After 2. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem



Drugi tom słynnej sagi. Jednych odrzuca, drudzy nie mogą się oderwać. Wiele komentarzy, dyskusje, sprzeczne opinie. Wiele się mówi o tej serii. Słychać nawet, że będzie ekranizacja; szukają aktorów przypominających wyglądem głównych bohaterów – Hardina i Tessę. Trzecia część wydana i już można szukać jej w księgarniach, a czwarta za chwilę się pojawi. Wszystko pięknie, wszystko cacy, a jak ja to widzę? Odpowiedź jest prosta. Należę do ludzi, którzy zdecydowanie zakochali się w dziełach Anny Todd i nie mogę nic na to poradzić. Być może to głupia ludzka naiwność albo zamiłowanie do dokładnie takiej tematyki z jaką mamy tu do czynienia, ale trudno. Może po kolei...

Z pierwszym tomem spotkałam się tak naprawdę przez przypadek – był to prezent na urodziny. W pewnej chwili skończyły mi się egzemplarze recenzenckie, więc sięgnęłam po After. Muszę przyznać, że miałam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Ale na szczęście się nie zawiodłam.

Poznajemy Tessę – grzeczną, ułożoną dziewczynkę, która opuszcza rodzinny dom i rozpoczyna studia. Zamieszkuje w akademiku, gdzie jej współlokatorką jest buntowniczka i imprezowiczka, czyli jej zupełne przeciwieństwo. Do nowej znajomej Tessy przychodzą jej przyjaciele, a wśród nich Hardin – opryskliwy i wręcz chamski chłopak, który ma jedną ogromną wadę – działa na Tessę w taki sposób, w jaki jeszcze nikt inny nie działał. Dziewczyna nie może sobie z tym poradzić, a co więcej, dostrzega, że dla Hardina też nie jest tylko znajomą. Wszystko komplikuje się gdy na drodze pojawia się matka dziewczyny i jej chłopak, a sama Tessa odkrywa, że Hardin nie do końca jest tym, za kogo się podaje. Związek z nim jest nie lada wyzwaniem, a dodatkowo przeszłość chłopaka nie pomaga w zaistniałej sytuacji. Jakby tego było mało, Tessa odkrywa co tak naprawdę kierowało chłopcem na samym początku ich znajomości. Czy znajomość przetrwa tę próbę? Jaki będzie finał? Czy dziewczyna przebaczy ukochanemu? Ile jest w stanie dla niego zrobić?

Jak pisałam wyżej, jestem zaskoczona, że coś tak wbrew pozorom banalnego, jak ta historia, może okazać się jednocześnie niesamowitym przeżyciem dla czytelnika. Książkę – choć wydaje się być po prostu "kobyłą" nie do przeczytania – pochłania się bardzo szybko. Autorka zaskoczyła mnie swoim lekkim piórem i niesamowicie dowcipnymi i błyskotliwymi dialogami, które przeprowadzają ze sobą główni bohaterowie. Całość czyta się z wypiekami na twarzy (przynajmniej ja tak miałam), a co najlepsze – chce się więcej, więcej i jeszcze więcej. 

Podsumowując, ja ze swojej strony polecam gorąco całą tę serię. Jest lekka, przyjemna, a co najważniejsze – mogłam się przy niej zrelaksować i odpocząć od codzienności. Z wielką niecierpliwością czekam na ostatni tom After, no i oczywiście na adaptację filmową. 



Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Między słowami.


Czytaj dalej...

Nie do pary


Chyba większość zna jedną z najsłynniejszych polskich autorek poruszającą trudne tematy młodzieży. Pani Ewa Nowak jako pedagog-terapeuta, a przede wszystkim świetny obserwator wykorzystuje swoje doświadczenia w powieściach kierowanych do i dla nastolatków, ale nie tylko do tej grupy odbiorców. Rodzice również, a może i przede wszystkim powinni zapoznawać się z literaturą zajmującą sprawami, o których często nie mają pojęcia, albo po prostu nie chcą widzieć i wiedzieć.  Z każdym nowym tytułem sięgam i zaznajamiam z poruszonym wątkiem problemu, jak więc było w przypadku tej pozycji? 

Bycie jedynakiem chyba od zawsze miało swoje plusy i minusy, z jednej strony zero "konkurencji", z drugiej zaś obciążenie wizji ideałów rodziców. Aleks jest właśnie takim ideałem mamusi, która go bardzo kocha, ale i również wymaga. Chce aby jej jedyny ukochany syn był najmądrzejszy i bystry. Aluś od najmłodszych lat, kiedy to już zaczął rozumieć intencje rodzicielki w sprytny oraz przemyślany sposób mścił się, ze katorgi, które były mu serwowane. Matka, niespełniona artystka miała swoje wizje świata. Ojciec pracoholik, w domu bywał gościem, jeżeli zjawił się wcześniej niż  zwykle domownikom było dziwnie. W prawdzie Aleks nie miał nic do ojca, ale zazwyczaj bywał tylko z matką, którą lubił denerwować. 
Wchodząc w okres buntu jego pomysły stają się coraz bardziej dziwaczne, jednak zyskuje nowe problemy. Otóż jak każdy młodzieniec zaczyna interesować się płcią przeciwną. A z tą jak wiadomo bywa różnie. Nie potrafiąc swobodnie rozmawiać z dziewczynami radzi się swego bardziej "doświadczonego" przyjaciela, który lekcje podrywania ma w małym paluszku.  Tak o to niedoświadczony Aleks poznaje świat dziewcząt, nie zawsze niewinnych i głupiutkich. Z pozoru niewinna Karina potrafi się sprzeciwić, a nawet postawić, natomiast nieprzewidywalna Agata to chodząca bomba, nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie, a jednak ma w sobie coś co przyciąga. Czy można zdecydować się na jedną kobietę? Kilka niewinnych kłamstw jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Mając naście lat wydaje się, że świat stoi otworem, niewinne żarciki w najgorszym razie mogą spotkać się z karą... jednak takiej niespodzianki  którą bohater sam sobie nieświadomie zaserwował,  nigdy by się nie spodziewał... 

Mam wiele sprzecznych uczuć po zakończeniu nie do pary, głównie dlatego, że Aleks okropnie mnie drażnił. Jego sposób myślenia, traktowania matki czy później dziewczyn z którymi się umawiał doprowadzały mnie do szału. I kiedy już myślałam, że gorzej być nie może, pojawiła się niezrównoważona Agata. I w tym momencie doszłam do wniosku, że ja to chyba nigdy nie byłam nastolatką, a okres dojrzewania przespałam. Wiem, że sytuacje, które przytacza autorka mają swoje miejsce, że to nie jest żadna fikcja, bo w końcu buntującej się młodzieży nie brakuje. Tylko kiedy czytam przykładowe zachowania, zdarzenia odnoszę wrażenie, że z tymi młodymi ludźmi jest coś bardzo źle, rozum został gdzieś wyssany, albo chwilowo przyćmiony nie powiem czym. Ja nawet rozumiem zaciekawienie seksem, bo to przez długi czas jest temat zakazany i nagle w szkole ponadgimnazjalnej można poczuć się dorosłym (w marzeniach) i popróbować tego owocu
Jednak nigdy, ale to nigdy nie pojmę dziewcząt i ich swobody do obcowania z kim popadnie, obojętnie gdzie i kiedy, naprawdę tego to już chyba nawet ten naiwny i głupi wiek nie tłumaczy. Przypadek Agaty jest chyba najgorszą odmianą jaka może istnieć. I kiedy czytałam książkę cały czas zastanawiałam się, co te dziewczyny mają w głowach, czym się kierują. 
Aleks, no nie polubiłam tej postaci. Denerwował mnie i nie umiałam wczuć w jego sytuację, tego jak został wychowywany. Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać kiedy w końcu dostanie jakąkolwiek nauczkę.  
Książka oczywiście niesie ze sobą bardzo ważny przekaz, jednakże ja już jestem za stara na tego typu lekcje. Jak wspomniałam mój okres buntu był ospały, i jedyne do czego byłam zdolna to nielegalny wypad na dyskotekę miesiąc przed osiemnastymi urodzinami, jakieś słabe wagary, z których i tak z wielkimi wyrzutami sumienia tłumaczyłam się mamie.  Może wszystko zależy od człowieka, albo nie wiem czego. W końcu każdy rodzic wymaga. Jedno jest pewne. Okres buntu jest bardzo indywidualny,współczuję rodzicom których dzieci zachowują się w podobny sposób do bohaterów książki. 
Podsumowując, Nie do pary będzie bardzo dobrym prezentem dla nastolatków oraz ich rodziców. Pozostali odbiorcy mogą poczuć się troszkę nie na miejscu czytając o rozterkach niedoświadczonego chłopca. 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

Czytaj dalej...

Wyniki konkursu

Kochani, nie wiem jak to się stało, ale jednak. Zapomniałam o wynikach konkursu, cóż jak widać jestem zdolna do wszystkiego. 
Jako, że wybierać zwycięzcy nie lubię, podzieliłam zadania w naszej rodzince, ja zbierałam zgłoszenia, a później przesłałam wasze uchwycone chwile dla Wikusi, aby podjęła tą jakże trudną decyzję;D Tak, taka jestem szczwana lisica;) 
Nie przedłużając, poznajcie zwycięzcę i jego pracę.  Gratulacje!


 Wojtek Q



Zwycięzcę za chwilę poinformuję drogą mailową o wygranej.  W przypadku gdy nie otrzymam adresu do 3 dni, zostanie wybrana inna praca.

Czytaj dalej...

Poduszka w różowe słonie




Jakie są wasze wspomnienia z dzieciństwa? Z pewnością każdy wracając pamięcią do przeszłości, z uśmiechem na twarzy wspomina poszczególne chwile, zwłaszcza jeżeli mają jakieś szczególne znaczenie. Może to być pierwsza wyprawa do kina, otrzymanie w prezencie długo wyczekiwanej i wymarzonej zabawki, albo smak, smak jedyny i niepowtarzalny, który zawsze, ale to zawsze będzie przywoływał obrazy dziecięcych lat. 
Niestety, nie zawsze przeszłość jawi się kolorowo, czasem jedno wydarzenie, zniszczy nie tylko dzieciństwo, ale również całe życie.
O tym jak koszmary potrafią wracać, a cienie czają w zakamarkach duszy by uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie możemy dowiedzieć się zagłębiając w lekturze Poduszki w różowe słonie. 


 Przyjaźń, jest to jedną z najwspanialszych rzeczy jaka może spotkać człowieka. Ta prawdziwa, lojalna i nie pytająca. Taka po prostu.
Hania przyjaźniła się z Ewą od pierwszej klasy, ich relacje były silne i potrafiły przetrwać bardzo wiele. Lata rozłąki, nie wiedzy co dzieje się u tej drugiej. Był niczym. Obie wiedziały, że zawsze, ale to zawsze mogą na sobie polegać. Żadna nie spodziewała się, że nastąpi dzień gdy słowa będą musiały zastąpić czyny, że nadejdzie chwila by ponieść odpowiedzialność za wypowiedziane przyrzeczenie.  

Florian jest smutny, nie ma apetytu, wraz z nim nie chce jeść mała Ania, która brutalnie została wyrwana ze świata beztroski i szczęścia u boku mamy. Teraz mieszka z ciocią i mimo,że  Hania jest miła i nawet czasem próbuje rozmawiać to nie jest mamą... W dodatku dziewczynka ma problem, o którym boi się powiedzieć, od jakiegoś czasu w brzuszku rośnie dziwna kula, która uniemożliwia jedzenie. I chociaż Ania bardzo by chciała coś zjeść to nie może, wszystkie potrawy, nawet te ulubione straciły smak. Nawet ptasie mleczko, które jest takie pyszne. 
Hania wspomina czasy kiedy powroty do własnego mieszkania były przyjemnością... Od pogrzebu Ewy nic już nie jest i nie będzie jak do tej pory. Straciła ukochaną przyjaciółkę, dostała zrozpaczone dziecko z którym nie potrafi znaleźć wspólnego języka, nie ma pojęcia jak dotrzeć do zamkniętej w sobie dziewczynki.  Cały ich świat kręci się wokół Floriana i jego humorów. Pluszak nie ma apetytu, nie lubi basenu, nie zaśnie bez poduszki w różowe słonie...

Zostawiłaś mnie! Zostawiłaś mnie samą z tym wszystkim! Z dzieckiem bez instrukcji obsługi i...i z Florianem! Ty masz spokój, wieczny spokój, (...) " 

 Trudne zadanie otrzymała kobieta, która nie potrafiła okazywać uczuć, nie mając pojęcia w jaki sposób podejść do cierpiącej dziewczynki. Jeszcze trudniejsze były wspomnienia, te odległe  a jakże bolesne nawet teraz.  I nawet świadomość dobrej pracy, własnego mieszkania nie potrafiła przyćmić tego co wracało w snach, przy każdym dotyku... 
Samotna z wyboru, ale czy szczęśliwa? Do perfekcji opanowała grę słów, bawienie się widokiem napalonych mężczyzn. Tylko co z tego? Gdy tam w środku po chwili satysfakcji wracała pustka. Kiedy wszelkie próby odmiany życia spełzały na niczym. Odepchnęła od siebie marzenia o normalnym związku, już dawno temu przestała wierzyć by kiedykolwiek stało się to możliwe. Nie umiała, nie potrafiła zapanować nad własnym ciałem, nad reakcją, która  zawsze wygrywała. 
Dwie kobiety, ta przyszła i teraźniejsza. Odległe, a jednak obie potrzebujące się nawzajem. Jaki wpływ będzie miało pojawienie się Ani w idealnie poukładanym świecie Hani?  
Wspomnienia bywają bolesne,  zwłaszcza kiedy nie potrafi się o nich powiedzieć na głos, o obezwładniającym bólu i strachu...

 Niemalże każdy czytając tytuł, pomyśli sobie, że niniejsza książka będzie wesoła, zwłaszcza przez widniejące na okładce dwie małe dziewczynki. Nic bardziej mylnego. Autorka w swej książce poruszyła dwa bardzo trudne i zarazem bolesne tematy. Jeden został ukazany na płaszczyźnie wielu lat, dzięki retrospekcją do lat szkolnym mamy wgląd na to co działo się z Hanią w jej życiu przed okrutnym zdarzeniem, jak i po nim.  Co sprawiło, że wesoła dziewczynka stała się zlękniona, dlaczego miewała napady stanu lękowego? Mimo upływu lat, prób zapanowania i kontroli własnych reakcji demony powracały, powracały zawsze gdy Hanka chciała przez chwilę poczuć się jak normalna kobieta. Niestety, trafnym jest powiedzenie, że zły dotyk boli przez całe życie. 
Dotyk, na co dzień nikt nie zwraca niego uwagi, bo przecież normalnym wydaje się odruch przytulenia gdy komuś bliskiemu dzieje się krzywda, muśnięcie policzka przy pożegnaniu. Trzymanie za ręce ot tak, po prostu po przyjacielsku. Dotyk... dla niektórych bywa koszmarem. Przekonała się o tym mała Hania, gdy pewnego pięknego dnia jej dzieciństwo przestało istnieć. Kiedy została brutalnie uświadomiona o mroczniejszych aspektach życia.
Przez wiele lat kobiecie udawało się  unikać bliższych relacji z ludźmi. Znajomi nie zwracali uwagi na jej niechęć do obściskiwania, rodzina od dawna nie pytała dlaczego, po prostu taka już była. Do czasu. Gdy w jej domu pojawiła się zrozpaczona Ania i...Florian. Do których nie otrzymała instrukcji obsługi, o których niewiele wiedziała. 
Niestety, nikt z nas nie otrzyma instrukcji jak obchodzić się z dzieckiem, każda matka powie, że to przychodzi samo, że nagle się włącza i jest.  Co ma więc zrobić osoba, która nie potrafi poradzić sobie z własnymi demonami? Nie potrafiąca odruchowo przytulić, okazać troskę?  
Książkę czyta się szybko, chociaż nie należała do łatwych. Było wiele momentów kiedy się wzruszałam, kiedy tak bardzo współczułam i Hani, i Ani, ponieważ obie cierpiały, obie zmagały się z bólem o którym nie potrafiły mówić., 
Pani Joanna Maria Chmielewska w bardzo dokładny ale i przystępny sposób poprowadziła tematy, o których często się nie mówi. Pomimo,że akcja wcale nie toczy się szybko, to każda strona, każde zdanie ma ogromne znaczenie.  Lektura poduszki była niezwykle przejmująca i często smutna. Uważam,że tą pozycję powinno się przeczytać, choćby dlatego by uświadomić sobie, że niekiedy  bywamy nieświadomi nieszczęścia bliskich, mając ich na wyciągnięcie ręki, nie chcemy bądź nie widzimy sygnałów. By zrozumieć, że powiedzenie: "nie radzę sobie", albo "potrzebuję pomocy" nie jest wstydem,że ludzi życzliwych nie brakuje, tylko trzeba umieć przyjąć wyciągniętą rękę. 
Mogłabym pisać i pisać, ale tę książkę po prostu należy przeczytać, z całego serca polecam. 
Pani Chmielewska wspaniale operuje piórem, jest genialną obserwatorką o czym możemy się przekonać podczas czytania. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu MG.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

Czytaj dalej...

Stosik, stosik!! :)

Kochani, nawet nie wiedziałam, że aż tyle uzbierałam sobie książeczek, a i tak to co Wam tutaj przedstawię nie jest wszystkim. Ponieważ część  nabytków "wyszła" z domu i jeszcze nie wróciła ;) 
Stosik urósł, więc doszłam do wniosku, że czekanie na powrót nie ma sensu, innym razem podłączę nieobecne tytuły i wam zaprezentuje;)  Tak więc, nie przedłużając zacznę od zaprezentowania ogółu, a następnie "szepnę" kilka zdań na temat moich skarbów ;D 



Zaczynając od lewej strony... :) 

1. "Magiczny ogród" Sarah Addison Allen - kupiłam dla mamy ;D nie wiem o czym, po co i dlaczego. Może kiedyś przeczytam? Nie no dobrze, przeczytam bo jest coś o zagadce związanej z ogrodem... 

2.  "Słodki zapach brzoskwiń" jak wyżej - również dla mamy ( ależ ze mnie dobre dziecko) Tutaj też jest tajemnica, (nie za dużo tych tajemnic mamo?) no dobra, lekkie więc w sam raz na nudne godziny w pracy ;D 

3. "Nie do pary" Ewa Nowak - Cóż ja mam powiedzieć, zaczęłam czytać i ... ekhmm no i czeka sobie dalej na moje zlitowanie ;D 

4. "Collide" Gail McHugh - O święty BARNABO! recenzyjka tutaj 

5. "Powiedz, że mnie kochasz mamo" Grażyna Mączkowska - Chyba tylko Bruchalek nie przeczytała tej książki, a już się boję bo opinie są słabe, a jak słabe to jeszcze bardziej się boję! 

6. "Córka pszczelarza" (nie umiem odczytać nazwiska z książki O_o ) - pora na zmianę szkieł, o czym to ja miałam, aha książka, No więc jest o miłości i o miodzie (chyba) no ale historia zdaje się być ładna więc będę czytała, niedługo...

7. "Twarz w wodzie" Janet Frame -Boże! powiedz mi gdzie ja miałam mózg kiedy zamawiałam ten tytuł? 

8. " Zaczekaj na mnie" J. Lynn - Dlaczego KAŻDA książka tej pani ma tą samą okładkę, albo podobną? O co chodzi? Wymiankowa pozycja, ciekawa jestem czy warta grzechu, chociaż barwy miłości i tak nic nie przebije, w sumie to Collide przebiło, barwy wybaczcie, spadłyście na drugie miejsce dna roku ;D. 

9. Niepokorne. Klara" Agnieszka Wojdowicz - Co niektórym pisarzom poradziłabym warsztaty szkoleniowe u tej autorki.. recenzja tutaj

10. " Ten jeden dzień" Gayle Forman - No! takie książki o nastoletniej miłości to ja mogę czytać ;) łapcie recenzje tutaj ;)

11. "Maybe someday" Collen Hoover - Kupiłam sobie, a co! Sama prezenta na urodzinki zrobiłam ;D  

12. Uroczysko" Magdalena Kordel - No co ja będę mówić, musicie przeczytać, a jak nie jesteście pewni przeczytajcie recenzje tuutaj

13. "Po schodach do nieba" Betty J. Eadie - Książka należy do Wikusi, ale podpięłam do mojego stosa ( ach ta pazerność). Coś o niebie, ale nie jestem pewna, chyba te śmierci kliniczne, czy coś?

14. "Widok z nieba" Clara Sanchez - To też jest Wikusi, ale do mnie przyjechało więc pyszni się na moim stosiku ( sesese) autorka fajnie pisze.. więc może być ciekawie :)

Żeby nie było książki Wikusi są u mnie przypadkowo, ja ich czytała nie będę, kiedy wszystkie pomyłki zostaną dostarczone pod mój adres, ja prześlę dalej --> do Wiktorii ;D widzicie u nas tak wesoło czasem bywa ;))


15. "Koszmarna dwójka" Barnett i Cornell -
Coś o dwóch chłopcach,  ponoć ma być wesoło, sprawdzimy, przekonamy się i opiszemy ;) 

16. "After. Już nie wiem kim bez ciebie jestem" Anna Todd - Powiem tyle, ja jestem dziwna, bardzo dziwna, dobrowolnie wydałam własne, ciężko zarobione pieniądze na książkę, która mnie drażni. Tłumaczę się tylko tym, że byłam psychicznie zmęczona i .. no dobra. Nic mnie nie tłumaczy. chce ktoś się zamienić? 

17. "Rzeka przeznaczenia" Elizabeth Haran - nie wiem, ale ta okładka i opis tak do mnie przemówiły, że musiałam się na nią zdecydować, a w rzeczywistości książka jest tak piękna, że aż szkoda ją czytać ;)


To by było na tyle. Jak zawsze mam dla was sesyjkę moich maleństw od pięknej tytułowej strony, tak żebyście mogli popatrzyć sobie jak one ładnie u mnie wyglądają ( ach ta skromność) No i jak zawsze będę oceniała i porównywała pary.. ;D  Na końcu zaprezentuje dodatek jaki nabyłam za złotówkę na stronie księgarni internetowej znak. :)




             Sielsko i anielsko, obie są ładne, ale do mnie jakoś przemawia ta ciemna, aha są to wydania kieszonkowe. Nie było dużych:(

Co tu dużo mówić, oczywiście Klarcia wygrywa bez dwóch zdań, druga ujdzie, ujdzie.. no dobrze, brzydka jest.

Obie są bez wyrazu, byle jakie, szare bure i do niczego nie podobne, Collide - Chłam lata! Ciekawe co z drugą będzie...
Wiecie co? Żadna mi się nie podoba, obie są jakieś takie sama nie wiem. Chociaż Ten jeden dzień ma fotografie ładne:)

Normalnie cudowne! Córka i Rzeka mają w sobie coś przyciągającego, napatrzyć się nie mogę!:)

Nie wiem, która jest bardziej koszmarna, ja wiem, że pod młodzież i dzieci, ale... no nie przemówiły do mnie ;D 

Okładka pierwszej przykuwa wzrok czerwienią, ale to tęczowe piórko drugiej ma coś w sobie..:) 

Nie mam siły tego komentować, gdzie mój mózg?? 

Nie widziałam jeszcze finalnego Uroczyska, ale jestem pewna, że cudnie się prezentuje!:)

I na koniec... TADAM !! Moja przepiękna i naprawdę bardzo wygodna torba! W sam raz na lato :)

Kończąc stosikowy post, jak zwykle zadam wam kochani pytanie, co sądzicie o moich nabytkach, co czytaliście, co zamierzacie? :)





Czytaj dalej...

Ten jeden dzień



Sporo słyszałam na temat autorki, która zasłynęła dzięki powieścią zostań, jeśli kochasz oraz wróć, jeśli pamiętasz. Szczerze mówiąc miałam pewne obawy względem najnowszej pozycji. Nie do końca czułam się przekonana czy historia jaką ukazała pani Forman wpisze się w mój czytelniczy gust. Z drugiej strony miałam nadzieje, że fabuła nie będzie zbyt banalna, a bohaterowie okażą się wyraziści oraz ciekawi. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością znanej pisarki, jakie są więc wrażenia i czy zechcę zapoznać się z kontynuacją? Zapraszam do dalszej części opinii. 

Młodziutka Allyson spędza wakacje w Londynie, jest to wyjazd nagroda, którą zaserwowali rodzice swojej jedynaczce za bardzo dobre ukończenie szkoły. Zwiedzanie Europy ma być miłym wspomnieniem w czasie nauki na studiach, kiedy to będzie musiała zająć się bardziej przyziemnymi sprawami. Bo przyszła studentka ma zaplanowane życie na najbliższe lata, wszystko dzieje się według ścisłego porządku. I chyba do wspomnianych wakacji nie odczuwała z tego powodu dyskomfortu, do czasu. Kiedy to ostatniego dnia postanawia udać się wraz z koleżanką na inny spektakl, niż ten zaplanowany przez opiekunkę grupy. Właśnie tam, w miejscu gdzie nie powinna się znaleźć poznaje Willema, chłopca żyjącego z dnia na dzień, nie wiedzącego co stanie się jutro. Jest w nim coś co przyciąga Allyson, może ta niewiadoma, może korzystanie z życia w dość nietypowy sposób, który dla dziewczyny wydaje się przerażający i nieodpowiedni? Jednak w chwili gdy chłopak proponuje by spędziła z nim jeden dzień w Paryżu, robi coś czego nigdy by sama po sobie się nie spodziewała. Spontaniczna decyzja, tak naprawdę odważna i ryzykowna, ale tego dnia nie ma już poważnej i zdyscyplinowanej Allyson, zastępują ją inna osoba. Najbliższe dwadzieścia cztery godziny odmienią poukładaną nastolatkę. Wywołają wiele nieznanych odczuć. Ukażą świat z innej perspektywy. Sprawią, że nic już nie będzie jak do tej pory, szczególnie ona sama. Jeden dzień..., jedna podróż, jeden człowiek...

Przyznam się, że jestem usatysfakcjonowana lekturą Tego jednego dnia. Wprawdzie martwiłam się, czy fabuła nie okaże się zbyt monotematyczna, ale nie. Widać, że autorka bardzo starannie podeszła do tematu. I mimo, że nie jest on w pod pewnym względem czymś nowym, to od samego początku po ostatnią stronę czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. Każda postać została wyraziście wykreowana, co jest bardzo wielkim plusem, ponieważ osobiście nie znoszę gdy bohaterowie są płascy i nijacy.
Druga sprawa, świetnie został wpleciony teatr oraz sztuki Szekspira, bardzo dokładnie, a raczej dogłębnie wprowadzona analiza fenomenu znanego artysty. Z ogromnym zaciekawieniem śledziłam właśnie te wątki. I przyznam szczerze, że był to strzał w dziesiątkę. Mądrze i przemyślanie wykorzystane.
Autorka w interesujący sposób ukazała przemianę Allyson, która z bardzo ustatkowanej młodej panienki wcieliła się w kogoś zupełnie innego. I chociaż odgrywana rola trwała zaledwie dobę, to pozostawiła trwały ślad w pamięci oraz emocjach dziewczyny.  Mógłby się ktoś pokusić o stwierdzenie, że historyjka naciągana, wręcz niemożliwa. Nic bardziej mylnego.  Każda sytuacja, każda reakcja, emocje zostały przedstawione tak realnie, że chyba lepiej nie można było. Sama, choć już od dawna wiek nastoletni mam za sobą, wczułam się w postać Allyson, i chociaż z początku męczyła mnie jej konserwatywność, tak później rozumiałam każdą reakcję na sytuację w której się znalazła. Kibicowałam oraz podziwiałam w uparciu i determinacji dążenia do wytyczonego celu. 
Niesamowicie polubiłam Dee, wspaniały i oryginalny młodzieniec, świetna postać, jestem przekonana, że każdy obdarzył, albo obdarzy go sympatią. 
W ogólnym rozrachunku muszę stwierdzić, że ku mojej ogromnej radości bohaterowie są mocnym filarem książki, nieszablonowi, nie sztuczni. Począwszy od opiekunki grupy, po przypadkowo spotkanej Wren.
Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale najlepiej będzie jeżeli sami zapoznacie się ze świetną książką, która porusza naprawdę wiele tematów. Pierwszą miłość, odnajdywanie samego siebie oraz własnych aspiracji, trudnych relacji z rodzicami. Niby banały, ale jakże ważne w życiu każdego młodego człowieka. Jestem jak najbardziej na tak. Poczułam niezmierny żal gdy odkładałam na półkę zakończoną lekturę, ze zniecierpliwieniem oczekuję kolejnej części, gdyż zakończenie podsyciło moją ciekawość.
Podsumowując, Ten jeden dzień jest mądrze i bardzo interesująco  napisaną historią o młodych ludziach, którzy za sprawą jednego dnia odnaleźli się i pogubili. Zakochali i zranili. 
Jakie będzie zakończenie? Zapraszam do przeczytania. Sama zaś odliczam dni do premiery kontynuacji. 


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 


Czytaj dalej...

Chłopak na studniówkę


Tym razem mam dla Was coś zupełnie innego, niż moje dotychczasowe przeczytane książki. Drogie Panie, czy zastanawiałyście się kiedyś co by było, gdyby nagle okazało się, że zbliża się wielka impreza, a Wy nie macie partnera? Z kim pójść, co powiedzą inni, jak wypadnę w oczach znajomych, bla bla bla. Chyba każda z nas przejęłaby się tym w podobny sposób. A co jeśli w grę wchodzi (podobno) najważniejszy bal w życiu? Zakończenie etapu jakim jest liceum, a co za tym idzie – studniówka. Ważny wieczór, niepowtarzalny, jedyny i wyjątkowy. Chyba dobrze byłoby spędzić go z równie niesamowitą osobą, prawda?

Bohaterką książki jest Malina, uczennica liceum, która jeszcze nie znalazła sobie partnera na bal maturalny. Co dziwne, w poszukiwania włączają się rodzice, babcia, przyjaciółka, a nawet nauczycielka dziewczyny. Co zrobić w sytuacji, gdy potencjalni kandydaci albo nie odpowiadają Malinie, albo są po prostu "beznadziejni"? Jak zakończyła się historia dziewczyny? Wybrała się na tę niesamowitą imprezę, czy została w domu? Przeczytajcie koniecznie.

Muszę przyznać, że fabuła jest nieco... mało wyszukana. Jednakże, nie przeszkadzało mi to w czytaniu, Boże uchowaj. Pozycja jest lekka, przezabawna, angażująca, napisana dobrym stylem, ale jak dla mnie ma jedną główną wadę – jest po prostu zbyt krótka! Malina jest bohaterką, którą od razu można polubić – inteligentna, zabawna, z wyjątkowo ciętym poczuciem humoru, domatorka, która ma w nosie opinię innych i skupia się na tym, co naprawdę liczy się w życiu. 

Chłopak na studniówkę to książka krótka i lekka, w sam raz na jeden wieczór. Dłużej na pewno się jej nie czyta. Co nie zmienia jednak faktu, że spędzenie z nią czasu na pewno będzie udane. Sporo śmiechu oraz inteligentnych i zabawnych dialogów sprawiają, że lekturę "połyka się w całości". Na dodatek – chce się więcej. Gorąco polecam! 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Nowy Świat. 
Czytaj dalej...

Collide



"Stuprocentowa love story" Taki napis widnieje na okładce książki, która podbija serca czytelników chyba już na całym świecie. W przypływie nie wiem czego( prawdopodobnie chwilowego zaniku mózgu) zdecydowałam się na zapoznanie z tytułem, który wydaje się być nijaki, ale może ma jakieś głębsze znaczenie  ukryte w treści.  Nie wiem dlaczego, do tej pory nie nauczyłam się, że w TAKICH książkach NIE znajdę czegoś głębszego. Widać moja nadzieja jest silniejsza od rozumu.  W każdym razie sięgam po publikacje, łudząc się, że miło spędzę czas w towarzystwie porywającej treści... Jakież są więc moje wrażenia po zakończeniu Collide ? Przekonajcie się sami. 

Poznajemy Emily, dziewczynę która dopiero co straciła matkę, przeprowadziła się do Nowego Jorku gdzie mieszka jej ukochany, oraz przyjaciółka. Mężczyzna chciał aby Emy zamieszkała wraz z nim, jednak ta stwierdziła, że jest jeszcze na to za wcześnie i wybrała towarzystwo Olivii,  Dillon, a raczej Debillon jest dziwnym facetem, od samego początku mnie irytował. Wprawdzie Emily ciągle wspomina jak to jest wdzięczna swemu partnerowi za to, że był przy niej w najtrudniejszych chwilach, no i nawet czasem jest miły, bo on bardzo dużo pracuje, więc ma prawo być zły, oraz nazywać ją "mała" gdyż ten zwrot jest niebywale romantyczny.  W dodatku lubi na niego patrzeć, niekiedy udaje się im razem gdzieś wyjść , o ile Debillon nie odwoła spotkania z kobietą, którą niby kocha, ale co zrobić? Wszak praca jest ważna. Ona zaś jest upośledzona i nie potrafi nic powiedzieć, gdyż On wszystko robi z myślą o Niej.  Emi postanawia pójść do pracy. Podejmuję posadę kelnerki. Splotem wielu nieprzewidzianych wydarzeń poznaje Gavina, mężczyznę bogatego i oczywiście przystojnego, na którego widok nogi miękną, zaś sklecenie zdania staje się niemożliwe. Gavin patrzy na piękność i nie może odwrócić od niej spojrzenia, uświadamia sobie, że MUSI ale to MUSI zdobyć właśnie tą kobietę. 

Piękna i jakże naiwna istotka jaką jest nasza bohaterka, uświadamia sobie, że między jednym a drugim zagryzieniem wargi poczuła coś głębszego do Gavina.  Niestety jest w związku z Debillonem do którego chce być lojalna, tylko nie potrafi wyrzucić z głowy twarzy tego niesamowitego przystojnego faceta. W jego towarzystwie zżera wargi, których od dawna powinna już nie mieć, gdyż tak napastliwe je podgryza. On natomiast co chwila oblizuje swoje usta, ponieważ na widok cudnej niewiasty ciągle coś mu zasycha, to znaczy wargi mu zasychają. Między czasie w związku, do tej pory idealnym coś zaczyna się psuć. Debillon zachowuje się inaczej, Emi niby przypadkowo dowiaduje się o tajemnicach skrywanych przez ukochanego, na szczęście jej naiwność jest tak ogromna,że ani przez chwilę nie ma zamiaru obwiniać go o coś niestosownego. Jeżeli dzieje się coś złego, to wyłącznie z jej winy. Cóż ktoś musiał zostać obsadzony w roli głupiej gęsi, padło na Emily.
 Jak się książka skończy, każdy powinien się domyślić, dlatego na tym skończę z fabułą i przejdę do moich WRAŻEŃ. 


Nie wiem, doprawdy nie wiem od czego mam zacząć. Było tak wiele momentów kiedy chciałam walnąć książką o ścianę, spalić albo Bóg wie co jeszcze, że aż sama siebie podziwiam, że dobrnęłam do końca. O święty Barnabo! Czegoś takiego jak żyje się nie spodziewałam. Co za beznadziejna książka.  Przede wszystkim bohaterowie, Emily. Jezu Nazarejski.  Ona była tak głupia, że aż miałam ochotę walić głową o ścianę kiedy czytałam sceny z jej zachowaniem. Ja rozumiem być zakochaną i ślepo wierzyć facetowi, ale ona to ani nie była zakochana, ani nawet nie kochała Debillona, może była przywiązana. Ich nie łączyło NIC. Nie mieli ze sobą nic wspólnego. Poza seksem. Związek jaki ukazała autorka, był płaski, bez czegokolwiek co mogłoby świadczyć o jej bezsensownym przywiązaniu do drania jakim był Debillon. No fakt, są związki toksyczne. Tylko, że to to nawet związku nie przypominało. Teksty typu " Mała idę do kibla" były tak żenujące, że nie mogłam ich znieść.  Mogła tłumaczyć przepracowanie, ale zobaczyć na własne oczy, że facet z inną kobietą robi COŚ i uwierzyć, że ON tego nie chciał jest szczytem głupoty i defektu mózgu, albo też jego braku. Błagam, nie tłumaczcie, że zakochane, zaszczute kobiety tak robią. Przecież to jest tak żenująco napisane, że gorzej być nie mogło. Całość przed moim straceniem zmysłów ratowali Olivia i Gavin.  Gdyby nie ta dwójka, uwierzcie, nie dobrnęłabym do końca. Bo Emily to postać głupia, nawet nie naiwna tylko bezmyślna,  pozbawiona mózgu. 
Przemyślenia jak to ona na niego, a on na nią działa. Moja wewnętrzna boginka wywracała oczami, a nawet miała nudności kiedy serwowano raz po raz przemyślenia Emily i Gavina.  I skoro już jesteśmy w tym miejscu. Może ktoś mnie uświadomi. O co chodzi z przygryzaniem warg ??? Ludzie z której strony to jest SEXY?? Bo ja nawet próbowałam sobie przygryzać przed lustrem, żeby załapać w czym rzecz. Niestety, do tej pory nie pojmuje tego wpychania do książek gryzienia, zagryzania. Może to taki sentyment do wampirów? Fetysz? To samo z oblizywaniem ust. Borze szumiący! Gorsze od tego zagryzania. Mnie osobiście obrzydza gdy ludzie w moim towarzystwie oblizują usta, a już stwierdzić za podniecające, czy sexy?
Czytanie Collide było gehenną, torturą połączoną z tragizmem. Nie mam zamiaru obrażać ludzi, którym się podoba ten wytwór. Gusta i guściki. Nie byłam świadoma, że to będzie aż tak słabe, żałuje czasu poświęconego na książkę pani McHugh.  Wymęczyłam się okrutnie. Nie będę polecała, ponieważ wiem, że tylko mnie się nie podoba, fani tego czegoś już szykują stos aby mnie na nim spalić. Wybaczcie. Nie mogłam napisać, że jestem pod wrażeniem. To znaczy nie, jestem pod wrażeniem, upośledzenia bohaterki. Znowu szablony. On/Oni bogaci, Ona szara mysza,piękna sierota, mameja życiowa. Nie mam już siły się powtarzać. Umarłam. Ta książka mnie zabiła. Barnaba nie pomógł.
Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie prawie się popłakałam ze szczęścia, że to już KONIEC. Mam traumę po lekturze tej wersji "love story". 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Akurat.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 



Czytaj dalej...

Uroczysko



Jako wierna fanka twórczości Magdaleny Kordel nie mogłam sobie odpuścić radości obcowania z lekturą Uroczyska.  Już sam tytuł przykuwa uwagę a to dopiero początek  tego co przygotowała nam autorka.  Moje wrażenia jak chyba każdy może się spodziewać są jak najbardziej pozytywne, ale dla formalności uzasadnię dlaczego tak bardzo kocham pióro ulubionej rodzimej pisarki. 

Główną bohaterką jest Maja, posiadająca jednego męża (jak się niebawem okaże, już bardzo niedługo) oraz córkę Marysię.  Mąż okazał się podłą kanalią, który nie dość, że zdradził swoją żonę i dziecko to w dodatku pozbawił ich domu. Mężczyźni tak już mają. Zdradzają i jeszcze robią z siebie ofiary, podobnie jest w przypadku Igora. Maja natomiast traci grunt pod nogami, zdrada i rozwód to jedno, ale wizja utraty dachu nad głową przelewa czarę goryczy. Zrozpaczona przyszła samotna matka postanawia uciec w Sudety, by jak to twierdzi odetchnąć i nabrać dystansu, a tak naprawdę  potrzebuje w samotności popłakać i poużalać nad marnym losem. Nie jest świadoma, że z pozoru niewinny wyjazd na kilkutygodniowy urlop pociągnie za sobą lawinę zdarzeń które sprawią, że spojrzy na swoje dotychczasowe życie z innej perspektywy i... zapragnie całkowitej odmiany. 
Podjęcie decyzji to jedno, a konsekwencje to już inna para kaloszy. Maja będzie musiała przeforsować swoje pragnienia przed córką oraz troskliwymi rodzicami. Nastolatka, której rozpadła się rodzina z niechęcią, a wręcz agresją podejdzie do wizji zamieszkania na wsi, przyszły były mąż dostanie ataku szału, a Maja? Maja będzie czuła, że pierwszy raz od bardzo dawna jest "prawie" pewna swojej decyzji. 
W Malowniczem pozna ludzi, którzy bezinteresownie wyciągną pomocną dłoń, oczywiście dla równowagi na własnej skórze dowie się jak to być "nową" wśród małego społeczeństwa, zasmakuje różnicy między wsią a miastem, ale... to wszystko będzie jawiło się niczym dar od losu. 

Kocham Uroczysko, kocham miłością szczerą i nieustającą.  Książka jest napisana wspaniałym lekkim językiem, który sprawia, że po kilku stronach przenosimy się do wydarzeń, które mają miejsce na kartach powieści.  Często bywały chwile, że czytając zaśmiewałam się na głos, później rozglądałam dookoła czy aby nikt nie przechodzi obok i nie zerka na mnie jak na niespełna rozumu. Maja jest niesamowicie pozytywną i pełną uroku postacią, szczerze mówiąc nawet jej dramat był ukazany w taki sposób, że chwilami nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Rodzice kobiety są najwspanialszymi rodzicami jakich można sobie wyobrazić. Marysia, zbuntowana a jednak rozsądna nastolatka, polubiłam jej postać od pierwszej chwili.
Ogólnie muszę przyznać, że pokochałam bohaterów, łącznie z Kraśniakową, każdy ale to każdy ma znaczenie i szczerze mówiąc nie umiem stwierdzić kogo lubię najbardziej, ponieważ wszyscy razem tworzą zgraną mieszankę osobowości. I mimo, że historia jaką przytoczyła nam autorka nie jest niczym nowym, to muszę przyznać szczerze, w takim wydaniu nie można się nie zakochać. Całość jest okraszona niesamowitym humorem, dzięki któremu zaśmiewałam się do łez. Wspaniała lektura na letnie popołudnia, deszczowe dni czy  tak po prostu. Poprawa nastroju murowana. Tylko uważajcie gdzie czytacie... w miejscu publicznym ludzie mogą dziwnie się przyglądać waszym napadom śmiechu. 
Polecam z całego serca, każdą książkę Magdaleny Kordel biorę w ciemno, jeżeli do tej pory mieliście wątpliwości, pozbądźcie się ich. Zacznijcie przygodę z Uroczyskiem, zawitajcie do Malowniczego i poddajcie się jego urokowi z pewnością nie poczujecie się rozczarowani.   

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

PREMIERA - 16 Lipca 2015 

Czytaj dalej...

Co, jeśli...


Nawet jeśli się udaje, że nic się nie stało, wciąż jest to tak samo realne.

Kolejne spotkanie z Panią Rebeccą Donovan. Jak mój nastrój? No cóż... jestem trochę w szoku, trochę przerażona, trochę wkurzona i jednocześnie niesamowicie przejęta. Nie sądziłam, że Co, jeśli... może się tak różnić od serii Oddechy, która niekoniecznie mnie do siebie przekonała w stu procentach. Ale po kolei...


Nagle wszystko stało się dziwnie zamazane, nie mogłem odwrócić wzroku. Spoglądałem w najbardziej niesamowite błękitne oczy na świecie. Mógłbym stać na środku ulicy jak skończony idiota i gapić się w nie przez całą noc. Wiedziałem, że jestem do tego zdolny, bo znałem te oczy – już kiedyś się w nie wpatrywałem.

Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem jest Cal – student, który rozpoczął naukę w Crenshaw i nie potrafił brać na poważnie żadnej ze swoich byłych dziewczyn. Chłopak różni się od młodszej wersji samego siebie – okulary zamienił na szkła kontaktowe, spędził mnóstwo godzin na siłowni, dzięki czemu stał się po prostu "ciachem". Mężczyzna wiedzie typowe studenckie życie, chodzi na imprezy, spotyka się ze znajomymi, pije hektolitry kawy. Wszystko zmienia się, gdy w kawiarni spotyka osobę, której nigdy nie zapomniał – jego przyjaciółkę z dzieciństwa – Nicole. Wszystko byłoby pięknie, ale problem polega na tym, że dziewczyna zachowuje się inaczej, nie jest już Nicole... Przedstawia się jako Nyelle. Cal jest nią zafascynowany, a jednocześnie bardzo chce się dowiedzieć, co się właściwie stało i... czy ona to ona. Co tak naprawdę wydarzyło się przed laty? Dlaczego Cal ma mętlik w głowie, a kolejne wydarzenia nie pomagają mu rozwiać wątpliwości? Zapraszam do przeczytania Co, jeśli... – najnowszej powieści Rebecca'i Donovan!

Wiązało się z nią zbyt wiele dziwnych zbiegów okoliczności, abym mógł je dalej przyjmować na wiarę.

Muszę się przyznać, że odkładałam tę pozycję na dalsze wakacyjne dni. Po zapoznaniu się ze wcześniejszymi powieściami autorki nie miałam ochoty na kolejną historię, która będzie nafaszerowana po brzegi katastrofami, czy po prostu głupotą. Jednakże, obowiązki – obowiązkami, więc wzięłam się do roboty. To, co na mnie czekało na stronicach powieści jest bardzo trudne do opisania... Nie pamiętam już kiedy płakałam, śmiałam się i wkurzałam jednocześnie. Były momenty, kiedy historia doprowadzała mnie do szału, szczególnie zachowanie Nyelle, ale uczuciowość i wrażliwość Cala powodowała, że po prostu czytałam dalej. Dodatkowo, dobra, przyznaję się, trochę przewidziałam zakończenie. Pech chciał, że niestety nieomylnie, więc nie byłam mocno zaskoczona historią, aczkolwiek wzbudziła we mnie skrajne emocje. 

Wyrzuty sumienia to przebiegłe bestie. Ranią głęboko, a kiedy rana już się zabliźnia posypują solą.

Tym razem, po przeczytaniu książki Pani Donovan wysnułam wnioski. Jeden z nich dotyczy przede wszystkim przeszłości. Powieść doskonale pokazuje, jakie piętno mogą wywołać w naszym życiu wspomnienia, poczucie winy i wyrzuty sumienia. Autorka pokazuje w ten sposób, że nie można zbytnio zastanawiać się nad tym, co było, choć czasem jest to trudne. Podejrzewam, że gdyby mnie spotkało coś takiego, jak Nyelle, zachowywałabym się równie dziwnie i tajemniczo. Z drugiej strony uważam jednak, że nie można wykorzystywać swojego życia na wcześniejsze wydarzenia. Warto czasem patrzeć w przyszłość, ale przede wszystkim cieszyć się z tego, co jest tu i teraz. Wiedzieć, że to, co mamy aktualnie jest pewnością i wchłaniać wszystko to, co dobre.

Podobało mi się w niej wszystko – tyle tylko, że nie miałem pojęcia, dlaczego stała się tym, kim teraz była. I wcale nie miałem pewności, czy zależy mi na tej wiedzy. Wolałem chyba, żeby po prostu została tym, kim chciała być.

Podsumowując, powieść polecam gorąco. Wiadomo, że gusta są różne, ale mnie przekonała. Może niekoniecznie czymś szczególnym w treści, ale na pewno całokształtem. I tak naprawdę o to właśnie chodzi. Życie lubi zaskakiwać i jak widać, Pani Donovan również. Dzięki tej lekturze zmieniłam troszkę stosunek do tej autorki i w sumie troszkę z niecierpliwością czekam na kolejne jej pozycje. Bo nie można jej odmówić jednego – głowę do wymyślania fabuł to ona zdecydowanie ma. Niejeden mógłby jej tego pozazdrościć. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Czytaj dalej...

Niepokorne. Klara

Kolejne spotkanie z kobietami, które w poprzednim tomie podbiły moje serce, swoją odwagą oraz determinacją w dążeniu do wytyczonych celów. Do tego wspaniale skonstruowany rys historyczny oraz zachowany klimat epoki dodawał uroku, pozwalał wczuć się w życie,oraz panujące zasady.
W czasach gdy postęp przyjmowano z rezerwą, zaś tych, którzy manifestowali swą odrębność piętnowano.
Bohaterki książki Eliza, Klara i Judyta przeżyły w swym młodym wieku wiele rozczarowań, ale i też nabrały pewnego doświadczenia. Wyciągnięte wnioski nie jednej pomogą w dalszym postępowaniu. Jednak jak to bywa, los przewrotnie potrafi podciąć skrzydła, o czym przekona się Klara z Judytą. Ta pierwsza dążąca do akceptacji pełnych praw kobiet na wielu płaszczyznach społecznych, szukająca własnej ścieżki życiowej, wielokrotnie spotka się z brakiem akceptacji wśród najbliższych, poczuje gorzki smak własnej naiwności. Pisząc artykuły do lokalnych gazet zetknie się z wieloma środowiskami, które otworzą jej oczy na sprawy, o których wcześniej nie słyszała wcale, albo tylko mimochodem. Zapozna ludzi, którzy niekoniecznie będą mieli szczere intencje. Jednak głównym problemem kobiety będzie ścieżka życiowa, która nie tak łatwo będzie chciała ukazać kierunek jaki powinna obrać młoda emancypantka.

Z kolei Judyta dojrzeje wewnętrznie, mając czas na przemyślenia zrozumie czym powinna się zająć i choć decyzje nie będą należały do łatwych, a ich przyczyny sprawią wielokrotnie ból, nawet po upływie czasu, to później zrozumie, że wyjazd do odległego i niezbyt przychylnego Wiednia, był jedną z najsłuszniejszych decyzji. Właśnie tam, wśród obcych ludzi, nie zawsze przychylnie nastawionych będzie mogła zrealizować własne marzenia, i nawet gdy poczucie tęsknoty będzie dotkliwe odnajdzie spokój i chęci do działania.
Trzy kobiety, przyjaciółki, które chcąc być samodzielne i niezależnie często doświadczały niesprawiedliwości. Bycie kobietą w czasach gdy mężczyźni uważali się za najmądrzejszych i pełnoprawnych obywateli, jawiło się niczym udręka. Lecz każda z nich nie poddawała się, walczyła o siebie oraz swoje marzenia. Czy zaznają szczęście, którego tak usilnie szukały, czym ono tak naprawdę jest i gdzie szukać wskazówek gdy w sercu panuje chaos?

Z radością wyczekiwałam premiery drugiego tomu z serii Niepokorne, pierwszy mnie zauroczył, dlatego też z utęsknieniem nasłuchiwałam kiedy w końcu będę mogła spodziewać się Klary. Kolejny raz muszę przyznać, że pani Agnieszka wspaniale kreuje bohaterów, tło historyczne, bo tak wspaniale i autentycznie odzwierciedlić dziewiętnastowieczny Kraków czy Wiedeń jest po prostu czymś fenomenalnym. Od pierwszych stron miałam uczucie, że przeniosłam się w czasie, i oto wraz bohaterkami przemierzam uliczki, uczestniczę w strajku robotnic, podróżuje fiakrem. Niby detale, ale to właśnie dzięki nim można w pełni wczuć się w fabułę. Zrozumieć czasy w jakich przyszło żyć kobietom. Absurdy związane z utrudnianiem nauki, wystawieniem potrzebnych zaświadczeń, a w końcu przekonaniu jaka jest ich rola w życiu. Najgorsze było sprzeciwianie się postępom, w Galicji panowało zacofanie, zaś wszelkie przejawy nowoczesności odbierano z sceptycznie, a nawet z przesadzoną agresją.
Sporo czasu minęło nim kolejny raz mogłam spotkać się z bohaterkami, które bardzo polubiłam, w pewnym sensie potrzebowałam dłuższej chwili by odświeżyć sobie w pamięci cechy charakteru każdej z nich.

Klarę zapamiętałam jako pewną siebie, zdecydowaną jak i zbuntowaną kobietę z dobrze sytuowanej rodziny. Miałam nadzieje, że jej losy zostaną mocno zarysowane, a dokładniej mówiąc, kobieta znajdzie kierunek jakim zechce podążać. Jednak troszkę poczułam się nią rozczarowana, chyba inaczej wyobrażałam sobie przyszłość wyrazistej osoby, jaką jawiła się panienka Stojnowska. Bardziej przejmowałam się losami Judyty, której z każdą stroną coraz bardziej kibicowałam, nie mogłam się doczekać rozdziałów poświęconych jej osobie. Każde wydarzenie przeżywałam i odbierałam niebywale osobiście. Cieszę się, że ostatnia z serii będzie poświęcona właśnie jej, będę oczekiwała tej chwili równie mocno, jak Klary. Wracając do tytułowej bohaterki, ciekawi mnie czy decyzja jaką podjęła ulegnie zmianie, czy w końcu odnajdzie własne miejsce na świecie, ponieważ podczas czytania nie opuszczało mnie wrażenie, że młoda buntowniczka w pewnym momencie się pogubiła, lecz duma nie pozwalała przyznać się do błędu. Tak naprawdę można powiedzieć, że Eliza odnalazła własne szczęście, Klara wraz z Judytą są wielką niewiadomą. Mam nadzieje, że w decydującym tomie nie zabraknie elementów zaskoczenia, że gorzkie nauczki pójdą w cień, a słońce zaświeci na niebie każdej z kobiet, ale jak to w życiu, niczego nie możemy być pewni...

Jedno jest wiadome, styl autorki cały czas zachwyca, czyta się wspaniale. Każde zdanie utwierdza, że pani Wojdowicz włożyła serce w napisanie książki oraz mnóstwo wiedzy, co zaowocowało przepiękną lekturą, cudownie oddającą klimat opisywanych miejsc. Szczerze polecam drugą z serii, zaś Ci, którzy jeszcze nie mieli przyjemności, powinni czym prędzej nadrobić braki.

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum. 
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 ksiażki.  
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka