Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

Pożegnanie nadziei

Grafika
Chyba nikt nie lubi pożegnań, nawet a może szczególnie jeżeli chodzi o ulubione książki, czy serie. Niestety wiemy, że musi nadejść chwila gdy sięgniemy po ostatni tom, kiedy wybierzemy się w ostatnią podróż z ulubionymi bohaterami, aż w końcu przeczytamy ostatnie zdanie, z bólem stwierdzając, że tam dalej naprawdę nie ma jeszcze jednej ukrytej strony.  Tak, pożegnania bywają okrutne. I na mnie musiała przyjść ta chwila, gdy wraz z Malice wyruszyłam w podróż, podróż jawiąca się samymi niewiadomymi, oprócz jednego. Zakończenia. Jakiego?  Czy właśnie takiego się spodziewałam? Czy i tym razem moje oczekiwania zostały spełnione?  Malice wróciła do domu, do ukochanego kota i spraw, które potrafi kontrolować i sprawić by jej życie było udane. Jak się okazało śmierć babci nie była prawdziwa, zaś kraina jaką zamieszkuje jest dalece odległa od tej, w której dorastała wnuczka. Elegestia, znajdująca w innym wymiarze, magia na wyciągnięcie ręki oraz... smoki. Smoki, z którymi chce roz

Pożegnanie z wodospadami

Grafika
Wszystko kiedyś ma swój koniec. I tak przyszła pora by rozwiązać zagadki, znaleźć odpowiedzi na dawno zadane pytania i... pożegnać się z bohaterami których przez cztery tomy zdążyło się polubić i znielubić, ale bez względu na wszystko przywiązać.  Nie ukrywam, niecierpliwie oczekiwałam tego piątego tomu, tego co zawarła w nim autorka, w końcu zaserwowała czytelnikom tyle niewiadomych, że wreszcie napięta do granic możliwości cierpliwość musiała znaleźć ukojenie.  Jak więc wyglądało moje ostatnie spotkanie z Kylie, Holiday, Burnettem, Derekiem, Lukasem, Mirandą i Dellą? Czy w końcu dostałam satysfakcjonujące odpowiedzi? Zacznę od początku. Kylie znalazła się w miejscu gdzie nie jest jedynym kameleonem, ale czy to ją uszczęśliwia? Czy pobyt w miejscu gdzie wydawałoby się powinna czuć jak u siebie, jest takim rzeczywiście? Nastolatka tęskni za wodospadami, za przyjaciółmi z którymi musiała się rozstać. Komendantką Holiday i nawet Burnettem, jej serce dalej się goi po zdradzie

Diabli nadali

Grafika
Zawsze, ale to zawsze kiedy dochodzą mnie wieści (nawet te niepotwierdzone) o najnowszej książce Olgi Rudnickiej, przytupuje nóżkami. Ze szczęścia, ze zniecierpliwienia i ogólnie jest szał, szał wyczekiwania. Lata temu, gdy przez przypadek zamówiłam debiutancką powieść autorki, nie wiedziałam jeszcze, nie miałam pojęcia, że oto popełniłam spontaniczną i najwspanialszą decyzję w moim czytelniczym życiu. Tak, tego dnia gdy wracałam do domu z pracy dzierżąc w dłoniach książkę, zrozumiałam, że to nie jest pierwszy i ostatni raz, że oto trafiłam na autorkę nie byle jaką. I teraz, gdy chyba już każdy zna nazwisko kobiety piszącej tak wspaniałe powieści, czuje się szczęśliwa, że moja przygoda jest od początku, nie z polecenia, a z przeczucia, które po kilu zdaniach, nie wiele mówiącego opisu podpowiedziało bym zaryzykowała i zakupiła. Każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej, jak Olga Rudnica to robi? Nie mam pojęcia, lecz moja radość jest nieskończona. O cz

Sisi. Cesarzowa mimo woli.

Grafika
Z historią jednej z najsłynniejszych cesarzowych zapoznałam się już jako dziecko. Oglądając piękny film opowiadający o pięknej miłości rodem z bajki, życiu niezupełnie takim jakie można sobie wyobrażać w pałacu u boku ukochanego, a przede wszystkim zapoznaniem z tym co tam wewnątrz nie zawsze było kolorowe, jak to się wydaje ludziom z zewnątrz. Jak autorka ukazała cesarzową Elżbietę? Czy obraz przedstawiony w filmie jest podobny do spostrzeżeń autorki? W celu dowiedzenia się czegoś więcej, albo  spojrzenia z nieco innej perspektywy sięgnęłam po książkę pani Allison  Pataki, o której wspomnę w poniższej opinii.  Historia rozpoczyna się w domu rodzinnym młodziutkiej Sisi, która to wraz ze swą siostrą Heleną przekomarza się z bratem, który niezupełnie jest taki jak można by sobie wyobrażać. Nie spodziewające się nadchodzącej zmiany, dziewczęta wszczynają spór z bratem. Od zawsze w ich rodzinie panowała większa swoboda, oczywiście obowiązywała etykieta, lecz matka n

Klątwa Utopców

Grafika
Pióro pani Iwony Banach polubiłam już przy pierwszym spotkaniu, kiedy to podczas czytania zrozumiałam, że jej styl jest przede wszystkim lekki i zabawny. Okraszony ogromną dozą ironii, czyli tym wszystkim czego oczekuję po pewnych lekturach. Kiedy już mniej więcej pojęłam w jakiej tematyce oscylują jej powieści, wiedziałam, ba byłam wręcz przekonana, że siadając do  tego tytułu ani przez chwilę nie poczuję rozczarowania. Jak więc było w przypadku "Klątwy utopców"? Zapraszam do recenzji.   Poznajemy Dagmarę, która z początkiem lata, zamiast na wymarzone wakacje z ukochanym, musi wybrać się na nudną wieś do dziadka. Dziadka będącego ekscentrycznym i dość trudnym staruszkiem.  Traf chciał, że ostatnia gospodyni uciekła z domu dziadziusia z krzykiem, i biednej wnuczce nie pozostało nic innego jak spakować walizki i udać się na uroczą prowincję. Na szczęście mając do towarzystwa koleżankę z dawnych lat, która w przeciwieństwie do poszkodowanej czuła się podekscytowan