Życie Pi - film



Dużo słyszałam o tym filmie, w końcu swego czasu niemalże w każdej reklamie, pokazywano zwiastuny niezwykłego filmu. Bardzo go chciałam obejrzeć, jednak czułam pewne obawy czy aby nie będzie przereklamowany. Na szczęście obawy pozostał obawami, nie rozczarowałam się wręcz przeciwnie. 
Myślałam,że jest to tylko opowieść o młodzieńcu, który ocalały z zatopionego statku walczy o życie na wielkiej wodzie, mając za "towarzysza" tygrysa, jednego z najgroźniejszych. 
To nie  była bajka, mimo,że spodziewałam się czegoś na kształt baśni, jakże byłam w błędzie. 


Opowieść Pi, ma piękne przesłania, daje wspaniałe lekcje życia, wzrusza, mobilizuje. 
Chłopiec próbował za wszelką cenę nawiązać nić zaufania, przyjaźni z tym dzikim zwierzęciem. 
Bo to ono motywowało go do życia, do tego by się nie poddać. 



Chwilami czuje się niesamowitą więź, jakby jednak ta niebezpieczna przygoda, połączyła tych dwojga, Pi również odnosi takie wrażenie. 
Podczas całego filmu opowiada co czuje, jak zmienia się człowiek w obliczu głodu, strachu. 
Godzi z tym co nieuniknione,a zarazem walczy o przetrwanie.



Dawno nie przeżyłam tylu emocji podczas oglądania, nie spodziewałam się,że zżyję tak bardzo z Pi i wczuję w jego uczucia, kiedy przyszło mu zmierzyć z rozczarowaniem, bólem,rozstaniem bez pożegnania. 
Wróciłam z pięknej podróży, pełnej strachu, niepewności oraz wiary. Otrzymałam wielu mądrych lekcji, tylko czuję smutek, który również odczuwał Pi...
Szczerze polecam, jestem zachwycona.
Dwie godziny zleciało nawet nie wiem kiedy..:)





Czytaj dalej...

Ja wam pokażę



Uwielbiam styl pisania Katarzyny Grocholi, jest lekki oraz zabawny. Zazwyczaj czytam bardzo szybko, ale przy perypetiach życiowych Judyty zwolniłam tempo maksymalnie. Dlaczego? Otóż nie mogłam pozwolić, na zbyt szybkie rozstanie z książką.

Judyta żyje szczęśliwie w swoim domu na wsi, z Tosią, Niebieskim oraz zwierzętami. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie świadomość,że ukochany lada chwila wyjedzie na całe pół roku do Ameryki. Córka jest w klasie maturalnej, stres udziela się matce, wiadomo. W pracy również zaczyna się dziać, dużo bardzo dużo. Eksio przechodzi kryzys z Jolą, ku wielkiej uciesze ich wspólnej latorośli. 
Coś zaczyna wisieć w powietrzu, tylko nie wiadomo co i jakie przyniesie skutki.

Zastanawiałam się kogo polubiłam najbardziej, ale chyba nie jest możliwe wymienienie jednej postaci. Wszyscy są niesamowici, nie wyobrażam sobie, aby rodzice Jutki byli inni. Każdy telefon od któregoś z nich sprawiał,że nie było możliwości się  nie uśmiechnąć.  Przyjaciele zza płotu dopełniali całości. Jednak co najbardziej mnie rozbawiało, to oczywiście wewnętrzne przemyślenia Judyty. Analiza wszystkiego, postępowanie według statystyki lub odwrotnie. 
Dodatkowo wiele zabawnych sytuacji wprowadzi, pojawienie się Nieletniego czyli Piotrusia. Wydawać się może,że dwunastoletni chłopiec nie jest w stanie sprawiać zbyt wielkich problemów. W dodatku to tylko dwa tygodnie, szybko zleci...

Spędziłam bardzo przyjemnie czas za sprawą tejże książki. Słyszałam już opinie,że Pani Grochola nie wiele wnosi do świata literatury. Nie zgodzę się z tym zdaniem. Uważam,że przedstawia prawdziwe życie, w dosyć lekki, czasem ironiczny sposób. Może nie jest to lektura potrzebująca wielkiego skupienia, jednak myślę,że warto po nią sięgnąć. 














Czytaj dalej...

Martwe Jezioro



 Beata jest niezależną kobietą, mieszka razem z przyjaciółką Ulą. Jest jej bliższa od rodzonej siostry. 
Pewnego dnia przez przypadek odkrywa,że jej grupa krwi jest inna od tej,którą mają rodzice. Podejrzewa,że została adoptowana, w tym celu wynajmuje prywatnego detektywa. Nie zdawając sobie sprawy,że dochodzenie będzie bardziej skomplikowane niż z początku myślała. 
Dodatkowo otrzymuje zaproszenie na ślub od siostry, z którą nie utrzymuje kontaktu.
Rodzice traktują Beatę przedmiotowo. 
Gdy pojawia się w ich domu, po długiej nieobecności, mają względem niej z góry ustalone plany...

Kilka słów o Uli. Fantastyczna, koleżanka, przyjaciółka oraz swatka. Bo Ulka ma brata, Jacka, który dopiero wrócił ze Stanów. Takiej okazji nie można zniweczyć. Jeżeli ma mieć bratową, to tylko Beatę i Rodzice by byli szczęśliwi. Oczywiście Urszulki i Jacka.

Kiedy pierwszy sięgałam po Martwe Jezioro, nie myślałam,że tak bardzo mi się spodoba. Jest to  historia, kobiety, która chcąc dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu, nieświadomie wejdzie na trop przestępstwa, popełnionego wiele lat temu. 
Czyta się bardzo przyjemnie, ponieważ odskocznią od trudnych tematów są odwiedziny w rodzinnym domu szalonej współlokatorki. Gdzie panuje wspaniała ciepła atmosfera.
Również w biurze kobiety, nie będzie brakowało wrażeń. 
Zdecydowanie polecam, świetna lektura. 




Czytaj dalej...

MaMa





"Matka śmieje się naszym śmiechem, 
roni nasze łzy.
odwzajemnia naszą miłość, boi się o to co my.
Cieszą ją nasze radości,smucą nasze zmartwienia 
i wszystkie nasze nadzieje,
podziela i na swoje zmienia."

"Moja matka...
Ta, która dzielnie wysłuchiwała
. mojej bezsensownej paplaniny.
Ta, która zawsze stawała po mojej stronie, 
gotowa chwycić za miecz 
i unicestwić wroga u mojego boku.
To przed nią chwaliłam się swoimi sztuczkami."

"To czy dom jest dobry, 
nie zależy od jego bogactwa, rozmiaru,
wyglądu czy luksusu.
Wszystko zależy od Matki."

Większość innych pięknych rzeczy w życiu 
występuje w parach, trójkach,
tuzinach i stekach.
Wśród mnóstwa róż, 
gwiazd, zachodów słońca, tęcz,
braci, sióstr,
ciotek i kuzynów,
na całym świecie ma się jednak 
tylko jedną, jedyną matkę.."


"Moja mama jest najpiękniejsza, co tu ukryć.
Nie wiem jak inni,
lecz ja właśnie taka chcę być.
I nie chodzi tu,
o wygląd wystrzałowy,
bo to dobre dla gazet kolorowych.
Chcę powiedzieć,
że ona ma piękno w środku."

" DZIĘKUJĘ, MAMO,
za zmywanie wszystkich brudnych naczyń,
rozwieszanie mokrego prania,
za zwilżanie i prasowanie
całych stosów ubrań do szkoły,
strzyżenie trawników,
naprawianie złamanych płotów i serc.
Dzięki za niezliczone 
przejawy twojej miłości,
twoją mądrość, twoją siłę."

"Matki trzymają świat razem,
kiedy wszystko wokół
wydaje się dążyć
do jego destrukcji."

"Dziękuję za obecność u mojego boku
w pożarze, w powodzi, w biedzie.
Dziękuję za to,
że chętnie pożyczałaś
i dawałaś wszystko,
co tylko mogłoby nam się przydać, 
by przetrwać."

 Dzisiaj jest piękny dzień, naszych mam:) 
Ja jeszcze nie dołączyłam do tego grona. Myślę,że kiedyś nadejdzie ta chwila, będę taka jak powinna być każda mama dla swojego dziecka.
Jak moja kochana mamusia:* najwspanialsza osoba na świecie:)



Czytaj dalej...

Odszedł ode mnie






Beata jest żoną, matką. Prowadzi ustabilizowane życie. Do pewnego momentu. Kiedy jej mąż Teodor wysyła wiadomość. Odchodzi od rodziny. Z dnia na dzień przestaje się interesować losem najbliższych mu osób, czego nie potrafi zrozumieć opuszczona kobieta. 
Jak zawsze w takich sytuacjach, zdradzona zastanawia się kiedy i jak popełniła błąd i dlaczego nie zauważyła,że coś jest nie tak.  Traci pracę, gdyż szef nie akceptuje zmiany jaka zaszła w jej wizerunku i zachowaniu. Oczywiście zmiany na gorsze. 
Cała sytuacja doprowadza Beatę do depresji. Bezsenność, brak apetytu. W końcu udaje się do psychiatry. Pani doktor przepisuje leki, podsuwa kilka porad. 
Dzieci zaistniałą zmianę w rodzinie przyjmują w różny sposób.Córka Małgosia jest solidarna z matką, obwinia wyrodnego ojca o nie tylko rozpad małżeństwa,ale również  porzucenie dzieci. 
Syn Janusz wyprowadza się do dziadków w celu demonstracji swoich poglądów, natomiast najmłodszy czeka wiernie na tatusia, wierzy,że jeszcze wszystko się ułoży.
W ramach terapii opuszczona żona i matka zaczyna pisać książkę. 


Od tego momentu, mianowicie rozpoczęcia drugiej opowieści zaczynamy przygodę z Melisą. Dziewczyny,która wychowywała się w patologicznej rodzinie. Tak na prawdę to chyba babcia była normalna do póki starość nie wzięła góry nad jej życiem. 
Matka miała swobodny stosunek do wszystkiego, a zwłaszcza do mężczyzn. Nie wiele interesowała się dziećmi. Chyba,że potrzebowała czegoś. 
Mark brat dziewczyny, może nie był zły. Może. Trudno wywnioskować. Ćpał, pił, kradł. Jednak na swój sposób kochał siostrę. 
Kyle jest ideałem. W oczach Melisy oczywiście. Zniewalający wygląd. Ponadto bogaty. 
Poza tym wszystkim jest sławnym muzykiem, gra na skrzypcach. Jeździ w trasy koncertowe.  Posiada nienormalną siostrę, z obsesją na jego punkcie. 
Kopciuszek i książę. Z tym,że w tej wersji biedna sierotka okaże się rozkapryszoną zołzą. Nie dość,że ruda to jeszcze wredna. Owszem miała zalety. Otóż potrafiła się wspaniale zajmować zwierzątkami w schronisku. 
Była dla nich wyjątkowo czuła oraz oddana. Chyba miała więcej serca dla kotów i psów, aniżeli ludzi. 

Chciałam zaznaczyć,żeby w tym wypadku nie kierować moją opinią, jest ona subiektywna. Podejrzewam,że wiele osób się z nią niezgodzi. I bardzo dobrze. Jednakże nie byłabym sobą gdybym napisała,że książka "dwa w jednym" przypadła do mojego gustu. Bo tak nie było. Osobiście bardzo zmęczyłam się czytaniem. Może dlatego,że było tutaj za dużo problemów? Jakby się goniły. Jeden za drugim, który gorszy. Rozumiem, główna bohaterka Beata pisze książkę, chce mieć odskocznie od codzienności. Tylko dlaczego historia Melisy musiała być taka ciężka? W dodatku sama osoba tej dziewczyny działała na mnie jak płachta na byka. Irytowała z każdą kolejną stroną. Typ człowieka; dam Ci kromkę chleba bo jesteś głodny, a Ty na nią naplujesz. Była jedną wielką sprzecznością. Zastanawiam się czy jest tutaj jakaś pozytywna postać...
Co się dzieje z naszą autorką powieści Beatą? Problemy tej Pani schodzą na boczny tor i tworzą tło całości.
Jak wspomniałam to są tylko i wyłącznie moje odczucia. Nie mam na celu zniechęcić do zapoznania się z tą lekturą. Wręcz przeciwnie.



Książka została przeczytana w ramach akcji na facebooku "Rudowłosa odchodzi w świat"









Czytaj dalej...

Konkurs u Magdaleny Kordel!!


 Moi kochani! Magdalena Kordel na swoim blogu ogłosiła niezwykły konkurs. Poniżej pozwoliłam sobie skopiować fragment z najważniejszymi informacjami dotyczącymi tegoż  konkursu:))

"Konkretyzuję: Opowiadanie ma być nie dłuższe niż 8 stron (jedna strona=1800 znaków) Oczywiście jeżeli wyjdzie dziesięć słów więcej nikt nie będzie robił z tego tragedii:), teksty proszę przesyłać na mojego maila. Gdy dostanę pierwsze opowiadanie stworzę zakładkę i je tam wkleję i kolejne też tam trafią. Tematyka Opowiadania dowolna, ale ma zaczynać od zdania Wczoraj spotkałam... i ma się w nim znaleźć postać sprzed 1950 roku (patrz wyżej). Opowiadanie nie może być już publikowane.Teksty przesyłamy do 30 czerwca do 24:00."

Całość postu znajdziecie na blog Magdaleny Kordel







Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału!:))

Czytaj dalej...

Ola i Królestwo niespełnionych marzeń



"Lubicie marzyć? Ja uwielbiam. Tak...ale najpiękniejsza chwila to ta, w której marzenie staje się rzeczywistością... A co by się stało, gdyby pewnego dnia marzenia po prostu przestały się spełniać? Umiecie wyobrazić sobie coś gorszego?"

Fragment pochodzi z okładki książeczki. Jest to bajka dla troszkę starszych dzieci, które już potrafią zrozumieć czym są marzenia, jaką sprawiają radość, w szczególności gdy się spełniają, albo smutek kiedy nie mogą się ziścić. 
Co przykuło moją uwagę? Piękna okładka, na zdjęciu tego nie widać ale jest ona twarda, aksamitna w dotyku. Już ten fakt sprawia,że chcemy trzymać w dłoniach i zajrzeć do środka. A kiedy już otworzymy..środek na przywita ciekawymi przygodami oraz ślicznymi ilustracjami. 

Ola ma pięć lat, chodzi do przedszkola, nie lubi zupy mlecznej ponieważ często robi się na niej ohydny kożuch. Mieszka w domu z malutką siostrzyczką oraz starszym braciszkiem. 
Nie potrafi zrozumieć dorosłych, którzy wszędzie się śpieszą, przez co nie potrafią dostrzec piękna otaczającego świata, tego,że zakwitły nowe kwiaty, liście na drzewach pięknie falują..albo Pana z wózeczkiem, który według mamy zabiera niegrzeczne dzieci. 
Jednak pewnego dnia podczas spaceru, spotyka ślicznego czarnego kotka, o niesamowitym spojrzeniu...



To nie będzie zwykły kot, Bonifacy bo tak ma na imię pochodzi z tajemniczej krainy, która potrzebuje pomocy Oli, wchodząc za żywopłot dostajemy się wraz z dziewczynką do Królestwa niespełnionych marzeń...
Okazuje się,że Pan z wózeczkiem jest czarodziejem Zaistnikiem, szukającym w naszym świecie dziewczynki z przepowiedni.
Marzenia zostały zaatakowane przez wężową Wróżkę, praczy kolorów oraz mrzonek, przez nich nie mogą się spełniać nawet te najmniejsze pragnienia. 
Nasza mała bohaterka stanie przed trudnym zadaniem, swoją dziecięcą dobrocią oraz współczuciem dla złej królowej będzie musiała uwolnić Królestwo oraz przywrócić barwy, które zostały sprane przez wysłanników Wężowej Wróżki.

Na szczęście Ola spotka przyjaciół, oprócz Zaistnika i Bonifacego pomoże jej pies Lord, bardzo bliski sercu dziewczynki. Księżna Nadzieja podaruje trzy bardzo cenne szkatułki zaś Król Mag przygotuje do spełnienia tej trudnej ale jakże pięknej misji.





Ta przygoda nauczy Olę czegoś bardzo ważnego. Zrozumie,że aby podarować komuś szczęście, czasem wystarczy dać od siebie bardzo niewiele, zaś niektóre marzenia są tak błahe w porównaniu do tych, które pozna podczas niesamowitej podróży.
Niestety spotka wiele zagrożeń, zła Królowa dowiedziawszy się o przybyciu dziewczynki bardzo się zdenerwuje, zrobi wszystko aby przeszkodzić w dopełnieniu się przepowiedni. 
Jak kończy się bajka i czy wszystko dobrze się ułoży? Zapraszam do przeczytania wraz ze swoimi pociechami.
 


Prawda,że ilustracje są bardzo ładne? Wręcz magiczne? Myślę,że ta bajka spodoba się każdemu dziecku. Sama z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy Oli, oraz dopingowałam podczas wielu spotykanych utrudnień. Byłam ciekawa jak wygląda klucz, o którym będzie mówił Zaistnik. Wyglądu wężowej Wróżki, jak i jej świty. 
Pani Agnieszka Łobik-Przejsz stworzyła bardzo mądrą pouczającą bajkę. Jest na prawdę bardzo wciągająca, pisana przystępnym językiem. Skierowanym do małego odbiorcy. Polecam tym starszym dzieciaczkom, które już same próbują czytać. 




Czytaj dalej...

Zwykły-niezwykły co-dziennik



Co-dziennik jest debiutancką książką Pani Kingi. O czym opowiada? jak sam tytuł wskazuje o powszednim dniu trzydziestolatki, czy sfrustrowanej? Na to pytanie radziłabym poszukać odpowiedzi samemu.
Byłam bardzo ciekawa tej książki, o dziwo wiedziałam,że przypadnie mi do gustu. To nic,że do tytułowej trzydziestki jeszcze kilka lat mi brakuje, czytało się na prawdę świetnie. Chwilami opowiadania Pani Kingi sprawiały,że się zaśmiewałam. 
Tutaj wielki plus za to,że czytając odczuwa się kontakt z autorką, ponieważ cały czas zwraca się do nas czytelników. Język jest bardzo swobodny, czyli taki, którym posługujemy się na co dzień. Niby zwykła codzienność,ale zawsze znalazło się coś ciekawego. Nie pomyślałabym,że aż tak mnie wciągnie. Absolutnie nie ma mowy o nudzie, autorka w żadnym wypadku nam na to nie pozwala. 
Dodatkowo są serwowane różne wskazówki, kilka ciekawych przepisów, na przykład na pieczony czosnek z którego ma być pasta? Jeżeli ktoś będzie zainteresowany sprawdzeniem i wykonaniem może zajrzeć, na flog Pani Kingi Matusiak  Tutaj. Oczywiście musiałam go odwiedz
Myślę,że jest to bardzo pozytywna książka, w sam raz na popołudniowy relaks bądź nudny wieczór. 
Mam jednak do przekazania coś bardzo ważnego, osoby pozbawione poczucia humoru i biorące pewne słowa zbyt dosłownie powinny podejść do tego tytułu z przymrużeniem oka, ponieważ tutaj mamy się odprężyć. Spędzić czas w towarzystwie kobiety dobrze wiedzącej czego od życia oraz otoczenia oczekuje, krytykującej na głos w sposób dobitny, nie przebierając w słowach
Dodatkowo jeżeli ktoś jeszcze nie wie, jak wygląda pisanie,wydanie książki, albo wynagrodzenie od sprzedaży może otrzymać odpowiedzi na te wszystkie pytania. 
Co zrobić z upierdliwie ćwiczącymi dziećmi sąsiadów w grze na pianinie?
Mnie taka forma wypowiedzi przypadła do gustu, nie raziły używane epitety w związku z różnymi zaistniałymi  sytuacjami. Bo w końcu kto z nas, na co dzień kiedy się porządnie wkurzy pilnuje, aby nie rzucić tak zwanym "mięsem". Dlatego sięgając po tą pozycję, powinno się być przygotowanym na wszystko. 
Jak wspomniałam wcześniej, nikt nie będzie narzekał na nudną fabułę. 
Osobiście jestem ciekawa czy będzie kontynuacja, bardzo bym chciała ponownie się spotkać ze "Sfrustrowaną trzydziestką".







Czytaj dalej...

Moje gafy podczas wycieczek ;D

Że Polska jest piękna każdy z nas wie, że posiada piękne miejsca również, że można się w nich znaleźć jeżeli się chce też wiemy, ale żeby przejść obok czegoś ciekawego albo nie wejść tam gdzie trzeba potrafią najzdolniejszy;)) Dlatego z tęsknoty z moimi wymarzonymi wakacjami postanowiłam przedstawić i przestrzec by NIE chodzić z głową w chmurach podczas wycieczek;D

Na początku pokażę mój kochany Hel, że jest tam pięknie wie ten kto tam był, na nic zdjęcia i relacje z tv. Trzeba pojechać i zobaczyć, później dzielić wrażeniami ;P

Dla NIE wtajemniczonych zdjęcie przedstawia Cypel, według mnie najpiękniejsze miejsce na całym półwyspie;) szkoda tylko,że nierozgarnięta Aga "znalazła" tą miejscówkę dzień przed wyjazdem do domu...;)  Hmm czy mam coś na wytłumaczenie? NIE ;)))

Kolejną rzeczą,którą powinien zrobić KAŻDY urlopujący się ludź jest... odwiedzenie smażalni rybek...

Tak, tak to właśnie TO miejsce, tutaj też mogę poszczycić się upośledzeniem umysłowym, rybę zjadłam w dniu wyjazdu do domu..dlaczego wcześniej moja noga nie przekroczyła progu tego miejsca? Nie wiem, chyba bałam się ości ;D;) hehehe


Żeby nie było, będąc nad morzem udała się jedna wycieczka, popłynęłam sobie promem do Sopotu! A co!:)
To nic,że choroba morska, fale i te sprawy, byłam dzielna, popłynęłam;)


Widzicie co sobie dumnie stoi za mymi skromnymi plecami heheh tak, tak słynny Hotel ;)) cykłam więc sobie fotkę, co będę inna od reszty zwiedzających;) Dowód jest!;)

Na zakończenie podróży po naszym morzu...


Polubiłam zachody słońca nad morzem z kilku względów, widok oczywiście na pierwszym miejscu,ale po zmroku turyści puszczają w niebo lampiony..;) Romantyzm jak się patrzy tylko samca coś zabrakło, mogłam pójść jaką rybę ułowić hehehe;) Albo foka wypożyczyć bo na Helu jest Fokarium, w którym nie byłam haha;p ale widziałam foki bo sobie przycupłam na mureczku, a z niego był całkiem przyzwoity widoczek na Foczki ;))

To teraz przemieścimy się kilkaset kilometrów... do Zakopanego! ;)




Tak więc byłam w Zakopanem, Giewonta widziałam, o tam ,tam w oddali za mną majaczy nawet jego szczyt, po Krupówkach łaziłam, chustę góralską zakupiłam, ale na choćby najmniejsze wzniesienie wyciągiem NIE pojechałam, bo o wchodzeniu to już nie było mowy.. Dlaczego? Tutaj się przyznam bez bicia samej się mnie nie chciało!;) Moi współtowarzysze wycieczki nie wyrazili chęci takiej eskapady, więc uległam grupie i zostałam na dole. Coś tam zobaczyłam, paskudnego oscypka NIE ruszyłam, mimo,że widniały co krok, wszędzie gdzie się nie spojrzało;)


Ruszamy dalej w podróż do miasta w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia:) przystanek Kraków



Taaak, tutaj to się popisałam niebywałą "inteligencją" pod Sukiennicami stała, po głównym rynku biegała, zdjęcia jak nawiedzona pstrykała..ale żeby wejść do środka to już zapomniała czy nie pomyślała? :D
Nie wiem gdzie miałam mózg, może schował się w torebce? ;))



Na zakończenie piękny Kościół Mariacki, ale jak wygląda w środku? Hmnnn stało się pod drzwiami, tak, tak już miało się wchodzić gdy nagle... Pan na trąbce zaczął wygrywać hejnał! No więc przystanęłam sobie zasłuchałam i z wrażenia zapomniałam o wejściu do kościoła...;) Chociaż tym razem mam wytłumaczenie!;))

Tak o to wyglądają podróże i zwiedzanie w moim wykonaniu..nie wiem czy przewodnik by tutaj pomógł hehe, może kiedyś byłam kotem,że chodzę własnymi ścieżkami? ;))
Jednak wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej;) Po niżej zdjęcie, kiepskiej jakości, znalazłam w necie! Sama w szoku jestem, bo miejsce na nim, to fragmencik ośrodka wypoczynkowego z mojej osady;)


Wiem,wiem jakość jest słabiutka ale ta ławeczka po prawej stronie,,, to moja miejscówa!;) Właśnie o takiej porze co zrobił Ktoś to zdjęcie, lubiłam za starych dobrych czasów siadać i myśleć...;)





Czytaj dalej...

Tajemnicze anioły

Każdy z nas słyszał o aniołach, przedziwnych istotach,które potrafią przybierać różne formy, sprawują pieczę nad dobrymi ludźmi. Jednak czy ktoś je widział na prawdę ? Skrzydlate serafiny, w białym odzieniu, gubiące przecudne pióra...
W Zatoce Aniołów krąży historia dotycząca strasznej katastrofy rozbitego statku, zginęli niemal wszyscy oprócz maleńkiego dziecka, znalezionego na plaży. Nikt nie wiedział skąd wzięło się ono na pokładzie, fakt,że przeżyło zawdzięcza pomocy właśnie aniołom. Dodatkowo na nóżce maleńkiej dziewczynki widnieje znamię o kształcie łudząco podobnym do anielskiego skrzydła.. Co najdziwniejsze każda pierworodna dziewczynka wywodząca się od uratowanej Gabrielli nosi takie samo. Zwykły zbieg okoliczności? Czy w miasteczku rzeczywiście dzieję się nad przyrodzone rzeczy? 
Jest jeszcze jedna rzecz, skały. Budzą powszechną sensację, a raczej dziwne linie pojawiające się na nich, lokalna społeczność twierdzi,że są one znakami rysowanymi przez anioły, dowodem na prawdziwość ma być filmik nakręcony przez dwóch chłopców, domniemanych świadków tego ekscytującego zdarzenia. Film wydaje się wiarygodny, za sprawą internetu dowiaduje się o zatoce wielu poszukiwaczy wrażeń. Zjeżdżających się całymi wycieczkami z nadzieją, iż uda się zobaczyć nierealne zjawy. 

Jenna pragnie być niewidzialną, stara się żyć normalnie jak zwykły mieszkaniec urokliwego miasteczka. Prowadzi lekcje gry na fortepianie, wychowuje dziewczynkę imieniem Lexi. Jednak wszystko jest grą. 
Obie muszą wykazać się dobrą grą aktorską. Sprawy komplikuje natrętny dziennikarz Reid, zbytnio interesujący się kobietą i motywem przyjazdu do tego właśnie miejsca. 
W jaki sposób trafiły do Zatoki Aniołów, dlaczego zostały zmuszone opuścić rodzinne domy? Jaką mroczną tajemnicę skrywa Jenna?  I czy rzeczywiście się tak nazywa...

Charlotta pracuje w szpitalu jako ginekolog, jest oddana swoim pacjentom. Kiedy zostaje wezwana do sprawdzenia ciąży niedoszłej samobójczyni, nie zdaje sobie sprawy,że ta sprawa przypomni jej incydent z przed wielu lat. Wracając w rodzinne strony czuła,że wspomnienia będą jej bliższe, do tej pory sprawnie udawało się uciec od nich. Matka,która odkąd pamięta była oziębła, po śmierci ojca staje się jeszcze ze trudniejsza. Na domiar złego na horyzoncie pojawia się Andrew...

Całość jest bardzo w moim guście literackim, lubię kiedy autor funduje wiele zagadek do rozwiązywania,a jeżeli całość owiana jest zjawiskami nad przyrodzonymi, sprawia,że czytam i odrywam od stron wtedy kiedy już muszę. Tak było i w tym przypadku. Osobiście uważam,że niepotrzebne były wątki romansu,ale na szczęście nie zajmowały zbyt wiele uwagi. 
Do samego końca nie byłam świadoma co mnie spotka 





Czytaj dalej...

Nowy etap



Dziwna jest to opowieść, od pierwszej strony spotykamy się z zagadką. Poznajemy kobietę,która bez wiadomych dla nas przyczyn postanawia odciąć się od dotychczasowego życia. Kupuje bilet i wyrusza w podróż, dokąd sama jeszcze nie wie. Budzi swym wyglądem zainteresowanie okolicznej społeczności. Włosy niedbale ostrzyżone, ubrania założone na lewą stronę oraz brak obuwia. Dla niej to nie ma znaczenia, wygląd jest mało istotny.Z chęcią zmieniłaby twarz, niestety nie ma takiej możliwości.
Postanawia nadać sobie nową tożsamość, począwszy od imienia, na drzewie genealogicznym kończąc. Anna, bo tak się "przechrzciła" kobieta, zastanawia się w jaki sposób wykreować nową siebie. Pomaga jej w tym współpasażerka z przedziału starsza pani, którą nazwie babcią, w końcu geny nie są najważniejsze. 
Babcia jest intrygującą staruszką, poprzez opowieści z przeszłości stara się uzmysłowić Ani,że jej zachowanie jest ucieczką przed nią samą. Lecz kobieta nie chce wracać do przeszłości nawet we własnych myślach, zdecydowanie ma się od nich odciąć, dlatego w celu zaczerpnięcia powietrza udaje się do przedziału kawiarnianego. Poznaje konduktora, który bardzo osobiście podejdzie do problemu braku obuwia pasażerki, a wszystko przez nadepnięcie na bosą stopę. Podaruje jej znalezione wcześniej buty, czym wzbudzi ciepłe uczucia Anny. Przez ten epizod mężczyzna dostanie się na drzewo przodków jako ojciec.Zanim zakończy się trasa nasza bohaterka pozna siostrę oraz, znajdzie pod siedzeniem zdjęcie dziadka, męża starszej Pani, nazwanej babcią.

Każda wyprawa ma kiedyś koniec, w tym przypadku również tak było, Ania wysiada w nieznanym dla siebie miasteczku, przypadkiem w okolicznej gazecie znajduje ogłoszenie wynajmu domu. 
Dom jest dwupiętrowy, w dobrym stanie,właścicielem  jest młodzieniec,który po zapoznaniu, udziela niezbędnych informacji po czym wyjeżdża. Lokatorka zaczyna zwiedzać pomieszczenia i nagle dostrzega portret kobiety, łudzącą podobnej do niej samej. Kim jest owa postać? Czy ma coś wspólnego z nowo przybyłą Anną? 

Na wstępie napisałam,że jest to dziwna opowieść. Niesamowicie nietypowa, chyba do tej pory nie miałam styczności z taką formą opisu. Poznajemy specyficzną kobietę, starającą zatrzeć wszystkie wspomnienia, dlaczego? 
Nikt nam tego nie wyjaśnia na pierwszych stronach,dlatego w celu uzyskania odpowiedzi zagłębiłam się w lekturze, jest wciągająca, opisywane uczucia bohaterki, dawały wiele do myślenia. Nie można powiedzieć,że ta książka jest prosta, bo tak nie jest. Potrzebuje wnikliwej analizy postaci. 
Zostało wiele spraw dla mnie nie zrozumiałych, nie otrzymałam odpowiedzi na kilka pytań.
Być może autorka celowo tak skonstruowała całość. Muszę przyznać,że  jest to interesująca lektura.







Czytaj dalej...

Przedwczesna dorosłość



Jak czuje się młodziutka dziewczyna, nastolatka kiedy dowiaduje się o niechcianej ciąży?  W tak trudnej chwili nie myśli o dziecku, które zaczyna się w niej rozwijać, ma w głowie mętlik, złość strach oraz bezradność. Właśnie w  chwili gdy doszła do niej ta straszna informacja całe dotychczasowe życie ulegnie zmianie, Już nic nie będzie tak jak dawniej. Jak zareagują  rodzice, znajomi oraz ojciec dziecka, czy będą wyrozumiali? 

Hania jest jedną z wielu uczennic, którą musi ponieść konsekwencje własnych czynów. Szok towarzyszy jej w momencie odczytania wyniku testu oraz niedowierzanie.Oczywiście wie,że jest ukochany,  Robert, przyszły tatuś. Dziewczyna jest przekonana,że mając go u boku poradzi w nowej, trudnej sytuacji. 
Jakże brutalnie się rozczaruje.
Niedojrzałość emocjonalna doprowadza do wielu przykrych zachowań, oraz podejmowania decyzji krzywdzących drugą osobę. Taki właśnie był Robert. Nie dorósł do roli, która nagle spadła na niego, zostawił dziewczynę samą, w dodatku oczerniając wśród znajomych. Najłatwiej zarzucić,że nie jest się pewnym do domniemanego ojcostwa, kobieta czy dziewczyna zawsze mogła prowadzić podwójną grę. 
 Przyszła młoda mama zostaje sama. Nienawidzi tego,że jest w ciąży, kumulują się w niej różne emocje. Z jednej strony ciekawość jak wygląda istota znajdująca wewnątrz ciała, lecz wstyd i konsekwencje przytłaczają coraz mocniej. 
Jak reagują rodzice na taką informację? Jak powinni się zachować? Chyba każdy będąc w liceum zastanawiał się jakby to było gdyby Mnie  spotkało coś takiego, co zrobiliby rodzice? Czy wyrzucą z domu?
Tutaj opiekunowie powinni stanąć na wysokości zadana. Zrozumiałe jest,że młody człowiek udający dorosłego powinien być świadomy własnych poczynań. Tylko co zrobić kiedy jednak Taka niespodzianka spadnie na ramiona strwożonych rodziców? Myślę,że powinni być oparciem dla córki bądź syna. Wytłumaczyć,że od tej chwili całe życie ulegnie diametralnej zmianie,ale na pewno sobie poradzą. 
W końcu mogą zawsze liczyć na pomoc dorosłych. 
Podejście rówieśników, którzy wyobcowują ciężarną koleżankę, potrafi być niesamowicie przykre. Jednak trzeba stawić czoła takim trudnością, udowodnić,że Ta rola jest wyjątkowa i mimo,iż przyszła za wcześnie potrafi się w niej odnaleźć. 
Niestety Hani jest bardzo trudno, wprawdzie spotyka pewnego chłopca, Marcina. Zaprzyjaźniają się, ale to nie jest łatwe gdy wszyscy wytykają palcami "brzuchatą", naśmiewają,że szuka ojca dla maleństwa. 

Cieszę się,że są autorzy, którzy poruszają tego typu tematy, ponieważ jeszcze teraz można usłyszeć w mediach,że nastolatka zrobiła krzywdę sobie bądź dziecku, nie wytrzymując presji rówieśników, lęku przed rodzicami. Tak nie powinno być! Owszem należy przestrzegać, tłumaczyć. Rozmawiać ze swoimi dziećmi, ale nie strasząc. Opowiadając o swoich czasach młodości,że również przytrafiały się takie sytuacje, co zrobić aby uniknąć niechcianej ciąży. Nie należy szufladkować tych tematów jako tabu, mając nadzieję,że z naszymi dziećmi na pewno będzie w porządku. 
Taka literatura jest potrzebna nie tylko dla młodzieży, ale również rodzicom. 
Być może obie strony przeanalizują swoje podejście do tego tematu.




Książka pochodzi z domowej biblioteczki naszej Asymaki, której serdecznie dziękuję za udostępnienie:))



Czytaj dalej...

Nestel "Bajka dla dzieci"



Zanim napiszę na temat przeczytanej "Bajki" dla dzieci, chciałabym wyjaśnić czym powinna charakteryzować się książeczka wydana dla najmłodszych czytelników.
Otóż literatura piękna może spełniać doniosłą rolę w poznawaniu świata i człowieka, w kształtowaniu postaw swych czytelników, a szczególnie dzieci i młodzieży.  Nie można jednak zapominać, że baśń i bajka słu­ży przede wszystkim pogodnej rozrywce, ma bawić pięknym, bogatym słowem. Prawie wszystkie utwory napisane dla dzieci zawierające elementy fantastyczne określane są mianem bajki. 

 Oczywiście większość z nas czytelników, pedagogów, a  przede wszystkim rodzicom zależy aby, nasze pociechy wynosiły ze słowa czytanego jak najwięcej wartościowych lekcji. 
Czego mogą się nauczyć z "Bajki" o wiewiórze Nestelu  i jego jakże interesujących przygodach podczas wyprawy w poszukiwaniu wymarzonego lasu? 
Postaram się przedstawić najbardziej "wartościowe" fragmenty, które wprawiły mnie w osłupienie. W negatywnym tego słowa znaczeniu.

Rozmowa Wiewióra z pewnym Szpakiem, bardzo interesująca, wszakże, słownictwo z najniżej półki:

" -Widać,że jesteś jeszcze smarkacz. Każdy zna tego Jemsa! Nie wiedziałem,że są jeszcze na tym świecie ciołki , co są tak nie na czasie! "

"Bylem przez cały następny dzień zszokowany, że taki tłumok coś takiego wykombinował"


Nadmienię,że mamy do czynienia z tekstem kierowanym do małego człowieka, cóż widać wchodzi nowa "moda" w dopuszczalnym słownictwie względem dzieci.

Wyzwiska można ominąć, jeżeli czytamy swoim pociechą, starszym dzieciaczkom wyjaśniamy,że takie określenie nie powinno się znaleźć, widać autor się pomylił... Jednak w jednym zdaniu można przez "przypadek" użyć epitetu. Co zrobić gdy występują one w co drugiej stronie? Mało tego treść, czy też przekaz dla mnie, osoby dorosłej stanowił nie lada zagadkę. Poznajemy wiewióra, jest młody co za tym idzie nie doświadczony. Może popełnić w swym życiu błędy, ale gdzie nauki, wskazówki? Oczywiście są! 
Bardzo dobitne, oto kilka z nich...

Dla nie wtajemniczonych, zamieszczony fragment dotyczy rozmowy dwóch lisów z dzikim króliczkiem.

"- Nie powiem! -  odpowiedział królik.
 - Wykręcaj mu uchole, Fred! Mocno mu wykręcaj!
- Aua, aua! To boli! - wykrzyczał przeraźliwie dziki królik, któremu mniejszy z lisów o mało nie wyrwał ucha"  

"- Oż Ty Ferd! , ukręć mu te wstrętne wielkie uchole! Nikt nie będzie pluł pod nogi królowi lasu!"

 Oczywiście są to zdania wyjęte z kontekstu, całość przedstawia się znacznie gorzej, ponieważ maltretowanie stworzenia trwa przez kilka stron, co ma ono na celu? Jakie można wynieść nauki?
Może chodzi o promowanie sadyzmu wśród zwierząt?  Przecież dziecko słuchając odnotowuje w pamięci poszczególne, te najbardziej "ciekawe" wątki by później sprawdzić jak "to" wygląda w praktyce. 

Była chwila gdy zaczęłam się zastanawiać czy owa książka, nie została przez przypadek wpisana do działu dziecięcego. Niestety się nie pomyliłam, ten jeden raz chciałam być w błędzie by dalej móc czytać ze spokojem sumienia... Lecz dalej było już tylko gorzej.  

"- Jak babcię kocham!Ty, wiewiór jesteś trzepnięty! W wariatkowie powinno się Ciebie zamknąć. Zastanawiam się, czy tobie odbiło, gdy zrozumiałeś,że dziś umrzesz, czy masz tak od urodzenia?
- Od chwili narodzin tak mam, Szczawiku i jest nieuleczalne.
Nie zmieniaj, mądralo, tematu. Czekam na opowieść. "

"- Lecz się maleństwo. Radzę ci z dobrego serca: lecz się, wariatko!
 - Przeproś natychmiast!
 - Nie mam za co. Taka jest prawda. Przeskoczyło ci coś w główce!
 - Przeproś łachudro.Nie pozwolę, by mnie takie zero obrażało.
Jak Ci przyłożę, to cię mamusia nie pozna.
- Ty mnie przeproś wariatko  . Jeśli jeszcze raz mnie obrazisz to oberwiesz. 
- Wiesz wiewiór, jesteś głupi . Twoja cała rodzina to na bank rodzina głupoli."

Tego typu przepychanek słownych jest mnóstwo! Od początku do samego końca nasuwało się w mojej głowie pytanie, dla jakiego odbiorcy była kierowana treść tej "Bajki" ? Czy autor na prawdę żyje w przekonaniu,że coś takiego powinno się znaleźć na dziecięcych półkach i o zgrozo czytanych? Czego mają nauczyć te wszystkie rozmowy rodem z ulicy? Pozostaje sprawa zakończenia, nie chcę zdradzać, chyba,że ktoś zechce. Jednak nie mogę pozostawić go bez komentarza. Miałam maleńką nadzieję,że może chociaż ono uratuje całość. Z przykrością muszę przyznać,że było przysłowiowym gwoździem.
W żadnym wypadku nie pozwolę swoim dzieciom w rodzinie, ani znanym mojej osobie,aby sięgnęły po ten wytwór. Odradzam każdemu rodzicowi.
      


  


Czytaj dalej...

Przede wszystkim Miłość



Czy można sobie zaplanować życie? Punkt po punkcie. Dobre zorganizowanie  bywa kluczem do sukcesu, ale czy zawsze odnosi zamierzony skutek? Z pewnością tak, jednak nie zawsze w każdej dziedzinie życia. 
Uczuciami nie można kierować, nawet jeżeli robi się wszystko by wyprzeć ze świadomości trudne, niekiedy bolesne wspomnienia.  To właśnie z nimi będzie musiała się zmierzyć Majka.

Szybko doświadczyła bólu utraty bliskiej, najbliższej osoby w życiu. Bo śmierć matki dla dziewczynki w wieku czternastu lat musiał być wstrząsem i momentem zwrotnym w dotychczasowym życiu. Rozpacz ukazuje się pod wieloma postaciami, płaczem, histerią, albo buntem, przeciwko współczuciu. Świadomość,że ludzie się litują bywa irytująca, odnosząca skutek odwrotny od zamierzonego.
Majka  postanawia nałożyć maskę, odgrywać rolę silnej, radzącej sobie z problemami dziewczyny. W końcu jeżeli człowiek sobie w mówi pewne rzeczy,  po czasie zaczyna w to wierzyć.
Od tej chwili prowadzi życie, o którym sama decyduje, studia na wydziale prawa, następnie aplikacja.
Kierunek trudy, aczkolwiek dający satysfakcjonujące perspektywy na życie, dodatkowo sprawę ułatwia fakt, iż ojciec studentki również jest prawnikiem, pracuje od rana do wieczora, jednak ma bardzo dobry kontakt z córkami. Maja ma jeszcze starszą siostrę Ewę, piękną pewną siebie kobietę, jednak różniącą się poglądami i aspiracjami.

Mariusz również studiuje prawo, na tej samej uczelni co Maja, są nawet razem na roku, jednak dowiadują się o tym całkiem przypadkowo. Właśnie dzięki takiemu przypadkowi życie mężczyzny w pewnym sensie, i w brew niemu samemu ulega zmianie. Jego mottem jest korzystać z tego co jest tu i teraz, zwłaszcza z młodości, która daje wiele przyjemnych doznań. Jest inteligentnym oraz przyciągającym facetem.Posiada wszystkie atuty, które umiejętnie potrafi wykorzystywać. Jednak moment spotkania z Mają sprawia,że chce być inny niż do tej pory. Niestety nie nad wszystkim można mieć kontrolę, nawet nad samym sobą. Do wielu spraw trzeba po prostu dorosnąć..

Oboje dają się porwać zauroczeniu, namiętności. Dla każdego z nich znaczy co innego, czują,że nie jest to przelotne. Uczucie staje się z każdym dniem silniejsze. O ile Maja czuje się wspaniale mając u boku tego jedynego, Mariusz zaczyna czuć się nie pewnie. Owszem kocha, jednak uczucie straty swobodnego stylu życia zaczyna Go przytłaczać.

Kiedy zobaczyłam,że opowieść jest skonstruowana w formie wypowiedzi obu stron troszkę się zniechęciłam. Jednak bardzo szybko przestało mi to przeszkadzać i zagłębiłam w treść. Może sama historia nie należy do niezwykłych.  Sytuacji takich jak przydarzyła się Marysi i Mariuszowi jest na prawdę wiele,ale tej kobiety było mi tak bardzo szkoda. Dużo wycierpiała i mimo wszystko, nie poddała się, osiągnęła sukces zawodowy. 
Chciała być kochana i kochać, mieć rodzinę. Prawdziwy dom, ale czy po pewnym tragicznym zdarzeniu z przeszłości będzie to możliwe? 
Czy można mieć wszystko?
Książkę czyta się bardzo,ale to bardzo lekko, nie spodziewałam się,że skończę tak szybko. 
Może nie jest porywająca, może nie ma w sobie zawrotnej akcji, ale pozostawia w człowieku to coś, przemyślenia, refleksje nad wieloma ważnymi sprawami.


Miłosne konstelacje przeczytałam dzięki życzliwości naszej Asymaki:) bardzo dziękuję kochana!;)


Czytaj dalej...

Podróż Poślubna



Kolejny raz Brzytwa będzie miała do rozwiązania nietypową zagadkę. Oprowadzi czytelników po mniej znanych ulicach Krakowa, uchyli część tajemnicy dotyczącej swojej osoby. 
Paloma wie,że zaczyna dziać się coś złego, mąż po niemiłym incydencie,który zapewne zdarza się nie jednej młodej parze podczas "otwierania kopert", zmienia się nie do poznania. Temat miesiąca miodowego spędza sen z powiek małżonce, zaś ukochany zatraca się w przeszłości oglądając nic nie znaczące fotografie z podróży...
Młoda małżonka wie,że musi działać, dzięki informacji  otrzymanej od znajomego Dionizego Fiotronia, postanawia odnaleźć Matkę Polkę i prosić ją o pomoc. 

Na początku czyta się dosyć opornie. Paloma jest specyficzną osobą, posiada wiedzę z wielu fachowych poradników, uczących jak sobie radzić w różnych sytuacjach życiowych. Mamy okazję zapoznać się z wyrywkowo wymienianymi fragmentami w zależności od spraw z jakimi zmagała się w danej chwili bohaterka. Wydaje się,że zna rozwiązania na każdy problem, a jednak nie ze wszystkim może sobie poradzić.
Książka jest interesująca,ale nie można powiedzieć,że trudno się od niej oderwać, dla mnie znane już był techniki pracy, które cechował Brzytwę, dlatego wiedziałam czego mniej więcej można się spodziewać, wiadomo sprawa była inna niż poprzednio więc i zadania się różniły. 
Mąż Palomy przedstawiony został tak bezbarwnie,że nawet nie zwracałam uwagi na fragmenty, kiedy się ukazywał, co sprawiało,że nie rozumiałam całych zmagań do normalności. 
Po za tym styl życia jaki prowadzili zupełnie mi nie odpowiadał był, sztuczny, pod publikę, o wiele lepiej czułam się w towarzystwie Pani Tosi, czy chociaż by kozy Ilonki. 
O dziwo zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Zupełnie nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji.

Oczywiście każdy znający Panią Sowę będzie wiedział,że w treści nawiązała do jakiegoś problemu, dlatego też kampania na rzecz ocalenia koni bądź inne pikiety w obronie praw zwierząt nie powinny budzić zdziwienia. Czegoś mi zabrakło w tej historii, jednak całość oceniam pozytywnie.








Czytaj dalej...

Milaczkowałam




Jeżeli ktoś nie przeczytał Milaczka powinien jak najprędzej nadrobić straty. Koniecznie trzeba się zapoznać ze wspaniałymi postaciami. Każda z nich jest wyrazista, przedstawiona w taki sposób,aby można było ze startu polubić, albo wstawić w rubrykę "zły bohater". 

Mila jest świetną dziewczyną, z kompleksem wagi, który od lat spędza jej sen z powiek, na szczęście ma wypróbowane diety, dzięki którym będzie mogła ubierać ciuchy z półki o rozmiarze zadowalającym.
Bo w końcu z ładną figurą zwiększają się szanse znalezienia wybranka życia. Dzięki nieocenionej cioci Zosi, bawiącą się w swatkę, sprawa staje się prostsza bo nie musi już szukać, jedynie zacząć działać. Miłość uskrzydla, a co za tym idzie, nie potrzeba jedzenia. Same plusy, do czasu.

Zofia Kruk jest kobietą, w pełnym tego słowa znaczeniu. Żywy dowód,że wiek nie stanowi przeszkody by iść z duchem czasu, wręcz przeciwnie, trzeba tylko umiejętnie wykorzystywać nabyte doświadczenie i robić z niego odpowiedni użytek. Pewna siebie,a jednak dobra, Mila jest jej ukochaną siostrzenicą. 
Zosie nie da się nie polubić, jest fantastyczną kobietą, jej przygody z masażystami, kosmetyczkami oraz internetem były przezabawne. 

 Zuza vel Bachor, mała sąsiadka Mileny,  specyficzna dziewczynka, blond loczki były złudne w odbiorze, gdyż wygląd nie współgrał z usposobieniem. Przede wszystkim bystra i inteligentna, jej sposób rozumowania nie jeden raz doprowadził mnie do śmiechu. Mimo zaledwie siedmiu lat cechowała się silnym charakterem, Wiedziała jaka chce być, miała wytyczone cele, które jako dziecko sumiennie realizowała.Nieodrodna córeczka tatusia, który dosyć nieudolnie poszukiwał odpowiedniej kobiety do roli nie tylko żony, ale i matki.

Nie mogę nie wspomnieć choćby jednym zdaniem o Parysie Antonio, imię dostojne jak sam właściciel, zjadający wszystko co wpadło mu pod pysk,nie znoszący relanium, tego w żadnym wypadku nie dał sobie zaaplikować.
Jego również nie dało się nie polubić, za każdym razem kiedy się pojawiał, wywoływał uśmiech. 

Całość jest wspaniale skomponowana, wątków w których się zaśmiewałam nie brakowało. 
Dla równowagi musiało się dziać coś nieprzyjemnego, nasz Milaczek niestety od czasu do czasu doświadczy "alergii oczu", wynikiem czego będą jej strasznie łzawiły. 
Zuza strzegąc niedostępnych bram mieszkania dla kobiet "nie halo" dopuści się kilku występków, ale rzecz jasna w dobrej wierze, jak sama sobie będzie tłumaczyła. 
Ciocie Zosię trzeba poznać, nie będę o niej pisała gdyż musiałabym zdradzić zbyt wiele ciekawych szczegółów z jej poczynań.
Mogę napisać tyle,że chciałabym mieć Taką ciocię! 
Jeżeli chce ktoś spędzić czas w przyjemnym towarzystwie, niechaj śmiało sięga po Milaczka. 



Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka