lutego 21, 2026
Lutowe o wszystkim i o niczym :)
lutego 11, 2026
Ferie zimowe
Jak wspomniałam w poprzednim poście, moje ferie zimowe nie do końca spełniają oczekiwania, jakie bym sobie życzyła. Bo pierwsze dni nauka, pisanie prac zaliczeniowych i cała reszta. Czyli nie do końca odpoczynek, poza tą różnicą, że nie trzeba się zrywać przed 5.00 rano.
No więc czekał mnie wyjazd do Warszawy na egzaminy zerowe - spokojnie, sesja właściwa dopiero przede mną ;)) jak już skończę to moje "odpoczywanie". Tak więc, pojechałam do Warszawy, o dziwo pociąg wystartował o czasie i można powiedzieć bez żadnych przygód dotarłam do ponurej, zamglonej i zimnej stolicy. Nie ukrywam, że ten wyjazd był obciążony moim mocnym spadkiem sił fizycznych, byłam więc świadoma, że na pewno odczuję w konkretny sposób, ale cóż. Nie chciałam rezygnować.
Tak się teraz dokumentuje, że w tej Warszawie to my się jednak uczymy, a nie tylko sobie biegamy tu i tam. Chociaż powiem Wam, że tym razem naszym jedynym szaleństwem było wyjście do arkadii, bo pogoda była tak obrzydliwa, niezachęcająca do chodzenia gdziekolwiek. Pobuszowałyśmy po sklepach, zjadłyśmy i hop na kwaterę odpoczywać. Ale! Cieszę się, że mimo paskudnego samopoczucia byłam, ponieważ pani od statystyki dużo mi objaśniła i dzięki temu, nie jestem już tak mocno przerażona.
Jak widać - taka była atrakcja po zajęciach, kupiłam mojemu R słodyczki, co by osłodzić moje wyjazdy, podczas których samotnie zajmuje się całą czeredą wygłodniałych kotów ;))
Później przyszedł czas na powrót i moi kochani. Na tym moje Eldorado i fart się zakończył. Niewielkie bo niewielkie opóźnienie pociągu, było tylko wstępem do jakże "przyjemnej podróży. Kawałek za Warszawą okazało się, że nie działa ogrzewanie. I wiecie. Moja podróż trwa ponad 6 godzin. W zimnie, jest to wręcz dramat. A było zimno, co najgorsze, z tego co powinno wiać ciepło, wiało zimno. Siedzenie w zimnym wagonie z przeciągiem. Cudnie. Poubieraliśmy się w kurtki i trzeba było jakoś trwać. Dobrze, że był Wars, więc najpierw poszłam na obiad. Później w akcie desperacji pobiegłam po kawę - której zazwyczaj nie piję, no i ciastko. Zaraz pokażę serwowane posiłki, były całkiem przyzwoite, a ciastko bardzo mi smakowało. Może to przez zimno? ;))
W ogóle kiedyś, to pamiętam tę kawę i ciasteczko dawali na normalnej zastawie, a teraz tektura i plastik... jak mnie denerwuje ta cała ekologia, która mi niszczy doznania jedzeniowe. Nie znoszę jeść plastikiem z tektury. Dramat i koniec kropka. Podróż mimo wszystko była przyjemna za sprawą współtowarzyszy niedoli :) Bardzo wesoły mieliśmy przedział, żartowaliśmy, wspominaliśmy różne historyjki i jakoś zleciało.
Tymczasem, ostatnie dni ferii spędzam sobie u mamusi, zabrałam ze sobą dzieci i radośnie spacerujemy, korzystamy z odpoczynku..:)
stycznia 31, 2026
Oczami dzieci
stycznia 24, 2026
Długi styczeń
Jak widać zima jest, ale w takiej szczątkowej wersji, Trochę śniegu, trochę mrozu. Niby fajnie, ale mam wrażenie, że bardziej bym już chciała wiosnę. A tu jeszcze tyle czekania. No ale! zima też ma swoje plusy. Jednym z nich jest większa możliwość zobaczenia... Z O R Z Y ;)))).
No i drodzy Państwo, to co się działo w minionym tygodniu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dosłownie przed snem, jak już zamontowałam się do łóżeczka, dostałam alert, że za kilka godzin będą warunki... ale ale! okazało się, że jednak szybciej. No więc wyskakuje z łóżka, ubieram się i pędzę.
O Jezusku. Jakże żałuję, że nie mam porządnego sprzętu, że w tych emocjach zapomniałam ustawić odpowiednie parametry, bo to, co zrobiłam wygląda strasznie. Jednak spektakl, który dział się na niebie był czymś niesamowitym. Tego nie można opisać słowami. To trzeba było zobaczyć..
Najpierw niebo zapłonęło! Ta czerwień się rozlewała z każdą minutą coraz bardziej i mocniej. Nie ukrywam, że gdybym nie wiedziała, mogłabym poczuć lekki niepokój. A później. O Borze szumiący, potem to już byłam w niebie i to dosłownie. Zielona Zorza, moje największe marzenie. Tańczyła po calutkim niebie, widok nie do opisania. Coś fenomenalnego! Jak to świeciło, jak pięknie się ruszało. Muszę kupić porządny apart! Bo jak patrzę na te moje nędzne zdjęcia, aż mnie boli, że nie mam lepszej pamiątki.
Niemniej, to co przeżyłam, zostanie ze mną na bardzo, bardzo długo! Wiecie, to jest dla mnie taki zastrzyk dopaminy! Jestem dosłownie jak na zorzowym haju;) biegam po polach, szukam najlepszej miejscówki. Nie czuję tego zimna, nie czuję zmęczenia. Jest czysta euforia.
Aktualnie poza radością z zorzy i potężnym bólem głowy - nie ma co ukrywać, mimo piękna ma swoje minusy. Czuję się ostatnio jak na tym zdjęciu. Jakbym była na zakręcie. I nijak nie wiem, co mnie za nim czeka, jak go przejść. O zawróceniu nie ma mowy, jakoś muszę ogarnąć te życiowe perturbacje. Ach styczeń...
stycznia 11, 2026
Cześć w Nowym Roku :))
W końcu mam chwilę żeby coś napisać w 2026! ;) U mnie ostatni dzień roku jak zawsze był pod znakiem pilnowania zwierząt, spokoju i całej reszty. Lubię takie wyluzowane świętowanie - chyba się to nazywa starością:). Nie mam potrzeby przesiadywania z ludźmi i nie ukrywam, męczenia się do północy. Zazwyczaj idę na drzemkę, potem się na chwilę wybudzam i idę dalej spać. Ewentualnie jakiś serialik.
W planie była wycieczka, ale śnieg zaczął radośnie sypać i stwierdziliśmy, że na drogach może zrobić się różnie, jak wiadomo zima w zimie jest ostatnio anomalią, co za tym idzie, drogowcy nie mają pojęcia co zrobić;)).
grudnia 26, 2025
Święta, Święta i ... ;)
Można już śmiało napisać, że Święta zmierzają ku końcowi. Na szczęście nie wolne. Bo w moim przypadku radosny odpoczynek będzie trwał do 6-go stycznia. Także nie muszę się martwić, że zaraz wracam do pracy, bo ojejku jakby mi się nie chciało.
W każdym razie, jest to chwila, kiedy brzuszki najedzone, swoje wygadane z rodziną lub innymi bliskimi. Niektórzy w ciszy. Ważne, by spedzić ten czas w zgodzie ze sobą. Ja na przykład od zawsze spędzam każde święta u mamy. Nie wyborażam sobie by było inaczej. Ostatnio wpadła mi rolka, jak to para się żegna, po czym rozdziela na święta do swoich rodzin. Zaśmiałam się, bo właśnie identycznie jest u mnie. Ja jadę do mojej rodziny, mój R do swojej. Tak, wiem jakie jest to kontrowersyjne. Jednak uważam, że nie będziemy robić czegoś wbrew sobie, bo inni ludzie uważają, że uczciwie jest objeżdżać rodzinę. Nie lubię tego, nigdy nie lubiłam. A Święta to czas, kiedy powinniśmy być szczęśliwi, a nie zmuszać do zachowań, które nam nie służą. Mój R lubi być sam w tym czasie - poza wigilią, którą spędza z mamą.
Pamiętam, jak przez wiele lat nie lubiłam okresu świątecznego. Jak bardzo mnie stresowało robienie wielu rzeczy - bo tak wypada. Odkąd działam według swoich zasad, cieszą mnie przygotowania, nawet latanie na mopie jest przyjemne;)).
Okej, a teraz chwila uwagi dla ślicznotki ze zdjęcia:) Która została adoptowana przez moją mamę - kiedyś wspominałam, że miałam kotki na tymczasie. Jedna z nich znalazła dom u mojej mamy. Cudna koteczka, która wspaniale pozuje do zdjęć. Myślę, że rośnie zachwycająca kocia modelka. Nie dajcie się zwieść tej niewinnej mince, na kolejnym zobaczycie łobuziarę przyłapaną na gorącym uczynku...;))
Wyjadała mi serniczka! Zdaję sobie sprawę, że serniczek mamusi jest bardzo dobry, jednak uważam, że było to lekkim wykroczniem;).
Monitoring podwórka to bardzo poważne zajęcie i nie można sobie z niego robić żartów:) Skanowanie czy nie ma żadnego intruza rozpoczęte..;))
Spacerek w celu spalenia kalorii oczywiście był. Bardzo lubię te moje spacerki solo. Tylko dziś ten mróz jakiś był dojmujący, zmarzły mi ręcę, aż rozgrzać nie mogłam. Albo to już starość;))
A na koniec... muszę wam pokazać jaką w mojej wsi zrobili szopkę ;)))))))))
źródło
Jak to powiedział mój R - Jezusek czeka na autobus.... Ciekawe czy ma na bilet i dokąd pojedzie? ;)












































