Ostatnio gdzieś przeczytałam, że sierpień dla nauczycieli to jak niedziela w weekend. Ja wprawdzie jako nauczyciel się nie identyfikuje, ale będcą pracownikiem placówki edukacyjnej, mogę przyznać, że sierpień to niestety taka niedziela. Albo jak to lubię mówić, czuć już oddech września na karku.
Niby jeszcze odpoczynek, niby jeszcze jakieś wyjazdy, ale prawda jest taka, że wizja powrotu zbliża się nieubłaganie i cóż...
Ale! No byłam nad morzem, pojechałam sobie na kilka dni z mamusią. O Jezusku, wyjazd z rodzicem, którego zdrowie nie do końca jest już takie, jak chociaż pięć lat temu, potrafi być wyzwaniem. Naprawdę. Rolę się zmieniają, niegdyś to rodzic czuł odpowiedzialność, a później jakoś to się odwraca. Złapało mnie okrutnie, więc zamiast radośnie wygrzewać niczym jaszczurka na piasku, przeżywałam jak mrówka okupację, czy aby wszystko jest jak trzeba i co mogę zrobić jeszcze żeby było lepiej...

W tym roku padło na Ustkę, no i muszę przyznać, że jest to miejsce, gdzie są najpiękniejsze i największe plaże, na których dotychczas byłam. Często jeździłam nad morze, nie jestem zwolenniczką wracania w jedno i to samo miejsce, bo i po co? Fajnie jest sobie zwiedzać różne miejscowości. Jeśli chodzi o samą Ustkę, mam co do tego miasteczka ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest to kameralna i niezbyt zatłoczona miejscowość, co za tym idzie, nie męczyły tłumy ludzi i odczuwalny ścisk. Z drugiej, brakowało mi takiego klimatu, który by sprawił, że czułabym się tam "swojsko", jak to bywało w przypadku innych miejsc.
Fajna i uważam za ciekawy pomysł i chwyt złapania turystów, ta ruchoma kładka, która przesuwała się o każdej pełnej godzinie na 20 minut. Klimatyczne miejsce i coś innego, co przyciąga. mnóstwo turystów.
Ustecka ławka w kształcie ust. Miłe nawiązanie do nazwy miejscowości, sama ławeczka malutka i postawiona w dosłownie randomowym miejscu, jakby komuś spadła z dźwigu i tak została;).
Znalazłam dwa murale, ten pierwszy bardzo mi przypadł do gustu. Ma w sobie coś, co przykuwa od razu uwagę. Piękne wykonanie, na żywo naprawdę robi wrażenie detalami. Kolejne działo na ścianie to mozaika ze szkiełek. Taki na oko bohomaz, ale tam są ryby w różnych konfiguracjach. Ostatni jest dziwny, nie wiem, ten dom na domie wygląda śmiesznie? Nie wiem, co autor miał na myśli, ale nie wnikam.
W Kołobrzegu mają zamek, a w Ustce ulepili ośmiornice :) Bardzo ładna i podobało mi się wykonanie. Wielu ludzi podziwiało i robiło sobie z nią zdjęcie. Lubię takie piaskowe "dzieła".
Kiedyś usłyszałam, że być nad morzem i nie zjeść gofra, to się wręcz nie godzi, zatem zjadłam gofra na wypasie. Mogę powiedzieć - tradycji stało się zadość:)
Nadmorskie koty są po prostu wybitnie wielkie i grube. Naprawdę! One tam są gigantyczne, leniwe i tłuste. Chyba dieta rybna dobrze im robi..;)
Bardzo przyjemne miejsce do posiedzenia i jedzenia. Przepyszna ryba - ja ogólnie jestem fanką łososia, zatem nie trzeba było mnie długo przekonywać żebym chciała zjeść, było pyszne. Bardzo polecam to miejsce - Weranda się nazywa. Przemili pracownicy, ogólnie nie mam się do czego przyczepić. Porcje potężne. Jeśli chodzi o ceny.. jak się mieszka w Jeleniej Górze, to nie robią na nas wrażenia tak zwane "paragony grozy" nad morzem, u nas jest jeszcze gorzej:))).
Tak więc, wyjazd nad morze mam odhaczone. A po powrocie do domu, co zrobiłam? Pobiegłam w moje ukochane górki. Bo przecież, wszędzie dobrze, ale w górach najlepiej.