poniedziałek, 25 lutego 2019

Oczy Uroczne

źródło


Często w moich recenzjach pisałam, że z twórczością Marty Kisiel bywa różnie. Jedna grupa bierze w ciemno i czyta, co autorka napisze, druga nie potrafi się wgryźć w charakterystyczny styl. Ja miałam to szczęście, że już pierwsza książka wpasowała się w mój gust, później było lepiej, aż do pewnego spadku zachwytu przy Sile Niższej. No i w końcu nadeszły wyczekiwane Oczy Uroczne, na które naprawdę czekałam i cieszyłam się jak dziecko, gdy do mnie dotarły. Radość niestety była zbyt szybka. Dlaczego? Postaram się wszystko dokładnie wyjaśnić, już za chwilę.


Oda zamieszkuje dom, niby nic nadzwyczajnego, ale ów dom, został wzniesiony na ruinach dawnej Lichotki, a każdy, kto pamięta, była ona wyjątkowa pod każdym możliwym względem. To też, nowa właścicielka, wraz z nowymi czterema ścianami, odkrywa, co kryje się w piwnicy. I jest to dosyć przerażające zjawisko. Dwa rogate czorty, w tym jeden postanawia wyjść spod ziemi i ulokować się w koszu z praniem. Drugi, no z drugim było nieco więcej problemów, ale nie o nim teraz.

Nasza bohaterka mieszka więc sobie, razem z czortem Bazylem i kuleczką. Jest praktycznie szczęśliwa, bo dom na odludziu i pracę ma. Wszystko niby jest tak, jak należy. Roch jak zawsze stoi z pomocą. Oboje wiedzą, że nie są zwykłymi ludźmi. Wiedza ta tworzy między nimi, pewną nić porozumienia, która w pewnym momencie, zostanie mocno nadwątlona.

Tymczasem w okolicy zaczynają dziać się dziwne zjawiska. Pacjenci Ody są atakowani, nie wiadomo przez kogo albo przez co. Ich obrażenia są dosyć specyficzne. W końcu sama pani doktor, odczuwa po sobie samej, że nadchodzi coś niedobrego. O czym przepowiadają pewne znaki. W dodatku Roch jakby się oddala i nie wie, co jest tego powodem. Jakby tego było mało, Bazyl postanawia zapoznać się z okolicznym lasem, pomysł ten, nie do końca jest dobry.
 

Chciałam, naprawdę tak bardzo chciałam, w tym miejscu zachwycić się nad fabułą. Bo zaczęło się naprawdę świetnie. I było tak długo, czytałam jednym tchem, bez opamiętania, nie odrywając od stron. I uwierzcie mi, że to, co wydarzyło się później, doprowadziło mnie do takich emocji, których dawno nie miałam podczas czytania. Niestety, owe uczucia były i w sumie w dalszym ciągu, są negatywne.

Zacznę od postaci, bo Oda i jej współlokator Bazyl, są naprawdę wyjątkowi. Zwłaszcza ten drugi. Wprawdzie do mnie, nie bardzo trafił sposób pisowni jego wypowiedzi, po prostu łamałam sobie język, no ale tak musiało być, żeby oddać sytuację. I w porządku, tego się czepiała za bardzo nie będę. Bazyl jest super i nie można go nie polubić. Chociaż do krakersika mu daleko.

Idziemy dalej, atmosfera w książce jest bardzo intrygująca. Chwilami straszna, by w momencie rozbawić. I ta przeplatanka naprawdę robi wrażenie. Demony, postaci, które nie umiałam określić, budzące strach i niepokój. Wszystko to budowało odpowiednie napięcie.

No i nagle stało się BUM. Tyle że nie w tę stronę poszło, jakiej oczekiwałam. Bo nie wiem po jaką choinkę, autorka wymyśliła sobie, by pomiędzy te odrealnione postaci, wmontować wątek sławnej afery szczepionkowej. I ja rozumiem, że ma rozgłos, chciała się wykazać. No pięknie szczytny cel, w mniemaniu zwolenników. Tylko ja chciałabym wiedzieć dlaczego? Dlaczego postać anty, była przedstawiona jako wytatuowana debilka?

Czy Pani uważa, że każdy przeciwnik jest kretynem? Nie szczepi, bo nie? Bo w książce zostało to ukazane płytko i bezsensu. Ulotki z tępymi hasłami. Takie typowe bicie piany. A gdyby się pochylić nad tematem, to się okaże, że osoby przeciwne, często mają konkretne i niekiedy bolesne powody, więc pytam, jaki był tego zamiar? Wzbudzić kontrowersje? Brawo! Efekt zamierzony się udał. Tylko ja, już nie sięgnę po Pani książki. Bo mnie po prostu zniesmaczyło. Wątek nie był ani śmieszny, ani nie sprawił by otoczenie mogło dzięki niemu zmienić nastawienie.

Można wykorzystać ważny temat, tylko ukazać go mądrze, ukazać oba stanowiska i poprzeć argumentami. A nie, napomykać, o kobiecie z tatuażami, która rzuca hasłami, bez ładu i składu. Ja wiem, że sporo ludzi robi zadymy, tylko po to, aby było głośno. Nie patrzy na konsekwencje, jednak spora część, ma w swojej decyzji lęki, których nie pozbędziemy się wyśmiewaniem i robieniem przedstawienia.

W tej książce nie powinno się to było znaleźć. Nie i koniec, a na pewno nie w taki sposób. Nie dokończyłam Oczu Urocznych. Miałam dosyć. Ja nie opowiadam się po żadnej ze stron. Nie znoszę jedynie, gdy zwolennicy jednego, drwią ze swoich przeciwników. Jedna autorka zaczęła wycieczki do partii politycznych, do stacji radiowych. Ocenianiu, kto jest w danej grupie. Kochane autorki. Odkręćcie sobie kurki, niech bąbelki ulecą. Bo chyba się za wiele nazbierało. Dzisiaj z czytania rezygnuje ja, może i będzie nas więcej. Może inni będą bić brawo. Mnie jest w tej chwili przykro. Nie tędy droga. Nie tak powinno się poruszać ważne tematy. Nie wiem co się dzieje z naszymi autorami. Ze smutkiem odkrywam, że idzie ku gorszemu. 



Książka będzie miała swoją premierę 13.03.2019




piątek, 22 lutego 2019

Royal. Korona ze stali

źródło


Już wcześniej wspominałam, jak seria Royal podbiła moje serducho. Mimo że nie obyło się bez pewnych zawirowań. Idealnie rzecz jasna nigdy być nie może. No ale, jesteśmy już za półmetkiem. Walka o koronę w królestwie to jedno, drugie to tajemnice, przypadkiem odkrywane przez Tanie. I odpowiedzi na pytania, a tych jest cała lista. Czy w tej części otrzymamy wyjaśnienia i w końcu dowiemy się, czy nasze typy na księcia były trafne? Sprawdziłam, a to, co zastałam wywołało we mnie, różne emocje, ale od początku.
 


Kandydatki powoli szykują się do wyjazdu. Mają odwiedzać wioseczki, aby mieszkańcy mogli jak najlepiej poznać swoje faworytki.
Tymczasem w wieży Tatiany i jej przyjaciółki panuje atmosfera oczekiwania. Chociaż nie przed podróżą, a tego, jak, zachowa się Philip. Z jednej strony młodzieniec deklaruje swoje uczucia do Tani, z drugiej, non stop adoruje Charlotte, co wprawia tę pierwszą w czarną rozpacz.

Jest jeszcze Henry, zawsze w pobliżu, służący swoją obecnością, zwłaszcza gdy należy wzbudzić zazdrość w niezdecydowanym przyjacielu. Sprawy przez jego zachowanie często się komplikują i obierają dziwny obrót, ku uciesze głównego prowodyra. Sama Tania ma nieco mieszane odczucia. Z jednej strony ma dosyć zagrywek Philippa, z drugiej czuje coraz większą sympatię do Henriego. A dzień odkrycia prawdy zbliża się wielkimi krokami.

Zanim jednak dochodzi do finału, światem kandydatek wstrząśnie kilka wydarzeń. Oczywiście w centrum jednego z nich będzie Tatiana, ale najważniejszym i tak będzie odpowiedź, kto jest Księciem?


Nie wiem, od czego mam zacząć. Bo z jednej strony książkę mogłabym podzielić na połowę. Pierwsza część była tragiczna. I nie boję się tego napisać. Fani, możecie mnie znienawidzić i znielubić, ale nad czym się zachwycać? Ciągłe rozterki Tani i zagrywki obu chłopców na początku mogły być urocze, dodawać smaczku, ale nieustanne powtarzanie oklepanych scenek, zaczęło być nużące. I będę teraz brutalnie szczera — miałam ochotę szurnąć książką. Ja mogę zrozumieć przedłużanie, budowanie napięcia i tym podobne. Jednak napięcie, a raczej nie napiszę co, wzbudziły we mnie nudne jak flaki z olejem potyczki między tym trójkątem, a w porywach kwartetem.

Później można odnieść wrażenie, że autorka budzi się z letargu, albo uświadamia sobie, że jednak jednym i tym samym, nie przytrzyma czytelnika. No i serwuje pewne akcje. Oczywiście nie są na ogromną skalę. Jednak coś się rusza.

Gdzieś wyczytałam, że postać Tatiany jest niemalże idealna. Trudno jest mi się na tym etapie zgodzić. O ile na początku polubiłam jej postać, tak teraz poczułam lekką niechęć. Nie wiem, jak zostanie ukazana w kolejnych częściach. Tutaj ewidentnie wyszło na minus.

W pewnym sensie poczułam się rozczarowana. Początek został paskudnie i bezsensu przegadany, by na końcówce namieszać, zabieg znany i każdemu znany. Czytelnik musi zostać czymś przykuty. A ja tego bardzo nie lubię, o czym już wcześniej pisałam. No cóż, na tym etapie nie mogę przerwać, bo jestem za bardzo ciekawa. Niemniej, jest mi szkoda, pogrywanie w taki sposób jest słabe. Młodsza część odbiorców daje się jeszcze temu złapać. Niestety dinozaury jak ja, bardzo zniechęca. I żal, bo naprawdę czasem lubię poczuć takie klimaty.

Nie mam zamiaru nikogo zniechęcać. Myślę, że jeśli ktoś dojechał do czwartego tomu, będzie czytał dalej. I moje odczucia nie będą miały znaczenia. Sama jestem najnormalniej w świecie ciekawa kontynuacji.




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Media Rodzina.




wtorek, 19 lutego 2019

(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie



Pisałam już jakiś czas temu, że w czołówce moich ulubionych polskich autorek jest Natasza Socha, od czego zaczęła się ta sympatia i trwa niezmiennie? Myślę, że nie ma w tym wielkiego sekretu. Pisarka tak po prostu pisze prawdziwie. Nie koloruje swoich postaci, nie tworzy wydumanych historii, które albo są przesłodkie, albo zginają ludzi w pół z rozpaczy, zrzucając na nich, tragedię jedną za drugą. Socha pisze o życiu, takim, jakie jest. I ta na pozór zwykła codzienność, tak bardzo trafia do wielu czytelników. Bo czytamy o ludziach, którzy mają często podobne przywary, problemy.

Tym razem przyszła pora na (Nie)miłość, czym ona właściwie jest? Czy istnieje w ogóle takie określenie uczuć? Jak ją zdefiniować? Odpowiedzi szukałam w treści, a to, co znalazłam, opiszę troszkę później.


Poznajemy Cecylię i Wiktoria. Małżeństwo z lekkim przeterminowaniem. Oboje są razem, chociaż tak naprawdę od dawna każde zaczęło żyć swoim życiem. On potajemnie spotyka się ze swoją byłą studentką, pod pretekstem pomocy przy pracy — taka jest wersja oficjalna. Tak naprawdę, oboje planują wspólną przyszłość. 
Ona pewnego poranka stwierdza, że w końcu dojrzała, żeby zakomunikować mężowi o swoim rozpadzie uczuć, o chęci poczucia wolności. Bo już się wypaliła. Tak po prostu. I siedząc w samochodzie, rozważa przebieg popołudniowej rozmowy. Do której nie dojdzie ani tego dnia, ani następnego.

Bo już za kilka minut, Cecylia stanie się ofiarą groźnego wypadku, w wyniku którego, będzie zmuszona poruszać się na wózku inwalidzkim. Oczywiście niepełnosprawność ma być tylko czasowa, ale rzeczywistość okazuje się brutalniejsza.

W zaistniałej sytuacji oboje muszą odłożyć swoje plany rozwodowe na później. Ona potrzebuje pomocy męża w codziennych czynnościach. On nie wyobraża sobie, by teraz miał zostawić małżonkę w potrzebie. Zaczynają więc wspólnie nową, nieco dziwną i bardzo męczącą drogę, do zdrowia Cecylii, do chwili uwolnienia się od siebie.

A gdzieś między jedną ukrytą randką Wiktora a wspólnym szukaniem pomocy w dojściu do pełnej sprawności Cecylii. Tych dwoje, zaczyna zastanawiać, w którym momencie, przestali się zauważać, być dla siebie mężem i żoną, kobietą i mężczyzną. I najważniejsze, kiedy ich miłość, przerodziła się w (nie)miłość?


Nie mogę napisać, by fabuła była porywająca. Jest wręcz przeciwnie. Tutaj wszystko dzieje się takim wręcz powolnym rytmem.

Rozmyślania Cecylii nad swoim życiem, wyborami, jakie dokonała. Nad macierzyństwem i wreszcie małżeństwem, które gdzieś zgasło i nie pamięta, w którym momencie zaniedbali ten płomień. Czyja była wina, kto pierwszy sobie odpuścił?

Jest wreszcie jej niepełnosprawność i związana z nią frustracja, rozgoryczenie i żal, do osoby, która była sprawczynią wypadku. Gdyby nie ona, teraz Cecylia byłaby wolna i szczęśliwa. A przede wszystkim, mogłaby chodzić. A nie, być zdana na pomoc męża. Oczekiwanie na powrót, na wspólne kąpiele. Była przecież niezdolna do zwykłych czynności.

I Wiktor, czujący odpowiedzialność za żonę i matkę swojej córki. Niesamowicie pragnie związać się na stałe z ukochaną. Ich potajemne spotkania, zostały ograniczone, musi być w gotowości do pomocy. Co jak się okazuje, bywa bardzo wyczerpujące, ale i daje też pewną satysfakcję. Oto teraz, po wielu latach bycia obok siebie, zaczynają wspólnie wykonywać czynności, a nawet rozmawiać. Tak po prostu. Dziwne prawda? A jednak, w pewnej chwili, oboje uświadomili sobie, że przestali rozmawiać.

Myślę, że ta książka wspaniale ukazuje, jak w życiu, a zwłaszcza w uczuciach, szybko sobie odpuszczamy. Jak wpadamy w rutynę, która zaczyna nam ciążyć, aż pewnego dnia, zerkamy w stronę tej drugiej, kiedyś bliskiej osoby i mamy wrażenie, że jest nam zupełnie obojętna. Próbujemy we wspomnieniach odszukać chwil, kiedy były te uniesienia, euforia i zachwyt. I ze smutkiem odkrywamy, że już od bardzo dawna, panuje chłód. Razem, a osobno. Czy można odzyskać stracone lata? Czy można ponownie rozpalić płomień, który ogrzeje uczucia?

Jak zatem zdefiniować (nie)miłość? Etapem w którym, jeszcze się szanujemy, ale już przestaliśmy się zauważać? Gdy wspólne wypicie kawy wydaje się czymś nierealnym? Spojrzenie na siebie, ale zobaczenie się? Przytrzymanie wzroku na drugiej osobie, a nawet zachwycenie? Czy w (nie)miłości jest to możliwe? Przekonajcie się sami. Ja szczerze polecam.
 Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Edipresse Książki.

piątek, 15 lutego 2019

#instaserial o miłości




Chyba większość kobiet wie, kim jest Nicole Sochacki-Wójcicka, znana na instagramie oraz swoim blogu, jako - mamaginekolog. Sama śledziłam ten profil, chociaż nieregularnie i niekoniecznie interesowały mnie wstawki prywaty. Bardzo polubiłam wpisy medyczne, które dla nas kobiet, odgrywają ogromną rolę. I za to, jestem Nicole bardzo wdzięczna. Bo niewielu lekarzy dzieli się swoją wiedzą medyczną ze zwykłymi ludźmi, jeśli Ci, nie są ich pacjentami.

No ale książka, którą dzisiaj mam w planie przedstawić, dotyczy historii rzekomo miłosnej, naszej ginekolog — wtedy jeszcze studentce WUM oraz pewnego młodzieńca.

Sporo czytałam opinii dotyczących książki, jedne są pełne zachwytów, drugie już nie bardzo. Postanowiłam wyrobić swoją opinię, dlatego, gdy otrzymałam możliwość przeczytania, od razu siadłam do lektury...


Jak nie trudno się domyślić, bohaterami naszej książeczki są Nicole i Kuba, oraz wspomniana wyżej ich historia.

Tych dwoje poznaje się na imprezie studenckiej. Ona jako gwiazda samorządu studenckiego uważa, że olśniewa całe towarzystwo, On gdzieś coś sobie kombinuje na uboczu. Nagle zostaje zauważony, przez kogo? A jakże, naszą gwiazdę. I tutaj zaczyna się „zabawa”, Nicole, kiedy uświadamia sobie, że jej nieznany towarzysz wbił na imprezę „na krzywy ryj”, rozważa, by pobiec i na niego naskarżyć. Ot taka sympatyczna z niej „studenteczka” była. Nie robi tego, tylko dlatego, że facet jest przystojny. Ochy achy, taryfa ulgowa, Gdyby był brzydki, już by leciała z jęzorem.

Dalej dowiadujemy się, jak to Kuba ma wyłożone na swoją nową zdobycz, ale Ona, jako gwiazda i chodząca piękność, nie potrafi odpuścić. Nie ma znaczenia, że facet wyjeżdża do Afryki, stawia sprawę jasno — nie chcę związku. Ona wmawia sobie, że przecież jest inaczej, po czym wmawia wszystkim wkoło, a nawet próbuje przekonać samego głównego zainteresowanego.

Po powrocie z wyprawy po żebranie o uwagę postanawia zrobić kolejne kroki. Zdawać na praktyki w Londynie. Bo przecież jest najmądrzejsza ze wszystkich. I taka super. Nadmienić należy, bo autorka bardzo często zwraca na to uwagę, więc i ja na wszelki wypadek napiszę.

Ubrania, a raczej metki. W życiu tej kobiety największą rolę odgrywają marki. Jeśli ubierasz się w tanim sklepie, musisz chyba być nikim. Bo według Nicole zakupy w Primarku stały się czymś wręcz poniżającym.

No, ale, mamy tutaj historię o miłości. Prawda? Ano prawda. Tylko w moim odczuciu była to miłość Nicole do samej siebie. Wszystko inne musiało jej nadskakiwać, Nauczona, że świat mu się godzić na jej pomysły. Wmówiła sobie, a potem facetowi, że mają być razem. Później latała za nim jak wariatka i kazała oświadczyć. By w końcu bez wiedzy — jeszcze nienarzeczonego. Zorganizować ślub. O Kyrie Eleison! Tego się czytać nie dało!

Nie dość, że styl i całość jest napisana tragiczne. Halo! Korekta i redakcja?! Byliście, czy tylko jest dla ściemy wpisane, że ktoś taki figuruje? DRAMAT! Co najśmieszniejsze, autorka sama sobie spoilerowała rozdziały. Chyba większej głupoty jak żyję, nie miałam okazji przeczytać.


Ta historia absolutnie nie trąci choćby okruchami romantyzmu. Ona po prostu osaczała faceta, On uciekał, ale chyba miał albo anielską cierpliwość, albo powód był inny, o którym nie wypada pisać. Bo znosić takie zachowanie, to serio. Ja bym jej dawno powiedziała, tam są drzwi, Zamknij i nie wracaj.

Co najgorsze, ja rozumiem, że z „miłości” można robić wiele głupot. Naprawdę. Tylko, jeśli już się takich dopuściło, nie trzeba o tym pisać. Zwłaszcza że chwalić nie było czym. Kuba ani razu nie wyszedł z inicjatywą. Nie mam pojęcia czy z jego strony było uczucie, czy zostało mu wmówione, a On dla świętego spokoju się zgodził?

Nie wyobrażam sobie, bym odstawiła takie szopki przed moim facetem. Można się wygłupić, ale naciskać na zaręczyny, zamieszkanie czy ślub. To jest moim zdanie zbyt wielka ingerencja w życie drugiego człowieka, który non stop powtarzał, że nie widzi wspólnej przyszłości. Hallo? Problem miał ktoś z przetwarzaniem informacji? Czy autorka nie rozumie słowa — NIE?

Ja powtórzę, cenie sobie Nicole jako lekarza. Nie mam zamiaru w tej dziedzinie się wypowiadać. Oceniam jej zachowanie jako postaci z książki, a że jest prawdziwe? No cóż, miała świadomość różnego pdbioru. Mnie by było wstyd. Tak po prostu, wstyd. Brak jakiejkolwiek godności.

I jeszcze chaos, podczas czytania, odnosiłam wrażenie, że pisała licealistka, która po raz pierwszy zdecydowała się cokolwiek napisać, no i wyszło bez ładu i składu. Moje dawno spalone pamiętniki były lepiej prowadzone. Czym się szczycić? Nie mam pojęcia. To raczej żenująca historia. Wręcz smutna, że niby inteligentna kobieta chwali się takim zachowaniem.

środa, 13 lutego 2019

Mów szeptem

źródło

Książki Pani Agnieszki Olejnik bardzo polubiłam, ale nie w każdej odsłonie. O ile te zajmujące się trudniejszą tematyką, po prostu uważam za fenomenalne, tak z kategorii lekkiej i może okraszonej humorem, zupełnie do mnie nie trafiają. Nad czym bardzo ubolewałam, ponieważ, uważam, że autorka jest jedną z lepiej piszących o tematyce trudnej, ale często bardzo ważnej.

Przyznam się, wycofałam się ze śledzenia nowości pani Olejnik, dopóki królowały klimaty zbyt frywolne. No i nagle, moim oczom ukazuje się na liście bestsellerów  ta oto książka. Nie mogłam przejść obojętnie.   Byłam pewna, że opisana historia będzie niesamowita. Czy była? 


Witek jest wyjątkowym młodzieńcem. Już jako dziecko ujawniły się w nim niespotykane cechy osobowości. I tak długo, jak żyła jego matka, chłopcu, a później nastolatkowi, udało się w miarę normalnie funkcjonować wśród rówieśników i dorosłych. Nauczyciele byli uprzedzeni do pewnych skłonności chłopca, jak i zachowań.

Niestety po jej śmierci, trafił pod opiekę babci, a wcześniej przeżył epizod w placówce, dopóki seniorka nie mogła się nim zająć.

Nastolatek przywykł do swojego odizolowania. Nauczył się, że ludzie, nie lubią tego, co jest inne. A on był inny, nic nie potrafił na to poradzić. Jednak taka była prawda. Nie rozumiał, dlaczego ma nie mówić prawdy, nie było dla niego tematu tabu. Kochał Szekspira i cytował za każdym razem, gdy sam nie potrafił znaleźć odpowiednich słów.

I w końcu, do ich szkoły dochodzi Magda, Niezwykle kolorowa, wyróżniająca się z tłumu. Dla Witka, który odbierał bardzo intensywnie bodźce, coś nie pasowało w ubiorze dziewczyny. Jej osobowość nie krzyczała, a przecież kolory były bardzo jaskrawe. Coś w nowej koleżance zaintrygowało tego wyjątkowego, samotnego młodzieńca.

Magda stała się oryginalna. Nauczyła się, że bycie samemu, daje poczucie bezpieczeństwa. I lepiej odciąć się od innych ludzi, niż zostać przez nich skrzywdzonym.

Aż pewnego wieczoru, jej telefon się rozdzwania, a po drugiej stronie słyszy głos chłopaka. Nie ma pojęcia, kim jest rozmówca, nie chce tego wiedzieć.

I tak rozpoczyna się dziwna, ale niesamowita znajomość dwójki nastolatków, zupełnie od siebie różnych, a jednak podobnych. Witka widzącego słowa i Magdy, która potrzebowała ciszy.

Mam ochotę napisać — Ojej cóż to była za cudowna książka! Naprawdę, czekałam na tę odsłonę Pani Olejnik, za to, jak cudownie potrafi napisać o ludziach, którzy są inni w świecie utartym przez schematy. Gdzie bycie ponad przeciętnym klasyfikuje jako — wariata". Jakie to smutne, że Ci wyjątkowi, są odpychani, tylko dlatego, że nie wpasowali się w dawno temu utarte ramy.

I książka, wspaniale ukazuje taki problem. Bo Witek rzeczywiście jest inny, ale w żadnym razie gorszy. On po prostu odczuwa intensywniej. I ta zdolność może tylko i wyłącznie jemu przysporzyć smutków. Dla mnie, niesamowite były opisy, jak kolorował wypowiedzi rozmówców. W pewnym sensie zazdrościłam mu takiej zdolności.

Historia Magdy jest o wiele bardziej smutna, a wręcz tragiczna. I naprawdę przytłaczająca. Nie chciałam i nie chcę, wyobrażać sobie co musiała czuć. Przerażające jak ludzie potrafią być okrutni.

W całość zostało wplątane morderstwo, ale nie chcę się na ten temat rozpisywać. Uważam, że samemu należy odkrywać skrawek, po skrawku. Lektura tej książki była dla mnie niesamowitym przeżyciem. I nawet gdy już skończyłam, została w mojej głowie na długo.


 Uważam, że Mów szeptem powinna zostać przeczytana przez każdego. To nie jest książka, tylko dla i do młodzieży. Każdy, powtarzam każdy, powinien poznać tę historię i wyciągnąć z niej, jak najwięcej. Inny — nie oznacza gorszy.






   Książkę można kupić w księgarni Tania Książka


wtorek, 12 lutego 2019

Dziewczyna, która wybrała po raz drugi

źródło

Pamiętam, kiedy zaczęłam czytać poprzednią część. Byłam nieco zaskoczona tematyką, jaką wybrała Kasie West. Było to zupełnie w innym stylu i dla każdego fana, mogło się to wydawać nieco dziwne. Co nie oznacza gorsze. Autorka wprawdzie przyzwyczaiła swoich czytelników do jednej kategorii, jednak ewoluowanie zawsze jest w cenie, zwłaszcza gdy ustawiona poprzeczka, okazuje się strzałem w dziesiątkę. Gdy już pojęłam, o co chodzi, w pierwszej części, czytałam z ogromnym zainteresowaniem, a zakończenie sprawiło, że nie mogłam doczekać się kontynuacji. Teraz pozostaje pytanie — jak było? Czy West utrzymała poziom, a kierunek, jaki obrała, był właściwy?



Addison wybrała, a jej przyjaciółka, tak jak się umówiły, wymazała ścieżkę, którą nie zdecydowała się pójść. Teraz nastolatka zastanawia się, czy dobrze zrobiła. Wie, że musiała podjąć taką decyzję, tylko czy aby na pewno była słuszna?

Zaczynają się ferie i Addie, ma zamiar spędzić ten czas u ojca w świecie „Normalsów”, zanim jednak do tego dojdzie, musi przejść test w Wieży oraz przeszkolenie, by nie zdradzić się ze swoimi zdolnościami i niewiedzą, jak funkcjonować poza bramą.

Gdy już jest u swojego ojca, na pewnej imprezie poznaje dziewczynę, jak się okazuje, jest ona byłą sympatią Trevora. Chłopaka, którego poznała w poprzedniej ścieżce tej, której nie wybrała. Teraz widzi sytuacje z innej perspektywy.

W dodatku odkrywa pewną tajemnicę rodziców. Wiedziona przeczuciami, postanawia dowiedzieć się czegoś więcej. Odkrycie sprawia, że Addie, nie wie, komu może zaufać. Czuje żal i niepokój. Zwłaszcza że jej zdolności uległy zmianie, zaczęły się rozwijać. Dziewczyna nie ma pojęcia z kim może porozmawiać.

W tym samym czasie jej przyjaciółka odkrywa, że może przywracać wymazane ścieżki. Tylko musi popracować nad swoimi zdolnościami. Co jak się okazuje, wymaga pomocy pewnego młodzieńca - Connora.

A gdzieś na uboczu, kryją się ludzie, którzy bacznie obserwują poczynania Addison. Chcą bowiem kontrolować każdy krok ludzi mieszkających w kolonii. Jaki mają w tym cel? Co jest prawdą, a co kłamstwem?







Ostatnio mam szczęście do udanych spotkań książkowych. Kiedy wpadł w moje ręce egzemplarz tej książki, od razu zasiadłam do czytania. I nie oderwałam się od niej, dopóki nie skończyłam.

Nie zdążyłam się zastanowić, czy aby West mnie rozczaruje, bo wiadomo, różnie bywało. Tutaj na szczęście fabuła od razu wciąga czytelnika, nie ma czasu na zastanawianie. Jesteśmy w centrum wydarzeń. I zaczynamy żyć obok bohaterów.

W tej części Addison ma przed sobą do odkrycia pewne rodzinne sekrety. Jak się okazuje, nie tylko jej ojciec postanowił zamieszkać poza granicami kolonii, Kto jeszcze podjął taką decyzję i dlaczego zostało to ukryte przed nią? W dodatku, pracownicy Rządu, zaczynają śledzenie dziewczyny. O czym główna zainteresowania nie ma pojęcia.

Przyjaciółka Addie chce za wszelką cenę rozwinąć swoją zdolność do przywracania wspomnień, czy jest to w ogóle możliwe? Skąd pomysł na coś takiego? I co ukrywa tajemnicza koperta, którą nosi w torebce od dłuższego czasu?

Jest jeszcze Trevor, chłopak, którego poznała w tamtym życiu, ale i również w tym. Z tym że on, nie ma pojęcia o tym pierwszym. Kolejny raz staje na jej drodze. Tylko teraz w nieco innej sytuacji, ale serce dziewczyny reaguje podobnie, jak poprzednim razem. Co zrobić, kiedy była dziewczyna, ukochanego usilnie chce do niego wrócić, a ona stała się jej powiernicą? W dodatku Trevor i tym razem wykazuje się spostrzegawczością i zwraca uwagę na pewne zachowania Addison. Czy tym razem otrzymają możliwość na bycie razem?

Przeplatające się ścieżki losu, wymazane wspomnienia, tworzenie nowej rzeczywistości. Wydaje się wszystko pomieszane, ale zapewniam, tylko się wydaje. W dodatku, co się stanie, gdy przyjaciółce uda się odzyskać wspomnienia, które wymazała?

Książka wzbudziła we mnie wiele emocji. Czytałam jednym tchem. Chociaż zakończenie nieco mnie ostudziło, to całość była naprawdę świetnie napisana. Kasie West świetnie się spisała, a jej nowa odsłona, jak najbardziej do mnie przemówiła. Mam nadzieje, że to nie będzie tylko jednorazowy odskok od schematu. Czytajcie! Szczerze polecam.

Premiera 14. 02. 2019 


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Feeria Young.













czwartek, 7 lutego 2019

Królowa gwiazd




Twórczość Pani Agnieszki Walczak-Chojeckiej do tej pory nie była mi znana. Dlatego, gdy ukazała się zapowiedź Królowej Gwiazd, postanowiłam poznać kolejną, znaną już przez innych czytelników, naszą rodzimą autorkę. Moja ciekawość była tym większa, ponieważ opinie krążą same pochlebne. Dlatego nie ukrywam, oczekiwania miałam spore, co do lektury tejże książki. Czy zostały spełnione, a do mojej czytelniczej listy ulubionych autorów, dołączy kolejny?
 


Poznajemy cztery młode aktorki i to w dodatku przyjaciółki. Dziwnie brzmi, bo jakoś trudno uwierzyć, by w tej branży mogły zawiązać się szczere i prawdziwe relacje miedzy ludzkie. A tutaj proszę, taka niespodzianka. Dziewczyny łączy dosyć specyficzna więź, z jednej strony trzymają się murem, ale gdzieś tam pobrzmiewa rywalizacja. Wszak świat sławy rządzi się swoimi prawami i wszystkie chwyty dozwolone, nawet między przyjaciółmi. W końcu otrzymać wielką rolę jest tym, o czym marzy się wszystkim aktorom.

Nasze dziewczyny, mają za sobą większe lub mniejsze sukcesy, z naciskiem na to drugie. Na szczęście ambicje szybują bardzo wysoko. Gorzej jest z dopchaniem się do wielkich sław. Jak zdobyć rolę, kiedy nie ma się odpowiednich znajomości? A może użyć jakiegoś podstępu. Na szczęście jedna z kobiet, posiada jako takie możliwości. I tak metodą perswazji i nacisku, cztery wspaniałe, udają się na pewien zjazd filmowców, na którym ma się pojawić znany zagraniczny reżyser. Teraz pozostaje,  by jedna z nich, zwróciła uwagę sławnego Zorana Marvicia, a potem droga na czerwony dywan, stoi już otworem.

Uzbrojone w marzenia oraz ogromną determinacje Malwina, Dominika, Klaudia i Miśka, lecą na Maltę. Każda ma swoje powody, by zdobyć główną rolę. Nie tylko te branżowe, ale i prywatne.

Nie mają pojęcia, że podróż po występ życia, zakończy się zupełnie inną wygraną, niż mogłyby się spodziewać.
 


Moje uczucia po przeczytaniu książki były mieszane. Zacznę od tego, że za pierwszym razem, w ogóle nie mogłam się wgryźć w fabułę, przez co Królowa gwiazd, wylądowała na półce i sobie czekała, aż zrobię kolejne podejście. Jako że minęło sporo czasu, postanowiłam sprawdzić, czy był to nieodpowiedni moment, czy problem tkwił w czymś innym.

Powieść rozpoczyna się dosyć nijak, szczerze mówiąc, przez dłuższy czas, nie poczułam większego zainteresowania losami bohaterek. Dopiero moment przybycia na Maltę, spowodował, że akcja w miarę nabrała tempa.

Co do samych postaci, nie wiem, już dawno nie czułam, takiej niechęci pomieszanej z obojętnością. Dziewczyny nie wywoływały we mnie żadnych pozytywnych emocji. Jedynie niechęć albo właśnie obojętność. Były takie bez wyrazu, jedynie Miśka pragnąca za wszelką cenę zaistnieć, robiła trochę szumu. Zachowanie reszty koleżanek było wymuszone i do mnie nie przemówiły ich kreacje.

No i wreszcie wątek ze sławnym Zoranem, do pewnego momentu było ciekawie, zagadki, zadania, które były do wykonania, interesowały i wprowadzały ciekawy klimat. By wreszcie, w tle tej ckliwej i taniej historyjki, pojawiły się sprawy polityczne i nawet wątek z przełomowym odkryciem. Jedno do drugiego pasowało mi jak pięść do oka. I chociaż były ciekawe, to przy tych bohaterkach i ich zachowaniu, po prostu całość jawiła się groteskowo.

Nie znam autorki, nie chcę, oceniać na podstawie tego tytułu. Odnoszę wrażenie, że Pani Walczak-Chojecka z początku miała ochotę napisać coś lekkiego, ale gdzieś w trakcie zrozumiała, że jednak lepiej by było zaserwować fabułę w innym klimacie i wyszedł taki trochę miszmasz. Głupiutkie aktoreczki na tle ważnych problemów nie tylko dwóch braci, ale i narodu, gdzie odkrycie jednego z nich, mogłoby odmienić życie niemalże całego świata. Cóż, całkiem inaczej bym to przyjęła, na nieco innej płaszczyźnie. W tym przypadku czułam się, jakbym czytała książkę, stworzoną z dwóch różnych pomysłów. Z drugiej strony, nie umiem napisać, że było totalnie źle. Autorka ma ciekawe pióro i właśnie kiedy były wątki historyczne, wciągały mnie kompletnie, najsłabszym ogniwem były dla mnie główne bohaterki. Szkoda, że fabuła dotyczyła środowiska aktorek, a nie tego przemyconego wątku.

Królowa gwiazd nie do końca trafiła w mój gust, ale jestem bardzo ciekawa innych książek Pani Agnieszki Walczak Chojeckiej. Tym razem decyzje pozostawiam wam, nie będę zniechęcała, ani przekonywała.




Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa Edipresse Książki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...