej młódki, niekoniecznie godnych szlachcica...

Kiedy Will dowiaduje się kim jest urocza panna z dworu zalewa go fala złości, czuje się przez nią oszukany, wspomnienia przeszłości wracają bardzo intensywnie, nie zdaje sobie sprawy,że dziewczyna nie miała wpływu na poczynania ojca, nawet jeżeli się temu sprzeciwiała nie mogła za wiele zdziałać. Byli sobie najbliższymi osobami. 
Hrabia podczas pewnego incydentu w ogrodzie zachowuje się bardzo nieprzyjemnie w stosunku do Eleonory, sprawiając jej tym wielką przykrość. Co gorsza Huttonowie z powodu źle przeprowadzonego doświadczenia zostają usunięci z dworu. Kolejny raz muszą szukać sobie schronienia. Młoda kobieta czuje się przytłoczona, nie zdaje sobie sprawy,że wiele osób zainteresowało się losem biednej istoty.  Nawet wrogo nastawiony hrabia.. 
Kiedy kolejny raz ścieżki życiowe tych dwojga się przeplatają wrogość hrabiego po pewnym czasie słabnie.



Muszę przyznać,że jest to wspaniała lektura i jakże się cieszę z obok leżącej kolejne części, miałam ochotę zacząć po zakończeniu Alchemii jednak nocna pora i świadomość,że jutro też jest dzień zwyciężyły, stwierdziłam,że muszę przeżyć trochę napięcia.. Pięknie jest opisane uczucie Eleonory oraz Willa, do którego muszę się przyznać sama zapałałam uczuciem... Tego mężczyzny mimo porywczego charakteru i stanowczości nie dało się nie pokochać. Jednak postacią, którą bardzo polubiłam oraz obdarzyłam szacunkiem była Jane, rozumiałam rozterki tej kobiety, mimo wielu błędów popełnionych w życiu  cechowała ją dobroć. Niestety zabrakło jej zrozumienia oraz wsparcia ze strony najbliższych. Brat zapatrzony w siebie uwodziciel nie potrafił zachować się jak osoba, której mogła się zwierzyć oraz otrzymać poradę. Dlatego też z niemałą zazdrością patrzyła na relację oraz więź między braćmi Dorsetu oraz słabości wobec najmłodszej siostry Sary. Poznając Elli czuje do niej przychylność mimo,iż dziewczyna nie należy do majętnych,ich przyjaźń następuje etapowo, dzięki czemu można dostrzec przeianę jaka zachodzi w Jane.

Wraz z bohaterami przeżywałam ich radość i troski, bo nie brakuje chwil kiedy było zabawnie i mogłam się uśmiechnąć, jednak jak to bywa w życiu troski i zmartwienia są nieodłącznym towarzyszem. Bardzo było mi szkoda Jane za to co spotkało ją po podjęciu ryzykownej decyzji, mam nadzieję,że w drugiej części w jej życiu zaświeci w końcu słońce. 
Nie będę polecała, bo tę książkę po prostu trzeba przeczytać, jest wspaniała pod każdym względem, czytałam jednym tchem nie mogąc się oderwać, nawet głód nie był wstanie mnie od niej odciągnąć.




Czytaj dalej...

Nieskończoność




Kolejna książka z cyklu podróży w czasie, tym razem znajdujemy się w roku 2264 gdy minęła już Mroczna Zima. Świat bardzo się zmienił od tamtej pory, ludzie żyją około sto pięćdziesiąt lat, w wielu czynnościach pomagają roboty, każdy człowiek posiada mózgołącze dzięki, któremu może zapisywać dane oraz łączyć z  cyklopem by uzyskać potrzebne w danej chwili informacje. Co najdziwniejsze przestano się wypowiadać w pierwszej osobie, słowo miłość jest zupełnie obce. Łączenie w pary odbywa się przy sprawdzeniu wielu wspólnych cech tak aby była jak największa szansa tworzenia zgodnego związku oraz odpowiednie geny do urodzenia dzieci. W tych właśnie czasach przyszło żyć Finnowi pracującemu jako historyk, zajmuje się on tłumaczeniem martwego języka niemieckiego, którym od dawna nikt się nie posługuje. Mężczyzna przechodzi żałobę po stracie rodziców oraz rodzeństwa, zginęli oni w katastrofie lotniczej. Pozostały mu po nich pamiątki, miś siostry Lulu, stary orzechowy stół pamiątka rodzinna pochodząca z czasów przed Mroczną Zimą, przechodzący z pokolenia na pokolenie, onyksowa szkatułka z piórem oraz pierścionkiem z bursztynem. Są jeszcze drobiazgi związane z mamą i tym czym się zajmowała za życia. Wszystkie rzeczy przywołują w nim poczucie straty i osamotnienia. 
Pewnego wieczoru podczas odwiedzin koleżanki Rouge, dostaje wiadomość,że dyrektor biblioteki Europejskiej chce się z nim pilnie skontaktować.Okazuje się,że ma on dla Finna propozycję przetłumaczenia dziennika pochodzącego z XXI wieku jednej z Berlińskich nastolatek, historyk nie kryje rozczarowania, miał nadzieje,że propozycja będzie niosła za sobą niespodziewane odkrycia, a tutaj zapiski z życia dziewczynki.
Dosyć sceptycznie podchodzi do całej sprawy, lecz mimo wszystko zgadza się i podejmuje się pracy.

Czytając notatki z życia dziewczynki o nieznanym imieniu zastanawia się jakie może wnieść do ich badań fakt o tym jak wyglądały urodziny trzynastoletniej panienki? Z biegiem czasu  uświadamia sobie,że w pewien sposób polubił tą młodą istotę, jej charakter wydaje się być niespotykany, potrafi ironizować w wielu kwestiach, bardzo dużo uwagi poświęca swojej rodzinie, po czym można wywnioskować,że jest ona dla niej bardzo ważna. Tłumacząc pamiętniki Finn śledzi losy oraz rozwój dziewczynki, po pewnym czasie przestaje być ona anonimowa ponieważ ujawnia swoje imię, od tech chwili Eliana zaczyna po części wypełniać jego myśli. Podczas odbierania kolejnej części do tłumaczeń dostaje propozycję przetestowania jednej z gry. Osadzonej w dwudziestym pierwszym wieku,  pamiętając doświadczenia z dzieciństwa Finn nie jest pewny czy chce podjąć się tego zadania, niestety jeżeli tego nie uczyni skończy się jego misja z tłumaczeniem pamiętników.  Jego towarzyszką gry ma być koleżanka z instytutu Olgi Żukowskiej Rouge. Ich zadaniem będzie spędzenie kilku godzin w Berlinie w roku 2003. Miasto z przeszłości wygląda całkiem inaczej niż to sobie wyobrażał, widzi je oczami bohaterki pamiętników. Zaczyna zauważać kilka dziwnych rzeczy jednak tłumaczy sobie zbiegiem okoliczności, podczas kolejnej próby projektu  będąc w księgarni spotyka Ellianę, nie może uwierzyć,że jest ona bohaterem gry, przecież zbyt wiele zbiegów okoliczności, z początku obawiał czy to jego umysł nie płata figla, jednak Rouge też widzi to co on. Prawda okaże się wielkim zaskoczeniem, ale co najważniejsze wiele tajemnic pozostanie nie ujawnionych. Finn nie będzie miał pojęcia z czym tak na prawdę przyszło mu się zmierzyć...

Spodziewałam się zupełnie innej lektury, w sumie sama nie wiem co chciałam zastać w środku jednak nie tego wszystkiego. Wiadomo zdawałam sobie sprawę z podróży w czasie, jednak w zupełnie inny sposób. 
Przede wszystkim bardzo trudno było mi się wdrożyć w fabułę, co przeczytałam kilkanaście stron odkładam bo byłam znużona wszystkimi unowocześnieniami  w dodatku te formy wypowiedzi w trzeciej osobie, nie mogłam ogarnąć o kim mowa, dopiero po bardzo bardzo dłuugim czasie jakoś w miarę przywykłam. Fabuła rozwija się powoli, przez dłuższy czas nie dzieje się nic istotnego przez co praktycznie nudziła mnie książka. Urozmaiceniem były fragmenty z pamiętnika Eliany. Wydawała się być osobą ciekawą i sympatyczną, no a przede wszystkim żyła w "naszych" czasach.  Kiedy już chciałam spisać na straty Nieskończoność zaczęło się dziać i powiem szczerze w końcu miałam szansę wczuć w bohaterów tego co się działo. Może nadmiar wielu informacji mnie przytłaczał jednak starałam się zapamiętywać co najważniejsze. 
Mam mieszane uczucia co do tej książki, pod jednym względem jest ona całkiem inna od tych, które do tej pory przeczytałam, jednak czy można uznać to z plus? Może gdyby według mnie nie przekombinowania autorki w pewnych kwestiach byłoby świetnie, jednak ja chwilami najnormalniej w świecie męczyłam się czytaniem. Pewne nazwy sprawiały mi wiele trudności, spraw którymi się zajmowano było tak dużo,że nie wiedziałam co ma istotne znaczenie.  Autorka miała bardzo bujną wyobraźnię, niestety moja tego nie udźwignęła i chwilami czułam przegrzanie systemu, nie potrafiłam przetworzyć tego co akurat miałam serwowane w treści. Natomiast zakończenie odbiegało od moich oczekiwań, jak do tak zawiłej treści można było zrobić coś lepszego. 
Nie będę zniechęcała bo z tego co widziałam Nieskończoność już zyskała wielu fanów, najwidoczniej tylko ja miałam problem z odbiorem. Owszem było wiele sytuacji kiedy czytałam z zainteresowaniem chcąc się dowiedzieć co będzie dalej. Dlatego też nie skreślam całości, podejrzewam,że wielu zwolenników fantasy będzie nią zachwycona.  Nie polecam każdemu, po pierwsze fantastyka, po drugie nie jest ona lekka, jeżeli ktoś zechciałby rozpocząć swoją przygodę od tej właśnie pozycji może się zniechęcić... Książka jest zdecydowanie dla miłośników tego gatunku.









Czytaj dalej...

Świąteczne opowiadanie - bajka dla nieco starszych :D

 

Kochani zapraszam was do przeczytania mojego świątecznego opowiadania, pisałam je z lekką ironią dlatego pewne rzeczy mogą wydawać się dziwne, jest to bajka, lecz dla nieco starszych, dlaczego? 
Przeczytajcie to otrzymacie odpowiedź ... ;)




Bajka o Kogucie i Muchomorach

Wracali poboczem drogi tworząc pierwsze ślady na śniegu, co zawsze sprawiało nie małą radość. Bo niby śnieg sypał co roku, ale w końcu przez wiosnę, lato a później jesień w natłoku wrażeń zapominało się o tym wspaniałym białym puchu dzięki, któremu święta miały ten jeden niesamowity urok. To nic,że zostało do nich kilka dni, w powietrzu już można było wyczuć zapach piernika oraz inne charakterystyczne potrawy.
Zosia i Dawidek siedzieli w jednej ławce, od razu do siebie przylgnęli bo w końcu ona ruda nie należąca do tych co dają sobie w kaszę dmuchać, szybko pokazała kto rządzi gdy o głowę wyższy kędzierzawy chłopczyk postanowił naśladować z drwinami bohatera książki, która już niebawem miała stać się ich szkolną lekturą. Spodobało mu się,że dziewczynka zamiast uderzyć w płacz jasno i wyraźnie powiedziała,że jej włosy to znak charakterystyczna tajnej organizacji, jakiej nie powiedziała, ale zaintrygowała Dawida. Bo jakby nie było skoro tajna to coś musiało w niej być ciekawego, coś o czym On musiał koniecznie się dowiedzieć. Nie pozostawało nic innego jak za kumplować się tą pocieszną dziewuszką.
Jak się później okazało mieszkającą na tym samym osiedlu, co sprawiło obojgu radość, bo do pobliskiego lasku mieli blisko a tam wyczyniali różne przedziwne rzeczy...

Zmierzająca teraz do domu zastanawiali się co mają zrobić, bo jakby nie było ten tydzień nieobecności jednego z nich nie wchodziło w grę, zaplanowali sobie już zajęcia na ferie świąteczne, ale oczywiście dorośli muszą wszystko zepsuć. Trzeba szybko coś wymyślić zanim będzie za późno.
- Słuchaj, a może byś tak wpakowała się do naszego bagażnika? Mała jesteś, skulisz się, a ja uproszę tatę by pozwolił mi zamknąć klapę, wtedy Cię nie zauważy!
- Głupi jesteś? Spojrzenie dziewczynki nie pozostawiało wątpliwości. Mam jechać pięć długich godzin zwinięta jak pisklak w załadowanym bagażniku??? Sam się zapakuj!
- No to nie wiem. Przecież musimy coś zrobić, chcesz zostać tutaj sama?? A co z naszym planem!
Zosia szła, w jej głowie zaczynał kiełkować pewien pomysł, w prawdzie nie widziała na ile kompan od wspólnych zabaw jest odważny, ale w końcu miał być w przyszłości mężczyzną! Musi wykazać się tym jak to oni nazywają, charyzmatem? Nie, nie to szło jakoś inaczej, kiedy indziej się nad tym zastanowi. Grunt by teraz wszystko poszło po jej myśli. Bo w końcu jeszcze nigdy nie było tak by jej własny pomysł nie został pomyślnie zrealizowany...
Nie wiedziała jeszcze,że zgoła niewinny wybryk wywoła aż tyle zamieszania i konsekwencji, ale o tym miała się dowiedzieć dużo, dużo później.

Dni mijały, w szkole jak to przed świętami panował już nastrój iście Bożonarodzeniowy, nawet na lekcjach tematy oscylowały w okół wigilii oraz zwyczajów panujących w poszczególnych regionach. Dawidek myśląc,że jego kompanka odpuściła w pokrzyżowaniu planów rodzicom, zaczął oswajać się z myślą świąt spędzonych daleko w Alpach. Nawet chwilami łapał się na myśli,że może nie będzie tak źle jak sobie z początku wyobrażał. Fakt w pojedynkę nie będzie można tyle „zmalować” co z Zośką, ale za to ile będzie mógł jej opowiedzieć! Nie żeby zaczął zachowywać się egoistycznie, po prostu nie posiadał tyle samozaparcia co koleżanka . Na początku znajomości ambitnie planował odgrywać rolę przywódcy, lecz szybko się okazało w jakim był błędzie, ta mała niepozorna panieneczka odznaczała się ogromnym temperamentem, głową pełną pomysłów, a co chwilami go przerażało chęcią realizowania ich wszystkich i to najlepiej tu i teraz!


Oboje nie mieli pojęcia,że daleko, daleko między ich światem a kosmosem na jednej polance, na porośniętym siedzi stara grzybiarka. Została w trącona do tego miejsca za swoje ciągłe wtrącanie do cudzego życia, chcąc każdemu pomóc działała na szkodę wielu innym osobom, nie słuchając upominań znajomych, zmęczonych jej ciągłą obecnością gdzie się tylko nie obejrzeli.

Powiedzeni mówi:Dobrymi chęciami piekło wybrukowane”, Hermenegilda wyścieliła już swoimi chyba z pięć piekiełek. Gdy wpadła w amok swej pseudo pomocy działała niczym w transie. I tak mijały lata jej panoszenia s na coraz większym polu, aż nadszedł czas buntu. Waleczna wiedźminka Adelajda postanowiła zrobić z tym porządek. Wiedząc jak się sprawy mają postanowiła wymyślić podstęp by udowodnić otoczeniu,że ta zgoła wspaniała osoba wcale nie ma dobrych zamiarów. Po prostu chce się wybić na szczyt korzystając z pracy innych ludzi. Na szczęścia Adela była sprytniejsza. W tajnym zleceniu brały udział jej dwie najbliższe i znające się na sprawie ziomalki - Irmina i Rachela. Jak każdy wie aby udowodnić zbrodnię, nawet tą moralną trzeba mieć przede wszystkim dowody, później pozostaje działać i złapać na gorącym uczynku. Co zrobiły te trzy dzielne i z zdesperowane kobiety? Nie wiadomo. Jak głosi legenda nie było to łatwe zadanie, gdyż Hermenegilda mimo swej udawanej nieporadności była bardzo przebiegła i potrafiła się oczyszczać z zarzutów. Dlatego też cała akcja musiała przebiegać dyskretnie. Najdziwniejszy w tej historii jest udział Mrocznego Koguta z Plecami...
Teraz siedziała Hermelcia na swym pieńku i patrzyła na dwójkę dzieciaków, w jej głowie kłębiło się wiele myśli, jakby pomóc tym dwóm. Wiedziała,że każda próba jej poczynań będzie surowo karana, niestety kara nie miała dotyczyć jej, bo gdyby tak było Hermelcia miałaby to głęboko w nosie, ale za wszelkie próby pomocy miały odpowiedzieć osoby, które usiłowała wspierać. Jednak po dłuższym namyśle wpadł jej do głowy pomysł!
Wyśle do wykonania tego zadania swoich dwóch towarzyszy niedoli, muchomory.. Były to bardzo dziwne stworzonka, miały śmieszne czerwone czapeczki nakrapiane żółtymi ciapkami, ich tułowie wyglądało niczym trzon grzybka z rączkami i nóżkami. Oczywiście miały buzie. Troszkę szkaradne lecz nie straszne. Nosiły dźwięczne imiona Minka i Frinka. Nie, nie to nie były dzieci staruszki. Dla wyjaśnienia trzeba dodać,że Hermelka nie była stara, ale w dniu wygnania do tego równomiernego świata okazało się,że jej wiek bardzo postąpił i tak z 30 letniej kobiety stała się 80 letnią starowinką. Jak to jest możliwe? Tego nie wiedziały nawet trzy waleczne ziomalki. Mówi się,że to była dodatkowa kara, za... podlizywanie się. Tego znieść nikt nie potrafił. Jak świat panuje najgorsi w otoczeniu byli wazeliniarze z syndromem bluszczu. Oplatające swą ofiarę, mówiącą to co ona chce usłyszeć nie zważające na stan rzeczywisty, a wszystko przez obezwładniającą chęć zdobycia celu i bycia w centrum uwagi...
Trzeba też wspomnieć jak wyglądała kraina wygnańców, nie była ona niczym strasznym, do Hadesu było jej daleko, jednak rajem też nie było. Ot zwykły las, z wykarczowanymi drzewami. Każde stracone drzewo miało jej przypominać o tym co uczyniła będąc na ziemi. Jedna sztuka to złe przewinienie. Była trawka, troszkę wyschnięta, latały ćmy zamiast motylków, bo w końcu było to miejsce kary. Domem się stał szałasik, z piecykiem co by nasza starowinka nie umarzła. W końcu celem nie było jej zlikwidowanie, a zrozumienie błędów popełnionych. Jak więc widziała to co się dzieje na ziemi? Otóż stało przed jej chatynką piękne lustereczko, wielkości porządnej plazmy, zamiast oglądać seriali i innych programów, mogła przeskakiwać pilotem z miasta na miasto. Nawet była funkcja państwa, ale to tylko raz w miesiącu. Żeby nie było zbyt luksusowo.
W ten oto sposób przeskakując z miasta na miasto trafiła na parę kolegów w postaci Zosi i Dawidka. Dlaczego postanowiła pomóc tej dwójce? Tego nie wiadomo. Może odezwały się w niej dziwne odruchy, o których nie miała pojęcia? Obrała sobie za cel doprowadzenia do wspólnych ferii świątecznych dzieci.
Przywołane Minka i Frinka przycupnęły bok pieńka, wpatrywały się w Hermenegildę swymi grafitowymi oczami.

- Wzywałaś na Hremeniu, czyżbyś wymyśliła nowe zadanie dla swych nudzących się ulubienic?
Kobieta spojrzała na muchomorki i przeciągając dłuższą chwilę odpowiedziała swym skrzekliwym głosem.
- Mam dla was trudne, a zarazem ciekawe zadanie, wybierzecie się do lasu, którego pokażę wam zaraz w mym zwierciadełku, spotkacie dwoje samotnie spacerujących dzieci. Musicie …

Co muszą tego na razie zdradzić wam kochani nie mogę, teraz wróćmy na ziemię gdzie Zosia opracowuje swój plan awaryjny, gdyż czasu było coraz mniej....

Tymczasem Zośka siedziała w pokoju i patrząc przez okno i zastanawiała jak rozegrać sprawy by rodzice nie wyczuli podstępu. Jakby nie było rok w rok dziwnym trafem musiała spędzać większość dni w towarzystwie ulubionego kolegi, może nic by nie było w tym podejrzanego gdyby nie fakt,że to tego drugiego rodzina musiała rezygnować z wyjazdów w ostatniej chwili...
Pukanie do drzwi przerwało jej rozmyślania, w progu stał Dawidek z bardzo zafrasowanym wyrazem twarzy...
- Posłuchaj może ja bym jednak pojechał z rodzicami do tego ośrodka? W końcu jedne święta osobno niczego nie zmienią, jakoś to przetrwamy.. Im więcej mówił tym bardziej przestawał wierzyć w to co sobie umyślił.
Zosia zaś patrzyła na niego wielkimi ze zdziwienia oczami, nie mogło przejść jej przez myśl,że ten tchórz już postanowił się poddać! Ona musiała mieć wszystko na głowie!
- Zdurniałeś do reszty?? Jak sobie wyobrażasz,że ja będę tutaj zanudzała się na śmierć, sama zajmowała się naszym znaleziskiem i może jeszcze całkiem SAMA chodziła do lasu??

Dawidek już wcale nie był pewny swoich racji, no fakt, w końcu to ich wspólne znalezisko, muszą coś z nim zrobić, pytanie tylko co??
- Właśnie, jeżeli już mówimy o naszym skarbie, czy dzisiaj będzie szli w nasze tajne miejsce?
- To chyba nie podlega żadnych wątpliwości, musimy przecież sprawdzić czy nic się podczas naszej nieobecności nie wydarzyło...

Maszerowali równym krokiem, jak zawsze zresztą, oboje zatopieni w swoich myślach. Dawid zastanawiał się czy nikt im nie podkradł tego co nazwał mianem swojej własności, jakby nie było to oni pierwsi znaleźli, więc byli współwłaścicielami...
Zosia natomiast miała zamiar wprowadzić w czyn swój pomysł, będzie bardziej wiarygodnie kiedy kolega nie będzie świadomy jej poczynań, zawsze miał problem z kłamaniem, co jej wychodziło gładko i wiarygodnie.
Zmierzali ku małemu wysypisku, w którym ukryli owe znalezisko, gdy byli już, już niemalże na miejscu ich oczom ukazał się niebywały widok... Na dróżce stało dwoje..hmn przebierańców? W prawdzie do karnawału zostało jeszcze troszkę ale ci mniej cierpliwi mogli już się przygotowywać ale dlaczego w środku lasu to po pierwsze, a po drugie czy to był dzieci? Wyglądały jak karły...
Cała czwórka stała oniemiała, o ile Zośka i Dawid oniemieli z wrażenia to Minka i Frinka zapomniały co mają powiedzieć. Jakby nie było podróż okazała się niewygodna, rozbolały ich czapeczki, kropki się pobrudziły, dyskomfort popsuł im nastrój. Z chęcią zawróciły by z powrotem jednak rozkaz to rozkaz.
Pierwsza ocknęła się Frinka, widząc brak reakcji ze strony towarzyszki postanowiła przerwać milczenie.
- Cześć! Jej głosik był dosyć pocieszny, jakby nawdychała się helu w wyniku czego mówiła bardzo zabawnie.
- Cześć... Zosia wpatrywała się w to coś ze zmarszczonymi brwiami, pierwsze co wpadło jej do głowy to strach czy nie odnaleźli ich łupu! Na szczęście dziwni przybysze za chwilę mieli uspokoić jej niepokój.
- Jestem Frinka, a to moja towarzyszka Minka, przybyłyśmy yyee to znaczy chodziłyśmy sobie po tym lesie no ale zgubiłyśmy drogę do domu. O mały włos a wydałoby się,że pojawiły się tutaj nagle.
- A skąd wy jesteście i co to za dziwne stroje? Bezmiar zdziwienia można było wyczuć w każdym słowie oraz wyrazie twarzy dziewczynki.
- Hmm jakby Ci powiedzieć, po prostu mów do nas po imieniu, później postaramy się wam wszystko wyjaśnić. Może wybierzecie się z nami na spacer, podejrzewamy,że znacie dobrze ten las i później śmiało nam wskażecie drogę.
Oczywiście wszystko było zamierzone, bo dwa muchomory oczywiście się nie zgubiły, zaś spacer miał wytyczony cel. Otóż dwie postaćki miały doprowadzić małych ludzi do miejsca wskazanego przez Hermenegildę.
- Dlaczego przyszliście do lasu? O tej porze grzyby nie rosną, a i śnieg jest dosyć wysoki, widać nocami musi sporo dosypywać. Minka mimo wszystko była ciekawa powodu przybycia tych ludzkich dzieci, bo czy zamiast spacerować po śnieżnym bezdrożu nie powinny raczej siedzieć w domu i się bawić?
- Postanowiliśmy się przewietrzyć, wiecie pół dnia spędzamy w murach szkolnych, później wracamy ulicami pełnymi spalin to i pooddychać trzeba... Powietrzem, świeżym...
Za nic by się nie przyznała,że przychodzą tutaj w wiadomym dla nich celu, nie wiadomo czy te stworzenia nie mogłyby im ukraść zdobyczy.
- Rozumiem, to znaczy, że możemy śmiało udać się w pewno urokliwe miejsce, oczywiście znajdujące się na łonie natury... jakkolwiek by to nie brzmiało.. Zamruczała pod nosem i mrugnęła nieznacznie do Frinki.
- Kim wy w ogóle jesteście?? Dawid w końcu zadał pytanie, które od samego początku go nurtowało.
- Nie widzisz? Muchomorami... Minka patrzyła ze zdziwieniem na chłopca.
- Ale jak to? Takim normalnymi grzybami? Przecież takie rzeczy są tylko w bajkach!! Dawidek niemalże wykrzyknął. Nie mogło mu się w głowie pomieścić co właśnie usłyszał.
- Nie, nie mój drogi, jesteśmy muchomorami, grzyby to grzyby, osobna rasa. Jakby nie było to My jesteśmy tymi barwniejszymi postaciami. Mamy więcej mocy i takie tam, ale może później was wtajemniczymy..
Zosia nie mogła uwierzyć w to co słyszy, nie faktem,że grzyby czy tam muchomory gadają, przecież w bajkach wszystko jest możliwe, może one przelazły z jakiejś książki, ale właśnie dzięki nim może uda się przetrzymać Dawidka tutaj bez robienia mu przypadkowej krzywdy.. to znaczy dziewczynka nie miała zamiaru zagrażać koledze, ot tak wpadła przy obiedzie na pomysł,że jakby tak zrzucić go ze skarpy może zwichnąłby nogę albo rękę no i wtedy nie musieliby jechać na te narty bo co to za frajda siedzieć w pokoju hotelowym kiedy równie dobrze można w domu wraz z nią!
- Musimy tutaj wejść. Przerwała tą chwilową ciszę Frinka. Stanąwszy przed ni to kałużą, ni to sadzawką patrzyła wyczekująco na dzieci.
- TUTAJ ??? ale po co? Przecież przemoczymy sobie buty, zmarzniemy, dostaniemy zapalenia płuc, a wtedy już na pewno święta spędzimy osobno!! Złość Zośki była co raz bardziej widoczna.
- Spokojnie, nic wam się nie stanie. Frinka uśmiechnęła się kpiąco na widok przerażenia w oczach Dawidka.
Zabieramy was do naszej krainy, ktoś tam na was czeka. Nie bójcie się, wszystko będzie dobrze.
Musicie nam tylko w czymś pomóc...
Weszli do tego nietypowego przejścia, które rzeczywiście nie było mokre, sprawiało jedynie złudzenie wody, tak naprawdę była to jak by zasłona mgły mieniąca się jak woda. Poruszając się po korytarzu czuli jak ciekawość i euforia zaczyna brać nad nimi górę, oto niespodziewana przygoda rodem z opowiadanych baśni stanęła przed nimi otworem..
A Hermenegilda na wszystko spoglądała ze swojego lustrzanego telewizorka. Jakże się cieszyła,że mimo swej kary może coś zrobić dzięki pomocy tych nudnych muchomorków. W prawdzie nie bardzo jej przeszkadzały, no ale rozrywki z nimi nie miała, bo nie dość,że były zupełnie samodzielne to jeszcze pojawiały się tylko wtedy gdy miała dla nich jakieś zadanie do wykonania. Nawet takie, które chciała zrobić sama. Kara niestety polegała na tym,że nie mogła nic robić. Jej myśl o zrobieniu czegoś wychwytywały Minka i Frinka, tak więc Heremlcia siedziała i się nudziła. Chwilami wspominała czasy upojnych chwil z Mrocznym Kogutem z Plecami, tak tak zdradliwe to było stworzenie, ale jakże magnetyczne. Gdyby wtedy wiedziała,że był on narzędziem jej klęski podstawionym przez te Trzy... Ech nie będzie o nich myślała. To właśnie za ich sprawką znalazła się na tym wygnaniu. Bez Koguta w dodatku, ten to dopiero skończył...
Minął chyba rok od ostatnich wydarzeń, tak to było przed świętami, zapukał do jej drzwi. Stał w tej czapce Mikołajkowej i patrzył, ale jak On patrzył! A gdy się odwrócił.. Takich pleców to Ona Hermenegilda jak żyje nie widziała! Urzekły ją od pierwszego popatrzenia, a później nastąpiła jej zagłada....

Dzieci wraz z Muchomorami wyłaniały się z korytarza. Widok który im się ukazał może nie należał do najbardziej oczekiwanych, ale lepsze to od śniegu i zawieruchy, a co najważniejsze jakby dobrze poszło i ich pobyt by się przedłużył mogą liczyć na pominięcie dnia wyjazdu Dawidka!
Kraina wydawała się jakby znajoma, ale może tylko dlatego,że nie znaleźli w jej krajobrazie niczego wyjątkowego, wykarczowane drzewa, gdzieniegdzie badylki, ćmy fruwające to tu i tam to tam i tu. Woda była jakaś tak nijaka, no ale była.
Hen daleko zobaczyli jakąś dziwną rozpadającą się chatynkę, zapewne jakiego bezdomnego, bo chyba nikt inny w takich warunkach by nie mieszkał. Gdy podeszli bliżej zauważyli, że na pieńku nieopodal szałasu siedzi staruszka i patrzy przed siebie. Nagle odwróciła się do przybyłych...
- Witajcie moi drodzy, jakże się cieszę z waszej obecności! Tak dawno nie miałam okazji widzieć ludzi, yyy to znaczy takich młodych ludzi. Uśmiechnęła się jakoś dziwnie i spojrzała na Muchomorki. Chciała by ich zostawiły samych, ale te najwidoczniej nagle jakby przestały chwytać w lot jej zachcianki, bo stały i sobie przytupywały rytmicznie, nucąc pod nosem jakąś piosenkę o Miłoszu..
- Jestem Zosia a to Dawidek, bardzo nam miło gościć yy no tutaj, a tak w ogóle to gdzie my jesteśmy?
- w Lizulandzie ..
- GDZIE ??? Co to za dziwna nazwa. Zosia wybałuszyła oczy.
- Adekwatna do przewinień dla osób wygnanych za pewne uczynki, ma stale i wciąż przypominać o nieodpowiednich uczynkach. Usłużnie podała odpowiedź Minka.
- No dobrze, skoro nosi taką nazwę..ale w jakim celu mieliśmy tutaj się stawić?
- Słyszałam,że macie problem ze świętami, postanowiłam wam pomóc, bo w końcu to jest czas gdy każdy chce spędzać go w ulubionym towarzystwie... Może wspólnie coś wymyślimy?
Tylko Dawidek nie bardzo był zadowolony faktem spędzenia gwiazdki w tym miejscu, bo jakby nie było miał siedzieć w swoim bądź Zosinym pokoju, zajadając się smakołykami, oglądając bajki i bawiąc. A tutaj? Nie wiedział jak ma okazać swoje niezadowolenie, tak by koleżanka dobrze zrozumiała o co mu chodzi. Z doświadczenia wiedział,że stawianie oporu będzie odebrane jako zdrada ich przyjaźni. Ta cała Hremelka czy jak ona tam się nazywała wcale mu się nie podobała. Jakaś tak dziwnie miła była, jakby na siłę chciała ich uszczęśliwić, jak dotąd sami dawali radę ze sprawą wyjazdów.

Hermenegilda już, już czuła,że łapie wiatr we włosy, oto ONA znowu może rozwinąć skrzydła i zrobić to co lubiła, wtrącić swój nos do cudzego życia. To było jej ulubione zajęcie, bez znaczenia był fakt, iż tym razem nie miała mieć z tego żadnej korzyści. Kara jej na tyle dała w kość,że mogła ten jeden raz pomóc za darmo. A jak się dobrze rozkręci to może za pomocą Muchomorków uda się jej z tego miejsca panować nad innymi!
Zapomniała tylko, że te dwie pomocnice są cały czas obok i śledzą jej myśli....



Dzień się miał ku końcowi, siedzieli przed lustrzanym telewizorem i oglądali przygotowania do wigilii jednej z gwiazd filmowych, o ile na staruszce podglądanie nie robiło już wielkiego wrażenia to na dzieciach ogromne. W końcu nie codziennie mogą podpatrzeć jak sławni ludzie nie radzą sobie z lepieniem uszek i zamawiają je w pobliskiej restauracji. Śmiali się do rozpuku gdy jedna z nich postanowiła zrobić rybę po grecku z surową marchewką twierdząc,że chce mieć danie zmodernizowane.
Muchomory siedziały na uboczy i podszeptywały do siebie, knuły spisek, czekały na ten dzień od jakiegoś czasu. Wiedziały,że starucha w końcu się złamie. Oczywiście nie mogły dać po sobie poznać,że cała sytuacja jest całkowicie przez nie kontrolowana.

Zosia i Dawid poczuli zmęczenie. Dwie jak dotąd nieodzywające się towarzyszki zaprowadziły ich do małego domku stojącego na skraju polany, w środku był pokoik, łazienka oraz kuchnia. Zjedli kolację i położyli się spać. Dzień był pełen wrażeń...

Siedząc na pniu snuła marzenia o tym ile to będzie mogła zrobić mając u boku dzieci i te małe skrzatopodobne istoty. Zacierała ręce bo wiedziała,że czego jedni nie zrobią drugim sprawi to ogromną przyjemność. Zapatrzyła się w ekran lustra. Nagle zza wyschniętą łąką usłyszała szmer, dziwne to było gdyż o tej porze nawet ćmy nie latały. Mogła wtedy mieć chwilę spokoju. Wytężała wzrok... Niemożliwe! Pomyślała, to nie może być ON! Ku jej osobie wolnym krokiem w Mikołajkowej czapce zbliżał się Mroczny Kogut z Plecami... Zarumieniła się jak jabłuszko bo jakby nie było należała do tych co nie dają się tak szybko uwieść, a tutaj jeszcze dzieci w gościach! Co robić, co robić? Nie było czasu, bo oto wielki pompon czapki był coraz bliższy, za Pleców wyzierała się mroczna łuna, nawet zapach smażonych udek roznosił się z coraz większym aromatem. Hermenegilda nie wiedziała co czynić, dać się uwieść czy jednak być niewzruszoną na te wdzięki. A jeżeli to znowu podstęp? Na domiar złego wyczuła jeszcze jeden zapach, Tak to one! Marynowane grzybki! Boże i co teraz? Jak mam okazać się silną wolą? Nie dość, że mroczny to jeszcze grzybki, to było zbyt wiele dla tej starej wysłużonej kobiety....
Miała w planach jeszcze tylu osobom pomóc, wszak opracowała nową strategię działania, była niezniszczalna! Jej misją było pomagać i podlizywać. Jak pogodzić się ze świadomością,że władzę nad nią przejął ON?

Zaczynało świtać w obu krainach nastąpiło wiele zmian, jedne nastały się przy pełnej świadomości zainteresowanych,drugie był sterowane przez trzy waleczne ziomalki...

Zosia obudziła się i zerwała, miała tyle pytań do Hermenegildy, nagle uświadomiła sobie,że nie znajduje się w Lizulandzie tylko własnym pokoju! Ale jak to jest możliwe, przecież pamiętała jak wczoraj po wyprawie do lasu spotkały dwie muchomorki... Spojrzała na podłogę obok leżały czapeczki w plamki, na jednej było napisane Minka zaś na drugiej Frinka....
Pukanie do drzwi przerwało jej konsternacje.
- Dzień dobry córeczko, jak się spało?
- Mamo jaki dziś mamy dzień?
- Jak to jaki? Jest wigilia.. Zapomniałaś jak się wczoraj kładłaś do łóżka,że dziś wieczorem rozpoczynają się święta? Uśmiechnęła się ciepło do dziewczynki po czym wyszła.
Zosia nie wiedziała co ma myśleć, musi koniecznie zadzwonić do Dawidka, zapytać czy i On pamięta, przecież to nie mógł być sen, nie było jej w domu całe dwa dni.
Zbiegła prędko po schodach do telefonu, niestety nie mogła się połączyć z domem kolegi. Dziwne rzeczy zaczęły się dziać. Nie mogła zrozumieć o co chodziło. Coś poszło nie tak.
Ta stara wiedźma ją okłamała! Miała spędzić spokojnie gwiazdkę wraz z Dawidem, nawet w tej ohydnej chałupie siedząc przed lustrzanym telewizorem.



Dawid w tym czasie rozpakowywał swoje rzeczy w pokoju hotelowym. Miał wątpliwości czy to co się wydarzyło było snem? Musi porozmawiać z Zośką, w końcu ona też brała w tym udział. Rodzice uparcie twierdzą,że wieczór i noc spędził w podróży w góry.
Doskonale pamiętał,że przydarzyło się im coś niesamowitego wręcz magicznego! Czy to sprawka dwóch Muchomorów? Może tej podejrzanej staruchy? Od początku wiedział,że coś jest z nią nie tak! Niby tak miło się uśmiechała, chciała im pomóc, a tutaj proszę tak ich okłamać.

Pozostaje sprawa tajemniczego czegoś schowanego przez dwójkę dzieci.. Gdy pewnego jesiennego popołudnia ganiali leśnymi ścieżkami w odległej skarpie znaleźli coś wystającego. Zaciekawieni postanowili sprawdzić, w końcu w tajnej organizacji zajmowali się odkrywaniem różnych tajemnic. Stali nad znaleziskiem i myśleli jak wydobyć to coś ukrytego pod ziemią. Na szczęście jak się okazało ziemia nie była mocno ubita, po pewnym czasie rozgrzebywania patykami wyciągnęli worek, dziwny bo z dosyć ładnego materiału. Gdy zajrzeli do środka aż cofnęli się ze zdziwienia. W środku znajdowała się... Czapka Mikołajowa!
Należąca do Mrocznego Koguta z Plecami ...ale tego na szczęście dzieci nie wiedziały, były przekonane,że należy do całkiem innej osoby.

Adelajda, Irmina i Rachela siedziały przy swojej ulubionej wielkiej choince, nie były specjalnie tradycyjne, dlatego nie znosiły co roku do chałupy żywego drzewka. Miały swoje kupione za sporą sumkę piękną, sztuczną i co najważniejsze trwałą! Teraz pięknie ozdobioną kolorowymi światełkami. Wspominały minione wydarzenia, gdy kolejny raz przebiegła Hermenegilda podjęła próbę złamania zakazu jakim było udzielenie pomocy. Nieważne czy to były dzieci. Fakt mogły im nie psuć świąt rozdzielając w te ważne dni. Jednak sprawa była dość poważna,, a kara to kara, tak była umowa. Konsekwencje ponosiły osoby niewinne. Wynikiem czego zamieszały w życiu Zośki i Dawidka.
Hermelka po wywęszeniu marynowanych grzybków straciła nad sobą kontrolę, chęć posiadania ich była tak wielka,że rzuciła się na Koguta i zaczęła go obmacywać pod łopatką, a przecie tam miał schowaną bardzo ważną część ciała! Waleczne ziomalki wkroczyły do akcji przy pomocy swych wiernych Muchomorów. Unieszkodliwiły napastniczkę, zaostrzając karę. Co się stało z Mrocznym Kogutem? Stracił kilka piór, a jak już się okazało,że nie jest niezniszczalny postanowiono go oskubać i usmażyć na świąteczny obiad....



W końcu święta to czas spędzania go z bliskimi, Dlatego nasze trzy kumpelki siedziały ze spokojnym sumieniem popijając winko, dzieci w końcu zasiadły ze swoimi rodzicami, natomiast Hermenegilda w ramach kary nie otrzymała Koguciego udka, a jedynie marynowanego grzybka.

A morał tej bajki jest, krótki i chyba każdemu znany, nie podlizuj się bo nie będziesz lubiany. ;))
Czytaj dalej...

Aż gniew twój przeminie




W małej miejscowości znajdującej się daleko w Szwecji w jednym z jezior ukryta jest tajemnica, jaka? Tego chciała się dowiedzieć Wilma wraz ze swym chłopakiem, postanowili wynająć sprzęt do nurkowania i udać w zimną głębinę wodną by zbadać sprawę...Przerębla wykuta w lodzie, linka przymocowana, żeby później bez problemu wrócić na powierzchnię. Niestety żadne z nich nie powróciło na ląd. Wilma w ostatnich minutach życia widziała po drugiej stronie lodu swego mordercę, patrzyła się mu w twarz, był to ostatni widok w jej życiu...
Wraca do domu swej babci, siada przy stole...wie,że powinna już dawno być w domu, zjeść kolację, ale już nigdy tego nie zrobi. Będą ją szukać, ale przecież nikt nie wiedział dokąd się tego dnia udali. To miała być ich wspólna tajemnicza wyprawa...

 Hjalmar nie był złym człowiekiem, jednak niefortunne wydarzenie z przeszłości odciska piętno na całym jego życiu, w dodatku nigdy nie mógł liczyć na żadnego z rodziców, według nich był wyrodnym synem, przez to jedno przewinienie, jako najstarszy brat musiał bronić młodszego Torego, ten jest od dziecka perfidny  z zadatkami na dręczyciela i sadystę. Mając pod każdym względem poparcie u rodziców z początku wykorzystuje siłę brata by w późniejszej przyszłości nakazywać mu co ma w życiu robić. Krettu matka, skrywa tajemnicę jeszcze zza czasów drugiej wojny światowej, nikt nie wie co uczyniła jako młoda piękna kobieta, nawet jej mąż. Przeszłość o sobie przypomni, a jego skutki będą tragiczne dla wielu osób.  

Tymczasem Rebece Mattinson śni się zmarła Wilma, przekazuje jej wiadomość o miejscu, w którym została zamordowana, jest bardzo istotną informacją gdyż jej ciało zostało odnalezione w rzece.. Sprawą zajmuje się Komisarz Anna Maria Mella, bardzo interesuje się okolicznościami śmierci dwojga młodych ludzi, patolog robiący sekcje zwłok co chwila podsyła nowe wiadomości dotyczące ciała dziewczyny. Kiedy do mężczyzny przychodzi prokurator mówiąc o swoim dziwnym śnie, sam nie wie co ma myśleć, bo czy wierzyć w przesłanie pochodzące zza światów? Mimo wszystko postanawia zbadać wodę z płuc dziewczyny oraz tej z rzeki. Jak się później okazuje rzeczywiście różnią się od siebie. Akcja się rozpędza, w dodatku jedyny świadek mający co kolwiek do powiedzenia na temat dwojga młodych ludzi niespodziewanie zostaje zamordowany. Okoliczni mieszkańcy boją się odezwać gdyż wiedzą,że mogą wpaść w kłopoty pomagając policji...

Długo, bardzo długo zabierałam się do przeczytania tej książki, sama nie wiem dlaczego, bo później tego żałowałam. Fabuła tak mnie wciągnęła,że czytałam do późnych godzin nocnych chcąc wiedzieć co będzie dalej. Może nie jest to kryminał aż tak przerażający bo chwile gdy czułam się nieswojo pojawiły się tylko na początku. Fakt autorka z pełną dokładnością opisuje wygląd zwłok dziewczyny po długim pobycie w wodzie, schodząca skóra z kości i tego typu obrazy miałam co jakiś czas przed oczami, nie powiem nie należały one do najprzyjemniejszych no ale tego mi ostatnio było potrzeba, mocniejszych wrażeń. Może tajemnica kim jest morderca szybko przestaje nią być, wiadomo jest kto zawinił, jednak jest wiele innych nie rozstrzygniętych spraw, które mają ogromne znaczenie, bo samo zabójstwo ma swoje podłoże oraz motyw, a wszystko odnosi się właśnie do odległych czasów, kiedy Niemcy stacjonowali w pobliskich miejscowościach. W dodatku sprawa z Hjalmarem wywołała we mnie wiele skrajnych emocji,  Tore sprawił,że odczułam czym jest nienawiść do drugiego człowieka, taka z powodu której ma się naprawdę chęci do zrobienia danej osobie przypadkowo krzywdę. Autorka świetnie sprawiła się ze stworzeniem portretu psychologicznego każdej z postaci, nawet męża Anny Marii, który był tylko postacią epizodyczną, można było z łatwością ocenić. Każda z nich odgrywała ogromne znaczenie w całości. Pewnie dlatego książkę czyta się tak dobrze, w dodatku pojawia się duch bohaterki, są ukazane jej rozmyślania. Uważam to za świetny pomysł, ponieważ ten wątek został tak wpleciony, iż dodawał dreszczyku. 
Z chęcią sięgnę po inne książki twórczości Asy Larsson, bardzo przypadł mi do gustu jej styl pisania, szczerze polecam, nikt się nie powinien rozczarować. 













Czytaj dalej...

Infornacyjnie

Kochani!
Złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że przez jakiś czas nie będę mogła bywać na blogu tak często jak do tej pory. Zepsuł mi się laptop, a na tablecie ciężko jest pisać długie notatki. Recenzje będą się pojawiać co jakiś czas, gdy uda mi się dopaść kogoś klawiaturę. Oczywiście będę starała się was odwiedzać i komentować, ale przez jakiś czas może nie być to tak częste jak do teraz.
W każdym bądź razie, mam nadzieję, że to stan przejściowy i niedługo wszystko wróci do normy i będę mogła do was wrócić.

Pozdrawiam! ;)
Czytaj dalej...

Gorączka cz.2



W drugiej części Gorączki nasi bohaterowie postanawiają wspólnie rozwiązać zagadkę śmiercionośnego wirusa, rozpoczynają badania na próbkach krwi uczniów oraz nauczycieli. Między czasie rozwija się uczucie Ewy i Setha, więc czas spędzony wraz z nimi w internacie skupia się na rozchwianym stanie zdrowia dziewczyny, próbach zespołowych. Ewa częściej zapada w zapaść trafiając do szpitala, to znów jest objęta wzmożoną opieką w szkolnym skrzydle medycznym. Jednak mimo złego samopoczucia znajduje siły na szukanie informacji na temat źródła choroby. Seth niby też prowadzi jakieś badania, ale według mnie mozolnie i jakoś mało zdecydowanie.
Natomiast w Parallonie  zaczynają się zmiany, za sprawą gorączki pojawia się więcej ludzi, co gorsza między nimi pojawiają się Rzymianie. Matt z początku jest zadowolony z przybycia kogoś z jego czasów, Otho mu imponuje i przypomina przyjaciela, który jakiś czas temu wybrał życie w gdzie indziej. Nie zauważa,że silna osobowość kompana może stać się dla niego zagrożeniem. Gdy pojawiają się przyjaciele strażnika zaczynają wprowadzać swoje rządy, Mathisas zaślepiony naiwnie stara się być dla nich przywódcą, który oprowadza po tym wspaniałym miejscu. Dużo później się okaże,że Parallon nie będzie już tym miejscem do którego przybył wraz z Sethosem.

Jen bardzo długo nie potrafiła zrozumieć co stało się z ciałem  motocyklisty, którego ubrania oraz buty układały się w taki sposób jakby się zdematerializował. Niestety jej domysły wydawały się dla każdego głupie i naiwne. Spotykając się z funkcjonariuszem policji Nickiem ma nadzieję,że nie pamięta jej wpadki z miejsca wydarzeń dziwnego wypadku.  Gdy ich związek zaczyna się rozwijać oboje zastanawiają się nad okolicznością zaginięcia mężczyzny z motocyklu oraz Eleny, ona również zniknęła w podobny sposób co jej poprzednik. Jen badając sprawę wpada na trop,że wszystkich zaginionych łączy jedna rzecz, gwałtowna gorączka oraz wymioty. Niestety oboje nie potrafią zrozumieć co dzieje się z ciałami ofiar.

Tajemnica wydaje się być bardzo trudna do rozwikłania, bo kilka zaginionych można jakoś wytłumaczyć, ale kiedy liczba wzrasta do setek, sprawa zaczyna wyglądać na poważną. Tylko dlaczego media nie nagłaśniają tak wielkiej epidemii? Policjant i dziennikarka prowadząc dochodzenie nie mają pojęcia jakie niebezpieczeństwo im zagraża...
Zaś gladiatora odwiedza jego znajomy Zac, który pokazał mu jak przemieszczać się w czasie, potrzebuje jego pomocy , dlatego prosi go by wrócił do Parallonu, ale czy chłopak zdecyduje się opuścić ukochaną wiedząc,że jej stan zdrowia z każdym dniem się pogarsza..

Pierwsza część bardzo mi się podobała, pochłonęłam ją zafascynowana treścią, niestety nie mogę tego samego powiedzieć o drugiej. Autorka chciała zrobić dużo akcji i uważam,że przedobrzyła. Niczego się nowego nie dowiedziałam na temat samej choroby, bo ciągle byłam świadkiem miłości między Sethem i Ewą, to znowu wędrowałam do samego Parallonu gdzie musiałam znosić bezmyślne zachowanie Matta. Ten człowiek tak mnie drażnił,że po prostu nie mogłam zdzierżyć wątków z jego udziałem. 
Nie powiem książkę czyta się nawet szybko, tylko po pewnym czasie zaczyna irytować faktem,że nie można niczego się dowiedzieć nowego na temat wirusa. Dzieje się wiele różnych rzeczy, a główny wątek zostaje zepchnięty na tor poboczny. Miałam wrażenie,że autorka usilnie lawirowała by nie ujawnić najważniejszego, może były to dobry pomysł, ale czegoś mi w tym wszystkim brakowało. Na domiar złego zagłębiając się w fabułę czułam,że dzieje się zbyt wiele. Nie wiem sama co powiedzieć o tej części, w pewnym sensie czuje się rozczarowana, oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Mimo wszystko będę czekała na rozwiązanie bo bardzo mnie ciekawi jak autorka stworzy zakończenie.









Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka