Żegnamy stary... witamy Nowy Rok :) Czyli moje życzenia dla Was :)




Sylwester bywa dniem bardzo oczekiwanym przez wielu, wielu ludzi. Z kliku powodów. Po pierwsze - w końcu pożegnamy stary rok, który z pewnością dał się nie jednej osobie we znaki (są też szczęśliwi wspominający z łezką w oku - nie liczni). Dlatego kiedy ostatnia kartka w kalendarzu wskazuje na co trzeba czujemy podekscytowanie. I pewną euforię, jak zmieni się nasze życie od jutra, czy zmiana jednej cyferki w dacie będzie miała jakieś znaczenie? No nie ważne, grunt to dwa powody dla których każdy czeka na sylwestra. Drugim jest oczywiście forma zakończenia, to znaczy może być to piękny bal ( na pięknym balu nigdy nie byłam) Może być to impreza balopodobna, mająca się do tego pierwszego tak jak wyrób czekoladopodobny do prawdziwej pysznej czekolady, sami wiecie jak wygląda i smakuje. Ludziki biegają, szykują się zaklepują terminy, kupują kreacje i alkohole. Fajnie. Też kiedyś poddawałam się temu uczuciu:).
Inni idą pod scenę z flaszką pod pachą by w mrozie słuchać koncertu na samym końcu grupy ( tego również nie przeżyłam gdyż nie jestem masochistką i kocham ciepło). Jeszcze inni siedzą w barze i piją, piją i jest im fajnie. Z kolei ostatnia grupa do domownicy. W zaciszu domowym są dwie opcje, zapraszamy swoją świte robimy party, na drugi dzień wyjemy z rozpaczy ile sprzątania na ból głowy, i druga opcja ( wybrana przeze mnie w tymże roku)  dobra książka, kieliszek wina czerwonego( flaszka gdzieś tam czeka w gotowości by zapełnić puste szkło) dobra zakąska, wszak w ostatnią noc roku można sobie pozwolić na grzech, w tle odgłosy sylwestra z Polsatem, tudzież z dwójką albo jedynką, nie wiem która z TVP nadaje. O północy wyjście przed dom, popatrzenie na fajerwerki serwowane przez sąsiadów( boję się tych wynalazków no i są drogie idę na sępa, przyznaje się). Po obejrzeniu spektaklu po którym moje psy są bliskie zawału ( muszę zapewnić im dobrą kryjówkę) Wracam do mojej książki i ... Witam Nowy Rok jak przystało na mola ;))))))
 
 
Tu wspomniana wersja zabawy na początku, kreacja, fryzura, pazurki, make-up a na końcu  i tak każdy wygląda jak, a raczej nie wygląda ;)
Pamiętajmy, najważniejsze jest Entrée , wyjścia bywają mniej spektakularne.
 
 
 
Wersja tak zwana domówkowo-barowa
Nie książkowa! nie mylić!! Konsekwencje jak mniemam dobrej zabawy, aczkolwiek pytanie dla kogo? Nie pamiętającego czy tych co opowiadają? ;))) Nie martwmy się, w ostatnim dniu roku można wszystko!
 
 
 
Taka wersja bardziej nostalgiczno- przestrachowa. Dla myślicieli i filozofów z lękiem do podróży w czasie ;D
 
 
 
No i ostatnia, najbezpieczniejsza, nawet kiedy wypite winko będzie miało skutki uboczne, możemy mieć pewność, książka nic nikomu nie powie :) ale uważajmy by nie poplamić czerwonym winem! Kary godne.
 
 
 
Kochani! chciałam złożyć życzenia, na nadchodzący Nowy Rok. Aby dla każdego z was był on wyjątkowy, cieszcie się każdym dniem, by za rok o tej porze powiedzieć, że nie żałujecie go, bo zrobiliście wszystko by był on taki jak trzeba. Życzę wspaniałej imprezy, ze znajomymi, rodziną, na balu czy w domu. Nie ważne czy tańcząc, czy czytając. Niech będzie to dobre wejście w 2015 rok!:)
 
 
 
Czytaj dalej...

Nadszedł czas na podsumowanie roku!! :) (:

Kończy się stary rok, jak to bywa w środowisku naszym blogowym/czytelniczym należy przedstawić podsumowanie, jak było, co nas zaskoczyło, rozczarowało albo w ogóle wywarło jakieś wrażenie. Najlepiej tylko pozytywne, ale tak to być nie może:)
Nie będę robiła zestawień, ile przeczytałam bo nawet szczerze mówiąc nie chce mi się liczyć. Zajmę się przedstawieniem moich perełek dla których być może zarwałam noc, lub nie mogłam przestać myśleć wtedy gdy nie czytałam, albo już zakończyłam. Będą również rozczarowania, będę się skarżyła, narzekała. Jak to ja, ale... muszę wam powiedzieć, że.... w tym roku nie było tak źle! Serio, serio:) Sama z siebie jestem dumna, ileż można być tą złą, chociaż i tak dla niektórych zostanę czarownicą o wstrętnym spojrzeniu, cóż taki mój los ;))))).
 
No więc... ZACZYNAMY!!!!
 
 
PEREŁKI - Czyli te, dzięki którym poczułam, że warto nie spać!
 
 
Bezkonkurencyjna!! Mój numer 1 !!!!
 
Nie muszę nikomu przedstawiać:) Najwspanialsza powieść skierowana do nastolatków, ale nie tylko! Jestem pod ogromnym wrażeniem.  Dawno, naprawdę dawno nie poświęciłam nocy na przeczytanie do końca książki.  Poturbowała mnie psychicznie, pozostawiła trwały ślad, wiem, że co by się nie stało nie zapomnę o niej, a z pewnością wrócę. Żeby przeżyć na spokojnie ( o ile jest to możliwe) wydarzenia dwójki nastolatków. Jeżeli ktoś jeszcze nie przeczytał, albo się waha, niech wie, że w przypadku Hopeless  nie może być mowy o rozczarowaniu! :)
 
 
Wspaniała! Czyli mój numer 2 !!!!
 
Okładka powinna mówić sama za siebie, jeżeli jeszcze tego nie zrobiła, to wam powiem. EKSTRA wnętrze. Czułam, że Cecelia Ahern mnie  nie zawiedzie, jednak nie spodziewałam się, że tak bardzo wczuję się w postać bohaterki, że będzie mi potrzebny przekaz, który niesie ze sobą książka. I mimo, że fabuła nie opiewała o wyciskacza łez, to na końcu popłynęły same. Takie oczyszczające, takie chwilami bardzo potrzebne. Naprawdę świetna. Ważna pozycja na mojej domowej półeczce:).
 
 
 
 
Piękna, poruszająca, wstrząsająca! Numer 3 !!!
 
Nie wiedziałam, nie miałam pojęcia z czym przyjdzie mi się zmierzyć, kiedy decydowałam się na lekturę Honoru, to nie jest zwykła książka, jej nie można przeczytać od razu, tą pozycję trzeba przetrawić, przeanalizować. Zrozumieć, spróbować oswoić z ogromem tragedii z którą musiały zmierzać się dwie siostry, ale nie tylko one, kobiety mieszkające w tym odległym kraju. Kraju tak bardzo brutalnym. Zachęcam do poznania twórczości autorki!
 
 
 
Tak naprawdę każda z tych trzech książek zasługuje na miano numeru jeden, każda z nich jest piękna, mądra i wzruszająca.

 
Przejdźmy więc do ....
 
ZASKOCZENIA - Autorzy, książki które miło mnie zaskoczyły :)
 
 
 
Podróż w czasie, do przeszłości. Piękna podróż!
 
Pierwsza z trylogii, o kobietach żyjących w trudnych dla nich czasach. Kiedy państwo było zniewolone, kiedy decyzje o losach swych córek podejmowali rodzice, kiedy jako żony miały niewiele do powiedzenia. Nie dlatego, że nie chciały. Po prostu nie mogły, nie miały prawa. Na szczęście zdarzały się wyjątki! Przykłady zostały opisane przez Panią Agnieszkę Wojdowicz. W piękny sposób odzwierciedliła tamtejszy ustrój, tamte realia życiowe. Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną, nie mogę się doczekać! :)
 
 
 
Warto czasem dać autorowi szansę!
 
 Do Agnieszki Lingas_Łoniewskiej zraziłam się, poznając od strony romansideł, jakimi były Szpilki i Łatwopalni doszłam do wniosku, że szkoda czasu na czytanie czegoś czego jest pełno. Jednak musiałam poznać sławną Polską pisarkę ze strony, która ją rozsławiła i ... Nie pożałowałam! To jest tematyka jaką powinna się zajmować, budzić w czytelniku napięcie, strach i oczekiwanie co dalej. Naprawdę pozytywne zaskoczenie:)
 
 
 
 
 
 
 Na poprawę humoru, zupełnie inna bajka...

Swego czasu sporo działo się w świecie blogowym na temat Malice, niedoszłej czarownicy. To znaczy czarować to ona umiała, tylko nie w taki sposób jaki oczekiwali od niej w szkole. Książka jest inna, nie zastałam w niej nudnych powielonych schematów, bawiła mnie do łez, gdyby nie fakt, że jest w formie ebook to pewnie nie jeden raz czytałabym w celu poprawienia nastroju. Świetnie napisana, świetnie skonstruowana fabuła, nie ma nudy, jest akcja i humor. 
 
 

Na koniec pozostawiłam rozczarowania, książki które mnie znudziły i zawiodły.
 
 
 
 ROZCZAROWANIA - Słabe wnętrza, które mnie nie porwały.


Kompletna klapa, straciłam czas...

Chyba gorzej być nie mogło, nieudolna stworzona fabuła, jakieś spotkania z duchami. Nie wiadomo o co chodzi, zabili go i uciekł, bez butów gdyż zapomniał. Lubię fantasy, lubię nawet duchy, jeszcze bardziej zagadki, a tutaj straszno nie było, wątek miłosny pożal się Boże, bohaterowie albo drażniący albo nijacy, nieudolnie wykreowani.  Wynudziłam się, czekałam do końca na coś, co nie nastąpiło. Bywa i tak.





 
 Wznoszona na piedestał, z którego spadła...

Rzekomo wspaniała, miała porwać od pierwszej do ostatniej strony. Rzeczywistość okazała się inna. Do ostatniej strony miałam nadzieje, że autorka mnie zaskoczy, że ta nudna jak flaki z olejem fabuła nagle się ożywi, niestety w tym przypadku nie pomogłaby Katrina ani orkan Ksawery. Może kiedyś dam szansę autorce, ale nie w najbliższej przyszłości. Wielkie, ale to wielkie rozczarowanie.

 
 

 Nie, nie i jeszcze raz NIE!!!

Nie wiem co to miało być, bohaterka to matka Terenia z Kalukty z syndromem masochizmu i męczennictwa w jednym, nie wiem czego jeszcze gdyż przestałam się zastanawiać. Na pewno pozbawiona systemu obronnego jakim jest ucieczka, albo chociaż udania się po pomoc w chwili zagrożenia życia, już nie powiem zdrowia. Niby ciotka psychiczna, ale śmiem twierdzić, że młoda również miała nierówno tu i tam.  Jak dla mnie naciągane, źle przemyślane. Porażka jednym słowem. Ale... ma wiernych fanów!




Tak mniej więcej wygląda mój rok w książkach. Ku mojemu zdumieniu i nie powiem zadowoleniu, więcej było pozycji na plus, czyli jednak zaczęłam dobrze celować, albo może mój gust lekko uległ zmianie, albo ja sama się zmieniłam. Nie wiem. Ważne, że obyło się bez chęci ciskania czytadłem o ścianę, lub w skrajnych przypadkach waleniem głową w mur ;) Zdaje sobie sprawę, że wiele osób będzie zdziwiona ostatnią trójką, no bo jak to? Dwie ostatnie zostały wzniesione na sam szczyt. Jednak moje zdanie jest bardzo inne od ogółu, taka już jestem. Wiem jedno, nie należy od razu skreślać, ponieważ jak było w przypadku jednej z naszych autorek okazało się, że warto było sprawdzić, zaryzykować.
 
 
 
 
 
Czytaj dalej...

Parabellum. Horyzont zdarzeń

 
 


Miało nie być już żadnej recenzji w tym roku, ale.. Od jakiegoś czasu bardzo sporo słyszę o autorze sławnego cyklu Parabellum. Remigiusz Mróz, bo o nim mowa stał się może nie sławny, ale rozpoznawalny. Jako, że kiedyś na jednym z blogów wygrałam w konkursie książkę autorstwa tego Pana, postanowiłam zapoznać się z jego piórem. Sprawdzić, czy rzeczywiście styl jest tak świetny jakim go niemalże każdy czytelnik przedstawia. Był tylko jeden problem. Tematyka. Drugą Wojnę omijam szerokim łukiem, każdy kto troszkę mnie poznał wie jak bardzo przeżywam wydarzenia jakie miały miejsce w tamtym czasie. Mimo wszystko postanowiłam się przemóc.Bo każde bariery trzeba kiedyś przełamać, należy próbować.  Problemem był jeszcze fakt, że nie mam w posiadaniu pierwszej części, po wysłuchaniu i przeczytaniu kliku recenzji  stwierdziłam, że można zaryzykować. W końcu przede wszystkim chciałam przekonać się o talencie autora, no i jeszcze moje lęki przed okrucieństwem. Jak było? Czy podołałam? Za chwilkę się dowiecie. Najpierw maleńki zarys tego z czym przyszło mi się zmierzyć..
 
Akcja toczy jesienią 1939 roku,  młoda para Maria i Staszek po zdemaskowaniu przez sławnego Leitnera uciekają z Rawicza. Mając za sobą organy ścigania postanawiają oddalić się od miejsca zagrożenia. Sprawa nie wygląda prosto, gdyż na piechotę trudno jest zyskać przewagę czasową, w dodatku odnalezienie bezpiecznego miejsca gdzie ktoś mógłby udzielić pomocy, wydaje się być niemalże niemożliwe. Przed narzeczonymi trudna droga, okraszona krwią i śmiercią. Czasem jedno zabójstwo może położyć cień na psychice człowieka, jednak są sytuacje kiedy nie można uniknąć najgorszej decyzji..
Bronek Zaniewski próbuje przedostać się przez Kresy do Baranowicz, zależy mu na odnalezieniu Anielki, o ile będzie chciała jeszcze z nim rozmawiać. Niestety droga usłana jest niebezpieczeństwem w postaci Armii Czerwonej, przez niektórych opisywanej dużo gorszej od wojsk Niemieckich.  Marzenia Bronka będą z każdą chwilą stawać się coraz bardziej odległe, a kiedy trafi do miejsca gdzie wszystko miało się ułożyć los postanowi wystawić na ciężką próbę grupę podróżujących żołnierzy.
Uznany za zmarłego kapitan Obelt trafia do obozu jenieckiego, oczywiście podróż jaką odbył nie należała do najprzyjemniejszych, komuś bardzo zależało by złamać Polaka, i udowodnić swoją przewagę nad nim.
 
 
Trudno jest mi opisywać zdarzenia, gdyż nie chcę zdradzić zbyt wiele. W pewnym sensie jest mi szkoda,że nie miałam możliwości przeczytać pierwszego tomu. Z drugiej jednak strony myślę, że nie poradziłabym sobie z nim gdyż przy lekturze Horyzontu bywały trudne, naprawdę bardzo trudne dla mnie momenty.  Uwierzcie mi, nie umiem czytać o tych strasznych rzeczach. Nie potrafię pogodzić się z faktem, że tak koszmarne sytuacje jakie przedstawił Remigiusz Mróz miały naprawdę miejsce. Jest to dla mnie nie do zaakceptowania, były momenty kiedy przerywałam czytanie, kiedy miałam ochotę odłożyć książkę i powiedzieć NIE! Nie będę tego czytała. Bo obrazy jakie pojawiały się w mojej głowie były makabryczne. Wątek z Marią oraz Staszkiem do pewnego momentu był dla mnie odskocznią od tego co działo się w przypadku Bronka. Moje granice wytrzymałości zachwiały się w momencie okrutnego gwałtu, jak każdemu wiadomo Rosjanie byli zwyrodnialcami i sadystami. Nie wiem jak może sprawiać przyjemność coś takiego, a jednak. Tym "ludziom" dawało to ogromną radość. Im bardziej rozwój wydarzeń stawał się dynamiczny, tym moje przerażenie co będzie dalej rosło z każdym zdaniem. Już nawet z pozoru spokojna jak na tamte czasy ucieczka narzeczonych pokazała inne oblicze. Jednak poradziłam sobie i z tym. Do momentu sytuacji w pociągu, którym przewożony był Bronek. Nie poradziłam sobie, mówiąc kolokwialnie nie ogarnęłam tego. Będę szczera, nie doczytałam książki do końca, zostało mi może kilkadziesiąt stron. Nie wiem czy kiedyś dokończę, czy będę umiała zmierzyć się  tragedią tych postaci. Tragedią tak realnie ukazującą obrazy wojny.
Książka jest świetna, i gdyby nie sceny rozgrywającej się wojny to mogłabym powiedzieć, że czytało się wspaniale, bo autor tak prowadzi fabułę, że wciąga ona od pierwszej strony i czyta się naprawdę lekko, o ile to określenie jest na miejscu w opisie tej właśnie lektury. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do tej książki, od razu powiem są one niepotrzebne. Jeżeli potraficie znieść ze spokojem brutalne morderstwa, i inne zbrodnie. Czytajcie! Naprawdę warto. Ja niestety musiałam zrezygnować, a szkoda. Jestem niezmiernie ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów.
Autorze, nie miej za złe, że nie dokończyłam, a piszę opinię. Musiałam przelać swoje emocje i podzielić  nimi z innymi. Widać, że seria jest wspaniała, niestety nie na moje nerwy.
Jeszcze potrzebuję czasu, aby wejść w etap literatury wojennej i od początku do końca zmierzyć się z nią.


Czytaj dalej...

Święta, Święta .. :)




Nadeszła pora aby złożyć życzenia świąteczne, będą to już moje trzecie z Wami :) z czego bardzo się cieszę, że wytrwałam, że wy wytrwaliście ze mną. Niestety nie będą to takie śliczne, klimatyczne jak na powyższym zdjęciu. Szkoda,że teraz o takich można sobie jedynie pomarzyć. No cóż świat się zmienia.
Kochani, chciałam wam wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia, by te dni były rodzinne, szczęśliwe, żeby każdy mógł spędzić je z najbliższymi osobami. Ciesząc się chwilą. Niech dla każdego z was znajdzie się czas do przeczytania ulubionej książki. W końcu relaks jest jak najbardziej wskazany. Niechaj Mikołaj o nikim nie zapomni:)
 
Do zobaczenia... za jakiś czas!:)
 
 
 
Czytaj dalej...

Spotkajmy się w kawiarni




Długo, bardzo długo zbierałam się do przeczytania powieści Jenny Colgan , tak naprawdę sama nie wiem dlaczego. Okładka jest śliczna, mimo różu za którym niespecjalnie przepadam, w tym przypadku bardzo pasowało do całości. Nie żeby było cukrowo i różowo. W życiu nigdy tak nie jest. I tak nastrojowa okładka zaprasza nas do wnętrza, w którym kryją się historie wielu bohaterów. Głównie Issy, a we wszystko zostały wplecione przepisy na... babeczki! W różnych odsłonach.
 
Poznajemy kobietę, a może jeszcze dziewczynę o imieniu Issy skrót od Isabel, wychowującą się w piekarni. Tak to właśnie w tym miejscu toczyło się życie małej, później dorastającej dziewczyny. Jako,że jej matka nie do końca radziła sobie z obowiązkiem jakim jest macierzyństwo, rolę tę przejął kochany dziadek. Z zawodu, ale przede wszystkim z zamiłowania będący piekarzem. Jak mawiał, w to co się robi trzeba wkładać serce, tym sposobem jego wypieki miały jedyny i niepowtarzalny aromat i smak. Issy nie zajmowała się tymi samymi rzeczami co jej rówieśnicy, po powrocie ze szkoły udawała się do miejsca gdzie królowały wielkie piece, mąka była czymś normalnym, zaś ukochany dziadek zdradzał po kolei tajniki swoich przepisów. Zaszczepiał we wnuczce miłość do pieczenia, do szykowania jedzenia. Nie żeby chciał by podzieliła jego los, by została w piekarni, miał dla niej lepsze plany. Isabel ukończyła więc dobre szkoły i objęła posadę w biurze nieruchomości. Może praca sama w sobie nie budziła w niej radości, ale za to miała stabilność finansową, mogła mieszkać w znalezionym przez siebie mieszkaniu, posiadała również współlokatorkę Helenę. Obie kobiety darzyły się przyjaźnią, o podobnym poczuciu humoru. Z jedną różnica, Helena mówiła co myśli, znała poczucie własnej wartości, pewnie szła przez życie. Issy natomiast nie potrafiła przebić się przez samą siebie, w pewnym sensie naiwna, chodząca z głową w chmurach.  Posiada chłopaka (chyba) bo ich związek jest co najmniej dziwny, spotykają się po kryjomu, ich randki trwały do skrawka nocy, po czym jedno albo drugie, przeważnie to Issy w środku nocy zamówioną taksówką wracała do domu, żeby czasem współpracownicy nie zauważyli ich wspólnego pokazania się w firmie. Kobieta nie dość, że nie widziała w tym niczego podejrzanego ,to jeszcze potrafiła wytłumaczyć zachowanie partnera przed przyjaciółką, która z dezaprobatą przyglądała się temu układowi, związkiem  tego czegoś nazwać trudno było.
 
Otrzymując wiadomość od szefa o wiadomej treści (akurat zwalniano niepotrzebnych pracowników), Issy poczuje się podwójnie zdradzona, myśl o czymś co było pewne odpłynie w siną dal. Co zrobić mając trzydzieści jeden lat i wypowiedzenie umowy w dłoni? W prawdzie otrzymała sowitą odprawę, ale co z tego? Na rynku pracy nieciekawie, po wysłaniu stosu cv kobieta przestaje wierzyć w sens wszystkiego. Myśl o uczęszczaniu na jakieś głupie szkolenia dla bezrobotnych, na które nie ma najmniejszej ochoty doprowadza do jeszcze większego zniechęcenia.  Siedząc i zastanawiając się co począć z własnym życiem  Issy dochodzi do wniosku, że największą radość sprawia jej pieczenie babeczek.  Może pomysł nie jest głupi? Mając na koncie pewną sumkę wystarczy spróbować. Jeszcze w grę wchodzi bank i jego "maleńka" pomoc.  Dla Isabel motywacją będzie chęć udowodnienia pewnemu mężczyźnie, że jest zdolna poradzić sobie z własną firmą oraz poczuć własną dumę i wyraz aprobaty w oczach znajomych. Początek drogi jak wiadome nie zawsze jest łatwy, jednak determinacja i chęć potrafią zdziałać cuda. Gorzej jeżeli ktoś zechce pokrzyżować plany widząc szczęście, którego miało nie być...
 
Spotkajmy się w kawiarni  przeleżało swoje na półeczce, nie wiem dlaczego tyle zwlekałam z przeczytaniem, to było moje drugie podejście, za pierwszym razem coś nie poszło. Nie poczułam tego co powinnam zaczynając nową książkę. Tym razem było zupełnie inaczej, fabuła tak mnie pochłonęła,że wprost nie potrafiłam się oderwać od stron, denerwowałam się kiedy ktoś próbował ze mną rozmawiać, bo przecież akurat działo się coś bardzo interesującego. Osobiście nie przepadam za przepisami w książkach, o ile to nie jest kucharska. Jednak tutaj nie czułam się atakowana listami produktów oraz sposobem sporządzania potraw, autorka zaserwował nam kilka okolicznościowych babeczek, na które wiele razy miałam ogromną ochotę. O samym jedzeniu było sporo, jak wiadomo główna bohaterka uwielbia piec, więc wkoło tego się też kręciliśmy. Chwilami odnosiłam wrażenie, że czuję zapach co niektórych potraw.
Sama postać Issy jawiła się jako nie za bardzo rozgarniętej życiowo dziewczynki, owszem w pewnym momencie wiedziała czym chce się zająć, jednak brakowało jej stanowczości, wyłapania wielu niuansów na polu zawodowym. Z mężczyznami, a raczej z jednym też nie bardzo potrafiła sobie poradzić, naiwność jaką się wykazywała wiele razy sprawiała, że miałam ochotę nią potrząsnąć. Lecz jak każdy wie, w sprawach sercowych nikomu nie można wytłumaczyć, każdy sam musi zrozumieć i dojść do odpowiednich wniosków. Tak było też z Issy. Bardzo polubiłam Helen, świetna, konkretna kobietka, wesoła i potrafiąca mówić prosto z mostu co uważała za stosowne, Pearl była nieco wycofana, pogubiona, ale w jej przypadku nie można było się niczemu dziwić.
Cały czas zastanawiałam się co można widzieć w takim facecie, jakim był "partner" Issy, nie znoszę takich śliskich typków, uważających się za pępek świat, dbających o własne ego. Tragedia. Co innego Austin, szkoda no szkoda, że ja w moim banku ani razu nie spotkałam takiego miłego pana.. Cóż pewnie dlatego, że zatrudnione są w nim same kobiety.  Jak pech to pech.
Mogłabym pisać i pisać o książce, jednak stwierdzam, że najlepiej samemu do niej zasiąść i miło spędzić popołudnie, może dwa. Lekka, odprężająca w sam raz na długie zimowe wieczory. Polecam!
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować Wydawnictwu Literackiemu.
 
 
Czytaj dalej...

Ciekawostki - co chcę przeczytać, co oglądam ;)

Jakoś tak się ostatnio stało, że mniej czytam, nie dlatego, że nie mam czasu, nie dlatego, że nie mam co. Oczywiście jak to bywa przed świętami w domu dochodzi więcej obowiązków, bo trzeba umyć okna, co by przez ładne szyby lepiej lampeczki się odznaczały z drugiej strony, no i trzeba poodkurzać kąty, i tak dalej.  Jednak u mnie jest inaczej, ale zanim wam zdradzę co mnie aktualnie pochłania chciałam wam zaprezentować Tytuły książek, które w niedalekiej przyszłości bardzo, ale to bardzo chciałabym przeczytać:).


A więc zaczynamy!

LOSING HOPE

Po przeczytaniu Hopeless  zastanawiałam się jak wytrwać czas oczekiwania, ale na szczęście kiedy emocje opadły pozostała we mnie radość, że już niebawem, że jeszcze troszkę a znowu spotkam się z Holderem, i będę mogła kolejny raz przeżywać te same wydarzenia z jego perspektywy. Czy tylko ja odliczam do premiery? Która została (nie wiem jakim prawem!!!) przesunięta.
Jedyne co to okładka, jestem nią rozczarowana, ale cóż... wybrała większość.
 
 
                                                                    DO TRZECH RAZY  NATALIE
 
 Do sióstr Sucharskich nie trzeba mnie namawiać, za każdym razem kiedy sięgam po Natalie mój humor automatycznie się poprawia, i ile razy bym nie czytała to zawsze, ale to zawsze zaśmiewam się do łez. Jest to chyba jedyna autorka, której książki przeczytałam wiele razy i nie czuje przesytu. Trzecie spotkanie z szalonymi siostrami, czegoż chcieć więcej? Odliczam, czekam, oglądam okładkę, i wiem, że na pewno się nie zawiodę! :)
 
 
LOVE, ROSIE
 
 
Książka kolejnej autorki, którą biorę w ciemno! Wszędzie słyszę jakie to wrażenia, i jeszcze na dodatek film! tego nie obejrzę do póki nie zapoznam się z lekturą. Szczerze mówiąc gdybym miała możliwość już bym pobiegła do księgarni i zakupiła, ale z drugiej strony lubię czekać, więc... Spotkam się z love, rosie w nowym roczku.
 
 
 
 
 
 
                                                                     DZIKIE SERCE
 
Achh kroniki czerwonej pustyni.... pierwsza część wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie, z wielu przyczyn przeszła mi obok noska możliwość zdobycia zaraz po premierze, ale co się odwlecze... Druga z serii będzie celem w nadchodzącym roku, dopisanym do zakupienia. Bo jakże inaczej wejść w 2015 jak nie z książkami pod pachą!! :)
 
 
 
 
SERIA - AFTER

 
Nadchodząca nowość, na facebooku już wrze, książka jeszcze się nie ukazała w Polsce, a zyskała swoich fanów. Mówi się o niej, że można porównać do Greya, ja mam nadzieje,że będzie lepsza, gdyż Grey jest .... Nie powiem zainteresowałam się ową nowością, ciekawa tegoż płomienia, pod skórą rzecz jasna. Mam nadzieje,że się nie poparzę, a jedynymi skutkami płomienia będą rumieńce, na mej twarzy oczywiście ;D
 
 
 
 
 
Tak w mini wersji wyglądają moje przyszłoroczne marzenia książkowe, które mam w planach sama sobie urzeczywistnić. Teraz chciałam zdradzić czym jestem tak zajęta, co mi przesłoniło oczy, i odwróciło uwagę od czytania. Do czego próbuję namówić Bujaczka, która ciągle się opiera, a wiem, gdyż znam już tę kobietkę, że będzie pod takim samym wrażeniem co ja ;)
 
Otóż kilka tygodni temu, całkiem przypadkowo wpadł mi w oczy i to dosłownie, pewien serial. Turecki.  Został on sprzedany do ponad 50 krajów, podbija serca widzów, moje niestety również. dlaczego niestety? bo Polska, jak to Polska musiała zrobić po swojemu i oryginalne odcinki trwające niespełna dwie godziny obciachała do 50 minut... gorzej zrobić nie mogli.  W akcie desperacji zaczęłam oglądać po turecku, później z angielskimi napisami ;) A chodzi mi o ten film znaczy się serial.
 
                                          żeby nie było zdjęcie podebrane tutaj
 
W oryginale zatytułowany jest Muhteşem Yüzyıl , w naszym rzekomy tłumaczeniu - Wspaniałe stulecie. Przedstawiono w nim czasy świetności państwa Tureckiego za panowania Sułtana Sulejmana Wspaniałego (to ten którego wszystkie kobiety pokochały) Z tego co udało mi się wyczytać, sułtan ten był najlepszym przywódcą w dziejach historii, dlatego czasy nazwano wspaniałe. Ciekawostką jest przybycie do haremu jednej z niewolnic, pochodziła z Krymu, lecz dokładnie nie wiadomo czy była ona Rosjanką czy może Polką, jedno jest pewne. Zawładnęła sercem sułtana, bardzo szybko pięła się po szczeblach, by być u jego boku. Droga ta nie była usłana różami, lecz truciznami i innymi intrygami mającymi na celu zlikwidowanie Aleksandry znanej również jako Roksolany, nazwanej przez sułtana Hürrem.
Nie będę wdawała się w wątki historyczne gdyż jak każdemu wiadome jest seriale zawsze znacznie odbiegają od prawdy. Mnie zachwyciły przede wszystkim stroje, później zwróciłam uwagę na świetną grę aktorów, a po czasie fabuła tak mnie pochłonęła, że teraz siedzę oglądam powtórki, jak nie powtórki to odcinki oryginalne, jeżeli znajdą się z angielskim tłumaczeniem to super, mniej więcej wiem o czym mowa ;D.
 
 
                                                            Hürrem oraz Sulejman :*
 
 
 Normalnie zakochałam się w aktorze grającym sułtana;) na szczęście jest to fascynacja w momencie oglądania filmu, później wracam na ziemię. W stronę filmu oczywiście spadł grad krytyki, że opera mydlana, że tylko ten harem i harem, no ale niestety ludzie lubią oglądać o uczuciach, intrygach, a tam są pokazane z wplecionymi prawdziwymi wątkami. O podbojach sułtana jest mniej, owszem śledzimy jego walki, zarządzanie państwem, ale tematem wiodącym jest uczucie Sułtana do Hürrem.
 
 
 
 
                                             Mówcie co chcecie, te stroje są cudne! :)
 
 Jak już wiecie, przepadłam z kretesem, powolutku wracam do świata książek, ale dzieje sułtana wdarły się do mojej głowy. Ktoś z was widział serial? Co o nim sądzicie? :)
 
 
Czytaj dalej...

Niemoralna gra




Sięgając po Niemoralną grę  szykowałam się na naprawdę mocne wrażenia, wartką akcje oraz ciekawych bohaterów. Nie poznałam wcześniej twórczości  pani Kosowskiej , więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po wnętrzu książki. Tak naprawdę teraz po zakończeniu mam mieszane uczucia... ale zanim ubiorę w słowa co czuję przedstawię zarys fabuły.
 
Głównym bohaterem jest Konrad, wykładający etykę na jednej ze studenckich uczelni. Część czytelników poznała jego postać we wcześniejszej powieści Deja vu. Mężczyzna uchodzący za znanego podrywacza, łamacza serc, nie potrafiący zbyt długo utrzymać się w jednym związku, kobiety zmienia od razu gdy zaczyna czuć, że sprawy nabierają tempa w wiadomym kierunku. Wtedy zgrabnie się wycofuje, w większości mając już na celowniku kolejną "ofiarę". 
Tego dnia Konrad miał zostać na dyżurze w studenckim telefonie zaufania, jego kolega poprosił o przysługę, ten nie zdążył odmówić i tak tym sposobem wylądował w miejscu, w którym jak twierdziła większość z jego wydziałowych znajomych absolutnie się nie nadawał.  Duma nie pozwoliła wykładowcy zamienić się z Melanią, bardziej doświadczoną osobą, znającej się na rozwiązywaniu problemów młodych ludzi. Uparcie przekonywał, że musi zostać i został. Kiedy już mu się wydawało, że spędził bezczynnie godziny czekając na dźwięk aparatu, ten nagle się rozdzwonił. Jedna rozmowa, z nieznajomą dziewczyną, wywarła na mężczyźnie ogromne wrażenie. Sprawa wyglądała naprawdę poważnie, potrzebna była interwencja by pomóc zagubionej studentce, tylko jak sprawdzić kim była skoro nawet nie podała imienia, jedynie nagranie rozmowy nie daje spokoju Konradowi. Zaczyna rozmyślać, prosi nawet o pomoc Melanie, która mając większe wyczucie będzie potrafiła wyłapać coś istotnego między słowami.
 
W życiu prywatnym Konrada dochodzi do zmian, sam jeszcze nie bardzo rozumie co się z nim stało, a może tak naprawdę wie, że do tej pory wszystko co robił  było grą, przed ludźmi, ale przede wszystkim przed samym sobą, dopiero jedno nieoczekiwane wydarzenie sprawiło, że się otrząsnął. Dotarło do niego coś ważnego, postanowił działać, jego celem stało się odnalezienie tajemniczej rozmówczyni. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo emocjonalnie zaangażuje się w szukanie, przecież do tej pory nigdy nie zaprzątnął by sobie głowy jedną z wielu zrozpaczonych studentek. Dlaczego więc teraz nagle postanowił coś zrobić? W dodatku zaczynają go nękać głuche telefony, głuche ponieważ dzwoniący nie czekał aż odbierze, ani też nigdy nie próbował zostawić wiadomości na poczcie głosowej. Sprawa zaczyna zataczać większe kręgi, zaś w poszukiwanie dołączają się znajomi.  Mężczyzna aby uchronić przed straszną tragedią studentkę wybierze się w podróż do Saksonii, jak zakończy się ta wyprawa? Czy Konradowi uda się zrobić coś dobrego? Czy naprawdę zaszły w nim zmiany na lepsze?
 
 
Moja wrodzona ciekawość wzięła górę i zrobiłam coś czego staram się nie robić przed napisaniem własnej recenzji, przejrzałam opinię do tej książki. Otrzymała naprawdę bardzo dobre opinie,  czy zgadzam się z nimi? Nie do końca. Oczywiście każdy ma prawo stwierdzić, że jest to pozycja fenomenalna, mnie nic do tego.  Po prostu chciałam zobaczyć czy jest ktoś oprócz mnie, kto ma podobne odczucia po zakończeniu... Zostawiam więc cudze opinie, przechodzę do swojej własnej, subiektywnej oczywiście.
Zacznę od bohaterów, Konrad nie rozumiem dlaczego uchodził za mężczyznę, któremu nie mogły się oprzeć kobiety, nie dowiedziałam się jak wyglądał, czy był chodzącym adonisem, jego postać nie przyciągała mnie, był mi zupełnie obojętny jako mężczyzna. Jednak uchodził za łamacza serc, nie będę się spierać, widać mało wiem.  Nagle zaczyna się zmieniać, wspaniale, cieszmy się i radujmy. Melania była według mnie tłem więc jej nie ma sensu poświęcać zbyt wiele uwagi, przejdę więc do jej córki Julii, chodząca sprzeczność. Nie wiedziałam jak mam odbierać tę kobietę. Z jednej strony nie znosiła Konrada, miała o nim jak najgorsze zdanie, ale nagle zachciała mu pomóc szukać, owszem później mamy wyjaśnienie co było powodem, ale jak dla mnie blado to wypadło.  Krzysztof przyjaciel, coś tam pomagał, coś szukał. Chyba najbardziej bystrym i konkretnym w tej "ekipie" był Andre, od razu polubiłam jego postać i tok rozumowania, dobrze obserwował i analizował.
No i w końcu ogólnie całość. Nie do końca rozumiałam o co chodziło z narracją, najpierw widzimy całość z perspektywy Konrada, później nagle, przechodzimy na Andre, czego musiałam się domyślić bo przecież nastąpiło "CIACH" i siedzieliśmy w głowie rozmówcy Konrada, super.  Andre sobie porozmyślał, wrócił do przeszłości, pokazał nam część swojego życia związanego z pewną dziewczyną i ... wracamy do Konrada. Z Konrada przenosiliśmy się na Julię, z Julii na Krzysztofa. I tak dalej.  Może dlatego, że to był wieczór, może dlatego, że bolała mnie głowa, ale coś takiego absolutnie nie podeszło w mój gust. Skakanie "z głowy do głowy" nie spodobało mi się.   Trzy gwiazdki jestem w Krzysztofie, kolejne witaj Julio! 
Przemierzałam Saksonię, gdzieś przeczytałam, że piękne widoki, w deszczu śniegu rzeczywiście musiała się ta Saksonia jawić cudownie... Nie byłam tam, więc moja wyobraźnia w żaden sposób nie pomagała w zobaczeniu czegoś pięknego w zawierusze śnieżnej.
Pomarudziłam, musiałam ponieważ byłam przyszykowana na całkiem inną historię, a zastałam to co zastałam, widać ostatnimi czasy mylnie interpretuje noty od wydawców. Pomysł wydawał się być genialny, byłam przekonana, że spotkam się z naprawdę świetną akcją, a tak naprawdę cofałam się w przeszłość, musiałam męczyć z rozmyślaniami Konrada, które drażniły mnie niezmiernie. Nie czułam napięcia, nie porwała mnie całość.  Chciałam dotrzeć do końca by dowiedzieć się kto stał za telefonem, zakończenie mnie zawiodło, bardziej nijak chyba nie można było go zrobić. Szkoda. Na szczęście moja opinia jako jedyna będzie krytyczna, książka zyskała sporą liczbę fanów, więc wyjdzie, że jak zwykle ja się czepiam...
Być może jest coś, czego nie zdołałam wyczytać, niech każdy oceni indywidualnie.
          
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Novae Res.
 
 
Czytaj dalej...

Napiszę list... może zrozumiesz co czuję...



Będę się powtarzała, ale cóż mam poradzić, każda książka autorstwa Evansa ma w sobie tyle mądrości, przekazu oraz tego jedynego w swoim rodzaju klimatu, dzięki któremu wiem w ciemno,że co by nie zostało napisane, mnie z pewnością się spodoba. I nawet jeżeli fabuła nie jest szczególnie zaskakująca to i tak czytanie historii stworzonych przez tego właśnie autora jest dla mnie ogromną przyjemnością.  

MaryAnne i Davida spotkała tragedia, w ich udane życie rodzinne wkradła się śmierć, odbierając ukochaną córeczkę. Rozpacz spadła nagle, oboje próbowali radzić sobie z cierpieniem na różne sposoby, żyjąc ze sobą, ale jakby zapominając o swoim istnieniu. Davida pochłonęła praca, to tam znajdował ukojenie bólu, z którym zmagał się każdego dnia. MaryAnne czekała,  czekała aż jej ukochany mąż podzieli się swoimi uczuciami z nią, zauważy jej obecność,że ona również jest obok i przeżywa stratę dziecka i kocha swojego męża. Chce dalej razem z nim iść przez życie. 
Niestety z każdym dniem oddalają się od siebie, David wcale nie przestał kochać swojej żony, po prostu w pewnym momencie gdzieś zagubił się swej żałobie, a może dawne wspomnienia wróciły i teraz czaiły się w postaci cienia przeszłości? Jedno jest pewne, utrata jedynej córeczki zaburzyła stabilność rodziny.  Tragedia sprawiła,że miłość dwojga bliskich sobie ludzi została wystawiona na próbę. Anne, która nie potrafi poradzić sobie z targającymi nią uczuciami, oraz brakiem zainteresowania Davida decyduje się na drastyczny krok, odchodzi od męża, pozostawiając mu pożegnalny list.  Czując bezradność oraz beznadziejność sytuacji opuszcza ukochanego mężczyznę. 
On zaś żyjąc w otępieniu nie widzi cierpienia kobiety, którą zawsze kochał, która odkąd poznał stała się najważniejszą osobą w życiu. Dopiero po przeczytaniu wiadomości, dociera do Davida co się stało. 
Mężczyzna postanowi zawalczyć o własne życie, jednak by móc jechać szukać żony, będzie musiał zmierzyć się z przeszłością, wrócić do wspomnień, które zawsze próbował w sobie zdusić. Na jego drodze znajdzie się wiele przeszkód, często będzie miał wrażenie,że los sprzysiągł się przeciw niemu, zaś odpowiedź na niezadane pytania była tuż, tuż... 

Obok wątku miłosnego, autor poruszył problem rasizmu, czasy w jakim się znajdujemy to lata trzydzieste minionego wieku, jawiącego się pięknymi przyjęciami, ale i również kryzysem finansowym, buncie społeczności oraz szerzącej się zawiści względem czarnoskórych ludzi. David będzie musiał zmierzyć się z buntem wśród pracowników, mającym za złe utrzymywaniu na stanowiskach "murzynów",  którzy według nich nie zasługują na lepsze traktowanie, gdyż z racji koloru skóry są gorsi.  Razem z bohaterem doświadczymy zawiści oraz upokorzenia, ale przede wszystkim bezradności na niesprawiedliwość.

W przypadku Richarda Paula Evansa nie może być mowy o rozczarowaniu, jak wspomniałam na wstępie, co by nie napisał ten autor wezmę w ciemno. Dlatego i tym razem wiadome jest,że List trafił w mój gust. Jednak jak to ze mną bywa, nie będzie to niczym nowym, często sięgam po książki w odwrotnej kolejności. Tak było i tym razem, dopiero po zakończeniu listu, dowiedziałam się,że jest on kontynuacją Zegarka z różowego złota... No cóż, inni nie potrafią, ja tak, zacząć od środka to dla mnie nic wielkiego. 
Mam nadzieje,że zegarek przeczytam, chociaż znając zakończenie powyższej pozycji będę miała świadomość tego co nieuniknione. Jaki jest koniec historii przedstawionej przez autora oczywiście nie zdradzę. Mogę i napiszę o moich odczuciach, przede wszystkim bohaterowie. Nie było mi łatwo wczuć się w osobę MaryAnne, wiedziałam tylko tyle,że bardzo cierpiała i to podwójnie. Z jednej strony śmierć dziecka z drugiej mąż, który zamknął się w sobie, postanowiła odejść, napisała list. Można zadać pytanie, dlaczego nie powiedziała tego co czuje, tylko napisała, ale często bywa tak,że właśnie napisać jest łatwiej, przelewając na papier wszystkie emocje, zawierając w słowach to co nie umiemy powiedzieć w oczy. 
Kiedy poznałam problem Davida, jego dzieciństwo, po części zrozumiałam gdzie leży problem, polubiłam jego osobę i cały czas kibicowałam w misji jaką sobie wytyczył na cel. Dopiero po przeczytaniu listu dotarło do niego jaką krzywdę wyrządził żonie, ale również ich małżeństwu...
Drażniła mnie postać pewnej kobiety, usilnie próbującej zbliżyć do chwilo samotnego mężczyzny, w dodatku żonatego. Czegoś takiego to nie znoszę, więc owa namolna dama niezmiernie mnie irytowała. Osobiście bardzo przeżyłam śmierć czarnoskórego przyjaciela Davida, to co wydarzyło się później wstrząsnęło mną i naprawdę przez długi czas nie mogłam oswoić się z myślą,że takie zachowania miały i niestety czasem i teraz mają miejsce. 
Ogólnie całość utrzymana jest w refleksyjnym klimacie, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie,że jest więcej smutku co radości. Wiele razy wzruszałam się, odczuwałam złość na ludzi, którzy uważali się za lepszych od innych ponieważ mieli biały kolor skóry. Mogłoby się wydawać,że były to piękne czasy, wystawne bale oraz otoczka bogactwa bywały tylko złudzeniem, prawdziwe życie jawiło się o wiele brutalniej szczególnie dla tych, którzy chcieli mieć pracę i być godnie traktowani.
Zakończenie mnie zaskoczyło, o ile całość toczyła się dosyć jednostajnie, może i chwilami przewidywalnie, tak ostatnie strony były niesamowite, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Wydaje mi się,że jest to pozycja dla każdego, szczerze polecam. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować panu Tomaszowi z wydawnictwa Znak literanova.



Czytaj dalej...

Czytając klasykę, czyli słów kilka o Braciach Karamazow



Sięgając po Braci Karamazow Dostojewskiego, miałam bardzo mieszane uczucia. Powodem było moja wiedza na temat nastawienia samego autora do Polski oraz Polaków.
 Z pewnym dystansem podchodziłam do jego twórczości. Na szczęście po przeczytaniu kilku rozdziałów wiedziałam, że to nie tylko powieść o rodzinie, ale w pewnym sensie rozprawa psychologiczno-społeczna. 
Jako że dzieło Dostojewskiego jest bardzo skomplikowane, moja recenzja będzie miała inną formę, skupiając się na analizie całości. Bez zarysu fabuły.
Autor ukazuje przekrój społeczeństwa opierając się nie tylko na przykładzie rodziny Karamazow. Szczegółowo opisuje wygląd, pochodzenie, ale również warunki w jakich żyją jego bohaterowie.  Sam ojciec jest postacią tak bardzo negatywną, że trudno jest mu poświęcić więcej uwagi niż na to zasługuje.
Jest on człowiekiem egoistycznym pozbawionym podstawowych zasad i norm społecznych oraz życia rodzinnego. Wykreowano go jako rozpustnika nawet nie ukrywającego się z tym faktem, nienawidzącego własnych synów. Może faworyzował najmłodszego ze swych potomków, jednak jedynie z pobudek czysto egoistycznych. Ponadto charakteryzowało go skąpstwo, oszustwo oraz hulaszczy tryb życia. Był nieodpowiedzialny za własną rodzinę.
Pozostaje więc pytanie jak w domu, w którym brakuje jakiej kolwiek opieki rodzicielskiej – po śmierci matki to właśnie nieodpowiedzialny ojciec sprawuje podwójną rolę – dzieci mogą wyrosnąć na porządnych, mądrych obywateli. Ojciec ignoruje swoje obowiązki pozostawiając własnych synów na pastwę obcych ludzi, nienadających się do wychowywania.
Tutaj ukłon w stronę autora, który pokazuje czytelnikowi w jakich warunkach żyli chłopcy. Filozofia losów każdego z nich jest więc bardzo charakterystyczna do stylu ich wychowania. I gdyby ojciec dał im chociaż namiastkę miłości, odpłacili by to w trójnasób. Niestety nieodwzajemniona miłość rodzicielska do nich przeradza się w nienawiść.
Z ogromnym zainteresowaniem i podziwem dla Dostojewskiego przeczytałam o wadach jego własnego narodu. Moim zdaniem słusznie nie oszczędził żadnej osoby – skrytykował wszystkie przywary, które doprowadzają do degradacji społeczeństwa. Kwintesencją Jego opisów jest przemowa prokuratora jak i również obrońcy. To bardzo ciekawe studium psychologiczno-filozoficzne, które pokazuje jak bardzo społeczeństwo rosyjskie jest zdegenerowane, wydając wyrok niesprawiedliwy.
Autor bardzo dokładnie ukazał warunki bytowe, środowiskowe i materialne życia każdego z braci Karamazow. Oczywiście zostały ukazane jednostki pozytywne, między innymi Aleksy Karamazow czy Agrafia Aleksandrowna. Mimo że uchodziła za kobietę rozpustną okazała się postacią pozytywną w tym zakłamanym społeczeństwie pełnym obłudy. A wystarczyło wziąć za cel całego życia miłość, w pełnym tego słowa znaczeniu, jak powiedział do Aloszy jego przewodnik duchowy Zosina:

„(...) Życie jest rajem dla tych, którzy kochać umieją. Piekło to tylko brak miłości i ci, 

którzy żyją nie miłując, za życia już mają piekło .
 Gdyby ludzie zechcieli to raz zrozumieć, 

raj zapanowałby na ziemi. ”
 
Podsumowując, powieść bardzo przypadła mi do gustu – nie darmo należy do klasyki literatury. Język jest piękny, czego niestety brakuje w obecnych utworach. W tak dokładnych i dociekliwych opisach charakterów widać, że pisarz znał psychologię, ale również filozofia nie była mu obca. Te wszystkie przymioty czynią powieść ciekawą, wciągającą i trzymającą czytelnika w napięciu do samego końca.
Pomimo moich wcześniejszych obiekcji jestem usatysfakcjonowana i polecam tą piękną książkę czytelnikom. Jestem pod ogromnym wrażeniem całości. Jednakże trzeba nadmienić, iż książkę należy dawkować. Nie jest z typu "na jeden wieczór". Klasyki mają to do siebie, że wymagają posmakowania, skupienia oraz oddania się im w całości. Szczerze polecam, choćby, albo i przede wszystkim  ze względu na słowo jakim jest pisana, jej piękno i urok.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia
 

 
Czytaj dalej...

Wielka księga przygód 2 - Basia :)




Basię polubiły wszystkie dzieci, ja też. Kiedy siadam do czytania o tej wesołej i bystrej dziewczynce, czuję się jakby czas cofnął się o  te "kilka" lat. Dlatego też z wielkim zainteresowaniem śledzę każdą nową historyjkę, zastanawiając się co też nowego przytrafi się Basi i jej rodzinie. Wielka księga przygód zawiera siedem opowieści o głównej bohaterce oraz jej bliskich. co ciekawego tym razem spotkało moją ulubienicę?
 
Nie będę streszczała wszystkich opowiadań, ponieważ każdy powinien sam sprawdzić co nowego zaserwowały nam autorki, ale na dobry początek wraz z młodą damą poznajemy tajemniczego chłopca, który ma czarną skórę i jest bardzo zamknięty w sobie. Od niedawna zamieszkał w Polsce i teraz będzie uczęszczał do tego samego przedszkolna co nasza Basia. Dziewczynka od razu postanowi zapoznać się z kolegą, niestety ku jej ogromnemu zdziwieniu spotka się z niechęcią chłopca, bardzo zaskoczy to dziewczynkę, ponieważ jako niezwykle otwarta osoba poczuje się odtrącona. Będzie próbowała zrozumieć zachowanie kolegi, ale czasem potrzebna jest porada u kogoś mądrzejszego, czyli kochanej mamy.
Z kolei jeszcze bardziej trudnym doświadczeniem będzie decyzja rodziców o przyjęciu do pracy opiekunki dla dzieci. Nie każdemu ta wiadomość przypadnie do gustu, w końcu jak obca osoba może zastąpić mamę oraz tatę? Oczywiście Basia dojdzie do wniosku, że w żadnym wypadku nie ułatwi zadania jakiejś innej kobiecie.  Niekiedy z góry negatywnie oceniając decyzję rodziców, można stracić coś bardzo ciekawego, na szczęście Basia sama przed sobą przyzna się do popełnionego błędu.
Mamy też czują zmęczenie, praca oraz zajmowanie się domem bywa absorbujące, tak też się stało z rodzicielką naszej bohaterki, która pewnego dnia stwierdziła, że potrzebuje chwilę odpoczynku.  Tato postanowił wraz ze swoimi latoroślami zająć się przyrządzaniem kolacji, jakież to było czasochłonne ale pełne radości zajęcie. Jak się okazało pomocników nie brakowało, każdy chciał mieć swój wkład w przygotowanie posiłku. A jaki był efekt końcowy? Tego nie zdradzę.
 
 
Kolejne spotkanie z Basią, jak zawsze udane. Za każdym razem kiedy mam okazję sięgnąć po lekturę obu autorek nie czuję obawy,że się rozczaruję. Każda opowieść jest naprawdę ciekawa, wesoło napisana, lekkim językiem by każde dziecko z zainteresowaniem śledziło przebieg wydarzeń. dodatkowo pięknie zilustrowane karty stron stanowią dopełnienie całości. Tutaj spotkamy się z wieloma wyzwaniami jakie mogą spotkać małe dziecko, ich reakcjami oraz poradami, które naprawdę mogą być bardzo przydatne dla każdego rodzica. Maluchy odbierają wiele rzeczy intensywniej, przez co dogłębniej analizują by móc po swojemu zrozumieć, na przykład dlaczego od następnego dnia to nie mama odbierze z przedszkola, tylko inna zupełnie nieznana osoba, i mimo, że nawet jeszcze jej nie znają to gdzieś instynktownie czują niechęć, z powodu zagrożenia. Bo może już mama albo tato nie będą się nim interesowali tak samo, jak do tej pory. Poruszona sprawa z nowym kolegą pochodzącym z Haiti, ukazuje problem  integracji z kimś odmiennym, dzieci jako spostrzegawcze z ciekawością, ale może i dystansem podchodzą do rówieśników o innym kolorze skóry, autorki sprawnie i inteligentnie poprowadziły ten wątek. Jestem jak najbardziej na TAK tego typu opowiadaniom. Książka nie tylko bawi, poprawi humor, ale również edukuje.
Świetna lektura dla dzieci jeszcze nie czytających i tych już zaczynających swoją przygodę z literaturą. Szczerze polecam rodzicom i ciociom, powyższa książka na pewno zainteresuje pociechy i ich opiekunów.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
 
 
Czytaj dalej...

Książka do kolorowania



Recenzowałam książki dla dorosłych, bajki dla dzieci, a nawet gry. Tym razem przyszła pora na kolorowanki. Byłam niezmiernie ciekawa jak będzie wyglądała Książka do kolorowania już sama nazwa zdradzała, że nie będzie to kilka stron do wypełnienia kolorami. Kiedy dotarła do mnie, byłam pod wrażeniem jej gabarytów, ale i wnętrza... dlaczego?
 
Przede wszystkim papier, jest całkiem inny niż w znanych dla mnie malowankach, tam zazwyczaj jest bialutki, cieniutki, z mocno uformowanymi kształtami do pomalowania. Praktycznie zaraz po otwarciu dziecko wie jaka postać, bądź rzecz widnieje na rysunku. Natomiast w książce do kolorowania sprawa nie wygląda tak łatwo. Linie są dosyć grube, uformowane w trudne do określenia kształty. Dopiero przy dłuższym przyjrzeniu się można zobaczyć co widnieje na pierwszym planie.
 
 
 
Byłam bardzo ciekawa jak książka przyciągnie dziecko, sama miałam problem z odgadnięciem tego co kolorować, jednak moje obawy były niepotrzebne, ponieważ mój chrześniak, gdy tylko zasiadł przy stoliku wiedział gdzie i jak ma kolorować. Te twórcze mazaje zmuszają do większej koncentracji, zastanowienia w jakim miejscu, którego koloru użyć. Radzio ze skupieniem wypełniał kolejne pola, które ukazywały wyłaniające się przeróżne obrazy. Dodatkowo każda kolejna strona, ma kontynuację z poprzednią, dlatego najlepiej zacząć od początku i po kolei
 
 
Na stronach zostały ukryte warzywa, owoce, oraz inne potrawy. Zadaniem dziecka jest odnalezienie i pokolorowanie tych, które są jego ulubione. Wydawać by się mogło, że nic trudnego, jednak plątanina linii  jest tak wielka, że trzeba się naprawdę natrudzić by wyszukać jabłuszko, albo ananasa. Polecenia są proste i dokładnie sugerujące jakie zadanie powinno wykonać dziecko.
 
 
Książeczka jest nietypowa, jak dotąd nie spotkałam się z takim rodzajem kolorowanki, jak widać na zdjęciach papier jest solidny, linie grube i wyraźne. Sprytnie schowane literki alfabetu nie tylko pomagają w nauce, ale również wyostrzają zmysły, ćwiczą koncentrację. Na kartach możemy również znaleźć znane postacie z bajek, na przykład super bohaterów, ale również znaki drogowe,.Uważam taki zabieg za bardzo sprytny, ponieważ nauka poprzez zabawę najlepiej utrwala pamięć. Według mnie, ale przede wszystkim Radzia, książeczka jest bardzo ciekawa. Zapytany co najbardziej przypadło mu do gustu, odpowiedział "wszystko!" myślę, że taka rekomendacja powinna być wystarczająca. Ze swojej strony dodam tylko, że  mogłoby być mniej czerni na niektórych stronach, i okładka bardziej przyciągać, ale ogólnie nie mam żadnych zastrzeżeń. Ucieszą się z niej dziewczynki i chłopcy.  Kredki w dłoń i do dzieła!
Chciałam jeszcze na koniec przedstawić Radka, mojego ukochanego chrześniaka, który dostał naprawdę poważne zadanie oceniania.  Poradził sobie świetnie, z radością pozował do zdjęć, żeby ciocia mogła przedstawić wam wnętrze kolorowanki.



Za możliwość kolorowania książeczki, chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.

Czytaj dalej...

Córka ognia i krwi





Lubię gatunek fantasy,  a jeszcze bardziej wampiry. Oczywiście nie w każdym wydaniu. Bo napisać o tych stworach trzeba naprawdę umieć, jednak jako ich fanka często daję się skusić i sięgnąć po kolejną publikację z krwiożerczymi bestiami w roli głównej. W Córce ognia i krwi miałam poczytać o tych współczesnych, a więc zapowiadało się naprawdę interesująco. Zacznijmy od początku.
 
W sierocińcu znajdującym się na Wyspie Księżniczki Kamili stoi sierociniec, zaś jego patronką jest św. Hildegarda, właśnie w tym miejscu wychowuje się Nina, dziewczynka odznaczająca się krwistoczerwonymi włosami oraz odmiennym charakterem. Odmiennym od innych dzieci. Nina często chodzi zamyślona, rozmawia z księżycem, bądź marzy o niestworzonych rzeczach. Nikt nie wie jakie ma nazwisko. Kiedy trafiła jako maleńkie dziecko nie miała przy sobie żadnych dokumentów, nie jest wiadome kim byli rodzice sieroty.  Jedno jest pewne, wychowawczyni zajmująca się grupą do której należy Nina, nie znosi jej. Matylda krytykowała wszystkie poczynania wychowanki, buntowała innych nauczycieli przeciw niej, tak aby każdy współczuj jej jako poświęcającej się opiekunce.Nina zaś nie znosiła tej wstrętnej kobiety, która z niezrozumiałych dla niech przyczyn pałała tak wielką nienawiścią. W prawdzie zdawała sobie sprawę, że jest nieco inna od reszty dzieci, ale przecież zawsze starała się być grzeczna. Dobrze, że miała przy sobie chociaż jedną przyjazną osobę, w postaci przyjaciółki Angeliki. Koleżanka pocieszała i dzieliła z nią chwile radości i troski. do czasu gdy Nina skończyła trzynaście lat, od tego momentu zaczęły się przytrafiać niewytłumaczone zjawiska, których sama główna zainteresowana nie potrafiła zrozumieć. Sytuacja wymyka się spod kontroli pewnego popołudnia, kiedy to Matylda wzywa znienawidzoną uczennicę do swojego gabinetu...
 
Córka ognia i krwi została podzielone na dwie części, pierwsza opisuje pobyt Niny w sierocińcu, jej zmagania z nabuntowanymi nauczycielami. Druga zaś nawiązuje do świata magii no i wreszcie długo wyczekiwanych przeze mnie wampirów. O ile początek był napisany dosyć ciekawie, z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterki, to jak w jej życiu zaczęły się dziać chwilami straszne zjawiska, tak w następnym etapie coś się zepsuło. Autorka upchała chyba wszystko co było możliwie, zaś nadmiar nowych postaci mnie najnormalniej w świecie przytłoczył, był moment kiedy pogubiłam się kto był kim, i jaka była jego rola. Zbyt wiele osób, a za mało wiadomości na ich temat, Pojawiali się nagle, robili pełno szumu i przeskok do następnego. Sama Nina była nijaka, może jeszcze w domu dziecka miała jakieś swoje zdanie, wyróżniała się i to było ciekawe, niestety później jej postać zbladła i zrobiła się bez wyrazu, tak naprawdę prym wiodła Morgana ze swoją świtą, a ona była tylko tłem. Angelika, przyjaciółka. Od zawsze wspierająca dziewczynkę, tylko ta  cała moc przyjaźni nagle osłabła w jednej chwili gdy pojawiła się szansa przebicia przez tłumy, a wizja pupilki przełożonej była na tyle piękna, iż zaślepiła jej uczucia do rzekomo najbliżej osoby. Jednak nie czepiajmy się, mowa o dzieciach, one mogą mieć inny tok rozumowania, bardziej pobieżne spojrzenie na definicje przyjaźni.  Dalej idąc, pojawiły się wampiry no i co? No i nic, nie wiedziałam co robić, udawać i nie zwracać uwagi na coś uformowane na kształt istoty nieśmiertelnej, czy pogodzić się z rozczarowaniem. Mimo wszystko czytałam dzielnie, mając nadzieje, na wielkie wydarzenie. Trzęsienia ziemi nie było, nic mnie nie zaskoczyło, poza zakończeniem, któremu czegoś brakowało, niestety z nadmiaru wszelakich postaci nie byłam i nie jestem w stanie powiedzieć co jest nie tak.
Ponarzekałam sobie, teraz przejdźmy do ogólnego podsumowania. Jako, że autorka jest tak naprawdę dzieckiem, bo te 14-15 lat  jawią mi się z bieganiem po podwórku i jeszcze z zabawami, załagodzę swoją ocenę, ponieważ Ulexia  ma jeszcze szansę dopracować swój warsztat, rozwinąć swoje umiejętności, i wtedy kto wie? Napisze naprawdę porywającą powieść. Na chwilę obecną jestem zmuszona napisać, że moje odczucia są mieszane, i nie potrafię powiedzieć czy polecam. Niech każdy zdecyduje sam.  Zamysł był dobry, tylko jak wspomniałam czegoś zabrakło. Za dużo różnych wątków, co zepsuło całość. Szkoda.
 
 
 
Za książkę chciałam podziękować Pani Dorocie z wydawnictwa Novae Res.
 
 
Czytaj dalej...

Łupieżcy Niebios




Obiecałam sobie, już jakiś czas temu, że absolutnie nie będę wchodziła w nową serię, bo wiadomo tyle książek jest do przeczytania, no i czekanie jest niebywale trudne na kolejny tom. Tak więc z mocnym postanowieniem Nie czytania czegoś co składa się z kilku tomów postanowiłam zagłębić się w lekturze Pięciu Królestw.  Okładka taka ładna, no i ten tytuł, opis jeszcze bardziej przyciągał, pomyślałam, a co mi zależy, w końcu jedna dodatkowa seria nie zrobi dla mnie różnicy. Czy było warto się skusić?
 
Dzień Halloween, niemalże każde dziecko przebrało się w jak najbardziej wymyślny strój, Cole uczeń szóstej klasy tym razem był strachem na wróble, nie takim zwykłym bo w jego kostiumie tkwiły złamane strzały. Chłopiec już planował co będzie robił wraz ze swymi przyjaciółmi po zakończonych lekcjach. Na wstępie mieli zamiar pozbierać cukierki, ale później coś o wiele ciekawszego. Cole dowiedział się o atrakcjach w pewnym nawiedzonym domu, rzekomo efekty miały być bardzo realistyczne. O umówionej godzinie spotkali się i ruszyli grupą szukać wrażeń. Już po przejściu przez próg mogło się wydawać, że coś jest nie tak. Jednak żadne z nich nie potrafiło się przyznać, że z chęcią opuścili by to miejsce, zgrywając więc odważnych poprosili właściciela by pokazał im coś naprawdę strasznego. Schodząc do przerażającej piwnicy nieświadomie podpisali na siebie wyrok. Gdyż ludzie znajdujący się na miejscu nie mieli ich tylko wystraszyć. Wydarzyła się dziwna rzecz, która sprawiła, iż koledzy chłopca gdzieś zniknęli. Cole udaje się w miejsce w którym ostatni raz się widzieli. W chwili gdy przekroczył niewidzialną granicę jego życie  wyglądało jak przygoda, niebezpieczna przygoda.
Miejsce do którego trafił jawi się jak ze snu, wszystko wydaje się być nierzeczywiste i sztuczne, jednak poza niemożliwymi rzeczami na Cole'a czyha wiele niebezpieczeństw.` Okazuje się, że znalazł się na Obrzeżach, części Pięciu Królestw, gdzie panują znacznie inne prawa niż na zewnątrz. Szukając swoich kolegów chłopiec wpada w tarapaty, i by móc ich uratować będzie zmuszony do wypełniania wielu zadań. Pozna nowych znajomych, z którymi się zżyje i będą sobie nawzajem pomagać.
Zewsząd otaczająca magia, ale nie tylko. W nieznanym świecie dzieje się coś niedobrego, zaś mały bohater znajdzie się w centrum zagrożenia, aby dotrzeć do szkolnych znajomych będzie musiał pomóc pewnej wyjątkowej dziewczynce.
 
 
Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po Łupieżcach,  jak się szybko przekonałam postaciami wiodącymi były dzieci i obawiałam się, że fabuła może zakrawać o bajkę, z lekkim zabarwieniem fantasy. Jako, że było to moje pierwsze spotkanie z autorem nie miałam pojęcia, jak świetną potrafi stworzyć fabułę, która już po kilkudziesięciu stronach dosłownie mnie wciągnęła.  Wkraczając do Obrzeży, przeniosłam się do niesamowitego świata, gdzie po prostu wszystko było możliwe.
Muszę przyznać, że każda nowa przygoda, każdy dzień spędzony w tym miejscu był wielką niewiadoma, specjalnie napisałam dzień, ponieważ czytając wczuwałam się tak bardzo, że miałam wrażenie, iż faktycznie tam przebywam. Każda misja jaką wykonywał Cole była niesamowita, stresowałam się razem z nim, przeżywałam gdy miał problemy. Już naprawdę dawno nie czytałam książki skierowanej dla młodszego czytelnika, która tak bardzo by mną zawładnęła. Poza wspaniałym światem i zadaniami mamy tutaj pięknie ukazaną moc przyjaźni, odwagi jaką musiały wykazywać się dzieci, ale przede wszystkim Cole, który ryzykował własne życie by spróbować uwolnić kolegów.
 
Brandon Mull wykreował interesujący świat, tak naprawdę można było spodziewać się wszystkiego, realistyczne opisy sprawiają, iż oczami wyobraźni widzi się latające zamki wśród chmur, nieboloty, którymi poruszali się łupieżcy niebios. Tutaj dowiecie się czym jest formowanie, i co dzięki niemu można zobaczyć, jak działają pozory i dlaczego zostały stworzone. Gwiazdy na niebie będą miały inny układ, nawet księżyce nie będą takie jak znamy z własnego doświadczenia. Każda postać jest charakterystyczna, akcja nieprzewidywalna, jeżeli chcecie znaleźć się w świecie pełnym magii, gdzie kolejna strona, ba nawet zdanie otwiera drzwi do nowych przygód.  koniecznie sięgnijcie po Pięć Królestw.
Ze zniecierpliwieniem będę oczekiwała kolejnych części z serii, ponieważ wiem, że z pewnością mnie nie zawiodą. Jest to lektura dla młodszych i starszych, tak naprawdę dla każdego. Jeżeli miałabym postawić ocenę, dostałaby sześć z plusem. Gdyż w pełni  na nią zasługuje. Tym, którzy  się wahają powiem jedno, czytajcie! Nie rozczarujecie się, wręcz przeciwnie. Mogłabym pisać i pisać na temat książki, ale wtedy odebrałabym czytelnikom radość z czytania. Tutaj trzeba po prostu usiąść, zagłębić w lekturę, a nasza wyobraźnia poprowadzi do miejsc do tej pory nieznanych.
 
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
 
 
Czytaj dalej...

Poukładaj mi zycie




Zaciekawił mnie tytuł książki, spodziewałam się historii bardzo skomplikowanej, może czasami tajemniczej i naprawdę zaskakującej. Wprawdzie do debiutów z doświadczenia podchodzę z lekkim dystansem, ale mimo wszystko miałam nadzieje, że się nie rozczaruje. Jakie są moje wrażenia po książce Oli Józefiny Sokołowskiej ?
 
Zaczynami w chwili gdy główna bohaterka Lilianna kończąc szkołę średnią decyduje się pójść na studia, zaś miastem docelowym jest Toruń. Właśnie tam planuje spełniać swoje marzenia związane z tańcem ale i życiem studentki, a dokładniej mówiąc poczuć niezależność. Dziewczyna postanawia zamieszkać w wynajętym mieszkaniu dzieląc go z nową lokatorką, którą to wcześniej sama sobie wybrała. Karolina od początku zdobywa jej sympatię, co jest już pierwszym dobrym znakiem w tym nowym prawie dorosłym życiu. Na wydziale zwraca uwagę na jednego mężczyznę, wprawdzie jest ich wielu, ale jej uwagę przyciąga właśnie On.  Oczywiście nawiązują znajomość, w końcu są kolegami z roku, dlatego też sporo czasu spędzają na nauce oraz omawianiu różnych zagadnień, nie tylko tych związanych z uczelnią. Lilka się zakochuje, nie wie co czuje do niej Janek, ale to i tak nie ma znaczenia gdyż jest zajęty, mieszka ze swą dziewczyną. Zakazani mężczyźni zawsze przyciągali, nie tylko naszą bohaterkę. Dlatego też przez rok udawania, że nic do siebie nie czują bańka musiała pęknąć, a stało się to pod koniec sesji letniej. Kiedy po zdanych egzaminach, kolega postanowił uczcić radosny fakt wycieczką za miasto. niestety pogoda płata figla i zaczyna padać deszcz, jednak obojgu nie przeszkadza w spacerze, udają się nad rzekę gdzie stanie się coś, co odmieni życie obojga na zawsze...
 
Wydaje mi się, że w tym miejscu należy zakończyć zarys fabuły. Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej zostało ukazane życie studenckie Liliany, oraz relacje między nią a Jankiem. Tak naprawdę całość jest formą przypominającym pamiętnik, narracja jest pierwszoosobowa z perspektywy Lilki, która opowiada o ważnych wydarzeniach jej życia.  Nie spotkamy się z niczym nowym, powielony schemat miłości we "troje", oni się kochają, on jest z inną i nie wiadomo dlaczego się nie rozstaną skoro uczucie wygasło,  zakochani z niewiadomych przyczyn nie mogą być ze sobą. Ponieważ dorosłym ludziom trudno jest ze sobą porozmawiać, dlatego też oboje nie dają sobie szansy. Historia się kończy (w pierwszej części) tak jak się tego można było spodziewać, ponieważ całość jest przewidywalna nic nie było wstanie mnie zaskoczyć.
W drugiej części Liliana jest już dorosła kobietą, co się dzieje w jej życiu oczywiście nie zdradzę. Jej zachowanie mimo upływu lat niestety się nie zmienia, dalej żyje własnymi niewytłumaczonymi przekonaniami.
Nawiązując do postaci, tak szczerze nie mogę nic konkretnego na ich temat powiedzieć, ponieważ autorka poskąpiła dokładniejszych opisów. jeżeli już się coś zaczynało to nagle zostawało urwane. Odnosiłam wrażenie, że w zamyśle miało być dużo emocji, a mało faktów. Szkoda, ponieważ wystarczyło popracować i całość wypadłaby o wiele lepiej, a tak nie miałam szansy polubić, albo zżyć się z którymś z nich.
Całość jawi się jako jedna z wielu opowieści miłosnych, bez elementów zaskoczenia. Były momenty kiedy naprawdę się nudziłam, gdyż wiedziałam co za chwilę się wydarzy.
Jako,że książka jest debiutem nie będę jej oceniała zbyt krytycznie, mam nadzieje, że autorka nabierze wprawy i kolejna publikacja naprawdę miło mnie zaskoczy.
Mimo moich zastrzeżeń, nie mogę powiedzieć, że nie warto przeczytać , jeżeli będziecie potrzebować lekkiej lektury na wieczór, możecie śmiało sięgnąć po Poukładaj mi życie.



Recenzja przedpremierowa!


Za możliwość przeczytania chciałam podziękować pani Dorocie z wydawnictwa NOVAE RES .



Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka