W butach Valerii



Kim jest Valeria? Przede wszystkim kobietą, taką jak każda z nas. Ma męża, mieszkanie i jest pisarką. To znaczy jak dotąd wydała dopiero jedną książkę, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć. Teraz Valeria boryka się z problemem, utkwiła w martwym punkcie i nie ma pojęcia jak dalej ruszyć z pisaniem.  Wydaje się jej, że to co do tej pory stworzyła jest nijakie i nikogo nie zainteresuje, a przecież książka musi porwać! Dlatego też zrezygnowała z męczenia się i czeka, czeka aż najdzie ją natchnienie. Siedzi w domu i myśli nad wieloma sprawami. Jako, że na poczet pracy autorskiej rzuciła etat teraz gdy ma chwilowy zastój weny bezczynność daje się we znaki. Na szczęście od czego są koleżanki. Lola, Carmen oaz Narea.  Każda z nich jest inna, jednak wspólnie stanowią zgraną grupę przyjaciółek zawsze się wspierających.
Kobiety mają swój rytuał wychodzenia wspólnie na imprezy, choćby nie wiadomo co się działo ich co piątkowe wieczorne spotkania muszą się odbyć, oczywiście jeżeli sytuacja tego wymaga widują się częściej. Lola jest typem kobiety wyzwolonej, mówi o wszystkim wprost jej komentarze bardzo często pikantne są swoistym znakiem rozpoznawczym. Jest osobą szczerą i perwersyjną, ale niezwykle pozytywną. Lubi mężczyzn i nie próbuje się z tym ukrywać, co nie znaczy, że nie ma uczuć, po prostu taka jest.  Carmen chwilowo samotna, użera się ze swoim szefem którego od zawsze nienawidzi, z wzajemnością. Daniel przy każdej możliwej okazji utyskuje swojej podwładnej w najbardziej podłe sposoby. Carmen natomiast  poza nerwami do podłego szefa czuje coś do kolegi z pracy, który jak jej się wydaje jest albo nieśmiały, albo nie zainteresowany. Narea pod każdym względem inna, poważna wiedząca czego odczekuje od życia i od ludzi. Wie jakiego chce mężczyznę, zawsze idealnie wyglądająca. Nieskazitelna i elegancka. Valeria przyglądając się im z boku nie jeden raz dochodzi do wniosku, że zapuściła się siedząc w domu. Nie jest tą Valerią co wcześniej. W jej małżeństwie nie dzieje się najlepiej. Niby Adrian zachowuje się normalnie, ale oddalili się od siebie. Nie rozmawiają ze sobą jak kiedyś, ale może to tylko jej wymysły?
Wszystko toczy się swoim rytmem do czasu, gdy na jednej z imprez Lola zapoznaje Valerię z przystojnym i przyciągającym Victorem. Od tej chwili sprawy nabierają tempa, w rutynę wkradnie się namiętność, pożądanie i coś jeszcze...
 
Byłam bardzo ciekawa Butów, przede wszystkim przyciągnęła mnie świetna okładka, ma w sobie coś, naprawdę. Książka jest świetnie wydana i radością jest samo patrzenie. Co do wnętrza. Czyta się bardzo lekko. Każda z postaci została dokładnie przedstawione, mamy wgląd na ich uczucia, reakcje w różnych momentach życiowych. Narratorką jest nie kto inny jak Valeria, często jednak w ciekawy sposób opowiada nam o swoich przyjaciółkach w określonej sytuacji. Zastanawiam się czy polubiłam samą Valerię, w pewnym sensie tak, ale moją ulubienicą była bezpośrednia Lola, która nie zważała na nic, mówiła co myślała. Spotkania przyjaciółek zawsze jawiły się niezwykle zabawnie, potyczki słowne sprawiały, że całość wyszła bardzo naturalnie. Dziewczyny chwilami potrafiły się posprzeczać, jak wiadomo każda miała odmienne zdanie, w szczególności kiedy tematem przewodnim byli faceci. Dla Loli życie było zabawą, miała swoje obowiązki, ale kiedy tylko mogła korzystała z przyjemności. Carmen ambitnie starała się zadowolić okropnego szefa, jednak i jej cierpliwość miewała granice wytrzymałości. Narea, nie wiem co o niej mogłabym powiedzieć, chłodna, wyważona, zdawać by się mogło, że nie pasuje do reszty towarzystwa, a jednak nie. Potrafiła nie jeden raz znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
Głównym wątkiem jest życie tytułowej bohaterki, która zauważa, że nie tylko w jej pisarskiej karierze dzieje się źle. Mąż od dłuższego czasu przestał na nią zwracać uwagę, jako kobietę i partnerkę życiową. Kochała Adriana, ale machina poszła w ruch, kiedy jedna część układanki wyleci, wtedy tylko czekać aż całość się rozsypie...chyba, że zdąży się naprawić to co zostało zepsute.
W butach Valerii  jest słodko-gorzką opowieścią o czterech przyjaciółkach, ich wspólnych perypetiach, o sile przyjaźni i oczywiście o mężczyznach, którzy w różny sposób rzucą cień albo światło na ich przyszłość. Okraszona dawką humoru, momentami zadumy nad dalszym życiem. Wydaje mi się, że każda kobieta w tej historii odnajdzie coś z siebie. Jestem bardzo ciekawa gdzie dalej poniosą ścieżki te cztery zwariowane koleżanki. Czy siła przyjaźni zawsze będzie ponad wszystko. Ze zniecierpliwieniem będę oczekiwała kolejnych części. Szczerze polecam.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować Wydawnictwu Literackiemu.
 
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.

PREMIERA KSIĄŻKI - 5 lutego 2015
Czytaj dalej...

Uwaga! Uwaga! Rozwiązanie konkursu :)

 
 
Nadeszła długo ( jak sądzę) oczekiwana chwila ogłoszenia zwycięzcy losowania zimowego! Najpierw chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować za tak piękną frekwencje. Do konkursu zgłosiło się aż 43 osoby!!! W związku z czym zostałam zmotywowana do wymyślenia w najbliższej przyszłości kolejnego:) Kto śledzi mój fanpage bloga widział, że losowanie musiało poczekać na powrót mojej "maszyny losującej" I tak oto dzisiaj wyłoniony został zwycięzca. Wszystko zostało utrwalone na zdjęciach. Spośród wszystkich mógł być wybrany tylko jeden los. Aż mi szkoda było i cieszę się, że to nie na mnie spadła ta odpowiedzialność :) Nie przedłużając już pokazuję przebieg losowania i dane szczęśliwca:)))
 

 
 
 
 
Aby formalności stało się zadość niniejszym ogłaszam, że w wyniku losowania poszczęściło się .....  :) :) :)
 
 
                                                    KATY
 
 
Za chwilkę wyślę emaila z wiadomością o wygranej, jak wiadomo zwycięzca ma trzy dni na podanie adresu, jeżeli do tego czasu nie otrzymam wiadomości zwrotnej wyłonię kolejnego szczęśliwca.
 
Jeszcze raz bardzo chciałam podziękować wszystkim biorącym udział, obiecuje następne konkursy:)) KATY gratulacje, już wysyłam do Ciebie wiadomość :)
 
 
Czytaj dalej...

Spod Flagi Magii




Wiecie, że kocham Malice? Kiedy jakiś czas temu miałam przyjemność spędzić czas z pierwszą częścią przygód niedoszłej czarownicy stwierdziłam, że już dawno nie czytałam coś tak zabawnego i wciągającego bez wątków miłosnych i całych dramatów z nimi związanych. Tym razem miałam wraz ze złośliwą bohaterką odbyć podróż do miejsca zupełnie nieznanego i niebezpiecznego. Jak było? Czy ponowne spotkanie z najwredniejszą dziewczyną pod słońcem okazało się równie udane jak poprzednio?
 
Nasza Malice dzięki umiejętności magicznych oraz wielu innych atutów jakimi została obdarzona po wydaleniu z Akademii Magii, zajmuje się tak zwaną czarną robotą, jej zleceniodawcą jest przypadkowo spotkany Tom, to on zapoznaje dziewczynę z zadaniem jakie ma do wykonania i informuje o stawce wynagrodzenia. Oczywiście łatwo być nie może, i Malice tak naprawdę nigdy nie wie czego może się spodziewać idąc "do pracy".  Tym razem otrzymuje znacznie poważniejszą i trudniejszą misję, musi wejść do krainy Elegestii, gdzie nieznane są zdobycze techniczne, czas zatrzymał się bardzo bardzo dawno temu. Ku swojemu niezadowoleniu, nie może zabrać ze sobą ulubionego środka transportu jakim jest motor, w zamian Tom przyprowadza jej Konia, piękną czarną klacz. Gdy Malice jest gotowa, a przynajmniej tak jej się wydaje, wyrusza w drogę. Miejsce docelowe znajduje się kilkanaście dni drogi od lasu do którego właśnie się przedostała, panująca cisza wydaje się błoga, ale... jak zna życie nie wróży niczego dobrego.
 
W Elegestii na swej drodze Malice spotyka młodzieńca, który jest w opałach, jej wrodzona ignorancja na krzywdę ludzi podpowiada być kontynuować podróż dalej, jednak w ostatniej chwili decyduje się rozprawić z oprawcami i tym sposobem uratować życie niepełnoletniemu chłopcu, Jered bo tak się nazywa nie potrafi się odwdzięczyć za okazaną litość, dlatego też proponuje swej wybawczyni dotrzymać towarzystwa. Jak wspomniałam, nasza bohaterka nie przepada za problemami, ogonami i każdym kto próbuje zawładnąć jej życiem osobistym, ale logika i rzeczowe podejście do sprawy zwycięża. Jadąc wraz ze swym koniuszym nie będzie nikomu rzucała się w oczy, a jak wiadome jest chce jak najprędzej wykonać zadanie i wracać do domu. Wszakże gra jest warta świeczki bo sumka jaka ma wpłynąć na jej konto jawi się niezwykle imponująco, lecz teraz najważniejsze jest by bezproblemowo dostarczyć przesyłkę.
Okoliczne wioski, oraz trakty jakimi będzie przemierzała przyniosą wiele zagrożeń, ale i niesamowicie zabawnych wydarzeń, jak skończy się wyprawa i co czeka na Malice w miejscu do którego musi się udać? Będzie ogromnym zaskoczeniem.
 
 
Jeżeli czytaliście "Żyli niedługo i nieszczęśliwie" musicie koniecznie sięgnąć po drugą część, i bądźcie pewni humoru oraz ciekawych przygód nie zabraknie. Autorka cały czas trzyma poziom, w sumie co do tego nie miałam wątpliwości, ale wiecie jak to jest, czasem człowiek się obawia, że może ta kolejna część będzie słabsza, albo co innego. A tutaj nie ma mowy o rozczarowaniu. wręcz przeciwnie, zacznę od początku gdyż emocje mnie ponoszą, nie wiem jak ja wytrzymam do następnego, bo chyba będzie kontynuacja, nie no musi być i koniec!
Zacznijmy od początku, o ile w poprzedniej części spotkaliśmy się z życiem Malice wspominając czasy pobytu w Akademii Magii, tak teraz wraz z nią przenosimy, a raczej przechodzimy przez pewien portal do lasu, lasu krainy Elegestii. Gdzie magia jest praktycznie na wyciągnięcie ręki, zaś fakt istnienia samochodów bądź telefonów wydaje się być czymś abstrakcyjnym. To właśnie tutaj przez wiele dni Malice będzie przebywała wraz z klaczą Night oraz nowo nabytym kompanem Jeredem.  Muszę przyznać, że znowu musiałam czytać wolno, nie dlatego, że książka jest zła, wręcz przeciwnie nie chciałam za szybko rozstawać się z moją ulubioną postacią, jaką jest Malice, jej pomysły w robieniu złośliwości nie jeden raz wywoływały we mnie ataki śmiechu. I kiedy już myślałam, że praktycznie niczym nie może mnie zaskoczyć, okazywało się, że jestem w błędzie. Świetnie prowadzone dialogi, opisy otoczenia, klimat ówczesnych czasów do jakich się przenosimy zostały realnie odwzorowane. Zakończenie było kompletnym zaskoczeniem, nie wiedziałam co mnie czeka u końca podróży, może miałam pewne podejrzenia, ale w żadnym wypadku taki obrót sprawy nie przeleciał mi przez myśl ani przez chwilę. Myślę, a raczej wiem, że każdy powinien poznać Malice,  to nie jest jakaś tam fantastyka, nic się nie powiela, nie można się nudzić. Mogłabym w kółko powtarzać, uwielbiam, uwielbiam ,uwielbiam. Jeżeli macie wątpliwości, pozbądźcie się ich. Ponieważ powieści fanstasy jest wiele, ale Malice  to całkiem inna bajka, obok której nie można przejść obojętnie.  Szczerze polecam i namawiam, przeczytajcie!  
 
 
 

Za książkę w formie ebooka, chciałam podziękować wydawnictwu Miasto książek.

Książka bierze udział w wyzwaniach - 52 książki i Czytam fantastykę.

Czytaj dalej...

Mama pisze o... Zakrętach losu

 


  


Zakręty losu są pierwszą częścią trylogii opowiadającej o życiu młodych ludzi z różnych środowisk. Głównymi bohaterami są bracia Łukasz i Krzysztof Borowscy, których losy łączą się z rodzinami dwóch nastolatek, Kasi Matczak i Gosi Filipiak, jedna jest córką projektanta, wdowca, Piotra Matczaka. Człowieka opanowanego, podchodzącego do życia rzeczowo, wychowuje córkę rozsądnie, dając jej dużo wolności, a jednocześnie pilnując, by nie popełniła żadnych głupstw. Kasia jest ładną, wysportowaną czarnowłosą dziewczyną. Trenuje i uprawia  różnie sporty, ma poukładane w głowie, wie czego chce.  Kocha swojego tatę, bardzo mu ufa, potrafią się zrozumieć w pół słowa, aż nagle dochodzi do nieoczekiwanego wydarzenia. Żeni się on z Anną Filipiak, kobietą rozwiedzioną, mającą córkę w wieku Kasi.  Małgosia Filipiak to śliczna blondynka, patrząca na świat przez pryzmat życia na wesoło.  Już na początku wspólnego mieszkania pojawiają się zgrzyty. Kiedy Kasia biegnąc na wieczorną rozgrzewkę nagle przewraca się, otrzymuje pomoc od przypadkowego rowerzysty. W momencie kiedy ich spojrzenia się krzyżują, od razu orientują się, że to spotkanie  będzie czymś więcej niż jednorazowo udzieloną pomocą.
 
Jednak postaciami wiodącymi są bracia Borowscy, Łukasz i dziesięć lat młodszy Krzysztof, obaj ogromnie różnią się swoimi charakterami, ale mają wiele wspólnych cech. Obaj dążą do wyznaczonych przez siebie celów, tylko sobie znanymi metodami. I choć jest między nimi  antagonizm to jednak miłość braterska w ich relacjach przewija się przez cały czas. Łukasz w myśl przysłowiu "na złość mamie odmrożę sobie uszy" tak postępuje ze swoim życiem. Jego sposób zarabiania pieniędzy oraz spędzanie czasu ma również wpływ na stosunki z rodzicami. Młodszy z braci od wczesnego dzieciństwa zapatrzony w Łukasza jak w ideał nie potrafi zrozumieć zmiany w  zachowaniu jego do rodziców jak i do Krzysztofa. Boleje nad utratą więzi z bratem, nie potrafi pojąć pobudek starszego brata, odpychania go od siebie do tego stopnia, że chwilami dochodzi do przejawów nienawiści. Jaki będzie finał tej historii?

Podczas czytania doznawałam wielu uczuć, od euforii, zaciekawienie po dreszczyki emocji. Przez cały czas autorka trzyma czytelnika w napięciu i niepewności. Każdy z bohaterów ma inny charakter i gdy poznajemy ich mamy wiele do myślenia. Łukasz to człowiek o czarnym charakterku, a zarazem czuły i ujmujący, by za chwilę doprowadzić do szału i takich nerwów, że chętnie by się mu przyłożyło na opamiętanie. Jego brat, Krzysztof, jest ułożony i posłuszny, dbający nie tylko o swoje interesy, ale i swoich najbliższych. Od początku wzbudza zaufanie i przychylność. Przy swoim bracie jest jednostką bardzo korzystną choć też nie idealną. Również chce za wszelką cenę załatwić każdą  sprawę po swojej myśli. Natomiast Katarzyna jest dziewczyną bardzo mądrą, dobrze uczącą, mającą plany na przyszłość. Z kolei jej "siostra" - Gosia - to jest zupełnie inna. Rozpieszczona i samolubna dziewczyna. Nie stroni od zabaw oraz różnych używek, chociaż też ma swoje marzenia, niestety z realizacją ich, nie jest najlepiej. A to czy uda się Małgosi dojść do wytyczonych celu należy samemu sprawdzić sięgając po książkę. 
Naprawdę warto jest sięgnąć po  pierwszą część trylogii, która napisana została przystępnym językiem, akcja toczy się wartko i interesująco. Byłam bardzo szczęśliwa, że miałam następny tom przy sobie, gdyż ciekawość co będzie dalej była tak ogromna, że od razu musiałam dowiedzieć się jakie będą losy bohaterów. Szczerze zachęcam do przeczytania.


Czytaj dalej...

Chór zapomnianych głosów





Przeczytałam, Jestem z siebie dumna gdyż science fiction nie czytam, nie oglądam, nie interesuje się tym gdyż nie ogarniam.. Dlaczego więc Chór.... ? Ponieważ byłam ciekawa jak to nasz sławny Mróz wykaże się w tematyce innej niż czasy drugiej wojny. Z dwojga złego wybrałam fikcję. Nie było lekko, na szczęście miałam pewne przygotowanie w terminologii, że tak ujmę kosmicznej i żaden parsek nie był mi straszny.  O samej książce za momencik, muszę ale to muszę wspomnieć o okładce, jak każdy wie na okładki zawsze zwracam uwagę. Zaś będę narzekała, no cóż poradzić. Okładka jest okropna. Gdyby nie fakt, iż Remigiusz Mróz stał się wielkim odkryciem minionego roku, to uwierzcie nie zwróciłabym uwagi na ten tytuł. Uważam, że okładka bardziej zniechęca niż przykuwa wzrok. Na szczęście to tylko moje skromne zdanie, nikt nie musi się z nim zgadzać.
Przejdźmy do wnętrza, do tego świata kosmicznego, strasznego i ogólnie niebezpiecznego. Aha, właśnie. Imiona bohaterów. Hakon, Ellyse i nie wiem co jeszcze. Język sobie łamałam chcąc wypowiedzieć na głos, po nie wiem ilu próbach odpuściłam. 
 
Zastanawiam się od czego zacząć i na czym skończyć by nie zdradzić zbyt wiele. Sam początek chyba jest najbardziej paskudny pod względem dokładnych opisów tego co ukazuje się oczom głównej postaci, astrochemikowi Hakonowi (nie wiem czy to imię się odmienia? ) Tak więc Hakon Lindberg budzi się z kriogenicznego snu i zamiast spotkać z resztą załogi, widzi same szczątki, ciała wyglądają paskudnie, obrzydliwie wręcz przerażająco.  Przemierzając pomieszczenia statku okazuje się, że jako jedyny przeżył, no nie licząc nawigatora Dija Udin Alhassana ( Kocham Mroza za wyobraźnię do tworzeniach takich imion) Jeżeli źle odmieniam wybaczcie, nie mam pojęcia jak je napisać poprawnie.  Dwaj ocaleni próbują rozwiązać zagadkę zaistniałej sytuacji. Nie wiadomo kto, bądź co przyczyniło się do tak makabrycznego zabójstwa całej załogi. Jak do tego doszło. Czy zagrożenie dalej czyha ukryte w zakamarkach pokładu. Między czasie do jednego ze statków nadchodzi sygnał alarmowy z Accapitera , załoga po naradzie decyduje się ruszyć na pomoc. W tym czasie Hakon i Alhassan sprzątają pozostałości z tych, którzy padli ofiarą czegoś. Jakby nie było nie mają zamiaru siedzieć w towarzystwie rozpłatanych ciał. Ja też bym nie chciała. Kiedy już uprzątnęli postanowili w odpowiednim czasie wejść w kolejny kriogeniczny sen, by dożyć chwili gdy doleci do nich pomoc. No i poszli spać. Kiedy się obudzili stwierdzili, że żyją. Jeszcze...
Jakie będą dalsze losy tych dwóch, z czym się napotkają w przestrzeni kosmicznej i jakie wyprawa będzie miała zakończenie?
 
Niestety nie mogę więcej napisać z fabuły żeby nie zdradzić zbyt wiele. Ogólnie jak dla mnie książkę czytało się ciężko. Nie była nudna, ale te wszystkie zwroty, terminy których nie znam, i nie znałam, po prostu obciążały mi mózg. Naprawdę. W ogóle klimat mroczny, chwilami straszny. Nie wiedziałam już czego mam się bać, co oczekiwać z każdą kolejną stroną. Spodziewałam się biegających potworków, które kojarzą mi się z filmu Obcy . Tutaj było zupełnie inaczej. Dwie najważniejsze postaci Hakon i Dija Udin, chyba najbardziej zabawne były dialogi między tym dwojgiem. Niby niepewna sytuacja, wyczuwalne jest napięcie, gdyż zagrożenie czyha za tak zwanym rogiem, a oni idą i się przekomarzają,  nie ma to jak czarny humor w kosmosie. Tego było mi trzeba.
Ogólnie książka jest napisana bardzo ciekawie. Tylko dla mnie im dalej w przygody - chyba tak to mogę ująć, miałam problem z ogarnięciem tego co się dzieje. Jestem pewna, że to tylko mój mózg nie nadążał, gdyż niestety jestem oporna do zrozumienia lat świetlnych, wyprzedzania przeszłości czy tam przyszłości. Dla mnie to magia. Niemniej jednak jestem pewna, że fani Science Fiction będą zadowoleni. Mnie ciekawiło jakie będzie zakończenie, kto okaże się kim, w pewnym sensie jednej rzeczy się domyślałam, może nie dokładnie, ale byłam na dobrym tropie:) Zakończenie, zakończenie mnie nie zaskoczyło tylko dlatego, że po dwudziestej stronie stwierdziłam ,że możliwe jest naprawdę wszystko więc, do szoku się przyzwyczajałam, aż nawet z nim oswoiłam. Mam nową zdolność!! Cały czas zastanawiałam się jak człowiek może wymyślić takie historie, zbudować fabułę gdzieś daleko w przestrzeni kosmicznej, te wszystkie zagadnienia ogarnąć.  Ciekawy byłby z tego film. może więcej bym zrozumiała, albo raczej fajnie by było zobaczyć te wydarzenia na ekranie. Mógłby autor nad tym pomyśleć ;)
Podsumowując Chór zapomnianych głosów jest bardzo porządnie napisaną książką, ale według mnie tylko dla fanów tego gatunku, co bardziej oporni będą mieć problem ( albo ja jestem taka trudna w odbiorze) nie mam zamiaru nikogo zniechęcać, ponieważ całość jest naprawdę interesująca, zaskakująca, trzyma w napięciu, chwilami można poczuć się niepewnie i troszkę przestraszyć. 
Szczerze polecam, każdy kto poznał pióro Remigiusza Mroza  nie będzie zawiedziony. Mam wrażenie, że jestem nieprzekonująca. Nie umiem chwalić, krytyka lepiej mi wychodzi. Niestety Chór nie zakwalifikował się do pastwienia, troszkę szkoda ;).
 
 
"Jeżeli tylko grafenowa grodź dzieliła od otworu, który pozabijał wszystkich na pokładzie, Alhassan powinien już wznosić modły o godne przyjęcie w raju"
 
Rozmowy tych dwóch załogantów były naprawdę bardzo interesujące, ciekawie się czytało. A na koniec mam coś dla Was
 
Rah'ma'dul
 

 
Czytaj dalej...

Stosik noworoczny!!! :) (:

Nadeszła pora na stosik w nowym roczku, nazbierało już się książków, z czego jestem bardzo ale to bardzo szczęśliwa:) Nic nie raduje serca jak nowe nabytki do czytania. Dlatego też w dniu, który według naukowców uważany jest za najbardziej depresyjny w roku, niosę wam moi mili, nie kaganek oświaty, a stosik ;D
 
 
 
W trosce o wasze/nasze samopoczucie psychicznie, zacznę jak najprędzej od zaprezentowania tego co nabyłam, otrzymałam i tak dalej :)
 
1. "Inferno" Dan Brown - Autor o którym wiele słyszałam, ale jak dotąd nie miałam sposobności poznać, pozycja zapożyczona od brata, który bardzo pozytywne zarekomendował mi ten tytuł. sprawdzimy, sprawdzimy. :)
 
2. "Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz -  Mroza można uznać za odkrycie roku 2014, pisze świetnie, ma w sobie coś, co jeszcze nie potrafię nazwać, ale po lekturze Chóru będę bliższa rozwiązania zagadki fenomenu tegoż autora :) Rah'ma'dul :)
 
3. "W butach Valerii" Elisabeth Benavent - Przede wszystkim okładka, jest genialna, ogólnie cała seria wydaje się być czymś fajnym i mam nadzieje, że będzie się podobała, zobaczymy.
 
4. "Pierwsza lekcja tańca" Peter Pezzelli - Nie znam tego pana, nie wiem jak pisze, ale myślę, że fabuła może być intersująca. Zimą przenieść się do Włoch.. fajna sprawa:)
 
5. "Zbuntowana" Veronica Roth - Każdy kto poznał niezgodną będzie chciał, albo i nie poznać dalsze losy Beatris i Tobiasa, jestem ciekawa czy autorka pociągnie temat jak należy, czy nie daj Boże będzie to totalną klapą, oby nie!
 
6. " Wierna" Veronica Roth - No i trzecia cześć, oby mnie zakończenie nie zawiodło, starczy mojej krytyki na jakiś czas ;)))
 
7.  " lokator do wynajęcia "Iwona Banach - Seria babie lato, kolejna pozycja do kolekcji, jest prezent, z którego bardzo się ucieszyłam!!! :) :*
 
8. "Tęczowa dziewczyna"  S. K Mokwa -  Zainteresował mnie opis fabuły, jakoś wydaje się być lekki ale i ciekawy, oby nie banalny, przekonamy się niebawem.
 
9. "Oddychając z trudem" Rebecca Donovan - Znacie już moją opinię do tej książki, ci, którzy nie znają zapraszam do recenzji, która jest już na blogu :)
 
10.  "Herezja" Jonatan Holt - Nawet nie wyobrażacie sobie jakże się cieszę, że druga część Carnivii do mnie dotarła, jestem HAPPY!! :) trzymam sobie ją jako moją perełkę, ale chyba już niebawem będę czytała :))
 
11. After. Płomień pod moją skórą" Anna Todd - Niestety czytałam bardzo negatywnie recenzje, obawiam się czy to nie będzie kolejny gniot erotyczny, w stylu naszej berenisi, oby nie, oby było zjadliwie!!
 
No i dotarliśmy do końca, mam nadzieje, że czekacie na coś z mojego stosiku, może macie za sobą lekturę kilku książek, podzielcie się swoimi opiniami :)
 
 
                        Piękne są prawda? w prawdzie okładka After ma za dużo naciapane, ale.. ;)
 
                  W jednej i drugiej mamy Włochy, specjalnie tak zestawiłam, która będzie ciekawsza?
 
                     Tutaj wiadomo co i dlaczego, oby treść nie była tak beznadziejna jak okładki ;D
 
                  No zakochałam się w okładce Valerii ;) Czy Wy też?? :) chociaż i druga jest piękna.
 
                              Aparat, a raczej flesz zrobili mi na złość, jest jak jest trudno;)
 
 I na koniec...
 
                                                                    Rah'ma'dul ;)))))))
 
 
 
Czytaj dalej...

Splątany warkocz Bereniki


 
Przeczytałam, przeczytałam książkę o której swego czasu było tak głośno, że zaczęłam się obawiać iż zadek panny z okładki będzie mnie prześladował w nocy. Na szczęścia "szauł" minął, emocje opadły, przyszła pora na mnie. Po pianiach z zachwytu na widok zapowiedzi książki, przyszła pora na recenzje, i tutaj dopiero zaczęło się robić ciekawie, większość osób, która tak oczekiwała i przytupywała w zniecierpliwieniu na książkę oceniła dziwnie słabo, moja ciekawska natura zwyciężyła i zmusiła do zaczerpnięcia wiedzy, a żeby się dowiedzieć o co chodzi musiałam przeczytać, no więc czytałam i przeczytałam!
 
Będą spoilery, kto nie czytał a chce, uprasza się by dwa razy zastanowił się czy jest pewien, gdyż nie ponoszę odpowiedzialności za późniejsze rozczarowanie.
 
 
Zastanawiam się od czego zacząć. Aha może od okładki, Boże! Co za beznadziejność i tandeta, wybaczcie ale żadna dla mnie przyjemność gapić się w nawet zilustrowany tyłek jakiejś tam pani. Jeżeli ktoś chciał by było zmysłowo mógł odchylić materiałek ciut wyżej , ukazując tylko rąbek, a nie praktycznie cały tylni interes. O mały włos a poczułabym się zgorszona! Dobrze, że w natłoku erotyków uodporniłam się na tego typu perwersje.
Przejdźmy do fabuły, no powiem szczerze dawno tak interesującej akcji w erotyku nie zaznałam, chwilami miałam wrażenie, że nie ogarnę tematu. A tak już całkiem poważnie. Mam mieszane uczucia. Jednak zanim uczucia, pomęczę Was tym z czym ja się chwilami męczyłam podczas czytania.
Berenika, dla wszystkich Nika, jest dziwna. Szczerze, kiedy skończyłam książkę doszłam do wniosku, że już chyba żadne zachowanie kobiety mnie nie będzie w stanie zadziwić. Sam początek to nie wiem co to było, kiedy zaczynałam zaglądałam czy nie przeoczyłam jakiejś ukrytej strony, ale nie, historia Bereniki i Piotra zaczyna się "z marszu" . Wchodzą do mieszkania,  rozmawiają ze sobą, padają urwane zdania z niedomówieniem w tle. Ogólnie długo nie wiedziałam kto jest kim, ale to nic. Widać tak miało być, zaś ja jak zwykle nie załapałam. On twierdzi, że ją kocha, ponieważ żadna jej nie dorównuje, jest zafascynowany i w ogóle patrzy na kobietę tak jakby miał za chwilę zrobić z nią. wiadomo co. Ona nie wie co czuje, wie tylko, że nie może. Później się dowiadujemy dlaczego. Piotruś jest braciszkiem Berenisi! No lepiej być nie może. W tej chwili przystanęłam i zastanowiłam się czy ja naprawdę chcę brnąć w to dalej, ale ... po namyśle doszłam do wniosku, że przecież autorka ma asa w rękawie, jakim jest to o czym wiedzą Ci co przeczytali. Tak więc bardzo długo musiałam znosić akty seksualne siostry z bratem, Boże co to była dla mnie za męka. Tak strasznie na mnie wpłynęło, że w nocy miałam koszmary, widząc związek rodzeństwa. Przeżycie traumatyczne, naprawdę. 
Oboje przez ileś stron książki uprawiają seks, miałam nadzieje, że będzie ogniście, a tutaj tylko było rozchylenie jej nóg, jego kolanem, szybki numerek, pozbieranie majtków i patrzenie w oczy, i wyznania -  Bożeee jaki  ON/ONA wspaniały! No rzeczywiście, marzę o takim seksie. Zwłaszcza to kolano mnie zaintrygowało, ponieważ pojawia się bardzo często. Wiecie o co chodzi z kolanem?
Sielanka zbyt długo trwać nie może, ponieważ Piotruś dostał kontrakt i wyjeżdża do Australii, na półtora roku. I teraz dopiero się zaczyna bezsens całej książki. Braciszek pojechał, Nika siedzi i wyje, pije i wyje. Jak już się ogarnia to postanawia wynająć pokoje w mieszkaniu lokatorom, są nimi Ziemek i Pawełek. I tutaj przyznać muszę szczerze, że polubiłam chłopaków, zwłaszcza Ziemka. A co z Bereniką? Chodzi na numerki od jednego do drugie pokoju. Bo jak twierdzi musi się zaspokoić, kiedy wraca do swojej sypialni ma wyrzuty sumienia, które szybko rozgrzesza stwierdzeniem, że on pewnie też tam się zaspokaja, poza tym nie obiecywali sobie wierności, gdyż mają swoje fizyczne potrzeby. Serio?
No i ich romantyczne rozmyślania o tym jak to jedno opisuje drugie "Namiętne zajebiste usta..."   Nika miała usta zajebiste więc były do całowania, inne nie miały zajebistych więc robiły ustami co innego. Jakież to głębokie.
 
Długo się zastanawiałam jaki sens ma książka, sensu w niej  nie znalazłam, mało tego całość jest tak beznadziejnie przegada,na a raczej przepraszam przepłakana i przebzykana, że aż mi chwilami te rozchylania kolanem bokiem wychodziły. Aha, jest jedna nauka, PAMIĘTAJCIE O GUMKACH!!!
Ponieważ gumki są bardzo ważne, nie masz gumek, nie ma bzykanka. Oni mieli, i co najlepsze mieli je w każdej chwili swojego życia. Chyba ze mną jest coś nie tak... Wróćmy do moich przemyślen co wnosi do naszego życia książka pani Gruszki, otóż powiem wam, że jest to dla mnie zagadką na cały ten nowy rok, ale jeżeli komuś udało się pojąć tę wiedzę, bardzo proszę oświećcie mnie! kobieta u progu trzydziestki chodząca na numerki z kim popadnie, gdzie popadnie. To jest naprawdę bardzo fascynujące i porywające. Owszem dialogi między trójką Ziemkiem, Młodym i Berenisią bywały śmieszne, ale...
Podsumowując całość jest powalająca na kolana swoją tandetnością i brakiem fabuły. Tutaj przez całą książkę mamy seks, to znaczy numerek,   potem pijaństwo i kace. Między czasie przewinął się temat pracy, ale tam też nie obyło się bez numerka. Płytka, płytka i jeszcze raz płytka.  Czy zmarnowałam swój czas? Uważam, że tak. Coś takiego może napisać każdy. Niskim poziom wszystkiego, sceny rzekomo erotyczne są żałosne. Naprawdę żałosne. 
 
"Kolanem rozsunął jej nogi, odsłonił włosy z pleców i szyi. Język powędrował po łopatce, aż dotarł do ucha. Poczuła jego członek na pupie. Zerżnę cię szybko i ostro. "
 
Naprawdę bardzo pobudzający opis, naprawdę, moja wyobraźnia miała przed oczami tylko to kolano i znaki zapytania, o co chodzi?? Tego rżnięcia to tak troszkę się przestraszyłam, bo tam kolano, a tutaj rżnięcie... sami rozumiecie ;)
 




Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.
Czytaj dalej...

Oddychając z trudem




Będę szczera, nie oczekiwałam jak to niektórzy drugiej części Oddechów. Po rozczarowaniu z jakim musiałam się z mierzyć w pierwszym spotkaniu byłam sceptycznie nastawiona do kontynuacji. Jednak książka do mnie dotarła, zaś ja z niepokojem spoglądałam na ilość stron i ciekawość co mnie spotka tym razem? Powód by oddychać mnie nie oczarował, nawet nie porwał, a jak było z Oddychając z trudem? Zdradzę wam już teraz, ogromne zaskoczenie! Czy pozytywne? Przekonajcie się sami...
 
Emma po wydarzeniach jakie miały miejsce w poprzednim życiu, gdyż tak to można nazwać, dochodzi do siebie. Tymczasowo mieszka u przyjaciółki Sary, niewiele pamięta z koszmarnej nocy, kiedy to jak twierdzi.. umarła. Jej świadomość wyparła to z czym nie potrafiła sobie poradzić. Teraz jednak stara się by jej dotychczasowe życie weszło na w miarę normalne tory. Nie jest proste, każdej nocy męczą dziewczynę koszmary, o ile za dnia radzi sobie z lękami, tak noc bywa bezlitosna w obliczu strachu.  Emily zdaje sobie sprawę, że może mieszkać u rodziców przyjaciółki, jednak pod wpływem chwili podejmuje decyzje by dać szansę matce, odbudować relacje, których tak naprawdę nigdy miały, jako matka i córka. Nie żeby czuła radość z tego wyboru, bynajmniej, jest niesamowicie spięta. Nie ma pojęcia o czym będzie rozmawiała z kobietą, która od wielu lat była jej obca, mimo wszystko zdaje sobie sprawę, że jest to ostatnia chwila by podjąć kroki w zbudowaniu nici porozumienia zanim Emma wyjdzie na studia. Sara oraz Evan obiecują wsparcie, w każdej chwili, ale już w momencie pozostania samej w nowym miejscu Em czuje się dziwnie. Rachel nie zachowuje się jak przystało na matkę, zresztą nawet nie próbuje. Obie próbują poradzić sobie z niezręczną sytuacją w jakiej się znalazły.
Związek Emmy i Evana można by powiedzieć, że przetrwał najcięższą próbę, i wszystko powinno zmierzać w dobrym kierunku, do życia Emily, a raczej jej matki wkracza Jonathan, tajemniczy mężczyzna mający niebywały wpływ na każdą kobietę znajdują się w jego otoczeniu.
Kim będzie nowa postać i co wniesie do fabuły? Jak potoczą się dalsze losy Emmy, jaki wpływ będzie miała przeprowadzka do nowego domu i czym będzie życie z matką pod jednym dachem?
 
 
Myślę, że większość pamięta moja opinię pierwszej części, i tego jak stwierdziłam, że nie chcę wiedzieć co będzie dalej. Teraz czas bym powiedziała jakie mam wrażenia po ponownym spotkaniu z bohaterami, których nie polubiłam. Nie wiem co się stało, nie wiem jak autorka to uczyniła, ale.... Książka porwała mnie już od samego początku!! Emma przestała zachowywać się irracjonalnie, po traumie z jaką musiała się zmierzyć pozostał trwały ślad, co jest chyba dla każdego całkiem zrozumiałe. W prawdzie Evan dalej wydaje się być chodzącym ideałem, ale ale nie zawsze, dlaczego? Nie zdradzę. Autorka poszła w kierunku relacji Emma - matka, jak pamiętamy Rachel miała problemy z alkoholem, przez co nie była w stanie zajmować się córką, ale czy tylko to było powodem? Wszystkie pytania, które zadawane były w pierwszej części teraz zyskują odpowiedzi, oczywiście nie od razu, każda sprawa jest odpowiednio dawkowana, musi mieć swoje napięcie, czas na przetrawienie i uwierzcie mi, dzieje się oj dzieje! O ile z początku miałam jako takie współczucie, albo może odczuwałam litość względem Rachel, tak później zaczęłam mnie ona tak drażnić, że chwilami myślałam, ale bym Tobą kobieto potrząsnęła! Emma jest inna, zmieniła się na plus, w prawdzie zostało jej w nawyku ukrywanie prawdziwych faktów do wielu sytuacji, albo okłamywanie, nie wiadomo po co i na co, ale... Jest całkiem znośna, co za tym idzie nie denerwowała mnie. No i kochani, ostatnia postać, muszę chociaż troszeczkę o niej napomknąć. Jonathan. Pojawia się nagle i jest. Nie wiem tak dokładnie dlaczego zainteresowała się matką Emmy, ale później przestało mieć to dla mnie jakie kolwiek znaczenie. Bardzo interesująca osobowość, ale czy pozytywna? Będzie ktoś jeszcze, ktoś kto wywróci życie Emily do góry nogami, informacje z jakimi ją pozostawi odmieni ją i jej wspomnienia na to co było.
Ależ autorka namieszała w życiu każdego bohatera, trzymała w niewiedzy do samego końca, koniec zaś znowu wzbudził tyle pytań, co dalej? I nie są one wymuszone. Szczerze, teraz z wielką ciekawością oczekuję kolejnej części. Oddychając z trudem było a raczej dalej jest dla mnie wielkim, przemiłym zaskoczeniem! Wiem, że nie musze przekonywać do przeczytania, ale.. powiem tak, czytajcie już teraz, natychmiast! Jestem ciekawa co powiecie o Jonathanie, o tym co wydarzyło się, jakie macie wrażenia. Jeżeli druga część była tak dobra, to co dopiero musi się dziać w trzeciej!! Polecam!
 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki

PREMIERA KSIĄŻKI - 14. 01. 2015
Czytaj dalej...

Prowincja pełna słońca - oczami mamy :)



Prowincja pełna słońca jest trzecią z serii książką opowiadającą o jednej bohaterce Ludmile na przestrzeni lat. Autorka pisząc tę książkę kieruje się promocją naszego pięknego kraju, a historię kobiety umieszcza na Mazurach.
 
Nasza bohaterka jest kobietą dojrzałą i bardzo związaną ze swoim miejscem zamieszkania. Jej patriotyzm do kraju, miasteczek, jezior i lasów aż przebija niemal na każdej stronie. Przeżycia osobiste Ludmiły przekładają się na jej zachowania w różnych sytuacjach. Kobieta jest osobą pozytywną i pomimo trudności i zawirowań w życiu osobistym stara się, by życie jej i córki było pełne spokoju i miłości. Chcąc zrozumieć samą siebie oraz odnaleźć się w momencie zdrady przez bliską jej osobę zdecydowała się na bardzo trudny krok, wyjeżdżając jak najdalej od domu by odzyskać spokój i zrozumieć tego co ją spotkało. Jednak i tam spotkała się z nieszczęściami innych ludzi i jej zmartwienia zbladły w obliczu tragedii innych. Poznanie tak odmiennych warunków zwyczajów i życia pozwoliło  kobiecie na zrozumienie siebie i dało gotowość by nieść pomoc innym. W życiu Ludmiły pojawił się nieznajomy, Wojtek. Mężczyzna po przejściach, naukowiec samotnik. Syn leśniczego do którego pewnego dnia zawitała Ludmiła ze swoją towarzyszką, Marokanką.
Kim okaże się Wojtek i jak potoczą się losy nowej znajomej naszej bohaterki dowiemy się czytając trzecią odsłonę Prowincji.
 
 
Zachwyt nad pojezierzem mazurskim opisywanie tej krainy w tak malowniczych słowach, pozwala oczami wyobraźni widzieć miejsca w których żyje główna bohaterka.
Nie rozumiałam natomiast zachowania Ludmiły do przyjaciela którym jest Piotr. Traktowała go jak przyjaciela tylko w tym czasie kiedy był potrzebny. A powinien być ważny w każdej chwili.  Dobrą cechą Ludmiły była walka o spokój i miłość rodziny, zaskoczył mnie jej zachwyt nad chruścikami, a właściwie na snutymi przez Wojtka opowieściami o nich, gdy właściwie sama nie miała pojęcia, że są to owady. Opisy jakie przytaczał naukowiec byłyby adekwatne w książce przyrodniczej bądź naukowej, a nie w tego typu powieści. Drugim niezbyt zrozumiałym dla mnie faktem był opis zarobkowania i utrzymania się samotnej kobiety. No cóż wyobraźmy sobie kobietę z dzieckiem, nowym domem z ratami, bezrobotną. Z otrzymywanych alimentów ma spłacić raty, utrzymać samochód terenowy, a więc jak sądzę kosztowny i prowadzić bogate życie towarzyskie. Bo ileż może w ciągu miesiąc odnowić starych mebli, czy wykonać bibelotów i w jakich cenach sprzedać by na wszystko wystarczyło, już nie wspominając, że chętnych na kupno musi być na pęczki. Bardzo pięknie jest to przedstawione, ale niestety realia są zupełnie inne. Owszem na tym można sobie dorobić, ale nie zarobić, zwłaszcza przy malutkim dziecku. 
Reasumują książka podobała mi się, lubię przyrodę i jej obszerne opisy do mnie przemawiały. Jestem całym sercem z Ludmiłą w jej miłości do miejsca, w którym żyje, rozumiem tęsknotę za ukochanym zakątkiem gdy tylko wyjeżdża. I jeszcze jeden bardzo duży plus dla bohaterki, to przystosowanie się jej do życia spartańskiego w podróży jaką odbyła.  Jest prawdziwą kobietą, a nie lalką żyjącą tylko w wygodach, a to bardzo pozytywna cecha człowieka. Polecam powyższą pozycję, tym którzy lubią taką literaturę. Jest ciekawa i wciągająca.


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu MG 
Czytaj dalej...

Prowincja pełna gwiazd




 
 Wróciłam do Prowincji, by dowiedzieć się jak sprawy mają u Ludmiły, która to oczekuje dziecka ze swym Niemieckim mężem Martinem. Cieszy świeżo odnalezioną siostrą, będącą darem od losu dla samotnej kobiety, pozbawionej rodziny. Jak wygląda ich życie? I co szykuje przyszłość? I jak mnie podobało się już drugie spotkanie z bohaterami?
 
Ludmiła jest już wysoko w ciąży, wraz z mężem planują ruszenie z budową domu, takiego jaki sobie wymarzyła. Będzie on drewniany, co oznacza, że zakończenie nastąpi o wiele szybciej jak w przypadku murowanego. Kobieta bardzo się cieszy z tego powodu, gdyż jak wiadomo w mieszkaniu jest niewiele miejsca, a teraz kiedy ma przy boku siostrę  jej cztery kąty zrobiły się zapełnione. Nie żeby ten fakt jej przeszkadzał, wręcz przeciwnie. Miło jest mieć z kim wypić kawę, porozmawiać i nie odczuwać tęsknoty kiedy ukochany wyjeżdża w swoje podróże do Niemiec. W dodatku choroba jej teściowej wszystkim spędza sen z powiek, wiadome jest, że stan starszej kobiety jest zły i rokowanie są jednoznaczne. Nad życiem małej rodziny pojawiają się chwilami chmury, smutek ogarnia w kilku sytuacjach. 
Hania zaczyna zbierać przeróżne informacje na temat przeszłości rodziny sióstr, wiadomości jakie odkryje będą wielkim zaskoczeniem dla nich obu, czy ta wiedza zmieni ich życie? I będzie miała wpływ na przyszłość ?
W małżeństwie Ludmiły i Martina dzieje się różnie, młoda matka coraz częściej zaczyna się zastanawiać czy nie podjęła zbyt pochopnie decyzji o poślubieniu mężczyzny, który tak bardzo się od niej różnił. Jej świat zaczyna kręcić się wokół maleńkiej istotki, to ona zajmuje myśli i sprawia radość oraz wywraca dotychczasowe życie do góry nogami. Częste nieprzespane noce, brak czasu na zajęcie sobą, ot uroki macierzyństwa.
 
 
Och Prowincjo.. cóż mogę powiedzieć? Z jednej strony Katarzyna Enerlich pisze w taki sposób, że chce się czytać ,z drugiej strony męczyły mnie ciągłe porównywania Polaków do Niemców. do tego stopnia, że zaburzały mi one radość z czytania. W kółko powtarzane "Mój mąż Niemiec" było okropne. Niestety muszę przyznać, że przez takie błahostki książka według mnie i dla mnie sporo straciła.  Zacznę od postaci, od bohaterów, którzy miałam nadzieje,  ulegną zmianie.
Ludmiła, dalej mnie drażniła. Bezmyślna i w dziwny sposób podchodząca do życia. Tak naprawdę cały czas odnosiłam wrażenie, że ona nie wie czego chce. W sumie podobnie było z Hanią, kiedy dowiedziała się o przeszłości i pochodzeniu ,wpadła w jakąś obsesję, rozumiem fascynacje ale to co ona wyprawiała drażniło jak nie wiem co. 
Bardzo, ale to bardzo nie podobało mi się ciągłe porównywanie naszego kraju z Niemieckim, że u nich wszystko jest lepiej, u nas to źle i w ogóle Polacy niczego nie potrafią. Jak to biedna Ludmiła wstydziła się za sąsiadów z tak zwanego marginesu, a przepraszam bardzo, w Niemczech to każdy jest idealny. Oczywiście.  Żeby to było raz na jakiś czas, ale tam ciągle musiałam czytać o tym jak to w Niemczech to by wyglądało tak, a u nas niestety jest inaczej.  Podobnie było gdy Ludmiła cały czas mówiła o Martinie, mój Niemiecki maż, mój Niemiecki partner. O matko jedyna! Wiemy, że Martin jest Niemcem, wiemy, nie trzeba było tego wciąż powtarzać. Sama postać Martina, tego faceta nie można było lubić, zapatrzony w siebie, ogólnie miał i ma w sobie coś odpychającego, już mniejsza o jego pochodzenie.
Ponarzekałam sobie, troszkę mi lżej. Nie chcę aby wyszło, że książka wcale nie podobała mi się. Bo tak nie było. Podczas czytania czuje się klimat mazur. Aż ma się ochotę wsiąść w środek lokomocji i jechać by chociaż chwilę przejść się i podziwiać te piękne tereny. Wiele się dzieje w życiu uczuciowym bohaterów, są wzloty i upadki. Radości oraz smutki. Każde wydarzenie ma jakiś sens.
Podsumowując,  nie rozczarowałam się, ale czegoś mi brakowało jeszcze nie to czego oczekiwałam po kolejnym spotkaniu z Prowincją.


Za książkę chciałam podziękować wydawnictwu MG

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.
Czytaj dalej...

Szybki konkurs zimowy:)





 
Kochani, mam dla Was szybki konkurs zimowy. Jako, że za oknem śnieg, długie wieczory klimat w sam raz do czytania. Z tej okazji postanowiłam obdarować kogoś książką Richarda Paula Evansa "Zimowe sny" .  Nie będzie żadnego zadania. Bardzo ciężko jest mi oceniać. Dlatego też wystarczy, że każdy chętny w komentarzu napisze - Zgłaszam się i swój adres email:)
 
Żeby nie było, regulamin musi być :)
 
 
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Niekończące się Marzenia - recenzje córki i mamy"
2. Konkurs trwa od 08.01.2015 r. do 21.01.2015r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do 3 dni roboczych od zakończenia konkursu.
4.Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres agaaa006@wp.pl  w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy
5. Książeczka należy do mnie, jest całkiem nowa, mam dwa egzemplarze jednym obdaruję kogoś z Was.
6.Aby wziąć udział w konkursie/losowaniu należy w komentarzu pod tym postem zgłosić się oraz podać adres maila. Mile widziane jest udostępnianie wiadomości o konkursie:) oraz polubienie fanpage bloga;)) będę wdzięczna!
7. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
 
 Mam nadzieje, że znajdą się chętni! I czekam na zgłoszenia!! :)
 
 



Czytaj dalej...

Spojrzenie elfa



Zakochałam się w okładce, wprost oszalałam na jej punkcie, jeszcze o elfach, no czegóż mogłam chcieć więcej. Nie przyszło mi do głowy, że piękna okładka i ciekawy tytuł mogą nie gwarantować sukcesu książki, no ale co tam. Marzyłam o niej i mieć musiałam. No i dostałam, w prezencie, jakież szczęście. Mam! Mam!! Siedziałam i gapiłam się, gładziłam nawet, czytać jeszcze nie chciałam, bo musiała nadejść odpowiednia chwila, no i nadejszła. Już, już Wam kochani moi pisze, jakież mam wrażenia i jakie były podczas czytania, a były oj były, zacznę od samego początku, gdyż początki bywają ważne, niekiedy nawet ważniejsze od końca.
 
 
MOGĄ BYĆ SPOILERY - niekontrolowane :)

Poznajemy nastolatkę imieniem Mageli,  imię to jest skrótem od pełno brzmiących dwóch, jak nam wiadomo nastolatki chyba w każdej książce nie znoszą swoich imion, więc wymyślają skróty. Musi tak być i koniec kropka. Mageli nie lubi się z mamą, tak naprawę nie wiemy dlaczego. Mieszka ona w piwnicy gdyż Linda, jej rodzicielka tak postanowiła.  Nie narzeka na miejscówe w piwnicy, gdyż normalną rzeczą jest by młode dziewojki zamieszkiwały piwnice, tatuś, który ją bardzo kocha też chyba nie widzi nic złego w tym wszystkim. więc i ja przestałam szukać konfliktu większego. Aha, no i oczywiście musi być problem z jedzeniem Matka decydowała co może, a czego nie wolno jeść  jej córce, nie wiem o co tam chodziło, nie myślmy o tym, za zeżarcie parówek dostała karę w postaci szlabanu,  za parówy które ja osobiście jem jak już nic nie ma innego, a tutaj tak wielka zbrodnia (zastanawiam się czy to nie spoiler, ale to tylko sprawa parówek).  Nasza Mageli chodzi nawet do szkoły, szkoła w powieściach młodzieżowych musi być. Tak więc ona uczęszcza do nie pamiętam której klasy, oczywiście ma tylko jedną koleżankę, reszta klasy jej nie lubi gdyż uważają, że jest zarozumiała! A ona biedna ma taki problem, z włosami, ciągle musi je jakoś dziwnie zarzucać za ucho by po chwili opuścić na twarz, i tak co chwila. Później przy samym końcu dowiemy się dlaczego autorka dręczyła mnie tym zabiegiem z włosami.  
Pewnego razu, gdy nastolatka zostaje ukarana przez podła mamusię, daje nogę z domu i wieje do koleżanki, jednak nie dociera do Rosany,  gdyż po drodze napada na nią dwóch nikczemników, którzy to chcą jej zrobić krzywdę, ale pojawia się wspaniały i przede wszystkim przystojny nieznajomy by oto uwolnić z opresji bezbronną niewiastę. Młodzieniec jest niezwykle ujmujący, ma cudowne oczy i nie wie biedny jakim sposobem znalazł się właśnie w tej chwili w lesie. No nic, był usłyszał to i pomógł. Od tej chwili biedna Mageli będzie przechodziła przez zawirowania emocjonalne, sercowe i umysłowe.
 
 
Nie będę dalej streszczała, nawet nie bardzo mi się chce, zajmę się analizą, tak tym razem zrobię analizę książeczki. Otóż, Spojrzenie elfa zostało tragicznie przetłumaczone, w tekście dominują powtórzenia, denne składnie zdań. WŁAŚCIWIE  potrafiło się pojawiać kilka razy na jednej stronie!!! Czyżby osobie rzekomo kompetentnej zabrakło zamienników? Nie wiem, bolało mnie kiedy już z oddali w zdaniu widziałam WŁAŚCIWIE .  Idziemy dalej. Według mnie to autorka najnormalniej w świcie większość zerżnęła ( inaczej nie umiem napisać ) z Twilight , serio  ona dowiaduje się kim jest on,  przez chwilę siedzi zadumana, ale oczywiście mu wierzy, on nawiedza ją nocami, ona tego nie rozumie. Jednak nie zmienia faktu, że nie ma nic przeciwko. Kiedy słucha opowieści z dawnych dawnych czasów uświadamia sobie wiele spraw, i zaczyna wierzyć w istnienie Elfów. Mageli jak wspomniałam ma jakąś manię z włosami, która to doprowadzała mnie, nie powiem do czego, jest zajefajną laską, ale nie rozmawia z żadnym z kolegów, gdyż oni uważają ja za zarozumiałą z powodu swojego wyglądu, ona zaś nie może tego zrozumieć bo przecież wcale nie jest taka ładna!! Więc oni jej nie lubią, ona udaje, że nie zwraca na to uwagi. W końcu kiedy  Mageli już wie, Oni istnieją, a jej przystojniak Erin zza światów wzywa o pomoc, łapie za flet  gna pod ścianę mając nadzieje, że wygrywając melodyjki otworzy niewidzialne wrota. W tym momencie, miałam ochotę walnąć łbem o ściane, ale naprawdę szkoda mi mojej głowy, czasem do czegoś się przydaje. Poza tym i tak mnie już bolała. Przełazi więc  odważnie przez skałę, dociera gdzieś tam no i ? TADAM!! Trafia do krainy elfów, no jakże by nie. W ogóle wiecie, tak  między nami logiczne jest, że jakby mi ktoś powiedział, że istnieją wampiry, wolę wampiry od elfów, chyba żeby była mowa o Legolasie, no to sorry Edzio , wybieram Legiego tudzież jego tatusia, nie pogardzę przy okazji zapytałabym ich o fryzjerów. No i gdyby mi ktoś tak powiedział, że istnieją oni na serio, to z miejsca bym uwierzyła, złapała za bębna ( nie umiem grać na fleciku ) i tłukłabym tym bębnem pod skałką w oczekiwaniu na Elfika! Serio. Tak bym uczyniła.  Wracając do książki.  Nie wiem co mogę o niej powiedzieć, wiem to jest Fantasy czy coś w ten deseń, ale naprawdę słabiutko oj słabiutko. Nie porywa, nie interesuje, czytałam żeby skończyć. Niczym, absolutnie niczym nie zostałam zaskoczona.  Jest mi smutno, okładka stała się tylko okładką. Szkoda. Jak ktoś chce to niech czyta na własną odpowiedzialność.
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniach - 52książki i czytam fantastykę.

Czytaj dalej...

Zabrana o Zmierzchu






Seria Wodospady Cienia rozwija się z każdym kolejnym tomem. Numer jeden w pewnym sensie mnie rozczarował i gdyby nie wrodzona ciekawość, z pewnością nie sięgnęłabym po kolejne książki z cyklu. Na szczęście ryzyko się opłaciło, numer dwa mile mnie zaskoczył, dzięki czemu nie mogłam doczekać się następnej części, w której może choć trochę zostanie nam przybliżona zagadka pochodzenia głównej bohaterki Kylie.

Nastolatka oczekuje odwiedzin swych dziadków ze strony biologicznego ojca i ma nadzieję, że udzielą jej informacji mających kluczowe znaczenie z jej zdolnościami. Poza sprawami pochodzenia głowę Kylie zajmują sprawy sercowe. Ciągle jest niepewna swoich uczuć do dwóch chłopców, Lucasa i Dereka. Obaj są dla niej ważni, jednak splot wydarzeń sprawi, iż zbliży się do wilkołaka, który będzie dla niej wsparciem w wielu sytuacjach. Niestety cień na ich relacje będzie padał ze strony koleżanki z watahy, Fredericki, usilnie starającej się przeszkodzić w relacjach między dwojgiem obozowiczów.
W dodatku Kylie znowu zacznie ukazywać się duch kobiety, przekazując niepokojące wieści w postaci jednego zdania. Co najdziwniejsze, zjawa nie będzie umiała powiedzieć, kim jest i od kogo są wieści. Z każdym dniem będzie odczuwalne coraz większe zagrożenie, tylko kto tym razem zaatakuje i kto padnie ofiarą? Czy Kylie uda się zapobiec nieszczęściu? Dzięki dwóm przyjaciółkom z domku codzienne troski będzie łatwiej znieść. Jak zawsze poczucie humoru Mirandy i Delli rozładuje wiele napięć. Dziewczyny mimo różnic będą potrafiły zgrać się i nawzajem wspierać w trudnych chwilach.
Nie mogłam się doczekać kolejnej części, bardzo byłam ciekawa dalszych losów nastolatków, do których bądź co bądź już się się przywiązałam. Sprawa z Kylie w pewnym sensie zaintrygowała mnie. Wiele było tropów, a każdy z nich zostawiał więcej pytań bez odpowiedzi. W obozie panuje już nieco inna atmosfera wśród młodzieży. Wszyscy wydają się bardziej ze sobą zżyci, co nie oznacza, że zabraknie konfliktów. Zwłaszcza na polu uczuciowym, gdzie w grę będzie wchodziła zazdrość.
 
Autorka bliżej nakreśla czytelnikowi postać Perry'ego, zmiennokształtnego, który darzy uczuciem koleżankę z domku Kylie, czarownicę Mirandę. Oboje kochają się, niestety w wyniku sytuacji, jaka miała miejsce w drugim tomie, ich uczucie zostało wystawione na próbę. Kylie, mając własne problemy, w ramach odskoczni postanawia pomóc tej dwójce, więcej czasu spędza z Perrym, który, jak się okazuje, nie jest taki zły. Oczywiście ma swoje za uszami, jednak przy bliższym poznaniu okazuje się dobrym kolegą ze smutną przeszłością, o której tak naprawdę wie niewiele osób. Wiele razy poczujemy dreszcz niebezpieczeństwa, owieje nas chłód podczas przybycia kolejnego ducha, zaś wyprawa na cmentarz okaże się czymś naprawdę ryzykownym. W przypadku Kylie, oczywiście.
Porównując dotychczas wydane publikacje serii, muszę powiedzieć, że od drugiej poziom wzrósł. Nie żeby Zabrana o zmierzchu  powaliła mnie na kolana, jednak ma klimat, dzięki któremu czyta się naprawdę lekko i z zaciekawieniem, losy nastolatków na tyle wciągają i zajmują, że ze zniecierpliwieniem czeka się na kolejne odsłony. Niestety chwilami bardzo irytowała mnie postawa Kylie, jej ciągłe wyszukiwanie sobie problemów męczyło i bywało nużące. Typ męczennicy połączonej z matką Teresą, oczywiście udającą, że przecież ona nikomu nie pomaga, to tylko wychodzi tak przez przypadek.
Dodatkowo były chwile, kiedy miałam wrażenie, że już nigdy nie otrzymamy rozwiązania na większość zagadek, dzięki pojawieniu się nowej postaci całość zyskała, było to bardzo dobrym zabiegiem ze strony autorki. Miłosny trójkąt dalej gra pierwsze skrzypce, jedni  kibicują Derekowi, drudzy Lukasowi. Osobiście bardziej przychylnym okiem spoglądałam w stronę półelfa, który wydawał się, według mnie, bardziej naturalny. Ciekawe, jak zostanie zakończona sprawa dwóch młodzieńców. Koniec może mnie nie do końca zaskoczył, ale sprawił, że oczekuję na ponowne spotkanie z Wodospadami Cienia.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia
Czytaj dalej...

Zmiany, zmiany, zmiany!!! :) (:




Kochani, po niespełna trzech latach prowadzenia bloga naszła mnie ochota na zmiany, ale nie koniecznie chodziło mi o wystrój, bo to nic wielkiego tak naprawdę zabawa i odprężacz. Chciałam czegoś innego, co wniesie powiew świeżości na moją kochaną stronę. I oto za sprawa Facebookowego wyzwania, do którego zgłaszają się niemalże wszyscy czytający,  moja mama postanowiła również dołączyć. Zaczęło się od założenia konta, i dołączenia do grupy. Kiedy tak razem siedziałyśmy rozmawiając o książkach doszło do nas, że mamy nieco odmienne zdanie do niektórych książek, mamie podoba się jedno, mnie drugie.
Im dłużej trwała nasza wymiana spostrzeżeń, tym bardziej świtał mi pewien pomysł. Otóż postanowiłam wciągnąć moją mamę do pisania recenzji! Teksty na blogu nie będą już tylko mojego autorstwa. Każdy jej tekst będzie podpisany, etykietka dla ciekawych żeby odszukać :) Od razy uprzedzam, mama pisze zupełnie inaczej, często się śmiejemy, że nasze style są jak woda i ogień. Kiedy przeze mnie przelewa się fala emocji, u mamy wszystko jest wyważone, co nie znaczy, że nudne;)
 
Mam nadzieje, że lekka zmiana przypadnie Wam do gustu i będziecie chcieli czytać opinie mojej mamy:))
Aha, zmieni się nieco nazwa bloga. Niekończące się Marzenia dalej będą, ale dojdzie do tego taki dopisek - recenzje córki i mamy :D
Piszcie co o tym sądzicie:) 
Czytaj dalej...

Wina Gwen Frost




Uwielbiam Akademię Mitu, nie mam pojęcia ile jest części serii, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia ponieważ i tak będę czytała. W czwartej części Jennifer Estep rozkręciła się, akcja nabiera tempa oraz trzyma w napięciu. Wydawca nie zawodzi z okładkami, każda kolejna jest piękna, moje oczy radują się na widok ślicznej serii. Jednak nie o tym recenzja, już przechodzę do tematu. ..
 
Gwen po wydarzeniu z uwolnieniem Lokiego dochodzi do siebie, pomaga jej w tym Logan. Zakochani udają się na swoją pierwszą randkę, wcześniej nie było ku temu okazji. Oczywiście jak znamy naszą Gweni wiemy, że musi się coś wydarzyć, nawet jeżeli nie z jej winy. W momencie kiedy spartanin udaje się do łazienki pojawiają się dziwni przybysze w jeszcze dziwniejszych strojach. Kierując się w stronę cyganki, która nie bardzo orientuje się o co chodzi. Przywódca tejże grupy, niejaki Linus informuje dziewczynę, że oto za występek jaki dokonała zostaje aresztowana, Gwendolyn nie rozumie dlaczego, w końcu ucieczka złego boga była niefortunnym zdarzeniem, a tutaj podejrzany typ ma zamiar wtrącić ją do więzienia. Na szczęście u boku pojawia się Logan, który nie tylko wie co oznacza przybycie Protektoratu, ale i zna ich członków. Niestety ta wiedza nie pomaga mu w ochronieniu ukochanej przed zabraniem na przesłuchanie, ukochana odchodzi więc w towarzystwie eskorty. Jakby tego było mało zarzuty którymi zostaje obarczona zostają wyjawione w obecności wszystkich członków akademii. Każdy uczeń od tej chwili wie co się stało i jest przekonany, że Gwen jest żniwiarką i morderczynią. Linus,  ojciec Logana, jest nastawiony do oskarżonej nieprzychylnie, za każdym razem dając do zrozumienia, że wierzy w postawione Gwen zarzuty. Dla cyganki zaczynają się trudne czasy, fakt grożącej kary wisi na dnie podświadomości, w dodatku reszta uczniów pała tak wielką nienawiścią, z którą jest dziewczynie niezwykle trudno poradzić. Na każdym praktycznie kroku czyha niebezpieczeństwo. Rodzi się więcej pytań, zaś odpowiedzi z żadnej strony. Kiedy dochodzi do rozstrzygającej rozprawy i świadka będącego jej gwoździem do trumny, sytuacja wydaje się być beznadziejna...
 
 
Trudno jest nie zdradzać z byt wiele na tym poziomie, widać autorka postarała się o zadbanie by wrażeń podczas czytania nie zabrakło. Pojawiają się nowe postaci, wnoszące sporo zamieszania, będących rozwiązaniem na kilka pytań. Jednak nie spodziewałam się, że zdrajca był tą właśnie osobą. Relacje między Gwen a Loganem, za sprawą całego oskarżenia pogłębiają się, młodzi stają się sobie bardziej bliscy, i nawet wredny tatuś nie jest wstanie powstrzymać syna przed uczuciem jakie darzy to tej skomplikowanej dziewuchy... Nasza bohaterka ma sporo problemów, na dodatek jak cień chodzi za nią strażnik. Pamiętam jak w poprzednich częściach drażniło mnie ciągłe wtrącanie "okej, okej " tym razem nie mogło się bez tego obyć, ale na szczęście, ku mojej wielkiej radości autorka postanowiła zmniejszyć ilość tych stwierdzeń w całej książce. Hurra!:) Jak wspomniałam na początku akcja nabiera tempa już od pierwszych stron, więc nie ma szansy na nudy. Tatuś Logana jest niezwykle irytujący, nie tylko ze względu na fakt, w jaki sposób wyraża się o Gwen, ogólnie ma w sobie coś co odpycha. Jak zawsze nieoceniona jest walkiria, z którą zaprzyjaźniła się nasza cyganeczka. Dzięki niej całość zyskuje lekko żartobliwego tonu, okraszonego ironią.
Więcej pisała nie będę, każdy kto polubił Akademię Mitu powinien być zadowolony, to już etap kiedy po prostu trzeba czytać by dowiedzieć się jakie autorka zaserwuje nam czytelnikom zakończenie:)
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniach - 52 książki oraz Czytam Fantastykę.
Czytaj dalej...

Podarunek



 
O twórczości Pani Krystyny Mirek słyszałam bardzo wiele, niestety do tej pory nie miałam przyjemności przeczytać ani jednej książki tej autorki. Podarunek jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Pani Mirek. Miałam troszkę obaw czy nie rozczaruje się, jak w przypadku innej bardzo zachwalanej rodzimej pisarki.  Okładka bardzo mnie przyciągała, jakie więc są moje odczucia po zapoznaniu z wnętrzem?
 
Poznajemy Martę, matkę dwójki dzieci, starszego syna Łukasza oraz córki Julki. Od jakiegoś czasu niestety czuje się nieszczęśliwą żoną. Krzysztof stał się dla niej obcym człowiekiem, z którym nie wiele miała wspólnego. Nawet tematy o pracy, czy nawet dzieci nie pobudzały do rozmowy. Byli sobie obcy w jednym domu. Marta zaczęła się buntować przeciwko takiemu losowi. Na domiar złego zbliżały się Święta i problem wigilii, teściowa jej nie znosiła, zresztą synowa darzyła ją tym samym uczuciem.  Coraz częściej nachodził kobietę myśli by uciec od  tego życia z jakim przyszło się zmierzyć. Może jeszcze zdążyłaby sobie ułożyć życie u boku innego, bardziej uczuciowego mężczyzny? Tak bardzo pragnęła wsparcia, przytulenia ze strony męża, ale ten od dawna przestał widzieć w niej kobietę. Sypiali w jednym łóżku zupełnie sobie obojętni. Ona na jednym, ON na drugim końcu.  Marta na myśl o zbliżającym się spotkaniu z teściową buntowała się, chciała zrobić wszystko by ten dzień spędzić w swoim własnym mieszkaniu, szykując jedzenie na swój własny sposób, bez słuchania utyskiwań matki Krzysztofa.
W końcu w akcie desperacji pewnej bezsennej nocy, stojąc na balkonie wypowiada marzenie, tam daleko do gwiazd i kogoś kto mógłby usłyszeć jej prośbę o jakiś cud, o to by życie w końcu się zmieniło i Marta poczuła się szczęśliwa.... Na zmiany nie musiała zbyt długo czekać.
 
Kaja miała od zawsze problem, z dotrzymywaniem obietnic. Jako fanka kredytów, kochająca wygodne życie oraz bogatych mężczyzn wikłała się głupie związki, w końcu i tutaj zaczęło się psuć. Bo nie każdy facet jest skory do spłacania nie swoich zadłużeń. A Kaja, nie miała oporu z pożyczkami, tymi w banku jak i od znajomych, no w sumie nie tylko od znajomych. W jej życiu liczy się tylko ona, i wygodne życie oczywiście. Jeżeli ma się z kimś wiązać to tylko pod warunkiem, że ów wybranek nie będzie na niej oszczędzał. Tylko czy pieniądze mogą zastąpić uczucia i bezpieczeństwo? Może tylko materialne. W jej życiu niespodziewanie pojawia się miły farmaceuta, tylko czy zapatrzona w liczby na koncie Kaja będzie potrafiła zauważyć uczucie i jeżeli już tak się stanie to czy będzie chciała wyrzec się tego do czego przez tyle lat przywykła?
 
 
Dwie kobiety o różnych problemach, każde można by rzec poważne na swój sposób. O ile Martę rozumiałam, wyobrażałam sobie jej uczucia, tak Kaja działała mi na nerwy. Może dlatego, że nie jestem materialistka, nigdy nie interesowały mnie związki za pieniądze. Więc jej postać była mi zupełnie obca, bezmyślność jaką się cechowała odpychała.  Marta to kobieta zagubiona sama w sobie, próbuje szukać ratunku gdzieś poza swoim domem, nie ma siły naprawiać małżeństwa, które według niej przestało istnieć, naiwnie się łudzi, że nowy mężczyzna będzie o wiele lepszy od tego "starego". Z drugiej strony bywa tak, że to marzenia trzymają nas przy zdrowych zmysłach i tylko dzięki nim mamy siłę wstać rano i zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Eleonora, matka Krzysztofa to trudna kobieta, ludzie ukrywający swoje uczucia, chcący uchodzić za idealnych są niełatwi do współżycia. Wydają się zarozumiali i niedostępni. Tak naprawdę często jest, że sami muszą zmierzać się z bólem i samotnością. O prawdziwej naturze teściowej Marty wiedziała tylko jedna osoba, Marysia. Dobra koleżanka starszej kobiety, mająca wiele doświadczeń potrafiła zobaczyć to co nie ujawniało się. Jej porady bywały naprawdę cenne i pouczające, co najważniejsze, na rezultaty nie trzeba było długo czekać.
Kaja z początku drażniła swoim zachowaniem, i szczerze przyznam sceny związane z jej osobą doprowadzały mnie do takich nerwów, że czytałam pobieżnie by mieć tylko pojęcie czego akurat dotyczył dany wątek. Nigdy nie znosiłam kobiet żerujących na portfelu facetów, nie umiałam tego pojąć i nie pojmę. Wiem, że takich jest pełno, ale nie muszę tego akceptować. Tak samo jeżeli chodzi o kredyty. Zrozumiem jeżeli komuś brakuje na leki, jeżeli jest sytuacja dramatyczna. Ale na durne wykwintne żarcie na święta? Albo luksusowy ekspres do kawy? Pozostawię bez komentarza. W pewnym sensie cieszyłam się, że jej problemy zaczęły się nawarstwiać, jeżeli niektórzy ludzie potrafią się opamiętać gdy spadną na sam dół to widocznie tak trzeba.
Autorka świetnie wykreowała postaci, każdy miał swój charakter, każdy był jakiś. Oprócz Kai polubiłam wszystkich, owszem Eleonora była bardzo trudna, ale w pewien sposób było mi jej szkoda. Marta tak dramatycznie poszukująca uczucia, zapomniała, że aby coś dostać należy dać od siebie, chociaż namiastkę, że nie jeden raz to kobieta musi przejąć inicjatywę, inaczej związek umrze śmiercią naturalną. Dwie staruszki, które postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce, wykorzystać swoją mądrość jaką nabyły przez wiele lat, lat które nie były idealne, ale pozostawiły cenne lekcje, z których młodzi powinni korzystać.
Pióro Pani Mirek jest lekkie, czyta się wspaniale co najważniejsze Podarunek  nie jest jakimś tam czytadłem, widać, że autorka wie o czym pisze, nie zapychając stron pustymi zdaniami, które nic nie wnoszą do fabuły. Jestem pewna, że od tej pory śmiało będę sięgała po każdą publikację Krystyny Mirek.  Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście bierzcie się za lekturę Podarunku, na pewno nikt nie będzie rozczarowany.
 


Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki
Czytaj dalej...

Zac & Mia



Literatura kierowana do nastolatków bywa niekiedy bardzo ciekawa, historia tej dwójki wydała się interesująca, wprawdzie nie lubię kiedy nowości zostają porównywane do poprzedniczek, które zyskały sławę. Zakrawa to na żerowanie, gdyż reklamując nowość twierdząc, iż jest podobna do super książki i fani tej pierwszej się na pewno nie rozczarują jest bezsensu. Przede wszystkim inny autor, inna historia. Nawet jeżeli podobna tematyka. Dlatego też podeszłam z rezerwą, Gwiazd naszych wina  nie podbiło mnie w ekranizacji filmowej, do książki nie mam serca podchodzić. Jak więc było z Zac i Mia?  Spróbuję przedstawić swoje odczucia po zakończeniu lektury.
 
 
Główni bohaterowie chorują na raka, o ile Zac jest zdyscyplinowanym pacjentem, godzącym się ze wszystkim co zaserwował mu los, tak Mia na dzień dobry wykazuje swój sprzeciw, przeciwko każdemu, jakim kolwiek przejawom pomocy. Chłopak przeszedł przez wiele terapii, po najostrzejszą wyniszczającym jego szpik, teraz już czeka na wyjście do domu. wprawdzie jego koszmar się nie skończy po opuszczeniu murów szpitala, ale w końcu będzie mógł zacząć prawie normalnie funkcjonować. Zanim jednak do tego dojdzie pozna swoją sąsiadkę zza ściany, namiętnie słuchającą jeden utwór Lady Gagi, Zac zastanawia się nad sensem katowania wszystkich na oddziale, po dłuższym przemyśleniu dochodzi do wniosku, że musi dać znak nowoprzybyłej by wyłączyła koszmarną piosenkę. W ten sposób nawiązuje kontakt z Mią , po zrobieniu wywiadu wie, na jaką dolegliwość jest leczona nastolatka. W pewien sposób zazdrości jej, ta odmiana raka jest inna, Nie można powiedzieć lepsza, ale statystki mówią za siebie. Czasem niestety nawet statystki nie są wstanie przewidzieć potencjalnych komplikacji.
Mia natomiast nienawidzi, wszystkiego a zwłaszcza swojej matki, za to co się jej przytrafiło. Nie potrafi pogodzić się z nieuniknionym, chemia jest koszmarem, udawanie przed znajomymi tej samej osoby sprzed choroby staje się coraz bardziej trudniejsze. Wprawdzie dzięki zapoznaniu z Zakiem, może dowiedzieć się wielu ważnych informacji dotyczących terapii, jednak jej uczucia nie ulegają zmianie. Cały czas czuje się zagubiona i zła.
 
Dwoje nastolatków, którzy różnią się od siebie diametralnie. Ich losy splatają się w najgorszym miejscu jakie jest możliwe dla każdego człowieka. Jednak o ironio, tak się stało, że poznali się. Ta dziwna relacja rozwijała się, może czasem miała postój, ale w pewien sposób z każdym dniem ewoluowała.
Mia, dziewczyna pochodząca ze świata imprez, koleżanek i szaleństw. Mająca ogromne powodzenie wśród młodzieńców, jej problemem bywały braki kreacji na zabawy bądź dobór butów. Życie weryfikuje. Zmienia podejście do wielu tematów, spojrzenie na sprawy, które kiedyś miały ogromne znaczenie.
Zac, zrównoważony, pełen poczucia humoru. Wspaniały przyjaciel oraz dobry syn i brat. Oczywiście jak każdy nastolatek mający swoje wady, jednak radzący sobie w tym trudnym okresie życia niesamowicie dobrze. Czy będzie umiał poradzić sobie z krnąbrną Mią? Czy dziewczyna zrozumie i pogodzi się ze swoim położeniem? I najważniejsze czy ich bitwy z rakiem staną się zwycięskie i przejdą do przeszłości?
 
 
 
Fabuła nie nastraja optymistycznie, jak wiadome jest samo słowo rak wywołuje dreszcze, co dopiero kiedy przyjdzie się z nim zmierzyć. Tak naprawdę w żadnym wieku nie można pogodzić się z jego atakiem. Bo przecież i młodzi i starsi chcą godnie żyć, nie musieć przeżywać strachu nad wyrokiem, nad statystykami - ile mi jeszcze zostało? Wiemy, że umrzemy ale nikt nam nie podał daty i to jest dobre. Wątpię czy ktoś chciałby wiedzieć kiedy i jak odejdzie z tego świata. Mając raka, to widmo zawisa nad chorymi, wbija się w każdą myśl i nie ustępuje.
Podziwiałam Zaka za jego spokój, jak potrafił czekać odliczając czas, wiadome jest, że miewał swoje gorsze chwile, ale nie buntował się w jakiś drastyczny sposób, prędzej okazywał znudzenie, albo wycofanie. Mając u swego boku mamę, nie mógł narzekać na brak towarzystwa, chociaż chwilami potrzebował pobyć sam ze sobą, z własnymi myślami.  Wtedy odsyłał mamę do sklepu, by zyskać godzinkę dla siebie. Gdy na oddział przybyła Mia., a wejście miała bardzo spektakularne, za sprawą kłótni, po późniejszy nie mile słyszany koncert Lady Gagi. Zac wiedział, że to jest bunt z jej strony, że każdy na pewnym etapie musi przez niego przejść. By później tak jak on, znosić badania, leczenie i cały ten rozgardiasz ze spokojem, bo ze wszystkim można się oswoić, ze wszystkim. W szpitalu gdzie pacjenci szpikowani są chemią trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, przestaje istnieć coś takiego jak intymność. Bo kiedy nie jesteś wstanie otworzyć powieki oczu, to mycie bądź nawet wypróżnianie musi dziać się przy osobach trzecich. Straszne, ale jakże prawdziwe.  Kiedy człowiek przejdzie przez tyle etapów, dochodzi do wielu wniosków. Mając 17 lat, bywa to jeszcze bardziej krępujące i poniżające. Niestety i do tego trzeba w końcu się ustosunkować i pogodzić.
Mia nie umie, nie chce leczenia, które sprawia jej tyle trudności, wymioty i słabość jawią się koszmarnie. Jedzenie przestaje mieć smak, zresztą nie na długo pozostaje ono w układzie pokarmowym. Cały czas się buntuje, cały czas nie akceptuje zmiany do której została zmuszona. Za sprawą Zaka może nie tyle zrozumie, co spojrzy z innej perspektywy na otoczenie, zauważy jak wyglądało jej własne życie przed chorobą, jakie miała problemy i rozterki. Opowiadania koleżanek o pryszczach wydadzą się głupio śmieszne, bo czymże jest krostka na twarzy w obliczu raka?
 
Fabuła nie toczy się dynamicznie, autorka poszła w innym kierunku, ukazując nam postacie od każdej strony, ich myśli, problemy i analizy aktualnej sytuacji. Jak piętno choroby potrafi wryć się w świadomość, kiedy statystki przekładają się na pierwszy plan, I to one są tematem głównym. Zwykłe sprawy, którymi zaabsorbowani są nastolatkowie schodzą na boczne tory, teraz co innego jest ważne, od odpowiedniej higieny po zajęcia jakie można wykonywać. O jedzeniu nie wspominając.  W chwili gdy prowadzenie jakby się wydawało nudnego życia siedemnastolatka staje się marzenie, nawet odrobienie lekcji jawi się wspaniale.
Zaka polubiłam od razu, fajny młodzieniec, z poczuciem humoru, oczywiście zdający sobie sprawę jakie ma szanse, a raczej ile procent. Mimo wszystko jest otwarty i gotowy pomóc, Mia mnie drażniła, nie swoim buntem, a takim egoizmem, myśleniem tylko o sobie, z drugiej strony próbowałam ją zrozumieć, kiedy życie przewróciło się do góry nogami, trudno jest powiedzieć, ok niech tak będzie. Nie wiem jak ja bym się zachowywała, nie chcę wiedzieć. Autorka ukazuje nam Mię i Zaka na przekroju czasu, zaczynami naszą przygodę w szpitalu, by później przyglądać się tej dwójce jak radzą sobie (albo nie radzą)  po zakończonej terapii, chociaż jak wspomniałam samo odstawienie chemii wcale nie mówi, że już jest koniec. Tak naprawdę to dopiero początek. Życia od nowa w świecie, który podczas choroby poszedł do przodu, wtedy gdy oni czekali. 
Historia tej dwójki jest ciekawa, przede wszystkim jest dobrą lekcją życia. Dwoje młodych ludzi, na różne sposoby walczących z chorobą, ich relacje są może chwilami dziwne, ale mimo to widać w tym wszystkim spójność, uzupełnienie. Tak od siebie inni, ale potrafiący porozumieć. Jedno od drugiego może się wiele nauczyć.
Książka nie jest wyciskaczem łez, co nie znaczy, że nie warta przeczytania. Wręcz przeciwnie. Ukazana trudna relacja matki z córką, dorastającej kobiety w obliczu choroby i jej konsekwencji, w wyniku których musi wszystko zmienić.  Jak odnajdą się w świecie kroplówek, tabletek oraz chęci bycia normalnym, za wszelką cenę?
Książa w mądry sposób skierowana do młodzieży, polecam.

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.

PREMIERA KSIĄŻKI - 14 stycznia 2015

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka