Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

stycznia 13, 2024

stycznia 13, 2024

You soften me

You soften me


 W okresie świątecznym postawiłam na nieco lżejsze lektury. Byłam przekonana, że „You soften me”, będzie świetną pozycją, która przeniesie mnie do fabuły pełnej emocji. Opis obiecywał naprawdę wiele, dlatego byłam przekonana, że podjęłam trafną decyzję. Niestety popełniłam wielki błąd, ale zacznijmy od początku.

Poznajemy Willow, dziewczynę pasjonującą się tańcem. Można śmiało stwierdzić, że jej życie kręci się wokół tańca i nic poza nim, nie ma większego znaczenia. Za wszelką cenę chce udowodnić sobie i swojej rodzinie, że jest w tym bardzo dobra. Dlatego z zaangażowaniem i powagą podchodzi w przygotowaniach do konkursu, który może otworzyć jej drogę do kariery. Niestety sytuacja zaczyna się komplikować, gdy wieloletni partner ulega wypadkowi. Kontuzja jest na tyle poważna, że nie będzie mógł wziąć udziału w treningach.
Dla Willow jest jasne, że tegoroczny konkurs musi odpuścić, nie ma drugiej osoby, z którą mogłaby wygrać. A nawet jeśli jest, to nie ma mowy, by się przemogła do współpracy z właśnie tym chłopakiem. Victora Dafta, bo o nim mowa, nienawidziła od wielu lat. Nie mogła rozpocząć z nim pracy przed tak wielkim przedsięwzięciem, ale z drugiej strony, wizja rezygnacji była naprawdę dobijająca. Zwłaszcza że ojciec tylko czekał na jakiekolwiek potknięcie córki.
Dla obojga jest to trudna decyzja, ale zdają sobie sprawę, że każde z nich potrzebuje wziąć udział właśnie w tym konkursie. Każde z innych pobudek. Zawierają więc układ – spróbują być profesjonalistami i mimo niechęci – głównie ze strony Willow – i zaangażują w treningi. Czy jest możliwa współpraca i osiągnięcie celu, kiedy towarzyszą tak silne emocje? Czym zawinił w przeszłości Victor i co oboje ukrywają?

Nie ukrywam, miałam swoje oczekiwania względem tej książki. Zapowiadała się naprawdę ciekawa fabuła, a tutaj….

Zacznijmy od wątków, które miały wzbudzać w czytelniku odpowiednie emocje – nienawiść Willow do Victora, cóż chłopak uczynił lata temu dziewczynie, że ciągle powtarzała, jaki jest beznadziejnie arogancki, zadufany w sobie i całe zło świata skumulowało się właśnie w jego osobie? Gdy w końcu wychodzi na jaw motyw, miałam wrażenie, że autorka zrobiła sobie żart z czytelnika. Oczywiście, zaistniała sytuacja mogła wywołać w młodziutkiej dziewczynce pewne negatywne emocje, co miało swoje nasilenie, zważywszy na sytuacje, jaką miała w domu. Niemniej, żeby czuć nienawiść przez tyle lat i upierać się przy ocenie człowieka, którego tak naprawdę nieznała – zwłaszcza w dorosłym życiu. Jawiło się to jak naciągana opera mydlana licealistów na początku edukacji i ich pierwszych rozczarowań rówieśniczych.

Kolejna sprawa i chyba najważniejsza zważywszy na tematykę książki, jak i główny wątek. Taniec, którego nie było. Taniec był tylko słowem i nic poza tym. Oni niby trenowali, ale poza rozciąganiem i kilkoma obrotami, nie dowiadujemy się niczego więcej. Cały czas przyglądamy się dziwnym, wręcz wydumanym potyczkom słownym, które uwierzcie, wcale nie wnosiły fajnych przerywników do całości.

Jedyne co miało naprawę dobry potencjał, a zostało wręcz zamordowane, to była relacja z ojcem oraz jego nową żoną. Tutaj naprawdę można było stworzyć fenomenalne podłoże do pobudek, jakimi kierowała się Willow. Niestety, podczas czytania, odnosiłam wrażenie, że im bardziej autorka chciała zbudować emocje, tym bardziej się nie udawało. Może zabrakło poczucia „tego czegoś” w trakcje pisania? Może początkowy zamysł umarł w butach przed napisaniem prologu? Nie wiem, ale po 150 stronie, wiedziałam, że to będzie droga przez mękę. Wyczekiwałam zakończenia niczym zbawienia.

Nie chcę wiedzieć, kiedy będzie druga część, nie mam najmniejszej potrzeby kontynuacji. Straciłam czas i gdyby nie zobowiązania, nie przeczytałabym tej książki do końca. Tak nijakiej i naciąganej fabuły dawno nie miałam nieprzyjemności czytać. Cóż, po napisaniu opinii planuje zapomnieć o „You soften me”. Nie będę polecała, ponieważ nie poczułam nic, ale decyzję jak zawsze pozostawiam Wam.

 

 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

stycznia 06, 2024

stycznia 06, 2024

Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki

Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki

Opinia do "Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki" miała się pojawić jeszcze przed Nowym Rokiem, ale co się odwlecze... Dziś już nie ma tłumaczenia, tylko tekst o książce, którą poleciła mi jedna z uczennic. Tyle mi opowiadała o fabule - nie zdradzając najważniejszych wątków, że jeszcze w szkole złapałam za telefon, odszukałam w palikacji Legimi czy jest, pobrałam i w po powrocie do domu zaczełam czytać. 

I teraz pozostaje zadać  bardzo ważne pytanie - czy zachwalne przez młodzież książki mogą być dobrym poleceniem? Odpowiedź już za chwilkę, najpierw zarys fabuły. 

 

Pippa Fitz-Amobi pamięta sprawę sprzed pięciu lat, kiedy całym miasteczkiem w którym mieszka, wstrząsnęło straszne wydarzenie. Zaginięcie jednej z uczennic, a później w końcowym dochodzeniu ustalenie morderstwa, do którego miał się przyczynić jej ówczsny chłopak Sal Singh.  Saprawa z pozoru oczywista. Para się pokłóciła, chłopak pod wpływem złości zabił Andie, jej ciało gdzieś zakopał, a później jak gdyby nigdy nic wrócił do domu. Później poprosił przyjaciół o złożenie nieprawdziwych zeznań dotyczących godziny opuszczenia wspólnej imprezy. Krótko mówiąc nie było żadnych wątpliwości. Gdy Sal zrozumiał, że nie ma sznas uciec przed odpowiedzialnością, popełnił samobójstwo, a wcześniej wysłał wiadomość sms do ojca, w którym przyznał się do zbrodni. Nie powinno być wątpliwości.  Nikt nie miał. Przez pięć lat, aż do teraz. Gdy Pippa postanowiła w ramach szkolnego projektu, zająć się jak uważała, nie do końca rozwiązaną sprawą. 

Na początku dziewczyna chciała poprowadzić swoje prywatne śledztwo, które mogłaby profesjonalnie ukazać przed nauczycielami w szkole. Podeszła do projektu bardzo poważnie - jednak nie każdy podejrzewał, jak bardzo poważnie. Dlatego kiedy nastolatka umawiała się na rozmowy z osobami, które miały jakiekolwiek informacje na temat feralnego wieczoru, ale również znali Sala i Andie, nikt nie przypuszczał, że wracając do przeszłości otworzą puszkę Pandory. 

 

Podchodziłam do książki z mieszanką uczuć. Nie ukrywam, tytuł średnio do mnie przemawia nawet teraz. Niemniej znajac już niektóre fragmenty, byłam niezmiernie ciekawa, czy rzeczywiście aż tak wciąga? Jak została skonstruowana fabuła. Na korzyść przemawiało, że kryminał, wątek morderstwa i wielu tajemnic, które obiecywały zaskakiwać rozwiązaniem. 

Zacznijmy od kreacji postaci. Wszyscy odgrywają ogromną rolę i mają swój udział w budowaniu odpowiedniego napięcia. Na początek  - Pippa - świetnie ukazana sylwetka nastolatki, która jest bardzo pozytywna, ma ciekawe podejście do prowadzonego projektu, nieco naiwne, a jednak skuteczne. W pierwszych rozdziałach można patrzeć na całość z przymrużeniem oka, ale później akcja nabiera tempa i coś, co wydawało naiwne zaczyna nabierać powagi.  Kolejną ważną postacią jest Ravi - brat Sala, chłopaka posądzonego o morderstwo. Rodzina Singh od pięciu lat, jest uznawana za wykluczoną w społeczeństwie. Nie wychodzą z domu i z nikim nie utrzymują kontaktu. Dlatego kiedy Pippa wychodzi z inicjatywą sprawdzenia winy Sala, jego brat chce uczestniczyć w projekcie. Wspólnie tworzyli zgrany duet, chociaż ich znajomość nie będzie pozytywnie odbierana wśród miejscowych. 

Fabuła dosyć szybko z niepozornie zaczynającej się historii, zaczyna budzić pewne napięcie i nakierowywać czytelników co do ewentualnego rozwiązania. Jednak każdy trop, okazuje się błędny, a kolejne wskazówki tylko mieszają w głowie. Szczerze mówiąc, jest to typ akcji, gdzie człowiek zaczyna podejrzewać wszystkich. Przez chwilę miałam przebłysk, że podejrzewam osobę, która okazała się właściwa, ale w końcowym rozrachunku i tak jest efekt zaskoczenia. Można powiedzieć, rozwiązania są dwa. Jedno bardziej pokręcone od drugiego. 

Podsumowując - Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki, jest świetnie napisaną młodzieżówką z wątkiem kryminalnym. Nie ma nudy, poziom wydaje się lekki, by w ogólnym rozrachunku zyskiwał miano dobrze napisanego kryminału dla młodzieży. Mimo mojego wieku, który jednak nie jest docelowy, nie ukrywam, czytałam z zaciekawieniem i nie mogłam się oderwać od stron. Naprawę polecam, a sama planuje przeczytać kolejne cześci - z tego co już wiem, są jeszcze ciekawsze. Nie mam wyjścia, obiecałam, że przeczytam. Mam czas do wtorku :).



 

października 11, 2023

października 11, 2023

Tak jest okej

Tak jest okej

 


Dziś przychodzę z książką, do której miałam spore oczekiwania. Opis zapowiadał trudną i tajemniczą historię. Gdy tylko otrzymałam egzemplarz, zasiadłam do czytania – co w ostatnim czasie, nie często mi się zdarza, wspominam o tym, żeby później nie było wątpliwości, by moje nastawienie mogło mieć znaczenie w końcowej ocenie. Zanim przejdę do oceny, nakreślę zarys fabuły z mojej perspektywy.

Zbliża się przerwa świąteczna, więc studenci masowo opuszczają akademik, w celu udania się na zasłużony i zapewne długo wyczekiwany odpoczynek. Gmach z każdym dniem, a później już godziną, staje się coraz cichszy. Zostaje tylko jeden pokój, a w nim jedna osoba, która nie wybrała się do bliskich na święta – ta osoba to Marin. Dziewczyna pochodząca z dalekiej Kalifornii decyduje się pozostać w zimnym i zaśnieżonym Nowym Jorku. Sama.

Nie dała się nikomu przekonać, gdy otrzymywała zaproszenia spędzenia tych kilku, chociaż dni w gronie nowo poznanych już znajomych. Wiadomości z rodzinnego miasta ignorowała od kilku miesięcy. Od dnia, w którym jej życie dokonało przewrotu, a Marin pod wpływem impulsu zdecydowała się uciec, nikomu nic nie mówiąc.

Teraz w te zimne i samotne dni, musi zmierzyć z samotnością, ciszą i myślami. Nie wie, jak będzie wyglądał najbliższy czas, mimo roboczo zakreślonego planu nicnierobienia, znalazło się kilka dni na spotkanie z przeszłością i to dosłownie. Przed samymi świętami, zapowiedziała się w odwiedziny przyjaciółka z Kalifornii – Mabel. Znaczy, były przyjaciółkami, zanim Marin postanowiła bez słowa uciec, a przy tym wszystkim, nie odpowiadać na telefony i wiadomości od ludzi z dawnego życia. W końcu nadchodzi czas, by wyznać, co się takiego wydarzyło, że wywołało aż taką reakcję.

Jak można zauważyć, fabuła rysuje się bardzo tajemniczo i pierwsze co wpada do głowy – to pytania, cóż za tragedia spotkała główną bohaterkę? Dlaczego postanowiła odciąć się od bliskich osób, których gdzieś w głowie, cały czas nazywała przyjaciółmi?

Mogę napisać, że te pytania, a później kolejne, będą bardzo długo pozostawały bez odpowiedzi, ale zanim napiszę, czy rozwiązanie tajemnicy było rzeczywiście wstrząsające, wspomnę o Marin.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale ta postać była nijaka. Dosłownie. Jej rozmyślania, jakieś strzępki informacji, które pojawiały się z przeszłości, nie sprawiały, by czytelnik mógł poczuć cokolwiek. Autorka nie tchnęła w Marin niczego, co pomogłoby w zrozumieniu jej zachowania, wejścia w głąb jej uczuć. Po prostu była, jak nagłówek w gazecie, niby przykuwa uwagę, ale nie na tyle, żeby chcieć kontynuować czytanie.

Na początku się łudziłam, że autorka celowo buduje aurę tajemniczości, a później przy odkryciu wszystkich faktów, powali czytelnika jakimś trzęsieniem ziemi. Niestety z każdą kolejną stroną, byłam coraz bardziej świadoma, że to jest książka, która miała pomysł i na nim się skończyło. Odniosłam wręcz wrażenie, że po zbudowaniu napięcia, pomysł zdechł i została jedna wielka improwizacja.

Co najgorsze? Doczytałam, że jest to jedna z najlepszych książek autorki… cóż chyba nie chcę wiedzieć, jakie są te średnie.

Tak jest okej – tak, można dosłownie w ten sposób ocenić książkę. Jest okej, dla wahającego się czytelnika, który nie wie, czy chce poczuć emocje, a może po prostu przypadkiem wpadła w ręce, więc z braku laku, zawiesi oko na tekście. Zabrakło tutaj wszystkiego, co sprawia, że fabuła wciąga i sprawia, że uczucia i wydarzenia dotykające bohaterów, uderzają w nas samych. Może i tragedia, która w zamyśle, miała zrobić wrażenie, byłaby dotkliwa, gdyby autorka to naprawdę poczuła. Widać, że zabrakło oddania samej siebie. Dlatego cała książka jest płaska jak moja recenzja. Bo podczas pisania, nie czuje nic.

Czy polecam? Nie wiem. Sami zdecydujcie. Nie lubię przerostu formy nad treścią, a w tym przypadku właśnie tak było.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle

września 24, 2023

września 24, 2023

To, czego nie mówię

To, czego nie mówię

 


Często wspominałam przy niektórych tytułach, że lubię sięgać po książki kierowane do młodzieży. Dzieje się to z różnych powodów. Czasem tak po prostu, by poczuć emocje z dawnych czasów. Niekiedy jest coś w zapowiedzi, co mnie przyciągnie, ale w większości dla sprawdzenia, czy dany tytuł jest właściwy do grupy odbiorców.

W przypadku „To, czego nie mówię”, bardzo zainteresował mnie opis zapowiadający ważny temat zawarty w fabule. Byłam niezmiernie ciekawa, jak autorka wykorzystała potencjał.

Poznajemy Lily, która wydaje się zwykłą nastolatką. Ma dwie siostry, starszą i młodszą. Dziewczyna jest bardzo ambitna, pisze wiersze i aspiruje na jedną z lepszych uczelni. Można powiedzieć, że jest lubiana w gronie znajomych ze szkoły. Jedyne co może różnie wpływać na relacje z kolegami, to rywalizacja w nauce. Jednak to wszystko, raczej dodaje motywacji, niż zniechęca. Na pierwszy rzut oka, wszystko jest w porządku, ale nikt – nawet najlepsze przyjaciółka, nie wie, jaką tajemnicę skrywa Lily.

Minęły dwa miesiące, ale czas jakby nabrał innego wymiaru. Właśnie przed dwoma miesiącami, znalazła w łazience swoją starszą siostrę. Leżała w kałuży krwi. Siostra, która zawsze była pełną energii osobą. To ona stawała w centrum uwagi i miewała szalone pomysły. Dlaczego więc tak żywiołowa dziewczyna, zdecydowała się na podcięcie żył? Czego nie zauważyła rodzina? Czego nie wiedziała Lily?

Teraz Alice jest w specjalnym ośrodku dla osób z problemami psychicznymi. Oficjalna wersja jest zupełnie inna. Rodzina nie chce mówić o tym wydarzeniu. Lily nie chce nikomu o tym mówić. Panicznie boi się reakcji znajomych. Boi się też tego, że ona sama może być chora. Te myśli w pewnym momencie zaczynają wywoływać lawinę emocji, z którymi dziewczyna przestaje sobie radzić. Strach przed odrzuceniem kolegów ze szkoły, udowodnienie ojcu, że ona jest idealna, że nie zawiedzie. Pokazanie sobie, że jest zdrowa. I w końcu zmierzenie z powrotem chorej siostry. Próba samobójcza była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Alice jest chora na CHAD. Nie można jej wyleczyć. Ta informacja przytłacza całą rodzinę.

Wydarzenia ostatnich dwóch miesięcy, wizja powrotu Alice z ośrodka oraz jej diagnoza. Jeszcze projekt w szkole, który ma zrobić z nieznajomym chłopakiem. Na domiar złego, ów uczeń, przebywał w tym samym ośrodku co siostra Lily. Chłopak zna Alice, co oznacza, że tajemnica dziewczyny wisi na włosku… Silna potrzeba kontroli zaczyna wywoływać u Lily nieznane do tej pory reakcje. Lawina ruszyła, czy może ją coś zatrzymać?

Już na początku muszę napisać, że jest to szalenie trudna i emocjonująca książka. Nie liczcie na lekki romans młodzieżowy, gdzie za tło posłużono się chorobą bohaterki. Autorka odwaliła kawał potężnej roboty i jestem niesamowicie wdzięczna za jej poświęcenie. Za pochylenie się nad jakże trudnym, ale potrzebnym tematem.

Nie tylko próby samobójcze, nie tylko depresja. Tego jest tak wiele… problemy Lily, jej siostry i całej rodziny, kawałek po kawałku ukazują,  krucha jest psychika. Jak czasem niewiele potrzeba, by kula śniegu zaczęła się rozpędzać, by później nie było można jej zatrzymać.

Lily od zawsze miała uporządkowane życie. Każde wydarzenie skrupulatnie odhaczała w swoim zeszyciku. Nic nie było dziełem przypadku. Gdy w pewnym momencie w jej życiu pojawia się rysa – choroba Alice. Nie wie, co zrobić, by naprawić szkody, które nagle się zwaliły. Wie jedno, nie może zdradzić swoim znajomym, że jej starsza siostra jest chora. Wtedy i na nią padnie podejrzenie, a co jeśli rzeczywiście i ona jest w grupie ryzyka? W dodatku ojciec, któremu nie jest łatwo. Dlatego właśnie ona, musi być silna, musi pokazać, że ma kontrolę. Nas sobą, swoim życiem. Nad domem i całą resztą.

Do momentu pojawienia się Micaha. Chłopaka w kolorowych skarpetkach, który wzbudza emocje we wszystkich uczniach. Jest nowym uczniem w szkole, chodzą słuchy, że z poprzedniej został wyrzucony, że jest świrem. W końcu był w ośrodku dla chorych psychicznie. Właśnie w tym ośrodku, gdzie teraz leczona jest Alice. Czy może być gorzej?
Tak. Gdy nauczycielka, łączy Lily i Micacha w parze do stworzenia pewnego projektu… Ona pisze, On maluje. Co może z tego wyniknąć?

Chciałabym tak dużo napisać o tej książce. Jaki serwuje ładunek emocjonalny. Jakże dobrze rozumiałam uczucia Lily. Jej paniczny strach przed wykluczeniem przez znajomych w szkole. Tego poczucia bezradności, gdy strach zaczął przejmować kontrolę nad umysłem i w końcu jej ciałem.

Erin Stewart przepięknie, ale i boleśnie prawdziwie ukazuje czytelnikowi, jak wygląda życie z osobą, która boryka się z chorobą psychiczną. Jak wielki wpływ ma tłumienie emocji na nas samych. Kolejny brutalnie i szczerze ukazany punkt – to nieświadomość społeczna na temat schorzeń, chorób i zaburzeń psychicznych.
Reakcje rówieśników Lily miały jasny przekaz – jeżeli „chorujesz na głowę”, trzeba od ciebie uciekać. Świadomość niezrozumienia ze strony kolegów, strach przed odrzuceniem, doprowadziły dziewczynę do wyniszczenia. Pogłębiające stany lękowe z samookaleczeniem. Błędne koło, z którego nie umiała się wydostać.

Jakie zakończenie ma historia Lily, Micaha i Alice? Czy jest w niej miejsce na happy end? Tego nie zdradzę, ale mogę napisać jedno – we mnie zakończenie wywołało sporo łez, a słowa od autorki….

Uważam tę książkę za bardzo ważną, którą powinien przeczytać każdy. Nie tylko młodzież – w prawdzie jestem bardzo szczęśliwa, że powstała właśnie tej grupie dedykowana. Mam nadzieję, że zostanie odpowiednio zrozumiana i nakieruje na właściwe tory, ponieważ ludzie z chorobami, czy zaburzeniami psychicznymi, nie powinny być piętnowane. Mają prawo do życia jak każdy. A wykluczenie, czy etykietowanie, jest po prostu okrutne i nieludzkie. Przeczytajcie, mimo niełatwej tematyki.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle.

lipca 27, 2023

lipca 27, 2023

I Wanna Kiss You

I Wanna Kiss You

 


Kilka postów wcześniej napisałam o swoim czytelniczym maratonie, który dotyczył książek skierowanych do młodzieży. Moja opinia na temat pierwszej była bardzo pozytywna, czego niestety nie mogę napisać w odniesieniu do I Wanna Kiss You. Zamysł fabuły był naprawdę genialny. Dlaczego zatem moja opinia nie będzie zbyt pozytywna? Zacznijmy od początku. 

Blue uwielbia fotografować i właśnie ze swoją pasją chce wiązać plany na przyszłość. Tymczasem musi się zmierzyć ze zmianą w życiu. Musi pójść do nowej szkoły, ale co gorsza zamieszkać w domu, do którego nigdy nie chciała trafić. A wszystko za sprawą matki, która od zawsze polowała na bogatego męża (czego specjalnie nie ukrywała). Teraz dziewczyna musi zostawić swoje stare życie, może i biedne, ale prawdziwe i szczere, by zmierzyć się z towarzystwem bogatych nastolatków, zapatrzonych w metki i wszystko czym można szpanować. 

Tego dnia była na pomoście. Zbierała zdjęcia do portfolio oraz do konkursu, którego wygrana mogłaby ułatwić studiowanie. Gdy patrzyła w obiektyw aparatu ujrzała chłopaka płynącego żaglówką. Myślała, że jest wystarczająco daleko, by nie zauważył, że robi mu zdjęcie. Jednak London zwrócił uwagę na aparat skierowany w jego stronę. Gdy dopłynął do brzegu postanowił poznać dziewczynę stojącą na pomoście. Jedno spotkanie, jeden pocałunek. Mieli się więcej nie zobaczyć. 


Na początku muszę napisać o pomyśle odnośnie fabuły. Według mnie był znakomity i miał wiele możliwości pociągnięcia i skonstruowania naprawdę genialnej historii. Poznajemy dziewczynę wychowującą się w biednej Amerykańskiej dzielnicy. Jej matka poluje na faceta z kasą, czego nawet nie stara się ukryć. Kiedy osiąga swój cel, postanawia zmienić nie tylko swoje życie, ale jak wiadomo również córki. Dziewczyna emocjonalnie jest związana z byłym partnerem matki, który aktualnie przebywa na misji w Iraku - one jeszcze przez chwilę mieszkały w jego domu. Nagle, okazuje się, że materializm matki wyleciał w totalny kosmos. Uczucia córki przestały mieć znaczenie. 

Teraz Blue będzie musiała się zmierzyć z nową "rodziną", zmianą nie tylko miejsca zamieszkania, ale również szkoły, co jest już po prostu gwoździem do trumny. Prywatna szkoła, do której uczęszczają dzieciaki z bogatych rodzin i Ona.  Jak można się spodziewać, start nie będzie łatwy, zwłaszcza gdy przybrana siostra (córka aktualnego partnera jej matki),  nienawidzi dziewczyny za sam fakt, że weszła do jej życia. Jest przekonana, że Blue podobnie do swojej rodzicielki, dybie na pieniądze bogaczy. 

W ten oto sposób nastolatka już pierwszego dnia nowego życia stoi na przegranej pozycji. Musi zmierzyć z nienawiścią rówieśników, którzy otrzymali nieprawdziwe informacje dotyczące jej osoby. Jakby mało było nieszczęść, chłopakiem przybranej siostry,  okazuje się ten z pomostu, któremu robiła zdjęcie, który ją również pocałował.  

Fabuła zaczęła się super, bo poznajemy dziewczynę, która ma swoje marzenia, ale musi przemęczyć się do osiągnięcia pełnoletności i uniezależnienia od matki. Wtedy planuje opuścić dom jej partnera i zamieszkać z tym, którego uznaje za ojca. Tymczasem ma przeciwko sobie większość szkoły. 

W końcu mogę napisać, że Blue to postać, która nie nadstawia drugiego policzka, gdy dostanie w twarz. Staje oko w oko z przeciwnikiem i się broni, nie dając satysfakcji tym, którzy chcą  ją złamać i upokorzyć. Nawet jeśli płacze, nawet gdy słowa ranią, nigdy nie pokazuje tego publicznie. Dzielnie idzie do przodu, bo wie, że jeśli ktoś jej nie chce poznać, to nie ma prawa oceniać przez pryzmat pochodzenia, czy postępowania jej własnej matki. Tutaj wielkie brawo, bo właśnie takich bohaterek brakowało w książkach i prześladowaniu przez innych uczniów. 

Niestety, na tym mogę już zakończyć pozytywy. Dalej jest równia pochyła do upadku całości.  Dlaczego? Ano dlatego, że autorka po świetnym rozpoczęciu, chyba zgubiła wątek, albo zapomniała do kogo kieruje książkę. Znaczy ja rozumiem, że dla nastolatków sfera seksu i seksualności w ogóle jest ważna i w pewien sposób wokół tego tematu kręci się ich życie. Jednak jest różnica między zahaczaniem o wątek, a skupieniu tylko na nim i to w dosyć ordynarny sposób. 

W pewnym momencie relacje  dwójki bohaterów skupiają się tylko na tym, jak to On puszcza wodze fantazji (a my niestety musimy o tym czytać), jak to chce - uwaga cytat - "wsadzić swojego fiuta  do cipki Blue". Naprawdę, ale naprawdę można sobie darować tego typu określenia. Zawsze powtarzam sceny seksu są ok, wszystko jest dla ludzi, ale jak Boga kocham, czy to muszą być wulgarne teksty? Żargon uliczny rodem z niezbyt dobrze cieszącej się ulicy, o której wszyscy słyszeli. 

Gdyby jeszcze podobne kwiatki pojawiły się raz, czy dwa, mogłabym przymknąć oko i udawać, że autorka bardzo mocno wczuła się w osobowość siedemnastolatka - chociaż będę się upierała, że młodość nie oznacza rynsztokowy sposób wypowiedzi. No ale, niech już się przytrafi. Można wybaczyć, jednak dalej jest gorzej i gorzej. On myśli tylko o jednym, gdzieś pomiędzy wychodzą na wierzch ciekawe sytuacje. Jestem bardzo zła, bo przez napalone kwestie chłopaka, został spłycony bardzo, ale to bardzo poważny problem. Autorka zepsuła tak dobrze rokującą książkę. 

Niestety mam świadomość, że grupa docelowa przeczyta i przyklaśnie tej książce. Tylko jest mi smutno, że najważniejsze zostanie niezauważone, ponieważ wątek wiodący to seks, seks i jeszcze raz seks.  Sami zdecydujcie czy chcecie poznać tę historię, mnie mocno rozczarowała i nie wybaczę autorce. 

lipca 16, 2023

lipca 16, 2023

Zawsze chodziło o ciebie

Zawsze chodziło o ciebie

 

W poprzednim tygodniu zrobiłam swój życiowy rekord w czytaniu książek, a dokładnie w ciągu jednej doby  (nie mam pojęcia jak do tego doszło) pochłonęłam 2,5 książki, co dało 1000 przeczytanych stron. Chyba jeszcze nigdy w mojej karierze czytelnika, a miałam miesięczne naprawdę imponujące wyniki, nie zdołałam tak dużo przeczytać jednego dnia i w sumie nocy. Była ku temu przyczyna, ale teraz nie o tym, a o książce, którą rozpoczęłam mój Maraton. 

Zawsze chodziło o ciebie - Agaty Polte, poznałam twórczość tej pisarki już kilka lat temu, chyba nawet recenzowałam debiutancką książkę. Później jakoś mi umknęły dalsze losy  pisarskie, aż w końcu przeglądając bibliotekę, wpadł mi w oczy ten tytuł. Był upał, więc coś lżejszego było mile widziane i zaczęłam czytać.


Maeve jest siedemnastolatką, która mieszka wraz z mamą, jej ojciec wyprowadził się do kochanki, dlatego od tamtej pory nie utrzymuje z nim kontaktu. Dziewczyna ma pewne kompleksy, które w dosyć nieprzyjemny sposób podkręcają niektóre dziewczyny ze szkoły. Co nie znaczy, że Mae jest typową ofiarą losu, absolutnie. Zwłaszcza mając u boku niezawodną i zawsze stojącą u straży przyjaciółkę. Spokojne jak dotąd życie, zaczyna się komplikować, gdy zupełnym przypadkiem - bo nie od własnej matki. Dowiaduje się,  że w domu zamieszka koleżanka mamy wraz z synem. Ich dom się spalił i na czas remontu postanowiła przyjąć pod dach potrzebujących. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Mae nie znosi chłopa, który zamieszka na wprost jej pokoju. 

Shane, bo o nim mowa, odkąd dziewczyna pamięta, robił wszystko by skompromitować w oczach innych. Dlatego świadomość, że będzie musiała z nim widywać we własnym domu, doprowadza do rozpaczy. Zwłaszcza, że Mae ma chłopaka, dosyć zazdrosnego o kolegę ze szkoły, a teraz współlokatora.  

Nastolatka próbuje poradzić z problemem akceptacji własnego ciała, niby ma świadomość, że nie wygląda źle, ale częste przytyki w szkole, a teraz w domu o Shane'a wcale nie pomagają. W dodatku jej własny chłopak coraz częściej naciska w pewnej sprawie, a ona nie jest pewna swoich uczuć. Sytuację utrudni, zachowanie jednej z koleżanek, która z dnia na dzień, będzie coraz gorzej zachowywała wobec Mae.. 



Na samym początku muszę napisać - żeby nie było. Jest to książka, typowo młodzieżowa, a więc dialogi, poziom jest tak totalnie nastolatkowy, dlatego decydując się na czytanie - o ile jest się już po tym przedziale wiekowym. Należy przestawić myślenie, na właśnie ten wiek. Ja na początku miałam pewien zgrzyt, bo problemy i rozmowy wydawały się okrutnie naiwne. Dopiero po jakiś stu stornach, puknęłam się w czoło, że w końcu oni mają te siedemnaście lat, a nie ponad trzydzieści, więc nie mogę mieć pretensji do niektórych przemyśleń. 

Skoro już mam wstęp za sobą, uprzedziłam i wyjaśniłam, przechodzimy do reszty. Książka porusza wiele ciekawych tematów, które są naprawdę w tym nastoletnim życiu istotne, dopiero później człowiek uczy się bycia ponad te sprawy, ale okres młodzieńczy rządzi się swoimi prawami. 

Mae bardzo trudno przychodzi zaakceptowanie niedoskonałości ciała, zbyt masywne uda, szerokie biodra. Gdyby jeszcze rówieśnicy nie zwracali uwagi, może byłoby łatwiej, ale niestety w każdej grupie znajdzie się ktoś, kto znajdzie czuły punkt i będzie go wykorzystywał. Dlatego dziewczyna nie potrafi przejść obojętnie, do przytyków i zrozumieć, że nie każda musi mieć długi chude nogi.  Mnie akurat bardzo łatwo było zrozumieć ten kompleks, bo sama przez wiele lat, miałam podobny dramat, tak więc, tutaj uwierzcie, sprawa nie jest przesądzona, wygląd nóg potrafi wpędzić w solidne kompleksy. 

Shane, to chłopak, którego człowiek od razu musiał polubić, tak docinał swojej koleżance, ale ich relacja była naprawdę urocza i zabawna. Bardzo przyjemnie czytało się fragmenty kiedy oboje rozpoczynali przepychanki słowne. Co innego, gdy dziewczyna spotykała ze swoim ukochanym, ten wywoływał równie silne emocje, ale z gatunku tych negatywnych. 

Wcześniej pisałam o wątku, w którym Mae będzie musiała zmierzyć z pewnym dręczeniem ze strony koleżanki ze szkoły, bardzo ciekawie została poprowadzona fabuła w tym kierunku, ale za dużo nie będę pisała. Jednak choćby dlatego, warto się zapoznać z tematem.

Agata Polte wspaniałe wykreowała każdą postać, niesamowicie naturalnie i bez zbędnego przerysowania. I tak, jak polubicie przyjaciółkę głównej bohaterki, tak możecie być pewni, że do jednej z dziewczyn poczujecie ogromną niechęć, by później mieć pewność, że nie było pomyłki. Nawet te najmniej wysuwane postaci, mają swój ważny udział w fabule, dlatego całość jest tak spójna. Lekkie pióro autorki - ale nie ubogie, proszę się nie pomylić! Sprawia, że książka po prostu sama się czyta.

Zawsze chodziło o ciebie - uwierzcie mi na słowo! Jeśli już przestawicie się, że macie te siedemnaście lat, albo chociaż przestaniecie oceniać z perspektywy swojego wieku, to ta książka po prostu was poniesie ze sobą, a wy odpłyniecie. Jest cudownie lekka, taka motylkowa, aż człowiek ma wrażenie, że sam przeżywa wszystkie wydarzenia. 

Przede wszystkim - na co zawsze zwracam uwagę i cenie u autorów - nie jest wulgarna, nie ocieka okropnym słownictwem. I nie ma seksu. Znaczy jest oczywiście poruszony temat, ale nie w sposób ordynarny. Za co z mojej strony potężny plus. Niewiele jest już takich książek. Spędziłam bardzo miły czas czytając ten tytuł i gdy skończyłam, było mi autentycznie smutno, że już mam za sobą. Szczerze polecam, nawet jeśli wiek docelowy dawno przeminął, nie trzeba się przejmować, fabuła pociągnie za sobą, nie wiadomo kiedy. Jest to chyba mój numer jeden tego lata z gatunku dla młodzieży. A będą jeszcze kolejne opinie.

kwietnia 18, 2023

kwietnia 18, 2023

Co wyszeptał nam deszcz

Co wyszeptał  nam deszcz


 Witajcie w ten deszczowy dzień - ostatnio słońca jak na lekarstwo, nic tylko czytać książki, jeśli nie ma możliwości spaceru. Dziś przychodzę z książką, na temat której niewiele się dowiedziałam zanim zaczęłam czytać, a gdy już się domyśliłam do czego zmierza fabuła, było za późno by zmienić decyzję. I od razu uprzedzam - to nie jest zła książka, a moja ewentualna niechęć wynikała z zupełnie innej przyczyny, jednak wszystko po kolei. 


Olivia i Rain znają się od dziecka, teraz są w wieku w którym stoją u progu podejmowania decyzji dotyczącej przyszłości. Chłopak marzy by zostać gwiazdą rapu. Od zawsze pisał teksty, pragnął by zaistnieć dla szerszej publiczności. Miał ku temu warunki - łowcy talentów lubią szukać perełek wśród tak zwanego marginesu społecznego. A rodzina Raina można przyznać była dysfunkcyjna. Dlatego talent z takiego domu jak najbardziej będzie mile widziany. 
Olivia to wschodząca gwiazda baletu, tanie był i jest jej pasją. Marzenie, które ma nadzieję spełnić to zatańczyć na wielkiej scenie, zaistnieć jako znana baletnica. 

Dwoje młodych ludzi, którzy wiedzą co chcą zrobić ze swoim życiem. Nic piękniejszego, nie jeden nastolatek gdy dochodzi do momentu wyboru, nie ma pojęcia jak poprowadzić swoją drogę ku dorosłości. Oni wiedzą, są bardzo blisko spełnienia swoich pragnień, ale tylko jedno z nich zrealizuje marzenie.  Drugie rozpocznie bardzo trudna walkę, niekoniecznie po szczeblach kariery zawodowej. 



Teraz mogę napisać dlaczego, moja niewiedza tematyki książki, sprawiła, że zwątpiłam czy chce kontynuować czytanie. Otóż jedna z postaci, a dokładnie Olivia, dowiaduje się o chorobie, która na pewien czas uniemożliwi jej realizowanie się jako baletnicy. Gdy zapadnie diagnoza, jej przyjaciel otrzyma informację o wielkiej szansie wyjazdu i nagrywaniu swojej płyty. Taka szansa zdarza się tylko raz i nie może jej zaprzepaścić. Tylko w tej sytuacji będą musieli się rozstać, ich drogi się rozdzielają. 

Rain jest przekonany, że przyjaciółka rozpocznie swoje przygotowania do wielkich występów baletu, nie ma pojęcia, że jej przygotowania będą o wiele poważniejsze, a powodem okaże walka o coś znacznie ważniejszego. Olivia nie wyjawiła prawdy o swoim stanie zdrowia, od zawsze miała słabsza odporność, ale nikt nie przypuszczał, że przyczyna jest tak poważna. 

Gdy Rain spełnia swoje marzenia, nagrywa płyty, jeździ po kraju dając koncerty, żyje na pełnych obrotach, Olivia traci siły z każdym dniem. Jej życie się zatrzymało, stara się być dzielna i mieć nadzieję, że leczenie przyniesie oczekiwane efekty. 

W tym miejscu muszę napisać o postaciach. Rain - trudno jest mi stwierdzić czy to chłopak, który wzbudza sympatię, na pewno jego życie było trudne, ale odniosłam wrażenie, że autorka pozostawiła jego jako jego, tylko skupiła na innych tematach, które oczywiście były bardzo ważne. Jednak wierzyć na słowo, że relacja między Rainem i Olivią była wyjątkowa, jest nieco trudne. Jeśli nastawicie się budowanie niesamowitej więzi od dziecka po dorosłość, a później przerwę, która wpłynie na dwoje bliskich ludzi, to mogę od razu uprzedzić. Tego nie będzie. Niestety autorka pozbawiła czytelnika poczucia emocjonalnej więzi, jaka rozwinęła się między bohaterami. Bo gdy ich ścieżki się po pewnym czasie ponownie splatają, nie jest łatwo poczuć, że to jest naprawdę głębokie. 
Wielka szkoda, bo wtedy, moja ocena byłaby zupełnie inna. To nie jest tak, że książka byłaby bardzo obszerna, będę uparcie powtarzała, że są pisarze, którzy potrafią ukazać etapy rodzenia się pięknej przyjaźni, by później zrobić oczekiwany przeskok w czasie, jak na przykład moja ukochana Amy Harmon  w Biegając boso tutaj cudowny przykład, jak można stworzyć piękna historię. 

Wróćmy jednak do Co wyszeptał nam deszcz - jest to trudna książka, przede wszystkim choroba Olivii, jesteśmy świadkami zmaganiem się z poważną diagnozą, która dzień po dniu odbiera dziewczynie nadzieję na normalne życie. Został poruszony jeszcze jeden ważny temat, jakim jest uzależnienie. Ja się jednak skupie na Olivii, ponieważ to nad nią w moim odczuciu bardziej pochyliła się autorka. Gdy przeczytacie posłowie, zrozumiecie dlaczego. 

Co zatem było trudne i w pewnym sensie obciążające podczas czytania? Chyba cały proces leczenia, traceniu nadziei i w końcu rezygnacja. Jak mama dziewczyny za wszelką cenę, wszystkimi możliwymi sposobami chciała utrzymać córkę przy życiu. Można rozumieć obie strony - jak matka może odpuścić, powiedzieć sobie i dziecku, że się poddaje? Myślę, że nie jedna kobieta, która ma dziecko powie jedno - nie umiałabym. Przychodzi taki moment, gdy Olivia ma dosyć, jest zła, że matka nie liczy się z jej uczuciami, tylko myśli o sobie, o  tym, że nie jest gotowa na stratę córki. Jakże trudno jest powiedzieć najbliższej osobie - możesz odejść, jestem gotowa. Wydaje się niemożliwe prawda? Niestety czasem, najważniejsze co możemy zrobić dla ukochanej osoby, to pozwolić odejść w spokoju,  w świadomości, że sobie tutaj bez niej poradzimy. Właśnie o tym będziecie mogli przeczytać w tej książki, ale nie tylko. 

Mam świadomość, że nie każdy jest gotowy na te emocje, uwierzcie, są bardzo mocne, chociaż powtarzałam sobie, że na pewno nie będę płakała, bo przecież tyle jest podobnych historii, tak w tym przypadku się nie udało.  Planowałam książkę, która będzie dotykała trudnej tematyki, ale się nie spodziewałam, że emocjonalnie mnie zgniecie. Jeśli zatem nie jesteście w formie, radzę teraz nie czytać.  Niemniej polecam, bo jest wiele ważnych wątków, które warto poznać i mieć świadomość kilku perspektyw. 


sierpnia 25, 2022

sierpnia 25, 2022

Nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 


Nie wiesz dlaczego - jest to książka kolejna z serii, która została wydana przed wydawnictwo Filia. Byłam niepewna czy można czytać nie znając poprzednich części, ale okazało się, że można i nie robi problemu nieznajomość wcześniej wydanych. Zatem, jest kryminał, jest thriller, czego chcieć więcej. Wątek młodzieżowy, licealiści, byłam więc ciekawa, jak to wszystko zostanie ukazane. 


W znanym już przez niektórych czytelników liceum Freuda, dochodzi do tragicznego zdarzenia - ktoś dokonuje zamachu na szkołę. Jest wybuch, ginie wielu uczniów i nauczycieli. Jednak grupka przyjaciółek, Marta, Sara i Wiktoria uchodzą cało, wszystko przez Dagmarę, która patrząc na koleżanki wsiada do nieznanego dla nich auta i odjeżdża. Niepokojące jest to, że żadnej z dziewcząt, nie wyjawiła gdzie się wybiera, co planuje. W ogóle nie miały ostatnio dobrego kontaktu. Niepokój wzrasta coraz bardziej, gdy nagle dowiadują się o wybuchu w szkole. 

Komu przyszedł ten szalony pomysł do głowy, dlaczego? Na te pytania próbowało znaleźć odpowiedź większość uczniów, rodziców i mieszkańców miasta. Bez wątpienia trauma pozostanie na długo. A między tym wszystkim, codzienne problemy nastolatków, próbujących odnaleźć się w rzeczywistości, która ich formuje. 

Sara należąca do grupy, która tworzy filmiki na tik- toku, od jakiegoś czasu zauważa, że zainteresowanie jej kontem jest niewystarczające według wymagań lidera grupy. Próbuje więc, za wszelką cenę zwrócić uwagę obserwatorów. Mogłaby sobie odpuścić, ale potrzebuje zarabiać na oglądalności, wyświetlenia są ważne. Niestety wirtualna rzeczywistość bywa brutalna. 

Wiktoria, źle radzi sobie z dokonanym zamachem na szkołę. Nie potrafi zrozumieć, jak większość uczniów, może chodzić radosna, zajmować głupotami, kiedy ich koledzy zginęli, a oni sami byli o krok od śmierci. Decyduje się wziąć udział w terapii grupowej, tak poradził psychiatra i którego leczy się od dłuższego czasu. Nie bardzo jest przekonana do tej formy pomocy, ale później łapie nić porozumienia z pewnym chłopakiem. 

Grupka znajomych, która staje w obliczu zagrożenia i strachu. A gdy opada dym wybuchu, dowiadują się, że bliska koleżanka zaginęła. Co się dzieje? Dlaczego przytrafiają te wszystkie wydarzenia? 


Czytałam tę książkę i nie będę ukrywała, przez pierwsze sto stron, tak, dokładnie tyle zajęło mi, wgryzienie w stylu autora. Bardzo, ale to bardzo męczyło mnie czytanie, forma jaką obrał pan Moss. Z przeczytanych opinii widziałam, że ma grono zwolenników - nic dziwnego, grupa docelowa jest młoda. Jak widać, jestem naprawdę stara, ponieważ większość skrótów myślowych, jak i nazewnictw po prostu nie rozumiałam. Slang młodzieży już jest dla mnie czarną magią. Zanim zrozumiałam co jest czym, troszkę mi zajęło. 

Nie ukrywam, że kolejnym problemem, było dla mnie zachowanie tych młodych. Ich płytkie myślenie, ten pęd w zaistnieniu w wirtualnym świecie, kompletnie do mnie nie trafiał. Miałam wrażenie jakbym orbitowała w innej galaktyce wartości. Szczerze, jestem szczęśliwa, że w moich latach młodości, nie było takiego dostępu do internetu i wiele uniknęłam. 

Kolejna sprawa to wątki i tematy poruszone w fabule. Odniosłam wrażenie, że autor chciał pociągnąć wszystkie możliwe problemy, z którymi zmaga się aktualnie młodzież. I w rezultacie był taki miszmasz. Troszkę wrzucimy tego, troszkę tamtego. Poprawność poglądowa musiała być ukazana - że na łapu capu, to co z tego? Było LGBT? Było, więc zaliczamy do rangi na topie. No nie, nie kupiłam tego, wcale. 

Uważam, że lepiej się zająć jednym tematem, ale naprawdę porządnie. Zamiast bawić karuzele, na jednym koniku jedzie depresja, na drugim uzależnienie od social mediów, na trzecim nietolerancja etc. Wybierz, na który wsiadasz? Cóż, zamysł mógł być dobry, jednak w moim odczuciu, te wątki były potraktowane po macoszemu, bez większego zaangażowania. 

Nie wiem, czy odbieram ten tytuł na plus czy nie. Widać, autor wie jak trafić do swojej grupy czytelników. Mnie średnio się czytało, miałam nadzieję, że w końcu niektóre sprawy będą konkretnie potraktowane, niestety tak się nie stało. Nie skreślam Pana Mossa, będę się przyglądała innym tytułom, może jednak się przekonam? 



Książkę przeczytałam dzięki współpracy z wydawnictwem Filia. 



lipca 19, 2022

lipca 19, 2022

Some mistakes were made

Some mistakes were made



 


Ostatnio miałam lekki zastój czytelniczy i za nic nie mogłam zdecydować co czytać, a jak już brałam książkę do ręki, to jednak chęci mnie opuszczały. Ewidentnie jest to czas, kiedy jestem po prostu przemęczona i nawet czytanie jest zbyt wielkim wysiłkiem.  

W końcu przy deszczowej niedzieli, stwierdziłam, że co, jak nie młodzieżówka, lekka i przyjemna. Akurat dotarł do mnie egzemplarz recenzencki, więc postanowiłam przeczytać. Staram się omijać debiuty, ale czasami ryzykuje i daję szansę nowym autorom, może trafię na kogoś wyjątkowego? Pozostaje pytanie, czy Kirstin Dwyer, ma potencjał, a historia, którą proponuje czytelnikom jest warta przeczytania? 

Poznajemy Ellis w dniu zakończenia liceum. Z bliskich osób są przy niej przyjaciel Tucker oraz ciotka u której zamieszkała w ostatniej klasie szkoły. Myślami  dziewczyna jest przy zupełnie innej sobie, ale zdaje sobie sprawę, że dawne uczucia odeszły w niepamięć, a teraz powinna się skupić na planach dotyczących najbliżej przyszłości - czyli studia. Tylko wcześniej, będzie musiała zmierzyć się z ludźmi, którzy jeszcze niedawno byli jej najbliżsi, a teraz jakby przestali. 

Jest jeszcze Easton, brat Tuckera, dawniej przyjaźnił się z Ellis, można by stwierdzić, że relacje tych dwoje były bardzo bliskie, pod każdym względem. Jednak doszło do pewnego zdarzenia, które ich rozdzieliło, a teraz, nie wiedzą jak mają ze sobą rozmawiać i w ogóle traktować. 

Przyjęcie organizowane z okazji urodzin matki Tuckera i Eastona, jest bardzo ważną uroczystością dla całej rodziny. Ellis, była i w pewnym sensie cały czas jest ważną osobą w ich życiu, dlatego otrzymała zaproszenie na imprezę. Tylko po wszystkim co się wydarzyło, trudno jest po prostu przyjechać do miejsca, które kiedyś było dla niej całym światem, a później go straciła..


Z książkami dla młodzieży wiąże się zawsze pewne ryzyko. Wiadomo, że będą schematyczne - co nie jest niczym złym, ale ważne jest, by w znane i dosyć często stosowane ramy, włożyć coś, co zaskoczy i przyciągnie uwagę czytelnika. 

O pięknych przyjaźniach z lat dzieciństwa, okres nastoletni i tak dalej, przeczytałam mnóstwo książek. Jak również o tym, że nagle spadła asteroida z nieba i tę więź szlag trafił, również. Nie czuje się tym zaskoczona. Mimo wszystko, za każdym razem, jestem ciekawa, co nowego dany autor stworzy, czy pójdzie utartym torem, czy może zejdzie z trasy, będzie kluczył nieznanymi ścieżkami i dopiero na końcu zobaczymy, że dotarliśmy do mety. 

W pewnym sensie Kristin Dwyer, nie odeszła zbyt daleko od głównej drogi. Spotykamy się z bohaterami, którzy już są po tak zwanych przejściach - chociaż dopiero zaczynają pełnoletniość. Zadziało się coś niedobrego, dlatego musieli zrezygnować ze wspólnej przyszłości. Całość powinna skrywać skomplikowaną historię, która wyrwie duszę z zawiasów.  Nie do końca tak było Bo potencjał w tej historii zapowiadał się naprawdę przyzwoity. Ellis, pochodziła z zupełnie innej rodziny od Eastona, co również nie jest zaskoczeniem, ale tutaj, można było pójść głębiej. 

Podobnie było ze zdarzeniem, które zaważyło na losie tej pary, mnie to troszkę nie do końca przekonało, ale nie chcę być zbyt surowa, książka jest debiutem. Można pewne niedopracowania wybaczyć. 

Jedno jest pewne, autorka ma świetne pióro, bardzo lekko i sprawnie prowadzi czytelnika przez fabułę, nawet jeśli widzimy powtarzalność historii, czyta się przyjemnie i z zaciekawieniem. Gdyby tylko pewne wątki były bardziej rozbudowane, a niektóre sceny pogłębione, mogłabym stwierdzić, że Some Mistakes Were Made, jest naprawdę świetną książką. 

Było przyzwoicie, wręcz poprawnie, nie ma wielkich zarzutów, ale niestety nie mogę napisać, że jest to tytuł, który należy przeczytać. Przyjemna lektura na letnie popołudnia, żeby się zrelaksować i odstresować, jak najbardziej polecam. Ze swojej strony dodam, że będę śledziła losy autorki, jest potencjał, jeśli się rozwinie, kolejne mogą być naprawdę bardzo dobre. 



Książka przeczyta we współpracy z Chilli Books.




P.s aktualnie  przebywam na urlopie,  odwiedzę wszystkich po powrocie 😀.  




stycznia 16, 2022

stycznia 16, 2022

Nie jest za późno

Nie jest za późno




Twórczość pani Agnieszki Olejnik poznałam wiele lat temu. Gdy rozpoczynała swoją przygodę może nie z pisarstwem, ale na pewno wydawaniem tego, co stworzyła.  Moją pierwszą przeczytaną książką autorki była Ava i Tim, skierowana do młodszych odbiorców, ale tak naprawdę dobra dla każdego wieku. I właśnie ta historia, a dokładnie problemy wśród dzieci, przemycone w ciekawą i fantastyczną historię, sprawiły, że poczułam sympatię do debiutującej autorki. Chciałam przeczytać kolejne.  Polubiłam serię smaki życia, później były kolejne. Te bardziej świąteczne zupełnie nie w moim klimacie, ale te poruszające trudniejszą tematykę, według mnie - są genialne. Jak na przykład Mów szeptem.  Dlatego, gdy otrzymałam propozycje przeczytania "Nie jest za późno", pomyślałam, że to będzie kolejne ciekawe spotkanie z twórczością Pani Olejnik, a jakie było? Postaram się dokładnie opisać. 



Poznajemy dwoje nastolatków Anikę i Bruna. Dziewczyna pochodzi z dosyć zamożnej rodziny, specjalnie nic więcej na jej temat nie wiemy. Ojciec ma swoją firmę, matka sklep i na tym koniec. Jest jeszcze pies - Gapa. 
Z kolei Bruno mieszka sam z mamą, nie ma zbyt wielu przyjaciół, tak naprawdę zaraz po szkole wraca do domu. Nie posiada komórki ani konta na znanych portalach społecznościowych. Jest świetnym rozgrywającym w siatkówce. Bardzo lubi czytać książki i co najciekawsze - pisze wiersze, dzięki którym wygrywa konkursy. 

Pewnego dnia, na corocznym Mikołajkowym meczu, organizowanym przez szkoły średnie. Anika i Bruno przypadkiem się spotykają. Ta chwila jest krótka. On idzie w swoją stronę, ona również. Później dziewczyna widzi przypadkowego chłopaka na sali, podczas gry, jest nim nieco zaciekawiona, ale również szybko zwraca uwagę na ubiór - Stary i noszący ślady użytkowania.  Zaczyna rozmyślać kim jest ów młodzieniec, podpytuje kolegów, którzy przyszli kibicować swoim drużynom. 

Anika zaczyna rozmyślać o spotkanym siatkarzu, szuka na stronach portali społecznościowych informacji, ale nigdzie nie ma wzmianki o nim. W jednej z rozmów dowiedziała się w jakich okolicach miasteczka mieszka. Pod pretekstem spaceru z psem, kieruje w stronę, gdzie mieszka Bruno. I w końcu się spotykają. 
Wspólne spacery, które nigdy nie trwają zbyt długo, bo chłopak musi wracać do domu, jego czas jest ograniczony.  A Patrycja nie potrafi o nim przestać myśleć, w końcu zaczyna zaniedbywać relacje z koleżankami, które w końcu chcą się dowiedzieć co jest przyczyną zmiany w jej zachowaniu. Wtedy, dziewczyna wypowiada słowa, których później bardzo pożałuje. 



Gdy otrzymałam propozycje przeczytania tej książki, byłam przekonana, że spotkam rozbudowane wątki i fabułę na miarę autorki. Bo każdy, kto poznał się z pierwszymi tytułami, wie jak świetnie potrafi poprowadzić akcję i włączyć wszystkie emocje. W prawdzie miałam świadomość, jakiej kategorii jest książka, niemniej oczekiwałam, że mnie kopnie. Niestety tak się nie stało. 

Zacznijmy od tego, dlaczego we wstępie wspomniałam o debiutanckiej książce, która czytałam ładnych lat temu. Gdy przypomnę sobie na jakim poziomie była pierwsza, wydana pozycja autorki, a to, co przeczytałam dwa dni temu. Odnoszę wrażenie, że nastąpiła pomyłka. Poziom jednej i drugiej, mimo zupełnie inne tematyki, jest przepaścią. 

Historia Aniki i Bruna jest do bólu płytka i nudna. Nie odczułam żadnych, ale to żadnych emocji. Ich "związek", celowo pisze go w cudzysłowie, bo czy można nazwać związkiem, kilka spotkań na spacerze, a resztę dziejącą się w wyobraźni obojga? Szczerze, ja nie spotkałam takich par, które kiedyś, w czasach liceum się zauroczyły, a później przez wiele lat, nie potrafiły stworzyć związku z nikim innym, ponieważ mieli w pamięci, tego przystojniaka z 3d czy piękność z ogólniaka. Nie wiem, może gdyby ich relacja była dokładniej ukazana, gdybym była świadkiem młodej miłości która naprawdę się wydarzyła. Nie w trakcie 15-to minutowych spacerów.  Może, byłoby łatwiej poczuć, tę dziwną więź, albo obsesje? Uwierzę w zauroczenie, ale nie wielkie uczucie, które odmieniło tych dwoje.

W czasach nastoletnich wręcz nagminnie się zakochiwałam, Jak sięgnę pamięcią, to mój etap liceum, składał się z ciągłych wzdychań do jednego czy drugiego. Nie wiem, jak można poczuć aż tak silne coś, po kilku spotkaniach, by nie potrafić ułożyć sobie później życia. 
Bo tak było w przypadku naszych bohaterów. W tej książce zabrakło wielu czynników, dzięki, którym można powiedzieć, że czuło się opisywaną historię. Tak, jakbym czytała zarys, który jeszcze nie został rozbudowany, a kluczowe fragmenty odpowiednio rozwinięte. 

Trudno jest mi napisać czy ta książka jest zła, bo ona jest najnormalniej w świecie niedopracowana. Każda postać jest potraktowana wręcz po macoszemu. Nie poznajemy zbyt tych ludzi. Anika, no jest młoda, niby o czymś marzy, ale tak naprawdę, jest zmienna w swych założeniach względem przyszłości. Bruno, on jeszcze ma jakiś charakter, do przeskoku w czasie, bo potem zaczyna zachowywać wręcz irracjonalnie. 
Koleżanki Aniki, czyli Patrycja i Natalia. No z takimi istotami, to ja bym w życiu nie chciała utrzymywać kontaktu, nawet do wspólnego zjedzenia śniadania. Widać, jestem już stara i nie rozumiem młodzieży. 
W każdym razie, te wszystkie osoby, zostały ukazane bardzo powierzchownie. Wydaje mi się, że zamysł mógł być naprawdę ciekawy, ale coś nie wyszło.  Mnie tak książka bardzo rozczarowała. Nie umiem polecić czegoś, co jest nijakie. 




Premiera książki - 26.01.2022

stycznia 03, 2022

stycznia 03, 2022

Ukryte w ciszy

Ukryte w ciszy

 


„Ukryte w ciszy” przeczytałam dawno, nawet mogłabym napisać bardzo dawno temu. I szczerze mówiąc, żałuję, że od razu nie usiadłam i nie spisałam tych wszystkich emocji, które towarzyszyły mi podczas czytania i już, wtedy gdy skończyłam. Mam nadzieję, że mimo czasu, jak najlepiej przekaże wam, co ma do zaoferowania książka, oraz dlaczego warto ją przeczytać.


Bohaterami książki są Felicja i Nikodem. Dwoje nastolatków, którzy uczą się w tej samej szkole. Felicja obraca się grupie rówieśników z tak zwanej elity. Spotyka się z chłopakiem, ma nawet jedną z lepszych koleżanek, z którą zazwyczaj spędza czas w szkole, niekiedy po zajęciach. Czasami chodzą na imprezy organizowane przez wspólnych znajomych - chociaż bardziej są to znajomi jej chłopaka. Dziewczyna, którą widzą w szkole jej koleżanki i koledzy, jest zupełnie inną osobą w domu. Można powiedzieć, że prowadzi tak zwane podwójne życie. Gdy zamykają się drzwi mieszkania, a ona wchodzi na teren szkolny, staje się zupełnie inną dziewczyną. Tak naprawdę, nikt nie ma pojęcia, jaką tajemnicę ukrywa i jak wygląda jej prawdziwe życie.


Nikodem nie musi nikogo ukrywać, nie zależy mu na dbaniu o wizerunek. Jest typem chłopaka, który robi wkoło siebie mnóstwo szumu i ściąga problemy. Jest niesamowicie wybuchowym nastolatkiem. I chociaż to syn dyrektora szkoły, to wcale jego życie nie należy do usłanego różami. Chłopak nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami. Ma niesamowity talent do robienia zdjęć, takich, które wprowadzają w zachwyt, potrafi zobaczyć to, czego niewielu jest w stanie, kiedykolwiek dojrzeć. Chodząca sprzeczność - z jednej strony wrażliwy i umiejący wczuć się w problemy innej osoby. Z drugiej nieco nieobliczalny i czasem przerażający. Co sprawia, że jego postać jest tak niejednoznaczna? Dlaczego chłopak, który mógłby mieć wszystko, ma niewielu przyjaciół?


Gdy Nikodem robi zdjęcie Felicji - która zresztą nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie, że po dłuższej analizie, będzie można ujrzeć, co kryje się za uśmiechem, niesięgającym oczu. Zaintryguje go, dlaczego dziewczyna, która wydaje się ciekawa, spotyka się z niezbyt interesującym chłopakiem, który w ogóle nie zauważa jej zmiany nastroju, ani nie wykazuje żadnego zainteresowania jej osobą - poza rzecz jasna powierzchownością.

Jednym zdjęciem, nastolatek wywoła poruszenie i zainteresowanie, którego nie do końca się spodziewał. Jednak fala ruszyła i z jej siłą oraz konsekwencjami będzie musiał się zmierzyć. W dodatku nie tylko on, ale również, ta przypadkowa dziewczyna.

Wspominałam we wstępie, że ta książka zbyt długo czekała na opisanie. Jest mi trochę szkoda, że muszę wyłuskiwać z pamięci fragmenty, które w tamtym czasie wywoływały we mnie różne emocje. Na szczęście, to książka, którą nie zapomina się zaraz po przeczytaniu. Dlatego, nie muszę improwizować, jedynie, moje odczucia nie będą aż tak intensywne, a już stonowane i bardziej przeanalizowane, co w pewnym sensie, można odebrać na plus, ponieważ dokładniej przyjrzymy się problemom, które zostały ukazane w tej jakże niewielkiej książce.

Bardzo wnikliwie zostały ukazane postacie Felicji i Nikodema. Dziewczyna, która z pozoru wydaje się jedną z wielu nastolatek, zajmującą się fajnym wyglądem, spędzaniem wolnego czasu z koleżankami i chłopakiem. Ot, beztroska licealistka, która już niedługo osiągnie pełnoletność, ale do dorosłości brakuje znacznie więcej. Gdy przyglądamy się dziewczynie z perspektywy jej rówieśników, mamy wrażenie, że jest to wręcz płytka osobowość. Towarzystwo, w którym się obraca, to rozkapryszone, bogate nastolatki, którzy mają wszystko, ponieważ rodziców stać, na spełnianie zachcianek. Drogie ubrania, gadżety. Jest tak zwany lans w szkole i poza nią. Taki również wizerunek kreuje Felicja.


Z kolei Nikodem jest bardziej złożoną postacią, nie jest on nielubiany. Jednak ma skłonności do wdawania się w bójki, tarapaty i inne zło. Co najciekawsze, on wcale tego nie chce, po prostu tak się dzieje. Na wszystkie wydarzenia, które są związane z jego osobą, jest wyjaśnienie. Ponieważ w książce na podstawie postaci Nikodema, została przedstawiona osobowość borderline. Nie często można spotkać się w literaturze młodzieżowej czy nawet obyczajowej, właśnie z takim bohaterem. Uważam, że było to, bardzo dobre i właściwe posunięcie. Bardzo trudno jest zrozumieć osobę borderline, często ci ludzie, przerażają i wzbudzają skrajne emocje. Oczywiście, trudne jest, by zostawiać ich bez pomocy, ponieważ nigdy nie wiadomo, w jakim stanie emocjonalnym się znajdują. Niemniej, ważne jest, by mieć świadomość  o występowaniu i tego, w jaki sposób postępować.


Wracając do książki oraz całej historii, nie trudno się domyślić, że Felicja i Nikodem, na pewnym etapie, rozpoczną znajomość. To jest wiadome, tylko właśnie ich relacja, nie będzie przypominała takiej, której scenariusz łatwo dopisać. Z racji tego, z czym zmaga się Nikodem, oraz tajemnicy, którą tak mocno skrywa Felicja, nic nie może być proste        i poukładane.

Ja myślę, że scenariusz historii, który został ukazany w tej książce, był właściwym.  I chociaż zastanawiałam się, jak można by było poprowadzić losy tych dwojga, to miałam świadomość, że w ich przypadku, nie ma tego jedynego, właściwego zakończenia.


„Ukryte w ciszy” jest książką bardzo dobrze i wnikliwie napisaną, mimo że jest skierowana do młodzieży powinna zostać przeczytana również przez starszych odbiorców. W tej historii zwykłe problemy i wręcz błahostki nastolatków, są tylko tłem, do tego, z jakim życiem, potrafią zmagać się młodzi ludzie. I jak bardzo, chęć akceptacji wśród znajomych, przesłania inne sprawy. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale uwierzcie, że sytuacja, z jaką zmaga się główna bohaterka, zrobi wrażenie, a jej dalsze losy,            z pewnością pobudzą do rozmyślań i analizy. Do mnie ta historia jak najbardziej trafiła     i cieszę się, że zdecydowałam przeczytać. Pomimo wieku docelowego i mojego troszkę przeterminowania, nie odczułam dyskomfortu. Szczerze polecam, naprawdę warto.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle

grudnia 29, 2021

grudnia 29, 2021

Magiczny ekspres - Między światłem a cieniem

Magiczny ekspres - Między światłem a cieniem

 







Pamiętam zapowiedzi pierwszej części Ekspresu - gdy był on porównywany do Harrego Pottera, pamiętam również, jak bardzo się cieszyłam, że nigdy nie przeczytałam tej serii, która zyskała tylu fanów. Bo nie musiałam się zastanawiać, czy nowa seria, która właśnie wkraczała na rynek wydawniczy, będzie przypominała przygody Pottera.  

A później, później już czułam ogromną radość z czytania i przeżywania przygód razem z pasażerami magicznego Ekspresu. Zakończenie przyszło zbyt szybko, pozostało czekanie na kontynuację i ponownego przejazdu tajemniczym pociągiem, który przemierzał wszystkie kontynenty szukając dzieci z magicznymi cechami. 

Dlatego wyczekiwałam daty premiery, wręcz przytupywałam z niecierpliwością, aż w końcu przyjechała do mnie. Druga część Magicznego Ekspresu - czy moje oczekiwanie nie przemieniło się w rozczarowanie? Czy tym razem, wydarzenia były równie wciągające? 

Flinn nareszcie będzie pełnoprawnym uczniem Ekspresu. Wie, że jej pojawienie się w pociągu, nie było przypadkowe. I może wreszcie, odnajdzie więcej wskazówek dotyczących zaginięcia Jontego. 

Zdaje sobie sprawę, że coś musiało się wydarzyć, co sprawiło, że jej brat w niewytłumaczalny jak dotąd sposób, opuścił to miejsce. Tylko dlaczego i czy grozi mu jakieś niebezpieczeństwo? 

Tymczasem nowi znajomi, wciągają koleżankę w życie ucznia. Opowiadają różne historyjki, dzielą się swoimi problemami. Dzięki Pegs, Flinn ma okazję dowiedzieć ważnych ciekawostek. Natomiast Kasim, nakreśli nieco, kim są Szopy Pracze w pociągu i dlaczego mogą być w posiadaniu ważnych informacji dotyczących Jontego. 

Między zbieraniem informacji, a próbami pobierania nauki, po którą w końcu została tu wskazana, Flinn zwróci uwagę na dziwne zdarzenia, które będą miały miejsce w przedziałach pociągu. Pewne osoby zaczną wydawać się podejrzane. Aż wreszcie, niektóre zagadki zostaną rozwiązane, co nie oznacza, że wprowadzą spokój wśród mieszkańców Ekspresu. I wreszcie Flinn, kóra zostanie z jeszcze większą niepewnością na temat brata i jego wizerunku, który miała do tej pory w pamięci. Czy jest możliwe, że ta osoba, z którą niegdyś łączyła silna więź, mogła być inna?


Wiecie jak to jest, gdy długo się wyczekuje książki, tego wyglądania daty premiery, aż wreszcie jest! Teraz tylko musi do nas dotrzeć. I ten moment, kiedy rozpoczyna się czytanie. Ja bardzo długo wyobrażałam sobie, co będzie się działo, w jakim kierunku potoczy się fabuła, a wraz z nią, zagadka dotycząca zaginionego młodzieńca i kilku innych osób. 

Gdybym opinie do tej książki pisała moja wersja sprzed 8 lat, z pewnością byłabym bardziej surowa i może zbyt brutalna w ocenie. Aktualnie, myślę, że tę książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza - w której nie dzieje się zupełnie nic ciekawego, Anca Sturn, chyba zrobiła bardzo brzydki zabieg, którego nie lubię u autorów. Mianowicie, postanowiła  przegadać, wcisnąć nijakie wątki i dialogi, byle tylko nastukać tekst. Dlatego zostaje serwowany, bardzo nieudolny wątek, nawet nie umiem nazwać uczucia, bardziej dziecinnego zadurzenia między Flinn, a Feodrem - chłopcem, który zrezygnował z nauki w ekspresie i podjął się pracy w kotłowni. Ładnie nazywany, przez innych mieszkańców - węglarczykiem.  Otóż należy mieć na uwadze, że Flinn jest trzynastolatką, ja wiem, dziewczynki w tym wieku mogą poczuć jakąś tam sympatię do chłopca, ale nie przesadzajmy, co na tym polu można było więcej zrobić? No nic, Dlatego, właśnie przez pierwszą połowę, jesteśmy świadkami dziecinnych kłótni, a raczej sprzeczek między tym dwojgiem. Bardzo naiwnych rozmyślań dziewczynki,nad zachowaniem Fedora. Cóż, no, ja mając 13 lat bawiłam się lalkami. Jestem z epoki, gdy dzieciństwo było dłuższe.  Trudno jest mi ocenić, o czym dziewczynka w tym wieku można marzyć w relacji z przyjacielem. 

Zostawmy te rozważania, ponieważ nie o tym jest książką - a jednak, przez połowę tekstu, niestety czytelnik musi sobie z nimi poradzić. By w końcu, po przekroczeniu magicznej strony. Nagle nasz pociąg, dostał wiatru w żagle, albo dokładkę do pieca - węglarczyk wziął się wreszcie za robotę, zamiast marzyć o małolacie. 

Akcja nabiera takiego tempa, że naprawdę się bałam, że ten nasz ekspres się wreszcie wykolei i nici z rozwiązania zagadki.  I teraz jest problem natury takiej, autorka - wprawdzie jest to druga książka  w dorobku, dlatego jestem łaskawa, ale jednak. Pokusiła się o znanych wśród pisarzy chwyt, mielenia o niczym w pierwszej części, by później zaserwować jazdę bez trzymanki, rozwalić wszystko i zostawić czytelnika z chaosem w głowie.  Naprawdę, nienawidzę tego, bo jestem zła. Mam świadomość, że jest wielkie prawdopodobieństwo powtórki w trzecim tomie. I ja, teraz co mam zrobić? Zostawić, serię, która naprawdę miała świetne rokowania. Może dalej nie jest zła - tylko mój wiek, lekko nie odnajduje się w aż tak młodzieńczych relacjach uczuciowych. Bo sama przygoda i zamysł, jest w bardzo moim guście. 

Rozpisałam się szaleńczo, ale to dlatego, że po limicie tekstu na Instagramie (tak, tam też jestem) miałam okropny niedobór słów I teraz, gdy nikt już mnie nie blokuje, czuje radość z pisania. Potrzebowałam sporo czasu by wrócić na stare śmieci, więc teraz będą lekko długie te moje teksty. 

Wracając do Magicznego Ekspresu - nie chcę jednoznacznie krytykować, ponieważ opisywane przygody są naprawdę ciekawe i potrafią w świetny sposób wprowadzić czytelnika w wykreowany świat. Myślę, że nie zawsze się to udaje pisarzowi, a zwłaszcza temu rozpoczynającemu. Dlatego nie chcę, zniechęcać ani siebie, a tym bardziej potencjalnych zainteresowanych serią. Mimo to, muszę być szczera, początek drugiego tomu, jest nudnawy, trzeba przez niego przebrnąć. A później, później leci samo. Czy polecam? Tak, ale trzeba mieć świadomość o wadach - chociaż są one w subiektywnej ocenie, innym mogą się podobać. 



marca 22, 2020

marca 22, 2020

Without Merit

Without Merit

W ostatnim czasie miałam spory zapas książek Collen Hoover, ale ta była już ostatnia w kolejce. Po rozczarowaniu Too Late, miałam troszkę opory przed czytaniem następnej. Z kolei nie chciałam się zrażać po jednym nietrafionym tytule. Dlatego odstawiłam chwilowe uprzedzenia i rozpoczęłam historię Merit i jej dosyć osobliwej rodziny mieszkającej w starym kościele. 


Tak, dokładnie tak. Rodzina Merit wraz z nią, mieszkają w starym kościele. Może niedokładnie starym. Po prostu ojciec dziewczyny zlicytował budynek, na który nie było stać ówczesnego pastora - z którym to ciągle miał spięcia. W każdym razie, rodzina przeprowadziła się do kościoła. Znaczy, kiedy ojciec ogarnął jako tako remont i przystosował pod zamieszkanie rodziny. A, że części został podzielone na cztery ćwiartki, to zyskały uroczą nazwę  - litr.  

Rodzina składa się z Merit, jej siostry bliźniaczki Honor, brata(którego imię zapomniałam, bo dziwnie się pisało) ich matki, nowej żony ojca i ich wspólnego syna imieniem Moby. Tak to mniej więcej wygląda. Troszkę skomplikowane? A gdzież tam,  ten opis jest niczym w porównaniu do tego, co dzieje się, kiedy wejdziemy do domu/ kościoła i rozsiądziemy wygodnie. 

Nasza główna bohaterka, pewnego dnia, przypadkiem spotyka chłopaka o imieniu Sagan - które od zawsze kojarzy mi się z ogromnym garem. W każdym razie, ów młodzieniec wywiera na nastolatce ogromne wrażenie. Cud miód maliny, ale czar pryska, gdy okazuje się, że jest on chłopakiem jej siostry bliźniaczki. 

Merit czuje się zrozpaczona, ale co się dziwić. Jak uważa, jej życie jest pokręcone i trudne. I w sumie tak jest. Matka mieszka w piwnicy, macocha jest nie do wytrzymania, siostra i starszy brat traktują ją jak wroga. I jedyna osoba, którą miała nadzieję, zostanie przy niej, jest zakazana. Jak sobie ma z tym wszystkim poradzić? 



No dobrze, opis musi być, taki jaki jest. Inaczej nic tego by nie wyszło. Bo ta historia jest totalnie pokręcona. I mogłabym powiedzieć, dawno nie czytałam o relacjach, na poziomie serialu brazylijskiego, ale jakby osadzonego w bardziej dramatycznych i mniej zabawnych ramach. 

Tak, no ale od początku. Fabuła jest naprawdę zagadkowa, ale ukazuje nam tylko perspektywę Merit. A ona sama, nie wiem. Była dziwną osobowością. Zresztą, cała rodzina byłą dziwna, nie ma co ukrywać. Jedynie Sagan, wydawał się być zagadkowy, ale w ten pozytywny sposób. 

Książkę do pewnego momentu czyta się naprawdę świetnie. I chociaż nadmiar wydarzeń, komplikacji na polu rodzinnym, jest przytłaczający, to brnie się dalej. Nie powiem, by nie męczyło głowy. Mimo to, byłam ciekawa, co autorka nam ukaże w ostatnich rozdziałach.  Jaka tajemnica zostanie odkryta. 

W końcu, gdy razem z bohaterami docieramy do punktu kulminacyjnego, który powinien być wielkim pierdyknięciem, a po nim to już tylko popiół i zgliszcza. Okazuje się, że Hoover, zabrakło pomysłu - co dalej? Bo uwierzcie mi. Po minięciu punktu 0, dzieją się jakby absurdalne rzeczy, których osobiście nie kupiłam. Naprawdę, odnoszę wrażenie, że coś podczas pisania zdechło w butach. Autorka postanowiła dociągnąć do końca, puścić do druku i wmawiać, że tak miało być. 

No nie. To się poczuło. Naprawę, ja poczułam spadek zainteresowania postaciami. Zaczęli żyć swoim życiem. Przez co, całość przestała trzymać się kupy. I ja nie mówię, że książka jest kompletnie do bani, nie warto czytać i tak dalej, ale no, kurczę. Hallo? Co to miało być? Ktoś mi wyjaśni? Taki wielki list, taka akcja i potem.... Nie wiem, czy mogę polecić ten tytuł. Przeczytajcie, jeśli jesteście ciekawi. 




grudnia 13, 2019

grudnia 13, 2019

Royal. Miłość z aksamitu

Royal. Miłość z aksamitu


W końcu nadeszła pora, by opisać ostatni tom serii Royal oraz podsumować całą historię. Jeśli ktoś śledzi moje opinie od początku, wie jak zmienne bywało moje zdanie na temat poszczególnych części. Bo i poziom autorki wydawał się to spadać, to szybować nieco w górę. 

Jak było na ostatniej prostej? Czy Valentina Fast zaskoczyła czytelników i jeżeli tak, to czym? No i przede wszystkim, odpowiedź na główne pytanie, warto przeczytać serię Royal? O tym już za chwilę. 

Zbliża się ślub przyjaciółki Tatiany, do którego przygotowywało się niemalże całe królestwo. Uroczystość ma być piękna, bo i dopięta na ostatni guzik. I chociaż główna bohaterka, ma przed sobą trudne zadanie - wytrzymać towarzystwo księcia, który złamał jej serce. To cieszy się ze szczęścia jedynej, z którą połączyła nic przyjaźni.  

Na wiele zagadek jeszcze nie uzyskała odpowiedzi, ale ma świadomość, jak wieloma kłamstwami była otaczana do tej pory, pozostaje więc pytanie, jakie będą miały skutki w przyszłości Tani? 

W końcu, gdy wszyscy zebrani świętują zaślubiny, okazuje się, że Viterra została zaatakowana. Nie wiadomo kto i dlaczego dokonał napaści. Tatianie przypadkowo udaje się uciec tajnymi przejściami, a miejsce do którego trafia sprawia, że całe dotychczasowe życie, zostaje postawione głowę. A to dopiero początek trudności jakie staną na jej drodze. 

Okaże się, że rozterki z jakimi zmierzała się do tej pory, były niczym w porównaniu do tego, co teraz będzie musiała zrozumieć i poukładać w głowie. No i najważniejsze, dziewczyna będzie miała świadomość, że część przyjaciół została w niebezpieczeństwie. Plan pomocy jest trudny, ale czy niemożliwy? 

Do czego doprowadzi nas finał książki? Jakie wydarzenia czekają naszych bohaterów i czym jest prawdziwe szczęście? 


Powinnam szczerze napisać, jak wiele mieszanych uczuć towarzyszyło mi podczas czytania Royal. Pamiętam, jak pozytywne emocje odczuwałam po pierwszej części. Byłam zachwycona lekkością i bajkowym klimatem książki. Naprawdę, zostałam wręcz nim oczarowana.
 Później, dostałam kuksańca w bok, bo kontynuacja okazała się po prostu nudna i przeciągana, byle tylko było coś. Żadnych konkretów, takie flaki z olejem, które można sobie odpuścić i przeskoczyć do następnego rozdziału, a raczej tomu. 

Tak się niestety działo dosyć często, pierwsza połowa książki nieznośnie nużyła, później autorka musiała się ocknąć z letargu i nadrabiała na końcówce. I piszę o całej serii, nie tylko tym ostatnim. A skoro już o nim mowa. Miłość z aksamitu jest przyzwoicie napisana. Nie mogę wyznać, że mnie powaliła na kolana, byłoby to jawnym kłamstwem. Po prostu w tym przypadku, autorka już nie mogła sobie pozwolić na wodzenie czytelnika za nos, potrzebne były konkrety, wyjaśnienia pewnych niedokończonych spraw i wreszcie rozstrzygnięcie losów naszych bohaterów. Tak też się stało. 

Mogę zatem napisać, jestem usatysfakcjonowana. Bo pewne elementy były nawet dla mnie zaskoczeniem. Na przykład osoby, która była zdrajcą, w życiu bym się nie spodziewała, że to właśnie ta postać. 

Kolejna sprawa, bardzo ciekawie autorka ukazała motyw świata pod kopułą, dlaczego ludzie odcięli się od tego co było z zewnątrz i reakcja mieszkańców na atak. Myślę, że Valentina Fast bardzo dobrze poradziła sobie z tym wątkiem i ciekawie go poprowadziła. Tutaj naprawdę ogromny plus. 

Sami bohaterowie, no jak wspomniałam wcześniej, kilka części wstecz, Tatiana okrutnie mnie drażniła, nie wspominając Philippa. Tutaj czytałam ze względu na Henry'ego, postać najlepsza, najbardziej pozytywna. Według mnie, był filarem tej serii. Dla niego, chciałam wracać do książki, gdy czułam ogromne znużenie. 

Podsumowując, seria Royal jest dosyć nawiną i momentami ckliwą bajeczką. Można poczytać dla relaksu. W chwili, gdy czujemy przesyt czymś ciężkim i potrzebujemy oderwania od codzienności. Jest to seria dla niewymagających. Bo jeśli liczycie na serie o Bóg wie, jakim poziomie, możecie się srogo rozczarować. I nie, nie zniechęcam, uczciwie informuje. Seria Royal jest tak lekka, że można sobie podczytywać do porannej kawy, a nie przeżywania ogromu emocji. 


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Media  Rodzina,


Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger