września 12, 2026

września 12, 2026

Wrzesień, ale jeszcze w sierpniu

Wrzesień, ale jeszcze w sierpniu

 


Wiem, że już wrzesień i nieszczęśliwie większość z nas wróciła do pracy i musi się teraz zmierzyć z kolejnymi miesiącami nieszczęścia.., zabrzmiało okrutnie, ale nie ma co czarować. Wrzesień jest straszny, a potem już wjeżdża - byle to przetrwać ;))) 

Ale! Ja jeszcze żyję wspomnieniami ostatniego sierpniowego wyjazdu, kiedy to było tak pięknie, że można tylko sobie wyobrażać. Beztroska, spokój, klimat jak za dawnych czasów. Woda, kajak i nic więcej do szczęścia. Było to cudownie kilka dni, ale co odpoczęłam to moje, co popływałam kajakiem też moje. 






Przepiękny było to czas, nie chciałam wracać. Mimo, że w domu czekały kotki, ale wiedziałam, że powrót do domu, był jednoznaczny z powrotem do pracy. A tego w tamtym momencie w ogóle nie chciałam. Niestety... trzeba zarabiać żeby koty miały co żreć. Nie ma lekko w tym dorosłym życiu. 

A tymczasem już jest zaraz prawie połowa września, a ja siedzę w papierach i dosłownie mam dosyć papierów, komputera, bolą mnie oczy, plecy i głowa. Co będzie później strach pomyśleć. 



    Wrześniowa, nieszczęśliwa wersja biednego Bruchalka. Potrzebuję mnóstwo wsparcia i ojojania, bo ten początek roku był dla mnie naprawdę mocno stresujący, niby jest lepiej, ale jednak czuje wyczerpanie. Roboty po kokardy i w ogóle...



sierpnia 16, 2026

sierpnia 16, 2026

Chodzimy, chodzimy :)

Chodzimy, chodzimy :)

 


Jak tylko wróciłam do domu, stwierdziłam, że morze fajne, ale helloł, jak odpoczywać to tylko aktywnie i jak aktywnie, to wiadomo - kochana Frau Be, ja wiem, ale co  zrobić, że moja aktywność to tylko pod górę :)))).  Jak nie umrę pięć razy wchodząc w pionie, jak nie podrapię sobie nóg i rąk, to nie czuję, że żyję . 

Tym razem było jednak delikatnie, bez szaleństwa. Poszliśmy sobie na piękny kamieniołom, bo kto był ten wie, kamieniołomy fajne są, a woda w nich jeszcze piękniejsza. 



Tam za drzewkami, widać Śnieżkę, ogólnie to miałam iść ostatnio na nią, ale zrezygnowałam, bo nie miałam chęci w upale wdrapywać się razem z tłumem innych ludzi, pójdę we wrześniu. 



Jejku jakież to było piękne i przecudowne miejsce - bez ludzi ;)))) no okej, potem przyszły trzy osoby, ale rozumiecie. Po tłumach nad morzem, a potem w innych miejscach, tutaj było po prostu idealnie. Woda, widoczki, cisza i spokój. Siedzieliśmy, herbatka, kawka, jedzonko i nic więcej nie trzeba było do szczęścia. Idealnie. 




Później pojechaliśmy w jeszcze jedno miejsce, ale tam nie było wchodzenia żadnego, tylko popatrzyliśmy na świetny kamień. 


Widzicie jaki wielki? Sądzę, że jest o wiele starszy niż to co jest pokazane na wyrytych datach.  Dookoła praktycznie nic nie ma i on, sam jeden. Fajny jest. 

    Nazwa owego kamienia jest doprawdy urocza i niezmiennie mnie rozczula - Czarcia maczuga. Coś pięknego. Jestem zachwycona. 



A na koniec pojechaliśmy zobaczyć Głazy Krasnoludków, ale miałam już trochę kilometrów w nogach, a było bardzo gorąco, do tych głazów trzeba było się wspinać, co normalnie lubię. Jednak nie po kilku godzinach chodzenia, więc troszkę średnio się cieszyłam widokiem i całą resztą. Aczkolwiek jeśli ktoś ma ochotę zacząć od głazów to szczerze polecam, ale nigdy na koniec wędrowania. Bo wtedy może być słabo :) 

sierpnia 10, 2026

sierpnia 10, 2026

Sierpień - czyli ostatnia prosta...

Sierpień - czyli ostatnia prosta...

 


Ostatnio gdzieś przeczytałam, że sierpień dla nauczycieli to jak niedziela w weekend. Ja wprawdzie jako nauczyciel się nie identyfikuje, ale będąc pracownikiem placówki edukacyjnej, mogę przyznać, że sierpień to niestety taka niedziela. Albo jak to lubię mówić, czuć już oddech września na karku.

Niby jeszcze odpoczynek, niby jeszcze jakieś wyjazdy, ale prawda jest taka, że wizja powrotu zbliża się nieubłaganie i cóż... 

Ale! No byłam nad morzem, pojechałam sobie na kilka dni z mamusią. O Jezusku, wyjazd z rodzicem, którego zdrowie nie do końca jest już takie, jak chociaż pięć lat temu, potrafi  być wyzwaniem. Naprawdę. Rolę się zmieniają, niegdyś to rodzic czuł odpowiedzialność, a później jakoś to się odwraca. Złapało mnie okrutnie, więc zamiast radośnie wygrzewać niczym jaszczurka na piasku, przeżywałam jak mrówka okupację, czy aby wszystko jest jak trzeba i co mogę zrobić jeszcze żeby było lepiej... 


W tym roku padło na Ustkę, no i muszę przyznać, że jest to miejsce, gdzie są najpiękniejsze i największe plaże, na których dotychczas byłam. Często jeździłam nad morze, nie jestem zwolenniczką wracania w jedno i to samo miejsce, bo i po co? Fajnie jest sobie zwiedzać różne miejscowości. Jeśli chodzi o samą Ustkę, mam co do tego miasteczka ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest to kameralna i niezbyt zatłoczona miejscowość, co za tym idzie, nie męczyły tłumy ludzi i odczuwalny ścisk. Z drugiej, brakowało mi takiego klimatu, który by sprawił, że czułabym się tam "swojsko", jak to bywało w przypadku innych miejsc. 


Fajna i uważam za ciekawy pomysł i chwyt złapania turystów, ta ruchoma kładka, która przesuwała się o każdej pełnej godzinie na 20 minut. Klimatyczne miejsce i coś innego, co przyciąga. mnóstwo turystów. 

 




Ustecka ławka w kształcie ust. Miłe nawiązanie do nazwy miejscowości, sama ławeczka malutka i postawiona w dosłownie randomowym miejscu, jakby komuś spadła z dźwigu i tak została;). 



Znalazłam dwa murale, ten pierwszy bardzo mi przypadł do gustu. Ma w sobie coś, co przykuwa od razu uwagę. Piękne wykonanie, na żywo naprawdę robi wrażenie detalami. Kolejne dzieło na ścianie to mozaika ze szkiełek. Taki na oko bohomaz, ale tam są ryby w różnych konfiguracjach. Ostatni jest dziwny, nie wiem, ten dom na domie wygląda śmiesznie? Nie wiem, co autor miał na myśli, ale nie wnikam. 



W Kołobrzegu mają zamek, a w Ustce ulepili ośmiornice :) Bardzo ładna i podobało mi się wykonanie. Wielu ludzi podziwiało i robiło sobie z nią zdjęcie. Lubię takie piaskowe "dzieła". 


Kiedyś usłyszałam, że być nad morzem i nie zjeść gofra, to się wręcz nie godzi, zatem zjadłam gofra na wypasie. Mogę powiedzieć - tradycji stało się zadość:)


Nadmorskie koty są po prostu wybitnie wielkie i grube. Naprawdę! One tam są gigantyczne, leniwe i tłuste. Chyba dieta rybna dobrze im robi..;)



Bardzo przyjemne miejsce do posiedzenia i jedzenia. Przepyszna ryba - ja ogólnie jestem fanką łososia, zatem nie trzeba było mnie długo przekonywać żebym chciała zjeść, było pyszne. Bardzo polecam to miejsce - Weranda się nazywa. Przemili pracownicy, ogólnie nie mam się do czego przyczepić. Porcje potężne. Jeśli chodzi o ceny.. jak się mieszka w Jeleniej Górze, to nie robią na nas wrażenia tak zwane "paragony grozy" nad morzem, u nas jest jeszcze gorzej:))). 


Tak więc, wyjazd nad morze mam odhaczone. A po powrocie do domu, co zrobiłam? Pobiegłam w moje ukochane górki. Bo przecież, wszędzie dobrze, ale w górach najlepiej. 


lipca 11, 2026

lipca 11, 2026

Lipcowe o wszystkim i o niczym

Lipcowe o wszystkim i o niczym

 


Jest i lipiec od dłuższej chwili, ale nie ukrywam, że czerwiec też się kończył bardzo bardzo emocjonująco. Sporo się wydarzyło - pożegnanie moich cudownych ósmoklasistów. Nie miałam pojęcia, że tak mocno przywiąże się do tych dzieciaków, a teraz... Poszli dalej, odebrali swoje wyniki egzaminów i rozpoczną kolejny etap w życiu - sądzę, że jeden z bardziej emocjonujących. Będę za nich trzymała kciuki, mam nadzieję, że spełnią swoje marzenia. 

Jak wspomniałam było bardzo emocjonalnie, było mnóstwo wzruszeń, pożegnań. Nawet nie wiedziałam, że jedna z takich chwil została uwieczniona.., więc zostawiam sobie. Na pamiątkę. 

Autor zdjęcia jest oznaczony na zdjęciu, twarzy nikogo oprócz mojej nie widać. Czyli wszystko jest okej:). 


Jedna z uczennic namalowała dla mnie ten przepiękny obraz. Nie miałam pojęcia, że szykuje taką niespodziankę, w końcu nie byłam wychowawcą. A tutaj cudowny prezent, klimatem nawiązuje do książki, którą obie czytałyśmy i się zachwycałyśmy. Zapamiętała...:)

No i w końcu L I P I E C ! :) 

W tym roku już początek wystartował intensywnie, bo miałam maraton lekarzy, badań - niestety konsekwencje niewinnej stłuczki będą się jeszcze ciągnąć, no ale! Moje urodziny przecież były. A jak urodziny, to musiał być gdzieś wypad, tak więc się zabrałam sama na spacer i ciacho w moje ulubione miejsce :) 



Ojejku jakże uwielbiam ciasto z tego miejsca! Uważam, że jest jednym z najlepszych, nie ma chyba zbyt wielkiej konkurencji :)





Jest to w Pałacu Lenno we Wleniu, tuż obok zamku :) mówię wam, świetna sprawa iść sobie z miasta na górę spacerem i usiąść popatrzeć na piękne widoki - wybaczcie nie wgrało mi zdjęcia, ale po lewej stronie od zabudowań ze zdjęcia u góry, rozpościera się piękna panorama. Także jak chcecie zobaczyć, trzeba przyjechać! Ale nie na samą górę - to dla słabych. Warto podejść sobie urokliwą i nie długą trasą spacerową:). 


Innego dnia z moim R, wybraliśmy się na lody i kawę do fajnego miejsca przy jeszcze nieczynnej stacji przy Zaporze, w ogóle śmieszna sprawa, bo niby ma być znowu czynna, ale póki co, stoi sobie fajny samochodzik retro z pyszną kawą i jeszcze smaczniejszymi lodami. 




Jak widzicie klimacik jest naprawdę przyjemny, teraz jest widok na opróżniony zbiornik, bo remontują zaporę. Nie wiem, ogólnie było o niej głośno przez cyrk jaki zrobili z biednymi rybami. Zamiast odłowić, polecieli nie napiszę dobitnie w co. W każdym razie mnóstwo ryb straciło życie, bo jak zwykle nasi włodarze mieli wszystko gdzieś. Mam nadzieję, że kiedyś odpowiedzą za to. O smrodzie z jakim zmaga się cześć wsi zamieszkała przy samej rzece, nie wspomnę. O zatrutej wodzie pisać nie muszę. To jest niestety wiadome. Cóż... ja robię zdjęcia. Żeby mieć na pamiątkę... 



Tej wody jeszcze kilka dni temu było zdecydowanie mniej, ale po aferze z rybami i tym całym syfie, który się zrobił dopuścili. Chyba, żeby zakryć jeden wielki szlam i bałagan. Tak się u nas załatwia sprawy... 


Tutaj u góry po środku, widać trzy miejsca, jakby kamienie, są to stare fundamenty po młynie i zabudowaniach. Zostały one zalane podczas budowania zapory. Można zobaczyć tylko gdy zostaje praktycznie całkiem spuszczona woda. Ostatni raz tak było jakieś 100 lat temu. Także no, historyczna chwila:)

Tak to wygląda z innej perspektywy, nie od strony stacji kolejowej, tylko na przeciwko:) Fajna atrakcja była, do póki nie stało się co, się stało...



Oczywiście mnóstwo śmieci, wraków i innych pozostałości po bytności człowieka. Niekoniecznie tej chwalebnej. 

No i na koniec, mam nadzieję, że już niebawem będę meldowała się tutaj z domu. Ponieważ w końcu stwierdziliśmy, że w nosie mamy światłowody i czekanie aż ktoś sobie o nas przypomni, po powodzi wszyscy się na naszą wieś wy.. no w każdym razie. Kupujemy starlinka i internet będzie z "kosmosu":))) 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger