Spartakus. Gladiator


Postać Spartakusa raczej znają wszyscy i nie trzeba nikomu szczegółowo przedstawiać jego sylwetki. Ten bohater, który rzucił praktycznie cały Rzym na kolana, pozostawił po sobie sławę, pamięć oraz posłuch dla wielu późniejszych pokoleń. Jego charyzma i odwaga pomogły mu osiągnąć wielkie cele i poniekąd zawojować świat.

W bestsellerze autorstwa Bena Kane'a, poznajemy Spartakusa w drodze do rodzinnej Tracji. Bohater chce osiąść w wiosce, w której dorastał i co najważniejsze - poczuć stabilizację i ustatkować się po dziesięciu latach służby jako najemnik w rzymskiej armii. Spartakus nie ma łatwo, zostaje pojmany i sprzedany mężczyźnie, który handluje niewolnikami i szuka jednocześnie odpowiednich kandydatów do walki na arenach gladiatorów.

Właśnie w ten sposób zaczyna się odyseja, która pokazuje, jak legendarnym człowiekiem był Spartakus. Choć historia była wielokrotnie ekranizowana, przedstawiana współczesnym odbiorcom, wielki wódz odradza się na nowo w książce pt. "Spartakus. Gladiator".

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z pozycjami tego autora, który cieszy się sławą irlandzkiego pisarza powieści historycznych. Daleka byłam bowiem od takiej tematyki, jednakże tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Gdy czytałam o tym mężczyźnie i zapoznawałam się z jego notką biograficzną, przeżyłam niemałe zaskoczenie, gdy okazało się, że Ben Kane jest z wykształcenia weterynarzem. Zawód ten jest przecież tak odległy od wydarzeń czasów starożytnych! Postanowiłam przyjrzeć się bliżej jego twórczości, a wydanie "Spartakusa..." było ku temu idealną okazją.

Sylwetka gladiatora, którego historię opisuje autor, od wielu lat kojarzy się z odwagą i determinacją. To właśnie on namówił do walki niewolników, by walczyli o siebie samych. Jego życiorys, a także cała historia, nie jest znana w stu procentach, wiele kwestii pozostaje niejasnych. Jaką interpretację czasów odległych wymyślił autor? Ile z tego, co opisuje, jest prawdziwe, a co należy do fikcji literackiej? Dowiecie się, gdy sięgnięcie po tę książkę.

Po lekturze "Spartakusa..." wiadomo praktycznie od razu, że autor szanuje i zna czasy, o których pisze. Opisy świata, ludzi, ich kultury i rzeczywistości są stworzone tak, że czytelnik nie ma wątpliwości co do sympatii Bena do tamtej epoki. Klimat zostaje zachowany, a odbiorca przenosi się do ulic pełnych ludzi, smutnych i niekiedy tragicznych sytuacji niewolników. W tej fabule rządzi autentyczność. Historia sławnego gladiatora została w bardzo dobry sposób wkomponowana w pozostałe elementy książki, o których wspomina autor. Ciężko domyślić się, które wiadomości pochodzą ze źródła, a które są tworem wyobraźni Bena. Główny bohater jest wykreowany tak, że nie pozostawia niczego do życzenia, ponieważ posiada wszystkie cechy charakteru, którymi powinien odznaczać się autentyczny gladiator czasów starożytnych. Spartakus bezlitośnie walczy, pokonuje swoje wewnętrzne słabości, ale potrafi być także szlachetny i empatyczny, ponieważ pragnie dla swoich przyjaciół bezpieczeństwa, spokoju i chwili wytchnienia.

Książka Bena Kane'a, choć obszerna, nie nudzi oraz nie męczy. Autor w idealny sposób opisuje życie Spartakusa i wydarzenia, które mogły mu towarzyszyć w jego heroicznej walce. Czytelnik nie czuje się przytłoczony, wręcz przeciwnie, przenosi się razem z autorem w odległy współczesności świat, razem z bohaterami przeżywa wszystko, co ich spotyka i nie ma dość. Bardzo się cieszę, że to pierwszy tom tej serii, ponieważ już teraz nie mogę doczekać się kolejnych. A takie wnioski to chyba najlepsza laurka, jaką recenzent może wystawić autorowi i jego twórczości. Gorąco polecam!

Książkę można zakupić w Księgarni Tania Książka.

Czytaj dalej...

Odkąd odeszła



Książka widniała jako kryminał, kiedyś bardzo lubiłam tę kategorię. Teraz mniej czytuję, ale od czasu do czasu, lubię sobie poczytać, rozwiązywać zagadki, uczestniczyć w śledztwie i stawiać swoje typy. Często, pośród wielu nowości, można wypatrzyć perełkę.
Niniejszy tytuł miał w sobie to coś, co sprawiło, że zdecydowałam się przeczytać. Jak dotąd nie spotkałam się z twórczością autorki, tym bardziej więc byłam ciekawa, czy przyciągnie mnie swoim piórem. Odkąd odeszła, zapowiadała się interesująco, a czy taka była?


Jessica miała przyjechać do swoich rodziców. Poinformowała brata bliźniaka, o planach podróży. Zakończyła rozmowę i od tej pory, słuch po niej zaginał. Nie dotarła na miejsce. Ani w umówionym terminie, ani później. Rodzina robiła wszystko by odnaleźć dziewczynę. Niestety bezskutecznie.

Po latach poszukiwań ojciec nie zaprzestaje prób, dlatego prosi o pomoc Andee Lawrence, byłą detektyw, która być może, odnajdzie jakiś cień nadziei, złapie ślad, którego wcześniej nie udało się wychwycić.

Kobieta sama zmaga się z trudnymi wspomnieniami rodzinnymi, z lat dzieciństwa. Dlatego sprawa dziewczyny, wydaje się jej bardzo bliska, mimo że nie mogla mieć powiązana, z tym, co spotkało rodzinę Andee.

Rowzee po przejściu na emeryturę, często kontaktowała się ze swymi uczniami. Była tą nauczycielką, którą się po prostu kochało, a odejście ze szkolnych murów, nie zamykało drzwi do niepamięci. I tak często dowiadywała się co u jej dorosłych już podopiecznych. Taka dobra dusza, roztaczająca w koło ciepło i dobroć.

Niestety sielanka emerytury, dobiega końca w chwili, gdy zostaje zdiagnozowany u niej guz mózgu. Kobieta postanawia, nie informować o tym bliskich. Chce oszczędzić rodzinie, czuwania i patrzenia, jak z każdym dniem, staje się coraz bardziej nieporadna.

Nie, żeby chciała płakać w samotności, czekając na śmierć. Staruszka ma swoje plany na zakończenie życia. A zanim do niego dojdzie. Zacznie współpracować z Andee, czy te dwie kobiety, będą w stanie odkryć tajemnicę sprzed lat? I czy Rowzee dopnie swego i zakończy życie, tak jak tego sobie życzy?


Nie spodziewałam się, że ta książka, aż tak mnie pochłonie. Zasiadłam do czytania i wręcz przepadłam. Jest tak ciepło i przyjemnie napisana, mimo, że tematyka jest gorzka. Bo z jednej strony mamy zaginięcie dziewczyny. Z drugiej chorobę Rowzee. I nie wiem jakim cudem, ale autorce udało się wyczarować między tym wszystkim, niesamowicie ciepły i pełen miłości klimat. 

I chociaż wydawać się może, że książka dotyczy tylko tych dwóch, no może trzech wątków, to jednak zasiadając do czytania, szybko się okazuje, że będzie znacznie ciekawiej. Bo Suzan Lewis wprowadza sporo postaci, mających istotne znaczenie w całości. Jest wiele tajemnic, niedomówień, takie lekkie napięcie. Ja szczerze mówiąc, podczas czytania, nie mogłam rozgryźć, co się właściwie wydarzyło.

No i sprawa śmierci Rowzee, ona nie chce po prostu umrzeć w czasie, który wybierze choroba. Ta kobieta ma swoje zasady, postanawia, że to ona postawi kropkę nad i. I w tym celu, chce udać się do kliniki, gdzie w normalnych i godnych warunkach, zażyje odpowiednią tabletkę. I chociaż wydaje się to straszne, dla kobiety, takie wyjście, wydaje się najbardziej właściwe. 

Z jednej strony rozumiałam te decyzje. Bo chyba nie ma nic gorszego, jak świadomość, że rodzina, będzie musiała patrzeć, na naszą powolną śmierć, w męczarniach, gdy zacznie się tracić wszelkie zdolności kontroli nad ciałem. Przeraża mnie dobrowolne odebranie życia, ale jeszcze bardziej, oczekiwanie na skutki choroby. 

Myślę, że ta książka może nam dać wiele do myślenia. Zostały poruszone ciekawe tematy, które niby mogą być odległe, ale kto wie? Co szykuje nam przyszłość? 

Jak potoczyły się losy bohaterów, czy Rowzee poinformowała rodzinę o nieuleczalnej chorobie i zakończyła życie na własnych warunkach? Co z zaginioną Jessicą?  Odpowiedzi na te pytania, szukajcie w książce, a ja gorąco polecam. 





Książkę możecie kupić w księgarni Tania Książka
https://www.taniaksiazka.pl/


Czytaj dalej...

Bing. Nowa kolekcja bajek + kolorowanka




Bajki lubię od zawsze, nie interesuje mnie, że jestem nieco za duża. Po prostu czasem lubię wrócić do tych opowieści, dzięki którym zainteresowałam się czytaniem. Co nie znaczy, że jestem zamknięta na nowości. Dlatego, gdy mam okazję, z przyjemnością sięgam po nowości kierowane, do tych młodszych czytelników. Bajeczki często zwracaj uwagę moich małych gości, dzięki temu, mogę sprawdzić, czy to główni odbiorcy, będą zaciekawieni.

Tym razem przyszła pora na Bing - nowa bajkowa postać, która wydawała się interesująca, a czy taka była? Jak odebrałam historię króliczka?

 
Bing, jak każde dziecko, jest ciekawy świata. Wszystko go interesuje, ma przeróżne pomysły. Uwielbia spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi oraz karmić kaczki. Często wraz ze swoimi kolegami śpiewa i bawi się w chowanego.

Nie brakuje również przygód, jak wiadomo, tam, gdzie grupa rozbrykanych dzieci, tam nie może zabraknąć atrakcji.

W książeczce znajdują się cztery opowiadania, wszystkie są opatrzone pięknymi i kolorowymi ilustracjami przykuwającymi uwagę. Historyjki skierowane są do małych czytelników, w wieku przedszkolnym, kiedy zainteresowanie światem rośnie z każdym dniem coraz bardziej.



 
Sami zobaczcie, książeczka jest naprawdę uroczo opisana i ilustrowana. Sama miałam przyjemność podczas przeglądania i czytania. A co najważniejsze, wiem, że dzieciom również przypadnie do gustu. Bo Bing już zyskał swoje wielbiciela. Małego Antosia, zachwyconego kolorowymi obrazkami. Treść natomiast spodobała się jego mamie. Myślę, że taka rekomendacja jest najważniejsza.


 KOLOROWANKA




Do bajeczki, można zaopatrzyć się w kolorowankę. I szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyła. Ponieważ wnętrze, przypomina bajkę, która dziecko musi uzupełnić. Czyli otrzymuje polecenie, co powinno narysować. Dla miłośników naklejek jest całkiem spora ilość nalepek, które można wykorzystać.


Myślę, że taka ilość jest wystarczająca. Dzieciaczek może sobie przykleić króliczka, gdzie będzie chciało. I tym sposobem, jego nowy przyjaciel będzie mu towarzyszył. 

Pamiętam, jako dziecko uwielbiałam naklejki i zawsze mi ich brakowało. 






 
Tutaj jest przykład, jak wygląda kolorowanka w środku, co powinno namalować dziecko. 
Myślę, że taka forma jest bardziej interesująca, niż wypełnianie kolorami gotowych już obrazków. 
Oczywiście, można pomóc dziecku, naszkicować kaczkę, dzięki czemu, wspólnie wykonane zadanie doświadczy radości.





Mnie Bing przypadł do gustu, jestem miło zaskoczona. I mam nadzieje, że ten uroczy króliczek wraz przyjaciółmi, podbije sympatię dzieci i rodziców. Ja polecam. 



Bajeczki otrzymałam od wydawnictwa Egmont.
Czytaj dalej...

Małe Licho i tajemnica Niebożątka




Chyba większość czytelników, kojarzy twórczość Marty Kisiel. Ja już kiedyś pisałam, że tę autorkę albo się od razu polubi, albo nie. Bo jedno jest pewne, sposób, w jaki pisze, jest niesamowicie oryginalny. I po prostu trzeba się w nim odnaleźć.

Tym razem, miałam okazję poczytać historię, skierowaną do młodszych odbiorców. Co najciekawsze, całość jest sprytnie połączona z poprzednimi tytułami — Dożywociem i Siłą Niższą. Dlatego, książeczkę, śmiało mogą czytać dorośli, będzie to miła odmiana. I przyjemne uzupełnienie.


Jest pewien dom, stary bardzo osobliwy. Znajduje się na uboczu, za krzakami, drzewami i bramą. Dom, w którym na pozór, mogłoby się wydawać, że nikt nie mieszka. Jednak to tylko pozory. Bo mieszkańców w nim nie brakuje.

Tam właśnie, swoje beztroskie i pełne wrażeń dzieciństwo przezywał Bożek. Chłopiec wyjątkowy pod każdym względem. Miał własnego Anioła stróża, zwanego Lichem, potwora Gucia, stacjonującego pod łóżkiem. Byli też inni mieszkańcy.

Przyszedł czas, kiedy Bożek, został zmuszony do opuszczenia domu. Pierwszy raz w życiu musiał udać się szkoły. Wcześniej był edukowany w domu. Teraz jednak musi stawić czoła innym dzieciom, szkolnej ławce i wszystkiemu, co dotąd, było poza jego wiedzą. I chociaż chłopiec uczył się bardzo dobrze i nie miał problemów z przyswajaniem wiedzy, to brak towarzystwa rówieśników, okazał się pewnym problem.

Niestety matka Niebożątka, ze strachu trzymała dziecko w ukryciu. Może nie tak całkiem, ale starała się, by jego nieobecność w domu, nie trwała zbyt długo. A wszystko było spowodowane pewną przypadłością.

Uczęszczanie do szkoły, nowi znajomi i cały galimatias związany z tym, jakże poważnym krokiem w życiu, spowoduje, że Bożek, poczuje się inny. I ta jego odmienność przysporzy chłopcu smutków i złości. Co doprowadzi do pewnego nieoczekiwanego wydarzenia, którego konsekwencje będą bardzo burzliwe.


Książeczkę przeczytałam szybko. I chociaż nie mogę powiedzieć, bym się wynudziła, to jednak nie poczułam tego zachwytu, który zwykle towarzyszył mi, podczas czytania książek Kisiel.

Owszem, akcja była dosyć interesująca, bo historia była spójna i miała swoje odniesienie do poprzednich książek. Co jest naprawdę świetne i ma sens. Tylko mnie zabrakło, tego typowego dziecięcego klimatu. Myślę, że ta książka jest pomiędzy.

Nie odczułam tego świetnego zachowania Licha, które wcześniej emanowało tęczą i całą swoją dobrocią. Nie nacieszyłam się moim ukochanym Krakersikiem, bo niby był, ale nie tak, jakbym tego oczekiwała.

No dobrze, nie będę narzekała, dla samego narzekania. Jak przeczytałam o krakersie, po prostu poczułam tęsknotę za nim, brakowało mi go ogromnie i chyba mogłabym o nim czytać cały czas. W sumie chyba już wiem, czego nie było. Tego naturalnego, niewymuszonego humoru Kisiel, takiego specyficznego, ale przez to wyjątkowego. Tutaj niby coś było robione, ale ja ani razu się nie zaśmiałam, ani razu nie miałam uśmiechu nawet. Po prostu czytałam z ciekawości, co będzie dalej.

Oczywiście nie było nudy, wydarzenia ciekawie się toczą. Można też przez momencik odczuć powiew grozy. Rzecz jasna w dziecięcej dawce, ale to było akurat bardzo ciekawe.

Sama nie wiem, co mam myśleć o tej książce. Niby jest dobra niby wszystko ok. Jednak mnie nie zachwyciła. Chyba bardziej przekonuje mnie autorka, z książkami kierowanymi do starszych czytelników.

Mnie książka się tylko podobała, ale wiem, że fani autorki, z pewnością się  nie zawiodą. I nie mam najmniejszego zamiaru zniechęcać. Piszę tylko, swoje odczucia.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.


Czytaj dalej...

Kiedyś na pewno



Nie muszę chyba przypominać, jak ogromną jestem fanką Ewy Nowak. Mimo, że mój wiek, dawno przestał mieścić się w przedziale, do którego kierowane są książki autorki, to i tak uwielbiam po nie sięgać i zagłębiać się w lekturze. Oczywiście nie mogę powiedzieć, by każda pozycja była świetna i tak samo wywierała wrażenie, ale jest w nich wszystkich coś wspólnego. To różne problemy młodych, dorastających ludzi, którzy w różny sposób radzą sobie, z tym co przynosi odpowiedzialność za własne decyzje. 

Od dłuższego czasu zagłębiam się w serii miętowej, która to ma swoje wznowienie, a ja, doczytuje tytuły, które wcześniej nie miałam okazji. Dzisiaj napiszę o "Kiedyś na pewno".


Kamila jest tancerką, jej życie jest podporządkowane treningom i występom. Nie wyobraża sobie, by ten schemat mógłby zostać zburzony. Wakacje jak zawsze, ma spędzić na zgrupowaniu. Razem ze swym partnerem tanecznym, tworzą jedną z najlepszych par. Zaraz po przyjeździe dziewczyna poznaje chłopaka, który również przyjechał na obóz sportowy. Przypadkowe spotkanie, a jednak coś w tym z pozoru drażniącym młodzieńcu będzie przyciągało Kamilę.

I może nie byłby to problem, gdyby nie drobny fakt, na nastolatkę czekał Artur - jej chłopak.

Nie żeby kilka rozmów miało być czymś złym. W końcu na obozach poznaje się nowych ludzi. Dziewczyny i chłopców. I przez długi czas, dziewczyna tak sobie tłumaczy swoje zachowanie. Oczekiwanie nowego znajomego, tego co się wydarzy. Coraz rzadsze sms-y do ukochanego, przecież nic złego nie robiła.

Nie przewidziała jednego. Podjęte decyzje, często zmieniają bieg wydarzeń, nie tylko samej głównej zainteresowanej, ale również i innych ludzi.


Dorota nie mogła się doczekać roku szkolnego. Wakacje u babci, w dodatku z młodszą i upierdliwą siostrą. Rodziców jak zwykle nie było, wiecznie w rozjazdach. Taka jest cena, bycia sławnym.
Niestety ofiarami w tym wypadku, były dwie dziewczynki, jedna dorastająca, a druga sporo młodsza. Ślepo zapatrzona w mamę i tatę, którzy pojawiali się w domu bardziej jak goście.

Starsza z sióstr była mocno zakompleksiona, widok w lustrze nie poprawiał perspektywy, a cała reszta, również nie jawiła się lepiej. I kiedy w nowym roku szkolnym, pojawia się nowy nauczyciel WF-u, którym jest bardzo przystojny student. W brew oczekiwaniom, interesujący się, właśnie Dorotą.


Jakie zmiany w życiu obu dziewczyn, przyniosą nowe znajomości? Trudne wybory, jeszcze trudniejsze konsekwencje.

Kiedyś na pewno, wywołało we mnie sporo emocji. Muszę się przyznać, że nie bardzo polubiłam Kamilę, jej postępowanie i decyzje, które podejmowała, bardzo kłóciły się z moimi przekonaniami. Ja wiem, młodość ma swoje prawa, nikt nie jest święty. No ale, jakoś nie potrafiłam patrzeć, na jej niezbyt uczciwe zachowanie, względem swojego chłopaka. 

Ogólnie, w tej dziewczynie było coś antypatycznego i z całym moim obiektywnym podejściem do sprawy, nie potrafiłam patrzeć przychylniej. 

Inaczej sprawa wyglądała w przypadku Doroty, jej było mi jakoś szkoda. Nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji, jaką zaserwowali rodzicie, zresztą do nich, od wielu lat odczuwała niechęć. Co gorsza, młodsza siostra, jakby była ślepa na ich zachowanie. Ćwierkała uszczęśliwiona, a ją, Dorotę, stawiała zawsze w najgorszym świetle.

Dziewczyna, jeszcze w czasie pobytu u swoich dziadków, dopuszcza się pewnego nieodpowiedniego występku. Później sumienie, będzie dawało o sobie znać, a chęć naprawy, przytłoczy. Jednak w chwili, gdy poczuje, że musi coś zrobić, okaże się, że ktoś od dawna wiedział, o tym, co zrobiła. I miło ją zaskoczył.

Była jeszcze sprawa, nowego nauczyciela WF-u, przystojnego studenta. Młodzieniec, od początku zwrócił uwagę na Dorotę, co zauważyły jej koleżanki. Tylko dlaczego właśnie na nią? W końcu nie należała do piękności, jej figura pozostawiała sporo do życzenia. O co chodziło? 
Przyznam się, że takiego obrotu sprawy, w życiu bym się nie domyśliła.  To było naprawdę, zaskakujące.

Kolejny tytuł serii miętowej, poruszający ważne sprawy. Tutaj mamy do czynienia z decyzjami, które często prowadzą do poważnych konsekwencji.
Jak zatem nasze bohaterki sobie z nimi poradzą, i czy wyniki tych postępowań, doprowadzą do ich przemiany?
 
 
 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe motyle.
 
Czytaj dalej...

Podniebny



Nie wiem jak Wy, ale ja pokochałam Kerstin Gier. Wszystkie napisane przez nią książki, po prostu połykam. Pamiętam, jak zakochałam się w Trylogii czasu, a serce z marcepana, stało się moim głównym cytatem. Później poznałam cudowne księgi snu i znowu przenosiłam się do niesamowitych wykreowanych miejsc. Pamiętam, kiedy w ubiegłym roku chyba, wypatrzyłam zapowiedź tej książki, nie mogłam się doczekać, aż ukaże się zapowiedź naszego wydania. I nareszcie! Jest, przeczytałam, zachwyciłam (jak zwykle) okładką. Teraz napiszę, o czym było, jak mi się podobało i czy warto po nią sięgnąć.


Gdzieś daleko w alpach, znajduje się hotel Château Janvier, przez większość nazywanym Podniebnym. To tutaj Fanny odbywa swoje praktyki, odkąd rzuciła szkołę, ku rozpaczy swojej rodziny. Akurat panuje okres przedświąteczny, zima jest w pełni, a i gości jak się okazuje, mają dopisać. Już jest oblężenie, ale apogeum dopiero nadejdzie.

Praca nie należy do łatwych, bo jako osoba do zadań wszelakich, musi wykonywać najgorsze czynności. W dodatku nie zaskarbiła sobie sympatii kilku dziewcząt. I jednego z młodszych hotelowych gości. Don, dziecko, które jest po prostu wszędzie, widzisz wszystko i potrafi napsuć krwi swoimi podłymi docinkami.

Dziewczyna ma sporo na głowie, w dodatku Don nie ułatwia pracy. Akurat, gdy czuje się najbardziej bezradna, poznaje Bena. Syna jednego z właścicieli. Młodzieniec okazuje się bardzo uprzejmy i pomocny. W przeciwieństwie do ojca, który na każdym kroku emanuje wyższością i pogardą do pracowników.
 
 W Podniebnym cały czas panuje dziwna atmosfera. Goście przybyli na święta i sylwestra, to bardzo szanowane osoby. Właściciel dwoi się i troi, by niczego nie zabrakło. A gdzieś w tle, majaczy coś złego i kot, którego nie ma. Zwany zakazanym kotem.

Hotel żyje własnym rytem, bliżej okresu świątecznego, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Fanny obserwuje jednego z gości hotelowych, spacerujących po gzymsie budynku. Tristan — bo tak się nazywa śmiałek, pojawił się w Podniebnym i wywarł na dziewczynie dziwne wrażenie, jakby miał coś do ukrycia. Czy było ono słuszne?


 
Będę szczera, książkę wzięłam w ciemno. Nawet nie przeczytałam, o czym będzie. To też, przez naprawdę długi czas, nie miałam pojęcia, co tam się może takiego wydarzyć. Nie mogę napisać, by ta niewiedza, była czymś złym. Przeciwnie. Oczekiwałam elementu zaskoczenia. I to oczekiwanie, było czymś naprawdę niesamowitym.

Gier jak zwykle stworzyła świetny aurę tajemniczości, niby znajdujemy się górach. Niby mamy współczesność, a jednak podczas czytania, odnosi się wrażenie, jakby to miejsce, znajdowało się w innym wymiarze. Trudno jest mi dokładnie opisać, ale tak właśnie było. Autorka jak zwykle spisała się w budowaniu atmosfery i napięcia.

Nawet jeden z najmłodszych bohaterów, zachowywał się tak dziwnie, że cały czas zastanawiałam się, kim on jest, co zaraz się wydarzy nieoczekiwanego.

Nie muszę chyba pisać, że zasiadając do czytania, wkraczamy do Podniebnego i stajemy się jednym z pracowników, gościem, czy osobą przebywającą za murami tego budynku. Jak pewna postać powiedziała, można poczuć duszę tego miejsca. I tak właśnie jest.

I wreszcie główny wątek, nie macie pojęcia, jak byłam zdziwiona, kiedy doszło do kulminacyjnych scen. Nie wiem, ale tego się nie spodziewałam, a przynajmniej nie po tych osobach, które okazały się podejrzane.

Jest mi niezmiernie smutno. Książkę przeczytałam, a uwierzcie, robiłam częste przerwy, by jak najdłużej przebywać w Podniebnym. Teraz już mogę powiedzieć, że to był niesamowity pobyt. I szczerze Wam polecam odwiedziny. Szkoda, że to już za mną. Chciałabym jeszcze.



Za możliwość przeczytania książki, chciałam podziękować wydawnictwu Media rodzina.



Czytaj dalej...

Perłowa Dama



Kiedy pierwszy raz, sięgałam po cykl Circus Lumos, mimo niedociągnięć jakie zastałam, postanowiłam dać kolejną szansę. Bo wiadomo, debiut nie zawsze musi powalić na kolana. Dlatego niezrażona oczekiwałam kolejnego tomu. W końcu byłam zainteresowana, jak autorka poprowadzi fabułę, czy się nieco rozwinie i w pełni zainteresuje czytelnika swoim pomysłem. 

Perłowa dama już od dawna przeczytana, a ja, w końcu zmobilizowałam się, żeby napisać słów kilka, o tym, co zastałam i jakie na mnie wywarło wrażenie. 

Alicja jest uwięziona Hadesie, siedzi sobie w jakimś lochu i myśli. Dlaczego doszło do tego wszystkiego, kto za tym stoi i jak ma się uwolnić. W dodatku nie wie, co myśleć na temat Tristana, złym bracie swojego ukochanego. Niby chłopak pełni rolę tego złego i niosącego śmierć, a jednak ma w sobie coś, co sprawia, że dziewczyna mu ufa. Co takiego, no i dlaczego chłopak chce zabić swojego brata, czy rzeczywiście musi dojść do takiej tragedii? 

Dziewczyna podczas prób ucieczki z niewoli, dowiaduje się wielu cennych informacji. Ma nadzieje, że kiedy w końcu zobaczy ukochanego, będzie mogła mu opowiedzieć, czego się dowiedziała, jak sprawy wyglądają tam na dole i czego można się spodziewać. Tylko dlaczego Hadrian jeszcze jej nie uratował, co dzieje się tam na górze, czy w ogóle uda jej się wydostać?

Och, ileż mogłabym napisać o tej książce, przede wszystkim to, jak bardzo się wynudziłam podczas czytania. Większa część, została opisana w Hadesie, i żeby to chociaż było ciekawe. Bynajmniej, Alicja sobie dyskutuje z Tristanem, przemyślenia i cała reszta, jest tak rozwleczona, że po prostu myślałam, że przeskoczę o te kilkadziesiąt stron, a nie wiele stracę. Prawie jak Moda na Sukces, nie ważne kiedy się przerwało, ile minęło odcinków, bo już po kilku minutach, wiadome było o co chodzi. I tutaj, miałam wrażenie, że jest podobnie. 

Wątek uczuciowy, a dokładniej drętwy związek z Hadrianem, którego to kocha i jest wstanie poświęcić własne życie, po prostu mnie dobił. I kiedy myślałam, że już gorzej być nie może, a uwierzcie, po takim nudzeniu, zmysły moje po prostu były w stanie jakiejś hibernacji, nie zareagowały w porę. I nagle co? Nagle się okazuje, że jakże by nie, musiała nasza autorka, zaserwować smutny i oklepany trójkącik. Borze Tucholski, ja się pytam grzecznie, poważnie? 

Cała magia, tajemnica, która miała być filarem, po prostu mnie rozczarowała i doprowadziła, nie będę opowiadała do czego. No dobrze, to było gehenna. Przyjemność odczułam, w momencie kiedy dobrnęłam do końca.

Powtórzę kolejny raz, pierwsza część była słaba. Jednak pomysł rokował, na naprawdę ciekawą i dosyć zajmującą serię. Niestety, coś się porobiło, albo to ja próbowałam wmówić sobie, że będzie dobrze, gdzie nadzieja zdechła wraz zakończeniem Króla Kier. Powinnam i ja była wtedy zakończyć swoją przygodę. Naiwnie się łudziłam, przez co straciłam czas na czytanie. Mam nauczkę, należy słuchać wewnętrznego głosu. 

Jedyne co zasługuje na pozytywny odzew z mojej strony, są to okładki. I TYLKO okładki.
 
 
 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu PapierowyPies.

Czytaj dalej...

Dziewczyna, która wybrała swój los



Poznaliście twórczość Kasie West? Jeśli tak, to wiecie, że jej książki są kierowane do młodzieży, nie są to puste historyjki. Co to, to nie, West zazwyczaj przybliża problemy, które potrafią utrudnić życie naszym bohaterom, a które często są bardzo nam bliskie. I chyba właśnie, dzięki temu zmysłowi obserwacji, tak wielu czytelników, pokochało tę autorkę.

Sama mam swoje ulubione tytuły, przeczytałam chyba wszystkie. I nie mogę powiedzieć, by każda z tych książek, podbiła moje serce, ale jedno jest pewne, czytało się bardzo przyjemnie.
 Tym razem, autorka ukazuje się w nieco inne odsłonie, byłam jej niezmiernie ciekawa. Zasiadłam do czytania i teraz, mogę Wam napisać, czy Kasie West sprostała moim oczekiwaniom, czy zaciekawiła na tyle, bym chciała oczekiwać kolejnego tomu?
 


Addison mieszka z rodzicami, jej darem jest zaglądanie w przyszłość, dzięki temu, może wybrać ścieżkę, która będzie dla niej najbardziej odpowiednia. Co nie oznacza, że może w pełni wszystkiemu zapobiec. Życie aż tak łatwe nie jest.

Okazuje się, że rodzicie dziewczyny, postanowili się rozstać. Ojciec wyprowadzi się z domu, a wybór z kim zamieszka, pozostawili córce. Addie, za namową swojej najlepszej przyjaciółki, postanawia podejrzeć oba warianty. Jak będzie wyglądał jej przyszłość, po zamieszkaniu z wybranym rodzicem.

Gdy przyszłość zaczyna odkrywać swoje karty, dziewczyna widzi, jak bardzo odmienne byłyby jej wybory. Codzienność z matką, w domu, który zna od lat, a jednak nie wszystko pozostanie niezmienne. Problemy nagle zaczną się piętrzyć, chłopak, któremu odmówiła spotkania, nie pozostanie obojętny i zacznie dziewczynę dręczyć. I chyba nie będzie chodziło, o zwykłą zranioną dumę.

Druga rzeczywistość jawi się diametralnie inaczej. Mieszkanie z ojcem, w żadnym razie nie będzie przypominało tego, które wiodła u matki. Począwszy od nowego domu, po znajomych, którzy okażą się zupełnie inni, od tych starych.

Nawet przyjaciółka zacznie się zmieniać i chyba niekoniecznie, na dobre. Addie, zacznie wyczuwać, że coś dzieje się złego, ale to będzie dopiero wierzchołek góry lodowej.

Nastolatka stanie przed bardzo trudnym wyborem, obie potencjalne ścieżki w pewnym momencie, pokomplikują się, i tak naprawdę, będzie musiała zdecydować, z czego zrezygnować.
 
 


Książkę przeczytałam bardzo szybko, naprawdę bardzo mnie wciągnęła i chciałam się dowiedzieć, jakie zakończenie zostanie wybrane.

Na początek zacznę od ukazanej historii, bo mam nieco mieszane uczucia. Kasie West w nowej odsłonie, całkiem dobrze sobie poradziła. Jednak muszę napisać o pewnych zastrzeżeniach, bo bez tych się mimo wszystko, nie obyło.

Autorka bardzo ciekawie wymyśliła, ale zabrakło mi jakiegoś wprowadzenia. Bo poznajemy Addison, która ma jakiś dar, wglądu we własną przyszłość. No i to jest bardzo ciekawe, tylko skąd się wziął ów dar? Jak się później okazuje, nie tylko ona. Mieszkańcy charakteryzują się, bardzo rozwiniętymi zdolnościami. Niestety brakuje wzmianki, kiedy i jak to odkryli, czy otrzymali w wyniku kombinacji genetycznych, no zupełnie nic. I tutaj czułam się nieco rozbita. Bo jeśli tak miało być, o to chodziło. No można się jakość przyzwyczaić, ale odnoszę wrażenie, że coś zostało pominięte.

Jest to jedyny zarzut, a raczej uwaga, bo nie mogę powiedzieć, by to niedociągnięcie, utrudniało czytanie. Może czuje się dyskomfort niedomówienia, ale akcja nabiera tempa, i później już chce się śledzić wydarzenia, w oczekiwaniu na finał.

Słów kilka jeszcze na temat bohaterów. Nie wiem, ale nie polubiłam Addison, nie polubiłam jej przyjaciółki. Również nie polubiłam chłopców, z którymi się spotykały. Poza jednym, Trevorem. I to dla niego czyta się książkę, on jest spoiwem całości. Bardzo polubiłam tego młodzieńca, było w nim coś ciepłego, po prostu dobrego.

Addie, dokonała wyboru i szczerze mówiąc, ja go po prostu nie potrafię zrozumieć. Nie i koniec. Z pewnością autorka zrobiła tak celowo, ale szczerze, jak popatrzę na te wydarzenia, to słabe były podstawy. Naprawdę. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo należy samemu przeczytać, by wyrobić sobie opinię.

Jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się dalsze losy. Nie wiem, ile przyjdzie czekać, ale kiedy już się książka ukaże, na pewno od razu zasiądę do czytania.

Pozostaje ostatnie pytanie — czy polecam? Jak najbardziej, West poradziła sobie w nowym temacie, mimo kilku mankamentów, czuła się zainteresowana i przeżywałam wydarzenia. Czytajcie!
 
 
 
Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Feeria.
Czytaj dalej...

Royal - Zamek z alabastru




Seria Royal ma w sobie coś dziwnego, z jednej strony można powiedzieć, że ot taka zwykła, dla niektórych nudnawa bajeczka. Z drugiej, przyciąga i chce się ją czytać. Ja miałam nieco mieszane uczucia, po bardzo wciągającym i przyjemnym pierwszym spotkaniu, przyszła druga, no i tutaj szczerze się wynudziłam. Obawiałam się, co zastanę w kolejnym etapie. W końcu na szczęście ciekawość zwyciężyła, Zamek z alabastru mam za sobą, a o moich wrażeniach, napiszę już za moment.



Dziewczęta przeszły do kolejnego etapu, co oznacza, że następny tydzień, będą wystawiane na próby, ćwiczenia i oczywiście randki. Cały czas, nie jest wiadomo, który z młodzieńców jest tym najważniejszym.

Tatiana również próbuje rozwiązać tę zagadkę, ale nie jest to jedyna niewiadoma, po nocy spadających meteorytów, kiedy nagle straciła pamięć, w jej głowie rodzi się coraz więcej pytań. Dziewczyna ma wrażenie, że coś zostało ukryte i bardzo chce dowiedzieć się co, dlaczego nie uzyskuje odpowiedzi?

Rywalizacja między uczestniczkami zaczyna się robić wyraźniejsza, nawiązują się sympatie i zainteresowanie konkretnymi osobami. A zwycięska para w poprzedniej konkurencji, czyli Tania i jej współlokatorka, otrzymują możliwość spełnienia jednego z wybranych marzeń, jakie one będą? Czego zażyczą sobie obie przyjaciółki?

Pozostaje jeszcze sprawa z Philippem, chłopak zachowuje się dziwnie, z jednej strony okazuje uczucie Tatianie, z drugiej adoruje Charlotte. Ta pierwsza czuje coraz większe rozgoryczenie i ból, wszak pierwsze zauroczenie bywa bardzo emocjonujące, no i te niedomówienia. Gdzie i kiedy widzi prawdziwego młodzieńca, a kiedy chłopak gra? No i przede wszystkim przed kim?

Już niebawem kolejna konkurencja, a po nim, będzie tylko ciekawiej, czym okaże się prawda pamiętnej nocy, ile jeszcze zagadek przed naszą główną bohaterką? I przede wszystkim, czym okaże się prawda?



Byłam niezmiernie ciekawa, ale i również odczuwałam rezerwę, gdy zasiadłam do Zamku z alabastru. Moje emocje były nieco ostudzone, bo druga część, nie spełniła moich oczekiwań. Tym bardziej poczułam radość, kiedy okazało się, że tutaj już nie ma nudy.

Tatiana wprawdzie dalej jest nieco pogubiona, plącze się niczym mucha w sieci, ale cóż poradzić. Człowiek zakochany nie potrafi kontrolować emocji i własnych reakcji. Zwłaszcza gdy z każdej strony, otrzymuje same pytania, jakieś niedokończone zdania i odpowiedź — to skomplikowane.

Oczywiście muszę wspomnieć o klimacie. Royal porwało mnie swoją bajkową atmosferą, jestem nią wręcz uwiedziona, naprawdę cieszę się, na myśl o kolejnych częściach. Ponieważ będę mogła dłużej przebywać w tej krainie.
Jestem niesamowicie ciekawa, co autorka szykuje w związku z tajemniczymi atakami rzekomych meteorytów. Mam nieco swoich podejrzeń, jednak chciałabym, aby to okazało się czym zupełnie innym.

Druga sprawa to książę, który jest tym właściwym, czy moje typy okażą się słuszne? Same zagadki, same pytania, a praktycznie żadnych rozwiązań.

Cieszę się, że dałam szansę tej serii, ponieważ jest ona naprawdę bardzo przyjemna. Czytanie wprowadza czytelnika do iście bajkowego świata, który jak wiadomo, nie zawsze jest całkowicie piękny, ale ma w sobie to, co sprawia, że chciałoby się przeżyć, chociaż jeden dzień na miejscu naszych bohaterek. Ja bym chciała.

Myślę, że na tym etapie już nie muszę namawiać, chyba że jest ktoś, kto ma serię przed sobą. Nie będę wmawiała, że książka zaskoczy niesamowitymi zwrotami akcji, ale ma coś takiego, co przyciąga i na chwilę odrywa od codzienności, a chyba o to chodzi w czytaniu. Polecam.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Media rodzina.




Czytaj dalej...

Pułapka



Dawno już nie czytałam kryminału Skandynawskiego. Miałam sporą przerwę, to też nadeszła pora, by w końcu sprawdzić, jakież to nowe pozycje wychodzą, w niegdyś moim ulubionym gatunku. Ostatnio możemy zaobserwować wysyp bestsellerów, dlatego nie mogłam długo ignorować zapowiedzi i się z niektórymi nie zapoznać.

Na temat Pułapki, było w pewnym momencie sporo szumu, wszędzie pojawiała się okładka, która niby nie ma w sobie nic wielkiego, a jednak przykuwa. Po przeczytaniu opisu doszłam do wniosku, że chyba pójdzie w parze z wnętrzem, no i się skusiłam.

Było to moje pierwsze spotkanie z autorką, a czy udane i jak odebrałam całą opowieść, napiszę w dalszej części tekstu.


Sonja jest przemytniczką narkotyków, kiedy jej mąż odkrył, że wdała się w romans z kobietą, musiała opuścić dom oraz ich dziecko. Zamieszkał w wynajętym mieszkaniu. Nie miał na tyle pieniędzy, by móc walczyć o prawo nad dzieckiem. I kiedy była w beznadziejnej sytuacji, przysłowiową pomocną rękę, otrzymała ze strony pewnego mężczyzny. Nie wiedziała, że nie o taki rodzaj wsparcia będzie chodziło prawnikowi. Niestety, wyboru jako takiego nie miała. Chciała tylko troszkę dorobić. Ta umowa miała być tymczasowa. Nie przewidziała, że z umowy, którą się związała, nie ma możliwości zerwania. A każda próba odejścia, będzie surowo egzekwowana.

Wykonywała swoje zadanie bardzo dokładnie. Wszystko miała perfekcyjnie opanowanie. Po odpowiedni ubiór do mimiki twarzy. Posiadanie przy sobie sporej ilości narkotyków, niejednego złamało. Trzeba było, zachowywać się jak zwykły pasażer, bez żadnej oznaki niepewności. A to, udało się kobiecie, opanowała kamuflaż do perfekcji.

Jeden z celników, zmierzający w stronę emerytury, bardzo dokładnie wykonywał swoją pracę. Lubił przyglądać się ludziom, obserwować ich zachowanie i sprawdzać, czy najmniejsza niepewność, świadczyła o czymś złym. Mimo że tak naprawdę od dawna mógł, przyglądać się ekranowi domowego telewizora, nie miał na to najmniejszej ochoty. Starszy mężczyzna miał problem, a z problemami już tak jest, że nie chce się z nimi zostawać w domu. Zwłaszcza kiedy mieszka się samemu.

Kobieta wie, że musi wyrwać się ze szpon swoich zleceniodawców. Nie ma jednak pojęcia, jak to zrobić, by nie narazić swojego synka. Były mąż nie ułatwia sprawy. A nadchodzące wydarzenia pokażą, jak bardzo można się pomylić co do ludzi.


Po przeczytaniu opisu miałam przekonanie, że otrzymam książkę, trzymającą w napięciu. Kto czytał książki w zimnym skandynawskim klimacie, z pewnością wie, o czym piszę. I troszkę muszę przyznać, poczułam rozczarowanie. Książka jest dobra, ciekawi, ale to nie jest mroczna historia, mrożąca krew w żyłach i wódkę w lodówce.

Autorka stworzyła ciekawy kryminał, z wątkiem przemytniczym. Jest on dobrze opisany, możemy się przyjrzeć tej działalności od strony kuriera, jak wygląda odbiór, pakowania oraz przerzucenie do odpowiednich ludzi. I chyba ta część była najciekawsza. Dlaczego nie odczułam mroczności? Sama nie wiem, wprawdzie było kilka scen brutalnych, ale one nie powstały w wyniku budowania odpowiedniego napięcia, ot po prostu nagle przyszła na nie pora i ciach, mamy rozlew krwi.

Pamiętam, że jak czytałam podobne książki, to napięcie i pewien strach przed nieoczekiwanym, towarzyszył niemalże przy każdej stronie. Takie napięcie, które dodaje smaku opisywanej historii. A tutaj, no owszem było ciekawie, zastanawiałam się nad zakończeniem, nawet zaznałam elementu zaskoczenia. Jednak bez efektu.

Mnie się książka podobała, bo od dawna nie miałam styczności z kryminałem, takim konkretnym. Jednak fani gatunku, zwłaszcza thrillera, mogą poczuć niedosyt, bo tutaj naprawdę, ja przynajmniej, nie poczułam się spięta. Żadnej mroczności nie odczułam. Oczekiwałam jakiegoś drugiego dna, coś, co nagle totalnie mnie zaskoczy. Nie wiem, czy dobrze wyczytałam, ale chyba ma być kontynuacja. Mam ogromną nadzieję, że będzie konkretna i autorka trzyma asa w rękawie.

Komu mogę polecić? Fanom lekkiego kryminału, do oderwania się od słodkich opowiastek, przeczytania czegoś mniej kolorowego, ale bez odczuwania włosów stojących na głowie, ta książka będzie w sam raz.




Książka do kupienia w Księgarni Tania Książka
 

Czytaj dalej...

Co widzimy w gwiazdach

źródło


Gwiazdy, widział niemalże każdy, a już na pewno o nich słyszał. Pięknie zdobią nam nocne niebo. Rozsiane, połyskujące punkciki. Wydają się wszystkie jednakowe, ale czy aby na pewno takie są? Co można, zobaczyć patrząc ponad głowy, czym są? Do czego nam służą i jak z nich czytać?

Na to pytanie, jak i wiele innych, powstało mnóstwo odpowiedzi, a ile jeszcze nie zostało odkrytych, wiedzą chyba tylko specjaliści. Jednak my, też powinniśmy co nieco wiedzieć. A przynajmniej, dobrze by było. Sama lubię spoglądać w niebo, ale niestety, moja wiedza na temat gwiazd, jest bardzo mała. Rozpoznaję tylko główne gwiazdozbiory i planety. Dlatego sięgnęłam po niniejszą książkę, czy była tym, czego oczekiwałam?


Książka jest podzielona na główne rozdziały, na początku zostajemy wprowadzeni w temat, by później, przejść do rozróżnianych gwiazdozbiorów. I jeśli myślicie, że zostały one nam tylko ładnie pokazane i podpisane — możecie być w błędzie. Bo tutaj, całość jest bardzo szczegółowo i czytelnie opisana. Tak, aby można było dowiedzieć się w jakiej części ziemi, można najlepiej wypatrzeć, najciekawsze zjawiska.

Bardzo ciekawe jest, że rozpoczynamy naszą naukę, od zupełnych podstaw. Dlatego, zanim przejdziemy do zapoznawania się z gwiazdozbiorami czy innymi ciałami niebieskimi, najpierw musimy odświeżyć wiedzę na temat ruchu ziemi, tego, jak się obraca, pod jakim kątem i osią. Niby coś tam wiemy, ale kiedy zaczniemy czytać, okazuje się, że nie wszystko było do końca wiadome.

Książka jest bardzo estetycznie i można powiedzieć, pięknie wydana. Okładka to jedno, ale wnętrze, naprawdę wywiera wrażenie, bo do niesamowicie dokładnych opisów, otrzymujemy cudne ilustracje, obrazujące to, o czym czytamy. Dzięki temu wiedza jest łatwiej przyswajana.  Nie oszukujmy się, astronomia, nie jest dzieciną łatwą, która wchodzi do głowy ot tak. Gwiazdy robią wrażenie, ale gdy zechcemy dowiedzieć się czegoś więcej, tutaj możemy trafić na wysoką poprzeczkę, informacje, które trzeba przyswoić, niekiedy mogą wydać się trudne.

Dlatego ten tytuł, to nie jest książeczka, aby tylko przeczytać. Jeśli ktoś, naprawdę chce rozpocząć  pogłębienie swojej czy dziecka wiedzy w tej dziedzinie, powinien sobie dawkować, czasem wracać do tego, co przeczytał, by pójść dalej. Oczywiście mówię o zupełnych laikach. Osoby mające większe pojęcie, będą mogły lepiej zweryfikować poziom tej lektury.

Mnie wydaje się, że została dobrze napisana oraz zilustrowana, myślę, że często będę zaglądać, bo zapamiętać wszystko, nie jest zbyt łatwo. A i rozpoznać niektóre z gwiazdozbiorów jeszcze mam problem. Polecam tę publikację, myślę, że osoby interesujące się tematem, będą zadowolone.


tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka