lutego 29, 2024

lutego 29, 2024

Zniszcz mnie jeszcze raz

Zniszcz mnie jeszcze raz

 

                                                                             źródło

 

 Podczas choroby czytam sporo - o ile gorączka, czy inne dolegliwości nie są zbyt problematyczne. W każdym razie, jest to czas kiedy czytam. Właśnie w chwili niedyspozycji sięgam po nieco lżejsze gatunki, bo organizm obciążony, to nie ma sensu dodatkowo umysłu poniewierać. Sięgam po lżejsze pozycje, co nie oznacza, że lubię czytać jakieś badziewia. Tutaj trafiło na tę pozycję -  miała dobre opinie - chyba przestanę brać pod uwagę niektóre recenzje..  Dziś przychodzę z opinią do książki,  która zapowiadała się naprawdę bardzo interesująco.. a jak było w rzeczywistości? 

 

 

Lea jest uczennicą szkoły baletowej. To miejsce jest dla niej wszystkim - również domem w którym jeśliby miała możliwość spędzałaby każdy wolny dzień. Mimo panujących reguł, które niejednego mogłyby odstraszać, dziewczyna nie miała z nimi problemu. Może dlatego, że w swoim rodzinnym domu czuła się jak intruz. Ojciec wojskowy, który z rodziną postępował jak z żołnierzami. Zamiast rozmów od zawsze były polecenia i ewentualna krytyka. Dlatego  panujące w paryskiej szkole zasady nie były straszne. Tam przynajmniej nie musiała widzieć wiecznie niezadowolonej twarzy ojca. 

Niestety wakacje, czy inne przerwy od szkoły musiała spędzać z rodzicami, chociaż czasem po prostu uciekała i nawet przestano zwracać uwagę na obecność uczennicy w terminie, gdy nikogo nie było. Zamykała się w pokoju dzielonym z przyjaciółką i po prostu odpoczywała. 

Pewnego popołudnia niespodziewanie wpadła pod nogi młodemu mężczyźnie. Przypadkowe spotkanie, które miało się zakończyć w chwili rozejścia się każdego w swoją stronę. Jakież było zdziwienie dziewczyny, kiedy podczas rozpoczęcia roku szkolnego nieznajomy z parku okazał się nowym nauczycielem tańca. Lea wiedziała, ze znajomość jaka się wtedy rozpoczęła, na pewno nie będzie miała dalszej kontynuacji. Nauczyciel i uczennice. Nie miało żadnych rokowań na przyszłość. 

Przez dłuższy czas obojgu udwało się utrzymywać postawę nauczyciel - uczennica, ale z każdym kolejnym dniem poznawali się coraz bardziej. Nie było łatwo udawać, że widzą się poraz pierwszy, a rozmowa wtedy w parku dawała nadzieję na podtrzymanie znajomości. W sytuacji jakiej się znajdowali, trudno było udawać, że poznali się dopiero w szkole. Oboje czuli do siebie jakieś przyciąganie. Cedric za wszelką cenę starał się zachowywać profesjonalnie, jednak widział w Lei kogoś bliskiego sobie. A i ona, czuła się przy tym mężczyźnie bezpieczniejsza. 

Zaczęło się od indywidualnych lekcji tańca, które nie były niczym niedozwolonym w szkole. Jednak dla obojga z biegiem czasu, stawały się czymś więcej. Pilnowali, by nikt nie zwrócił uwagi na ich już mniej formalną relację. Aż do mometnu gdy doszło do pewnego wydarzenia..

 


Ta historia zapowiadała się naprawdę obiecująco i miała ogromny potencjał. Przede wszystkim tematyka tańca - bardzo lubię i ciągle się łudzę, że w końcu trafię na książkę, napisaną przez kogoś, kto wykorzysta ten temat, nie tylko jako tło, a będzie więcej czasu poświęcała temu wątkowi.

 Kolejna sprawa. Znajomość Lei i Cedrica, tutaj trochę zabawnie było powtarzane jaka jest między nimi różnica wieku. I jeszcze bym zrozumiała, gdyby w chwili pozania się Lea miała 15 lat a chłopak jakieś 24, ale tutaj nie było tragedii. Lea była u progu 18- tki, a Cedric miał 25 lat. Nie wiem, dlaczego było ukazane jako zbrodnia i ogólnie dramat.  Rozumiem problem relacji uczennica - nauczyciel. Gdzie wchodzimy w rejony etyki zwodowej, regulaminu i całej reszty. Jednak autorka bardziej postawiła na wiek. Zbrodnia po prostu zbrodnia. Siedem lat różnicy...

Nie przypadkowo urwałam opis fabuły w momencie kiedy doszło do pewnego zdarzenia. Właśnie do tego momentu książka jeszcze bardzo dobrze rokowała i miałam szczerą wiarę, że pójdzie w świetnym kierunku. Niestety szybko zrozumiałam, że jest to równia pochyła i od teraz nic dobrego autorka nie ukaże. 

Przykro jest mi to pisać a nawet używać takie wyrażenia, ale nic innego nie przychodzi do głowy. Bo po prostu autorka zamordowała połowę książki. Nie mam pojęcia co się wydarzło. Czy nagle przerwała pisanie i później już nie umiała połączyć wątków? Postać Cedrica z każdą kolejną stroną odlatywała do wymiarów nierealnych. Mam świadomość, że kobiety tworząc postacie męskie idealizują bohaterów. W tym przypadku wyszła cukierkowa papka, po której zaczęło mnie mdlić.  

Z kolei Lea zachowywała irracjonalnie i kompletnie nie pojmowałam w jakim kierunku zmierza ta postać. O ile na początku polubiłam kreację dziewczny, tak później coraz mocniej zaczynała mnie irytować, by wreszcie doprowadzać do nerwów. 

Muszę napisać, że druga połowa książki jest po prostu koszmarkiem, który nie wnosi niczego interesującego do fabuły. Chyba lepiej było zostawić czytelnikowi pole do popisu co mogło być dalej. Szkoda, ponieważ takie zmarnowanie potencjału jest wręcz bolesne. Jedynym plusem jest szybkie czytanie, ale nie o to chodzi.


lutego 27, 2024

lutego 27, 2024

Idzie wiosna?

Idzie wiosna?

 

Tytuł może mylący, ale spokojnie. Za chwilę o wiośnie:). Tymczasem podrzucam pierwsze zdjęcia Heksy! Nie jest łatwo uchwycić w bezruchu to małe stworzenie. Na szczęście czasem panienka ładnie się ustawi. Na zdjęciach gdzie jest sama nie widać, ale jak zobaczycie jedno złapane razem z Bobo - to wtedy można zauważyć jaka jest maleńka. Na szczęście Bobo jest cudowna i mimo swoich gabarytów, a co tym idzie siły, nie reaguje agresją na zaczepki Heksy. A uwierzcie, potrafi dokuczyć i to mocno. Na szczęście Bobo ze stoickim spokojem podchodzi do żywiołwości małej pchły. 

Miałam podejrzenia, że dziewczyny szybko znajdą łatwy język, właśnie za sprawą spokoju u Bobo. W dodatku jak już potwierdziło się moje dawniejsze przypuszczenie - Bobina nie umie się bronić. Heksa czasem naprawdę sobie z nią poczynia, a ona zamiast ostrzegawczo zasygnalizować, że nie chce. Po prostu ucieka...  No cóż. Taka jest. Na szczęście ma dużo swojej przestrzeni, więc kiedy potrzebuje pobyć sama, bez problemu ma możliwość. 

 


 Heksa okazała się małą/wielką gadułą. O ile Bobo dużo gada, to Heśka po prostu potrafi zagadać. Wiem jak to się czyta. Jednak Bobo jak wcześniej pisałam, ma swój fajny sposób porozumiewania, nie tyle miauczy, co wydaje śmieszne dźwięki. Okazuje się, że Heśka ma podobnie, tylko w nieco innej wersji. Jeszcze zabawniejszej, A gdyby ktoś się zastanawiał, za kim chodzi krok w krok mała zdrajczyni, To odpowiedziedź brzmi - oczywiście, że nie za mną. Do mnie przychodzi w nocy spać ;))).  Charakterek ma i to konkretny, rośnie nam mała zadziorka. Tyle czasu walczyła o przetrwanie i teraz widać jakie cechy pomogły jej w tej walce ;). 

 


Czasami potrafi wyglądać słodko i niewinnie, ale niech was nie zwiedzie ten pełen słodyczy widok. Heksa jest prawdziwą Heksą ;)). 

  Mniej więcej taka jest różnica między Bobo a Heśką ;) szkoda, że nie były bardziej bokiem, wtedy lepsze efekt ich wielkości, ale tylko takie zdjęcie udało się strzelić, zanim zaczęły przemieszczać.  Dwie Buraski w domu ;))). 

 


 


Moje pierwsze w tym roku!! :) na tym drugim zdjęciu jest uchwycona pszczółka :) No wiosna jak nic, zima już poszła. Tak ma zostać i koniec:).



lutego 24, 2024

lutego 24, 2024

Chcę właśnie ciebie

Chcę właśnie ciebie


 

 Słowem wstępu, z racji choroby, która jeszcze średnio chce odpuścić, ale już jest lepiej. Przeczytałam sporo książek. Spodziewajcie się opinii. Będą różne. Jak zawsze wybczacie brak mojej aktywnosci. Czytałąm wasze posty, ale nie zawsze miałam siłę skomentować, bo pisać byle co, to ja nie lubię...  a teraz już o książce.



Pisałam już kiedyś, że książki Agaty Polte, mają w sobie bardzo przyjemny klimat, dzięki któremu szybko można wtopić się fabułę. Dlatego, gdy  dowiedziałam się o nowości, nie miałam żadnych wątpliwości, czy chcę przeczytać. Okładka jest łudząco podobna do poprzedniczki, ale to nic. Liczy się wnętrze. To też, przy pierwszej możliwej okazji, wzięłam się za czytanie.  

Oczywiście na początek zabiorę Was do zarysu fabuły, a później opowiem jak tym razem odebrałam najnowszy tytuł autorki. 

 

 

Poznajemy Sel, dziewczyna studiuje i mieszka ze swoim chłopakiem. Znaczy moża uznać tę informację za nieco nieaktualną, bo jest w trakcie podejmowania decyzji o opuszczenia zdrajcy. O ile przyjaciółki propozycja będzie aktualna i przejdzie przez akceptację jej brata bliźniaka -  wtedy wyprowadzi się od faceta, który obiecywał złote góry a wyszło jak zwykle. 

Niby problem mieszkaniowy nie wydaje się wielki, jednak Sel ma sporo obaw. Rylan - wsomniany wcześniej bliźniak przyjaciółki, jest trochę niechętnie nastawiony do Sel. No może więcej niż trochę. A mieszkanie jest wspólne i jego zdanie jednak ma znaczenie. Dlatego dziewczyna trochę się niepokoi, czy nie zostanie bez dachu nad głową. 

 Na szczęscie po kilku potyczkach słownych, ustalają warunki mieszkania i jeden problem z głowy. Niestety jest ich dosyć sporo. Musi jakoś rozwiązać sprawę z chłopakiem, który postąpił podle i w żaden sposób nie umiał dać sobie przetłumaczyć, dlaczego Sel nie chce mieć z nim więcej do czynienia. W dodatku zaczęły wychodzić inne sprawy, które zatajał przed własną dziewczyną. 

Mieszkanie z przyjaciółką byłoby idealne, gdyby nie obecność jej brata. I mimo pewnego uroku, jaki posiadał chłopak, tych dwoje nie mogło się ze sobą porozumieć. Rylan ciągle prawił złośliwie przytyki w kierunku Sel, a dodatkowo sytuacji nie ułatwiało studiowanie na tym samy kierunku. Co wiązało się ze wspólnymi niektórymi zajęciami. Dziewczyna miała ambitne plany - marzyła o wydaniu swojej książki, którą pisała w każdej wolnej chwili. Jej wierną czytelniczką była przyjaciółka. Szczerze namawiająca do pokazania tekstu komuś, kto się na tym zna. 

Gdy docieranie się w nowym mieszkaniu zaczyna wychodzić na prostą, kłopoty nadciągają z innej strony. I to bardziej absorbujące. Sel będzie potrzebowała wsprarcia, a wiadomo, że często przychodzi z najmniej oczekiwanej strony..



Na wstępie ciśnie mi się by słowami piosenki, śpiewanej przez Marylę Rodowicz zacząć moją opinię - "ale to już było.." Bo właśnie to pomyślałam po rozpoczęciu czytania, a później, niby fabuła miała inne tory, ale cały czas kręciła się wokół tej pierwszej ramy, czy też schematu wykorzystanego w poprzedniej książce, którą naprawdę szczerze polecam. Jednak gdy już ją poznacie, ten tytuł nie przyniesie tyle frajdy. 

Mam nadzieję, że napiszę tak, by nie porównywać za bardzo do "Zawsze chodziło o ciebie", ponieważ trudno jest mając w pamięci zachwyt nad poprzedniczką, nie mieć wrażenia, że autorka poszła na jednej fali z kolejną produkcją. I niby dobrze, bo ten schemat zawsze się wybroni, jednak chciałam nowego. Tego czegoś nieoczkiwanego, co mnie będzie zaskakiwało z każdą kolejną stroną, ale do brzegu. 

Kolejny raz mamy dziewczynę i chłopaka, którzy się nienawidzą, ale tak naprawdę niewiedzą dlaczego dokładnie. Coś gdzieś kiedy, no i poszło. Ona miała beznadziejnego faceta, który swoim zachowaniem postawił kropkę nad i, do zamknięcia związku. Żeby jednak nie było łatwo, ma jakieś podłe plany wobec byłej dziewczyny, bo plama na honorze i te sprawy. Naprawdę, to jest bardzo podobne do tego, co czytałam wcześniej. Jedyna różnica, to wiek naszych postaci. Wcześniej fabuła opisywała życie licealistów, tutaj są studenci. 

Sel i Rylan, są naprawdę świetnie skonstruowanymi postaciami, których nie można nie polubić. Bo mają swoje wady  i zalety, a wspólne wątki czyta się bardzo przyjemnie. Fabuła porusza wiele ciekawych wątrków - dziewczyna piszę książkę, uczęszcza na zajęcia, które przygotowują do pisania i właśnie te fragmenty są bardzo ciekawe, a dzieje się sporo poza studiami. Dlatego nie mogę napisać, by tutaj wszystko było złe.  Tylko cały czas, z tyłu głowy jest ta myśl - to było, tak już było. Nie twierdzę, że identycznie, kalka w kalka, ale kto jest spostrzegawczy, ten zobaczy.

Wielka szkoda, ponieważ znam już twórczość Agaty i wiem, że pisze naprawdę dobrze. Nie wiem, dlaczego poszła na taką łatwiznę. I żeby nie było, ja absolutnie nie zniechęcam do przeczytania "Chcę właśnie ciebie", ale uczuciwie piszę, że jeśli znacie wyżej wymieniony tytuł, poprzedzający ten, to naprawdę możecie mieć podobne uczucia podczas czytania. I nie, to też nie jest złe, ale dla mnie pozostało uczucie ogromnego niedosytu. Byłam nakręcona na nowość, a otrzymałam przerobioną potrawę. Może i smaczną, ale bez efektu wow. 

Oczywiście uważam, że "Chcę właśnie ciebie" warto przeczytać, ponieważ na pewno można miło spędzić czas podczas lektury, ale chciałam lojalnie uprzedzić. Zdaje sobie sprawę, że wielu osobom może to nie przeszkadzą i super. Jednak dla mnie jest to minus, a nigdy nie ukrywam, jeśli takowe znajdę.  

 

 

 


lutego 17, 2024

lutego 17, 2024

O wszystkim i o niczym :)(:

O wszystkim i o niczym :)(:

 


Mimo, że połowa lutego za pasem, to mnie już coraz bardziej tęskno do wiosny. Ostatnio poczyniłam mini zakupu zapychaczy wiosennych, ale stwierdziłam - muszę! ;) nie lubię tego zatrzymania, kiedy już nie ma okresu świątecznego, a zima raczej przypomina jesień, do wiosny jednak zbyt daleko, ale termometr wskazuje jakby jednak było bliżej niż dalej. Dlatego ja już tworzę wiosnę i nawet jeśli zima wróci, to nic ;). 

Przestałam obiecywać, że będę częściej i tutaj i  u was, bo ostatnio mam tak napięty czas, a wieczorem padłam niczym naleśnik i nijak się wyspać nie mogę. Zatem, nie gniewajcie się na mnie, staram się jak mogę, ale zaraz Wam wyjaśnię między innymi dlaczego, jest mnie mniej. 


Wczoraj (tj, 16.02)  stojąc na dyżurze, taki miałam piękny widok rano i po prostu nie mogłam nie zatrzymać tej chwili na zdjęciu. Czasem narzekam jak muszę iść, a jest mróz i wieje, często jednak lubię się zachwycać otoczeniem gór. A kiedy wychodzi ponad słońce, dzieje się magia :). No ale, co się dzieje  u mnie..

W drugim tygodniu ferii, a dokładnie pod koniec tygodnia, siedziałam sobie przy oknie, zerkałam na szary świat i myślałam, gdy  nagle usłyszałam, jak mój R w emocjach mówi - patrz! Kot! No więc ocknęłam się i patrzę, rzeczywiście tupta małe coś, jakby kot i nagle znika sobie pod przyczepą sąsiada. Wiedziałam, że kot ani nie nasz, ani sąsiadów. Wyglądało to to nawet z daleka na zabiedzone i jakby lekko poturbowane. Niewiele myśląc stwierdziłam, że jest kot, trzeba dać jeść. Nałożyłam jedzonko i wyniosłam w miejsce, którędy szła ta sierotka. 

I tak wynosiłam przez dwa tygodnie, a kociątko, gdy tylko znikałam, wybiegało, pospieszne wyjadało i uciekało. Za każdym razem, kiedy szłam, mówiłam do tego koteczka, żeby oswajał z moim głosem. Wyniosłam w jedzonku tabletkę na odrobaczenie, bo nie trzeba być znawcą, by wiedzieć, że ta sierotka miała sublokatorów w sobie. 

A po dwóch tygodniach, kiedy wyszłam z jedzonkiem, moja kocia podopieczna odezwała się do mnie. I to był przełom. Na początku z oddali wołała mnie, ale bała się podejść, z każdym kolejnym wyniesieniem jedzonka, podchodziła bliżej i bliżej. Dopiero kiedy odważyła się podejść do mnie na wyciągnięcie ręki, zobaczyłam jaką jest kruszynką. Dosłownie maleństwo. Nie mam pojęcia, czy to jest jeszcze kocie dziecko, czy z powodu głodu niewyrośnięte kotek. W każdym razie. Kicia pewnego dnia weszła za nami do domu i już w nim została :). Teraz nadrabia jedzenie i spokojny sen. Nie wiem, skąd się wzięła i co przeżyła. Jednak wiem, że ta przeszłość nie była przyjemna. Bo dawno nie widziałam, żeby jakikolwiek kot, zeżarł mi obierki po ogórkach. A ona zjada wszystko, co zjeść może. 

Na pewno podzielę się zdjęciem nowej lokatorki, ale jeszcze nie teraz. W chwili obecnej próbujemy oswoić kicie nie tylko z nami. Jest Bobo, więc obie muszą przejść socjalizację, widują się chwilami, na odległość, żadna nie jest agresywna. Mimo wszystko, pamiętamy o traumach Bobo, dlatego nie pozwalamy by odczuła obecność nowego zwierzęcia, jako zagrożenie. I tak o to, musimy po pracy zajmować futrami. Bo kiedy jedno z nas jest u malutkiej, drugie musi być z Bobo, żeby  nie czuła się odrzucona.  Mam nadzieję, że następna aktualizacja, będzie już z fotorelacją ;). 

Ostatnio poczyniłam zakupy na Temu. Nie bardzo jestem fanką takich stron internetowych, gdzie można kupić wszystko za dosłownie grosze. Koleżanka mi tak polecała, że myślę - a wezmę i zamówię jakieś bzdety biurowe. No i padło na organizery na biurko, korektory w taśmie, kalendarz na biurko i inne zabawki. Za wszystko co tutaj widać zapłaciłam jakieś 70 zł z hakiem bez kosztów wysyłki. Czy warto? za te cenę spoko, ale jaka cena, taka jakość ;). Nie wiem, czy będę jeszcze chciała tam kupować. Znacie te stronę? macie fajne polecanki? Dajcie znać. 


Szukamy wannę! No i teraz zaczynają się schody. Ja chcę taką na nóżkach, jak widać na zdjęciu. Jestem oczarowana właśnie w takim stylu. Tylko teraz nie wiem, boję się żeby te nóżki nie były jakieś nietrwałe. Mimo wszystko chyba jednak skusimy się na opcję wolno stojącą, bo te zabudowane są dla mnie beznadziejne. Jak uważacie? 


Moi drodzy, przyjrzyjcie się dobrze zestawu ze zdjęcia, bo o ten woreczek i jego wątpliwie atrakcyjną zawartość była afera ;) Wiem, nie każdy posiada tik tok - rozumiem i nie namawiam. Jednak dzięki tej aplikacji czasem człowiek, może zobaczyć, jaki upadek społeczny dzieje się na naszych oczach. O te woreczki, niektóre kobiety stoczyły walkę, ponieważ były za darmo. Co się zadziało? Gawiedź rzuciła się niczym dziki na żołędzie i nie znając pojęcie umiar w praktyce, brano po kilkanaście. Ja to nawet nie wiedziałam za co i kiedy w sklepie Rosssman, są wydawane te woreczki, były jakieś znaczki, jakieś produkty z promocji. Dostałam i nie wiedziałam za co, a z tego co widziałam, rekiny biznesu próbowały te woreczki sprzedać na Vinted, jednak dostały bana, ponieważ produktów gratis nie można sprzedać. Teraz moje pytanie - czy dla tych kilku śmieci warto jest robić z siebie pośmiewisko? ;) 
p. s Opaska jest straszna, ciśnie w głowę okrutnie ;). 


A tutaj, po raz pierwszy w tym roku wypad do parku, żeby posiedzieć w słoneczku i się wygrzać. Było jakieś 16 stopni i po prostu grzech nie skorzystać. Dlatego po wyjściu z pracy, radośnie popędziłam do mojego ulubionego miejsca. Wczoraj padło na kawę w plenerze ;) tak nie wiele, a ile radości. 


lutego 13, 2024

lutego 13, 2024

Jedyne prawdziwe miłości

Jedyne prawdziwe miłości

 



 Kolejna książka po którą sięgnęłam od razu po zapoznaniu się z przeczytaną opinią. Byłam niezmiernie ciekawa jak autorka ukaże tak skomplikowany i można powiedzieć ciężki wątek. Sama wielokrotnie podczas czytania, miałam pełno myśli - jakby to było znaleźć się w podobnej sytuacji? Już nie trzymam w niepewności i opisuje o czym jest - Jedyne prawdziwe miłości i czy warto przeczytać?


Emma odkąd pamiętała chciała wydostać się z rodzinnego miasteczka w którym, jej rodzice zaplanowali przyszłość. Zupełnie inną od tej, którą ona sobie wymarzyła. Oni chcieli, by jedna z córek przejęła rodzinną księgarnie, ale żadna specjalnie się nie kwapiła. W pewnym momencie, ku temu zajęciu przychylna była starsza z sióstr. Co dało Emmie potwierdzenie, że ona nie musi. A kiedy w końcu zaczęła się spotykać ze szkolną miłością Jessem, wiedziała, że zaraz po ukończeniu szkoły oboje wyjadą. 

Wszystko potoczyło się jak zaplanowali. Podróżowali wszędzie tam, gdzie tylko mieli możliwość. Dziewczyna prowadziła podróżniczy blog, dzięki któremu co nieco zarabiała, opłacano jej podróże, mogła spełniać marzenia. Nawet wydała książkę podróżniczą. Kochali siebie i życie w słonecznej Kalifornii, do której wracali ze swoich podróży. Gdy przyszła odpowiednią chwila Jess się oświadczył i wzięli ślub. Wszystko było idealne, chociaż po latach na walizkach, Emma poczuła, że chciałaby nieco zwolnić, ale najpierw czekała parę rocznica ślubu. Do której nie doszło. Bo Jess dostał propozycję wyjazdu, właśnie w tym dniu. Miał się odezwać po wylądowaniu na miejscu, ale nigdy tego nie zrobił. Helikopter, którym leciał mężczyzna wraz z resztą podróżników się rozbił.   

Życie Emmy się zatrzymało. Nie wiedziała jak ma funkcjonować bez ukochanego. Wszystko co do tej pory miało sens, nagle zgasło. Na początku czekała, nie chciała przyswoić informacji, że mąż nie żyje i więcej go nie zobaczy. Tęskniła i rozpaczała całą sobą. Wróciła do domu rodzinnego, trwała w swoim dawnym pokoju. Dzień za dniem, pielęgnowała rozpacz. Aż w końcu pewnego dnia wstała. 

Podniosła się  marazmu nie dla siebie, ale dla kogoś, żeby pomóc. Nie wiedziała, że będzie to przełomowy dzień. I gdy już pomału zaczęła układać swoje życie, kiedy po długim czasie pożegnała się z mężem pozwalając sobie na nowe uczucie. Zadzwonił telefon, a po drugiej stronie usłyszała głos Jessa...



Zaznaczę już na początku -według mnie, ważnym a może i najważniejszym w książce wątkiem, nie jest problem, z którym mężczyzną będzie lub powinna być Emma. Kogo wybierze i czy nasze typy będą właściwe. Zupełnie co innego uważam za filar fabuły. 

Zacznijmy od początku - Emmy, która w okresie dorastania miała potrzebę ucieczki z życia, które ograniczało. Chciała a wręcz pragnęła zobaczyć coś więcej, niż księgarnie rodziców. I gdy to marzenie w końcu nabrało realnych kształtów, kiedy miała przy sobie miłość życia i spełnione pasje, jej świat nagle runął. 

Kobieta - bo Emma w chwili gdy zostaje bez męża jest u progu trzydziestki. Nie wie, co ma zrobić. Młodość umarła wraz z tym, którego kochała. Nie potrafi wrócić do pasji, napędzającej jej dotychczasowe życie, ponieważ łączyło się z bólem straty.  Samo mieszkanie w Kalifornii bez Jessa, wydawała się niemożliwe. Dlatego nawet bez analizy zysków i straty, wróciła do rodzinnego domu, by się zamknąć przed tamtą sobą, odciąć od życia, które już nigdy nie wróci. 

Dzień po dniu przechodzi przez żałobę i ból straty, by później odkryć, że życie od którego wiele lat temu uciekła, daje jej mnóstwo radości. Po pewnym czasie wynajmuje mieszkanie, przejmuje większość obowiązków w księgarni - co jak się okazuje ku jej własnemu zdziwieniu,  sprawia wiele radości i satysfakcji. 

Emma przechodzi wewnętrzną przemianę, która sprawia, że na nowo cieszy się życiem. W wersji spokojnej, bez szaleństwa odpraw na lotnisku. A w dodatku poczuła, że potrafi kochać i stworzyć kolejny związek. Zupełnie inny od poprzedniego, ale równie mocny. Nie znaczy, że zapomniała o Jessie, na zawsze pozostanie w jej sercu. Jednak pozwoliła sobie zamknąć jego rozdział i cieszyć, że mogli przeżyć wspólnie wiele pięknych chwil. 

Autorka pięknie ukazała przemianę Emmy, to jak w pewnym momencie zaczęła być inną osobą. Może na początku trudno jej samej było się z tym oswoić. By w końcu cieszyć nowym życiem. Powrót zaginionego męża sprawia, że kobieta nie wie kim jest. Czy jest tą Emmą, którą była przy Jessie, czy może drugą? Jedno jest pewne, żeby zrozumieć samą siebie, musi odbyć podróż. 

Uważam, że ukazanie wątku przemiany i kochania dwa razy mocno, jest bardzo ważne. Często słyszałam, że ludzie nie powinni się zmieniać. Jakże jest to złe myślenie. Oczywiście, że powinni się zmieniać. Jakby to było, zatrzymać się na etapie nastoletnim? Wiadomo jest, że nasze postrzeganie świata jest inne na każdym etapie życia. Możliwe jest zatem, że niektórzy ludzie z naszego znikają życia, bo po prostu poszliśmy innymi drogami. To nie jest złe. I właśnie takie przykłady ukazała autorka, bardzo pięknie i mądrze. Dlatego szczerze polecam, by niektórzy zrozumieli, że żadna relacja na siłę nie ma sensu. A już słowa - do grobowej deski, są po prostu nieprzemyślane. 

Żeby nie było - ja nie twierdzę, że ludzie nie mogą być ze sobą do końca życia. Jeśli związek rzeczywiście obojgu daje satysfakcje, radość i po prostu jest dobrze. Niech trwa jak najdłużej. Jednak często przysięga mylona jest z poświęcenie, a według mnie, nie ma nic gorszego. Być razem, a obok siebie. 

 Dlatego właśnie warto przeczytać ten tytuł, ponieważ jak wspomniałam wcześniej, autorka wspaniale ukazała, że losy dwojga ludzi potrafią się zmienić, brutalnie przerwać i szukanie siebie, może oznaczać zmianę. Przeczytajcie, polecam! 



lutego 03, 2024

lutego 03, 2024

Każde kolejne lato

Każde kolejne lato



Witajcie w lutym! Powyższą książkę przeczytałam jeszcze w styczniu, ale nic to, będę teraz nadrabiała zaległości.

Każde kolejne lato, wypatrzyłam na Instagramie, z bardzo dobrymi opiniami. Stwierdziłam, że historia zapowiada się obiecująco i postanowiłam przeczytać. Pierwsze podejście do tej historii nie bardzo mnie przekonało, ale już później poszło naprawdę szybko. Czy warto sięgnąć po Każde kolejne lato? Za chwilę postaram się opisać własne wrażenia. 


Persephone i Sam poznali się podczas wakacji, kiedy rodzice zakupili posiadłość nad jeziorem w Barrys Bay. Chłopak mieszkał w miasteczku wypoczynkowym razem mamą i starszym bratem. Prowadzili tawernę, w której w późniejszych latach pomagali matce podczas letniej przerwy od szkoły.  Jednak na wczesnym etapie dorastania piękne upalne dni mijały na pływaniu w jeziorze i wspólnym oglądaniu horrorów. Z każdym kolejnym rokiem relacja Percy i Sama się pogłębiała, ale ich życie podzielone było na czas kiedy przyjeżdżała do miasteczka i swojego w rodzinnym mieście. 

Gdy oboje weszli w ten etap dojrzewania i  zaczęli zwracać uwagę na płeć przeciwną, każdy z ich znajomych podejrzewał, że będą razem. Oni natomiast uparcie trwali w etapie beztroskiej przyjaźni. A kiedy zrozumieli, że chcą być ze sobą i z nikim innym, wydarzyło się coś, co rozdzieliło tych dwoje na wiele lat. 

Gdy spotkali się po ponad dekadzie, można powiedzieć, byli niby tymi samymi, ale już innymi ludźmi. Ona nie wiedziała jak wyjaśnić swoją postawę sprzed wielu lat, On znalazł się w jednej z najtrudniejszej sytuacji w życiu.  Czy ponowne spotkanie, pozwoli na wyjaśnienie decyzji, które zaważyły na przyszłości obojga? 



Zawsze kiedy czytam książki, które opowiadają historię ludzi spotykających po latach. Gdzie w młodości byli w sobie zakochani i nagle po pewnym czasie to uczucie wraca. Zastanawiam się nad realnością. Bo w końcu zmieniamy się z biegiem czasu i po prostu trudno jest zobaczyć w tych ludziach, tego kogoś kto nam zawrócił w głowie. Nie wiem, ja tego nie kupuje, ale wróćmy do książki. 

Zacznijmy od postaci. Percy i Sam, ta dwójka jest bardzo interesująca i można śmiało napisać, że nie da się ich polubić. Relacja rozpoczyna się gdy są podlotkami, w dosyć zabawnej sytuacji, może dlatego wydaje się być bardziej naturalna. Percy nikogo nie zna w miasteczku, w którym ma spędzać wakacje, a Sam jest njbliższym sąsiadem. Dlatego siła rzeczy mieli okazję często się spotykać. Później już nie zawsze przypadkiem, czy nieporadnie umawiani. Tylko wyczekując każdego dnia i lata.. 

Za sprawą rozdziałów dotyczących przeszłości, śledzimy dorastanie Percy i Sama.  Autorka bardzo lekko i ciekawie prowadziła fabułę i naprawdę lubiłam wracać do tych wątków, które miały czytelnika naprowadzić do sytuacji, która później wpłynęła na rozdzielenie przyjaciół. Polubiłam starszego, gdy już był młodzieńcem wiedzącym czego chce i jak ma osiągnąć swój cel. Nieco inaczej podchodziłam do Percy, miałam wrażeniem jakby to były dwie osoby. Jedna w domu rodzinnym i druga nad jeziorem. Niby były jakieś argumenty tego, dlaczego była jaka była, ale mnie po prostu nie przekonywało. 

Oczywiście jesteśmy świadkami tego co się dzieje między dorosłymi Percy i Samem, którzy sprawdzają siebie wzajemnie i szukają zmian, jakiw w nich zaszły. Teraz mają już ustabilizowane życie. Okoliczności spotkania są dosyć mało przyjemne i właściwie nie dziwi mnie jedna z opinii, w której jest zarzut co do tła w którym "startujemy". Szczerze mówiąc nie patrzyłam na to w taki sposób, ale po dłuższym zastanowieniu, rzeczywiście osobliwy kierunek obrała autorka.

Czy są jeszcze jakieś zarzuty? Cóż, trudna sprawa, myślę, że gdy czytelnik poznaje powód przez jaki się rozdzielili, wtedy w głowie zapala się dziwna lampka. I tak, tutaj jest dziwna sytuacja, ale ze sfery w której nikt nie chciałby się znaleźć, bo później jak wybrnąć? 

Podsumowując - spędziłam bardzo przyjemnie czas przy książce, nie skupiałam się na wymienionej wyżej krytyce, ponieważ zwróciłam uwagę, że proza amerykańskich twórców różni się od naszych właśnie takimi wzbudzającymi emocje wątkami. Niemniej uważam, że Każde kolejne lato warto przeczytać, choćby dla sprawdzenia pomysłu autorki. 




Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger