No dobrze, możemy odhaczyć majówkę. Czyli wszystko co dobre i piękne zawsze się kończy. A co za tym idzie moja radość i beztroska. I nie, wcale nie mówię o smutnym powrocie do pracy. Mimo, że z pracą będzie związane, ale tylko po części.
Bo właśnie jadąc sobie do pracy tego deszczowego dnia, gdy już piękna pogoda była wspomnieniem, myślałam sobie by zwolnić i jednak uważać, bo wiadomo. Ludzie jeszcze nie umieją się przestawić z ładnej na brzydko - bo przecież widzieć nie jest jednoznaczne z byciem świadomym, że pada. I tak sobie stałam rozmyślając, przy remontowanym kawałku ulicy, puszczając autobus gdy usłyszałam huk, a później szarpnięcie. A może jedno i drugie było razem. W każdym razie na pewno poczułam ból.
Tak się niefortunnie złożyło, że człowiek jadący za mną, zagapił się i nie zauważył, że moje auto się nie porusza, tylko stoi, więc no wjechał mi w dupę. Mocno. Niemniej wyskoczyłam z tego mojego pojazdu, bo jednak uderzenie w głowę o zagłówek mimo, że nieprzyjemne zadziałało mocno pobudzająco. I myślę idę sprawdzić co się stało. Bo rejestrowanie było lekko zaburzone. No i patrzę, auto za mną jakoś dziwnie daleko od mojego - w filmach to one są wbite w te samochody, a tamto było dalej. Ale moja dupcia troszkę zmieniła kształt, co nie bardzo mi się spodobało. Człowiek od samochodu uderzającego był w szoku, ja chyba też. Więc zapobiegawczo zadzwoniłam do brata zapytać co mam robić :)))).
Nie będę opisywała wszystkiego bo niespecjalnie mam ochotę. W każdym razie skończyło się na szpitalu, siedzę na zwolnieniu i myślę, że jakoś ostatnio dziwnie to wszystko u mnie wygląda. Teraz czekają mnie pielgrzymki po ortopedach, neurologach, ubezpieczalniach i całej reszcie... Dlatego jestem tutaj więcej, bo jakoś muszę się uspokajać i mieć oderwanie od rzeczywistości.
Ale, ale nie przyszłam tylko narzekać. Skoro o wszystkim i o niczym. To wam pokażę parę moich umilaczy. Ostatnio moja mama złapała fazę na anioły! znaczy figurki, ale nie takie boziowate, ale naprawdę spoko wyglądają. No i zerkałam sobie na te anioły. I słuchajcie. Dopadłam! Dla siebie. CZARNEGO ANIOŁA no coś pięknego. Czarny anioł jak moje czarne serce - co do duszy jeszcze nie stwierdziłam czy posiadam, ale jeśli tak, to na bank też jest czarna.
Mogłaby mieć twarz troszkę bardziej upiorną, ale trudno. Ważne, że odzienie jest czarne. Jest piękna. Nie zwracam uwagi na krytykę, także no.
Kolejna ozdoba - tutaj rzekłam mamusi - o zobacz, jakie piękne te kotki! :D :D co zrobiła mamusia?
Po prostu uwielbiam te ozdobę i ciągle się nią zachwycam. Jest idealna w każdym calu. Więc wdzięcznam mamusi, że mi kupiła. W ogóle muszę bardzo mocno uważać co mówię przy mamie, bo jak tylko usłyszy, że coś mi się podoba od razu mi kupuje. Bez mówienia też mi ciągle coś kupuje...;))
Czuję się trochę jak małe dziecko, ale nie narzekam.
A i teraz totalnie inna tematyka, ale może komuś się przyda czy coś. - must have do paszczy. Mam paskudną skórę, nie wybacza błędów. Żadnych. I kiedy właśnie popełnię błąd, tylko kremy z tej serii ratują mi wygląd.
Jeszcze mam z tej linii Bielenda Hydro Lipidium SPF50 jest spoko. Ta trójca jest po prostu mega. Naprawdę ratuje skórę odwodnioną i nie ma żadnego zapachu - nie lubię zapachowych kremów. Kupiłam znanej dobrej marki i umieram po aplikacji, bo śmierdzi zgniłym sianem. Tutaj jest wszystko na tak. Konsystencja, wchłanianie i przede wszystkim efekt. Mój dziób w końcu zaczyna wyglądać przyzwoicie bo ostatnio przykro mi było patrzeć w lustro.
W ogóle cena tych kremów to bajka - kupuję zazwyczaj za mniej niż 20 zł bo one ciągle są na promocji. Cena śmieszna. Mam o wiele droższe produkty - ze słynnym estee lauder, który miał robić efekt wow, a jest nijak. Także mnie już wielkie marki nie złapią. Serio jeśli macie skrajnie wysuszoną skórę i w dodatku kapryśną jak moja, to te kremy nie zrobią krzywdy, a na pewno ładnie nawilżą. Tylko oczywiście nie od razu. Znaczy od razu poczujecie ulgę, ale żeby zobaczyć to czas..
To teraz kolejny przeskok - nie wiem, czy będzie to polecanka, czy co, ale pokaże Wam i sami sobie zdecydujecie:)

Jest to Młyn Wielisław w Sędziszowej. Restauracja i chyba można nocować. Z tego co czytałam. Ale właśnie. Moje nastawienie do tego miejsca jest mocno mieszane ponieważ, jedno jest zamieszczone w internecie, a drugie w rzeczywistości. Mój R napalił się, żeby pojechać bo tam mają jedzenie z gęsiny. Ja tam gęsiny nigdy nie jadłam, ale myślę spoko, sprawdzę co mają jeszcze. No i w internecie patrzę, poza ptakiem, jest też zupa rybna. A mnie się chciało ryby w zupie. Szczęśliwa myślę to zjem te zupkę, potem może jeszcze zamówię coś, co miało być, ale jednak się okazało, że nie było. I słuchajcie, moje rozczarowanie po otwarciu karty było tak potężne, że nie byłam wstanie podnieść głowy i patrzeć na tę niezbyt miłą panią zbierającą zamówienia. Pani lekko nieudolnie próbowała mnie na coś namówić. Jednak wiecie jak to jest? Jedziecie, macie na coś ochotę i tego nie ma. W końcu wzięłam pierogi. Z gęsiną.
Wyglądały tak
Powiem tak. Te pierogi są naprawdę smaczne! Tak delikatnego ciasta na pierogi to ja w życiu nie jadłam. Farszu po samiutkie brzegi, smaczny. To był mój pierwszy raz z gęsiną, nie powiem bym poczuła miłość, ale nie czułam smutku z jedzenia;)
To coś w środku było całkiem spoko - taki niby dżem/ konfitura. Cena 54 zł. Dużo mało? Nie wiem. pewnie ptak nie tani, to i pierogi muszą kosztować. .
Pierogi nie mogły otrzeć mojego smutku, więc musiałam pocieszyć się czymś słodkim. Padło na sernik.
Sernik był również smaczny, ten kawałek wygląda na niepozorny, ale dosyć wysoki jak dla mnie wystarczający. No tutaj nie mam się do czego przyczepić. Jedzonko było naprawdę smaczne.
Tylko właśnie - karta dań, co innego jest w internecie, co innego okazuje się na miejscu. Mam wrażenie, że połowa została wyrzucona. Ta połowa, która mnie interesowała. Kolejna sprawa - panie pracujące. Jejku, ja zdaje sobie sprawę, że no nie jest to łatwa praca, ale jak się przyglądałam nastawieniu do klientów i sposobu wypowiadania komunikatów... no pani słusznie zrobiła, że nie próbowała być taka do mnie...
Tak więc, nie wiem, czy moje stanowisko jest polecające. Bo jedzenie dobre, ale było to na zasadzie - zjedliśmy i idziemy bo czujemy się jak intruzi. A czasem miło sobie chwilę posiedzieć. Tak po prostu.