Moja domowa perełka


Wyobraźcie sobie,że w mojej domowej biblioteczce na honorowym miejscu stoją sobie poezje Adama Mickiewicza z roku 1888 ! Myślę,że należą już do antyku, okładka jest już powiem szczerze marnym stanie, ale mama zabrania jej kleić bo jak twierdzi z czymś wiekowym trzeba się fachowo obchodzić, jak? Tego już mi nie powiedziała. No więc stoją sobie te poezje i patrzą na mnie. Postanowiłam się nimi wam pochwalić. 
Język jest po prostu wspaniały! Znajdziemy tutaj ballady i romanse, Sonety erotyczne (jeden z nich wam zaprezentuje;>) 
Sonety Krymskie oraz Erotyki i Elegie:) 
Oraz wiele innych pięknych. Wpleciony jest język francuski, przez co nadaje romantyzmu tym wszystkim poezjom:)









Przypomnienie

Lauro! czyliż te piękne wieków naszych lata,
Jeszcze się kiedy twojej malują pamięci,
Kiedyśmy sami sobą zajęci,
Dbać nie chcieli o resztę obcego nam świata?

Chłodnik, co się zielonym jaśminem wyplata,
Strumień, ci z miłym szmerem po łące się kręci;
Tam nas często, wzajemnie tłumaczących chęci,
Później nocy miłośna osłoniła szata.

A księżyc, zpod bladego wyjrzawszy obłoku,
Śnieżnie piersi i złote rozświecał pierścienie,
Boskiego wdzięków twoim uroku.

Wtenczas serca porywa słodkie zachwycenie,
Usta się spotykają, oko ginie w oku,
Łza ze łzą i z westchnieniem miesza się westchnienie!



Prawda,że piękne i romantyczne? Achh rozmarzyłam się... Teraz już mężczyźni nie piszą wierszy, poezja to pojęcie całkiem obce, cóż poradzić... dobrze,że chociaż można sobie powspominać i wyobrazić jak to kiedyś było. Ja to jednak powinnam się była urodzić w innej epoce:)


Czytaj dalej...

SEVILE - Magia i Miłość




Powiem szczerze,że już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem przeczytania Sevile, sam opis z okładki do mnie przemówił, dodatkowo Anioł z różkami na okładce. Wiedziałam,że jest to debiutancka książka Marty Dąbkowskiej dlatego też jak chyba większość czytelników podchodziłam z ciekawością, bo może oto powstanie na naszych oczach kolejna zdolna pisarka..ale i rezerwą, wiadomo czy przypadnie mi do gustu...


Selena jest Sevilem czyli złym aniołem, który to robi wszystko by utrudnić ludziom życie na ziemi, w najróżniejsze sposoby. Ich świat znajduje się między ziemią a niebem. Tak więc nasza zła Anielica służy Vincentemu, królowi tegoż wymiaru, co nie bardzo jej samej się podoba. Bo po pierwsze wieki temu byli w związku, a po drugie uważa,że nie powinien to akurat ON sprawować władzy z jeszcze jednego powodu. 
Niestety Pan jest Panem i podoba jej się czy nie, musi wykonywać polecenie, które jej nakaże. 
Nie długo przyszło Selenie czekać na kolejne "zlecenie" , ale to nie będzie zwykła misja, a wymagająca większego zaangażowania. Dostanie nakaz zejścia na ziemię w postaci ludzkiej i zmusić Daniela Torresa do zaprzestania prowadzenia pewnych badań. Już sam fakt,że stanie się widzialna nie bardzo przypada do gustu doświadczonej Sevilki. Jednak rozkaz został wydany i już po chwili stoi na środku skrzyżowania w centrum miasta...


Chyba w tym miejscu zakończę z zarysem fabuły ponieważ nie chcę za dużo zdradzić. Zepsuło by przyszłemu czytelnikowi przyjemność oraz całą radość w czytaniu. 
Muszę przyznać,że bardzo miło spędziłam czas ze złymi aniołami, a dokładnie mówiąc w tych dwóch światach. Książka tak na prawdę sama się czyta. Mimo,że jest z gatunku fantasy to nie razi za bardzo w oczy przedziwnymi nazwami, czy zbyt wielkimi rozbieżnościami między oboma światami. Z tego co wyczytałam na temat autorki, jest bardzo młodą osobą. Ciesze się,że stworzyła nową serię, nieco odróżniającą się od dotychczas przeczytanych. Tutaj nie mamy złego rycerza oraz wspaniałej dobrej niewiasty, wręcz odwrotnie. Kiedy już myślałam,że zaczyna się sielanka nasza bohaterka zmieniała front, a podejmowane decyzje mnie niekiedy dziwiły. Daniel jest tym dobrym, zakochanym, który tak na prawdę nie zdaje sobie sprawy co dzieje się wokół jego osoby,  w pełni ufa Selenie, ale czy na pewno powinien?
Kiedy doszłam do zakończenia i myślałam,że nic mnie nie zaskoczy, ostatnie zdanie sprawiło,że oczy powiększyły się ze zdumienia. Gdyż to jedno jedyne kończące było najbardziej tajemnicze...
Jak wspomniałam zapowiada się seria, więc mnie już nie pozostaje nic, a tylko czekać na kolejną część bo myślę,że teraz akcja dopiero nabierze rozpędu, zwłaszcza po tym jak się skończyło. 
Całość oceniam pozytywne, lekko się czyta, na prawdę wciąga i nie ma nudnych opisów. Dodatkowo jak wiadomo jestem fanką okładek,ale i również ładnego wnętrza. Wydawnictwo nie dość,że zaopatrzyło książkę w trafioną do treści okładkę to dodatkowo między rozdziałami znalazły się..a tego nie powiem. Proszę sprawdzić bo jak dla mnie jest strzałem w dziesiątkę, a debiutującej autorce gratuluję pierwszej, moim zdaniem udanej książki.




Czytaj dalej...

Morza szept



Kiedy zobaczyłam zapowiedź, a raczej okładkę tej książki stwierdziłam,że koniecznie muszę ją przeczytać.Ma w sobie coś niesamowicie magnetycznego, jakby namawiała by sięgnąć właśnie po nią i zatopić się w niesamowitej przygodzie. A jak było na prawdę? Czy Morza szept był tym czego oczekiwałam i jakie wyniosłam wrażenia? Mam nadzieję,że sama przed sobą i przed wami odpowiem na wszystkie pytania.


Elodie po śmierci ojca postanawia wyjechać na dość długi okres na jedną z wysp przynależących do Anglii, gdzie mieszka jej cioteczna babcia Grace, by odreagować emocje oraz znaleźć stabilizację emocjonalną. Jest to dla niej nie lada wyzwanie bo panicznie boi się wody oraz latać samolotami, to drugie przezwycięży dzięki tajemniczemu współtowarzyszowi podróży, który jak się okaże nie będzie całkiem takim nieznajomym jakby się mogło wydawać. Na miejscu spotka kochaną ciotkę, ale i coś jeszcze, będzie wzbudzało w niej lęk od samego stanięcia twarzą ku lądowi, woda.. fobia, która jej towarzyszy, nie jeden raz położy cień na zachowaniu dziewczyny co będzie utrudniało normalne funkcjonowanie. 
Na szczęście nie będzie z tym wszystkim sama, zyska nową przyjaciółkę w Ruby,  miejscowej rówieśniczce oraz zrozumienie u jej partnerze Ashtonie, dodatkowo pojawi się tajemniczy Cyril wiedzący bardzo dużo o okolicach, nie mówiący zbyt wiele o własnym pochodzeniu.  
Na wyspie zaczną się dziać dziwne rzeczy. 
Nowo przybyli chłopcy zauroczą koleżanki Ruby. Niebawem po ich przybyciu zginą dwie dziewczyny w dosyć nietypowych okolicznościach. Sprawą się zajmie policja aż z Londynu, a wyniki badań sekcji zwłok będą zadziwiające, wręcz szokujące i nierealne.
W dodatku Elodi ma widzenia, w śnie, piękny młodzieniec o szmaragdowych oczach, zawsze w otoczeniu wody, później się zmaterializuje i od tej pory wszystko ulegnie zmianie, ale poniesie za sobą konsekwencje...


Cóż mogę powiedzieć? Spodziewałam się czegoś innego, co nie znaczy,że to co zastałam rozczarowało mnie. Morza szept jest na prawdę ciekawą pozycją, co najważniejsze nie można się przy niej nudzić. 
Może jak dla mnie za dużo jest w niej negatywnych emocji, ciągle się odczuwa napięcie bo zaczynamy od traumy po stracie ojca Elodi( muszę napisać,że to imię mnie urzekło, wręcz jestem nim oczarowana) następnie zmagamy się z jej fobią dotyczącą wody. Kiedy już można się do tego w miarę przyzwyczaić rozpoczyna się akcja z morderstwami dziewczyn, a kiedy to już mamy w miarę opanowane zaczynają się dziać takie dziwne rzeczy,że chwilami musiałam się cofać i czytać jeszcze raz bo nie nadążałam za tokiem myślenia? autorki:)
W pewnym fragmencie coś mi nie pasowało, dosłownie zostało coś urwane i do tej pory nie wiem o co chodziło w tej scenie, no ale nie chcę żeby to wyszło na krytykę. Bo na prawdę przyjemnie się czytało, bohaterowie są no dosyć wyraziści. Sama bardzo polubiłam Cyrila, Gordian jest mi troszkę zbyt mdły, ale mam nadzieję,że w kolejnych częściach zyska na plusie. Sama Elodi jest sympatyczna choć czasami odnosiłam wrażenie,że jest chodzącą sprzecznością. Autorka posługuje się językiem iście młodzieżowym więc lekko się czyta. Może też niekiedy było zbyt wiele opisów przemyśleń głównej postaci, albo ja się już najnormalniej w świecie czepiam.
Zakończenie było takie jak się spodziewałam, jednak nie odpowiedziało na wszystkie zdarzenia, które miały miejsce, jestem niezmiernie ciekawa co ukrywa Cyril oraz jeszcze jeden mężczyzna. Dlatego też z chęcią sięgnę po kontynuację. 
Ze swoje strony dodam jeszcze,że na prawdę można przeczytać, pod warunkiem,że się nie będzie oczekiwało trzęsienia ziemi. Do Jennifer Estep tej Pani jeszcze sporo brakuje:)


Irenko dziękuję:):*






Czytaj dalej...

Obiecaj mi ...



Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam,że ta książka mnie aż tak zafascynuje, porwała mnie dopiero w połowie, ale jakież to były emocje! Właśnie skończyłam czytać i nie wiem co powiedzieć..

Beth mieszka razem z mężem oraz córeczką, sama pracuje w pralni, niedaleko od domu. Mark często wyjeżdża taka praca, jednak żona zawsze czeka i cieszy się z każdej spędzonej wspólnie chwili. 
Do dnia, w którym podczas czyszczenia marynarki znajduje liścik od kochanki. W tej chwili świat nie rozsypał się na kawałki, dopiero zaczął proces pogrążania Beth. 
Kiedy już pogodziła się z faktem, że była ta druga, dotykają ich dwie choroby, jedna śmiertelna, druga nieznana. Gdy traci jak się wydawać mogło bliską osobę nie czuje żalu, a wszystko przed wyjawioną wcześniej tajemnicę...

Święta nie mogły być wesołe, po prostu musiała je przetrwać dla córeczki. Nie miała problemu z oderwaniem się od wymuszonego klimatu by pojechać do sklepu. Może zbieg okoliczności, może tak miało po prostu być. Jednak to właśnie w zwykłym supermarkecie spotkała Jego. Stał tak po prostu i przyglądał się jak robi zakupy, następnie podszedł i się przywitał. Nie był duchem lecz prawdziwym przystojnym mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie spotkała, a mimo wszystko miał w sobie coś tajemniczego.
Od tego niespodziewanego zdarzenia Mattehew pojawia się w różnych sytuacjach życiowych Beth. 
Co najdziwniejsze zna wiele odpowiedzi na nie zadane jeszcze pytania. Niestety sam o sobie niewiele wspomina. Do pewnego czasu gdy karty zostają wyłożone na stół. Prawda jest niebywale zaskakująca.

Do połowy fabuła mnie przytłaczała, na bohaterkę spadały same ciosy, jej cierpienie było tak namacalne,że siłą rzeczy wpływało na mój nastrój. W pewnym momencie doszłam do wniosku,że więcej już nie zniosę, jeden wielki dramat. Jednak w tym momencie pojawił się Mattehew i po prostu musiałam wraz z bohaterką dowiedzieć kim na prawdę jest i jaki ma cel. Spekulowałam sobie na wiele sposobów, troszkę się może spodziewałam, jednak nie wiedziałam,że ta druga połowa będzie miała tyle emocji, nie płakałam tylko dlatego,że nadmiar uczuć mnie zablokował, dosłownie. Czułam co ta kobieta i zastanawiałam się jaką ja bym podjęła decyzję w tym najważniejszym momencie życia. Nie wiem co mogę powiedzieć na temat zakończenia, tak bardzo się uosobiłam z bohaterką,że gdy rozstawałam z tym wszystkim odczułam stratę. 
Autor wspaniale kreuje postaci, wielki ukłon właśnie za to jak zostały wyraziście przedstawione, jak bardzo można ich było polubić, pokochać, albo zniechęcić. Najważniejsze to były uczucia, płynące każdego zdania. To właśnie dlatego początek był trudny, bo miałam wrażenie,że problemy, późniejsza rozpacz jest moją własną. Trzeba na prawdę ogromnej zdolności tak pięknie prowadzić fabułę. 
Zdecydowanie polecam, jednak uprzedzam nie należy do łatwych, będą chwile zaskakujące.
Myślę,że nikt się nie rozczaruje, z chęcią poznam się z innymi książkami tego Pana. 






Czytaj dalej...

Kartka z pamiętnika moich wakacji :)

Wróciłam :) Wyjechałam oczekiwanie, na nieoczekiwanie dłuuugo, miało to być dwa dni,a zrobiło się.. no sami wiecie:)) czego wcale ale to wcale nie żałuję bo było ... No sami zobaczcie:)
Z góry przepraszam za jakość niektórych zdjęć,po prostu takie są i już :)))

Nie byłam w Turcji, ani nad naszym morzem, czy chociażby w naszych pięknych górach...Zawędrowałam do normalnego domku na wsi gdzie pieski biegają po podwórku, siedząc przed domem słyszałam kaczuszki pasące się obok w zagródce, na spacerku widziałam inne kąpiące się w rowie, no a co najpiękniejsze to ta sielskość, niby nie było nic nadzwyczajnego a jednak... nie chciałam wracać "JUŻ" do domu... 

A teraz moje genialne kaczuszki, uchwycone zza płotu, musiałam się skradać, a i tak mnie zwęszyły i uruchomiły alarm do ucieczki, ale coś tam zostało sfotografowane :))


                           Prawda,że to zdjęcie się udało? Jeszcze te malwy na pierwszym planie! :)


Jednak siedząc przed domem często zajadałam się moim ulubionym wakacyjnym przyssmakiem,
 a były nim 
gotowana kukurydza, to znaczy kolby, na dowód zdążyłam uchwycić jeszcze przed zjedzeniem dwie z wieluuu pochłoniętych :))


                               Teraz bym z chęcią sobie pochłonęła chociaż z jedną taką malutką:)


Oczywiście z kaczuszkami nie skończyłam,nie ma tak dobrze, za bardzo polubiłam moje kwaczące towarzystwo tak więc prezentuje wam kolejne, dosyć nietypowe..;)


                       W tym momencie zapewne każdy się zastanawia "gdzie jest kaczka?" :)) Jest, jest :))


Jednak mnie jako miłośniczce sierściuchów nic nie trafi tak do serca jak spojrzenie czworonoga, tutaj spotkałam kochanego Bruna, który może wyglądał  groźnie ale chyba nie zrobiłby krzywdy, mimo wszystko dzielnie starał się pozować na obrońcę leżąc pod drzwiami i pilnując by nic się nie stało mnie, mojej przyjaciółce i jej dzidziusiowi :)))



Czyż ON nie jest uroczy? :)



Muszę, ale to muszę pokazać wam moje dzisiejsze śniadanie, wysoko oj wysoko kaloryczne, ale warte grzechu, nie mogłam się powstrzymać od samego zapachu, potem widoku, a na końcu smaku...
Nieziemsko pyszne, bo ... DOMOWE!! :)))


                                                        TADAM ;))) Mniamuuuu :P



Cdn kaczuszek :))) jak wspomniałam spotkałam spacerując kaczuchy taplające się w rowku, w najszerszym jego miejscu, radość miały przednią, niestety ja byłam dosyć daleko i zdjęcie jest jakie wyszło ;)



                             Rozbroił mnie ten kaczor stojący i machający skrzydłami, taki dostojny:)))


A na koniec.... :)


                                                     Zachodzące słoneczko)


Mam nadzieję,że chociaż troszkę zainteresowaliście się moją kartką z wakacyjnego pamiętnik, no i co najważniejsze spędziliście miło czas oglądając te nietypowe zdjęcia z wypoczynku;))
Wróciłam i biorę się za czytanie, recenzje będą na dniach, oczywiście nadrobię zaległości w odwiedzinach:)

Czytaj dalej...

Dogrywka





Dwie przyjaciółki Beatka i Monika. Dwóch tajemniczych mężczyzn, a może i trzech?  Dwie opiekunki do dzieci, jedna podejrzana, druga jeszcze bardziej. No i dziecko. Uroczy kochany chłopczyk. Jest jeszcze super samochód i jego właściciel, z wypasionym zegarkiem i charakterystycznym sygnetem na palcu.
Beata prowadzi firmę, którą to pomaga jej prowadzić Zbyszek, bo jak twierdzi dzięki niemu jeszcze funkcjonuje i utrzymuje się na rynku.
Szczęśliwa żona Andrzeja, oraz mama Jędrusia. Szczęście rodzinne zostanie zburzone, a wszystko za sprawą listu, oczywiście anonimowego. Beci świat legnie w gruzach, co gorsza fakty będą składały się jasno i wyraźnie na niekorzyść męża. Na szczęście sprawy w swoje ręce weźmie Monika, nie wiedząc jak bardzo przysłuży się bliskiej koleżance. Ale to będzie później...na razie jesteśmy na etapie zdrady i udowadniania winy Andrzejowi.
W dodatku jest jeszcze złamane serce Zbyszka 
i niewzruszona na jego uczucia Monia, która to twierdzi,a może wmawia sobie,że zakochała się w innym.
Borys jest mężczyzną w pełni słowa znaczeniu, podoba się każdej kobiecie, wiec jakby sama Monika mogła się mu oprzeć? Chłopak jeździ ścigaczem, co jest bardzo ważne do zapamiętania...
Mieszanka bohaterów  oraz i problemów,a gdzie w tym wszystkim będzie miejsce na natrętną Panią Komisarz oraz morderstwo w tle?

Świetny kryminał, wspaniale wykreowani bohaterowie. Już dawno nie miałam takiej przyjemności z czytania, oraz nie odczuwałam napięcia w oczekiwaniu na kolejne ruchy bohaterów. 
Panie Gacek i Szczepańska tworzą zgrany duet, dzięki któremu człowiek ma zapewniony mile spędzony czas z lekturą ich książek. 
Sama nie potrafiłam się oderwać, a kiedy już musiałam bo sen mnie zmorzył, przez całą noc śniłam o emocjach towarzyszących podczas czytania. Bo napięcie było, może nie takie jak w typowych mrocznych kryminałach, ale kto miał sposobność spotkać się z twórczością obu pań wie,że ich styl pisania jest chwilami ironiczny, żartobliwy, co nie znaczy,że nie traci na powadze sytuacji. 
Przyjemnie się czyta, zagadka jest stopniowana, postacie zgrabnie ze sobą połączone, czego dowiadujemy się na sam koniec, ale to też nie będzie takie dosłowne. Z czystym sumieniem mogę polecić każdemu miłośnikowi  kryminału chcącemu wczuć się 
w detektywa i odgadnąć zamiary tajemniczego zleceniodawcy..









Czytaj dalej...

Sekret Tudorów




Książki historyczne oparte na faktach są o tyle interesujące bo sama świadomość,że oto dziejące się wydarzenia przedstawione na kartach stron zdarzyły się na prawdę pozostawiają niesamowite odczucie. 
Z wielką obawą sięgałam po tę pozycję. Dlaczego? Ponieważ zupełnie nie spodziewałam się tego akurat tytułu. Owszem czasy w nim przedstawione należą do moich ulubionych, jednak temat, który został obrany niekoniecznie...Jednak nie zważając na moje wątpliwości postanowiłam dać szansę Tudorom. Jak było?
Spróbuję opisać wrażenia i wyjaśnić ewentualne uwagi.

Brendan Prescott  przybywa do Londynu w celu pełnieniu służby Robertowi Dudleyowi. 
Jak się szybko okaże zostanie szpiegiem, Już pierwszej nocy dostanie do wykonania zadanie, które pociągnie wiele za sobą wiele konsekwencji. Dowie się rzeczy, na których odpowiedź będzie musiał długo się zmagać. Samo społeczeństwo królewskie będzie dosyć śliskie i niepewnie. Bo każdy będzie wymagał od młodzieńca prawości oraz dyspozycyjności. Chłopak jako bystry giermek da się wciągnąć w podwójną grę, o ile ciekawą i intrygującą to tyle samo niebezpieczną. Dodatkowo na jaw wyjdzie wiele tajemnic związanych z przeszłością Brendana. 
Jako,że akcja osadzona został w roku 1553 za panowania Króla Edwarda VI -go  wiadomo,iż walka o tron była nierówna i chwilami dosyć brutalna. Tutaj zmagały się ze sobą konflikty rodzinne oraz moralne. 
Głównymi zainteresowanymi oraz zagrażającymi są Maria oraz Elżbieta Tudor. Bardzo wyraziste kobiety, dumne oraz nie pozwalające sobie dyktować warunków.
Jak rozegrają się intrygi i czy Dudleyowie osiągną swój cel poprzez spisek? 

Mam mieszane uczucia względem tejże lektury. Niesamowicie długo, ale to długo czytałam. Mimo iż czcionka jest na prawdę wyrazista i aż zapraszająca do zapoznania z treścią. Niestety sam wstęp ciągnął się w wręcz ślimaczym tempie. Nie mogłam, się doczekać kiedy zacznie się jaka kolwiek akcja. A gdy już coś zaczęło się rodzić, mnie niekoniecznie zainteresowało. Nie wiem widocznie rodzina Dudley oraz Tudor nie porwała mnie na tyle bym śledziła ich poczynania z zapartym tchem. Przeczytałam ponieważ zaczęłam i po prostu musiałam skończyć, co mnie niezmiernie cieszy. Nie lubię gdy z radością odkładam książkę na półkę, to znaczy,że autorowi czegoś zabrakło by mnie przyciągnąć. Czego? Nie wiem. Być może inna osoba stwierdziłaby,że Sekret Tudorów jest wspaniała, ja tak nie uważam.
Co nie znaczy,że chcę zniechęcić. Może po prostu byłam zbyt sceptycznie nastawiona i wina leży po mojej stronie. 







Czytaj dalej...

Zew Krwi




Kiedy decydowałam się na przeczytanie tej książki miałam nadzieję,że mnie zaskoczy, będzie czymś z czym jeszcze się nie spotkałam, fakt,że ostatnio roi się od literatury oraz ekranizacji poświęconej wampirom, wilkołakom i innym nadprzyrodzonym stworzeniom nie jest dla nikogo nowością. Sama lubię poczytać o tych istotach, oczywiście jeżeli jest na jakimś poziomie... No właśnie i tutaj powinnam nawiązać do tego konkretnego tytułu.
Niewiele dowiedziałam się na temat samego autora, a szkoda bo jestem ciekawa w jakim jest wieku, może źle szukałam? Dlaczego się zainteresowałam metryką? Ponieważ jezyk oraz sposób w jakim prowadził dialogi oraz opisy sprawiały,że miałam wrażenie jakby książkę pisał nastolatek.
Może przejdę do fabuły na końcu wyjaśniając uwagi...



Krzysztof(nie będę używała anglojęzycznego odpowiednika bo tak jest mi po prostu łatwiej) stracił rodzinę podczas ataku bezwzględnego wampira, sam uniknął śmierci przez przypadek albo zrządzenie losu. Z pewnością za długo by nie pożył gdyby nie został odratowany przez staruszka o imieniu Ephraim.
Opuszcza Polskę i osiedla się wraz ze swym wybawcą w Detroit. Mija trzy lata od masakry, chłopak po niewielkiej zmianie w dacie urodzenia( ma dwadzieścia lat, a cofamy jego wiek do 17-tu) trafia do szkoły aby to jako "normalny" nastolatek kończyć naukę...
Między czasie udoskonala swoje umiejętności w zabijaniu wampirów, w czym pomagają mu przeróżne bronie. 
Oczywiście, nie może zabraknąć JEJ pięknej ukochanej...Wszakże wątek miłosny jest potrzebny, a tutaj wiedzie prym, tak więc oto TA wybrana nazywa się Megan. 

Chyba w tym miejscu zakończę z przedstawianiem fabuły, a zacznę opis przeżyć. A były och były, takiej mieszanki rodem z wielu filmów jak żyję nie doświadczyłam. Sam początek, a raczej przygotowanie i w końcu jedna z bitw jawi mi się jak ze scenariusza albo klatki filmu "Blade wieczny łowca", kto oglądał wie
 o kim mowa, kto nie, nadmienię,że ów główny bohater pocinał super motocyklem w skórzanym stroju i płaszczu jak nasz Krzyś to znaczy ten drugi miał skórę, a brak dwukołowca zastępował czterokołowiec, podrasowany, tego zwrotu chwilami nie mogłam znieść. Dalej idąc zaleciało mi Zmierzchem, Krzyś nie wiedział gdzie jest jego szafka szkolna i Megan wspaniałomyślnie pomogła w tym jakże trudnym zadaniu odszukania, Oczywiście nie może zabraknąć scen w stołówce i na lekcjach. Przyglądanie się ku sobie, udawanie,że nie widzi, zapomniałabym o parkingu, tam też się sporo dzieje na polu Ona i On. Z tym,że w tym wypadku to Dziewczyna jest bogata, chłopak niekoniecznie, jeździ rzęchem w porównaniu do super bryk swoich szkolnych kolegów.
Muszę jeszcze wspomnieć,że nasz Krzysiu jest super bohaterem, a dokładnie zmienia się w wilkołaka niczym Jacob ze Zmierzchu, jest gorący, o czym ciągle przypomina mu jego wybranka, ale na szczęście wpojenie zostało ominięte, w końcu nie uchodzi tak brutalnie powtarzać tego co już zrobiło furorę. 
Żeby było ciekawiej mamy też przywiązywania powrozami, podczas pełni księżyca, jakiś lek osłabiający siły. Komuś się to z czymś kojarzy? Bo ja od razu miałam przed oczami scenę z filmu "Pamiętniki Wampirów", ale nie to jedno przykuło moją uwagę, otóż wampirki potrafiły poprzez spojrzenie manipulować umysłem śmiertelników. Czy nie piękną mamy tutaj mieszankę? Kto by się spodziewał, ja na pewno nie. A zaczęło się niewinnie od Blade. 
Skoro już mamy za sobą wszystkie filmy  w pigułce napiszę co nieco o języku, nie będę się zbytnio czepiała, ale chwilami naprawdę drażniło mnie ciągle powtarzanie pewnych słów,  była chwila gdy po raz wtóry na jednej stronie przeczytałam "RETROSPEKCJA" i zaczęłam krzyczeć! Ludzie kochani, przecież istnieje coś takiego jak synonim...
Dialogi były bardzo prosto skonstruowane, szczerze mówiąc mnie nudziła ta książka, odebrałam ją jako czytadło dla nastolatek, w żadnym wypadku dla starszych czytelników.
Rozmowa typu "wkurzyłeś mnie - oj tam ,oj tam, nie przesadzaj.." nie będę komentować  bo i po co? 
W taki sposób wypowiada się dzisiejsza młodzież i jestem przekonana,że kiedy pożyczę tę książkę siostrze mojej koleżanki, która jest w trzeciej klasie gimnazjum będzie zachwycona, ja niestety już się w ten przedział nie załapałam. 

Podsumowując pomysł był chyba dobry, ale poziom troszkę odbiegł od moich wymagań, niemniej jednak 
nie powiem,że jest ona beznadziejna bo tak nie jest. Po prostu ja już wyrosłam z pewnych schematów. 
Mogę polecić nastolatkom, ale oczywiście jeżeli ktoś ponad ten wiek zdecyduje się przeczytać ja nie widzę problemu, jednak ze swojej strony dodam,że w tym wypadku 
"Zew Krwi" zaproponuje dla tych młodszych...







Czytaj dalej...

Konkurs z wydawnictwem MG



Kochani wydawnictwo Mg organizuje konkurs, wszystkich zainteresowanych, nie do końca zdecydowanych zapraszam do wzięcia udziału, gdyż książeczki są na prawdę interesujące do wygrania. Więcej informacji 
Tutaj. Dodatkowo poniżej reklama;) 



Tak więc nie pozostaje nic innego jak chwytać za aparaty i do dzieła!:)

Powodzenia!:)))

Czytaj dalej...

Niespodzianki i dla ciekawych moje pierwsze opowiadanie


Chciałam wam się pochwalić dwiema przesyłkami, jedna była długo długo oczekiwania, pamiętacie konkurs u Magdaleny Kordel? Pisaliśmy opowiadania, Ci biorący udział mają już zapewne w dłoniach piękną książeczkę i jakże ważną, bo właśnie w niej pod imieniem i nazwiskiem oraz wybranym przez autora tytułem znajduje się opowiadanie. Dla mnie jako debiutantki nie może być nic piękniejszego jak ujrzeć pierwsze w życiu opowiadanie w formie papierowej !!:)) Jestem przeszczęśliwa:)))))
Natomiast druga przesyłka to cudowne zakładki, rękodzieło pięknie wykonane przez znaną nam blogerom książkowym jako
Czasu coraz mniej, a książek coraz więcej 
otóż kochana Sylwia zrobiła w ekspresowym tempie te oto zakładeczki, będą one moimi wyjątkowymi na specjalne okazje:) Sylwuś jeszcze raz dziękuję!!!:)))


Dla zainteresowanych poniżej moje debiutanckie opowiadanie :)


Tajemnicza kobieta



Wczoraj spotkałam moją babcie, niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zmarła dwadzieścia pięć lat temu. Nie byłam pod wpływem alkoholu, ani innego środka odurzającego.
Wracałam z zakupów, musiałam jeszcze zajść do koleżanki, której obiecałam pożyczyć książkę. Usiadłam na ławce żeby sprawdzić czy na pewno zabrałam ze sobą obiecany tytuł.
I właśnie wtedy, nagle podchodzi do mnie kobieta. Ubrana w czarną, przedwojenną sukienkę, z białym kołnierzykiem. Pomyślałam, że pewnie chce zapytać o godzinę. Jednak było coś dziwnego, ta twarz, łudząco mi kogoś przypominała, gdzieś już widziałam ten uśmiech, spojrzenie...
Nagle uświadomiłam sobie, że osoba stojąca przede mną jest moją babcią! Słabo mi się zrobiło. Przecież umarła! Nie powinno jej tutaj być. Czy ja zwariowałam? Chaotycznie zalewające myśli w mojej głowie przerwał głos... babci.

- Nie bój się mnie. Od razu odpowiem na Twoje pytanie. Nie, nie zwariowałaś, naprawdę tutaj jestem.-odpowiedziała na niezadane pytanie. Mam dla Ciebie tylko kilka dni. Wszystko co się wydarzy musi pozostać tajemnicą. Nikomu pod żadnym pozorem nie możesz powiedzieć, że mnie widziałaś! Może to być dla Ciebie bardzo niebezpieczne!

No tak, pomyślałam sobie, jeżeli komuś powiem, uznają, że już całkiem oszalałam i wsadzą mnie do pokoju bez klamek. Zresztą może jednak powinnam sama się tam udać? Przecież nie mogła powrócić..No właśnie skąd?? Zza światów?! Boże to jakiś koszmar! Zasnęłam na ławce przez przypadek, a to wszystko co się dzieje jest beznadziejną senną marą. Tak, na pewno to tylko sen.

- Dominiko! Słyszysz mnie?! Mam dla Ciebie bardzo ważną informację, musisz mnie posłuchać!
Nie możemy tracić czasu na Twoje rozważania. Rozumiem, że jesteś w rozterce. Jednak musisz mi zaufać. Jak wspomniałam mam niewiele czasu dla Ciebie. Pozwolono mi tutaj przybyć. Uwierz, nie było łatwo dostać aż takie wyróżnienie. Być może już nigdy więcej się nie spotkamy...

- Ależ babciu! Dlaczego? Może wyjaśnisz o co w tym wszystkim chodzi? Niczego nie rozumiem. Jaki jest powód Twojego przybycia?? Co to koniec świata nadchodzi?!

-Dziecko może zacznę od początku. Wy tutaj na świecie, przestaliście żyć. Tak, tak dobrze słyszysz. Biegacie, kłócicie się. Zatracacie w pędzie za pieniędzmi. My tam na górze patrzymy na was i truchlejemy.. Gdzie się podział najważniejszy cel życia? Dlaczego już nikt nie potrafi być bezinteresowny? Co z miłością??


- Miłość? O czym ty mówisz? Przecież kocham rodziców, siostrę. Nie widzę i nie rozumiem problemu z jakim przybywasz. Widać całkiem niepotrzebnie. Przepraszam cię ale bardzo się śpieszę. Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw. Z autem pojechać na przegląd. Możesz wracać spokojnie do swoich Serafinów. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Zamiast się tam na górze zamartwiać, zajmijcie się piciem gorącej czekolady oraz spacerami.

- Ależ moja droga! Jak możesz tak mówić? Czy ty słyszysz sama siebie?

Boże co za natrętna istota, nie wiem, duch czy zombie, to bez znaczenia. Nie mam najmniejsze ochoty dłużej dywagować na ulicy. Przecież to jakaś kiepska komedia!

- Przykro mi, ale naprawdę muszę ciebie opuścić, kimkolwiek jesteś... Do widzenia!

Nie czekałam aż zacznie mnie zatrzymywać. Odwróciłam się i po prostu odeszłam.

Wróciłam do domu, nie miałam czasu na rozmyślanie. Nastał wieczór. Zasiadłam przed dokumentami i nagle coś zwróciło moją uwagę. Na parapecie leżało zdjęcie. Stare, bardzo stare, przedstawiało grupę młodych ludzi. Kobiety i mężczyzn, stali objęci, uśmiechnięci. Widać było, że szczęście z nich promienieje. Na odwrocie widniała data oraz notatka. Grybów, czerwiec 1939r.
Zawsze i wszędzie razem, najwierniejsi”.
Biedni. Pomyślałam sobie, już za kilka miesięcy miało ich spotkać coś strasznego. Czy przetrwali razem wojnę? Czy ją przeżyli? Pytania zaczęły się nasuwać, jedno po drugim.
Przecież nie powinno mnie to obchodzić! W końcu tylu młodych, wspaniałych ludzi spotkała tragedia. W takim razie dlaczego tak mnie poruszył los tej grupy przyjaciół?
Nagle zwróciła moją uwagę jedna z młodych kobiet. Wśród tych roześmianych twarzy była moja babcia! Skąd to zdjęcie znalazło się w moim pokoju na parapecie? Przecież wszystkie stare albumy przebywały w piwnicy, zamknięte w kartonie. Nikt do nich od bardzo dawna nie zaglądał.
Dziwne. Niczego nie rozumiem. Najpierw to spotkanie, teraz zdjęcie? W okolicach kręgosłupa poczułam przebiegające mnie ciarki...
Coś zaczynało się dziać, coś czego nie rozumiałam. Zaczęłam żałować. Tego, że nie wysłuchałam do końca co miała mi do powiedzenia babcia. Jednak było już za późno. Trudno. Może ze zmęczenia zaczynam wszystko wyolbrzymiać.

***

  Minęło kilka dni. Od tamtego zdarzenia nic więcej się nie przytrafiło, nic co mogło by wzbudzić we mnie niepokój. Widać miałam gorszy dzień. Nawet normalnym zdarzają się halucynacje.
Zdjęcie widocznie przypadkiem się zawieruszyło. Nikt w końcu nie powinien przejmować takimi detalami.
Wracałam z pracy do domu. Dzień był piękny, słoneczny. Postanowiłam pójść do parku na spacer. Tak dawno nie byłam na świeżym powietrzu dla relaksu. Zawsze tylko ten pośpiech. Szłam między alejkami, w stawku pływały kaczki z młodymi, dzieci dokarmiały rodzinkę okruszkami chleba albo bułek. Uśmiechnęłam się na ten widok. Sama jako mała dziewczynka biegałam właśnie do tego stawu, ale poza karmieniem, szukałam brzydkiego kaczątka. Tak, baśnie i bajki odgrywały bardzo wielką rolę w moim kilkuletnim życiu. Wszystko było piękne, łatwiejsze.
Usiadłam na ławeczce, pomiędzy dwiema brzozami. Uwielbiam brzozy, emanuje od nich siła, spokój oraz coś mistycznego. Przymknęłam powieki, oddałam się temu błogiemu uczuciu. I nie zauważyłam, że niebo zasnuły ołowiane chmury, choć kilka minut temu nie było nawet obłoczka. Po dzieciach oraz ich rodzicach nie zostało nawet śladu. Byłam całkiem sama.  Zaczął wiać nieprzyjemny wiatr. Moje brzozy już nie wyglądały na spokojne, wiotkie gałązki wyginały się pod wpływem silnych podmuchów.
Postanowiłam wracać do domu. Skoro zbierało się na burzę nie było sensu siedzieć, narażać na niepotrzebne przemoknięcie. Nie chciałam zniszczyć nowych skórkowych pantofelków, kosztowały majątek.
Podniosłam się z ławeczki, poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Zmroziło mnie. Pewnie jakiś złodziej albo morderca! Odwróciłam się. Stanęłam twarzą w twarz z mężczyzną. Bynajmniej nie wyglądał na rzezimieszka, z drugiej jednak strony jak wyglądają gwałciciele albo mordercy?? Jednak w tym człowieku było coś. Jego oczy... niesamowicie niebieskie. Powiedziałabym, że była to mieszanina chabru z turkusem! Nigdy, przenigdy czegoś takiego nie widziałam. Wpatrywałam się, nie mogąc wydobyć słowa. Nieznajomy również milczał. Spokojnie prześwietlał mnie swoimi niezwykłymi oczami.
Wiatr się z każdą chwilą wzmagał, huczał w koronach drzew, zrobiło się ciemno. Jakby zaczynało zmierzchać, a  przecież była jeszcze wczesna pora. Mężczyzna przerwał ciszę.

- Możesz mi podać swoją dłoń?
-Aaa - zająknęłam się -  Ale w jakim celu, co chce mi Pan zrobić? O co chodzi?!
-Podaj mi swoją rękę, tylko o to cię proszę...
Posłuchałam go, dosyć niepewnie zrobiłam o co mnie prosił. Tylko czy to była prośba? W jego głosie słychać było zniecierpliwienie.
Położył mi na dłoni zieloną, czterolistną koniczynkę. Zaczęłam się śmiać. Choć wcale nie czułam się rozbawiona.

-Czy to jest jakiś żart?! Proszę mi wszystko wytłumaczyć! Jak będę chciała poszukać głupiej koniczynki pojadę na wioskę!
-Nie rozumiesz, ona jest symbolem. Wiem, każdy może sobie takiej poszukać.
-Chciałem ci powiedzieć, że spotka cię wiele przykrości. Będziesz cierpiała. Znajdziesz się w niebezpieczeństwie, ale w chwili gdy zaczniesz się poddawać masz pamiętać o Niej... Tylko dzięki tej zielonej roślince przetrwasz to co cię spotka...
-Słucham?! Pan mnie ostrzega czy grozi?! Nie wierzę w ani jedno słowo! Co ma do rzeczy jakiś nic nieznaczący chwast?! Widać przeholował ktoś dzisiaj z alkoholem.
-Zapamiętaj moje słowa. Wszystko się ułoży, ale musisz w to naprawdę wierzyć.


Odszedł. Tak po prostu. Nawet nie zauważyłam w którą stronę skręcił. Skąd przybył? Kto chce mnie doprowadzić do załamania?
Słońce z powrotem zaczęło świecić, wiatr ustał. Nawet ptaszki wesoło poćwierkiwały. Boże! To jakiś obłęd! Może w pracy ktoś mi dosypuje narkotyki? Mam zwidy. Koniecznie muszę zrobić badania na wykrycie tego paskudztwa.
A, może te wszystkie zdarzenia mają jakiś cel, najpierw babcia, pojawia się nagle, jakby chciała mi przekazać bardzo ważną wiadomość, teraz ten facet. Dlaczego nie posłuchałam babci?
Muszę to sobie wszystko poukładać w głowie. Najlepiej jak wezmę kilka dni urlopu i wyjadę w góry. Odpocznę, wszystko wróci do normy...



Czy wspominałam, że kocham góry? Nasze Tatry są przepiękne, uwielbiam te widoki! Człowiek w obliczu majestatycznych wzniesień czuję się taki mały. Zdaje sobie sprawę ze swojej bezradności. Docenia przyrodę w pewnym sensie odczuwa szacunek do otaczającego piękna.
Tak, to był wspaniały pomysł. Nic tak dobrze nie wpływa na stan ducha, jak wędrówki górskimi szlakami.
Może w drodze powrotnej pojadę do Krakowa? Przejdę się po mieście, zajdę do jakiejś przyjemnej knajpki.
Jak pomyślałam tak uczyniłam. Piękny Kraków przywitał mnie słońcem, zgiełkiem ulic, ale wszystko miało w sobie pewien urok.
Minęły dwa tygodnie, od pamiętnego zdarzenia. Wszystko wróciło do normy. Przemęczenie jednak potrafi spłatać figla Ważne, że już jest dobrze.
Zaszłam do antykwariatu, miejsca w którym zawsze potrafiłam odpłynąć na wiele godzin. Godzinami buszując między półkami, czułam, że po prostu żyję!
Wybrałam kilka interesujących pozycji, spakowałam do torebki i ruszyłam w stronę restauracji, w końcu od dobrych dwóch godzin, odczuwałam uporczywy głód.
Może to było przeznaczenie, może zbieg okoliczności. Nie miałam czasu się zastanawiać. Wszystko działo się tak szybko, ale w chwili gdy musiałam zareagować... poczułam się jak na zwolnionym tempie filmu..
Dziewczynka biegnąca chodnikiem, balonik odlatujący. Wbiega na ulicę by go złapać i .. HUK!
Nie ma już balonika, okropnie różowego balonika, dziecko leży, w kałuży krwi. Nie wiem czy żyje. Podbiegam do niego. Nogi mam takie ciężkie, jakby ważyły po dziesięć kilo każda.
Zaczynam krzyczeć.
 -Niech ktoś wezwie karetkę! Potrzebna jest pomoc!
Staram się przypomnieć lekcje pierwszej pomocy. Jednak między teorią a praktyką jest ogromna przepaść.
Podnoszę dziewczynkę, ma otwarte oczy. Nie płacze. Pyta się gdzie jest balonik. Krwi jest coraz więcej. Prawa strona główki wygląda strasznie. Ten widok będzie mnie prześladować już zawsze. Lecz na razie błagam w myślach by w końcu nadjechała pomoc!
Dlaczego to musi tak długi trwać! Co mam robić? Gdzie są rodzice tej małej istotki? Jak mogli pozwolić żeby sama szła chodnikiem.
- Dlaczego nie czuję bólu? - przerwała pytaniem, natłok myśli w mojej głowie malutka.
- Jesteś w szoku, to normalne, chyba..- odpowiedziałam dziecku.
- Jak masz na imię? Gdzie są Twoi rodzice? - Musiałam zadać te podstawowe pytania.
- Jestem Julka, moja mamusia poszła do bankomatu po...

To był ostatnie słowa Julci...samochód, który w nią uderzył, pogruchotał część czaszki. Jej włoski były zlepione krwią i.. fragmentami mózgu! Nie było szans, nawet gdyby pogotowie zjawiło się natychmiast. Klęczałam nad ciałem i nie wierzyłam. Nie chciałam dopuścić do swojej świadomości informacji o śmierci Juli. Miała co najwyżej pięć lat. Śliczna blondynka, kręcone włoski opadały na ramionka. Teraz z każdą chwilą robiące się szkarłatne.
Kiedy zjawili się ratownicy medyczni tuliłam do siebie martwą dziewczynkę.
Ból, który odczułam w tamtej chwili był nie do zniesienia. Nie znałam tego dziecka , jednak odczuwałam żal, tak potworny jakbym straciła najbliższą mi osobę.
     Dni mijały, musiałam wrócić do pracy. Straciłam dotychczasowy zapał, nie potrafiłam się na niczym skupić. Zawaliłam kila terminów. Zdawałam sobie sprawę,że jeżeli szybko czegoś z sobą nie zrobię stracę pracę. Coraz częściej moje myśli błądziły do chwili spotkania z babcią. Dlaczego mówiła o miłości, że nie potrafimy kochać?? Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Czy tragedia z Julią miała coś wspólnego z tym wszystkim?
- Pani Dominiko! Szef prosi Panią do siebie..- sekretarka przerwała moje rozważania.
Udałam się do gabinetu Dyrektora, podświadomie czułam co chce mi zakomunikować..
- Dzień dobry, - odezwałam się na przywitanie.
- Witam Pani Dominiko, może od razu przejdę do rzeczy. Zapoznałem się z najświeższymi zestawieniami, Pani efektywność pracy jest niezadowalająca. Rozumiem gorszy dzień. Staram się wczuć w sytuację, którą panią spotkała. Niestety trwa to zbyt długo. Nie mogę pozwalać, aby inni pracownicy zostawali po godzinach, poprawiali błędy zrobione przez koleżankę. Jest mi bardzo przykro. Dostanie Pani dwutygodniowy okres wymówienia. Oczywiście proszę sobie wybrać zaległy urlop. Odprawa będzie jak w umowie... -zawiesił głos.

   Słuchałam tego monologu i z każdą chwilą czułam jak osuwa się grunt pod moimi nogami. Za późno się opamiętałam. Nie miałam do niego żalu. Dba o firmę. Wiadomo. Nie może pozwolić,żeby przez jakąś „głupią” śmierć dziecka, jego pracownica zaniedbywała swoje obowiązki. Z drugiej strony miałam ochotę mu wykrzyczeć w twarz, że nie ma pojęcia co czuję...ale czy to by coś zmieniło?
Wyszłam, nawet się nie pożegnałam, pozbierałam swoje rzeczy. Trochę się tego uzbierało przez te pięć lat. Jak łatwo się kogoś pozbyć. Kiedyś byłam niezastąpiona. A, w chwili kryzysu, wymiana. Na lepszy model?
Snułam się chodnikiem, bez celu. Niosłam te moje klamoty. Nagle usłyszałam szamotaninę. Za rogiem budynku, dwoje nastolatków prowadziło dosyć burzliwą rozmowę, pomagając sobie rękoma. Odeszłabym nie interweniując, ale chłopak zachowywał się brutalnie wobec koleżanki. Trudno było stwierdzić czy byli parą.
Nigdy nie lubiłam wtrącać się w sprzeczki zakochanych. Wychodzę z założenia,że każdy musi się sam umieć dogadać. Natomiast przemocy nie tolerowałam, zwłaszcza na polu mężczyzna – kobieta.
Jednak obyło się bez mojej pomocy, ubiegł mnie starszy Pan. Czym naraził się na serię inwektyw, popchnięciem,a co najgorsze, brakiem wdzięczności ze strony poszkodowanej.
- Taki jest dzisiejszy świat..- usłyszałam komentarz oddalającego się staruszka.
Musiałam mu przyznać w duchu rację.
  W domu czekał na mnie list. Od matki zmarłej Julci. Byłam bardzo zdziwiona. Skąd miała mój adres?
Otworzyła i z zaciekawieniem zapoznałam się z jego treścią. Doznałam szoku.


Droga Dominiko!

Wiem,że trudno Ci będzie uwierzyć, w to co za chwilę się dowiesz. Sama nie byłam pewna czy powinnam się dzielić z Tobą tą informacją. Po długich namysłach postanowiłam napisać lit. Nie mam odwagi zadzwonić..Jesteśmy siostrami. Nasza wspólna matka urodziła mnie dwa lata przed Twoim przyjściem na świat. Niestety w tamtym okresie nie mogła się zająć moim wychowaniem. Dorastałam u kuzynki,  siostry ze strony dziadka Leona, nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Rodzina stwierdziła,że nie ma sensu komplikować życia. Mieszkaliśmy tak daleko od siebie.

Jednak teraz po prostu chciałam poczuć,że mam siostrę...
Dwa miesiące temu stwierdzono u mnie raka. Umieram. Wcześniej moją motywacją do walki z tą chorobą była Julia.. ale teraz. Nic mnie nie trzyma na tym świecie. Widziałam Ciebie wtedy na miejscu wypadku. Jeden z funkcjonariuszy policji powiedział jak się nazywasz. Jakie to dziwne,że to akurat TY byłaś tam wtedy..
Ten list jest w pewnym sensie pożegnaniem, chciałam Cię przeprosić,że nie ujawniła się wcześniej, może wszystko potoczyło by się inaczej. Może żyła by Juleńka..
Jest mi niezmiernie przykro,że nie dane nam było być prawdziwymi siostrami..,że nie poznałam drugiej siostry.. najmłodszej. Oszczędź jej prawdy. Czasu nikt już nie cofnie. Wiem,że obarczam Cię dodatkowym ciężarem. Być może postępuję niewłaściwie pisząc do Ciebie. Jednak tak bardzo pragnęłam mieć świadomość,że o mnie wiesz...

Karolina.



Tylko tyle? Tak po prostu się ze mną żegnasz? Gdzie nocne pogaduchy ze starszą siostrą? Gdzie wymiana doświadczeniami? Nie mogę pozwolić jej umrzeć! Nie teraz!
Muszę pojechać do Krakowa! Natychmiast!

***

   Gdzie jest ulica Narutowicza?? Czy  nie mogła zamieszkać w centrum? Biegnę jak szalona, jakby czas,który stracę na zwykły marsz był bezcenny. Dlatego biegnę, gnana wewnętrznym głosem. Szkoda,że tak późno się we mnie odezwał. Jest! Znalazłam adres. Czuję jak serce tłucze się w klatce piersiowej. Nie mogę zapanować nad oddechem.
Pukam do drzwi, otwiera kobieta. Nie jest moją siostrą. Znowu mam wrażenie,że ją znam. Jest ubrana w fartuch taki domowy. Na głowie ma chustkę,takie co noszą babcie.. Wtedy dochodzi do mnie prawda!
- Babciu.. to Ty? - głos więźnie mi w gardle. Czuję,że zaczyna drżeć.
- Tak dziecko. To ja. Nie posłuchałaś mnie, zignorowałaś. Mówiłam,że mamy niewiele czasu. Miałam nadzieję,że zajmiesz się dzieckiem kiedy Karolinka odejdzie...
- Właśnie! Co z Karoliną? Gdzie jest? Muszę z nią porozmawiać! - nie chciałam w tym momencie słuchać wymówek babci, wiedziałam, że źle wtedy postąpiłam.
- Nie ma jej. Odeszła. Wczoraj był pogrzeb.
 - Jaki pogrzeb?! Jak to odeszła?! - zaczęłam krzyczeć, spazmatycznie łapałam powietrze, to nie mogła być prawda! Miałyśmy porozmawiać...
- Ta wasza pogoń za karierą, pogubiliście się. Pytałaś jaką miłość miałam na myśli.
Nie chodziło mi o porywy,charakterystyczne dla zakochania. Miłość dojrzała. Do ludzi, Nie musisz wyznawać im tego uczucia, wystarczy wysłuchać i spróbować pomóc. Ty drogie dziecko zostawiłaś mnie na chodniku, nie interesowałaś się tym co miałam do powiedzenia.
-Co mogę zrobić? - tylko to pytanie przyszło mi w tej chwili do głowy. Czułam wstyd, rozgoryczenia. Okazałam się egoistką. Usłyszałam swój własny szloch. Poczułam jak nogi uginają się i opadam na podłogę. Zwinęłam się w kłębek. Nie potrafiłam pogodzić z tak dotkliwą stratą. Ból pozbawiał mnie oddechu, Był to fizyczny i psychiczny.
Przypomniałam sobie to uczucie kiedy umarła Julka..wtedy nie umiałam wytłumaczyć żalu. Teraz wiem,że nie było to zwykłe rozstanie, ze zwykłym dzieckiem. Serce czuło,że jesteśmy sobie bliskie. Mimo,iż nigdy się nie spotkałyśmy.

Zdjęcie, które znalazłam na parapecie. Poza babcią był na nim mężczyzna z parku. Jeden z przyjaciół. Zginął jako pierwszy, Dzięki niemu przeżyła moja babcia. Nie zastanawiał się ani chwili. To była miłość, do drugiego człowieka. Do jego życia.  Nie myślał o sobie.
Dlaczego właśnie On pojawił się tamtego dnia? Nie wiem, być może chciał mnie przygotować na ten ból. Ostrzec. Wiedział,że babci się nie udało do mnie dotrzeć.
 Do mojego serca.

****
   Wydaje się,że już nic gorszego nie może mnie więcej spotkać. Limit tragedii wyczerpałam. Nic bardziej mylnego. Jeżeli jest źle, pamiętaj, zawsze może być gorzej.
Wracałam do domu. Babci już nie widziałam. Zawiodłam ją. Siostrę oraz moją siostrzenicę. Wyrzuty sumienia z każdą chwilą stawały się coraz uciążliwsze.
Przez kilka dni żyłam na pograniczu rozpaczy. Resztkami sił wyniosłam się z mieszkania Karoliny. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.

    Mieszkanie przywitało mnie pustką. Tak, do tej pory nie odczuwałam samotności, jak w tej chwili. Nie miałam przy sobie nikogo. Rodzice w prawdzie mieszkali kilka ulic dalej. Jednak potrzebowałam kogoś innego. Kto by mnie po prostu wysłuchał.
Był i wspierał swoją obecnością. Nie posiadałam takiej osoby, nie miałam przyjaciółek, jedynie koleżanki. Żadnej przyjaznej duszy. Zatraciłam się w robieniu kariery... awanse, siedzenie po godzinach, Co z tego?
Siedziałam w fotelu, Patrzyłam w ścianę. Nie wiem co czułam. Chyba nic.
Przestałam jeść. Wychodzić z domu. Straciłam sens życia.
Nie miałam pracy. Widać byłam kompletnie beznadzieja, Pod każdym możliwym względem. Jaki był sens istnieć? 
  Ktoś zadzwonił do drzwi. Z chęcią bym się nie podnosiła z miejsca, ale nogi same poniosły mnie w stronę przedpokoju. Otworzyłam drzwi, nikogo nie było. Na wycieraczce leżała maleńka koperta. W środku
znajdowała się czterolistna koniczynka....

KONIEC





Mam nadzieję,że dotrwaliście do końca:)



Czytaj dalej...

Bransoletka



Pani Ewa Nowak w swoich powieściach porusza problemy psychologiczne oraz pedagogiczne dotyczące nastolatków oraz ich rodzin. Przede wszystkim zwraca uwagę na stanowisko rodziców względem dorastających dzieci, które nie zawsze radzą sobie z nagłą zmianą w ich zachowaniu i potrzebują wsparcia oraz zrozumienia w jednym z najtrudniejszych etapów życiowych, bo to właśnie wiek dojrzewania sprawia,że najmniejszy problem rośnie do rangi katastrofy, z której to absolutnie nie ma wyjścia. 
Wahania nastrojów, rozdrażnienie kumulują się i niejednokrotnie doprowadzają do kłótni. 

Werka należy właśnie do grupy nastolatek zbuntowanych, naburmuszonych, uważających,że wszystko jest beznadziejne i oczywiście absolutnie nikt nie rozumie tego co one czują.   Od jakiegoś czasu tato wraz z bratem pastwią się psychicznie nad biedną dziewczyną, która to jak twierdzi nie może znieść ich widoku. 
W szkole jest nie lepiej przyjaciółka Magda roztacza nad nią fałszywą pelerynę troskliwości dobrze wiedząc,że koleżanka tego nie znosi. 
Dlatego nastolatka postanawia pod wpływem impulsu pojechać na wycieczkę do Warszawy z inną klasą, na złość koleżance, ot chęć przekory, czy aby dobrze przemyślana? Właśnie tam przechadzając się po muzeum pozna Łukasza, dzięki niemu jej spojrzenie na pewne sprawy ulegnie ogromnej zmianie, ale zanim do tego dojdzie Wera przeżyje wiele przykrych sytuacji, zostanie zraniona i dojdzie do strasznego wniosku,że nawet własna matka nie interesuje się jej problemami.

Splot wydarzeń sprawi,że trafi na zimowisko grupy teatralnej. Nie, nie będą to wymarzone ferie zimowe, wręcz przeciwnie. Weronika na każdym kroku będzie demonstrowała swoje niezadowolenie, niechęć do uczestnictwa w warsztatach, poznani ludzie wydadzą nie dziwni. Jednak każda lekcja nawet ta wydawać by się mogło absurdalna przyniesie niebywałe skutki. Salomea opiekunka grupy swym silnym temperamentem nie pozwoli nikomu się nudzić, będzie irytowała, wzbudzała niechęć, lecz jej nauki sposób myślenia dotrze do zapartej, buńczucznej uczestniczki. Zrozumie,że każdy odgrywa własną rolę, posiada tajemnicę, zaś pochopnie wystawiony osąd będzie nie jeden raz krzywdzący nawet dla niej samej.
Mimo wszystko gdy wróci do szkoły jej świat stanie się inny, Ona sama nie będzie tą samą osobą sprzed dwóch tygodni. 


Bransoletka to niezwykle mądra oraz pouczająca powieść, nie tylko dla nastolatek,ale również dla nas dorosłych, a przede wszystkim rodziców. Ukazuje świat widziany dorastającej dziewczynki, jej problemów
Warsztaty teatralne, lekcje, w których uczestniczyła grupa młodych ludzi były pouczające również dla mnie samej, spojrzenie na z innej perspektywy na pewne sprawy; Zaobserwuje wiele interesujących zachowań. 
Kiedy Wercia wróciła do domu przyjrzała się swojemu życiu z boku, jako widz, zrozumiała jak jest spostrzegana przez innych. Czasem wystarczy odwrócić sytuacje, aby zrozumieć dlaczego otoczenie jest przeciwko nam. 
Może rodzice nie są tacy straszni, dla nich dziecko, które było uśmiechnięte zadowolone z życia nagle zaczyna się burmuszyć, odpowiadać niegrzecznie, buntuje się i ucieka od ich towarzystwa. 
W końcu kiedyś byli szczęśliwi, a teraz zmiana przyszła niespodziewanie, co gorsza nie tak jakby się obie strony spodziewały. Ponieważ dziecko zmieniające się w nastolatka wpada w kompleksy, każdą krytykę odbiera dosłownie 
i nosi urazę ukrytą głęboko w pamięci. 
Chciałabym tę książkę polecić dla młodzieży oraz rodziców ponieważ obie strony będą miały możliwość zrozumieć problem  na polu rodzic-dziecko oraz dziecko-rodzic. Ja wyniosłam wiele nauk podczas pobytu na tym jakże interesującym zimowisku. 

Podsumowując jest to niezwykle wciągająca oraz pouczająca lektura. Każdy rozdział posiada przekaz. Pobudza do przemyśleń. 
Po powrocie do rzeczywistości chyba każdy przejdzie przez przemianę, nie tylko nasza główna bohaterka. 



PREMIERA KSIĄŻKI - 11 WRZEŚNIA 2013













Czytaj dalej...

Ava i Tim




Tymek jest zwykłym chłopcem, nie wyróżnia się wśród rówieśników, a jednak ciągle ktoś się z niego naśmiewa, może i jest troszkę bardziej pulchniejszy od kolegów z klasy, na domiar złego musi nosić okulary, gorzej chyba być nie może, zwłaszcza dla gimnazjalisty w nowym zupełnie nieznanym otoczeniu. Dawniej gdy miał dwóch przyjaciół o dziwnych imionach tak jak on sam było mu raźniej, teraz nie ma nikogo. W prawdzie nie zaznał przemocy fizycznej ze strony swych prześladowców, jednak wiele razy wolałby oberwać niż słuchać podłych wyzwisk wpijających się w głowę. 
Pewnego dnia Tim, bo tak chłopca nazywali dwaj przyjaciele, oddala się od terenu szkolnego, wchodząc w las, by uniknąć szykan ze strony Jarka, to on zawsze był głównym prowodyrem zaczepek.
Idąc w głąb lasku, Tymek wpada w dziurę i się uderza, spostrzega,że w jamie jest dziwny mężczyzna, udający przyjaciela namówi chłopca na wypróbowanie dziwnej rośliny, nie, nie będzie musiał jej zjeść. Wystarczy,że zaciśnie ją dłoni i pomyśli to na czym tak bardzo mu zależy. Życzenie się spełni, jednak jak to w życiu bywa nic nie może być za darmo, jakie konsekwencje poniesie Tymoteusz swojej decyzji i czy cena nie będzie za wysoka? Oraz pytanie czy na prawdę było warto? 


W równoległej krainie zwanej Toreline na dziedzińcu królewskim panuje poruszenie, któremu z okien swojej komnaty przygląda się królewna Avia. Niestety  odpowiedzi na wiele pytań będzie musiała sama poszukać. Nie będą to dobre wieści, wręcz przeciwnie. Królestwu zagrozi ogromne niebezpieczeństwo, zaś głównym powodem zamieszania będzie zaginięcie pewnej rzeczy oraz sama Królewna. W jaki sposób są one powiązane? Tego trzeba będzie się dowiedzieć wraz z Avią. Zmierzyć w stronę północy, napotkać po drodze wiele niebezpieczeństw. 

Dwoje nieznanych dzieci, podróżujących w to samo miejsce, mający podobny cel, może nawet taki sam. 
Spotkają się na drodze, nie będą ufali wzajemnie, a jednak wspólny cel zbliży tych dwoje. Zaczną rozwiązywać zagadki, układać je w całość, ale wskazówki wcale nie będą takie łatwe, co gorsza czyhające niebezpieczeństwa sprawią,że nie jeden raz zwątpią. Co czeka u końca wyprawy? Czy uda się odnaleźć to co albo kogo szukają? 

Powiem szczerze nie spodziewałam się tak wspaniałej przygody! Wybrałam się z Tymoteuszem oraz Avią w krainy, które były niesamowite, zaś dzieci okazały się wspaniałymi kompanami, Pani Agnieszka stworzyła coś niesamowitego, przygodę nie tylko dla dzieci, dorośli również zapragną dowiedzieć się czym jest tajemnicza roślina, kim tak na prawdę jest Sladen i w jakim celu zwodził Tima. Zaś Królestwo zamieszkiwane przez Avię będzie jawiło obrazami pięknych syren, skrzatów oraz innych przedziwnych istot, nie zawsze dobrych. Nie dość,że zagadka na prawdę jest nie byle jaka, bo oboje z dzieci otrzymuje poważną misję do wykonania. Fakt,że ich losy splotą się ze sobą nie jest bez znaczenia, ale co ukaże sam koniec...
Wielkie uznanie dla autorki, bo już na prawdę bardzo, bardzo dawno czytałam tak świetną, wciągającą książkę przygodową! 










Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka