No więc przyszedł czerwiec, miesiąc jakoś średnio przeze mnie lubiany, ani to już ładna zieleń, ani tego pięknego wiosennego klimatu, letniego tym bardziej. Wiem, jak to zabrzmi, ale kiedyś te czerwce były cieplejsze, albo moje wspomnienia wyparły zimne epizody, jednak naprawdę teraz odczuwam wszechobecne zimno, a ciepło to tak na lekarstwo. No ale, nie o pogodzie ten post. A o czerwcu i mnie w nim i raczej tego, jak mi nie jest w nim dobrze, a dopiero się zaczął.
No więc "przygoda" samochodowa nie skończyła się tak szybko jakbym sobie tego życzyła. Co zrobić, byłam przekonana, że skoro chodzę o własnych całych kończynach dolnych, to przecież jest dobrze, ano nie jest.
Zatem zastanawiam nad sensem istnienia i nad tym, czy moje kończyny górne oraz część trzymająca łeb zwaną szyją, zacznie się ogarniać, czy będą mi "radośnie" drętwieć przy dłuższym siedzeniu.
Podawałam probiotyk, jakieś dostępne wspomagające kapsułki, ale jak mi za dwa dni to dziecię stanęło pod drzwiami wrzeszcząc w niebogłosy, telepiąc się jak nie trudno domyśliłam z bólu, wiedziałam jedno - sytuacja jest bardzo zła. Co było robić. Z histerią do R, że Kreska nam zejdzie i koniecznie trzeba na ten tychmiast do weta.
No i pojechaliśmy. Powiem wam, że ja to byłam już przekonana, że to już nie rokuje. Że nic nie zdziałamy. Z niej się lało, smród był okropny, wrzask jeszcze bardziej. Pani wet, którą szukałam na gwałt, żeby ktokolwiek już mi przyjął. Okazała się cudownym człowiekiem. O ile do mnie była z oschłym dystansem, tak do kreski ćwierkała przesłodko - bardzo dobrze, ona była najważniejsza.
Kreska została zbadana, otrzymała antybiotyk silny i celowany we wszystko co możliwe. I porządny probiotyk. Mnie przypadło pilnowanie by zażywała leki i jadła, miała bardzo dużo jeść bo wyglądała.. cóż. Nie chcecie wiedzieć.
Aż po lekkiej poprawie... przyszedł kryzys. I wtedy już mnie rozwaliło. Stałam i płakałam. Z niej się znowu lało, znowu płacz. Podałam leki. Umyłam co trzeba, bo widziałam jaki jest ogień, żeby jej ulżyło, pozwoliła. Poszła spać.
Nie napiszę, że jest już w pełni zdrowia. Bo wiem, że jeszcze długa droga przed nami, na szczęście kryzys był przełomem. Kreseczka odżyła, inaczej się zachowuje, przestała patrzeć z tą bezradnością w oczętach. Przybiega, łasi się, nie odchodzi. Wtedy, tylko patrzyła i popłakiwała. Szła pomalutku jakby każdy krok był ogromnym bólem - obawiam się że tak było. Na szczęście leczenie przyniosło rezultaty, więc myślę, że moje bezdomne kocie dziecko "wyliże się" z lekką pomocą.
Tak to u mnie ostatnio wygląda. Mam wiele pewnych przemyśleń, ale póki co, nie mogę się nimi podzielić. Niestety rozczarowanie, jakie ostatnio doświadczam jest potężne. Cóż...
Idę Was odwiedzać ;)





Walka o ukochane istoty zawsze jest ciężka i wyczerpująca! Dużo siły dla Ciebie i zdrowia dla Kreseczki!
OdpowiedzUsuńOch, bezsilność jest najgorsza i czekanie...
OdpowiedzUsuńDla kontrastu piękne kwiatki zamieszczasz:-)
Trzymam kciuki !!!
No to przeżyłaś z nią dramat, na szczęście dobrze się skończyło. W zeszłym roku przezywałam podobnie z moim psem przygarniętym z ulicy, bo go ktoś wyrzucił. Ale on był ciężko chory od początku i weterynarz ostrzegał, że będzie szybki koniec. Pocieszenie tylko było takie, ze jak mówił lekarz, on nie cierpiał, tylko powoli choroba go osłabiała. Do dziś płaczę, gdy sobie przypominam jak gasł powoli.
OdpowiedzUsuńWspółczuję rozczarowania, to takie przykre. Dużo zdrowia, oby nastąpiła poprawa w kończynach. Wiem, co to znaczy drętwienie, więc tym bardziej życzę rychłej poprawy.
Rozczarowanie powiadasz... Cóż, znam ten stan od co najmniej 30 lat.
OdpowiedzUsuńA Kicia... Boże, jak dobrze, że trafiła na Ciebie! Wymiziaj ją ode mnie wszystkimi rękami! 💝
OdpowiedzUsuńBiedny koteczek :c Dobrze, że szybko zareagowałaś.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło! Miłej środy🌸
Angelika
T.Love śpiewał "Najlepsze miesiące to kwiecień, czerwiec, maj" I często w głowie powtarza mi się ten cytat. W sumie się z nim zgadzam.
OdpowiedzUsuńZainspirowało mnie to, co przeczytałam na blogu pewnej pani o tym, jak dr Jekawo wyleczył ją z HIV/AIDS ziołami. Poniżej widniał napis, że może wyleczyć raka, więc wybrałam jego dane kontaktowe, opierając się na jej świadectwie. Następnie wysłałam e-mail do centrum ziołowego dr Jekawo, mając nadzieję, że szybko odpisał. Następnie kupiłam jego ziołowe lekarstwo, które zostało wysłane do mnie tutaj, do Teksasu. Poszłam odebrać je na poczcie, gdzie dr Jekawo poinstruował mnie, że leczenie zajmie mi trzy tygodnie, aby wyleczyć moją białaczkę. Na szczęście zostałam wyleczona dzięki ziołom dr Jekawo.
OdpowiedzUsuńRadzę również Tobie, abyś wypróbował ziołowe lekarstwa dr Jekawo w przypadku następujących chorób, które może pomóc Ci trwale wyleczyć, takich jak cukrzyca, opryszczka, HIV/AIDS, rak pęcherza moczowego, rak piersi, choroba Parkinsona, rak płuc, rak piersi, rak jelita grubego, rak krwi, rak prostaty, zapalenie stawów, fibromialgia, rak kory nadnerczy. Astma, przeziębienie, jaskra, choroby układu krążenia, choroby płuc, przerost prostaty, choroba Alzheimera, demencja, rak pochwy, rak nerki, rak płuc, rak skóry, rak macicy, rak prostaty, rak jelita grubego, białaczka, zapalenie wątroby, guzy mózgu, urok miłosny, niepłodność, HPV. Powodzenia, XoXo**** Centrum ziołowe doktora Jekawo Informacje kontaktowe::E-mail (drjekawo@gmail.com) Strona internetowa www.drjekawo.com taki wspaniały pobożny człowiek.
Przytul i pogłaskaj proszę Kreseczkę ode mnie...
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby wyzdrowiała zupełnie i cieszyła się z bycia z Wami!
OdpowiedzUsuńTobie też życzę powodzenia i dobrych chwil, braku rozczarowań i uśmiechu na twarzy 😃😃