kwietnia 21, 2023

kwietnia 21, 2023

Zwiedzamy kolejne miasto

Zwiedzamy kolejne miasto

 


Jak już wiele razy pisałam, lubimy zwiedzać okoliczne miasta i miasteczka, sprawdzać co kryją ciekawego gdy zejdzie się z trasy od centrum. Zawsze będę powtarzała, że wszędzie można znaleźć coś interesującego. W minioną niedzielę wybraliśmy się do Bolesławca. Zazwyczaj przez to miasto się przejeżdża, ja poznałam z perspektywy uczenia się do egzaminu na prawo jazdy i egzaminu. Jednak żeby wyruszyć w teren nogami, nie było okazji. Postanowiliśmy, że jak tylko pogoda będzie sprzyjająca jedziemy.

Bolesławiec słynie z ceramiki, można powiedzieć, że na całą Polskę, bo z tego co widziałam, to w każdym większym mieście można znaleźć wyroby bolesławieckie. Kiedyś nawet w jakimś znanym serialu widziałam zastawę właśnie z tego miasta, tak więc, nie jest to tylko lokalny zakładzik czy na skalę województwa. Mnie osobiście nie podobają się wzory, a tym bardziej kolorystyka, ale zwolenników jest bardzo wielu. 



W rynku zostały poustawiane ławeczki, które nawiązują do ceramiki, myślę, że większość spotkała z tymi wyrobami, ale jeśli nie, to właśnie charakterystyczny jest kolor niebieski, wzory mogą być różne. Tutaj geometryczna mozaika, są również kwiatki wykonywane stempelkami oraz ręcznie malowane. Jednak kolor niebieski jest tym wiodącym.  



Ciekawy pomysł na tablicę informacyjną, moim zdaniem świetnie to wygląda. Od razu przykuwa uwagę. 


Przy skrzyżowaniach głównych ulic można spotkać donice, które właśnie zostały pomalowane w nawiązaniu do wzorów, które są najczęściej spotykane w wyrobach ceramiki. Są to właśnie słynne stempelki. Według mnie, świetny pomysł, bardzo wesoło się prezentują, zwłaszcza gdy już rosną pierwsze wiosenne kwiaty. 





Uważam, że Bolesławiecki rynek jest bardzo urokliwy, ale przede wszystkim bardzo zadbany, kamieniczki odnowione z zachowaniem oryginalnych kolorów. Wszystko prezentuje się naprawdę estetycznie i klimatycznie. Mam wrażenie, że jest o wiele ładniejszy od tego w Jeleniej Górze, tamten jest jakiś bury i ponury. 



W niedzielę można trafić na stoiska ze starociami, ja się śmiałam, że to raczej śmieci, ale z tego co usłyszałam, to właśnie takie śmieci, cieszą się sporym zainteresowaniem. A więc, jeśli szukacie starych zamków, zawiasów czy samowaru, możecie przyjechać do Bolesławca, na pewno coś się znajdzie :). 



Piękne wiosenne rabatki przy ratuszu. Cudnie się prezentują, aż trudno przejść obojętnie. 



Zeszliśmy z centrum w boczne uliczki, nogi nas niosły, w ciekawe miejsca trafiliśmy...






Błądziliśmy sobie pobocznymi uliczkami, gdy wtem trafiliśmy na hotel, a przy nim takie dosyć osobliwe rzeźby, ta jest dziwna, ale to, co zostało umieszczone u podwórza... nie wiem, czy na następnym zdjęciu będzie wystarczająco widoczne, ale szczerze mówiąc, nie bardzo chciałabym mieć taki widok z okna... sami zobaczcie ;)


           Ta postać po lewej stronie.. hmm, no cóż. Nie wiem, co ma przedstawiać... ;))


 Bolesławcu jest postawiony przepiękny wiadukt, uwielbiam wiadukty i mosty, więc tym się za każdym razem zachwycam. Jest niesamowity. Jeszcze wrzucę kilka ujęć :). 



Nawet udało się złapać w chwili gdy przejeżdżał pociąg :) Sami zobaczcie całkiem spora budowla, my akurat spacerowaliśmy brzegiem rzeki, bardziej na uboczu. 


A jeśli już trafiacie do Bolesławca, to po godzinie 9.00 rano również w niedzielę, możecie kupić świeżutkie - jeszcze cieplutkie pączki. Szczerze polecam, naprawdę pyszne, nadzienia sporo, ale nie za dużo, jest odpowiedni balans. 



                                              Całkiem spore, a cena to 6 zł. 


Za to kawę w kawiarence umieszczonej w rynku, średnio polecam. Chłodna, jakaś bez smaku. Szczerze mówiąc, było to najgorsze Latte, jakie w życiu piłam. 



Na sam koniec, uroczy staw z wierzbami płaczącymi, z drugiej strony jest gniazdo łabędzi, nawet pani łabędziowa siedziała na jajkach, fajnie gniazdo zostało odgrodzone, by przechodzący chodnikiem, nie zakłócali spokoju. 
Byliście w Bolesławcu, a może planujecie się wybrać? Jeśli będziecie mieli chwilę, to przejeżdżając, warto zobaczyć miasto. Ma w sobie to coś. No i ceramika! W muzeum można wykonać samemu zdobienia wybranych produktów. 

kwietnia 18, 2023

kwietnia 18, 2023

Co wyszeptał nam deszcz

Co wyszeptał  nam deszcz


 Witajcie w ten deszczowy dzień - ostatnio słońca jak na lekarstwo, nic tylko czytać książki, jeśli nie ma możliwości spaceru. Dziś przychodzę z książką, na temat której niewiele się dowiedziałam zanim zaczęłam czytać, a gdy już się domyśliłam do czego zmierza fabuła, było za późno by zmienić decyzję. I od razu uprzedzam - to nie jest zła książka, a moja ewentualna niechęć wynikała z zupełnie innej przyczyny, jednak wszystko po kolei. 


Olivia i Rain znają się od dziecka, teraz są w wieku w którym stoją u progu podejmowania decyzji dotyczącej przyszłości. Chłopak marzy by zostać gwiazdą rapu. Od zawsze pisał teksty, pragnął by zaistnieć dla szerszej publiczności. Miał ku temu warunki - łowcy talentów lubią szukać perełek wśród tak zwanego marginesu społecznego. A rodzina Raina można przyznać była dysfunkcyjna. Dlatego talent z takiego domu jak najbardziej będzie mile widziany. 
Olivia to wschodząca gwiazda baletu, tanie był i jest jej pasją. Marzenie, które ma nadzieję spełnić to zatańczyć na wielkiej scenie, zaistnieć jako znana baletnica. 

Dwoje młodych ludzi, którzy wiedzą co chcą zrobić ze swoim życiem. Nic piękniejszego, nie jeden nastolatek gdy dochodzi do momentu wyboru, nie ma pojęcia jak poprowadzić swoją drogę ku dorosłości. Oni wiedzą, są bardzo blisko spełnienia swoich pragnień, ale tylko jedno z nich zrealizuje marzenie.  Drugie rozpocznie bardzo trudna walkę, niekoniecznie po szczeblach kariery zawodowej. 



Teraz mogę napisać dlaczego, moja niewiedza tematyki książki, sprawiła, że zwątpiłam czy chce kontynuować czytanie. Otóż jedna z postaci, a dokładnie Olivia, dowiaduje się o chorobie, która na pewien czas uniemożliwi jej realizowanie się jako baletnicy. Gdy zapadnie diagnoza, jej przyjaciel otrzyma informację o wielkiej szansie wyjazdu i nagrywaniu swojej płyty. Taka szansa zdarza się tylko raz i nie może jej zaprzepaścić. Tylko w tej sytuacji będą musieli się rozstać, ich drogi się rozdzielają. 

Rain jest przekonany, że przyjaciółka rozpocznie swoje przygotowania do wielkich występów baletu, nie ma pojęcia, że jej przygotowania będą o wiele poważniejsze, a powodem okaże walka o coś znacznie ważniejszego. Olivia nie wyjawiła prawdy o swoim stanie zdrowia, od zawsze miała słabsza odporność, ale nikt nie przypuszczał, że przyczyna jest tak poważna. 

Gdy Rain spełnia swoje marzenia, nagrywa płyty, jeździ po kraju dając koncerty, żyje na pełnych obrotach, Olivia traci siły z każdym dniem. Jej życie się zatrzymało, stara się być dzielna i mieć nadzieję, że leczenie przyniesie oczekiwane efekty. 

W tym miejscu muszę napisać o postaciach. Rain - trudno jest mi stwierdzić czy to chłopak, który wzbudza sympatię, na pewno jego życie było trudne, ale odniosłam wrażenie, że autorka pozostawiła jego jako jego, tylko skupiła na innych tematach, które oczywiście były bardzo ważne. Jednak wierzyć na słowo, że relacja między Rainem i Olivią była wyjątkowa, jest nieco trudne. Jeśli nastawicie się budowanie niesamowitej więzi od dziecka po dorosłość, a później przerwę, która wpłynie na dwoje bliskich ludzi, to mogę od razu uprzedzić. Tego nie będzie. Niestety autorka pozbawiła czytelnika poczucia emocjonalnej więzi, jaka rozwinęła się między bohaterami. Bo gdy ich ścieżki się po pewnym czasie ponownie splatają, nie jest łatwo poczuć, że to jest naprawdę głębokie. 
Wielka szkoda, bo wtedy, moja ocena byłaby zupełnie inna. To nie jest tak, że książka byłaby bardzo obszerna, będę uparcie powtarzała, że są pisarze, którzy potrafią ukazać etapy rodzenia się pięknej przyjaźni, by później zrobić oczekiwany przeskok w czasie, jak na przykład moja ukochana Amy Harmon  w Biegając boso tutaj cudowny przykład, jak można stworzyć piękna historię. 

Wróćmy jednak do Co wyszeptał nam deszcz - jest to trudna książka, przede wszystkim choroba Olivii, jesteśmy świadkami zmaganiem się z poważną diagnozą, która dzień po dniu odbiera dziewczynie nadzieję na normalne życie. Został poruszony jeszcze jeden ważny temat, jakim jest uzależnienie. Ja się jednak skupie na Olivii, ponieważ to nad nią w moim odczuciu bardziej pochyliła się autorka. Gdy przeczytacie posłowie, zrozumiecie dlaczego. 

Co zatem było trudne i w pewnym sensie obciążające podczas czytania? Chyba cały proces leczenia, traceniu nadziei i w końcu rezygnacja. Jak mama dziewczyny za wszelką cenę, wszystkimi możliwymi sposobami chciała utrzymać córkę przy życiu. Można rozumieć obie strony - jak matka może odpuścić, powiedzieć sobie i dziecku, że się poddaje? Myślę, że nie jedna kobieta, która ma dziecko powie jedno - nie umiałabym. Przychodzi taki moment, gdy Olivia ma dosyć, jest zła, że matka nie liczy się z jej uczuciami, tylko myśli o sobie, o  tym, że nie jest gotowa na stratę córki. Jakże trudno jest powiedzieć najbliższej osobie - możesz odejść, jestem gotowa. Wydaje się niemożliwe prawda? Niestety czasem, najważniejsze co możemy zrobić dla ukochanej osoby, to pozwolić odejść w spokoju,  w świadomości, że sobie tutaj bez niej poradzimy. Właśnie o tym będziecie mogli przeczytać w tej książki, ale nie tylko. 

Mam świadomość, że nie każdy jest gotowy na te emocje, uwierzcie, są bardzo mocne, chociaż powtarzałam sobie, że na pewno nie będę płakała, bo przecież tyle jest podobnych historii, tak w tym przypadku się nie udało.  Planowałam książkę, która będzie dotykała trudnej tematyki, ale się nie spodziewałam, że emocjonalnie mnie zgniecie. Jeśli zatem nie jesteście w formie, radzę teraz nie czytać.  Niemniej polecam, bo jest wiele ważnych wątków, które warto poznać i mieć świadomość kilku perspektyw. 


kwietnia 13, 2023

kwietnia 13, 2023

Jak po Świętach?

Jak po Świętach?


 No i po świętach, niby dwa dni samego świętowania, a jednak człowiek się wcześniej szykuje. U nas od kilku lat bez tego szaleństwa jak to kiedyś było. Na spokojnie. I mogłabym napisać, że te chwile przygotowań, robienia sałatek czy ciast były świetne, bo wspólnie z mamusia, gdyby nie fakt, że właśnie przed świętami, zaczęła dokuczać mi infekcja, by w samą sobotę, że tak to ujmę - "przywalić" z całym impetem. Nie ukrywam, były to godziny męczarni, a że uparciuch jestem, ani myślałam zostawić mamę samą z całą rozgrzebaną robotą. Wieczorem padłam, ledwo żywa. Można by ironizować, że w niedzielę to miałam zmartwychwstanie swoje własne..

Zanim jednak padłam niczym zdechlak, zawiozłam mamusię z koszyczkiem. Sama nie miałam zamiaru uczestniczyć - swoje wychodziłam jako dziecko i nastolatka, nigdy tego nie lubiłam. Dlatego od lat unikam zabawy z koszyczkiem. W tym czasie, wybrałam się na mini spacer. U nas jest jezioro, więc postanowiłam pospacerować starymi dobrymi ścieżkami. Pogoda była mglista, ale spacer przyjemny :). 


To nie  jakieś maleńkie jeziorko, za chwilkę pójdziecie ze mną dalej i później zobaczycie, że rozpościera się dosyć okazale :). 


W oddali widać pomiędzy drzewami wodę, ale trasa idzie troszkę w górę...


Taką klimatyczna ścieżką, chociaż przy tej pogodzie średnio wygląda, ale uwierzcie jest bardzo klimatyczna.


Która stronę wybieracie? :) Jeśli w lewo udacie się do pewnej budowli, którą zapamiętałam jeszcze gdy była ruina, chodziło się z "chłopakami", ale nie w tym celu o którym można pomyśleć;) Raczej żeby zabłysnąć odwagą :)). Teraz jest już odremontowane, niby fajniej, ale ruiny miały swój urok i były dla każdego dostępne. 

Jeśli natomiast wybierzemy ścieżkę w prawo, daleko nie pójdziemy, bo tylko kawałek dalej i trasa się zakończy przy fragmencie wysadzonego mostu, a u dołu będzie woda.. 



Właśnie taki widok rozpościera się z pozostałości po moście, niestety przy tej pogodzie średnio wygląda, ale ja akurat lubię te aurę tajemniczości dzięki mgle. 

Jeśli się dobrze przypatrzyć daleko na wzgórzu widać budowle, to właśnie do niej prowadziła ścieżka w lewo. Kiedyś ruiny, a dzisiaj miejsce, które można wynająć.  Kilka lat temu, właśnie tam, spędzał swój urlop Ed Sheeran :))).  Był w tym miejscu z którego robiłam zdjęcie, aż żałuję, że właśnie wtedy, nie poszłam na spacer...


I już dogra powrotna. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was kojarzy, jakie to miejsce, może podpowiedź z Edem Sheeranem nakieruje :). 


 
A wracając do czasu Świątecznego, spędziłam na odpoczynku, nie chciałam leżeć, ale raczej było to mopsowanie, i nabieranie sił, by infekcja poszła sobie w siną dal. Mam nadzieję, że u Was było o wiele lepiej, a przynajmniej w zdrowiu. 


kwietnia 11, 2023

kwietnia 11, 2023

11 papierowych serc

11 papierowych serc

Poświątecznie przychodzę z opinią książki, nie samymi thrillerami człowiek żyje. Dlatego tym razem będzie o nieco lżejszej historii, ale nie jakiejś mocno spłyconej. Czasem, lubię zrobić reset od ciężkich tematów, wtedy przerywnik w postaci lekkiej młodzieżówki jest mile widziany. 

Padło na 11 papierowych serc - opis bardzo mi przypadł do gustu, oczekiwał ciekawej przygody, która będzie właśnie w klimacie nastolatkowym. Moje oczekiwania były jedne - by spędzić przyjemnie czas, czy książka zdała egzamin? 


Elli w wyniku wypadku samochodowego straciła pamięć, co najdziwniejsze, może trochę zalatuje ironia losu - nie pamięta ostatnich jedenastu miesięcy, nie wie co się wydarzyło przed wypadkiem. Dlaczego tamtego dnia wsiadła wzburzona do samochodu, kiedy trwała impreza walentynkowa? Najważniejsze pytanie - gdzie była wtedy jej przyjaciółka, czy nie mogła powstrzymać dziewczyny przed jazdą pod wpływem silnych emocji? 

Lekarze powtarzają, że podobne sytuacje są normalne, pamięć może wrócić albo i nie, trzeba czekać. I z jednej strony ma szczęście, bo to "tylko" niespełna rok wyjęty z życia, a mogłoby być gorzej, ale z drugiej, Ellie ma wrażenie, że właśnie w tym czasie wydarzyło się coś bardzo ważnego. Tylko jak odzyskać wspomnienia? 

Zbliżają się Walentynki, w szkole do której uczęszcza dziewczyna, panuje zwyczaj roznoszenia papierowych serc na których można bliskiej osobie, napisać coś miłego - nie musi to być tylko dla zakochanych par. Następnie przez kilka dni, cyklicznie są roznoszone listy w postaci serduszek. Kreatywność jest mile widziana, dlatego obdarowywani mogą pochwalić się różnymi metodami zdobienia. 

Elli dostaje kilka serc, w większości zna nadawców, ale jedno jest bardzo zagadkowe. Wykonane w sposób, który do nikogo nie może dopasować. A co najważniejsze, jego treść to jakaś wskazówka, która za nic nie potrafi rozwikłać.  Kim jest osobą wysyłająca list? I dlaczego chce żeby dziewczyna szukała nieznanego jej miejsca? 



Historia z papierowymi serca, które otrzymuje Ellie, jest według mnie bardzo ciekawym pomysłem i myślę sobie, że gdzieś tam w środku, nie jedna osoba chciałaby przeżyć podobną przygodę. Poczuć ten dreszczyk emocji i zaciekawienia, zabawę w detektywa, gdy trzeba głowić nad wskazówkami i szukać kolejnego tropu. 

W przypadku naszej bohaterki, pomysł na 11 serc, ma za zadanie odtworzyć pewne wydarzenia, które zostały zapomnienia i być może powrót do nich, sprawi, że w końcu coś się odblokuje. Dodatkowo cały czas jest ta wielka niewiadoma kim jest tajemnicza osoba, która sprytnie podrzuca wskazówki i wymyśla kolejne zadania. 

 Razem z Ellą podróżujemy i poznajemy miejsca, które były w jej życiu bardzo ważne. Autorka stworzyła bardzo lekką, ale niebanalną historię, można między czasie odpowiedzieć na pewne pytania, na przykład czy mimo amnezji, uczucia pozostają takie same? Czy decyzję, które były wcześniej podjęte mogą się powtórzyć? Na ile mózg zapomina, i co tak naprawdę się dzieje? 

Miło spędziłam czas w towarzystwie tej książki, trasa serc była ciekawa, a wątki wiodące, jak i poboczne bardzo ciekawie się uzupełniały - dodam jeszcze, że autorem serc, jest osoba, której najmniej można się spodziewać. Myślę, że mogę ten tytuł polecić każdemu, kto potrzebuje przyjemnej lektury w celu odprężenia. 


 

kwietnia 08, 2023

kwietnia 08, 2023

Wesołych Świąt! 🐣

Wesołych  Świąt! 🐣

 


KOCHANI!

Chciałam złożyć życzenia, niech świąteczny czas upłynie w radosnej atmosferze.

W spokoju i gronie najbliższych osób 😊🐣💚

kwietnia 06, 2023

kwietnia 06, 2023

Zatrzymane w lustrze

Zatrzymane w lustrze

 Nie wiem, od czego zaczęły się moje lustrzane sesje. Jakoś tak wyszło, że w domu nie mam dużego zwierciadła, więc jakieś dnia postanowiłam zrobić sobie fotkę w pracy. Zazwyczaj była pierwsza, dużo przed czasem, dlatego miałam czas na cykanie zdjęć. Później postanowiłam dodawać te moje selfiaki do relacji na Instagramie. Nie codziennie, co to, to nie, zdjęcia były w piątek - na przywitanie weekendu :). Później się złożyło, że te zdjęcia zatrzymały wiele chwil. Wesołych, wzruszających, ale i smutnych. Dlatego postanowiłam zrobić zestawienie. W tle jest miejsce pracy, w którym spędziłam cztery lata. Och co ja tam tworzyłam tworzyłam. Prace konkursowe, ale i dekoracje budynku, Było tego sporo. 



To zdjęcie zrobiłam gdy było we mnie jeszcze wiele nadziei. Że jednak będzie dobrze, a co najgorsze już za mną. Tutaj jestem po trzech tygodniach spania po kilka godzin i pilnowania telefonu, odbierania ze strachem. Jeszcze nie wiem, że za kilka dni, właśnie w tym miejscu odbiorę telefon na, który nie można się przygotować. Zadzwonił właśnie wtedy, gdy naprawdę uwierzyłam, że jest dobrze.


To zdjęcie zrobiłam trochę z ironii, bo byłam zła, byłam rozżalona, a przede wszystkim przeorana psychicznie. Był to dzień imprezy w pracy - Walentynki. Na drugi dzień mój tato miałby urodziny. Jednak zmarł trzy tygodnie wcześniej. Kazano mi ubrać coś czerwonego. Byłam wściekła. Sam fakt przychodzenia i udawania, że jest dobrze kosztował wiele, a jeszcze czerwona sukienka. Był to szczyt wszystkiego co najgorsze. No więc ubrałam sukienkę. Czarną - została przemilczana.  Zrobiłam to zdjęcie bo mama chciała zobaczyć co ubrałam. I mam pamiątkę..



To już jest wiosna.W końcu kolory, po prostu kolory, za którymi tęskniłam bardzo długo. Ach i możecie zobaczyć jaka świetna jest Bomberka z Naoko Store :).


Zdjęcie nie z pracy, ale bardzo lubię. Byłam w Warszawie mojej ukochanej, chciałam uwiecznić piękna ramę lustra. Taaak, jak widać, ramy nie widać ;)))


Ooo tutaj były nasze pierwsze i bardzo krótkie upały. Niestety minione lato poskąpiło radosnego biegania w zwiewnych sukienkach. Dobrze mieć tę pamiątki

Muszę nadmienić, że jeśli do pracy ubierałam sukienkę lub spódnice, to było wiadomo, że jest impreza. Zazwyczaj mój strój był bardziej.. hmm roboczy. No więc tutaj była impreza, która do dziś miło wspominam - ale nie ze względu na współpracowników, ale ludzi dla których tam byłam. 


Pamiętam, że ta "stylizacja" została przyrównana do japońskiej uczennicy ;))).


Jest i kolejna piękna sukienka, ale powód był nie byle jaki. Akurat w tym dniu miałam urodziny :).



Pamiętam jak dodałam opis na moim Instagramie - kiedy mamusia całe życie powtarzała, że do wzoru ubiera się gładkie, więc ubrałam sweterek w wisienki ;). Moja przewrotna natura jest okropna ;).


I dobijamy do końca. Jest to ostatnie zdjęcie w lustrze i ostatni raz kiedy byłam w pracy. Wrzesień, brałam udział w narodowym czytaniu. Wspierałam moich współuczestników. Później był urlop z którego już nie wróciłam do tego miejsca.


Jak się patrzę na te zdjęcia, to wygląda jakbym zawsze była odsztafirowana do pracy, a prawda jest taka, że zazwyczaj byłam w stroju tak zwanym roboczym - czyli jakieś niezbyt paradne koszulki i spodnie, których nie było żal zmarnować. Czym? Farbami, zazwyczaj ciągle coś malowałam, ozdabiałam i klikam. Ile ubrań zniszczyłam, można powiedzieć, że byłam jak Ci artyści, z tą różnicą, że moje prace nie zaznały sławy ;).  Cieszę się, że mam te zdjęcia, lubię sobie wracać do niektórych wspomnień. Oczywiście mam ich dużo więcej, ale nie ma sensu wszystkich wrzucać :). 



      A na koniec - najważniejsze co zyskałam dzięki tej pracy. Znajomość z tą kobietką :). 

kwietnia 04, 2023

kwietnia 04, 2023

Jedno po drugim

Jedno po drugim


 Jedno po drugim kupiłam pod wpływem przeczytanej recenzji, będąc na fali thrillerów, nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście nie tylko w tej kategorii zakotwiczyłam, ale co jakiś czas potrzebuję dawki emocji. Opis zapowiadał klimatyczną atmosferę, zima, domek i oni - giną jeden po drugim. Nie wiadomo kto jest mordercą. Czego chcieć więcej? 

   
Domek położony we Francuskich górach, miejsce dosyć wyjątkowe, ale mogące przyprawiać o pewne odosobnienie, bo jedyna forma dotarcia do niego to kolejka linowa. Gratka dla każdego kto czuje potrzebę pobycia daleko od miejskich aglomeracji, pobycia wśród otaczającej natury. Zimą miejsce to robi jeszcze większe wrażenie. Chętnych jednak nie brakuje, dlatego pracująca tam Erin wraz ze swoim kolegą kucharzem, mają sporo pracy. 

Właśnie szykują się na przyjazd delegacyjny grupy założycieli  bardzo znanej aplikacji, która odniosła sławę na całym świecie. Miejsce do oderwania od codzienności, bo poza służbowymi planami, jest jeszcze czas na rozrywkę - jazda na nartach. 

Ośmioro ludzi, których łączy praca, gorzej jednak z prywatnymi preferencjami. Spędzenie kilku dni razem pod jednym dachem, w dodatku w miejscu, które raczej nie daje wiele możliwości do pobycia samemu. Środek zimy, zagrożenie lawinowe wisi w powietrzu i krótki dzień. Czy przebywanie razem może ujawnić coś, do czego w normalnych warunkach nie byliby skłonni? Zwłaszcza gdy na jaw wyjdzie prawdziwy powód delegacji i tego, co można zyskać lub stracić? 

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale gdy w grę wchodzą miliony a nawet miliardy, trudno jest powiedzieć, by nie miały znaczenia. Niewielu ludzi potrafi przejść obojętnie obok takiej szansy, pytanie tylko czy dla pieniędzy można zrobić wszystko? 


Wyobraźcie sobie, że jesteście wysoko w górach. Zima w pełni, śniegu mnóstwo a dookoła żadnego domu. Dopiero gdzieś w dole, daleko majaczą światła zabudowań. Za oknem zawierucha śnieżna, wieczór wydaje się jeszcze bardziej ciemny niż powinien, chociaż do zachodu słońca jeszcze chwila, jednak ciężkie chmury sprawiły, że jest ponuro.  Z jednej strony cudowna wizja, z drugiej lekko klaustrofobiczne, zważywszy na fakt, ograniczonych możliwości wydostania się z tego miejsca. 

Grupa współpracowników na początku jest oczarowana wizją spędzenia czasu w górskiej chatce, bo kiedy sprawy firmowe zostaną ogarnięte, czeka na nich szusowanie po stoku. Wszystko idzie zgodnie z planem, aż do momentu powrotu do wynajętego domu. Gdy na miejscu się okazuje, że brakuje jednej osoby, można powiedzieć jednej z decyzyjnych w firmie. Co się mogło stać? Była doświadczona jeśli chodzi o jazdę na nartach, czy została na dole i nie zdążyła przed zamknięciem kolejki? 

Zanim grupa zacznie snuć swoje teorie dochodzi do nieoczekiwanego zdarzenia. Schodził lawina, której nikt nie zdołał przewidzieć, nie było ostrzeżenia. Cześć zabudowań należących do domku została zniszczona i uszkodzona. Szczęście w nieszczęściu, że pomieszczenia z pokojami ocalały. Niewielkie zniszczenia, które nie powinny wpłynąć na pobyt. Tylko co teraz? Lawina była ogromna, jeśli u nich na górze wygląda przerażająco, co musi się dziać na dole? Czy ludzie zdążyli uciec? Co z ich koleżanką? Miała szansę na przeżycie? 

Z początku wszyscy są w szoku, przerażenie miesza z poczuciem ulgi, że jednak nic im się nie stało. Dopiero po pewnym czasie spływa na wszystkich groza sytuacji. Są odcięci od świata. Kolejka linowa przestała istnieć, nie ma możliwości wydostania z domku, do najbliższego zabudowania jest kilka kilometrów, co przy obecnych warunkach jest śmiertelnie niebezpieczne. Muszą czekać na pomoc. I może dałoby się jakoś przetrwać całą sytuację, gdyby nie pewna sprawa. 

W jednym z pokoi zostaje znalezione ciało, kolejna osoba nie żyje. O ile zniknięcie koleżanki na stoku mogło być nieszczęśliwym przypadkiem, tak teraz wszystko wydaje się bardziej przerażające. czy wśród zebranych jest zabójca? Czy może ktoś z zewnątrz rozpoczął niebezpieczną "zabawę"? O co w tym wszystkim chodzi? Będą kolejne ofiary? Kto następny, jak się uchronić i przede  - komu w tej sytuacji można zaufać? 

Jedno po drugim  jest bardzo klimatycznym thrillerem, autorka zadbała o odpowiednią atmosferę, a zimowy klimat gór, można odczuć na każdej stronie. Co najważniejsze, świadomość, gdzie się znajdują,  bardzo działa na wyobraźnię podczas czytania. Jeśli chodzi o bohaterów. Specjalnie o nich nie pisałam, nie chciałam nakierować na potencjalnego mordercę, a w tym przypadku nie byłoby trudno. Dlatego radzę samemu odkrywać tę zagadkę. Nie napiszę, że do samego końca autorka ukrywa ten fakt, ale to w tym przypadku nie ma znaczenia. Bo nawet gdy już wiemy, to emocje nie opuszczają, a uczucie napięcia będzie jeszcze mocniejsze. 

Mogę szczerze polecić ten tytuł, przeczytałam w dwa popołudnia, niesamowicie mnie wciągnęło. Mimo, że czytałam sporo mocniejszych książek z tego gatunku, to mimo wszystko uważam, że warto sięgnąć po Jedno po drugim. 

kwietnia 02, 2023

kwietnia 02, 2023

Cześć w kwietniu!

Cześć w kwietniu!

 


Witajcie w kwietniu! :) Niby jeden z bardziej wiosennych miesięcy, ale jakoś trudno odczuć. Jak za dotknięciem niekoniecznie magicznej różdżki zrobiło się zimno. Akurat kiedy postanowiłam nadrabiać towarzyskie zaległości. Cóż poradzić. A jeśli mowa o wypadach ze znajomymi, to 1-go wybrałyśmy się z koleżanką do Jeleniogórskiej knajpy - Kobe. Słyszałam o niej co nieco, jeszcze od koleżanek z byłej pracy. Przede wszystkim o cenach. No i rzeczywiście, ceny pod naszych zachodnich sąsiadów - nie mylić ze wschodnimi, bo oni przecież biedni, chociaż... jak się patrzyłam, a raczej osłuchałam, to Polaków było najmniej ;))). Śmiałam się do koleżanki, że idąc ulicami Jelonki, człowiek ma wrażenie, że to już nie Polska. Co poradzić,niby fajnie - bo Gościna, ale u nas ceny są o wiele większe jak na wschodzie kraju,. Jak byłam w Warszawie, to uznałyśmy z tą samą koleżanką, że tutaj to my porządzimy, ceny w porównaniu do naszych maleńkie, czułam się wręcz jak bogaczka ha ha. 

No ale Kobe, nie jest tanio, ale pytanie najważniejsze - czy smacznie? Otóż to miejsce, to burgery przede wszystkim, chociaż są inne dania, ale no poszłyśmy na burgery. Jednak obie doszłyśmy do wniosku, że te klasyczne będą za duże, więc skusiłyśmy na opcję dla dzieci ;)). 


,

Oto i on, musicie wiedzieć, że kiedy pani przyniosła i postawiła przed nami te talerze wybuchałam śmiechem i nie mogłam się powstrzymać, zwłaszcza na widok tych uroczych wiatraczków. Uwierzcie, fajnie pielęgnować swoje wewnętrzne dziecko, nawet takie pierdołami.., ale burger - Czy smaczny? Hmm jadłam lepsze, ale ten nie był zły, chociaż nie powiem - jeśli będziecie w Jeleniej Górze koniecznie na burgera do Kobe, jakoś nie czuje się przekonana w 100%, ale jadłam ten dla dzieci, może inna wersja jest smaczniejsza? Za to frytki spoko, smaczne grube, takie jak lubię. 

Najciekawsze było dla nas to, że wszędzie dramat inflacja, ceny kosmiczne, a knajpa wypchana po brzegi - rodzinami z dziećmi. Hmm więc chyba nie ma takiej biedoty jeszcze? 

Za to zimowa herbatka była super bardzo mi smakowała i naprawdę cieszę się z tego właśnie wyboru napoju. Było zimno, nie wiosenne więc herbatka w sam raz. Rozgrzewająca. 




A jak już będzie w JG to koniecznie musicie zajrzeć do Neptuna, ja chwilę przy nim postaram czekając na koleżankę, biedny samotny, wody nie było. Myślę, postoje przy chłopinie, zrobię cenzurę tego co najważniejsze posiada. Niech nie czuje się obnażony ;)). A tak serio, ratusz Jeleniogórski jest całkiem fajny, zwłaszcza kamieniczki dookoła. To chyba jedna z niewielu zalet tego miasta. A i samotny tramwaj! No zapomniałabym o nim. Gapa jestem. I fragment torów. 

Widzę, że spore reakcje zdziwienia wywołało w Was moje zwolnienie z pracy bez podjęcia kolejnej. Słuchajcie, ja nie jestem typem człowieka, który musi mieć ciągłość etatu. Żyje tu i teraz. Mam pieniądze, a jak się skończą? Wtedy zacznę się martwić;)). A tak poważnie, na pewno coś znajdę, w ostateczności popracuje w zawodzie, czego jednak nie chcę, patrząc na te śmieszne stawki. 

No ale, jeśli ktoś ma propozycje pracy dla fajnej kobiety 30 + jestem otwarta na propozycje, tylko coś szalonego i  twórczego bo nuda mnie zabije ;)). 


Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger