września 18, 2021

września 18, 2021

Wszystkie piosenki o miłości

Wszystkie piosenki o miłości

 



Książka Wszystkie piosenki o miłości, była w pewnym momencie omawiana wszędzie. Autorka zaserwowała czytelnikom podróż sentymentalną do przeszłości. Całość oparta na dwóch płaszczyznach czasowych, a główną osią całości - muzyka. Zbiór utworów, które bohaterowie słuchali w młodości.


Była to impreza organizowana w domu, Allison wybrała swoje najlepsze ciuchy, w których czuła się seksownie i miała w planach wypaść jak najlepiej w oczach Daniela. Był niesamowicie przystojny, chociaż spotykali się od jakiegoś czasu, zdawała sobie sprawę, jakie robił podobał się innym rówieśniczkom. Tym bardziej zależało dziewczynie, na wywarciu odpowiedniego wrażenia. Z kolei Daniel, był szalenie zauroczony Ali, tylko nie potrafił tego okazać, tak jakby sobie tego życzył. Na szczęście, często słowa można zastąpić czymś innym. 

Byli u końca szkoły średniej, snuli plany kontynuacji nauki daleko od domu. Zwłaszcza dziewczyna, tak naprawdę nikt nie wiedział, dlaczego nigdy, nikogo nie zapraszała do siebie. Zazwyczaj spędzała czas u Daniela, tam odrabiała lekcje i nawiązała więź z ojcem chłopaka.  

Układało się dobrze, Ali i Daniel mieli wspólnie zadebiutować na scenie, umówili się w konkretnym miejscu o ustalonej godzinie. Niestety dziewczyna nigdy nie dotarła na to spotkanie. I po tamtym feralnym dniu, już nigdy się nie zobaczyli. Chłopak nie miał pojęcia co się stało i dlaczego, jego ukochana zniknęła bez słowa. 

Wiele lat później, Ali jest znaną pisarką, mieszka w Australii, ma męża i dwie córki. Czuje się szczęśliwa. Przynajmniej żyje w takim przeświadczeniu, że to, co do tej pory osiągnęła, powinno dawać satysfakcję. Zwłaszcza, gdy ma w pamięci swoją przeszłość. Z Danielem, swoją dawną miłością, o którym przez lata nie myślała, nigdy nie porozmawiała. Nie wiedziała, co zrobił i jak ułożył sobie życie. Aż do tego pamiętnego powiadomienia, kiedy zobaczyła, że właśnie On, zaobserwował jej konto na jednym z portali społecznościowych. Dawne lata wróciły, wspomnienia zaczęły napływać. W końcu ciekawość, również zaczęła brać górę nad rozsądkiem. 

I tak, rozpocznie się korespondencja muzyczna, nie będą ze sobą pisali, na pewno nie za wiele. Zamiast tego, o wszystkim co czuli, co teraz czują, powie muzyka, która niegdyś, dawno, bardzo dawno temu ich połączyła. 


Autorka stworzyła bardzo ciekawą i w pewnym sensie nostalgiczną historię. I nie, nie jest słodka, wręcz przeciwnie. Wydawać się może, że będzie to lekki romans oparty na dawnych wspomnieniach. A tak naprawdę, rozdział po rozdziale odkrywamy tajemnice Ali. Co się stało, dlaczego tamtego dnia nie pojechała. Czy nie mogła później wyjaśnić ukochanemu swojego zachowania?

Jednocześnie przyglądamy się ich życiu tu i teraz. Ali mieszka w pięknym domu, ma dorosłe córki          i męża lekarza. Wydają się szczęśliwi. Tylko w życiu różnie się dzieje. Czasem nagłe zdarzenia, sprawia, że człowiek zaczyna przygląda temu co robi, analizować podjęte decyzje. Dla Ali, momentem zwrotnym będzie chyba sytuacja z najmłodszą córką. Uświadomi kobiecie pewne sprawy i to, czego ona tak naprawdę potrzebuje. Pytanie czy będzie miała odwagę pomyśleć o sobie w innej kategorii, niż do tej pory? 

Daniel ma pracę bardzo specyficzną, jemu samemu daje satysfakcję, ale często nie przekłada się ona z pozytywnym odbiorem jego partnerki. Żyją ze sobą, wychowali syna, który jest u progu dorosłości. Można powiedzieć, że również tworzą udany związek. Tylko gdy tego dnia, mężczyzna patrzy na profil kobiety, którą wiele lat temu kochał i łączyła bardzo wyjątkowa relacja, ma wrażenie jakby coś się zmieniało i nie wiedział do czego, ta droga może go doprowadzić. 

W tej książce emocje są bardzo namacalne, wspólnie z bohaterami odczuwamy tę niepewność oczekiwania, stres i euforie gdy przychodzi nowa wiadomość wraz linkiem do utworu. Możemy obserwować, jak w przypadku tych dwojga, czas zadziałał na korzyść, ale również też im wiele odebrał. Zadawane pytania w głowie, co by się stało, gdyby Ali postąpiła inaczej? Czy Daniel zrozumiałby jej sytuację? A może, właśnie to rozstanie, na tyle lat, było im obojgu potrzebne, w jakiś sposób uformowało ich osobowości, by teraz, móc spojrzeć na siebie zupełnie inaczej? 

Myślę, że jest to bardzo ciekawa książka, którą warto przeczytać, chociaż mam świadomość, że nie każdemu może przypaść do gustu tempo akcji, ponieważ jest ono nieśpieszne. Mnie akurat podobała się taka forma. Weszłam w tę historię i po prostu tam byłam. Jedynie utwory muzyczne, którymi tak zachwycali się nasi bohaterowie, kompletnie nie wpasowały się w mój gust. Każdy tytuł, który sprawdziłam był w moim odczuciu okropny, nie wiem, zazwyczaj lubię stare kawałki, a tym razem nie zaskoczyło. Niemniej, jest to tylko moje odczucie, w tamtych czasach, bez wątpienia te piosenki były hitem. Oczywiście będą też postaci, które od samego początku znienawidzimy, a inne będą nas stopniowo do siebie zniechęcały, tak było w moim przypadku. Chyba dzięki temu, ta historia jest prawdziwa.  

Wszystkie piosenki o miłości jest książką godną przeczytania, do mnie trafiła i myślę, że będę chciała przeczytać inne, nowe powieści autorki, jeśli się takie ukażą. 


września 17, 2021

września 17, 2021

Nowa odsłona bloga

Nowa odsłona bloga

 


Nareszcie przyszła chwila, kiedy mój blog się przeobraził. Od wielu miesięcy chodziła mi myśl o pewnej zmianie. Książki będą, bo one cały czas towarzyszą mi w życiu. Tylko w pewnym sensie przestały być na piedestale. Na równi z nimi uwielbiam podróże. Te małe, jak również bliskie, w okolicy, odkrywać nieznane mi miejsca, które są rzut beretem od domu. Jak to mówi przysłowie - cudze chwalicie... Tak, często nie znamy pobliskich, pięknych miejsc. I ja, od pewnego czasu odkrywam. Te większe i mniejsze. Dlatego postanowiłam na blogu, dzielić się tymi moimi wyprawami, pokazywać zdjęcia i po krótce przybliżać miejsce oraz ciekawostki z nim związane - jeśli takowe będą:)

Zależy mi również, aby na blogu można było poruszać tematy ważne, te które w danej chwili zaprzątają głowę. Dyskusja jak najbardziej jest mile widziana - zwłaszcza jeśli będą odmienne poglądy. Tylko bez naskakiwania wzajemnego. Kultura przede wszystkim:) 

Mam nadzieję, że będę teraz miała więcej czasu na przebywanie w tym miejscu. Tęskniłam za świetnym klimatem bloga. Dlatego chciałabym, aby ożył i znowu wrócili do niego dawni znajomi, będzie mi niezmiernie miło z nowych obserwujących. Fajnie jest pokazać większe treści, bez ograniczeń, jak na przykład instagram. Jest w porządku, ale dla mnie limit słów to dramat! Tutaj nie muszę się o to martwić:) 

Myślę, że wpisy będą się przeplatały, książkowe i podróżnicze. Te traktujące o życiu pewnie będą wtedy, gdy coś mnie natchnie. Jeśli znajdzie się pomysł z zewnątrz - będę pisała!:) 




marca 13, 2021

marca 13, 2021

Żniwiarz u bram

Żniwiarz u bram

 


Pamiętam, kiedy seria Ember in the Ashes podbiła większość czytelników. Jak byłam ciekawa, czy wszelkie zachwyty były przesadzone. Bo w końcu, często bywało tak, że publika piała z radości, a ja byłam rozczarowana. W przypadku "Imperium ognia" musiałam przyznać, że Saba Tahir napisała świetną książkę. Wyczekiwałam więc kontynuacji. Później pojawiła się "Pochodnia w mroku", która niby trzymała poziomom, a jednak nie czułam tego, co za pierwszym razem. Teraz, nadeszła pora na opinię o trzeciej - którą mylnie oceniłam, jako ostatnią.
Jakie było kolejne spotkanie z bohaterami, czy dowiedziałam się czegoś nowego? Czy zbliżamy się do zakończenia wojen i przede wszystkim - uzyskamy odpowiedzi na większość pytań?


Helena po klęsce, jaka spotkała jej ród, musi dbać o bezpieczeństwo siostry, walczyć z wrogiem, który czai się na każdym kroku i przede wszystkim wyprzedzać o krok, przebiegłą komendantkę. A ta, jest mocnym przeciwnikiem, nieznającym żadnych skrupułów. Helena - Kruk Krwi, czuje przy sobie ciągła obecność Zwiastuna Nocy, ma świadomość, że każda jego forma pomocy, będzie obkupiona wysoką ceną. Niestety, do tej pory, nie mogła liczyć na sojuszników. Ciągle, dzieją się wydarzenia, które niosą ze sobą coraz gorsze konsekwencje.

Laila musi rozwiązać tajemnicę swojego największego wroga. Ma świadomość, że czas się kończy. Nie wie, co się stanie, kiedy nie zdąży znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Dodatkowo otrzymała trudne zadanie - musi odszukać pszczelarza. Tylko on wie, jaki wskazać kierunek, do walki ze Zwiastunem Nocy. Dodatkowo dziewczyna, musi zajmować się swoim bratem, który po pobycie w więzieniu w Kauf, nie potrafi wrócić do równowagi. Kolejna sprawa - rozstanie z Eliasem. Ukochany musiał zapłacić wysoką cenę za swoje decyzje, teraz musi przeprowadzać dusze w poczekalni. Uczucie tych dwojga zostało zepchnięte na daleki plan. I chociaż oboje starają się wypełniać swoje obowiązki, każde przeżywa tęsknotę i ból rozdzielenia.

Elias ma problem z panowaniem nad duszami. Jest ich coraz więcej w poczekalni, a on sam, miota się między magią, która chce go pochłonąć i odebrać resztki z człowieka, jakim jest. Mężczyzna ma świadomość, że kiedy Mauth przejmie nad nim kontrolę, wszyscy dla niego ważni ludzie, przestaną istnieć. On będzie prawdziwym strażnikiem poczekalni. Dusz jest coraz więcej, Dżiny nie dają ani chwili wytchnienia, dlatego odczuwa zmęczenie i poczucie porażki. W dodatku tęskni za swoimi bliskimi. Nie może im pomóc. Widzi, że dzieją się rzeczy dziwne i podejrzane, ale kiedy uzyska odpowiedź, wszystko ulegnie zmianie. Wszystko.

Kolejna podróż do Imperium, zmierzenie się z wszechobecnym okrucieństwem i bestialstwem. Z każdej strony można odczuć nadchodzące zagrożenie i mrok. Czy w końcu dowiemy się, co planuje Zwiastun Nocy?



Wspomniałam we wstępie, jak bardzo zachwyciłam się pierwszą częścią serii. I jak później, wyczekiwałam kolejnego tomu. Później moje emocje nieco opadły. Aż wreszcie podczas czytania "Żniwiarza u bram", miałam wiele razy uczucie przesytu. Jakby autorka, cały czas męczyła ten sam wątek, tylko czasem, dorzucała jeden drobny element, by czytelnik nie uciekł.
W końcu czytałam żeby po prostu skończyć i wiedzieć, czy oni się tam wszyscy pozabijali. Dopiero po pewnym czasie, dotarło do mnie, że "Żniwiarz u bram", nie jest finalnym tomem. Ta seria jeszcze nie ma zakończenia, a wszystkie wojny, okrucieństwa będą się ciągnęły w nieskończoność.

Rozdziały bez zmian - są krótkie, poza okrutnymi morderstwami, torturami i groźbami, które znamy już od pierwszej części - teraz nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Czasami dowiadujemy się jakiejś nowości, by zechcieć czytać dalej. I tak Laila, Helena i Elias, cały czas próbują coś zrobić, ale za każdą próbą czego by się nie dotknęli, napotykają trudności, opory, zdrady i tragedie.

Na początku, kiedy zaczynałam swoją przygodę z serią. Wszystkie te podłe intrygi, zagrywki imperatora oceniałam za przerażające. Teraz, miałam wrażenie powtarzalności, która o zgrozo - nie robiła już na mnie żadnego wrażenia. Chyba o wiele większy szok, wywarłoby na mnie, pojawienie się cudownej wróżki, która za sprawą jednego dotknięcia zaprowadziła pokój na tej pokrwawionej ziemi. Nie wiem, mam wrażenie, że Saba Tahir, w pewnym momencie zaczęła za dużo kombinować. Nie rozumiem, dlaczego ta historia nie mogła zakończyć się na trzech częściach. Jestem już umęczona, nie odczuwam nawet cienia zainteresowania - kto zwycięży. Dla mnie mogą się wszyscy wymordować. W tej książce śmierć i zabijanie zrobiło się nudne. Naprawdę, większe emocje wzbudziłby we mnie chociaż jeden rozdział, w którym bohaterowie wypełnili swoje zadanie od początku do końca.

Podsumowując, seria Ember in the Ashes, zapowiadała się świetnie i była do pewnego momentu. Niestety, moja ciekawość zakończenia gdzieś uciekła. Straciłam cierpliwość. Nie odczułam żalu, kiedy się dowiedziałam, że wydawnictwo nie wydrukuje ostatniej części. Wręcz przeciwnie. Na tym etapie, nie mogę napisać - nie czytajcie. Tutaj już każdy ma wyrobioną swoją opinię.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

marca 06, 2021

marca 06, 2021

Odwet

Odwet

 


Do przeczytania Odwetu, zbierałam się naprawdę bardzo długo. I nie chodziło o niechęć, bo thriller i to nie był, ten czas. Tylko, najnormalniej w świecie, sama nie miałam kiedy. W końcu, gdy znalazłam nieco więcej wolnej chwili, od razu sięgnęłam po książkę. Nie będę ukrywała, fabuła zaskakiwała mnie wiele razy, ale były momenty, gdy byłam w kompletnym szoku. Zacznijmy jednak, od początku. 


Libby znajduje się w trudnym momencie swojego życia. W wyniku pożaru szkoły, w której pracuje straciła ciąże. W prawdzie uznano ją za bohaterkę, bo uratowała swoich podopiecznych, jednak straciła to najważniejsze - swoje .Teraz, jest w stanie, który według opinii bliskich - męża i teściowej, powinna przepracować z terapeutą. Kobieta się jednak buntuje, dlatego kiedy, znajduje propozycje wymiany mieszkania z pewną rodziną, na okres dwóch tygodni, uznaje, że jest to szansa o której nawet nie śmiała pomarzyć. Nic, nie wzbudza jej wątpliwości. Wraz z mężem szykuje się do wyjazdu i docierają na miejsce późnym popołudniem.     

Posiadłość budzi zachwyt już na samym wjeździe. Jest to, piękna willa z okazałym grodem, a w pobliżu roztacza się widok na morze. Małżonkowie nie mogą uwierzyć, że ktoś posiadający taki dom, chciał zamienić się na mieszkanie właśnie z nimi. Mimo wszystko, już po chwili, dają się ponieść radości i zwiedzają przepiękne wnętrze domu.

Niestety sielanka i odpoczynek nie trwają zbyt długo. Ponieważ  w willi zaczynają się dziać dziwne i trochę niepokojące rzeczy, które pozornie mogą wydawać się błahe, a jednak u Libby wzbudzają strach. Mąż kobiety na początku uważa, że jego ukochana, jest jeszcze pod wpływem traumy, która doprowadza kobietę, do histerii. Niebawem, mężczyzna musi przyznać, że początkowe wypadki, nie były zbiegiem okoliczności, a w domu dzieje się coś niepokojącego. Oboje wyczekują dnia odjazdu z miejsca, które zamiast idyllą okazało się czymś odwrotnym. Wydaje się, że powrót do bezpiecznego domu, zakończy pasmo dziwnych zdarzeń i wrócą do równowagi, może i w ciasnym, ale jednak własnym mieszkaniu. Nie wiedzą, jak się mylą i czym, tak naprawdę okaże się powrót do domu. 

Jamie, nie jest świadomy, jakie tajemnice skrywa jego żona. Wie jedynie, że przeżyła tragedie podczas swojej wyprawy do Tajlandii. Jednak nigdy się nie dowiedział, czego była świadkiem w czasie swojego pobytu. Właściwie,  Libby nie wiele mówiła na temat przeszłości, nie lubiła roztrząsać wydarzeń, które już przeminęły.  Jak się okazuje, miała ku temu porządny powód. 



Gdy w opisie przeczytałam o tajemnicach, wiadomo byłam przygotowana na pewny zwrot akcji. Wydarzenia, które zmienią  zwrot akcji.  Nie miałam pojęcia, że autorka, pójdzie tak niespodziewanym torem. I byłam szalenie zdziwiona, gdy nagle wyszła na jaw tajemnica Libby.  Chyba  był to, jeden z mocniejszych elementów zaskoczenia, o jakim do tej pory czytałam. Wyczekiwałam naprawdę wszystkiego, a tutaj proszę. Autorce udało się zaskoczyć i to w jaki sposób. 

Dodatkowo, cały czas, jest poczucie, że coś się wydarzy jeszcze. Fabuła nie kręci się tylko wokół postaci Libby, oczywiście jest wspomniana tajemnica jej męża, chociaż w świetle tego, co okazuje się w związku z kobietą, wszystko co jest związane z mężczyzną - blednie. 

Poznajemy wielu bohaterów. Przede wszystkim rodzinę Jamiego, jego matkę oraz rodzeństwo. W pakiecie jest również  była dziewczyna. Tak, dokładnie. Rodzina męża Libby, bardzo często zaprasza na rodzinne spotkania, jego byłą ukochaną, która absolutnie nie odczuwa dyskomfortu z sytuacji. Siedzi sobie wśród rodziny, która nie jest jej, jej były facet przyjeżdża z żoną, a ona po prostu czuje się ważniejsza od niej. Mnie się szalenie podobało, jak oni tak sobie siedzieli, olewali Libby, za to, ta druga czuła się bardziej u siebie, niż właściwa synowa czy szwagierka . Ogólnie rodzina Jamiego, była taka wredna i niezbyt przyjemna.

Książka wciąga już od samego początku, napięcie jest budowane stopniowo i chociaż w moim odczuciu, nie było strasznie, lecz bardziej zagadkowo, nie można napisać, że książka jest przez to gorsza. Wręcz przeciwnie. Akacja nie jest mroczna, ale budzi pewno napięcie oczekiwania  - zaraz się coś wydarzy. I tak się dzieje. Mnie chyba, najbardziej zaskoczyła akcja z Libby i jeszcze jedną kobietą. Kto czytał, na pewno już wie, o jakim wątku piszę. W życiu się nie spodziewałam, takiego obrotu sprawy. I wreszcie zakończenie. Jestem niesamowicie ciekawa, czy będzie jakiś ciąg dalszy, czy tylko musimy zostać z tym, co autorka nam zaserwowała. Bo ja, czuje pewien niedosyt, chciałabym takiego twardego zakończenia. 



Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu W.A.B.


stycznia 04, 2021

stycznia 04, 2021

Wybrańcy

Wybrańcy



Wiele lat minęło, odkąd przeczytałam trylogię Niezgodna, autorstwa Roth. I szczerze mówiąc, tamta wywarła na mnie mieszane uczucia. Bo zamysł był naprawdę świetny, tylko autorka miała jeszcze nie za bardzo dopracowany warsztat pisarski.

 Niemniej, kiedy ukazała się zapowiedź Wybrańców, doszłam do wniosku, że trzeba dać kolejną szansę autorce, bo minęło sporo czasu od poprzednich i z pewnością zaszła zmiana w Veronice Roth, jak i jej stylu pisania. Poza tym, opis fabuły niesamowicie intrygował. I z jednej strony bałam się, bo reklamy były fascynujące - co nie zawsze idzie w parze z jakością treści. Mimo to, książkę postanowiłam przeczytać. A czy było warto i jakie emocje towarzyszyły podczas czytania, napiszę poniżej. 




Wybrańcy zaczynają się od wywiadów i raportów, są to zapiski wydarzeń, które miały miejsce przed dziesięcioma laty. Wtedy,  Stany Zjednoczone zostały zaatakowane przez dziwnego i niebezpiecznego osobnika. Nazwano go Mrocznym, nikt i nic nie było wstanie powstrzymać zniszczenia, jakie niósł wraz ze swoim przybyciem. Ofiary były liczone w tysiącach, a ich śmierć była wręcz przerażająca. I oto, okazuje się, że w przepowiedni pojawili się Oni - Wybrańcy. Pięcioro nastolatków, a w sumie jeszcze dzieci.  Otrzymali zadanie by stawić czoła groźnemu przeciwnikowi. Na początku muszą zostać odpowiednio przygotowani do tej roli. 

Gdy ich misja  została wykonana, a życie wróciło do normy, powinni cieszyć się z wygranej i pławić w chwale bohaterstwa. Niestety, nie wszyscy potrafili uporać się z wydarzeniami, których byli częścią. Najbardziej pokiereszowana psychicznie wydaje się Sloan, to ona musiała bezpośrednio skonfrontować się z Mrocznym, została porwana i przetrzymywana. Nikt nie wie, co wydarzyło się w tamtym czasie i czego doświadczyła. Nigdy nie opowiedziała o tamtym zdarzeniu, nikomu. Nawet swojemu ukochanemu, z którym żyła przez wiele lat i  łagodził tkwiące wewnątrz niej demony. 

Sloan najbardziej czuła się zżyta z Albim, może dlatego, że on rozumiał jej słabość i roztrój emocjonalny. Może też, łączyło ich wspomnienie porwania, które razem musieli przeżyć. Jedno jest pewne. Ta dwójka najgorzej radziła sobie z traumą po stoczonej bitwie. A radość i powrót do normalnego życia wydał się nieosiągalny.
 Co innego można było powiedzieć o pozostałej trójce. Matt - dowódca i oaza spokoju. Wiedział jak panować nad emocjami i co zrobić, aby grupa działała wspólnie. Twierdził, że zna Sloan lepiej, niż ona sama, tylko czy aby na pewno? Easter przekuła swoją misję w interes, dzięki czemu istniała w mediach społecznościowych i mogła naprawdę cieszyć się ze swojej sławy. Nie wracała wspomnieniami do walki, martwiła się o chorą na raka matkę i to było jej problemem numer jeden.  Najmniej wiemy na temat Ines, która wydawała się wyciszona, mało kontaktowa. Jakby była tłem całej piątki. 

Fabuła głównie dotyczy Sloan oraz jej walki z przeszłością, od której nie potrafi się uwolnić. Niby jest dobrze, ma chłopaka, mieszkają razem, a jednak nie czuje spokoju. Gdy mija głośna i radosna dziesiąta rocznica ich wygranej, okazuje się, że nie ona jedna nie radzi sama ze sobą. Przełomowa chwila, która zatoczy krąg. 

Nie mogę napisać za wiele o fabule. Tutaj trzeba poznać samemu, ponieważ Veronica Roth, genialnie steruje czytelnikiem.  Mnie troszkę nużą opisy - akcja zaczyna się od końca.  No nie dokładnie tak jest. Ma swój początek, nieco inny i właśnie dlatego, tak intryguje. Bo zaczyna w momencie, którego się nie spodziewamy.  W dodatku całość, jest podzielona na trzy części, które oddzielają od siebie pewne wydarzenia.  Mnie bardzo ciekawił rozwój wypadków i tego, w jaki sposób potoczy się akcja.
 Podczas czytania, czułam ogromne zaciekawienie i taką niewiadomą. Nie spodziewałam się, że autorka tak dobrze skonstruuje nową historię fantasy, by naprawdę mogła jeszcze zaskoczyć. A jednak się udało. 
 Na uwagę zasługuje igła, która była dołączona do egzemplarza książki. Bardzo byłam ciekawa dlaczego? No i wyjaśnienie można znaleźć, czytając książkę. Jednak nie będzie ono, tak wiadome, jak się może wydawać.

Wybrańców naprawdę warto przeczytać i myślę, że z tej historii byłyby świetny film. Ten tytuł Roth, przebił trylogię Niezgodnej bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejne książki w tym klimacie. Bo kończąc, czułam smutek, że to już. 


PREMIERA - 13.01.2021r. 


grudnia 20, 2020

grudnia 20, 2020

Chirurg

Chirurg

 



Z kryminałami u mnie bywa różnie. Jak mnie złapie bakcyl, będę czytała jeden za drugim, aż zacznę śnić przerażające koszmary i wtedy zrobię przerwę na długi, długi czas. I kiedy dostałam "Chirurga", byłam w trakcie ciągu kryminalnego, ale doszło do przesytu, dlatego "Chirurg" musiał swoje odczekać. Z jednej strony źle – bo przecież miał swój termin premiery, z drugiej jednak strony uważam, że po wielkim boomie, dobrze jest odświeżyć książkę, która gdzieś tam mogła przepaść w czeluści nowo wydanych. A zatem przeczytałam po kilku miesiącach. I teraz przychodzę ze swoimi wrażeniami, gorącymi niczym ciepłe bułeczki prosto z piekarni.


Jest ciepły dzień, Martynka właśnie obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie otrzymała wymarzonego króliczka. Rodzina szykuje przyjęcie dla dziewczynki. Tort już czeka. Trzeba tylko nakarmić zwierzątko, w tym celu – bo po trawkę, wybiera się Martynka na pobliską łąkę. Nigdy już nie wraca. Zostaje zamordowana, a jej zwłoki okaleczone. Co najbardziej jest przerażające, ciało zostało pozbawione części intymnych. Jak można zrozumieć – morderstwo było na tle seksualnym.

Ważną kwestią jest, że wydarzenia dzieją się na początku lat 80. minionego wieku. Czyli jeszcze władzę sprawuje Milicja, a służby SB, działają prężnie. Czy aktualna sytuacja w kraju ma jakieś odniesienie do wydarzenia, do którego doszło tego feralnego popołudnia?

Do sprawy zostają przydzieleni najlepsi Poznańscy funkcjonariusze – których określenie, pamiętałam, ale zapomniałam w ferworze emocji. W każdym razie Dagmara zwana Zbójem, Freddy i Harry. To oni będą zajmowali się sprawą mordercy, któremu zostaje nadana nazwa – chirurg. Ponieważ z precyzją odcinał fragmenty ciała ofiar. Tropy wskazują na mężczyznę, który morduje, a później okalecza. Podejrzanych jest sporo – zadziwiające, jakie preferencje seksualne można było odkryć u dosyć sporej grupy mężczyzn. Nekrofilia wydaje się obrzydliwa, a jednak znaleźli się zafascynowani obcowaniem ze zwłokami – mnie już od samego pisania i wyobrażania tego robi się niedobrze.

 

Działania milicji idą dosyć topornie, bo za każdym razem kiedy już się wydaje, że złapany trop jest tym właściwym, okazuje się błędnym. I można by powiedzieć, on jest tak blisko, a nikt nie może dostrzec, że to ta osoba. Kluczymy więc razem z naszymi przedstawicielami władzy po Naramowicach a dokładniej okolicy cmentarza, jak i po samym cmentarzu. Atmosfera robi się lekko upiorna, ale naszego chirurga fanatyka nigdzie nie widać.

Akcja książki dzieje się, jak wspomniałam, mniej więcej po roku 82' (niech mnie ktoś poprawi, jeśli pomyliłam datę). W każdym razie możemy się idealnie wczuć w klimat minionego ustroju, który był nieco osobliwy. Mnie uderzyło tylko, że tutaj autor stworzył dosyć pozytywny obraz Milicji, która u większości, kojarzy się bardzo negatywnie. A tutaj proszę, poza dosyć rozwiązłym stylem życia, chlaniem wódki na ogarnięcie umysłu. Wydawało się, zupełnie w porządku. Mnie się ten klimat bardzo spodobał, a czy oddał rzeczywistość działania służb w tamtych czasach? Nie mam zielonego pojęcia.


Byłam zbyt zaaferowana poszukiwaniem mordercy z upodobaniami do krojenia zwłok, który to odczuwał przy tej czynności ogromne podniecenie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że podejrzewam już każdego. Miałam kompletny mętlik w głowie. Autor wodzi czytelnika za nos, odsłania kawałek z układanki – bo co jakiś czas, mamy wgląd, w to, co dzieje się z naszym szaleńcem, jakie ma motywy i co się z nim dzieje podczas tej paranoicznej akcji polowania na ofiarę.

Dla mnie każdy był podejrzany, nie chcę zbyt wiele zdradzać, kim są ci ludzie, ponieważ układanka jest o wiele bardziej złożona, niż sobie z początku możemy wyobrazić. Mnie ta książka kompletnie pochłonęła, byłam w tej akcji całą sobą, No i właśnie, ogromne brawo za odwzorowanie tego charakterystycznego klimatu lat 80., ten brak nowoczesności, trudności ze zbieraniem dowodów i informacji. Kolejna sprawa to portret mordercy, tych wszystkich podejrzanych, którzy naprawdę byli dziwni i jak dla mnie, co druga osoba zaczynała pasować do tego, kogo szukaliśmy. Zakończenie, jest bardziej złożone niż z początku się wydaje. Autor bardzo sprytnie mami czytelnika, podsuwa wskazówki, by za chwilę udowodnić, że zostaliśmy wywiedzeni w pole. Dlatego na samym końcu, nic nie jest takie, jak może się wydawać. 

Książkę mogę szczerze i od serca polecić, chociaż nie należy do łatwych, bo tutaj nie samo morderstwo przeraża. I odkrywanie tych wszystkich złożonych wątków, które ukazują mroczne strony człowieka, chyba są najbardziej przerażające. Warto przeczytać.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum

 







grudnia 13, 2020

grudnia 13, 2020

WRÓCIŁAM !! !! !!

WRÓCIŁAM !! !! !!

 



No dobrze kochani, powróciłam niczym Feniks z popiołu:) Potrzebowałam dosyć sporo czasu, żeby nabrać dystansu. Zastanowić się czy jeszcze chcę tutaj być? Blog przez jakiś czas, przestał mnie cieszyć, a pisanie sprawiało więcej rozdrażnienia niż radości. Dlatego uciekłam. Nie mogłam pisać z musu, nie umiałam robić coś, w co nie potrafiłam oddać swoje serce. Dawniej pisanie było moją pasją, każda zamieszczona tu opinia była mną, to były emocje przelane w tekst, który tak naprawdę pisał się sam. Ja go miałam w głowię, zanim usiadłam  nad klawiaturą. 
I nagle, poczułam opór, znużenie. Taką niechęć do wchodzenia i klepania tekstu. Miałam wrażenie, że to najnormalniej w świecie nie ma sensu. Pogubiłam się w idei prowadzenia tej strony, to co mnie  wcześniej motywowało, zaczęło doprowadzać do szału. Nawet czytanie książek nie sprawiało radości. Nie miałam wyjścia. Musiałam dać sobie czas i zobaczyć, czy będę chciała jeszcze wrócić? A może blog odejdzie w zapomnienie, zamknięty w szufladce - wspomnienia. 

No i kochani, kiedy tak dryfowałam pomiędzy instagramem, a Bóg wie czym, uświadomiłam sobie, jak wiele radości mnie tutaj spotkało. Jak kochałam pisać, publikować, zaglądać na inne blogi i dyskutować o wybranym tytule. Nie chcę z tego zrezygnować. Brakuje mi pisania, przelewania swoich emocji po zakończonej lekturze. Brakuje mi ludzi z blogów - instagram jest marnym zastępstwem. Nie odnajduje się tam w roli osoby piszącej opinie. Tam nie tworzy się recenzji - tylko zlepek zdań, które mają swój limit. Ja nie potrafię pisać w limicie:)))

Mam nadzieję, że od teraz posty będą pojawiały się regularnie - nie obiecuje, że często, ponieważ mam sporo spraw na głowie. Na pewno będę gdzieś pomiędzy opiniami, wrzucała teksty z prywaty, więc z pewnością się dowiecie. Najważniejsze, że wróciła tęsknota i chęć pisania. Reszta, jakoś się ułoży. Czy jeszcze o mnie pamiętacie?