maja 17, 2026

maja 17, 2026

Majowe o wszystkim i o niczym

Majowe o wszystkim i o niczym

 


No dobrze, możemy odhaczyć majówkę. Czyli wszystko co dobre i piękne zawsze się kończy. A co za tym idzie moja radość i beztroska. I nie, wcale nie mówię o smutnym powrocie do pracy. Mimo, że z pracą będzie związane, ale tylko po części. 

Bo właśnie jadąc sobie do pracy tego deszczowego dnia, gdy już piękna pogoda była wspomnieniem, myślałam sobie by zwolnić i jednak uważać, bo wiadomo. Ludzie jeszcze nie umieją się przestawić z ładnej na brzydko - bo przecież widzieć nie jest jednoznaczne z byciem świadomym, że pada. I tak sobie stałam rozmyślając, przy remontowanym kawałku ulicy, puszczając autobus gdy usłyszałam huk, a później szarpnięcie. A może jedno i drugie było razem. W każdym razie na pewno poczułam ból. 

Tak się niefortunnie złożyło, że człowiek jadący za mną, zagapił się i nie zauważył, że moje auto się nie porusza, tylko stoi, więc no wjechał mi w dupę. Mocno. Niemniej wyskoczyłam z tego mojego pojazdu, bo jednak uderzenie w głowę o zagłówek mimo, że nieprzyjemne zadziałało mocno pobudzająco.            I myślę idę sprawdzić co się stało. Bo rejestrowanie  było lekko zaburzone. No  i patrzę, auto za mną jakoś dziwnie daleko od mojego - w filmach to one są wbite w te samochody, a tamto było dalej. Ale moja dupcia troszkę zmieniła kształt, co nie bardzo mi się spodobało. Człowiek od samochodu uderzającego był w szoku, ja chyba też. Więc zapobiegawczo zadzwoniłam do brata zapytać co mam robić :)))). 

Nie będę opisywała wszystkiego bo niespecjalnie mam ochotę. W każdym razie skończyło się na szpitalu, siedzę na zwolnieniu i myślę, że jakoś ostatnio dziwnie to wszystko u mnie wygląda. Teraz czekają mnie pielgrzymki po ortopedach, neurologach, ubezpieczalniach i całej reszcie... Dlatego jestem tutaj więcej, bo jakoś muszę się uspokajać i mieć oderwanie od rzeczywistości. 

Ale, ale nie przyszłam tylko narzekać. Skoro o wszystkim i o niczym. To wam pokażę parę moich umilaczy. Ostatnio moja mama złapała fazę na anioły! znaczy figurki, ale nie takie boziowate, ale naprawdę spoko wyglądają. No i zerkałam sobie na te anioły. I słuchajcie. Dopadłam! Dla siebie. CZARNEGO ANIOŁA  no coś pięknego. Czarny anioł jak moje czarne serce - co do duszy jeszcze nie stwierdziłam czy posiadam, ale jeśli tak, to na bank też jest czarna. 


Mogłaby mieć twarz troszkę bardziej upiorną, ale trudno. Ważne, że odzienie jest czarne. Jest piękna. Nie zwracam uwagi na krytykę, także no. 

Kolejna ozdoba - tutaj rzekłam mamusi - o zobacz, jakie piękne te kotki! :D :D co zrobiła mamusia? 



Po prostu uwielbiam te ozdobę i ciągle się nią zachwycam. Jest idealna w każdym calu. Więc wdzięcznam mamusi, że mi kupiła. W ogóle muszę bardzo mocno uważać co mówię przy mamie, bo jak tylko usłyszy, że coś mi się podoba od razu mi kupuje. Bez mówienia też mi ciągle coś kupuje...;))
Czuję się trochę jak małe dziecko, ale nie narzekam. 

A i teraz totalnie inna tematyka, ale może komuś się przyda czy coś. - must have do paszczy. Mam paskudną skórę, nie wybacza błędów. Żadnych. I kiedy właśnie popełnię błąd, tylko kremy z tej serii ratują mi wygląd. 


Jeszcze mam z tej linii  Bielenda Hydro Lipidium SPF50 jest spoko. Ta trójca jest po prostu mega. Naprawdę ratuje skórę odwodnioną i nie ma żadnego zapachu - nie lubię zapachowych kremów. Kupiłam znanej dobrej marki i umieram po aplikacji, bo śmierdzi zgniłym sianem. Tutaj jest wszystko na tak. Konsystencja, wchłanianie i przede wszystkim efekt. Mój dziób w końcu zaczyna wyglądać przyzwoicie bo ostatnio przykro mi było patrzeć w lustro. 
W ogóle cena tych kremów to bajka - kupuję zazwyczaj za mniej niż 20 zł bo one ciągle są na promocji. Cena śmieszna. Mam o wiele droższe produkty - ze słynnym estee lauder, który miał robić efekt wow, a jest nijak. Także mnie już wielkie marki nie złapią. Serio jeśli macie skrajnie wysuszoną skórę i w dodatku kapryśną jak moja, to te kremy nie zrobią krzywdy, a na pewno ładnie nawilżą. Tylko oczywiście nie od razu. Znaczy od razu poczujecie ulgę, ale żeby zobaczyć to czas..


To teraz kolejny przeskok - nie wiem, czy będzie to polecanka, czy co, ale pokaże Wam i sami sobie zdecydujecie:) 



  Jest to Młyn Wielisław w Sędziszowej.  Restauracja i chyba można nocować. Z tego co czytałam. Ale właśnie. Moje nastawienie do tego miejsca jest mocno mieszane ponieważ, jedno jest zamieszczone w internecie, a drugie w rzeczywistości. Mój R napalił się, żeby pojechać bo tam mają jedzenie z gęsiny. Ja tam gęsiny nigdy nie jadłam, ale myślę spoko, sprawdzę co mają jeszcze. No i w internecie patrzę, poza ptakiem, jest też zupa rybna. A mnie się chciało ryby w zupie. Szczęśliwa myślę to zjem te zupkę, potem może jeszcze zamówię coś, co miało być, ale jednak się okazało, że nie było. I słuchajcie, moje rozczarowanie po otwarciu karty było tak potężne, że nie byłam wstanie podnieść głowy i patrzeć na tę niezbyt miłą panią zbierającą zamówienia. Pani lekko nieudolnie próbowała mnie na coś namówić. Jednak wiecie jak to jest? Jedziecie,  macie na coś ochotę i tego nie ma. W końcu wzięłam pierogi. Z gęsiną. 

Wyglądały tak


Powiem tak. Te pierogi są naprawdę smaczne! Tak delikatnego ciasta na pierogi to ja w życiu nie jadłam. Farszu po samiutkie brzegi, smaczny. To był mój pierwszy raz z gęsiną, nie powiem bym poczuła miłość, ale nie czułam smutku z jedzenia;) 
To coś w środku było całkiem spoko - taki niby dżem/ konfitura.  Cena 54 zł. Dużo mało? Nie wiem. pewnie ptak nie tani, to i pierogi muszą kosztować. .

Pierogi nie mogły otrzeć mojego smutku, więc musiałam pocieszyć się czymś słodkim. Padło na sernik. 


Sernik był również smaczny, ten kawałek wygląda na niepozorny, ale dosyć wysoki jak dla mnie wystarczający. No tutaj nie mam się do czego przyczepić. Jedzonko było naprawdę smaczne. 

Tylko właśnie - karta dań, co innego jest w internecie, co innego okazuje się na miejscu. Mam wrażenie, że połowa została wyrzucona. Ta połowa, która mnie interesowała. Kolejna sprawa - panie pracujące. Jejku, ja zdaje sobie sprawę, że no nie jest to łatwa praca, ale jak się przyglądałam nastawieniu do klientów i sposobu wypowiadania komunikatów... no pani słusznie zrobiła, że nie próbowała być taka do mnie... 

Tak więc, nie wiem, czy moje stanowisko jest polecające. Bo jedzenie dobre, ale  było to na zasadzie - zjedliśmy i idziemy bo czujemy się jak intruzi. A czasem miło sobie chwilę posiedzieć. Tak po prostu. 


maja 14, 2026

maja 14, 2026

Zamek w Roztoce

Zamek w Roztoce


Drugiego dnia weekendu wybraliśmy do Zamku w Roztoce, nie ukrywam nie słyszałam o nim wcześniej, a w końcu znajduje się całkiem niedaleko naszego miejsca zamieszkania. Sama Roztoka to miejsce spokojne, na uboczu i bardzo urokliwe. Skrywające jak sami później zobaczycie niezłą perełkę. Sądzę, że za kilka lat będzie również sławne jak nasz Książ czy inne już mocno komercyjne obiekty. Byliśmy wcześniej! ;)


Sami możecie zauważyć - potencjał jest zacny i bardzo dobrze rokujący. A teraz do środka. 


Zamek zwiedzaliśmy o konkretnej godzinie - na stronie internetowej był plan zwiedzania tematycznie każdego dnia coś innego. My wybraliśmy sobotę bo wypadał dzień z filmem. Film ów nie był jakąś znaną produkcją - a miłym zaskoczeniem dla zwiedzających.
 Jednak zwiedzanie. Na wstępie dostaliśmy opaski, przywitała nas pani przewodnik, a później sama właścicielka. Co nie często się zdarza, bo jak byłam na wielu zamkach w swoim życiu, jeszcze nigdy nie dostąpiłam zaszczytu ujrzenia samego właściciela. Tutaj było inaczej - co uważam za ogromny plus, ponieważ widać, że właścicielka uwielbia to miejsce i sposób w jakim opowiada mówi więcej, niż same słowa:). 





Dajcie mi lustro... a wiadomo co będzie... ;)


     Lubię okna ..


    ... ale lustra jeszcze bardziej ;p 



   Piękne wnętrza :)
 


    Kolejne okno :)


Cały czas zastanawia mnie co się stało z jakością zdjęć, wybaczcie.  Może z drugiej strony lepiej? Może ktoś zechce pojechać do zamku i zobaczyć jak w rzeczywistości prezentują się wnętrza. Nie wszystko zostało wyremontowane. Widać, że sporo pracy czeka właścicieli, ale już teraz jest pięknie. 


  Jeszcze ładniejszy widok z okna! :) 


Niektórych miejsc nie pozwolono nam fotografować, a to dlatego, że są częścią scenografii do jednego z seriali - 1670. Były widoczne eksponaty i potrzebne rekwizyty. Co chyba najbardziej napawa smutkiem podczas poznawania losów Zamku, to fakt, że nawet wojna nie zrobiła takich spustoszeń, jak wtedy gdy przeszedł we władanie Polaków. Cóż, nie umiemy w dbanie o piękne zabytki. Szkoda. Urządzenie schroniska nie musiało być równe dewastacji, ale "tacy jesteśmy". Ot moja smutna konkluzja. 
 Na szczęście nie wszyscy - co pokazują właściciele. "Odbili" Zamek i wierzę, że będzie cudnie. A ja, byłam tam, zanim stanie się sławny :)

maja 09, 2026

maja 09, 2026

Maj

Maj




 Zaczął się maj, mój ulubiony miesiąc, a ja słuchajcie przegapiłam, pierwszy raz od tych czternastu lat o  wpisie urodzinowym;)) trudno. Widać tak miało być. 

Weekend majowy był bardzo bardzo aktywny, jeszcze nie miałam pojęcia, że po dwutygodniowym zwolnieniu, znowu mnie wyhamuje, ale o tym później. Tymczasem pierwszego maja, udaliśmy się z moim R do Kłodzka. W planie były podróże pociągami. Linie KD - podejrzewam, że nie tylko u nas, u innych jest podobnie, wypuszczają opcję biletów weekendowych. Fajna sprawa. Koszt wynosi 59 zł i można jeździć ile się chce. My wyjeździliśmy na max. 


Z Kłodzkiem jakoś do tej pory nie mieliśmy szczęścia, ponieważ co się wybieraliśmy to trafialiśmy w deszcz. Więc mało co mogliśmy zobaczyć, pochodzić i w ogóle. Tym razem wiedzieliśmy, że pogoda nie zawiedzie, bilety były. Naszym kierunkiem głównym był Fort Owcza Góra. Wiedziałam, że jest w tym mieście twierdza, ale o forcie nie słyszałam, dlatego też, z ciekawością poszłam popatrzeć na mniej znany obiekt. 

Jak widać na zdjęciu u góry, droga jest szykowana - pewnie pod turystów i nie tylko, ponieważ w  budynku fortecy znajduje się, a pokażę wam później, na razie idziemy  po kolei:). 



Tutaj jeśli ktoś jest ciekawy może sobie doczytać, co jak, kiedy i do czego służył. Ja tymczasem chciałabym napisać jakie wrażenia podczas spaceru. Jak wspomniałam wcześniej, buduje się droga, ale nie tylko, widać, że miasto rozpoczęło pracę nad tym terenem, czy będzie to zagospodarowane na kształt twierdzy, oddanej do użytku turystów, a może coś jeszcze?






W jednym z wyremontowanych budynków został umieszczony wydział Urzędu Miasta Kłodzko i z tego co pamiętam ,to chyba ochrony środowiska lub coś takiego. No fajne miejsce z widokiem na twierdzę, ciekawe jak to zimą będzie wyglądało. Znaczy dojazdy;). 


Dookoła fortu przechadza się między drzewami nad suchą fosą. Dla ciekawych - można tam sobie zejść i zobaczyć wnętrza, które jeszcze nie zostały przejęte przez miasto, do remontu jeszcze chwila i można sobie zobaczyć stan, jaki zachował się na przestrzeni lat.  I tutaj zawsze mam takie mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się z remontowania, dbania o takie miejsca, ale z drugiej ta ich dzikość i surowość ma w sobie to coś..

Idziemy do miasta:)




Jak Kłodzko to słynny most, który jest nazywany miniaturą mostu Karola w Pradze. Byłam na tym dużym i jakoś nie pamiętam by zrobił na mnie wielkie wrażenie, poza tłumem ludzi. Może dlatego:).
Pamiętać należy, że przez Kłodzko dwa lata temu przeszła powódź, byłam świadoma, że na pewno ślady będą widoczne, ale nie ukrywam. Miasto naprawdę ładnie się dźwignęło.


I teraz niestety będą zdjęcia nieco gorszej jakości, ale chciałam wam pokazać jaki jest ładny budynek Urzędu Miasta i piękny zegar na nim. Nie mam pojęcia co zrobiłam w ustawieniach, ale wyszły jak z kalkulatora ;))))



Miasto jest klimatyczne, czuć jego historię i to ile przeszło - nie ma co ukrywać, powodzie niestety często dotykają Kłodzko, a ono mimo wszystko dźwiga się i funkcjonuje dalej. Znając siebie, po pierwszym ryzyku zalania, pakowałabym manatki i uciekała jak najdalej. 


Główna sprawczyni ostatniej powodzi, niewinna i spokojna. Wygląda jakby nic się nie stało... 



Bardzo spodobała mi się zachowana stara brama wejściowa. Nieco zabawnie wygląda w połączeniu z nowoczesnymi i nie ma co ukrywać - brzydkimi drzwiami. Kontrastują solidnie ;) ale brama piękna! 


Nie no serio nie mam pojęcia, co mi się zrobiło z ustawieniami, czy jakiś fatalny efekt aktualizacji.. 
W każdym razie, chciałam pokazać jakie piękne malunki znaleźliśmy podczas spaceru w parku. 


        Na środku chodnika stoi sobie i przypomina, jak to kiedyś się czerpało wodę :)





W drodze powrotnej wysiedliśmy w Wałbrzychu i wybraliśmy się na jedzonko do restauracji Złota Stacja, na cześć historii o złotym pociągu, o którym swego czasu było bardzo głośno. Czy kiedykolwiek był, czy jest? Nie wie nikt, ale szum był, a na jego fali powstała bardzo przyzwoita knajpa, która jest bardzo klimatyczna. Fotele jak z pociągu, są nawet przytwierdzone koła, na półkach stare walizki bagażowe. Jedzenie naprawdę dobre - zupa krem z pomidorów obłędna. Jeśli myślicie, że nie da się zrobić nic nadzwyczajnego z pomidorów, to w tym miejscu zmienicie zdanie :) 

A na koniec, perełka miejskiej architektury. 


Staliśmy sobie, patrzyliśmy i tworzyliśmy różne teorie na temat owej ściany i reszty budynku. Było zabawnie. Taki oto Wałbrzych, niegdyś kojarzony z biedą i szarością. Teraz zaczął naprawdę ciekawie się prezentować i warto zajechać, żeby zobaczyć jak miasto powstało w pyłu węglowego i naprawdę  otrzepało z brudu.  


Na dziś tyle, kolejny wpis będzie z innego dnia weekendu majowego:)

kwietnia 15, 2026

kwietnia 15, 2026

Przymusowy „odpoczynek”

Przymusowy „odpoczynek”


Ten post jest pisany z telefonu, zatem wszelkie niedociągnięcia uprasza się żeby wybaczyć ;). Troszkę się rozłożyłam ze zdrowiem, zostałam u mamy bo jest z nią jeszcze gorzej - zapalenie płuc. Zapomniałam zabrać laptop. Tak więc, pozostaje publikacja z telefonu. Lepszy rydz… 

Zrobiło się niby wiosennie, ale jakoś zimno. Miniony weekend spędziłam w na zajęciach. Trudno napisać, że było fajnie. Bo niestety choróbsko zaczynało się rozkręcać, więc bardziej się umęczyłam niż nauczyłam. W każdym razie coś nie coś z tego zjazdu wyniosłam. A i tera mam czas na nadrabianie nauki ;)). 


Tak więc chorujemy sobie z mamą w duecie. Szkoda, że w takiej sytuacji spędzamy razem czas, bo jednak bardzo się martwię. Wydaje mi się, że leki dobrze zadziałały bo chyba jest niewielka poprawa. Mama oczywiście stanowczo odmówiła pobytu w szpitalu. Dlatego monitoruje jej samopoczucie i w razie pogorszania nie będę się zastanawiała ani chwili. Na szczęście jest grzecznym pacjentem i się słucha zaleceń :). 

U mnie na szczęście wysiadła tylko krtań, mam piękny głos i kaszel;))

A dziś podrzucę wam murale. Nie muszę przypominać, że jestem fanką murali:) 









Nie ukrywam, że moim ulubionym jest ten z żabami :) ma w sobie to coś! 

Nie będę zbyt wiele pisała bo sami rozumiecie, że z telefonu to jest męczarnia. Niemniej, jestem i troszkę do was pozaglądam :)))) 

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger