Akademia Mitu częsć II



Niemalże przebierałam nogami w oczekiwaniu na chwilę, kiedy w końcu będę mogła zasiąść do czytania i po raz drugi przeniosę do słynnej szkoły wojowników.
Muszę,ale to muszę napisać o okładce, jest cudowna, ze względu na nią musiałam nabyć książkę.
W końcu okładka jest na poziomi treści,którą zawiera.

Młodzież podniecona żyje wyjazdem w góry, gdzie wspaniały ośrodek zaopatrzony jest w standardy o najwyższym poziomie pod każdym względem, dodatkowym plusem jest fakt,że razem z nimi przebywać będą uczniowie ze szkół z Nowego Jorku.
Gwen jest sceptycznie nastawiona do wyjazdu, nie rozumie całego szumu wokół kilku dni zabawy na śniegu, imprezach zakrapianych alkoholem, to nie są jej klimaty, dodatkowo myśli nieustannie zaprząta Logan, chłopak, który nie jest jej całkiem obojętny.
Jest jeszcze jedna sprawa, zemsta żniwiarzy, po śmierci Jasmin członkowie rodziny nie spoczną do póki nie pomszczą jej utraty.
Na szczęście ma przyjaciółkę, Walkirię, z którą wspólnie spędzają czas,mogą na siebie zawsze liczyć.Właśnie za jej namową zdecyduje się na wyjazd w góry by razem z resztą uczniów odpocząć od codzienności. Jednak pobyt nie będzie taki spokojny jak to sobie wyobrażała.

Czytało się znowu szybko, nawet za bardzo, tajemnice oraz ciekawostki sprawiały,że nie mogłam oderwać oczu od tekstu. Coraz więcej faktów zostało ukazanych, dziewczyna pozna przerażającą prawdę na temat bliskiej jej osoby, oraz otrzyma kolejną misję do wykonania.
Zderzy z zagrożeniem utraty życia, na szczęście zyska nowego przyjaciela i jeszcze kogoś...

Bardzo polubiłam tą serię, jest napisana w taki sposób,że chyba każdemu przypadnie do gustu, połączenie z mitologią daje dodatkowe efekty, tutaj poznajemy jeszcze jedną interesującą postać, a raczej zwierzę, walczące u boku żniwiarzy. Jestem ciekawa czy akcja w trzeciej części nabierze rozpędu.
Wojna wisi w powietrzu ale czy do niej dojdzie?




Czytaj dalej...

Nowa Era - Exodus




Zacznę od tego,że nigdy nie lubiłam książek oraz filmów o tematyce kosmosu, statków czy istot poza ziemskich. Pytanie dlaczego sięgnęłam po tą pozycję? Mianowicie chciałam sprawdzić czy moje uprzedzenie jest związane z niewiedzą w owym temacie. Miałam nadzieje,że może wystarczy chcieć...

Pan Stanisław Antczak debiutował powieścią o tytule Nowa Era - Exodus. Czy jest ona warta przeczytania? Z pewnością dla pasjonatów tego typu literatury. 
Fabuła rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej gdzie ocaleli mieszkańcy Ziemi muszą stawić czoła zagładzie naszej planety a co za tym idzie, nie tylko sprostać zagrożeniu czyhającym w postaci groźnych  kosmitów. 
Dodatkowym problemem jest brak planety na której mogli by się zasiedlić.
Szykowałam się na bardzo porywającą lekturę, bo i akcja zapowiadała na prawdę interesująco oraz wydarzenia z którymi przyjdzie się zmierzyć wraz z bohaterami. 

Język, którym się posługuje autor jest trudny, może chwilami było zbyt dużo słów rodem z wykładu fizyki bądź chemii,a nawet astronomii, przez  co czytało się dłużej. 
Mnie osobiście interesowały fragmenty gdzie robiono badania nad nowymi wynalazkami, do pewnego momentu.
Niestety o ile w dziedzinie naukowej opisy były świetne to dialogi zostawiały wiele do życzenia. Jakby pisane były przez inną osobę. Zabrakło polotu w tej dziedzinie. Odczuwałam przeskoki gdy ze stron opisu dotyczących rozwijania prędkości krążowników na tysiące pareksów, testowania trytu przychodził moment rozmowy członków załogi.. termin "krajan" bądź "ziomek" w odniesieniu do przedstawicieli armii wrogiego gatunku wręcz raziło w oczy. Nie byli oni odrębną społecznością lecz napastnikami,przygotowanymi do walki i zabijania.

Nie potrafię się wypowiedzieć na temat bohaterów, pojawiali się i znikali. Jedna rzecz,która nie daje mi spokoju to fakt,że Ziemianie okazali się być nie do pokonania w kosmosie, nie straszne im były setki tysiące wrogich myśliwców, intensywnie rozwijali swoje umiejętności. 
Broń wroga nie była dość agresywna by ponieśli straty...mało tego okazywali się wspaniałymi mediatorami zjednującymi sobie nieprzyjaciół.

Pomysł był dobry i do pewnego momentu na prawdę treść wciągała, jednak niepotrzebne było przeciąganie stron,książka po pewnym czasie stała się nazbyt przewidywalna.
Z przykrością muszę stwierdzić,że ta publikacja do mnie nie przemówiła, mimo,iż byłam na prawdę pozytywnie nastawiona.





Czytaj dalej...

Filmowo - Intruz


Obejrzałam dziś produkcję filmową książki Pani Stephanie Meyer, cóż mogę powiedzieć, książka bardzo przypadła mi do gustu, widziałam już kilka recenzji krytycznych, na początku też jakoś trudno było mi przebrnąć przez pierwsze rozdziały, ale później poleciało. Dlatego też byłam ciekawa jak moi bohaterowie oraz całość zostanie przedstawiona na dużym ekranie.

Muszę przyznać,że było przyzwoicie, może bez wielkich zachwytów, bo po pierwsze wiedziałam co będzie za chwilę, film dosyć dokładnie odzwierciedlał rozdziały książki. Oczywiście wiele wątków zostało usuniętych bądź skróconych. Mnie bardzo rozczarowało,że reżyser postanowił wyciąć chyba jedną z ciekawszych scen gdzie Wagabunda opowiadała swoje życie na planetach, ich wyglądy i przygody jakie przeżyła żyjąc pod różnymi postaciami. Całość była troszkę zbyt nudna i podchodziła po dramat zakochanych. Gdybym nie przeczytała książki stwierdziłabym,że Intruz jest zrobiony na podobieństwo Zmierzchu, gdzie absolutnie wcale tak nie jest. 
Ktoś zapomniał,że nasza Wanda zanim wyruszyła na poszukiwanie bliskich Melanie, pracowała jako wykładowca na uczelni,gdzie dzieliła się z innymi duszami swoim doświadczeniem.
W filmie miałam wrażenie,że bała się własnego cienia, gdzie w książce była dosyć silną osobowością mającą własne zdanie, potrafiącą rozmawiać. 
Ładnie zrobiono efekty oczu,które były znakiem rozpoznawczym oraz same dusze, dokładnie tak jak w opisie. Jaskinia zamieszkiwana przez kolonistów troszkę została podkoloryzowana, nie wiem skąd znalazły się w niej skórzane kanapy, widać kogoś poniosła wyobraźnia...
Jednak podsumowując całość wyszła ona dosyć przyzwoicie, bez szału. Można obejrzeć po zapoznaniu z lekturą aby  zobaczyć to co musieliśmy sobie wyobrazić.  






Czytaj dalej...

Dla Pauli :)

Miałam nie dodawać na blogu swoich własnych zdjęć, ale wiem jak to jest kiedy się z kimś pisze nie wiedząc jak osoba po drugiej stronie wygląda. Paulinko chciałaś zobaczyć mnie z bliska:) 
Proszę się nie wystraszyć .. :D


 Chciałam dodać takie na czasie,jednak pogoda się popsuła,a o tej porze roku inne niż na łonie natury nie wchodzą w rachu;)


No jak już tak sobie dodaję to jeszcze jedno, co by nie było,że nie pokazałam całokształtu;)
Z tęsknoty za miejscem do którego nie zdołałam pojechać w ubiegłym roku...
Zdjęcie z Sopotu:)
  


Dodam,że niewiele się zmieniam, poza przybywającymi zmarszczkami,ale cóż poradzić wiek swoje robi :))
 
Czytaj dalej...

Ścianka działowa




Bardzo lubię twórczość Pani Izabeli Sowy, pisze mądre książki z ukrytym przesłaniem, łatwo trafiającym do odbiorcy. 
Ścianka działowa jest tutaj maleńkim elementem w układance życiowych zagadek z jakimi będzie musiał się zmierzyć główny bohater Dionizy Fiotroń. Mężczyzna żyjący na tak zwanym wysokim poziomie, wykładowca, posiadający tytuł naukowy doktora.
Wiedzie niesamowicie poukładane życie, wszystko co robi jest dokładnie zaplanowane, każdy czyn skrupulatnie przemyślany, bez żadnych niedociągnięć. Niestety pewnego dnia zauważa,że coś jest nie tak, żona,która wraz z nim podziela poglądy, jest perfekcyjnie dokładna zaczyna zachowywać inaczej. 
A wszystko przez ściankę działową i niezauważenie koloru swetra, który mąż miał na sobie. Właśnie po tym incydencie Dionizy udaje się do Brzytwy, kobiety detektywa. W końcu odczytał niepokojące sygnały,które jego zdaniem świadczą o domniemanej  zdradzie małżonki.

Chwila kiedy Fiotroń decyduje się na krok w kierunku rozwiązania zagadki będzie czymś więcej aniżeli przedłożeniem jasnych dowodów czego spodziewał się prosząc o pomoc  Polkę. Młoda dość charakterystyczna kobieta wprowadzi go w świat całkiem inny z jakim do tej pory miał wspólnego. pozbawionego luksusu, pięknych mieszkań, samochodów czy nawet zwykłych, modnych gadżetów zdobiących wnętrze domu. 
Pani Sowa bardzo subtelnie ukazuje różnice społeczne, poglądy ludzi dzierżących wysokie stanowiska,i  ich cele w życiu. 
Dionizemu bardzo trudno będzie akceptować zachowanie Brzytwy, tak bardzo różniące od Szarlotty, dystyngowanej, pełnej taktu, nienagannej żony.

Kiedy sięgałam po "Ściankę działową" myślałam,że to będzie ciekawa historia męża,który chce naocznych dowodów zdrady, śledztwo a na końcu zagadka się rozwiąże. Jednak tutaj spotkałam się z czymś więcej, różnicą między społeczeństwem, nie chodzi jedynie o wykształcenie czy majętność, a idee, z którymi uczymy się żyć, nie widząc albo nie chcąc zobaczyć tego co dzieje się w okół nas. 
Zakończenie było ciekawe, może nie tego się spodziewałam, jednak muszę przyznać,że takich obrotów sprawy bym się po prostu nie domyśliła. 
Godna polecenia jest ta pozycja, ponieważ niesie ważny przekaz,który  jednak trzeba  wydobyć między zdaniami.




Czytaj dalej...

Obiecałam,że będe w rowie,,,więc jestem!!;)

Wiosna chyba na mnie działa ogłupiająco;)
Nie dość,że wpadam na dość dziwne pomysły to jeszcze o zgrozo zaczęłam je realizować;)

Cóż poradzić dałam słowo więc, trzeba było się z niego wywiązać.:D

Parada po wiosce z tabletem, gdzie na tapecie było.. 50 twarzy Greya! ;)

Oto główny sprawca zamieszania;

    



 Nie mogłam niestety wyłączyć lampy, wredna usilnie chciała zaznaczyć swoją obecność;)
Na szczęście widać co najważniejsze!
                       






 Wyłania się wiedźma zza zaczynających się zielenić drzew;)
Przyrząd do czytania dzierżę w dłoni, rozglądając przy tym za 
odpowiednim rowem:)






 

 No i jestem!!:) Rów znaleziony, nawet w urokliwym miejscu, w towarzystwie świerczka i zawilców zasiadłam sobie by zaszpanować na mej wioseczce;)))
To nic,że co chwila się rozglądałam czy nikt mnie nie podgląda;D ubaw był przedni, po zrobieniu pamiątkowych zdjęć uciekłam czym prędzej do domu:)


Skoro już jesteśmy przy czytaniu,chciałabym poprowadzić rozmowę z wami, tutaj pod tym postem.
Temat dotyczy naszych ulubionych miejsc czytania, gdzie lubimy zatapiać w stronach najrozmaitszej lektury, czy otoczenie musi współgrać z gatunkiem książki. 

Zapraszam,najlepiej w godzinach wieczornych, kiedy już większość z was będzie mogła spokojnie podyskutować:)

P.s fotografie chciałam zadedykować Asymace i Pauli, to przez was musiałam paradować po wsi!:D :))   


  

Czytaj dalej...

Po prostu... Matylda



 

Z wielką radością sięgnęłam po tę pozycję, marzyłam o niej, czekałam aż w końcu stało się! Mogłam zasiąść w fotelu by zatopić w pięknej powieści.

Tytułowa Matylda jest nie tylko ciotką, ale również  przyjaciółką, powierniczką, doradcą. 
Przede wszystkim dobrym człowiekiem. Wyznaje zasadę, jeżeli dajesz dobro, choćby zwykłym uśmiechem, ono do Ciebie powróci. A, marzenia się spełniają, trzeba w nie po prostu wierzyć.
Joanna miała wielkie szczęście,że w jej świecie istniała tak wspaniała osoba. Od niej uczyła się wielu mądrości życiowych, które towarzyszyły zwłaszcza wtedy, gdy ciocia ją opuściła ciałem, bo duszą jak obiecała miała być zawsze. 

Postacie zostały bardzo dokładnie przedstawione, do tego stopnia,że mogłam szczerze polubić bliźniaków Olusia i Przemusia, tak serdecznych  przyjaciół ze świecą szukać. Z wielkim szacunkiem traktujących kobiety, zawsze gotowi pomóc. To oni byli przy Joasi w najtrudniejszych chwilach jej życia. Zajęli pogrzebem ukochanej starszej Pani. Dzięki niej osiągnęli sukces.
Życie młodej matki dodatkowo komplikuje ciągła nieobecność męża, który pracuje jako badacz skał. Niewiele interesuje się żoną oraz maleńką córeczką.Przekłada karierę ponad własną rodzinę.
Joanka na szczęście ma obok siebie życzliwych ludzi, którzy w każdej chwili niosą pomoc, choćby tą słowną.
Powieść jest napisana w wspaniałym stylu. Przedstawia życie. Trudy w codziennych sprawach, radości nawet z najmniejszej rzeczy. Często miałam łzy w oczach, pomimo zakazów Matyldy,aby nie płakać po niej, mnie się to niestety nie udało.  Na szczęście dla równowagi jest wiele  chwil kiedy radość bohaterki się udziela, dobroć braci oraz ich rodzin promienieje ze stron. 

Już po okładce i przeczytanych recenzjach wiedziałam,że treść mnie nie rozczaruje, nie myślałam,że będzie to tak przyjemnie spędzony czas przy pięknej lekturze. Jak dotąd miałam możliwość przeczytać jedynie trzy z wydanych przez Panią Magdalenę Witkiewicz pozycji, każda z nich jest niesamowita. Mam nadzieję,że szybko nadrobię zaległości uzupełniając biblioteczkę tytułami,których jeszcze nie posiadam.
 
 


 
Czytaj dalej...

Męski punkt widzenia


Podejrzewam,że większość kobiet,  choćby raz w życiu zastanawiała się co myślą mężczyźni, jakie mają poglądy na pewne sprawy. Czym się zajmują panowie stanu wolnego, kiedy mają urlop, jak wyglądają ich męskie imprezy.
Właśnie tego tematu dotyczy książka Pana Cezarego Żbikowskiego, który opisuje grupę kolegów zamieszkujących stolicę.Większości są nimi dojrzali mężczyźni, posiadający satysfakcjonującą pracę.
Warszawa ukazana jest jako ponure miasto, szarość budynków oraz zgiełk środków transportu. Nie przyciągnie ten obraz potencjalnej osoby planującej wycieczkę w to miejsce.

Niestety nie polubiłam żadnego z bohaterów. Początkowo byłam bardzo zainteresowana jak wyglądają wspólne wieczory Panów oraz  ich spojrzenie na pewne sprawy. Czytając odnosiłam wrażenie,że przyglądam się życiu zarozumiałych snobów. Nie porwały mnie rozmowy przy głównym prowodyrze spotkań Daniel'sie, tematy poruszane po prostu mnie nudziły, owszem znalazło się kilka dosyć zabawnych anegdotek oraz opowiadań z przeszłości, przy których można było się zaśmiać. Szkoda,że było ich niewiele. 
Czekałam kiedy akcja zacznie nabierać pędu, jednak treść przez wszystkie strony była monotonna. 
Ekscesami można było nazwać wypady nad morze, gdyż wspólną pasją przyjaciół był windsurfing.
Książkę czyta się wolno, może winny jest temu styl autora,który usilnie próbował wykorzystać swoją elokwencję, troszkę trudno jest uwierzyć aby koledzy, nawet Ci z wysokim wykształceniem w zaufanym gronie posługiwali się aż tak wyszukanym słownictwem. Przemyślenia głównego bohatera są chwilami męczące, odniosłam wrażenie,że jest On zarozumiałym człowiekiem, patrzącym z góry na resztę społeczeństwa. 

Z przykrością muszę przyznać,że ta pozycja mnie nie porwała, wręcz przeciwnie. Zmęczyłam się czytaniem.
Wielka szkoda, ponieważ nastawiłam się na ciekawą lekturę.  
Jednak ten gatunek literatury do mnie nie przemawia




Czytaj dalej...

Przedstawiam wam moją pierwszą w życiu recenzję... "Nadzieja".







Kiedy zamieszczałam recenzję tutaj na blogu nie znałam nikogo z blogerów, sama też nieśmiało odwiedzałam inne strony, dlaczego? nie mam pojęcia, za namową pewnej, niesamowitej kobietki postanowiłam, przedstawić wam moją pierwszą:) Nie jest idealna, oj na pewno nie, ale jakże ważna dla mnie..Pisana na świeżo,zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania



Bardzo długo czekałam na najnowszą książkę Katarzyny Michalak.
Dotychczas my czytelniczki mogłyśmy śledzić życiowe perypetie bohaterów przedstawione czasem w dosyć zabawny lub ironiczny sposób, oczywiście nie brakowało wątków pełnych powagi czy wzruszeń. Co najważniejsze do samego końca nie było wiadome jakie będzie zakończenie. Pełne pozytywnego nastawienia, tchniące dobrą energią, motywacją do walki o własne te najbardziej ukryte lecz niezapomniane marzenia, podejrzewam ,że właśnie za to pokochałyśmy poziomki, jagódki, poczekajki i sklepiki,,,,


"Nadzieja" - Gdy przeczytałam fragment na blogu byłam pewna ,że to będzie coś całkiem innego, poważnego czy nawet niekiedy tragicznego....


 Mała samotna dziewczynka 


Poznajemy Lilianę Borową kobietę okrutnie doświadczaną przez życie już od najwcześniejszego dzieciństwa. Wychowującą się w domu bez miłości, ciepła i przede wszystkim wsparcia. Ojciec alkoholik , który nie szczędził przemocy fizycznej jak i psychicznej w stosunku do swej jedynej córeczki. Lilia dziewczynka pełna nadziei , że może w końcu któregoś dnia spełni się jej największe marzenie i tatuś pobawi z nią albo przytuli... niestety los nie jest łaskawy dla  dziecka.
Osamotniona w każdym calu spotyka na swej życiowej drodze chłopca imieniem Aleksiej i świat na chwilę staje się piękniejszy, po latach smutku dziewczynka zyskuje przyjaciela, żywego , wspierającego, który broni, pociesza, słucha. 
Lila i Aleks ich ścieżki życiowe bardzo szybko się rozeszły w brew obojgu, przecinają się na różnych etapach dorastania.Każde ich spotkanie ze sobą było tak piękne i bolesne,,, On prawdziwy przyjaciel gotów zabić w obronie bezbronnej dziewczyny, nazywany przez miejscowych "rusak" , odseparowuje się od rówieśników na szczęście  mający u boku ukochaną ciotkę zawsze wspierającą. Nie odwracającą się mimo trudnych sytuacji. Ona dziewczynka posiadająca "rodzinę" mimo to samotna, wyśmiewana, poniżana bita przez najbliższą i najważniejszą osobę. Nie mającą u swego boku żadnej przyjaznej duszy.
I tak zaczynają powolutku kiełkować u obojga dzieci nieznane do tej pory uczucia, przywiązanie, tęsknota, fascynacja, często również ból doświadczających krzywdy u któregoś z nich.
Zagłębiając się w lekturę odnosiłam wrażenie, że jest ona tragedią, dwojga ludzi nie wyobrażających istnienia bez siebie, a jednak brutalnie rozdzielanych.
Lila  bardzo pragnąca bliskości drugiej osoby pełna kompleksów  w dramatyczny sposób zaczyna walczyć o namiastkę szczęścia, niestety żadnych uczuć  nie można kupić prezentami dla koleżanek bądź oddając się przygodnym mężczyzną. Nikt nie jest w stanie zastąpić tego jedynego , który potrafił zrozumieć.


Czytając kumulowało się we mnie wiele uczuć, bardzo silnych i nawet teraz gdy przypominam sobie wybrane sceny czuję żal i złość z pytaniem "dlaczego w życiu często tak musi być ? " 

Spodziewałam się, że spotkam ze smutkiem, żalem, rozgoryczeniem jednak tak mocnej dawki cierpienia nie odczułam podczas czytania żadnej z książek. Uczucia bohaterki były do tego stopnia silne,że czułam jej ból , tęsknota była moją tęsknotą,  Rozczarowanie Aleksa sprawiło ,że w danej chwili nie mogłam pojąć jak osoba, która była dla niego całym światem zawiodła,
 Pani Katarzyna postarała się aby każdy czytający mógł postawić się w sytuacji jednej i drugiej strony a następnie przed samym sobą odpowiedzieć czy mam prawo osądzać Jego albo Ją ??  Jak Ja bym postąpiła na miejscu kobiety lub mężczyzny mających taką przeszłość, z bagażem tylu przykrych doświadczeń ??
Nadzieja przeplata się od pierwszej do ostatniej kartki, nawet gdy w życiu Lilki jest beznadziejnie to własnie Ona dodaje siły by iść dalej, by później otrzymać maleńką dawkę szczęścia.
Czy Aleksiej dotrzyma danego słowa i zostanie już nie tylko przyjacielem ale i mężem swej ukochanej Lilou  i będą w końcu razem?


Zapraszam każdego do przeczytania Nadziei nie tylko w celu sprawdzenia w jaki sposób potoczą się losy Liliany i Aleksieja ale również z powodu odnalezienia sensu tego co nie raz doświadczamy i nie rozumiemy ,nawet gdy czarne wydaje się jeszcze czarniejsze a uczucie utraty nadziei jest dotkliwsze bardziej niż kiedykolwiek i nie widzimy tego maleńkiego światełka .

Powinniśmy zawsze pamiętać, że nadzieja umiera ostatnia...






Czytaj dalej...

Opowieść niewiernej ...

 Jako małe dziewczynki marzymy o wielu rzeczach, pięknych białych pegazach, cudnych sukniach koniecznie z bufiastymi rękawami niczym księżniczki z bajki przyozdobionymi wstążkami, świecącymi cyrkoniami. Kiedy już wiemy,że pegazy nie istnieją, a sukienki z uśmiechem nostalgii chowamy do szafy bądź starej skrzyni ,podarowanej przez babcię zaczynamy myśleć o księciu, takim oczywiście jak czytano nam na dobranoc, z bajki! Kochającym, troskliwym, zawsze u boku, bo przecież nie może być inaczej. Życie w wieku kilkunastu lat jawi się  szerokimi perspektywami, o problemach nawet nie może być mowy. Dorosłym jest łatwiej wszystko mogą, nikt im nie zakazuje.

Ewa również marzyła, o pięknej białej sukni, uroczystości weselnej dopiętej na ostatni guzik. Widziała siebie prowadzoną przez ojca prosto w ramiona ukochanego. W niezbyt odległej przyszłości jako szczęśliwa żona kochającego męża, miała powić owoc miłości, dziecko. 
Niestety życie nie każdemu pozwala na spełnienie tych niby niewielkich pragnień. Wiele osób zdolnych jest powiedzieć cóż to za problem wyjść za mąż, mieć dzieci i być szczęśliwą? Jednak wiele, bardzo wiele kobiet nie ma tego szczęścia, czekając między jedną o drugą randką zastanawia czy gdzieś nie popełnia błędu lub może wymagania stawia zbyt wysokie.
W trakcie opowieści padło bardzo ważne stwierdzenie, ile wytargujemy na samym początku, tyle będziemy mieli przez cały związek. Ewa niestety nie była świadoma znaczenia tych jakże ważnych słów. 
Chciała być dobrą żoną, w pełni tego słowa znaczeniu, tłumaczyła wszystkie rozczarowania na swój sposób, nie potrafiła postawić na swoim ponieważ  jej rolą było, słuchanie i zgadzanie na wszystkie podejmowane decyzje współmałżonka.
Kiedy jest się zakochaną wiele szczegółów umyka, drobiazgi zdawać by się mogło nic nie znaczące, jednak właśnie często przez takie drobiazgi dwoje ludzi coś łączy albo rozdziela...
Kochając nie wyobrażamy sobie zdrady,  tyczy się to oczywiście obu stron. Tak było i w tym przypadku, jednak w chwili gdy zaczęło coś się psuć bohaterka postanowiła działać, przede wszystkim rozmawiać, dawno temu przed ślubem przyrzekli,że nie położą się spać skłóceni. Można powiedzieć jakiż to problem porozmawiać prawda? Kłopot w tym,że często po zdjęciu różowych okularów uświadamiamy sobie, że nie mamy wspólnego tematu z bliską osobą, nie ma niczego co łączy, poza aktem ślubu jak w przypadku Ewy..
Trudny temat poruszyła Pani Magdalena, bo nie chodzi tylko o sam fakt zdrady, często jest ona czymś w rodzaju krzyku rozpaczy, kobieta potrzebuje by ukochany powiedział komplement, zauważył zmianę koloru włosów, uczesania,że jest kobietą, nie przedmiotem, nie robotem do sprzątania, gotowania. Czekania w domu i zapełniania odfajkowanego miejsca na liście spraw do wykonania, pozycja "żona". 

Maciek jest człowiekiem pracy, jego cel w życiu to awanse, spotkania. Podpisał "dokument nabycia małżonki", jaki jest sens dalszego wykazywania, kolacje w domu, film na sofie przed telewizorem. Sielanka jak się patrzy, milczenie jest złotem, a to drogi kruszec...więc na co rozmowa z żoną? Nie ma powodu do narzekań, mieszkanie jest, pieniądze są, ot podejście większości mężczyzn. 
Żyli razem ale obok siebie, zasypiali w jednym łóżku jednak do bliskości była daleka droga, mimo, iż leżeli obok siebie.
Jest na szczęście Gośka, przyjaciółka, taka z prawdziwego zdarzenia, przykład,że po ślubie może być na prawdę dobrze, co tam dobrze, fajnie, wesoło! Para może się kochać, lubić, przyjaźnić, a przede wszystkim wspierać. Trudno jest jej zrozumieć dlaczego bliska koleżanka męczy u boku takiego mężczyzny. 
Myślę,że każdy człowiek,który spotkał drugą połowę tą prawdziwą będzie miał problem ze zrozumieniem takiego postępowania, naiwności, bo w końcu z biegiem czasu poznajemy człowieka oraz jego reakcje do aktualnej sytuacji. 
Nie potrafię napisać,że denerwowała mnie postać Ewy, mało tego przewidywałam jej decyzję, wiedziałam,że do póki będzie w niej tkwił maleńki cień nadziei nie odejdzie od mężczyzny, każda maleńka forma zainteresowana męża jej osobą była czymś niesamowitym,niemalże wyróżnieniem.
 Dopiero po zdradzie poczuła się silna, warta samej siebie.Powoli zaczęła myśleć o zmianie życia, nie łatwo podjąć decyzję o odejściu po latach mimo wszystko świadomości,że jest ten ktoś, no powinien być.
 Straszne uczucie trwać przy człowieku, który patrzy z pogardą, wytyka wady, odzywa tylko wtedy kiedy może skrytykować. Próbowanie za wszelką cenę zostać zauważoną,wszystko na darmo. Niestety do tanga trzeba dwojga ...
Prawdziwa i jakże smutna to opowieść, o kobiecie, która przestała samą siebie kochać i szanować dzięki własnemu mężowi.



Chciałam dodać,że książka jest piękna, dająca do myślenia. 
Z wrażenia zapomniałam podziękować kochanej Agnieszce Perzce, sprawiła mi ogromny prezent w postaci tej oto książki!! Aguś bardzo dziękuję!!;))



Czytaj dalej...

Zielony trabant








Pod tym zabawnym tytułem autorki ukryły ciekawą oraz intrygującą historię. 
Jest spadek, dosyć okazały, bo jakby nie było odziedziczyć hotel to nie lada gratka. Współwłaścicielkami zostają siostry Lilka oraz Ewelina, obie nie mają pojęcia co zrobić z nieoczekiwanym nabytkiem. 
Dwie kobiety, zupełnie się od siebie różniące, jedyne co je łączy to więzy rodzinne, mimo wszytko są dobrymi siostrami, a odrębne charaktery nie stawiają przeszkód we wspólnych relacjach. 
Niestety musi być osoba drażniąca, psująca atmosferę, tutaj tą niewdzięczną rolę otrzymała matka bohaterek, niezwykle irytującą osoba. Strofująca na każdym kroku Lilkę zaś drugą zachwalająca pod niebiosa, cóż widać traktowanie oboje dzieci na równi dla niektórych kobiet jest po prostu niemożliwe jak w tym przypadku. 
 Akcja z Warszawy bardzo szybko przenosi się do uroczego aczkolwiek nieco zacofanego miasteczka w którym znajduje się nowy nabytek sióstr. Wyglądem niekoniecznie zapraszający, lecz posiadający to coś, może duszę? 
Nowe właścicielki szybko przekonują się,że na prowincji po przybyciu nie tylko nie zostaną ciepło przywitane, dodatkowo na wstępie zyskają wroga w postaci kierowniczki Stefy, pewnej siebie, opryskliwej kobiety.
Lila postanawia skorzystać z możliwości ucieczki ze stolicy, jej małżeństwo przestało istnieć w chwili gdy przyłapała ukochanego na zdradzie. Wraz z przyjaciółką, wieczną optymistką Jagodą podejmują nowy etap w życiu.
Tworzą zgrany duet,wzajemnie się wspierający w niełatwych chwilach zarządzania.

Akcja rozwija się w umiarkowanym tempie co uważam za plus, z chęcią przyglądałam wraz z bohaterkami w zakamarki przestarzałego hotelu, który w odległych czasach cieszył popularnością zaś w chwili przyjazdu świeżo upieczonej spadkobierczyni przedstawiał dosyć marny widok na przyszłość. Zapał Jagódki udzielał się nawet gdy sytuacja wydawała się na prawdę beznadziejnie. 
Równolegle poznajemy dziwnego chłopaka, kucharza Kamila, który daje wciągnąć się w grę z niebezpiecznym człowiekiem. 
Obie sprawy zostają sprawnie ze sobą połączone. Kobiety nie znające się w prowadzeniu hotelu, radzą sobie dosyć przyzwoicie. Oczywiście nie brakuje wpadek
Fabuła jest interesująca, nie wieje nudą, każda postać została przedstawiona w sposób dokładny, dzięki czemu można poczuć wielką sympatię do wujka Stanisława, bądź niechęć kierowaną w stronę wspomnianych wcześniej, złośliwej Stefy oraz zarozumiałej matki.
Cieszyło mnie,iż sprawy sercowe Lilki zostały nakreślone w odpowiedniej ilości, zgrabnie przeplatane między głównymi wątkami.
Książkę czyta się lekko i przyjemnie, zdecydowanie polecam.







Czytaj dalej...

Wyznania Gejszy



Pierwszy raz w życiu zdarzyło się żebym w odwrotnej kolejności rozpoczęła przygodę z książką i filmem.
Zawsze najpierw czytam a następnie udaję się do kina by obejrzeć adaptację na podstawie utworu literackiego.
W tym wypadku było inaczej, usłyszałam o tym tytule w telewizji i postanowiłam obejrzeć, gdyż było wiele pozytywnych opinii.
Pozwolę sobie na porównanie filmu  z książką. W zasadzie bywa tak,że rozbieżności między jednym a drugim są nazbyt irytujące.
W tym wypadku przyznam, iż o wiele bardziej spodobała się mi interpretacja reżysera i jego sposób przedstawienia historii, gdyż fabuła lektury niestety nie porwała mnie w taki sposób na jaki się nastawiłam po obejrzeniu ekranizacji.


Główną bohaterką jest Chiyo, która w wieku 7 lat zostaje przywieziona do Kioto, gdzie w domu zwanym Okiya będzie mieszkała i być może w przyszłości szkoliła na Gejszę.
Jednak cena będzie bardzo wysoka, gdyż zostanie rozdzielona nie tylko z rodzicami ale i ukochaną siostrą. Mała dziewczynka, od tego momentu zostanie zmuszona nazywać obce 
kobiety "mamą" i babcią" jednak nie będą one traktowały nowo przybyłej z uczuciem o nie. Dziewczynka szybko się przekona,że aby przetrwać trzeba będzie wykazać się sprytem.
Niestety już w pierwszych dniach zyska przeciwniczkę, sławną gejszę, która w młodziutkiej panience zobaczy przyszłą rywalkę. Zaczną się intrygi, próby pozbycia niechcianej mieszkanki domu.

Opowieść jest bardzo interesująca. Mnie osobiście fascynowały wszystkie lekcje nabywane już od najmłodszych lat by stać idealną uwodzicielką. Każdy gest, spojrzenie a nawet ton głosu.
Wydawać by się mogło,że Gejsze to zwykłe damy do towarzystwa jednak uważam,że ich rola była bardziej znacząca. Miały swoją godność. Każda z nich dążyła by w odpowiednim momencie zostać pod opieką jednego mężczyzny nazywanym "danna", dzięki, niemu już na zawsze będą miały zapewnione dostatnie życie.

"Jej oczy są głęboką wodą...
Ona nie ma prawa kochać...
ona nie ma prawa czuć i pragnąć...
Z każdym dniem odradza się na nowo
gdy maluje twarz, by ukryć swe prawdziwe oblicze
gdy czerwień jak krew spoczywa na jej ustach...
Gdy tańczy...Gdy śpiewa...
Tajemnica owiewa jej ciało
nie poznasz jej twarzy... zbyt wiele bieli,
czerni i czerwieni....
tylko jej oczy są ciągle głęboką wodą..."

Gejsza nie ma prawa kochać.
 Każda dziewczynka ucząca się w szkole ma wpajane takowe zasady. których absolutnie nie wolno złamać
Jednak każdemu wiadomo, serce nie zawsze współgra z rozumem,pomimo świadomości konsekwencji często przytrafiały się romanse z ukochanym.
Sayuri jako piękną, sławną gejszą, kocha od wielu lat nosi w sercu miłość do pewnego mężczyzny spotkanego przypadkiem, całe jej dotychczasowe życie, każda podjęta decyzja miała na celu zbliżenie do niego. Wiele napotyka trudności, nienawiści. Jest kobietą wytrzymałą, może dzięki temu potrafiła znieść tyle cierpienia.

Książkę czytało się średnio, byłam przekonana,że skoro film mnie oczarował to tutaj będzie jeszcze lepiej. Niestety, tak się nie stało. Może nie było bardzo źle, jednakże czegoś brakowało.Produkcja filmowa pobudziła jakąś strunę emocji we mnie.



Czytaj dalej...

Ballada o ciotce Matyldzie



Chciałam przedstawić, wam bloggerom recenzję,debiutancką. Mojej mamy, pierwszy raz zdecydowała się napisać własną opinię oraz odczucia na temat przeczytanej książki. 

Przeczytałam książkę Pani Magdaleny Witkiewicz "Ballada o ciotce Matyldzie". No i ? No i jestem oczarowana. Pięknie napisana powieść o zwykłym życiu młodej kobiety. O jej szczęściu i kłopotach, o miłości i przyjaźni.
Przypadł mi do gustu styl autorki, gdyż przypomina mi bardzo inne ulubione przeze mnie pisarki. A teraz jak tak dalej pójdzie, to Pani Magdalena również dołączy do moich ulubienic.

Nawiązując do treści. Joanna główna bohaterka książki jest kobietą prostolinijną, mężatką choć samotna. Mąż stale pracuje poza domem, gdyż jest badaczem skał morskich, a żona? 
No cóż jak kocha to poczeka.Takie życie.
I czeka tym bardziej,że jest szczęśliwa ponieważ oczekuje swojego dzieciątka. Ma jeszcze ciotkę Matyldę. To Ona była przy Niej po przedwczesnej utracie rodziców. 
Wspaniała starsza Pani. Mądrze kochająca, rozumiejąca i przewidująca. Joasia niejednokrotnie dziwiła się skąd ta wspaniała osoba to wszystko przewidziała.Nawet własną śmierć.Przygotowała swoją dziewczynkę do różnych sytuacji życiowych jakie mogą nastąpić w przyszłości.Uczyła ją,że śmierć to nie koniec świata i nie trzeba płakać po odchodzącej osobie.Twierdziła,że człowiek umiera po to by zrobić miejsce drugiemu człowiekowi. 

Jestem zauroczona jeszcze inną kwestią zawartą w książce. Przyjaźń. Pokazana jest tak jaka winna być prawdziwa, bezwarunkowa przyjaźń między ludźmi. Ponadto interesująca jest też forma ukazanej miłości. Tylko muśnięta i to daje czytelnikowi możliwość puszczenia wodzy wyobraźni. Dlatego tak bardzo urzekła mnie ta pozycja literacka, którą polecam i to bardzo.
Gratuluję autorce za to wysublimowane piękno. Proszę o jeszcze. 
 
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka