Anestezja


Kiedy właściciel znanej dobrze prosperującej firmy jubilerskiej ze względu na stan zdrowia rezygnuje z posady prezesa, jego miejsce zajmuje syn, który przez wiele lat był przygotowywany do tej właśnie roli. Niestety zdrowie Peterssona ojca nie jest w najlepszym stanie, jego nerki odmawiają posłuszeństwa, co gorsza nie jest łatwo o dawcę, kolejki są długie zaś czasu coraz mniej, częste dializy są męczące. Podczas jednej z wizyt zaufanego lekarza młody Petersson dowiaduje się o interesującej tajnej organizacji. Doktor Harrison udziela mu odpowiednich informacji.
Między czasie na budowie centrum handlowego dochodzi do porwania młodego mężczyzny pracującego właśnie w tym miejscu. Oprawcy są dokładnie poinformowani oraz przygotowani, wiedzą, w którym miejscu są kamery oraz boczne miejsca, samochód jest charakterystyczny, posiadający fałszywe logo firmy, aby nikt niczego nie podejrzewał. Kiedy po doprowadzonym porwaniu furgonetka szybko odjeżdża niemalże taranując pobliskie pojazdy na drodze, zwraca tym uwagę jednego ze znanych detektywów. Automatycznie zapisuje on numery tablic, jego narzeczona twierdzi,że jest to skrzywienie zawodowe. Oboje nie wiedzą jeszcze,że ta rzekomo mało istotna informacja będzie wierzchołkiem góry lodowej o makabrycznej przeszłości...

Znana dziennika zostaje wysłana do Nowego Jorku w celu odebrania przesyłki dla swojego szefa, przy okazji ma zamiar pozałatwiać inne sprawy oraz spotkać ze znajomą pracującą w znanej stacji telewizyjnej.
Spotkanie z dyrektorem kończy się pomyślnie, siedząc w kawiarence dochodzi do tragedii, przez okno z trzydziestego drugiego piętra wypada ciało dyrektora. W jaki sposób wszedł zabójca i kim był zleceniodawca? Policja oraz ochroniarze  przesłuchują wszystkich gości znajdujących na terenie budynku, między innymi Kate, kobieta nie zeznaje detektywowi o odebranej przesyłce, z tego co zdążyła wywnioskować z rozmowy ze zmarłym już mężczyzną w kopercie znajdują się bardzo ważne poufne informacje. Będąca w jej posiadaniu nie jest świadoma jakie zagrożenie ściągnęła na siebie. 
W tym samym czasie Nicolas Stewart prowadzi śledztwo dotyczące dziwnych zaginięć, z niewiadomych przyczyn zwykli mieszkańcy Waszyngtonu oraz pobliskich miejscowości znikają, nikt nie wie co się z nimi dzieje. Ostatnie dotyczy Russela Millera, który po wyjeździe z domu nie wstawił się w miejscu pracy.  Nie ma żadnych konkretów, sprawa wygląda beznadziejnie. Stewart zaczyna sprawdzać wszystko co mogłoby w jaki kolwiek sposób naprowadzić na trop. Punktem zaczepienia wydaje się być ciężarówka opuszczająca parking z miejsca pracy mężczyzny w godzinie gdy ten powinien był się zjawić. Przestępcy odpowiednio zatarli ślady. Kto i w jakim celu uprowadza zwykłych ludzi nie posiadających pieniędzy na okup?
Co z tym wszystkim ma wspólnego prywatna klinika dla zamożnych biznesmenów ?

Bardzo się ucieszyłam kiedy od pierwszych stron autor wprowadził mnie w pytania. Nie było nudnego wstępu przy którym zastanawiałabym się co dalej? Każda z postaci charakteryzowała się osobowością, jednak nie zawsze można było w porę się zorientować kto i jakie ma zamiary. W dodatku nasuwało się wiele pytań dotyczących spraw, z którymi musieli się zmierzyć bohaterowie. O ile na początku myślałam,że to będzie zwykły kryminał, w którym zajmę się w poszukiwaniem ofiar i zbrodniarzy tak tutaj sprawa okazała się znaczniej poważniejsza. Kiedy już zrozumiałam czym zajmują się domniemani przestępcy i z jaką zimną krwią postępują dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie. Tutaj nie było skrupułów ani wyrzutów sumienia. 
Szkoda tylko,że tak szybko się domyśliłam najważniejszego, autor według mnie niepotrzebnie już niemalże na początku nakierowuje czytelnika na rozwiązanie. Na szczęście ta wiedza, nie przeszkadzała w dalszym czytaniu. Akcja toczyła się wielowątkowo przy końcu łącząc w spójną całość, bardzo lubię takie przeskoki w miejscach, gdzie muszę się zastanowić co jedno z drugim ma wspólnego. Szczerze przyznam,że nie znalazłam w książce nic do czego mogłabym się przyczepić. Bardzo mnie wciągała, nawet gdy odkładałam zastanawiałam co dalej będzie, był nawet chwilami dreszczyk emocji. Ogólnie uważam Anestezję za bardzo ciekawą i godną polecenia.
 





Książka bierze udział w wyzwaniu "historia z trupem".



Czytaj dalej...

Tam gdzie spadają anioły



Nad domem malutkiej Ewy przelatują anioły, przepiękna gromada łopoce swymi wielki skrzydłami jak gdyby wygrywały melodie. Dziewczynka chce aby jej rodzice wyszli przed dom i zobaczyli to niezwykłe zjawisko. Niestety każde z nich jest zbyt zajęte sobą by zwrócić uwagę na prośbę córeczki. Ewa postanawia przejść się troszkę dalej by jak najdłużej widzieć anioły, wychodzi dalej niż powinna kierując się w stronę lasu i właśnie wtedy dostrzega,że poza pięknymi białymi lecą również przerażające czarne, tocząc dziwną a zarazem niebezpieczną walkę. Jeden z tych złych atakuje samotnie lecącego anioła, które udaje mu się pochwycić, wbija w niego swe szpony i raz za razem pozbawia lśniących skrzydeł. Ewa próbuje krzyczeć, zapobiec nieszczęściu, jednak okropny dręczyciel uśmiechając się ironicznie dokonuje swego dzieła. Bezbronny, pokaleczony Ave opada w lesie, jego w połowie ludzka powłoka jest bardzo obolała, stracił swe zdolności, zostało ból i niepokój przed dalszym losem. W chwili gdy Ave traci swą moc Ewa niefortunnie wpada do wilczego dołu przez co traci przytomność. 
Pierwszą osobą zauważającą nieobecność dziecka w domu jest babcia, nakazuje rodzicom przeszukać wszystkie możliwe miejsca, docierając do lasu znajdują nieprzytomną Ewę trzymającą w rączce malutkie piórko...
Pięcioletnia Ewa nie jest świadoma,że utraciła ochronę swego niewidocznego anioła stróża, jednak od tego niefortunnego zdarzenia jej życie się zmienia, na gorsze. Spotyka ją wiele nieszczęść, przypadkowych wypadków. Babcię intryguje fakt niesamowitego pecha towarzyszącego wnuczce, obawia się,że gdy pójdzie do szkoły może zostać odrzucona przez rówieśników. Jest jeszcze jedna niepokojąca rzecz. Za każdym razem przed wypadkiem Ewy na jednej z gałęzi wiśni pojawia się dziwny czarny ptak, jakby przepowiadał nadchodzące nieszczęście...Między czasie osiedle zyskuje nowego "lokatora" bezdomnego pomieszkującego w jednej z ruder, nie wygląda na groźnego, jednak nikt nie potrafi się z nim porozumieć. To właśnie w tym miejscu przy boku bezdomnego czarny ptak ma swoje gniazdo, na co zwróciła uwagę tylko malutka Ewa. 

Mijają lata, dziewczynka chodzi już do szkoły, pech oraz słabsza odporność towarzyszą jej na każdym kroku, nie posiada przyjaciół, na swój wiek jest nazbyt uporządkowana, nie lubi tracić czas na bezsensowne paplaniny. Ewa zdaje sobie sprawę,że musi wykorzystywać każdą chwilę zdrowia. Rodzice trwają w przekonaniu,że w końcu z tego wyrośnie. Matka artystka większość czasu spędzająca w swej pracowni, tworząca rzeźby, od kilku już lat zmaga się nad odzwierciedleniem cierpienia Matki Boskiej, którą przedstawia pieta, na nic się nie zdają jej wyobrażenia, figura jest bezbarwna, jakby nie posiadała żadnych emocji. Natomiast ojciec żyjący w świecie neutronów i protonów, zamknięty w świecie internetu nie zwraca uwagi na nic co ulotne i niewytłumaczalne, dla niego istnieje tylko to co można wytłumaczyć za pomocą wzorów bądź innych obliczeń. Oboje nie świadomi faktu jak niebawem diametralnie miało odmienić się życie ich rodziny, na jaką próbę zostaną wystawieni...

Długo zabierałam się do napisania kilku słów na temat tejże książki, jest ona wspaniała, jednak w swej wspaniałości niezwykle trudna. Dotyka wielu trudnych tematów, na polu duchowym jak i społecznym, zmuszając do myślenia przy niemalże każdym zdaniu. Analizowania oraz wczucia w sytuacje. Każdy z nas nie jeden raz zastanawiał się nad istotą dobra oraz zła. Czy rzeczywiście jedno jest zależne od drugiego? Jak wyglądałoby nasze życie gdyby było tylko dobrze? Czy jest to w ogóle możliwe? Jaką rolę odgrywa w nas wiara, dlaczego nie jeden raz nie potrafimy oprzeć się złu? Może dlatego,że potrafi sprytnie zwabić oraz oczarować? Mała Ewa widząc złego anioła zdawała sobie sprawę,że jest on niebezpieczny, jednak w tej grozie czuła się oczarowana pięknym wyglądem.. Wydaje mi się,że bardzo często dzieje się tak z nami. Wiemy,że coś jest złe ale i przyciągające, przez co nie można się oprzeć. 
Dorota Terakowska wspaniale ukazała różnicę między wiarą a wiedzą. Wielu z nas wierzy w istnienie Boga, jednak są ludzie dla których wiara to, to co namacalne, można zobaczyć, dotknąć, wytłumaczyć racjonalnie. Tak jak było w przypadku ojca małej Ewy, nie potrafił wyobrazić sobie,że istnieje coś czego nie zbadali naukowcy, jak możliwe jest istnienie aniołów i w jaki sposób można odczuć ich obecność?  Rzeczywiście jest tak,że nasze życie zostało gdzieś spisane i postępujemy według z góry wytyczonych celów? Może jednak mamy jakiś wpływ na zmianę tego co przesądzone? 
Tam gdzie spadają anioły jest niesamowitą lekturą, jak wspomniałam na początku nie należy do łatwych, być może nie każdemu przypadnie do gustu, dla mnie jest wspaniała. Dopracowana pod każdym względem. 
Jako,że mija dziesięć lat od śmierci autorki wydawnictwo wydało książki Doroty Terakowskiej w nowej szacie, jak dla mnie są one przepiękne, magiczne, mające w sobie pewien magnes. Polecam każdemu, wydaje mi się,że każdy tę książkę będzie interpretował inaczej, ale to jest chyba najlepsze, jestem niesamowicie ciekawa opinii innych blogerów. 






Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi"



Czytaj dalej...

Prowincja pełna marzeń




O Mazurach jeszcze nie miałam przyjemności czytać, zawsze mnie ten rejon naszego kraju ciekawił ,niestety nie było okazji żeby tam pojechać pozwiedzać. Dlatego też z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Pani Katarzyny Enerlich. Mrągowo jest chyba każdemu znane, bo i festiwale swego czasu często były relacjonowane właśnie z tego miejsca, ale poznać je od korzeni to dopiero gratka.
W Tym właśnie maleńkim miasteczku w starej kamienicy mieszka Ludmiła, pracuje w lokalnej gazecie, która to sprawia jej ogromną przyjemność. Do czasu bo oto nastają zmiany czy na lepsze? Mało prawdopodobne, nowy naczelny Artur już na pierwszym spotkaniu wydaje się być apodyktycznym, zarozumiałym karierowiczem. Zaczyna od zmian, narzekań wprowadzając do tego przyjemnego niegdyś miejsca pracy stres oraz nie miłą atmosferę okraszoną zapachem dymu z papierosów. Ludka od samego początku zostaje prześwietlona, a raczej jej praca. Rzecz jasna nowy naczelny ma zastrzeżenia, w końcu poprzednik według niego nie znał się na rzeczy, On musi wszystko poprawić, a trzeba zacząć od straszenia pracowników.
Kobieta nie ma wyjścia, musi to jakoś przetrwać, w domu może sobie pozwolić na chwilę relaksu ale najpierw trzeba zrobić zakupy w okolicznym sklepiku, gdzie sprzedaje zaznajomiona sklepikarka. Wychodząc z domu zwraca uwagę na mężczyznę fotografującego jej kamienice, pewnie turysta. Zwracający się do niej w języku Niemieckim prosi by zrobiła mu zdjęcia na tle budynku. Jak się niebawem okazuje Martin przyjechał do Mrągowa w delegacji ale w jeszcze innej sprawie. Poszukuje mieszkania, w którym niegdyś wychowywał się jego ojciec, jeszcze przed wybuchem wojny. Bo Mrągowo było dawniej miejscem Prus, w tym miejscu osiedleni byli Niemcy. Jednak gdy nastał niepewny czas nawet Oni musieli opuścić swoje rodzinne domy i się przesiedlić, tak też stało się z rodziną Hansa. Czego dowiedziała się Ludka z opowieści Martina pewnego wieczoru.. Właśnie ze względu na prośbę ojca mężczyzny dziennikarka postanawia wziąć udział w poszukiwaniu  starego kaflowego pieca z niebieskimi kwiatami.
Zaistniała sytuacja doprowadza do zbliżenia się Ludmiły z Martinem, jest coś między tym dwojgiem, zaczyna się fascynacja, zauroczenie...
Niestety są też problemy w pracy, szef postanawia zaatakować, w perfidny oraz nieczysty sposób, pewna kobieta od dłuższego czasu próbuje skontaktować się z Ludką, a na dodatek przybywa niespodziewany gość z Niemiec.


Nie wiem od czego zacząć, jakie książka wywarła na mnie wrażenie, co mi się podobało? A co męczyło bądź irytowało?
Przede wszystkim to było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Katarzyny Enerlich, wiadomo trzeba się zapoznać ze stylem. Na szczęście pióro autorka ma lekkie i treść bardzo szybko się czyta. Będzie jednak jakieś ale... czepię się bohaterów, subiektywnie oczywiście. Niestety nie polubiłam, ani Ludmiły, ani jej kolegi z pracy Piotra a już tym bardziej Martina. Boże jak ten ostatni mnie denerwował. Nie dlatego,że był Niemcem, na to specjalnej uwagi nie zwracałam, jego osobowość działała mi na nerwy, typ despoty. Musi być tak jak on chce i koniec. Nie znoszę takich mężczyzn, więc kiedy jego postać się pojawiała dostawałam dziwnej alergii, aż mnie nosiło. Co gorsza Ludmiła była zapatrzona w niego jak w jakiś ideał. No ja rozumiem samotność może być przykra, ale żeby przyćmiła racjonalne myślenie? W tym wieku? Jak wspomniałam nie polubiłam jej postaci. Niby była bardzo samodzielna, niby twardo stąpająca po ziemi, a jednak jakaś taka infantylna. Jej sposób myślenia wprawiał mnie nie jeden raz w taki podziw,że chwilami zastanawiałam się czy ja się czasem nie zmieniam w królową śniegu przez co zostałam pozbawiona "ulotności chwili", czy tej biednej kobiecie było tak potrzeba faceta. 
Wystarczy mojego narzekania, bo książka jest dobra, ma swoje zalety, na przykład bardzo podobały mi się wplecione w fabułę ciekawe przepisy, z którymi jeszcze nigdy się nie spotkałam, to znaczy z jednym. Z przepisem na miód z mniszku polnego, potocznie zwanym mleczem. Opisy otaczającego krajobrazu sprawiały,że można się było poczuć jak mieszkaniec Mazur, bardzo dokładnie został oddany tamtejszy klimat, w dodatku książka posiada w swym wnętrzu zdjęcia starych fotografii Mrągowa, jego ulic. Jak dla mnie świetna sprawa ponieważ jestem fanką historii, takie zdjęcia uznaję za perełki. 
Ogólnie książka ma coś w sobie, dobrze się ją czyta, tylko bohaterowie nie za bardzo do mnie trafili, mam nadzieje,że w kolejnych częściach nastąpią zmiany.





Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi" oraz "Grunt to okładka"



Czytaj dalej...

Stosik Stosik!! Po raz drugi ;)

Kochani stosikujemy sobie znowu, paczuszki przybywają i to pokaźne, mimo choroby wydawnictwa nie zapomniały o mnie nie zapominały :) Nie dość,że piękne nabytki książkowe to w dodatku coś dla milusińskich, nie całkiem najmłodszych bo i me własne oczęta się zaświeciły na widok zawartości jednej z paczek:) 

A teraz przedstawiam Wam kochani moje zdobycze! :) 



Zaczynamy od góry czy od dołu?? ;))

1. "Anestezja" Thomas Arnold - Miałam dostać Anastazję przyszła ta książka, na początku zwątpiłam, jednak po przeczytaniu opisu stwierdziłam,że nie ma tego złego bo otrzymałam kryminał, więc tylko się cieszyć :).

2. "Wesele" Paulina Ptasińska" - Coś lżejszego, dla kobietek na rozluźnienie, bo w końcu czasem trzeba przeczytać dla relaksu nie zmuszając się do myślenia;)).


3. "Ruth" Elizabeth Gaskell - Z początku nie miałam zamiaru czytać tej książki, ale po przeczytaniu recenzji Martusi zmieniłam zdanie i oto została mi sprezentowana! <dziękuję!:* > 

4. " Prowincja pełna czarów" Katarzyna Enerlich - mogłam zacząć od dołu jednak bo to jest jedna z ostatnich części o Prowincji:) 

5. "Prowincja pełna smaków" K. Enerlich - no to czwarta część ;)

6. "Prowincja pełna słońca" K. Enerlich - ;)))

7. "Prowincja pełna gwiazd " K. Enerlich - ;))

8. Prowincja pełna marzeń " K. Enerlich - Pierwsza cześć serii Prowincji :)))

9. "Biała królowa" Philippa Gregory -Powieś historyczna, wydaje się być niezwykle interesująca, Anglia za czasów panowania Króla Edwara IV , ciekawa jestem czy fabuła mnie porwie, mam nadzieje,że tak! :)

10. "Córka Twórcy Królów" Philippa Gregory - Ciekawa jestem tejże epoki , stanowisko kobiet na sprawy walk o władzę tronu..

11. "Czarownica" Philippa Gregory - Polowanie na czarownice, i ona przygarnięta właśnie przez jedną z nich, mająca dar.. jaki? Mam zamiar się przekonać..:)


Coś dla tych nieco młodszych, chociaż starsi też mogą bardzo przyjemnie spędzić czas w tym jakże przyjemnym towarzystwie!:)




Tak wyglądają oba stosiki, z tym kolorowym na czele :)

 
Bajeczka oraz gra z Basią, super zabawa, dzięki tej jakże pouczającej grze dzieciaki mogą ćwiczyć pamięć w zapamiętywaniu kolorów, oraz ich odgadywaniu, więcej będzie w recenzji:)
Natomiast bajeczki są niezwykle wesołe, kolorowe, gratka dla maluchów, moje dzieciaki jak je dopadły tak siadły i kazały mi czytać, już teraz natychmiast! :))


 Wyprawa do dżungli wydaje się być ciekawą grą, niestety nie miałam jeszcze okazji przyjrzeć się jej dokładnie bo pamiętacie, choroba i tak dalej... 



Powiem tak w Agentów sama z wielką chęcią zagram bo mnie bardzo zaciekawiła ta właśnie gra! :) 



Tak właśnie wyglądają moje kochane maleństwa zajmujące coraz więcej i więcej miejsca;)  Czy znaleźliście coś dla siebie? Albo może czytaliście, (graliście) i podzielicie swoimi opiniami bądź wrażeniami? :)






Czytaj dalej...

Srebrnowłosa



Pewnej ciemnej tajemniczej nocy do miasteczka przypływa starszy człowiek kurczowo trzymający w ramionach tobołek, niemalże jak najcenniejszy skarb. W zawiniątku znajduje się niemowlę, nie dające znaku życia, jakby wyczuwało wszechobecne zagrożenie...Przemierzając ulicę Grantiny niepokojącym zjawiskiem jest brak żywej duszy, niestety spokój nie trwa długo, mężczyźni oraz starzec zostają otoczeni przez strażników miast oraz ich dowódcę, któremu bardzo zależy na zdobyciu dziecka. Dochodzi do bitwy, w której giną towarzysze wyprawy, zaś opiekun niemowlęcia ciężko ranny ukrywa się w krzakach, ostatkiem sił prosi przypadkowego chłopca by zabrał zawiniątko do miasta Wyrzutków po czym umiera...

Marika jest kuglarką znającą wiele sztuczek pomagających w zarabianiu na życie, nie posiada rodziny, jak większość Wilantów, tworzą oni zbieraninę ludzi odrzuconych przez los, traktują się jak jedna wielka rodzina. Nikt nie wie gdzie znajduje się owe miasto Wyrzutków. Droga do niego jest znana tylko mieszkańcom a i oni muszą się posługiwać zaklętą mapą.. Dziewczyna wydaje się być bardzo wątła jednak odznacza się olbrzymią samodzielnością oraz odwagą, nawet jeżeli miałaby ponieść za swoje zuchwalstwo wysoką cenę nie ukorzy się.  Jest pewna rzecz, która niepokoi opiekuna Mariki,  Vell od dłuższego czasu zastanawia się jaka jest przyczyna silnych ataków bólu, które przytrafiają się tylko nocą, co najdziwniejsze Ona sama nie wydaje z siebie żadnego dźwięku, tylko chłopiec zwanym Robaczkiem, leżący przy niej przeraźliwie krzyczy podczas każdej nocy...
Tymczasem w klanie Błękitnej Róży trwają poszukiwania nienarodzonego, czasu jest coraz mniej, wszystkie znaki wskazują na silną kumulację energii, która z dnia na dzień staje się niebezpieczna dla całego miasta.
W dodatku za jednym z bliźniaków Orienem zostają wysłani gończy żmije, którzy to mają zabić chłopca, na szczęście w porę przybywa Marika i dzięki swym sztuczkom oraz sprytowi pomaga chłopcu. Niepokoi ją fakt,że wiedźmy zaczarowały żmija, wcześniej nie spotkała się z taką sytuacją...Broniąc Oriena zostają oboje zranieni przez szczurołaka, w zbiegu okoliczności krew obojga się miesza, chłopiec odkrywa,że jego wybawicielka charakteryzuje się srebrnym kolorem nie tylko włosów ale i krwi.

Matka bliźniaków pochodzących z klanu błękitnej róży zaostrza poszukiwania, już wie kim jest owy nienarodzony, zastanawia ją tylko dlaczego znalazł się on wśród biednego ludu. Czas mija, lada chwila może dojść do tragedii, jeżeli w porę nie znajdą się w kaplicy nienarodzonego porwą Melchiorzy a wtedy zagłada miasta będzie nieunikniona.
Marika słabnie, czuje się coraz gorzej, w dodatku Robaczek zaczyna się dziwnie zachowywać, patrzy na nią inaczej,o dziwo zaczyna do niej mówić czego nigdy wcześniej nie robił. Tłumaczy,że wie jaki to ból ale niebawem się on skończy...
Nad miastem pojawiają się smoki, atakują żmije, zagrożenie czuć w powietrzu, ludzie zaczynają wychodzić z domu by być świadkami dziwnego zjawiska...


O smokach już bardzo, bardzo dawno nie miałam przyjemności czytać, a już na pewno nie w takiej postaci jak tutaj. Autorka zaskoczyła mnie swoją wyobraźnią. Jednak zanim dotarłam do tego,że bohaterami są właśnie te mistyczne postaci musiałam przebrnąć przez jakże długi no i chwilami nudny wstęp. W pewnym momencie miałam spisać książkę na straty, bo ileż można czekać aż zacznie dziać się coś, na szczęście ku mojej wielkiej radości akcja nabrała tempa. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i przyznam jestem zadowolona. Nie ma tutaj romansu, aż mam ochotę zawołać "hurra!" bo ileż można czytać jedno i to samo?
Srebrnowłosa to historia inna niż zwykle, co najważniejsze sama bohaterka jest bardzo ciekawa, nie jakaś sierota użalająca się nad sobą, nie potrafiąca ogarnąć tematu. Nie, Marika to dziewczyna pewna siebie, nie robiąca dramatu z tego,że jej noce to istna udręka, ból robi się coraz silniejszy, jednak kuglarka nie narzeka. Wręcz przeciwnie złości ją jaka kolwiek postać troski a już nie daj Boże współczucia. Radzi sobie dzielnie stając twarzą w twarz ze strażnikiem, który nie jeden raz użył siły wobec niej. Mało tego zawsze potrafiła złośliwie się odciąć! Za to ją wręcz pokochałam! Polubiłam, a raczej roztkliwiałam się nad Robaczkiem,  może nie było go zbyt wiele w książce, ale kiedy pojawiał się nie można było nie poczuć ogromnego współczucia i żalu. Ogólnie wielkie brawo dla autorki za opis każdej postaci, stworzyła je w taki sposób by można było czuć to samo co oni, żal, nienawiść, strach, wdzięczność. Pełna paleta emocji. Dowodzącego strażników Vasko to znienawidziłam od pierwszej chwili . Zaś bliźniacy Orien i Orian mnie po prostu rozbrajali, świetni, cały czas mam przed oczami uch blond czuprynki. Mogłabym tak opisać wszystkich bo w pewien sposób zżyłam się z nimi. Troszkę pod sam koniec odczułam przedłużanie się. nie wiem może to przez moją chorobę tak odebrałam. 
Podsumowując książka jest godna przeczytania, całkiem inna od tych z którymi do tej pory się spotkałam, cały czas mnie zaskakiwała. 








Książka bierze udział w wyzwaniu " Polacy nie gęsi"





Czytaj dalej...

Kochani nie jest dobrze ... :(


Źle się ze mną porobiło, zaczęło się niewinnie, ot zwykły katarek. Potem z godziny na godzinę robiło coraz gorzej. Gorączka mnie sponiewierała, ale miałam nadzieje,że dwa dni i będę jak nowa. Niestety tak się nie stało, katar to był dopiero początek. Później gardło, a teraz już wysiadły mi oskrzela. Nawet nie mogę się skupić na czytaniu, nie raz leżakując mogłam sobie nadrobić zaległości książkowe, niestety nie tym razem :(.  Co przeczytam kilka stron ból głowy robi się nie do zniesienia i muszę przerywać. Nawet nie mam siły zrobić zdjęć moich nowych nabytków nie tylko książkowych. Leżę i oglądam sobie filmy, w sumie nawet pisanie sprawia mi ból bo mnie wszystko boli :((. Staram się was odwiedzać.  Ogólnie nie mieć zaległości chociaż z waszymi postami. Nie wiem kiedy u mnie zagości recenzja... 

Kończę te moje żale i wywody, oby to paskudne chorubsko jak najszybciej się ode mnie odczepiło. Tymczasem może posłuchacie ze mną moją nową ulubioną piosenkę z drugiej części Hobbita :)

Po prostu zakochałam się w niej i jak tylko ból głowy się zmniejsza włączam sobie i słucham, słucham, słucham ... :))






Czytaj dalej...

Liebster blog - trzecie odsłona :))




j    Zabawy blogowe są potrzebne z kilku powodów, na przykład możemy się lepiej poznać, bo wiadomo jest bloger ale nie tylko czytelnik, bądź fotograf, czy kucharz, wiadomo blogi mają różne tematyki, po drugiej stronie monitora jest człowiek. Jaki? Ano właśnie dzięki pytaniom możemy się dowidzieć. 
c    
     Mnie taka przyjemność spotkała już trzeci raz dzięki Oli  z bloga Tam gdzie liczy się słowo , za co bardzo chciałam podziękować :) 
    Leżę sobie w łóżku chora, spać nie mogę, dlaczego? Za sprawą dwóch smerfów chwilowo mieszkających w moim domu, blogujące mamusie wiedzą, że w takich warunkach nie ma chorowania, bo i taki mały krasnal potrzebuje zainteresowania, w dodatku ciocia leży, więc trzeba zapytać dlaczego;) Głowa boli? A gdzie, a mocno? A długo będziesz chorowała, a ciociu zobacz jakie mam autko, a popatrz jem śniadanko, dałem dla kotka mleczka... ;) Tak to w skrócie wygląda;) No więc ze spania nici, a skoro już odpowiadam na pytania, to idąc tym tropem postanowiłam pobawić się tutaj, jeżeli piszę nieskładnie proszę wybaczcie, gorączka swoje robi..;)))
      


      Moje odpowiedzi wyglądają mniej więcej tak :)



       1. Jak długo prowadzisz bloga?

      Blog w maju skończy swoje dwa latka, więc dla jednych może to być bardzo mało, dla drugich sporo, ja mogę dodać od siebie tylko tyle,że tak na prawdę blogować zaczęłam po kilku miesiącach od założenia, dość niepewnie się czułam wśród doświadczonych blogerów i przez długi czas pozostawałam w roli obserwatora:)


       2. Od jakiej książki rozpoczęła się Twoja przygoda z czytaniem?
        
           To jest niesamowite ale pamiętam! Bo akurat rozpoczęły się wakacje, ale to chyba było z drugiej klasy do trzeciej szkoły podstawowej, a książką była moja nagroda na zakończenie pierwszej "Szewczyk dratewka" :D na wypasie normalnie, mrówki, cyraneczki te sprawy i ON ;DD Nic nie chcę mówić ale tak teraz pomyślę to romansem zalatuje! ;)


       3. Jaki jest Twój ulubiony gatunek literacki?
    
         Gatunek, gatunek... hmnn oczywiście KRYMINAŁ :))) ale lubię również te historyczne, no i pomarzyć przy fantasy, bo tam nawet moje Edwardy biegają po lasach z wilkami, no i jak tu nie lubić fantastyki :D

       4. Czy masz ulubioną książkową postać?

          Oczywiście,że mam! Yyy to znaczy chyba jednak nie mam, no nie wiem. na chwilę obecną czy ogólnie? Muszę pomyśleć...mam kilka ale nie jedną. Bo wiecie ja jestem na etapie miłości do Legolasa.. no sami rozumiecie ;D 

       5. Jak Twoim zdaniem wyglądałby świat bez książek? 
      
           Nie wyglądałby, to byłaby Sodomia i Gomoria jak to mawiała pani Frau z włatców móch ;D

       6. Czy Twoim zdaniem czytanie książek pobudza wyobraźnię?
     
     Moją wyobraźnię to jeszcze jak pobudza..., dajmy na to czytam sobie o takim hrabim Laceyu Will on się nazywał i co? Moja wyobraźnia go wizualizuje i stawia przy hmm łóżku bo akurat leżałam kiedy czytałam, no i jak można powiedzieć,że nie pobudza skoro pobudza. A na poważnie to tematem mojej pracy licencjackiej była właśnie literatura dziecięca i jej wpływ na rozwój wyobraźni, tak więc moi drodzy, to nie tylko ja jestem odchylona od normy i widzę Hrabiów, czytanie "niestety" pobudza i tak dalej ;).

       7. Jaka książka w 2013 roku zrobiła na Tobie najgorsze wrażenie?
   
      Wymieniłam ten tytuł w moim podsumowaniu, mogę zrobić to jeszcze raz Odszedł ode mnie"  koszmarna książka dobiła moją wyobraźnię, psychikę, ogólnie szkoda słów.

       8. Wolisz książki w wersji papierowej, czy w wersji elektronicznej?

     Oczywiście,że w papierowej, wprawdzie czytałam już ebooki, ale jednak co pachnąca tuszem strona to nie płytka ekraniku ;)

     9. Czy masz w swoich zbiorach książkę do której często wracasz?
   
      Pewnie, uwielbiam wracać do sióstr Sucharskich, zawsze jak potrzebuję się zresetować, kiedy mam jakiś taki problem z szaroburym światem biegnę do Natalii 5  i płaczę ze śmiechu :)
       
    10. Jak zapatrujesz się na promocje w których książka o wartości ok. 30 zł sprzedawana jest za 6 lub 9 zł?

      Dla mnie jako osoby kupującej są jak najbardziej świetne, no nie oszukujmy się, jest wiele świetnych książek, ceny jakie są to każdy wie. Kiedy pojawia się super okazja to oczywiście z niej korzystam, mam wiele w ten właśnie sposób zakupionych lektur. 


     Dziękuję za wytypowanie do gry, teraz przyszła pora na moje pytania oraz nominacje :)



   1.  Blogi w zasadzie bywają tematyczne i w danym kierunku oscylują publikowane posty, co sądzisz o wstawkach prywatnych ? 

   2.  Coraz częściej są spotykane wywiady właśnie na blogach, śledzisz je z zainteresowaniem, czy może wcale ich nie czytasz?     
   
     3.  Na co zwracasz uwagę w recenzjach książek? Czego po nich oczekujesz?

    4.  Jest organizowane spotkanie wszystkich blogerów, nie tylko książkowych, chcesz w takim uczestniczyć czy wolisz ograniczyć się do znajomości wirtualnej ? 

     5.  Odwiedzając blogi zwracasz uwagę na wygląd strony, czy  nie ma to dla Ciebie znaczenia ?

     6.   Kiedy założyłam bloga nie miałam zbytniej śmiałości do pisania postów, jak wygkądało to u Ciebie? Blogosfera wciągnęła Cię od razu? 

  7.  Wiadome jest,że nie odwiedzamy wszystkich blogów, od czego zależy Twoja chęć odwiedzania danej strony? A co sprawia,że nie masz ochoty zajrzeć do kogoś drugi raz?  

    8.   Co sądzisz o publikowaniu opowiadań przez blogerów? 

9.  Wymarzone wakacje, niekoniecznie z książką, jakie by to były? 

    10.  Wolisz być anonimowy na blogu, czy nie masz nic przeciwko na podawanie swoich danych bądź zdjęć ?
 


    Nominując blogi przeważnie staram się wybadać czy dany bloger chce brać udział w zabawie,jednak przez moją chorobę nie miałam za bardzo siły wypytywać każdego z osobna, mam nadzieje,że "wybrańcy"  nie będą mieli nic przeciwko, w końcu to nie obowiązek :) 

     A więc oto szczęśliwcy heheheeh : 

    1.  Ania RK z blogu http://soy-como-el-viento.blogspot.com/
    2. Dziewczyny z blogu http://naszksiazkowir.blogspot.com/
    3.  Agnieszka z blogu http://nieczytam.blogspot.com/
    4.  Dziewczyny z blogu http://arenaksiazek.blogspot.com/
    5.  Siostra moja zołza kochana z blogu http://zapatrzonawksiazki.blogspot.com/
    6. Natalka z blogu http://sladami-ksiazki.blogspot.com/
    7. Damian z blogu http://przyrodniczeobserwacje.blogspot.com/
    8. Esa z blogu http://esaczyta.blogspot.com/
    9. Kasia moja, http://bibliotekapodmarcepanem.blogspot.com/
    10. No i jeszcze raz Paulusię :)  http://mojswiat-szelestkart.blogspot.com/



      Kochani to by było na tyle, mam nadzieje,że pytania ie są takie straszne jak to stwierdziła moja małpka Bujaczek, ale co tam, ona zawsze narzeka i ja już się przyzwyczaiłam do tego ;)) Życzę wam miłej zabawy!! :)))




Czytaj dalej...

Florystka



Hubert Meyer jest profilerem, to znaczy kiedyś się tym zajmował zawodowo, teraz mieszka sobie w leśnej głuszy, z dwoma towarzyszami, psem Szwagrem oraz kocurem Radziem. Nie myśli o powrocie do zawodu, kiedy popełniając błąd podczas jednego z śledztw. Odciął się od rzeczywistości. Jednak świat się o niego przypomni, to znaczy policja. Będą potrzebowali jego pomocy w sprawie zbadania sprawy zaginięcia pewnej dziewczynki, w dodatku istnieją podejrzenia,że łączy się ona z morderstwem sprzed kilku lat chłopca imieniem Amadeusz. Meyer zaciekawia się sprawą, w prawdzie nie jest przekonany do swojej roli, ale pojawiając się na komisariacie w Białymstoku sprawy nabierają tempa. Matka dziewczynki coś ukrywa. Dziadkowie wraz z ojcem zachowują się dziwnie. W dodatku postać Zosi wydaje się być owiana tajemnicą.  Zosia nie należała do otwartych dzieci, wręcz przeciwnie. Jej pasją była gra na instrumencie, wcześniej było pianino, jednak szybko się okazało,że lepiej radzi sobie z Harfą, dlatego też rodzina postanowiła zapisać Zosię do szkoły muzycznej. Tej samej do, której uczęszczał zamordowany Amadeusz. 

Aleksandra jest florystką z powołania, nie tworzy bukietów ot tak. Zanim wykona wiązankę przeprowadza rozmowę z klientem, chce wiedzieć co do niego pasuje, czego oczekuje po zamówieniu. Jest jeszcze jedna rzecz, dla niej kwiaty mają ogromną wartość, poza tym niesamowicie się na nich zna. W jej karierze nie znalazło się zwłok kwiatów, zawsze miała w swoim asortymencie piękne, pełne życia. Od pewnego czasu jej praca była inna, gdy odszedł jej syn zamknęła się w sobie. Odizolowała od ludzi, owszem pracowała, jednak nie prowadziła życia towarzyskiego. Jej syn był przy niej, rozmawiali ze sobą. Ona to czuła i była przekonana,że tak jest. Gdy dochodzi do zaginięcia dziewczynki kobieta pomaga w śledztwie, w końcu była ostatnią osobą widzącą dziewczynkę żywą... 

Poszlak jest coraz więcej, niestety nie ma śladu dziewczynki, zastanawiający jest fakt zmiany w wyglądzie Zosi, co się wydarzyło w jej życiu. Meyer zatacza coraz większe kręgi. Między czasie na światło dzienne wychodzą inne przestępstwa.  Ktoś jego rękami oraz drugiej profilerki  Leny będzie chciał się wybielić. 
Będą ludzie dzięki którym poszukiwania nabiorą innego obrotu, może za ich zasługą naświetli podejrzanego. Co nie będzie takie łatwe.


Katarzyna Bonda stworzyła wspaniałą powieść kryminalną, napisaną w sposób szczegółowy, tak aby wciągnęła od pierwszych stron, trzymając w napięciu. Widać,że autorka dopracowała każdą stronę, 

Siadając do lektury Florystki wiedziałam,że poziom będzie wysoki i nie rozczarowałam się. Fakt trzeba czytać dokładnie bo nie można pozwolić sobie na "odpłynięcie" każdy szczegół nawet ten najdrobniejszy może być kluczowy. Całość jest spójna, wspaniale się później ze sobą łącząca. Dawno nie czytałam dobrego kryminału, Florystka jest moją faworytką. Mnie troszkę było "smutno",że tak szybko odkryłam kim jest morderca, miałam nadzieję,że gdzieś w drugiej połowie się okaże,że się pomyliłam. Chyba zbyt wnikliwie czytałam i analizowała fakty oraz zdobyte informacje. Na szczęście wiedza kto był kim nie rzuca cienia na całość. Nie mogłam bym się do niczego przyczepić. Dawno nie czytałam tak świetnie napisanej książki. Brawo wielkie dla autorki. Z chęcią zapoznałabym się z kolejnymi pozycjami wywodzącymi się z pod pióra Pani Katarzyny. Widać,że każda informacja czy to dotycząca florystki, czy kryminalistyki była odpowiednio konsultowana. Nic nie zostało potraktowane powierzchownie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, myślę,że fani tego gatunku powinni być usatysfakcjonowani, gdyż ta publikacja ustawia wysoką poprzeczkę. Szczerze polecam, tę książkę po prostu trzeba przeczytać. 






Książka bierze udział w wyzwaniach  "Historia z trupem w tle" oraz " Grunt to okładka" ( motyw kwiat)
"Czytamy kryminały". :Polacy nie gęsi" 
Czytaj dalej...

Czas na Biblię







Kochani myślę,że większość z was już wie,że w tym roku nas kochany papież Jan Paweł II zostanie  kanonizowany, z tej okazji ruszyła piękna inicjatywa. 
Czas na Bilbie   to odzew na prośbę Jana Pawła II wzywająca rodziny do wspólnego czytania Pisma świętego. Jest inicjatywą społeczną dla ludzi z różnych środowisk. 
Strona jest bardzo interesująca, można dowiedzieć się z niej wielu ciekawych informacji, również związanymi z naszym papieżem. 
Mam nadzieję,że każdy znajdzie na niej coś dla siebie, bo w końcu nie wystarczy tylko wspominać wspaniałego człowieka, ale również kontynuować jego posługę, między innymi właśnie w taki sposób. 
 Przygotujmy się na ten wielki dzień dla nas, dla naszego kraju oraz myślę,że całego świata.
 
 
Czytaj dalej...

Przekleństwo rasy



Elfy lubię, chyba każdy czytelnik mojego bloga już o tym wie, dlatego kiedy przeczytałam w opisie książki,że akcja dzieje się właśnie w Elfim świecie nie miałam wątpliwości,że będę chciała ją przeczytać.  Byłam bardzo ciekawa jak autor przedstawi ich świat, osobowości. No i oczywiści rozwój akcji, bo w końcu ona jest najważniejsza, wciągnie czytelnika czy go zniechęci. Jak był ze mną? Czy Przekleństwo Rasy dało mi to czego oczekiwałam?


W świecie Elfów od jakiegoś czasu panuje poruszenie, oto jak głosi jedna z przepowiedni ma zjawić się wśród nich wybraniec, kim on będzie tego nie wie nikt, ku wielkiemu zdziwieniu mieszkańców Valinoru okazuje się,że Tym ważnym będzie nie Elf a człowiek! Gorzej być już chyba nie mogło, bo Elfy od wieków mają na pieńku z ludźmi i mieszańcami, uważają ich za gorszych od siebie. To oni Elfy powinni sprawować władzę nad światem, a nie Ci straszni ludzie. Jednak przepowiednia wskazała i trzeba wyruszyć na poszukiwanie wybrańca by przygotować go do ważnej roli.  

Na ziemi poznajemy Adama, nastolatka chorującego na serce, trafia on do szpitala po kolejnym ataku, nie jest to dla niego nic nowego, zdążył się przyzwyczaić, jedno go bardzo dziwi, lekarze nie chcą nic powiedzieć o jego stanie zdrowia. Gdy w miarę odzyskuje siły zwraca uwagę na dziwnego osobnika siedzącego na łóżku obok. Jego ubiór przypomina mieszaninę stylów niekoniecznie dobrze ze sobą zgranych.  Mężczyzna przyjaźnie uśmiecha się do chłopca. Ma zamiar sprawdzić czy jest on gotowy na podróż do innego świata. Adam z początku odbiera Mieszańca bo tak się przedstawił mężczyzna chłopcu, jako szaleńca, niegroźny świr żyjący w alternatywnym świecie. Jednak splot wydarzeń, które występują za jakiś czas pozostawia po sobie wiele pytań bez odpowiedzi. 
Adam wraz ze swym towarzyszem mieszańcem trafia do dziwnego świata, to znaczy dziwnego dla chłopca. Avaris ma zamiar zapoznać wybrańca z cała historią tak aby mógł zrozumieć swoje przeznaczenie, jak się okaże jeden z Elfów mający wdrożyć go w sytuację przysyłał nieprawdzie raporty. Nasuwa się pytanie czy znalazł on prawdziwego wybrańca, bądź coś poszło nie tak.  W tym celu postanawiają za pomocą Elfki Kalanthei udać się do mędrca Septymiusza, bardzo mądrego oraz posiadającego moce wielkiego Elfa. 
Podczas wyprawy okazuje się,że Elfka została porwana, na szczęście Avarisowi udaje się podstępem ją uwolnić. 
Gdy trafiają do Septymiusza przed Adamem zostają ujawnione dalsze części przepowiedni, Elf wykazuje się ogromną wiedzą na temat teorii Darwina. Potrafił on wytłumaczyć pochodzenie Elfów oraz wielu innych ważnych informacji, na które odpowiedzi Adam potrzebował od samego początku tej dziwnej misji. 
Okazuje się,że w świecie Elfów szykuje się wojna domowa, właśnie On Adam ma odegrać ważną rolę, jak się okazuje ma mieć wielkie pokłady mocy, na których posiadaniu zależy  Rebremu oraz jego wspólnikowi Marvilowi, knują  oni spisek by dokonać przełomu w ich państwie, co doprowadzi do wojny domowej...


Spodziewałam się całkiem czegoś innego po tej właśnie książce, pierwsze dwieście stron były dla mnie istną torturą,za nic nie mogłam się wciągnąć, niby były elfy, był inny świat, ale czegoś mi brakowało, nie poczułam takiego dreszczyku emocji kiedy siadam do książki i wręcz porywa mnie ona. Tutaj odczuwałam problem ze zrozumieniem kto jest kim po co i dlaczego. Kiedy w końcu nadeszła połowa jakoś się oswoiłam z tematem i nawet zaczęłam odczuwać zainteresowanie, zwłaszcza gdy pojawiał się Septymiusz, bardzo podobały mi się jego tłumaczenia oraz teorie, niestety nie z niego jednego składała się książka.  Adam był dla mnie nijaki, czasem cechował się poczuciem humoru, jednak przez tak długi pobyt w Valinorze zamiast zrozumieć co się dookoła dzieje trwał w jakimś dziwnym stanie. Nic nie potrafił wyczytać po zachowaniu Elfów, na wszystko musiał mieć dobitną odpowiedź. Chyba najbardziej polubiłam siostrę Kalanthei Kasię, pełna temperamentu oraz przekory, miała dużo do powiedzenia, ożywiała chwilami nudnawą akcję.  Nasi bohaterowie cały czas podróżują, albo są więzieni przez ścigających ich żołnierzy, mnie osobiście to męczyło. Czytając opinie tejże książki byłam pełna pozytywnych emocji, teraz muszę przyznać,że czuję się rozczarowana. Zupełnie do mnie nie trafiła. Zakończenie jest kompletnie niezrozumiałe, aż nie pasuje do całości. Nie mogę powiedzieć,że Przekleństwo Rasy jest źle napisane, autor naprawdę postarał się, jednak to nie było to. 
Nie mam oczywiście zamiaru nikogo zniechęcać. Skoro książka już zyskała zwolenników to widocznie ma w sobie coś, niestety ja tego nie odnalazłam.








Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi"
Czytaj dalej...

Ocal mnie od złego



Nie wiem od czego mam zacząć, historia Allomy jest straszna, to istny horror, który dział się każdego dnia przez całe jej dzieciństwo.  Podziwiam te dzieci,że zdołały przeżyć tak sadystyczne, okrutne kary jakie wymierzała im porąbana Eunice, tej kobiety nie można inaczej nazwać, z chęcią użyłam bym bardziej dosadnego słowa, ale nie tutaj..
Mała Alloma ma rodziców, tylko nie bardzo radzą sobie oni z wychowaniem małego dziecka oraz zajmowaniem się domem oraz innymi przyziemnymi sprawami. Mają problem z narkotykami, w prawdzie uczęszczają na spotkania terapeutyczne, ale większość z nas wie,że ten nałóg jest jednym z najgorszych i nie można ot tak od niego uciec, kochają swoją córeczkę. Tylko czasem sama miłość nie wystarcza. Po interwencji opieki społecznej zjawia się w ich domu Eunice, miła Pani budząca zaufanie, chce pomóc w zajęciu się małą Allomą,  buduje zaufanie między sobą a dzieckiem, między czasie przekupuje matkę by bez problemu zgodziła się oddać małą sobie na wychowanie. Tym sposobem po kilku tygodniach dziewczynka trafia do jak się jej z początku wydaje do miłego domu, gdzie jest mnóstwo zabawek i porządek. Zderzenie z rzeczywistością nadchodzi bardzo szybko, Eunice w pierwszych dniach pokazuje swoje prawdziwe oblicze będącym przedsmakiem tego co zaserwuje dzieciom podczas dalszego pobytu w jej domu. 

Dla mnie to nie były kary, bo rozumiem gdy dziecko przewini można mu czegoś zakazać bądź dać przysłowiowego klapsa, nie oszukujmy się,że bezstresowe wychowanie jest takie wspaniałe, bo to nie prawda, jednak co innego niewinny klaps, przeze mnie nazywanym straszakiem, który nie zrobi krzywdy a ostrzeże dziecko by kolejny raz nie postąpić jak poprzednio.  
Eunice miała bardziej wyrafinowane metody "wychowawcze", z początku znęcała się nad dziećmi swym stalowym spojrzenie, nazywając je dziećmi diabła, mającymi zepsute dusze, które koniecznie trzeba oczyścić. Jak? oczywiście przemocą, bo inaczej nie byłoby przecież to możliwe, według psychopatki Eunice. Głodzenie chyba jeszcze nie było tak straszną karą, chociaż z początku nie mogli się przyzwyczaić do mało treściwych posiłków, jednak gdy doszły kolejne kary typu całonocne chodzenie po schodach tam i z powrotem zmienili zdania. Jaki miały cel te nocne spacery? Do tej pory się zastanawiam, ale to jeszcze było nic. Sadystka miała lepsze sposoby na zadanie bólu. Jej pierwszą ulubioną karą było bicie dzieci po palcach u stóp, tak długo aż były zmaltretowane, oczywiście nie miały prawa kuśtykać, bo byłaby poprawka. Na samą myśl wszystko mnie boli, nie chcę sobie wyobrazić jak wygląda to w praktyce, nie rozumiem i nie chcę zrozumieć czegoś takiego. Kary typu zjedzenie własnych odchodów bądź wypicie moczy było czymś na porządku dziennym. Ja nie mogłam zrozumieć idei wlewania płynu do mycia naczyń do ust dzieci, miały one je wypijać by oczyścić swoje gardła za kłamstwo, jeżeli któreś z nich zwymiotowało zawartość żołądka musiało zjeść owe wymiociny.... Alloma nauczyła się pierwszej rzeczy, nie wymiotować!!! Robiła wszystko by nie doprowadzić do tego stanu przy Eunice. Eunice pozbawiła dzieci ich tożsamości, pierwszym krokiem do tego była zmiana imion, później nazwisk. Ciągłe oczernianie rodziców miało na celu zatracenie ich wspomnień z przeszłości. Liczył się tylko strach i ból.  Kobieta było świadkiem Jehowy, w tej wierze wychowywała dzieci, zachowywała się jak fanatyczka, wmawiając,że Alloma wraz z jej przybranym bratem i siostrą będą umierać w męczarnią gdyż pochodzą od samego diabła. 
Do póki mieszkali w mieście dla dzieci odskocznią było chodzenie do szkoły, te kilka godzin mogły czuć się w miarę normalnie, dziewczynka nie była towarzyska, w domu nie mogli się oni między sobą porozumiewać ,kobieta wychowywała ich w wrogości do siebie, nakazywała donosić jedno na drugiego. Dlatego też między żadnym z nich nie nawiązała się nić porozumienia, ewentualnie strach i współczucie kiedy wymierzano na nich karę. 
Kiedy nawiedzona Eunice postanowiła wyprowadzić się na odległą farmę życie wszystkich stało się jeszcze większym koszmarem ,w miejscu gdzie byli odcięci od świata, nie mogli uczęszczać do szkoły, nikt nie wiedział co dzieje się za murami domu. A działo się jeszcze więcej niż w poprzednim... Jaka kara mnie najbardziej przeraziła? Wpychaniem dzieciom do gardeł nogi od stołu,  gdy podczas rozprawy był ona jako materiał dowodowy Alloma widziała na nim pięciocentymetrową zakrzepłą krew i ślady po zębach. 
Jednak Eunice udoskonala swoje sadystyczne kary, trzymając jedną ręką nogę od stołu, biła stopy kijem bambusowym....
Takie rzeczy działy się niemalże codziennie, przeplatane innymi wymyślnymi karami, o których człowiekowi nawet we śnie nie przyszłoby do głowy.

Z wielkim trudem czytałam historię Allomy, po pierwszej zafundowanej karze miałam ochotę odłożyć książkę i dać sobie z nią spokój. Niestety nie mogłam czytałam dalej i  nienawiść jaką czułam do tej dręczycielki narastała we mnie coraz bardziej. Tu nie chodzi o zrozumienie jej postępowania, bo takich ludzi , a raczej nie ludzi nie można zrozumieć. Ja tylko miałam w głowie jedno. Uczynić jej to samo co ona tym wszystkim dzieciom zafundowała. Żadne więzienie nie może być wystarczającą karą, niby człowiek nie ma prawa sam osądzać, jednak tutaj nie można przyjmować ze spokojem tych strasznych rzeczy. Przecież to był najnormalniejszy sadyzm ,albo i jeszcze gorzej!!!  Za takie katowanie dzieci powinny być osobne rozprawy i więzienia gdzie takich zwyrodnialców spotyka wszystko to co uczynili niewinnym dzieciom. 
Czytałam podobną książkę, z tym,że matka znęcała się nad własnym synem. Wtedy jak i teraz zastanawiało mnie jedno, czy ludzie nie widzą krzywdy dzieci? Ich zastraszonego wyrazu twarzy, wycofania oraz przeraźliwego lęku. Totalną głupotą jak dla mnie jest zapowiadanie się inspektorów nadzorujących takie placówki. Logiczne jest,że każdy przygotuje się na wizytacje. Takie rzeczy powinny się odbywać znienacka, a nie piękne pismo dające do zrozumienia,że jak przyjedziemy ma być wszystko ładnie pięknie aby nie dokładać nam obowiązków. Boże litości!!!!  Nie mogę czytać takich książek bo za bardzo się bulwersuję, dziecko ucieka z domu i zamiast przetrzymać je i dokładnie zbadać sprawę jaki był tego powód, jest wywiad przy rodzicu!! Paranoja. Jestem pewna,że tego typu sytuacji jest jeszcze więcej. Nie każdy ma na tyle odwagi się przyznać. Najważniejsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę w wypowiedzi Allomy, kiedy jej przybrana siostra zeznała na policji co się działo ONI UWIERZYLI!!  Kobieta była tym bardzo zaskoczona. Czyli co? Nikt nie che zeznawać bo policja bagatelizuje sprawę. Wszystko w tym temacie.





Czytaj dalej...

Kocham Legolasa!!!!! :)))))





Kochani właśnie wróciłam z drugiej części Hobbita, no i wiecie emocje te sprawy, o co chodzi w filmie nie bardzo się orientuje, za czymś tam biegają, ciągle ze sobą walczą. Jednak najważniejszy jest ON!!! Och jakże zwinny, te spojrzenia, ruchy... Kocham Legolasa! 
 Jego się nie da nie kochać, on jest wspaniały. Oczywiście film zawiera inne wątki (niestety)  to znaczy fajnie było ogólnie bo i te pająki biegające to  mnie w pewnej chwili konkretnie wystraszyły, nawet obrzydziły z czego się bardzo cieszę bo potrzebowałam wrażeń;) Niestety były również te paskudne, obleśnie stwory chyba Orki na nich mówili, nie pamiętam bo zamykałam oczy jak się pojawiali, no niedobrze mi się robiło na ich widok. 
Na szczęście w odpowiednich momentach pojawiał się...Legolas!!


Co mi się jeszcze podobało w filmie? no oczywiście elfy heeheh, bo i król elfów mimo,że do tych zbytnio zacnych nie należał to miał coś w sobie, nie powiem bo główny krasnolud jest hmmn bardzo męski ;D  no i kiedy nie było Legolasa to miała króla hehehe;)
Zmierzali oni sobie w stronę góry, żeby nie było łatwo ciągle coś im przeszkadzało, czarodziej spindolił jak to u niego bywa, poszedł szukać głównego złego, jak znalazł to pożałował  tego odkrycia. 
Aha no i był smaug!! :P heheh ten to miał gadane, no nie mogłam z wątków kiedy tak sobie dyskutował z hobbitem, oczka miał zniewalające, pazurki też, a  ogonek zacny;) Nie no dobra na poważnie to był niczego sobie. Chociaż i tak pająki jak dla mnie przebiły wszystko;). Nie ma co zapominać,że i tak kocham Legolasa, te jego proste włosy :D ciekawe czy oni mieli prostownice czy to tak same z siebie, no i kto im te warkoczyki splatał;)) No i te jego elfie uszy... nie no kocham elfy, czemu elfy nie istnieją???:(((   a może jednak istnieją? Może trzeba w nie wierzyć jak w kogo hmm, mikołaja nie ma, a może jest, ale kij z mikołajem wolę elfy!! ;)) Achh Legolasie....





 Wy też kochacie Legolasa czy tylko mnie na jego punkcie odbiło??;)))


 
Czytaj dalej...

Dziewięć żyć Chloe King


Czekałam długo na Chloe, jakoś się napaliłam na tę książkę, dlaczego sama nie wiem, może okładka ma w sobie coś obiecującego, może ten tytuł mnie przyciągnął? Wiem jedno, wyobrażałam sobie świetną lekturę, mając nawet w planach zakupienie tego właśnie tytułu. Jednak dzięki uprzejmości Bujaczka mój budżet został ocalony, a ja dowiedziałam się co zawiera wnętrze pierwszego tomu trylogii. Spróbuję opisać wszystko nie opowiadając zbyt wiele, chociaż fabuła... no sami się zaraz dowiecie....

Chloe jest szesnastoletnią uczennicą liceum, jej życie nie różni się niczym specjalnym od wielu jej rówieśniczek, ma grupę przyjaciół, matkę oraz własny pokój, Ogólnie niczego jej nie brakuje, ale jak to bywa panny w tym wieku zawsze mają jakiś problem, przeważnie z samym sobą. Chloe akurat ma mieć urodziny i od samego rana stwierdza,że nie będą one takie jakby tego chciała, postanawia wyciągnąć dwójkę najbliższych kolegów na wagary. Przemierzają miasto to tu i tam aż w końcu trafiają na wieżę, gdzie patrząc na widok z góry rozmawiają. W pewnym momencie dziewczyna stojąc przy oknie za mocno się wychyla i spada z bodajże siedemdziesięciu metrów. Powinna umrzeć, ale tak się nie dzieje, nawet nie jest połamana, troszkę ma odrapaną facjatę i chyba delikatną ranę z tyłu głowy. Koledzy nie mogą wyjść z podziwu jakim  cudem przeżyła, zaprowadzają Chloe do szpitala. Gdzie lekarze zastanawiają się czy cała opowieść nie jest głupim żartem nastolatków. Po powrocie do domu dziewczyna zaczyna się zastanawiać jak to się stało,że cudem przeżyła, ale nie specjalnie zaprząta sobie tym głowę, w dodatku matka zamiast się cieszyć z jej przeżycia ma większe pretensje o wagary córki. Dlatego też zbuntowana jedynaczka wychodzi z domu gdzieś się przejść, chciałaby porozmawiać o całym zajściu z Amy, jednak ta nie odpowiada na jej wiadomości, dlatego też w przypływie impulsu udaje się do dyskoteki, jej ubiór nie bardzo jest odpowiedni ale co tam, w końcu jest zbuntowana. Pijąc napój wyskokowy namierza super przystojniaka, zaczynają ze sobą flirtować, nagle okazuje się,że Chloe zrobiła się bardzo pewną siebie uwodzicielką, bo do tej pory oczywiście taka nie była. Wraca do domu w podskokach bo jakoś jej nogi nabierają fajnego rozpędu, więc tak sobie kica. 
Dni mijają nic interesującego się nie dzieje poza jej rozterkami, z którym facetem powinna się umówić. Jak odezwać i tak dalej. Aż nagle pewnego wieczoru gdy cały dzień chodziła podminowana po kłótni z matką Chloe odrywa zaskakującą rzecz, ma pazury! takie jak kot! Niestety nie wyrósł jej ogonek, szkoda no ale co jest kotem niepełnosprytnym, ma pazurki i może skakać i szybko biegać, na upartego może być kotem.
Długo, długo nic się nie dzieje aż w końcu ktoś zaczyna zagrażać kocicy, nie wiadomo kto ale coś się dzieje, hurra!  Muszę nadmienić,że to jest dopiero na sam koniec książki więc radość była tym większa, bo już byłam w stanie rozpaczy, ale o wrażeniach później. No więc Chloe zaczyna zagrażać niebezpieczeństwo, skąd i dlaczego tego biedaczka nie wie. Za to wie pewna osoba, o której by się w życiu nie spodziewała, nawet ja sama była zdziwiona!

Zakończę opis tej jakże fascynującej fabuły, która była tak beznadziejna,że aż przecierałam oczy z podziwu, dlaczego? Bo zastanawiałam się jakim cudem zyskała taką rzeszę fanów?? Sana Chloe jest totalnie beznadzieja,chociaż nie, to zwykła dojrzewająca dziewczyna z burzą hormonów, nic nadzwyczajnego. Nie ma w sobie nic co mogłoby sprawić żeby ją polubić bądź chociaż kibicować, mnie ogólnie drażniła, chyba o wiele bardziej polubiłam playboya Aleka, ten to chociaż miał w sobie coś, później okazało się co takiego. 
Amy oraz Paul doprowadzali mnie nie powiem do czego, gdybym miała takim pożal się Panie Boże przyjaciół to zaczęłabym wątpić  w instytucje przyjaźni, chyba nawet nie bardzo wiedzą o co w tym słowie chodzi a co dopiero w czynach..Jeszcze sam Paul jak cię mogę ale Amy... grr grr tylko to mi się ciśnie na usta. Siedzi człowiek albo w sklepie razem z Chloe albo zasypia w szkolnej ławce i tak czeka na coś, na co? Chociażby na trzęsienie ziemi, scen erotycznych to tutaj być nie może, bo nasza dziewuszka dopiero pierwszy okres dostaje więc w tej sferze to raczej powijaki. Tylko coś mi się gryzło jej zachowanie dziewicze jakoś odbiegało od normy, ale może to koci instynkt gdzieś tam brał górę? Dialogi są biedne, nawet bardziej niż biedne, szkoda słów. No ale przychodzi ostatnie 30 stron i nagle pojawiają się jacy tajemniczy ludzie, najpierw jeden co by nas przygotować, bractwo noży czy jakoś tak, nie pamiętam nawet bo z tej radości aż mi nazwa umknęła, Oto w końcu coś się zaczęło dziać!! Hurraaaa!!! Brawo dla autorki, tyle trzymała w nudzie,że niemalże z owacjami przyjęłam ostatnie podrygi książki.  No i co? Muszę wam kochani powiedzieć, że wybroniła się cwaniara! Ta całość wołająca o pomstę do nieba przy samym końcu sprawiła,że nawet czytałam z zainteresowaniem! Zastanawiam się czy ten zabieg był zamierzony, czy autorka nie zdawała sobie sprawy z nudnej akcji przez większą część książki. Summa summarum to co działo się przed ostatnią kropką miło mnie zaskoczyło, ba! sprawiło nawet,że zrezygnowałam z nazwania Dziewięciu żyć Chloe King totalnym dnem!  Mało tego jestem skłonna przeczytać drugi tom z czystej ciekawości sprawdzenia czy się tam coś poprawiło. Nie podzielę zdania,że jest to fenomen, bo nawet koło takich nie leżało, ale moi kochani do pociągu bądź autobusu śmiało bierzcie, jak nie zaśniecie to doczekacie się zaskakującego końca;)






Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka