piątek, 31 maja 2019

Samobójca


Będę szczera już na wstępie. Nie lubię debiutów. Różnie z nimi bywa, jedne są od razu strzałem w dziesiątkę, inne potrafią załamać. Z drugiej strony, lubię czasem dać szansę, nowemu, młodemu autorowi, który chce się sprawdzić. Wyobrażam sobie, jaki musi towarzyszyć przy tym stres oczekiwania — jaka będzie ocena? Dlatego, tym bardziej uważam, że należy być szczerym. Nawet jeśli uwagi będą niezbyt przyjemne.

Ta książka długo czekała na przeczytanie, za co przepraszam autorkę jeszcze raz. Kiedy w końcu przeczytałam, musiała odczekać na swoją opinię, no ale oto już jest. I mam nadzieje, że będzie szczera i sprawiedliwa.

Flora, dziewczyna inna od wszystkich. Nie z zewnątrz, ale w środku. Odbierała świat nieco inaczej od reszty, emocje przeżywała intensywniej. A kiedy doszło do jej największej tragedii w życiu, odcięła się od tego świata zupełnie. I chociaż uczęszczała do szkoły, nie potrafiła z nikim zawrzeć znajomości, nawet nie czuła takiej potrzeby.

Rodzice żyli osobno, matka była, ale jakby jej nie było przy Florze. Ojciec tylko wymagał, ale czy wspierał? Nie, a przecież z zawodu miał wspierać tych w potrzebie.

W końcu poznają się, Flora i Felis, a nie powinni. On miał być dla niej niewidzialny, coś jak anioł stróż, tylko w nieco innym wydaniu i założeniu. No ale, plany mają to do siehbie, że lubią ulegać zmianą.

Losy obojga nastolatków, w momencie, gdy ich ścieżki się przecinają — a jak się później okazuje, było to zamierzone, o czym jedna ze stron wiedziała. Zmieniają się, o czym oboje już nie wiedzieli. Miało wyjść zupełnie inaczej. On musiał wypełnić powierzone zadanie, Ona miała dojść do punktu, który został jej z góry wyznaczony. I nagle, role jakby się odwróciły.

Nie chcę za wiele pisać o fabule, bo każdy, kto zdecyduje się na przeczytanie, powinien odkrywać sam to, co zostało zawarte w książce.

Chciałabym Wam tutaj napisać, już teraz biegnijcie po książkę, bo jest fenomenalna.

Nie jest, ale nie jest też zła. Jeśli chodzi o sam pomysł. Ten jest w pewien sposób intrygujący, chwilami skłania do przemyśleń — czy rzeczywiście, ktoś, gdzieś poukładał naszą przyszłość, a my, nie mamy na to wpływu? Ciekawe.

Niestety muszę napisać, o minusach, a troszkę się ich nazbierało. Tutaj chyba przede wszystkim zawaliła korekta i redakcja. Nie wiem, dlaczego do tego doszło, ale wyszło na niekorzyść autorki. Bo błędów jest sporo. Można oczywiście udawać, że się ich nie widzi i czytać, ale nie o to chodzi. Ktoś ma swoje zadanie, powinien wykonać solidnie. Cóż, ucierpiała książka.

Kolejna sprawa, niektóre wątki są nieco szalone, zbyt szybko się dzieje w krótkim czasie. Rozwój pewnych wydarzeń jest zawrotny, jak na kolejce górskiej, rozpędzamy się i nagle zwalniamy. Podobnie jest z bohaterami, troszkę pewne uczucia zbyt szybko wybuchły, zbyt silne i poważne deklaracje, ja czegoś takiego nie kupuje, ale ja mam czarne serce, więc nie muszę być wiarygodna. Jest tu naiwnie, jest tak typowo młodzieżowo.

Fajny jest pomysł z tymi Niezmiennymi, bo mimo tych zarzutów, które padły, czytałam z zainteresowaniem. Chciałam wiedzieć, co się dalej wydarzy. Jak potoczą się losy Flory i Felisa. I jeśli mam być szczera, to o ile korekta ulegnie poprawie, autorka pozbiera swój warsztat, jak należy, a myślę, że jest to do zrobienia, będę wyczekiwała kolejnych części.




Za możliwość przeczytania dziękuję autorce. 




wtorek, 28 maja 2019

Cynamon, chłopaki i ja





Po literaturę młodzieżową, zawsze chętnie sięgałam, nie miałam z tym jakoś nigdy problemu. Chociaż od pewnego czasu, nieco rozjechało się moje zainteresowanie tym gatunkiem. Cynamon jednak już miałam, nie wypadało więc nie przeczytać. Jestem sroką okładkową, a ta jest naprawdę w moim klimacie, pozostawało pytanie, czy opisana historia, również wpasuje się w mój gust?


Vicky jest typową nastolatką, ma swoje kompleksy, ma też prawdziwą przyjaciółkę i pewną dosyć ciekawą, ale i kłopotliwą przypadłość. Czasami, gdy poczuje zapach cynamonu, przenosi się w inne miejsce. Tak, dokładnie tak. Jest w alternatywnej rzeczywistości. W swoim ciele, ale o nieco zmienionym wyglądzie, jak i otoczeniu. Dlaczego tak się dzieje? Tego nie wiadomo. Jej przyjaciółka ma swoje pewne teorie, ale na razie, żadna nie ma potwierdzenia.

Tymczasem dotychczasowe życie Vicky, toczy się wokół szkoły, nadchodzącego balu u jednej z najbogatszych rodzin i mamy. Może to dziwnie zabrzmiało, ale odkąd mama rozstała się z jej ojcem, jest sama. I każdy tym się interesuje, chce znaleźć odpowiedniego kandydata na męża.

Nastolatka ma problem z chłopcami, wiadomo w tym wieku to normalka. Jest po uszy zakochana w jednym, najbardziej jej zdaniem przystojnym młodzieńcem. Niestety ten, nie wykazuje żadnego zainteresowania. Co gorsza, podczas przeskoków w czasie, okazuje się, że jej alter ego, w przeciwieństwie do niej samej, bardzo dobrze sobie radzi w tych sprawach. I podczas tych podróży, zaczynają się dziać zabawne i chwilami kłopotliwe sytuacje.

Jest ich dwie, zupełnie różne, a jednak te same. Nie mają pojęcia, dlaczego co jakiś czas zamieniają się swoimi ciałami i lądują w zupełnie innej rzeczywistości. Co z tego może wyniknąć?


Na początku byłam niesamowicie ciekawa tej książki. Od zawsze lubiłam tematykę podróży w czasie. Po mojej ukochanej trylogii czasu jestem otwarta na każdą podobną. Dlatego, gdy przeczytałam opis cynamonu, bardzo chciałam przeczytać. No i, okazało się, że niezupełnie jest tak, jak oczekiwałam.

Owszem były przeskoki, ale całość jakaś taka rozwleczona, przegadana nie tam, gdzie trzeba i odnosiłam wrażenie, jakby autorka miała pomysł, ale nie umiała go przełożyć na fabułę. Przez co improwizowała. Niestety, takie uczucia towarzyszyły mi przez pierwsze chyba 170 stron. Tak, sprawdziłam, kiedy zaczęło się dziać na tyle ciekawie, bym chciała kontynuować Cynamon.

Później faktycznie robi się ciekawej. Przerzuty w czasie zaczynają mieć jakiś sens. Przede wszystkim są dłuższe, przez co wydarzenia nabierają innego znaczenia. Chwilami było naprawdę zabawnie, mogłam wczuć się w emocje bohaterki.

Lubię od czasu do czasu poczytać młodzieżówki, nie uważam, by były kierowane tylko i wyłącznie do grupy docelowej. W tym przypadku troszkę się rozczarowałam, nie potrafiłam wczuć w pewne sytuacje i dosyć długo fabuła po prostu mnie nudziła. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy to czasem nie jest pora, by zakończyć przygodę z tą kategorią.

Mimo wszystko, obiektywnie oceniając książkę, muszę napisać, że nie jest ona zła. Po prostu u mnie nie zaskoczyło tak, jakbym tego sobie życzyła. Przynajmniej nie od razu. I chyba dlatego czuje się rozczarowana. Niemniej, książkę polecam fanom młodzieżówek.




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Media Rodzina.


niedziela, 26 maja 2019

Rektorski Czek



Ta książka od razu mnie do siebie przekonała, zanim jeszcze trafiła w moje ręce. Nie wiem, ale miała w sobie zapowiedź naprawdę ciekawej i zajmującej lektury. I kiedy w końcu usiadłam do czytania, okazało się, że miałam racje. Zacznę jednak od początku. Bo chociaż na okładce napisane jest — romans kryminalny, to tego romansu, ku mojej radości było nie za wiele. Dlatego też nie do końca rozumiem, dlaczego taka kategoria widnieje na okładce. W każdym razie książka przeczytana, teraz napiszę o moich wrażeniach.

Akcja toczy się dwutorowo, zaczynamy od zapisków z przeszłości pewnego człowieka, który przed śmiercią, chce opowiedzieć historię kilku bardzo ważnych osób. Sto lat później, te notatki będą miały bardzo wielką wartość. Na razie, ów człowiek, prowadzi w pewnym sensie spowiedź z całego swojego życia.

Następnie przenosimy się do czasów współczesnych, poznajemy Karolinę, pracownicę archiwum. Wraz ze swoim mężem mieszkają w bardzo starej kamienicy, przez przypadek, kobieta znajduje nieprzytomną sąsiadkę, starszą panią. Może nie do końca jest to przypadek, po prostu Karolinę zaciekawiły niedomknięte drzwi mieszkania, weszła i jej oczom ukazał się dosyć nieprzyjemny widok. Gdy wezwała odpowiednie służby, postanowiła odwiedzić chorą w szpitalu, by oddać klucze. Na jednej wizycie się nie skończyło, bo dosyć osobliwa staruszka, okrutnie drażniąca, miała coś, co fascynowało archiwistkę. Mianowicie, stare i bardzo cenne zapiski. Przetrzymywane w sposób, który przyprawiał o dreszcze, osobę zajmującą się cennymi dokumentami.

Od chwili kiedy Karolina poznaje leciwą sąsiadkę, w jej życiu zachodzi wiele zmian. Zaczyna odkrywać tajemnice sprzed wieku, a ta wciąga i zajmuje każdą myśl. I chyba przez to całe zamieszanie, umyka kobiecie coś bardzo istotnego.

Nagle zaczynają pojawiać się dziwni ludzie, ona sama pada ofiarą napaści, później jest świadkiem tragicznej śmierci. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Wszystko ma powiązanie ze starym mieszkaniem i jego właścicielką. Jaką tajemnice kryje stuletnie mieszkanie i jego właścicielka?

Jak napisałam na początku, nie do końca rozumiem tego romansu. Cóż, będę się tego czepiała. Romansu tam tyle, co kot napłakał, owszem są jakieś wyskoki na polu damsko-męskim, ale żeby od razu podpiąć pod kategorie romansu? Nie bardzo mi pasuje. W każdym razie uważam, że jest to atut. Bo zagadka dokumentów i treści zapisków, wciągały z każdą kolejną stroną.

Przede wszystkim, człowiek, który postanowił spisać swoje wspomnienia, był bliskim sługą słynnego lekarza, Rektora Uniwersytetu w Poznaniu. Człowieka niezwykle cenionego i poważanego. Te zapiski były niezwykle ciekawe. A wydarzenia, które miały miejsce przeszło sto lat temu, robiły wrażenie. Także chyba ta część książki, była dla mnie najbardziej interesująca.

Oczywiście, ciekawe były zadania, jakie otrzymywała Karolina od swojej upierdliwej sąsiadki. Obie kobiety miały w sobie coś drażniącego, chociaż staruszka, później, kilka razy wprowadziła mnie w rozbawienie.

Pani Joanna Jodełka, bardzo ciekawie połączyła przeszłość z teraźniejszością, wplatając w wydarzenia postaci, które, kiedy wniosły wkład w założenie Uniwersytetu. Ja cały czas będę się upierała, że to notatki historyczne zrobiły najwięcej dobrego dla książki, ale wątek kryminalny był świetnie i naprawdę ciekawie skonstruowany. W życiu nie domyślałam się, kim jest brodaty mężczyzna z samochodu, ale chyba właśnie o to chodziło. By do końca nie wiedzieć.

Czytałam książkę zainteresowaniem od początku do końca, nie było nawet chwili, bym poczuła znużenie, czy niechęć. Jak już zaczęłam, tak musiałam skończyć. Tylko nie dajcie się zwieść temu romansowi, bo tego akurat jest mało, za to kryminał w sam raz. Na całe moje szczęście. Polecam.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.


sobota, 4 maja 2019

Licencja na dorosłość


Długo, oj bardzo długo przyszło nam, fanom Klasy Pani Czajki, czekać na kontynuację tej serii. Pamiętam, jakie wywarła na mnie wrażenie ta pierwsza, kierowana do młodszych, ale i tak czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Później była LO - teria. I problemy tych starszych, jednak jeszcze nie całkiem dorosłych ludzi. Ich losy były różne, niektóre decyzje przyniosły poważne konsekwencje. Po zakończeniu byłam niezmiernie ciekawa, co dalej? W końcu my, czytelnicy, otrzymaliśmy odpowiedzi, czy takie, jakie oczekiwałam?
 


Kto przeczytał Lo - terię, pamięta, co stało się z Małgosią, a raczej to, że nagle zniknęła. Minął już jakiś czas, odkąd po prostu zapadła się pod ziemię. Maciek cały czas jej szuka. I chociaż wie, że to, co było między nimi, już nigdy nie wróci, chce wiedzieć jedno — dlaczego? Dlaczego wyjechała i zostawiła go bez jakiejkolwiek wiedzy, dlaczego nie zasługiwał na słowa pożegnania? Często niewiedza, jest gorsza od najstraszniejszej prawdy. I właśnie tej prawdy Maciek szuka, chce stanąć przed Małgorzatą i usłyszeć, a później zakończyć ten etap życia.

Kamila, która związała się z Olkiem, czuje, że coś w tym związku jest nie tak. Niby wszystko było dobrze, ale gdzieś czuje, że powoli zaczyna się odsuwać od chłopaka. Przychodzi myśl, czy z nią jest coś nie tak? Po zmarłym Wojtku nie rozpaczała tak, jak powinna, teraz czuje, że znowu nie jest szczęśliwa.

Gdy poznaje Marcina, odpowiedzialnego i pochłoniętego wychowywaniem rodzeństwa chłopaka, zaczyna odczuwać inne emocje. Ta relacja jest dziwna i trudna. Bo Marcin, nie jest na każde jej zawołanie, mało tego, On nie boi się powiedzieć prosto w oczy Kamili, co myśli o jej zachowaniu.

Bardzo wiele, dzieje się w tej części. Niektóre sprawy potoczyły się w zupełnie nieoczekiwany dla mnie sposób, najważniejsze jednak zostało napisane.
 


Muszę przyznać, że nie bardzo trafiło do mnie, zachowanie Małgorzaty, jej decyzja, zachowanie i tłumaczenia. Pamiętam, co działo się z jej matką, to jak bardzo była przytłoczona atmosferą w domu. Tylko czy rzeczywiście, jej wręcz brutalne zniknięcie i odcięcie się od ludzi, którzy byli bliscy, było w porządku? Sama nie wiem, trudno jest osądzać. Wcześniej bardzo lubiłam tę postać, ale później po prostu było mi dziwnie, nie taką Małgo pamiętałam i nie umiałam się odnaleźć w jej postępowaniu. Oczywiście wszystko jest wytłumaczone, ale czy to wystarcza? Dla mnie nie, no ale takie niestety jest życie. Ludzie się zmieniają i często nic nie możemy z tym zrobić.

Kolejni bohaterowie, których już wcześniej poznaliśmy, Kinga i Michał, ta para jest dosyć specyficzna, ona totalna kujonka, niesamowicie ambitna — będę szczera, z takimi ludźmi zawsze było mi nie po drodze. Nie lubiłam kujonów. Dlatego też nie polubiłam Kingi. Jej celem była nauka, wszystko kręciło się wokół jak najlepszych osiągnięć. No, a reszta była wtedy, gdy znalazła się przerwa między jednym zakuwaniem a drugim. Podziwiałam Michała, ja bym na jego miejscu dawno uciekła.

No i Kamila, tej dziewczyny nie można określić, lubię czy nie lubię. Z jednej strony niesamowicie drażniła, z drugiej, potrafiła pozytywnie zaskoczyć. I ta mieszanka, sprawiała, że jej osobowość nie była jednoznaczna. Co można określić sporym plusem. No i kiedy dziewczyna poznaje Marcina, mamy możliwość przyglądania się tej znajomości, z rosnącym zainteresowaniem dlaczego? A to już należy samemu sprawdzić.

Książkę chciałam czytać długo, nawet sobie robiłam przerwy, ale tylko na chwilę, bo już po kilku minutach znowu sięgałam i czytałam. Bardzo trudno było mi się znowu z nimi rozstać. Nie wiem czemu, ale ta seria ma w sobie to coś, co sprawia, że oni wszyscy, stają się bardzo autentyczni, i przeżywa się wydarzenia, jakby były prawdziwe. Szkoda, że już za mną lektura. Może kiedyś, będę miała czas, żeby przeczytać wszystkie, jedna po drugiej. Bardzo polecam tę serię, jest świetnie i życiowo napisana. 
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...