Spotkajmy się w kawiarni




Długo, bardzo długo zbierałam się do przeczytania powieści Jenny Colgan , tak naprawdę sama nie wiem dlaczego. Okładka jest śliczna, mimo różu za którym niespecjalnie przepadam, w tym przypadku bardzo pasowało do całości. Nie żeby było cukrowo i różowo. W życiu nigdy tak nie jest. I tak nastrojowa okładka zaprasza nas do wnętrza, w którym kryją się historie wielu bohaterów. Głównie Issy, a we wszystko zostały wplecione przepisy na... babeczki! W różnych odsłonach.
 
Poznajemy kobietę, a może jeszcze dziewczynę o imieniu Issy skrót od Isabel, wychowującą się w piekarni. Tak to właśnie w tym miejscu toczyło się życie małej, później dorastającej dziewczyny. Jako,że jej matka nie do końca radziła sobie z obowiązkiem jakim jest macierzyństwo, rolę tę przejął kochany dziadek. Z zawodu, ale przede wszystkim z zamiłowania będący piekarzem. Jak mawiał, w to co się robi trzeba wkładać serce, tym sposobem jego wypieki miały jedyny i niepowtarzalny aromat i smak. Issy nie zajmowała się tymi samymi rzeczami co jej rówieśnicy, po powrocie ze szkoły udawała się do miejsca gdzie królowały wielkie piece, mąka była czymś normalnym, zaś ukochany dziadek zdradzał po kolei tajniki swoich przepisów. Zaszczepiał we wnuczce miłość do pieczenia, do szykowania jedzenia. Nie żeby chciał by podzieliła jego los, by została w piekarni, miał dla niej lepsze plany. Isabel ukończyła więc dobre szkoły i objęła posadę w biurze nieruchomości. Może praca sama w sobie nie budziła w niej radości, ale za to miała stabilność finansową, mogła mieszkać w znalezionym przez siebie mieszkaniu, posiadała również współlokatorkę Helenę. Obie kobiety darzyły się przyjaźnią, o podobnym poczuciu humoru. Z jedną różnica, Helena mówiła co myśli, znała poczucie własnej wartości, pewnie szła przez życie. Issy natomiast nie potrafiła przebić się przez samą siebie, w pewnym sensie naiwna, chodząca z głową w chmurach.  Posiada chłopaka (chyba) bo ich związek jest co najmniej dziwny, spotykają się po kryjomu, ich randki trwały do skrawka nocy, po czym jedno albo drugie, przeważnie to Issy w środku nocy zamówioną taksówką wracała do domu, żeby czasem współpracownicy nie zauważyli ich wspólnego pokazania się w firmie. Kobieta nie dość, że nie widziała w tym niczego podejrzanego ,to jeszcze potrafiła wytłumaczyć zachowanie partnera przed przyjaciółką, która z dezaprobatą przyglądała się temu układowi, związkiem  tego czegoś nazwać trudno było.
 
Otrzymując wiadomość od szefa o wiadomej treści (akurat zwalniano niepotrzebnych pracowników), Issy poczuje się podwójnie zdradzona, myśl o czymś co było pewne odpłynie w siną dal. Co zrobić mając trzydzieści jeden lat i wypowiedzenie umowy w dłoni? W prawdzie otrzymała sowitą odprawę, ale co z tego? Na rynku pracy nieciekawie, po wysłaniu stosu cv kobieta przestaje wierzyć w sens wszystkiego. Myśl o uczęszczaniu na jakieś głupie szkolenia dla bezrobotnych, na które nie ma najmniejszej ochoty doprowadza do jeszcze większego zniechęcenia.  Siedząc i zastanawiając się co począć z własnym życiem  Issy dochodzi do wniosku, że największą radość sprawia jej pieczenie babeczek.  Może pomysł nie jest głupi? Mając na koncie pewną sumkę wystarczy spróbować. Jeszcze w grę wchodzi bank i jego "maleńka" pomoc.  Dla Isabel motywacją będzie chęć udowodnienia pewnemu mężczyźnie, że jest zdolna poradzić sobie z własną firmą oraz poczuć własną dumę i wyraz aprobaty w oczach znajomych. Początek drogi jak wiadome nie zawsze jest łatwy, jednak determinacja i chęć potrafią zdziałać cuda. Gorzej jeżeli ktoś zechce pokrzyżować plany widząc szczęście, którego miało nie być...
 
Spotkajmy się w kawiarni  przeleżało swoje na półeczce, nie wiem dlaczego tyle zwlekałam z przeczytaniem, to było moje drugie podejście, za pierwszym razem coś nie poszło. Nie poczułam tego co powinnam zaczynając nową książkę. Tym razem było zupełnie inaczej, fabuła tak mnie pochłonęła,że wprost nie potrafiłam się oderwać od stron, denerwowałam się kiedy ktoś próbował ze mną rozmawiać, bo przecież akurat działo się coś bardzo interesującego. Osobiście nie przepadam za przepisami w książkach, o ile to nie jest kucharska. Jednak tutaj nie czułam się atakowana listami produktów oraz sposobem sporządzania potraw, autorka zaserwował nam kilka okolicznościowych babeczek, na które wiele razy miałam ogromną ochotę. O samym jedzeniu było sporo, jak wiadomo główna bohaterka uwielbia piec, więc wkoło tego się też kręciliśmy. Chwilami odnosiłam wrażenie, że czuję zapach co niektórych potraw.
Sama postać Issy jawiła się jako nie za bardzo rozgarniętej życiowo dziewczynki, owszem w pewnym momencie wiedziała czym chce się zająć, jednak brakowało jej stanowczości, wyłapania wielu niuansów na polu zawodowym. Z mężczyznami, a raczej z jednym też nie bardzo potrafiła sobie poradzić, naiwność jaką się wykazywała wiele razy sprawiała, że miałam ochotę nią potrząsnąć. Lecz jak każdy wie, w sprawach sercowych nikomu nie można wytłumaczyć, każdy sam musi zrozumieć i dojść do odpowiednich wniosków. Tak było też z Issy. Bardzo polubiłam Helen, świetna, konkretna kobietka, wesoła i potrafiąca mówić prosto z mostu co uważała za stosowne, Pearl była nieco wycofana, pogubiona, ale w jej przypadku nie można było się niczemu dziwić.
Cały czas zastanawiałam się co można widzieć w takim facecie, jakim był "partner" Issy, nie znoszę takich śliskich typków, uważających się za pępek świat, dbających o własne ego. Tragedia. Co innego Austin, szkoda no szkoda, że ja w moim banku ani razu nie spotkałam takiego miłego pana.. Cóż pewnie dlatego, że zatrudnione są w nim same kobiety.  Jak pech to pech.
Mogłabym pisać i pisać o książce, jednak stwierdzam, że najlepiej samemu do niej zasiąść i miło spędzić popołudnie, może dwa. Lekka, odprężająca w sam raz na długie zimowe wieczory. Polecam!
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować Wydawnictwu Literackiemu.
 
 

14 komentarzy :

  1. Ciekawe czy mi by się spodobała, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż bardzo, ale to bardzo rzadko sięgam po takie książki, gdyż to nie do końca mój klimat, to ta pozycja wydaje się być bardzo interesująca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie ta książka czekała przeszło rok, i kiedy skończyłam nie mogłam zrozumieć dlaczego tak długo kazałam jej leżeć odłogiem na półce:)

      Usuń
  3. Lekka, odprężająca, ale smakuje za drugim razem?
    To tak jak z babeczkami, upiekę po raz pierwszy i wyjdą takie, że rzut nimi grozi śmiercią, a za drugim razem niebo w gębie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z babeczkami nie próbowałam, moje przygody z pieczeniem z góry są spisane na straty ;)

      Usuń
  4. Skorzystam w polecenia i chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie chyba nie zwróciłabym uwagi na tę książkę ale zainteresowałaś mnie nią, chętnie ją przeczytam :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, okładka słabo przyciąga, notka od wydawcy też bez szału, a tutaj naprawdę fajna lektura:)

      Usuń
  6. Uwielbiam tą ksiązkę, świetnie się przy niej bawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może i ja w końcu ją przeczytam? ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka