piątek, 18 stycznia 2019

Kogut domowy



Książki Nataszy Sochy, są chyba już jednymi, które mnie nie rozczarowują. Jeśli chodzi o nasze rodzime autorki. I zaczynam się obawiać, czy jedna już z nielicznych moich ulubionych autorek, nie przestanie tak wspaniale pisać. Oby nie!

Pamiętam, jak pokochałam pióro autorki, po przeczytaniu Rosołu z kury domowej, teraz przyszła pora, a jakże — na Koguta domowego. Jaka to była kombinacja? Czy dorównał Kurze? Postaram się o wszystkim napisać. Jakie miałam odczucia i przemyślenia podczas czytania.

Poznajemy Jakuba, mężczyznę w wieku, który powinien świadczyć o dojrzałości i witalności, a jednak ktoś zdecydował, że oto jest odwrotnie. I chociaż nie do końca chodzi o brak formy mężczyzny, to jednak niestety można tak odebrać fakt, że dostał wypowiedzenie z pracy. Po tylu latach starania się i życia pod dyktando szefa. A teraz co? Cięcie etatów, trzeba wybierać najlepszych — czyli jakich? I co dalej? Cios jest silny, męska duma to jedno, a świadomość kredytu (który zaciągnął w niewdzięcznym banku) rodziny na utrzymaniu, dobija coraz mocniej. No ale to sytuacja przejściowa, na pewno. Z jego kwalifikacjami, podjęcie nowej będzie kwestią czasu.

Rzeczywistość miała nieco inne plany, bo gdy się okazało, że złudzenia muszą w końcu opuścić. Kuba wraz z żoną, podjęli decyzje, o chwilowej zamianie ról. Ona miała podjąć pełen etat w swojej pracy, On zająć dziewczynkami. Trzy córki, w różnym wieku. Wszystko jest przecież do ogarnięcia. Kwestia organizacji i w ogóle. Kolejne złudzenie, które zostało brutalnie odebrane, już pierwszego dnia Kogutowania".

Jest możliwe, by mężczyzna zamienił się z żoną na rolę? Oczywiście, a jak sobie poradzi i jak wpłynie taka sytuacja na wszystkich jej członków? O tym możemy przekonać się, czytając Koguta domowego.

Pamiętam, kiedy czytałam Kurę, byłam pod wrażeniem emocji, jakie wzbudziła we mnie szczerość autorki. Bo była często wręcz brutalna, odzierająca ze wszystkiego, pokazywał sprawy takimi, jakimi naprawdę były, a nie, jakimi w tamtym przypadku, kobiety chciały widzieć. Tym razem, przy kogucie, ja nie odczułam aż tylu rewolucji. Owszem życie Jakuba przewraca się do góry nogami. Koszule i krawat musi zamienić na potargane podkoszulki, często nawet fartuszek. No ale to nie jest coś uwłaczającego. Jego żona z początku, czuje się zazdrosna. Nie o jego siedzenie w domu, a o utratę uczestniczenia w życiu dzieci, zwłaszcza najmłodszej córeczki.

Mężczyzna dopiero wtedy zauważa, co znaczy, wychowywać dzieci, bo do tej pory, jego obowiązki ograniczały się do zapytania i niewysłuchania co u nich, rozdysponowania finansów i odwożenia do szkoły. Teraz musiał zrozumieć potrzeby każdej z nich. Od zbuntowanej, wchodzącej w dojrzewanie nastolatki, przedszkolaka, dla którego spójność kolorystyczna garderoby miała ogromne wrażenie, bo kilkumiesięcznego bobasa. Każda z nich wymagała innej uwagi. A często oczekiwały jej w tym samym momencie, jak można było wszystko ze sobą pogodzić? I czy w ogóle istniała taka możliwość?

Jest jeszcze druga strona, żona. Nagle otrzymała możliwość wyjść z pieluch. Początkowa tęsknota za dziećmi zamieniła się w zupełnie inne emocje. Oto poczuła się nie tylko matką, ale i kobietą. Kiedy ma się trójkę dzieci, gdzieś te sprawy między byciem kobiecą, zatarły się, a mąż wiadomo, nie reagował na nią, jak w początkowej fazie związku. W takiej sytuacji bardzo łatwo ulec słabościom.

Jak ta zamiana wpłynęła na rodzinę Jakuba, czy córki zaakceptowały nieobecność matki, czy mężczyzna, który ubiera fartuszek, dalej nim jest?

Książkę przeczytałam w momencie, polubiłam niemalże wszystkich. Oprócz żony Jakuba. I chyba to jest straszne, bo jej bezmyślność okrutnie mnie drażniła. I nie wiem, czy każda kobieta wychowująca dzieci tak ma? Czy są to pojedyncze egzemplarze? Była aż tak naiwna i po prostu głupia, w głowie mi się nie mieściło. O ile rozumiałam, taką zwyczajną próżność w sytuacji wyglądu, kiedy chciała poczuć się kobieco, seksownie, tak w pewnej sytuacji, zaczęła się zachowywać jak idiotka. I tego u innych kobiet po prostu nie lubię.

Podsumowując, Kogut jest dobrą książką, chociaż nie fenomenalną. Na szczęście nie mam się czego doczepić.
 





wtorek, 15 stycznia 2019

Pochodnia w mroku



Pamiętam, kiedy otrzymałam Imperium Ognia, byłam dosyć sceptycznie nastawiona do tej książki, oj długo musiała czekać, aż dam jej szansę.  Jeszcze bardziej pamiętam, jak mnie wciągnęła, kiedy już w końcu zasiadłam do lektury. Byłam pod ogromnym wrażeniem wykreowanego świata przez Sabę Tahir, tego, jakie udało jej się stworzy postacie, ale i niesamowite zwroty akcji. Gdzie praktycznie każda strona przynosiła nowe odkrycie. To było niebywałym doświadczeniem. I teraz w końcu przeczytałam kontynuację. Jak było? Czy autorka utrzymała poziom, a mój zachwyt nie minął?

Laia I Elias uciekli, jednak to nie oznacza, że ich życiu nie grozi już niebezpieczeństwo. Przeciwnie, teraz dopiero zacznie się walka o życie. I tylko ogromne szczęście albo jego brak może zdecydować o dalszych losach tej dwójki.

Pościg dopiero się rozpocznie, komendantka nie odpuści, taka zniewaga jest czymś nie do pomyślenia. Jednak tutaj zacznie się walka o władzę i Ci najbardziej chętni okażą swoją bezwzględność.

Helena, przyjaciółka Elisa, odczuje na własnej skórze, czym jest przegrana w próbie. I jeśli ktoś pomyśli o śmierci, to będzie w błędzie. Bo ta, w tym wypadku byłaby wręcz wybawieniem. Teraz wojowniczka musi się zmierzyć z gniewem Imperatora, żalem po zdradzie przyjaciela i lojalnością do Wielkiego Imperium. Co ma zrobić? Jak teraz stawiać czoła wyzwaniom i przede wszystkim rozkazom? A te są coraz okrutniejsze, cena za tak ogromny jest ogromna. Najgorsze ma się dopiero zacząć, została sama, bez zaufanego przyjaciela.

Dwójka uciekinierów musi zmierzyć się z ogromnymi przeciwnościami. W dodatku czas okazuje się na wagę życia. Podróż do więzienia w Kauf zapowiada się, trudniejsza niż myśleli. Muszą tam dotrzeć i uwolnić brata Lai. Darin bowiem, jest tym, który prawdopodobnie odgrywa ważną rolę w przewrocie Scholarów. Tylko czy będzie żył, kiedy dotrą na miejsce?

Zapowiada się wiele emocji i zaskakujących wydarzeń. Nie zabraknie też brutalności i śmierci. Ta chyba pojawia co krok, ale najważniejszym i tak jest odpowiedź na pytanie - czy tej dwójce się uda? Jaki będzie finał i czy takowy w ogóle będzie miał miejsce?

Pochodnia w mroku musiała odczekać jeszcze dłużej jak jej starsza siostra. Co nie znaczy, że to czekanie było tylko po to, by otrzymać ciosy krytyki. Wręcz przeciwnie. Obawiałam się bardzo, czy autorka udźwignie sukces pierwszej, jak pociągnie historię, by w dalszym ciągu trzymała czytelnika w swych szponach. I powiem tak, było inaczej, ale nie gorzej. Może już nie poczułam tak mocno atmosfery, ale nie dlatego, że się zmieniła. Ja po prostu już wiedziałam, w jakim klimacie będę musiała się odnaleźć. Mrocznym i brutalnym.

Nasi bohaterowie mają coraz to nowe przeszkody na swojej drodze. Jesteśmy świadkami wielu wydarzeń. Możemy wczuć się w perspektywę wielu postaci. I zrozumieć ich położenie, decyzje. To znaczy, nie musimy się z nimi zgadzać, ale przynajmniej mamy wgląd na to, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. I ten zabieg w książce był dla mnie ogromnym atutem.

Książka wciągnęła mnie po kilku rozdziałach, tutaj jakoś początek poszedł mi dosyć opornie, albo to mój lęk przed rozczarowaniem zadziałał na niekorzyść dla książki. Na szczęście fabuła zaczęła pędzić swoim rytmem i mnie pochłonęła. Żyłam tym wszystkim i wczuwałam się w każdą sytuację. Polubiłam bardzo Eliasa i Laie, oni tworzyli taką osobliwą parę, nie ciągnęło tanim romansem, absolutnie, uczucie, jakim ta dwójka się zaczęła obdarzać, nie przypominała pięknej miłości. Oni sobie musieli zaufać. Chociaż trudna to była droga. Później odnajdywali poszczególne cechy, swojej wyjątkowości. Bo w tym okrutnym świecie, wyjątkowy był każdy, kto miał ludzkie odruchy, nie odwrócił się od potrzebującego.

Mogłabym pisać i pisać, ale nie zrobię tego. Uważam, że każdy, kto zachwycił się Imperium, może śmiało sięgać po Pochodnię. Gdzieś przeczytałam, że ta część jest o wiele słabsza. Nie mogę się z tym zgodzić. Może nie ma aż takich zwrotów akcji, ale tutaj jak wspomniałam wyżej, już czytelnik wie, na jaką formę brutalności się przygotować. Co do fabuły, jest spójna i ciekawa. Bardzo, ale to bardzo zaintrygowało mnie to, co autorka postanowiła przygotować dla Eliasa. Jestem niesamowicie ciekawa kolejnej części. I będę jej wyczekiwała, tak samo, jak było z Pochodnią. Ja Wam polecam.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.

sobota, 12 stycznia 2019

Pejzaż z aniołem

źródło

Seria Malownicze, swego czasu bardzo skradła moje serducho. Zaczęła się tak spokojnie, można powiedzieć zwyczajnie, by później z każdym kolejnym tomem podbijać poziom, aż po prostu uznałam, że jest po prostu genialnie. Chyba najbardziej polubiłam historię Leontyny, ta część była i jest moim faworytem. Teraz przyszła kolej powrotu do starych znajomych, w nieco nowej odsłonie. Jakież było to spotkanie? Czy byłam oczarowana jak poprzedniczkami? O tym już za chwilę napiszę.
 
 


Poznajemy Adriannę, dziewczynę, która uświadomiła sobie, że właśnie zaczął się jeden z najbardziej znienawidzonych miesięcy w roku. I teraz musi zrobić coś, by jakoś przetrwać okres, przez większość lubiany, a przez nią po prostu bolesny i najlepiej by został zapomniany. Grudzień akurat wszedł wraz ze śniegiem, tym pięknym białym puchem, oddający klimat i wprowadzający atmosferę pełnego oczekiwania. Nie we wszystkich jak już wiemy. Ada ma ochotę zakopać się pod kołdrą albo uciec gdzieś na koniec świata.

Stefan od pewnego czasu kłóci się z Panem Bogiem, a dokładniej odgraża się temu na górze. Każdego ranka, gdy otwiera oczy i uświadamia sobie, że oto kolejny dzień przed nim, czuje przeogromną złość i rozżalenie. Odkąd umarła ukochana żona, postanowił umrzeć. Niestety same chęci, a raczej brak motywacji do życia, to za mało. Nie miał myśli samobójczych, On po prostu chciał tak po ludzku odejść za swoją miłością życia. Na co miał być sam w domu? I w tym swoim rozpamiętywaniu, nie zauważył, że ktoś potrzebuje pomocy. I właśnie może ta osoba, przypomni mu czym, jest sens życia.

A Malownicze szykuje się do świąt. Leontyna siedzi w swoim kuferku i zastanawia się nad nowymi dekoracjami, mieszkańcy planują coś nowego na Boże Narodzenie, choinka już stoi w Rynku pięknie przystrojona. Niebawem mają się wydarzyć ważne wydarzenia, które śmiało niektórzy nazwą cudami.
 
 


Muszę się przyznać, że gdy zaczynałam czytać Pejzaż, nie dopatrzyłam, że jest to kolejna część Malowniczego. I byłam niezmiernie zdziwiona, gdy nagle zostałam wrzucona w życie tamtych bohaterów. Nie wiem dlaczego, byłam przekonana, że jest to oddzielna historia Adrianny i Stefana. A tutaj taka niespodzianka.

I z jednej strony, fajnie, bo lubiłam i zżyłam się z tymi wszystkimi ludźmi. Z drugiej jednak strony, chyba to moje nastawianie na odrębną fabułę, zepsuło mi radość. Jakoś nie umiałam się wczuć w Malownicze, tak jak to zawsze bywało podczas zasiadania do czytania. Tutaj z jednej strony mamy wspomnienia z dzieciństwa małej Ady, a za chwilę gdzieś się pokazuje Madeleine ze swoim Michałem i ich codziennością.

Jedyną pociechą to była właśnie postać Leontyny, no jest to dla mnie taka kobieta, która gdzie by nie została podstawiona, zawsze wprowadzi ten niepowtarzalny klimat.

Cała historia Adrianny, jej przerwanego dzieciństwa i zachowania niezbyt zrównoważonej matki, były naprawdę smutne i wywoływały w człowieku wiele emocji. Niestety, mnie całość zburzył wątek z Antonim. Nic na to nie poradzę. I chyba nie przekonało mnie to wszystko. Mimo magii świąt, która przecież miała zadziałać. Ja wiem, że na tym to polegało. Jednak do mnie nie przemówiło. Ogólnie nie jestem fanką wielkich miłości od pierwszego wejrzenia i tej całej chęci zmiany, po spojrzeniu w oczy. I tak, wyjdę na sfrustrowaną i nieszczęśliwą zrzędę, ale w taką miłość nie wierzę, ani w święta, ani bez nich.

Trudno jest mi określić, co tutaj nie poczułam. Ok, wątek miłosny musiał być. Nie będę się go już czepiała. Mnie nie podbił. Chyba najbardziej kibicowałam dwóm starszym panom i ich historia mnie kupiła. Przepadłam z nimi i naprawdę świetnie się to czytało. Szkoda, że to nie zostało połączone z Adą, chyba nad tym ubolewam. No cóż. Widocznie ja się nie znam. Miało połączyć Malownicze, a w moim odczuciu, wszystko jakoś się rozjechało i brakło mi spójności.

Niemniej, z pewnością jako jedyna mam swoje zgrzyty. Ogólnie jest to najsłabsza część Malowniczego, co nie oznacza, że zła. Jest to książka świąteczna, ma złapać za gardło, poruszyć i potem otulić ciepłym kocem. Miało być przewidywalne, piernikowo i te wszystkie warunki zostały spełnione.
 
 
 
 

niedziela, 6 stycznia 2019

Popiełuszko. Biografia

źródło


O księdzu Jerzym Popiełuszce słyszał każdy. Ja pamiętam, że już jako mała dziewczynka, poznałam to nazwisko i jak doszło do jego śmierci. Bo to ona wzbudzała najwięcej emocji. Tylko dlaczego zostało zlecone morderstwo, dlaczego jeden ksiądz tak bardzo przeszkadzał ludziom u władzy? Kim tak naprawdę był z pozoru zwykły ksiądz?

Często wspominałam, że biografie są na końcu z kategorii, po które lubię sięgać, ale są ludzie, na których temat, powinno się wiedzieć nieco więcej. I tym człowiekiem, przynajmniej dla mnie, jest właśnie ksiądz Popiełuszko. Dlatego, gdy zobaczyłam zapowiedź, stwierdziłam, że po prostu muszę przeczytać, a czy tytuł ten zasługuje na miano bestsellera? O tym napiszę w dalszej części tekst



Książka rozpoczyna się wstępem od autorki i, mimo że często odpuszczam sobie te strony, tym razem zdecydowałam się, by sprawdzić, co pani Kindziuk, chce przekazać swoim czytelnikom. I była to bardzo dobra decyzja. Ponieważ te słowa zostały bardzo ładnie napisane, tak, by zachęcić do dalszego czytania książki, ale jest coś jeszcze. Możemy poczuć, jak książka i sama postać, o której została napisana, była ważna dla autorki. I chyba dzięki temu, całość czytać się tak inaczej, nie są to suche fakty, tekst, który trudno przyswoić, trzeba sobie dawkować.

Z początku, gdy zobaczyłam ile jest stron, stwierdziłam, że będę czytała tygodniami. W jakim byłam błędzie. Pióro Pani Mileny Kindziuk jest niesamowite, całość mimo tematyki, porywa do czytania. I chociaż fakty, które zostają odkrywane karta po karcie, sprawiają, że smutek, często żal i nawet złość wzbierają, to chce się czytać dalej i dalej. Objętość przestaje mieć znaczenie. Bo te wszystkie rozdziały, łącznie ze zdjęciami, mają w sobie coś, co nie jest li, tylko informacją. To przeżywanie tragedii od nowa. Zrozumienie tego, co się wydarzył i dlaczego. Co takie zrobił ten młody ksiądz, że musiał zginąć w taki sposób, z rąk tych ludzi?

Poznajemy życie Popiełuszki, jego rodziców, znajomych. Każdy opowiada, jakim był dzieckiem, młodzieńcem. Później księdzem. Ile miał w sobie wiary i chęci niesienia dobrego słowa. Ludzie go kochali, władza bała się i nienawidziła. Jeden człowiek, a jak bardzo potrafił spędzać sen z powiek, tym, którzy chcieli mieć kontrolę nad społeczeństwem.

Popiełuszko bardzo szybko stał się na celowniku. Jego kazania zwracały uwagę służb. Często były stosowane prowokacje jego kierunku. Pisma do kurii, by zaprzestał swojej politycznej działalności w kazaniach. Bo w każdym zdaniu, dopatrywali się agitacji narodu. Czy tak faktycznie było?

Byłam niezmiernie ciekawa tej książki, W jaki sposób porusza wydarzenia, już można powiedzieć, odległe, a jednak mające ogromne znaczenie. Bo w końcu śmierć z pozoru zwykłego księdza, wywarła w kraju ogromne poruszenie i bunt, przeciwko temu, co się działo. Czy ta śmierć musiała się wydarzyć? Jakie były jej następstwa, kto był winny, czy można było zapobiec morderstwu?

Wiele jest tych pytań, na niektóre możemy otrzymać odpowiedzi. Przede wszystkim dowiedzieć się o samym księdzu, jego otoczeniu i tym, z czym musiał się zmierzyć, wykonując swoją posługę kapłana, a trudne to były czasy.

Najbardziej ujął mnie styl autorki, jest taki elegancki, ale bez wyższości, wprowadza czytelnika i od razu ujmuje tak, że nie chce się oderwać od czytania. Jak wspomniałam, biografiami trzeba się interesować, ja w swoim dorobku mam niewiele, ale ta, jest napisana tak fenomenalnie, że będę szczerze polecała. Każdy, kto chociaż przez chwilę zatrzymał się przy historii księdza Jerzego Popiełuszki, powinien zapoznać się z tym tytułem. Na pewno nie będzie rozczarowany. W książce jest mnóstwo zdjęć księdza, ale i różnych ważnych dokumentów, mające znaczenie w sprawie. Uważam, że książka Popiełuszko, zasługuje na uwagę. Ja naprawdę polecam.





Książkę można zakupić w Księgarni Tania Książka

piątek, 28 grudnia 2018

Projektant

źródło

Czy jest osoba, która nie słyszała o Christianie Diorze? No dobrze, może jest. Jednak o marce Dior na pewno. Jednak od kogo się ona wzięła, kim był człowiek, którego nazwisko stało się znane na cały świat? I jak do tego doszedł? Myślę, że większość fanów mody, ale i nie tylko tych, jest ciekawa tego, jak wyglądała droga  do sławy Diora. 
Dlatego gdy ujrzałam ten tytuł, byłam niesamowicie zaintrygowana, Zwłaszcza, że każdy Bestseller wywołuje wiadome uczucia. A jak było tym razem? I Projektant spełnił moje oczekiwania?




Cooper przyjechała z mężem do Paryża, by znaleźć się bliżej wydarzeń związanych z wojną. A raczej już jej schyłkowi, bo jest rok 1944 i Niemcy wycofują swoich ludzi z Francji. Teraz stolica musi podnieść się i przywrócić do stanu sprzed ataku nazistów.

Dla młodej kobiety jest to ogromne doświadczenie. Wraz z mężem chodzą ulicami świeżo wyzwolonego miasta, robią fotografie. Ona odwala kawał roboty za korespondenta, który zamiast zająć się swoją pracą, ciągle upija się do nieprzytomności.

Wiele się dzieje w Paryżu, ale i w życiu naszej bohaterki. Bo po kolejnej odkrytej zdradzie małżeńskiej, kobieta decyduje się na odejście od męża. Może na szczęście liczyć na pomoc, pewnego mężczyzny, u którego wcześniej zamówiła suknię. Miała marzenie, by wrócić do Ameryki z Paryskim ubraniem. I oto, nawet nie śmiała myśleć, że tym, który nie tylko wykona ów strój, ale i okaże się zostać bliskim przyjacielem, będzie nie kto inny jak Christian Dior. Niesamowicie skromny i wrażliwy człowiek.

Nazwisko, obok którego dzisiaj, trudno przejść obojętnie. Wtedy mało znane jakby na uboczu. Powolne podnoszenie się świata mody. I to, co sprawiło, że Dior, stał się tym, za którego strojami oszalały kobiety. A wszystko ukazane z zupełnie innej perspektywy.

Wiele sobie obiecywałam po Projektancie. Nazwisko Dior było mi znane chyba od czasów nastoletnich. Kiedy człowiek na poważnie, zaczął rozprawiać się z modą i swoim wyglądem. Dlatego też, po przeczytaniu opisu, byłam przekonana, że wkroczę w historie o człowieku, który ze zwykłego stał się marką samą w sobie. Jak do tego doszło, jak wyglądała cała ścieżka kariery? Te pytania bardzo we mnie rosły. Zatem co otrzymałam i jakie są moje wrażenia?

Moje odczucia są niesamowicie mieszane. Bo o ile sam początek do pewnego momentu, był ciekawy i wciągał, tak niestety później, zaczęło dziać się coś niedobrego.

Zacznijmy od głównej bohaterki Cooper, z początku rozumiałam jej reakcje, zachowanie i postępowanie. Wiarołomny mąż rozstanie i późniejsza próba stanięcia samodzielnie na nogi i to w dodatku w obcym kraju. To wymagało odwagi i hartu ducha. Także podziw i szacunek.

Niestety później było tylko gorzej. Ja nie oceniam związków i relacji osób tej samej płci. Nie przeszkadza mi to w żaden sposób. Jednak już ta niestałość Cooper w tym, czy woli mężczyzn od pewnej kobiety, zaczęły mnie doprowadzać do szału. Z jednej strony deklarowała swoją orientację tylko w męską stronę. Z drugiej zaś jej irracjonalne zachowanie przy Suzy było wręcz żenujące. I mnie szczerze mówiąc zniesmaczyło.

I chyba ten zbyt spory nacisk na seksualność bohaterki, zaczął mnie męczyć. Ja rozumiem Paryż, miasto miłości. W dosłownym słowa tego znaczeniu, ale mnie interesował Dior, jego życie. A tutaj zostało przyćmione fantazjami dwóch kobiet, Jednej szalejącej z pożądania, drugiej niezdecydowanej.

Nie mam pojęcia jak ocenić tę książkę. Ponieważ nie jest ona zła, absolutnie nie. Niestety moich oczekiwań nie spełniła. Ja nie byłam zainteresowana wiedzą na temat, ekscesów łóżkowych samego Diora, tego, czy wolał mężczyzn. To akurat była zbyt intymna sfera życia. Mnie interesowało jak tworzył, co było jego natchnieniem.





 Książkę można zakupić w Księgarni Tania Książka

https://www.taniaksiazka.pl/Szukaj/q-projektant

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Doskonała Pomyłka



Niektóre książki chociaż wiem, że będą ciekawe i na pewno mi się spodobają, muszą swoje odleżeć na półce. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Po prostu muszą czekać do chwili, kiedy nadejdzie ich pora. Tak też było i tym razem.

Kiedy przeczytałam opis do Doskonałej pomyłki, wiedziałam, że na pewno się nie rozczaruje. A jednak tytuł ten dosyć długo czekał na swoją kolej. No i nareszcie się doczekał. Czy było warto? I moje przeczucie mnie nie pomyliło?

Sophia jest kobietą o bardzo barwnej przeszłości. Jej życie kręci się wokół imprez, alkoholu i romansów z wieloma mężczyznami. Tak wygląda jej wizytówka w nagłówkach gazet i innych miejscach plotkarskich. Jaka jest jednak prawda? I ile w tym wszystkim jest prawdziwej Sophii? Odsuniętej od rodziny, porzuconej przez narzeczonego. Niby posiadającej wszystko, ale i nic? Jedyną przychylną osobą z rodziny, jest babcia. Tylko i do niej, kobiecie jest trudno się odezwać. Po tym, co narozrabiała, czuje okropny wstyd.

Tilly Beaumont, wspomina w swych listach dzieciństwo. Miłość papy, który był dla niej ucieleśnieniem idealnego rodzica. Pięknego domu, służby i niani bliższej, niż własna matka. Jako mała dziewczynka, uwielbiała spędzać czas w towarzystwie ukochanego ojca, wspólne wyjazdy, zakupy. To było coś, co zapisało się w jej pamięci na wiele lat. Niestety później nastały trudne czasy, i to one, sprawiły, że mała dziewczynka, nie wyrosła na zarozumiałą i nieznającą życia dziewczynę. Odebrała ciężką lekcję, po której już nie patrzyła na świat przez pryzmat, drogich prezentów i kolacji w przepychu.

Było jednak coś, co miała zachować na zawsze dla siebie. To wspomnienie najpiękniejsze prezentu, który otrzymała od papy. Idealnego naszyjnika z prawdziwych pereł.

Aiko wiedziała, że z duchami przeszłości nie można walczyć. Jej kochana matka, oddała życie, by ona, mogła mieć lepszą przyszłość. I udało się, chociaż droga do miejsca, w którym się znalazła, usiana była śmiercią i nieszczęściem wielu ludzi. Mimo tego nie złamała się, szła dalej do przodu. I wygrała. Dlaczego teraz, po tylu latach, przeszłość dobija się z takim zapałem?

Tilly umiera, jej ostatnim życzeniem, jest zobaczenie ukochanych pereł, które w niewiadomych okolicznościach zaginęły. W tym celu prosi o pomoc wnuczkę. Sprawa może nie trudna, ale Sophia musi udać się do matki, z którą od wielu lat, nie ma dobrego kontaktu. Czas ucieka, ślad po kosztownościach zaginął, po drodze wyjdzie na światło dzienne mnóstwo rodzinnych sekretów.

Kobiety, których życie złączyło się z powodu pereł. Historia i tajemnice, które były naprawdę poruszające.

"Upadnij siedem razy, ale wstań osiem"

Książka jest napisana naprawdę ciekawie. Losy wielu ludzi, przeplatają się ze sobą, ich historie potrafią zainteresować, zatrzymać i sprawić, że poczujemy to coś, co sprawi, że nie będziemy chcieli oderwać się od czytania.

Każda z ukazanych kobiet, została w pewien sposób skrzywdzona, trzymały ten swój ból głęboko, próbując iść dalej do przodu. Tylko niestety, przeszłość lubi upominać się o swoje. I tak Sophia, dziewczyna stracona w kręgu znajomych i nawet rodziny, nie wiedziała, co jest z nią źle. Dlaczego tak często wszystko rozpadało się niczym domek z kart? Czy była w tym jej wina? Może wpływ zimnego ojca, zawsze strofującego i niezadowolonego, wywarł swój negatywny efekt? Nigdy nie mogła liczyć na wsparcie u matki, ta zawsze była bierna i podporządkowana ojcu.

Historia Tilly to słodko gorzka bajka, o małej dziewczynce, wysoko urodzonej. Do pewnego czasu niczego jej nie brakowało. Wspomnienia tych beztroskich czasów, czyta się jako, coś idyllicznego. I chociaż daleko było do ideału, to jednak pewna magia gdzieś tam była. Ukochany ojciec, chłodna matka, nieinteresująca się córeczką, dla której ta najważniejsza kobieta, została zastąpiona przez nianię.

Była jeszcze Aiko, i to chyba jej historia, a dokładniej jej rodziny, zainteresowała mnie najbardziej. Matka i babka były amami. Kobietami nurkującymi w wodzie, w celu wyławiania małż lub uchowców. Czasami zdarzały się inne wyjątkowe znaleziska. Praca ta była przeznaczona tylko dla kobiet, to one potrafiły dzięki większej tkance tłuszczowej przebywać najdłużej pod wodą. Sztuki tej uczono się już od najmłodszych lat, pod okiem najstarszych i doświadczonych am. 
Tego, w jaki sposób odmieniło się życie Aiko, jak do tego doszło, czytałam z największym zainteresowaniem. Jakoś tak mam, że historia Japonii od zawsze, bardzo mnie interesowała, zwłaszcza ta z odległej przeszłości.

W życiu wymienionych kobiet, ale i jeszcze wielu innych, ważną rolę odegra naszyjnik z pereł. Tajemnica ich kryje ze sobą mnóstwo wydarzeń. A odkrywanie ich, skrawek po skrawku, zapewnia czytelnikowi, niesamowite wrażenia. Mnie się naprawdę podobało. Może miałam maleńki niedosyt do zakończenia, ale nie będę się czepiała. Ponieważ całość, jest napisana, naprawdę bardzo dobrze. Warto pochylić się nad tym tytułem. Szczerze polecam!

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.

środa, 12 grudnia 2018

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było

źródło


Przywódca wielkiej Rosji jest znany każdemu. Wywołuje on wiele emocji, od podziwu po nienawiść. Jego kamienna twarz, uśmiech niewyrażający emocji, które powinno się spodziewać. Taki wizerunek wykreował sobie Władimir Putin. Jaki jest naprawdę? Czy rzeczywiście uważany jest za wspaniałego Ojca Narodu? Świetny strateg, jego wywiady mówią wiele, ale nie wyjaśniają zbyt dużo. Jakby to powiedzieć dużo słów, mniej treści. Ignorancja czy zaplanowana taktyka.

Gdy na Ukrainie trwała walka o Krym, Arleta Bojke udała się w to miejsce, by sprawdzić nastawienie okolicznej społeczności, ale również i samych Rosjan. Jak tam, w centrum wielkiej walki, mówiono o próbie zagrabienia tego kawałka ziemi?

W swoim wywiadzie, którego nie było, dziennikarka opisuje sytuację panującą na terenie występujących zamieszek. Gdzie wojsko Rosyjskie wjechało na ziemię Ukrainy, a dokładnie Krymu. Co najciekawsze, mieszkańcy zapytani, jakie jest ich stanowisko, twierdzili, że cieszą się z obecności żołnierzy rosyjskich. Dlaczego? W końcu świat wrzał, o najeździe, o próbie wydarcia siłą tego jakże ważnego miejsca. O co zatem chodziło?

Jak się okazuje, w regionie niezgody, ludzie są podzieleni, czują się bardziej przynależni do Rosji i władzy Putina, niż tej, pod której władzą aktualnie się znajdują. Twierdzą, że ich zdaniem, powinni zostać rozłączeni od granicy z Ukrainą. Bo nie chcą być po części europejskiej. Tak naprawdę nie wiadomo co nimi kieruje. Mają swoje przekonania, wierzą w lepsze życie pod flagą rosyjską?

Oczywiście są i przeciwnicy, tłumaczący, że rozłam wcale nie wyjdzie na dobre. Bo bieda może ich spotkać wszędzie. Jednak tych jest niewielu albo są przyćmieni przez grupę tych pierwszych.

Dziennikarka ciekawie zwraca uwagę, na formę wypowiedzi Putina. I jeśli faktycznie wsłuchać się w jego wywiady, żadne zdanie nie brzmi potwierdzająco czy zaprzeczającą. On po prostu rzuca w przestrzeń słowa, które można interpretować na wiele sposobów. Nie grozi, nie straszy wojnami, informuje, co może się wydarzyć, jeśli... Tak naprawdę nie wiemy, ile jest prawdy w tym, co mówi.

Arleta Bojke zadaje pytania Władimirowi Putinowi, oczywiście nie otrzymuje na żadne odpowiedzi. Jak wiemy, na konferencje z prezydentem bardzo trudno się dostać. W końcu tak wielki człowiek, sam decyduje komu, poświęci swój cenny czas. Wiadome jest również, że możliwość otrzymują tylko ci, którzy nie zadadzą niewygodnych pytań.

Dociekliwi zwrócą uwagę, na jaką postawę obrał sobie Putin. To taki car XXI wieku jest groźny, trzyma surową ręką ludzi, ale oni i tak go kochają. Dlaczego, w jaki sposób to osiągnął? Metoda jest bardzo prosta i wcale nie wymagająca poświęceń. Władca wsłuchuje się w głos swoich poddanych, od czasu do czasu rozwiązując ich problemy, mniej lub bardziej spektakularnie. Taka manipulacja okazuje się bardzo dobra i praktyczna. Jest kochany i szanowany. Ludzie poszliby za nim w ogień, propaganda działa wyśmienicie.

Podczas czytania książki odnosi się wiele skrajnych uczuć. Z jednej strony Rosja przeraża. Bo jest w niej wielowiekowy ucisk i traktowanie zwykłych ludzi, jako gorszy sort. Jest ogromny rozstrzał między biedotą a zamożnymi mieszkańcami. Z jednej strony złoto, z drugiej domy przypominające baraki. Jak to możliwe, by miłość do władcy była największa, właśnie ze strony tych z najgorszym statusem społecznym?

Jest też druga strona, pięknej i klimatycznej Rosji, która ma swoje ciekawe tradycje oraz ludzi zżytych i tworzących niepowtarzalną atmosferę. Oni mimo wszystko są gościnni i niezwykle przyjaźnie nastawieni.

Książka jest napisana bardzo ciekawie, niezwykle lekko i wciągająca. Myślę, że każdy zainteresowany tematem, może śmiało po nią sięgnąć. Polecam.
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKA

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Pierwsze słowa. Bajki dla najmłodszych



Kochani, dzisiaj przychodzę z propozycjami ślicznych bajek, dla najmłodszych. Kiedy je tylko zobaczyłam, byłam nimi wręcz oczarowana. Książeczki są skierowane do grupy dzieciaczków, które jeszcze nie czytają, a co za tym idzie, swoją naukę zaczynają od rozpoznawania obrazków. I te trzy konkretne Pojazdy, W domu i Na wsi  będą cudownym rozpoczęciem przygody z książkami. Co najważniejsze, zostały solidnie i pięknie wydane. Sami zobaczcie. 





Książeczki zawierają obrazki, które kojarzone są z tytułem. Na wsi — przedstawia zwierzątka, które możemy poznać, odwiedzając zagródkę rolnika. Chociaż z tymi osiołkami troszkę bym dyskutowała. Atutem bajki, są ruchome strony, którymi dziecko może się pobawić, przy ułożeniu paluszka w otworze, przesunie się ukryta dodatkowa strona. Myślę, że jest to bardzo miła niespodzianka dla malucha.



Kolejna propozycja jest skierowana do chłopców — chociaż jak pamiętam, ja bardzo lubiłam samochodziki i wszystko, co z nimi było związane. Zbierałam nawet obrazki przedstawiające wybrane modele. Dlatego nie będę sugerowała, że ten tytuł, jest li tylko dla młodych kawalerów. Może i znajdzie się chętna dziewczynka. Ja szczerze ze swojej strony polecam. Jednym i drugim.



Ostatnia bajeczka ukazuje nam przedmioty i wnętrze domu. Czyli dziecko może w łatwy sposób, nauczyć się zapamiętywać, poprzez zabawę najczęściej widzianych przedmiotów. Oczywiście nie zabraknie stron z ruchomymi kartami, które na pewno dostarczą sporo radości. Bo nie ukrywam, mnie też one miło zaskoczyły. A z dzieciństwa pamiętam, że miałam chyba trzy bajki z ruchomymi fragmentami, które po prostu mnie oczarowały i nie potrafiłam się rozstawać z tymi bajkami.

Myślę, że każda z trzech bajeczek, będzie z radością przyjęta u dzieci. A czas spędzony podczas zapoznawania się z wnętrzem, na pewno przyniesie uśmiechy na twarzy najmłodszych, ale i rodziców. Szczerze polecam. Również jako prezent.


Książeczki otrzymałam od wydawnictwa Egmont.

czwartek, 6 grudnia 2018

Nowe przygody Kubusia Puchatka




Powiedzcie, że lubicie albo lubiliście Kubusia? Ja może nie byłam wielką fanką niedźwiadka, ale za to kochałam szczerze Prosiaczka i czułam sympatię do zamyślonego i nieco nostalgicznego Kłapouchego.
 
Dlatego, kiedy okazało się, że zostały wydane Nowe przygody Kubusia, nawet nie musiałam się zastanawiać. Z wielką przyjemnością powróciłam do Stumilowego lasu, wesołej ekipy zwierzątek, które potrafią rozbawić i pokazać świat z niego innej perspektywy.
 
 

Tym razem spotykamy naszych starych znajomych w bardzo ważnej chwili. Krzyś szykuje się do występu, będzie miał ważne zadanie zabić smoka. Dlatego potrzebuje czasu, by nauczyć się swojej roli. Prosi Kubusia, by do odwołania nikt mu nie przeszkadzał. Gdy już będzie mógł, sam się odezwie do swoich przyjaciół.

Niestety z całej rozmowy, najważniejsze co zapamiętał Kubuś, to były smoki i to, że niebawem ich zaatakują. Pełen niepokoju wyrusza do swoich kompanów, by przedyskutować sprawę. Jak się bronić, czyli gdzie się schować i co zrobić, jeśli już dojdzie do spotkania z potencjalnym zagrożeniem.

Między czasie Kłapouchy znajduje coś, owo znalezisko wydaje się osiołkowi bardzo ciekawe i godne uwagi. Niestety nie potrafi określić, czym ono jest. Najpierw postanawia siedzieć i tego pilnować, by nikt niepowołany nie zabrał, jego zdobyczy. W końcu był pierwszy. Rozmyśla, kogo mógłby się poradzić w sprawie swojego skarbu. Dodatkowo sprawę utrudnia jeszcze jedna rzecz, potrzebna jest pomoc, by wydostać to coś. Sam nie poradził sobie, najlepszy byłby zając ze swoimi zwinnymi łapkami. Jednak jak wiadomo, lubi on przywłaszczać sobie wszystkie zasługi. I podczas tych jakże trudnych rozmyślaniach, natyka się na Kłapouchego nie kto inny, jak strapiony Kubuś.

Strach spadł na stumilowy las oraz jego mieszkańców. Co się stanie, gdy groźna postać zaatakuje, czy można się jakoś ustrzec? I kiedy w końcu powróci Krzysiu? Jakie jeszcze przygody, czekają na naszych małych bohaterów?
 
 
 

Cisze się, że mogłam ponownie wrócić do czasów, gdzie postacie tej znanej bajki, tak bardzo lubiane, sprawiły mi tyle radości. Dodatkowo książeczka jest pięknie wydana i zilustrowana. Chyba dawno nie widziałam tak ładnie wykonanej wersji Kubusia Puchatka.

Nie potrafiłam się jej oprzeć, a w końcu nie należę już do grupy odbiorców, do której została skierowana. Z drugiej jednak strony, każdy, kto w dzieciństwie polubił niedźwiadka, prosiaczka i resztę zwierzątek, darzy ich, chociaż maleńkim sentymentem. I choćby właśnie dlatego, dobrze mieć na półce egzemplarz tej książki.

Dodatkowym plusem, tutaj mam na myśli młodszych czytelników. Jest czcionka. Taka dosyć spora, nie olbrzymia, ale też nie drobna, by męczyła oczy. Przyjemnie się czyta i nie sprawia wrażenia, że tego druku jest gęsto. 
Kolejna sprawa, wspomniane wcześniej obrazki. Piękne i kolorowe. Ja uwielbiam bogate w barwy ilustracje. Naprawdę. I chociaż moja stara Chatka Puchatka, jest opatrzona czarną kreską obrazków, nie powiem, by nie miała klimatu. To pamiętam, że jako dziecko, brakowało mi kolorów.

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać, by oddać moją radość z posiadania tej książki i tego, jak bardzo chcę Was do niej namówić. Ona jest po prostu piękna. W sam raz na prezent, ale i bez okazji. Szczerze i od serca polecam.
 
 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak emotikon.

środa, 5 grudnia 2018

Najnudniejsza książka świata




W zasadzie staram się nie chwytać, każdej książki, która ma jakieś zadania do wykonania dla czytelnika. Owszem, z początku byłam ciekawa pozycji zmuszających do wykonywania poleceń. Było w nich coś odmiennego i jakby odmładzającego, bo nie kolorowanka, a coś, co zajmie nasze mózgi na dłużej. No i nagle pojawia się ona. I od razu wskakuje na listy Bestsellerów.  W dodatku z tytułem, który powinien odstraszyć. A efekt jest odwrotny. Wszyscy chcą sprawdzić, czy rzeczywiście jest nudna, uśpi nas podczas śledzenia tekstu? W czym tkwi fenomen? Postanowiłam sprawdzić. I za chwilę opowiem Wam o moich wrażeniach. 


Nie będę ukrywała, że byłam niesamowicie ciekawa tej tytułowej nudy. Dlatego, gdy tylko książka zawitała w moje progi, postanowiłam od razu zabrać się za czytanie. Wybrałam porę wieczorną, by jak to miała w zamiarze, sprawdzić, czy rzeczywiście zostanę uśpiona.

I no przyznam szczerzę, że takiej nudy jak żyje, jeszcze nie spotkałam. Co najciekawsze, niektóre wiadomości, sprawiają wrażenie naprawdę interesujących, a jednak zostały tak ukazane, że podczas czytania, chce się powiedzieć samemu sobie — ok, już mi wystarczy, więcej nie muszę wiedzieć. Ja tak miałam.

Zabaw w policzenie owieczek, czy kotków albo odnalezieniu różnicy w chyba pszczołach, nie będę zaliczała do specjalnie odkrywczych w tajnikach usypiaczy. Jednak już ważenie czy mierzenie wielkości kropli wody, sprawiło, że poczułam się zaintrygowana. Tylko na jedną chwilę, czy też kroplę. Podobnie jak z informacjami dotyczącymi gdzie i jak długie są kanalizacje. Wszystko można by uznać za fajne wiadomości. Jednak przeskoki między kategoriami i sposób ich podawania naprawdę sprawiły, że oczy same się zamykały.


W książce możemy też pobawić się w identyfikacje kaczuszek, sprawdzić ile jest gatunków i czym się od siebie różnią. Podobnie jest szyszkami bodajże sosny. Ach i jeszcze, jakie są gatunki dębów i gdzie można spotkać przedstawione odmiany.

Wiecie, co jest najciekawsze? W książce znalazło się mnóstwo informacji, które naprawdę do niczego się nam nie przydadzą. Jeśli zapamiętamy super, jednak nic się nie wydarzy, jeśli zapomnimy, ile jest rodzajów ściegów czy też ile wynoszą najdłuższe kanalizacje.

Teraz pozostaje pytanie, czy książka spełniła moje oczekiwana i jakie wzbudziła we mnie emocje. I szczerze powiedziawszy mam mieszane uczucia. Bo owszem, to jest najnudniejsza książka, jaką czytałam i faktycznie potrafi znużyć, a nawet przyczynić się do wcześniejszego zaśnięcia. Co też ma w zamiarze i spełnia to zadanie bardzo dobrze.
Z drugiej strony, nie wiem, czy jest potrzebna do życia. Nie umiem polecić i namówić do zaopatrzenia się w ten tytuł. Jednak jeśli jesteście ciekawi, czujecie, że czegoś takie wam potrzeba, to Najnudniejsza książka na świecie będzie jak znalazł. Kto wie? Może ktoś odnajdzie różnice u pszczół albo wykorzysta niektóre wiadomości?




Książkę można zamówić w Księgarni Tania Książka


wtorek, 4 grudnia 2018

Boso ale w ostrogach


Do przeczytania książek Stanisława Grzesiuka, nakłoniła mnie książka Grzesiuk. Król życia, którą wcześniej miałam przyjemność czytać. Były w niej fragmenty tego tytułu, jak i dwóch pozostałych. Sama historia tegoż człowieka wydała się na tyle interesująca, że postanowiłam nadrobić zaległości. I poznać historię tego, który nie bał się życia. Tylko stawał z nim w szranki, nieważne były szanse. Honor był na pierwszym miejscu.

Kim zatem był Grzesiuk, gdzie się wychowywał, jak wspominał swoje lata dzieciństwa i wczesnej młodości? Jak wyglądała ukochana Warszawa, zanim zniszczyła wojenna pożoga? W podróż do przeszłości wybrałam się podczas czytania Boso, ale w ostrogach.

Grzesiuk był człowiek o mocnym charakterze, co często dowodzi w swoich opowieściach, jeszcze z czasów, gdy jako podlotek próbował radzić sobie w życiu. Jego rodzina była po prostu uboga. Ojciec pracował w fabryce, matka zajmowała się domem. Mieszkali, delikatnie mówiąc skromnie. Jednak młody Stanisław nie bał się ryzyka. Potrafił sprzeciwić się starszym i silniejszym, jeśli gra była warta świeczki. Wraz z kolegami z dzielnicy kombinowali ile mogli, by zarobić po parę groszy na własne potrzeby, często by po prostu oddać matce. Najważniejsza była przygoda i niesiedzenie w domu. Tego już jako chłopiec nie znosił. Podobne nastawienie zresztą miał do szkoły. Buntował się na każdym kroku.

Później już jako młody chłopak, doszedł do wniosku, że jakieś wykształcenie jest mu jednak potrzebne. Musiał iść do pracy, by go przyjęli do zakładu, potrzebne były dokumenty. Różnie bywało w nauce. Sporo potrafił nawywijać. W końcu był to niespokojny duch. A jak sam wspominał, sam nigdy nie szukał zwady, jednak zaczepiony nie pozostał dłużny. I tak przeszedł przebojem przez etap szkoły. Wiele bójek zostało wywołanych, kłótni i zatargów z nauczycielami. Bo przecież poniżanie było najgorsze, co mogło go spotkać. Na to nigdy i nikomu nie pozwolił.

Jego relacje z ojcem były dosyć specyficzne. O ile darzył go szacunkiem, bo po prostu tak było wpojone, to nie można powiedzieć, by mieli jakieś specjalnie bliskie relacje. W ich domu było trudno. Nie było awantur, jednak coś sprawiało, że przebywanie w izbie, doprowadzało go do głupich pomysłów. Których i tak nigdy nie brakowało. Robienie żartów sąsiadom czy wrogom. Tak wyglądał zwykły dzień. Zawsze, ale to zawsze działy się przeróżne wybryki.

Jednak to, co cechowało i bije z każdego słowa Stanisława Grzesiuka, zaraz po porywczym charakterze, było jego pozytywne nastawienie do świata. Z niemalże każdej sytuacji potrafił wyciągnąć coś dobrego. Czy nawet naukę, jeśli sprawy obrały taki kierunek? I chociaż jego życie było naprawdę trudne, nie można stwierdzić, by było smutne i przepełnione rozgoryczeniem czy żalem do świata, że jest w tym miejscu, a nie innym. Parł do przodu mimo przeciwieństw rzucanych pod nogi. Był człowiekiem, którego jeśli wyrzuci się drzwiami, wróci oknem. I tak w kółko. Nie ustąpił tylko dlatego, że ktoś mu czegoś zakazał.
 
W książce jest mnóstwo wesołych wspomnień, opowieści o trudnym starcie, ale nie bez nadziei na lepsze jutro. O ogromnej chęci osiągnięcia czegoś lepszego mimo wszystko. I naprawdę podczas czytania, czuje się ten jego optymizm.

Stanisław Grzesiuk miał ostry charakterek. Nie znosił kapowania, nie było nic gorszego w jego mniemaniu od kapusia. I takimi ludźmi szczerze gardził, nie obawiał się pokazać, jak kończą ludzie bez honoru. Przez co jesteśmy świadkami wielu naprawdę poważnych bójek, które nie kończyły się tylko na poobijanej twarzy. Chłopaki z Czerniakowa i Wójtówki nie czuli strachu przed niczym. Jak trzeba było iść na zadrę, nie cofnęli przez strach.

Wiele emocji wywołują wspomnienia z wyjazdów na obozy wojskowe. Możemy w nich przeczytać o wesołych, ale również bardzo poruszających wydarzeniach. Gdzie nawet takiemu wesołkowi, ściskało gardło. I można było ujrzeć, jak wielki był kontrast między Warszawą a odległymi zakątkami kraju. Gdzie mimo biedy w stolicy, mieli i tak więcej niż ci, których spotkał podczas urlopu".

Niesamowite było, jak Oni się ze sobą trzymali, jeden drugiemu pomógł tym, co miał. I grupa stała murem za swoim, choćby nie wiadomo co się miało wydarzyć. Myślę, że teraz niewiele jest tak mocnych przyjaźni, dla których nastawi się karku. A nawet własne życie. Bo chłopaki tak właśnie robili. Nie zważali na konsekwencje.

Ostatnie rozdziały książki opowiadają o wczesnych dnia wybuchu wojny, tego, jakie nadeszły zmiany w Warszawie i okolicznych województwach. Na początku nie było aż takiej agresji. Niemcy poruszali się dosyć niepewnie i mniej zdecydowanie niż później. Dlatego mieszkańcy mogli na lewo radzić sobie utrudnieniami po zamknięciu zakładów pracy. Nie każdy chciał pracować pod władzą okupanta.

Następne miesiące miały się okazać mniej łaskawe, chociaż i tak Grzesiuk miał sporo szczęścia, jeśli można to tak nazwać. Radził sobie dobrze, unikał i przechytrzał Niemców. Oczywiście do czasu. Jak skończyła się dla niego ucieczka, większość wie.

Myślę, że tutaj nie ma sensu polecać. Te książki po prostu powinny zostać przeczytanie. Cieszę się, że do mnie trafiły i mogłam na kartach stron uczestniczyć we wspomnieniach życia tego człowieka.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKA.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...