Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2019

Kiedyś książki się czytało, teraz robi się tylko zdjęcia

Grafika
źródło Ten tekst miał powstać już dawno, ale jakoś ciągle nie miałam możliwości, by usiąść i poukładać wszystko jak należy. No i nareszcie jest niedziela, mogę sobie wylać pewne gorzkie żale — w końcu w kościele katolickim pora Wielkiego Postu, atmosfera odpowiednia. No ale, ja nie na temat zapatrywań religijnych miałam pisać, a czegoś zupełnie innego. Pamiętacie te czasy, kiedy książki o zgrozo się czytało i po zakończeniu pisało opinię, pod którą była często zażarta dyskusja? Pewnie większość nie będzie miała pojęcia, o czym piszę. Jaka dyskusja, jakie czytanie. I nie, nikogo tutaj nie oskarżam, tylko ostatnio zderzyłam się z brutalną rzeczywistością, schowaną pod płaszczem instagrama . To jak? Wiecie coś na temat dyskusji o przeczytanej książce? Pewnie, że NIE! Teraz się już tego nie praktykuje. Teraz nadeszła era Instagrama , a co za tym idzie, robienia pięknych schematycznych zdjęć. Nie ważne co wpadnie pod obiektyw. Jeśli masz profil książkowy, zapodajesz zd

A ja żem jej powiedziała

Grafika
źródło Na temat Kasi Nosowskiej wiedziałam tyle, że śpiewa. I to dobrze. Bardzo lubiłam i cały czas lubię, piosenki, a w szczególności teksty Kaśki. Są takie prawdziwe, nie ma niczego podkolorowanego. I chyba dzięki tej realności, już od niepamiętnych czasów, miałam sympatię do tej niepozornej piosenkarki. Bo o Kasi mało wiedziałam, nie brała udziału w skandalach, nie szalała w przekombinowanych strojach papugi, by zaistnieć. Po prostu śpiewała. Tylko tyle, czy aż tyle? W końcu gdzieś mignęła mi zapowiedź książki. Pomyślałam, no nie, Kaśka, co Ty? Chcesz się bawić w te upadającej celebrytki , których nikt nie chce oglądać, to zaczynają pisać książkę? Nie chciałam tego czytać, bo po co? I przyszedł dzień, taki z tych, które nie lubimy, bo jest kolejnym z rzędu, szarym i po prostu do czterech liter wsadzić. Odpaliłam czytnik, popatrzyłam na okładkę i myślę — raz kozie śmierć. Najwyżej przerwę i czytanie.   Zaczęłam czytać, książka nie jest jakimś cudem fabuły, tam

Co w trawie piszczy

Grafika
Bajki od zawsze lubiłam oglądać, nie ma znaczenia czy są bardziej lub mniej "dziecinne", po prostu oglądam niemalże każdą produkcje animacyjną. Tym razem mój typ padł na "Co w trawie piszczy". Z opisu dowiedziałam się, że poznamy pasikonika, który przemierza świat, nie goszcząc zbyt długo w wybranym miejscu. I nagle trafia na pewną łąkę, tak piękną, że decyduje się zostać, w dodatku jego serce reaguje szybszym uderzeniem, na widok pięknej pszczoły. Planuje zdobycie względów swej ukochanej i sympatii mieszkańców łąki, ale czy Tonikowi uda się osiągnąć swój życiowy cel? Poznajemy Tonika (głosu użyczył Janusz Wituch) , pasikonik dociera do pewnej łąki, od razu zachwyca się sielskością tego miejsca, spokojem i jedynym w swoim rodzaju urokiem. W dodatku poznaje pewną piękną pszczołę, jak się później okazuje Margerytka (głosu użyczyła Paulina Łaba ) jest królową. Jak wiadome, jej rola w ulach jest bardzo ważna i nie może ot tak sobie wylatywać na

Matka sułtanów

Grafika
Moja fascynacja historią władców Tureckich rozpoczęła się od słynnego serialu. Jak wiadomo, filmy, a zwłaszcza seriale, rządzą się własnymi prawami. I prawdziwej historii zazwyczaj jest niewiele. Dlatego wiedziona ogromną ciekawością, zaczęłam wyszukiwać lektury, które ukazywały jak najwięcej prawdziwych wydarzeń. O sułtance Kösem, mniej słyszałam. Może nie czułam już aż takiego zainteresowania? Nie wiem, jednak gdy otrzymałam możliwość zapoznania się z drogą do tak potężnej pozycji, nie potrafiłam odmówić. I tak oto, w moje ręce trafiła Matka sułtanów .   Poznajemy młodziutką Afro, zamieszkującą jedną z Greckich wysp, dziewczyna jest zakochana w pewnym młodzieńcu, ale niestety jej los, został już dawno przesądzony. Opiekun, który wychowywał piękną dziewczynę, dobił targu, z bardzo zamożnym człowiekiem. I oto niespełna czternastoletnia Afro, ma poślubić, niedorozwiniętego młodziana. Na szczęście ukochany janczar, nie ma zamiaru oddać swej wybranki, planu

Zawierucha

Grafika
Długo zbierałam się za przeczytanie Zawieruchy. A to wszystko było spowodowane serialem, który obejrzałam i w pewnym sensie, pożałowałam, że śledziłam, zanim poznałam kontynuacje w wersji, od której zaczęłam swoją przygodę z serią. Dlatego potrzebowałam czasu, aby nabrać dystansu do ekranizacji. I oto trzecia część doczekała się, nareszcie zapoznałam się z losami bohaterek, które wcześniej poznałam. Miałam swoje pewne sympatie i antypatie, a po przeczytaniu utwierdziłam się w swoich początkowych odczuciach. Zanim jednak przejdę do oceny, skreślę kilka słów dotyczących fabuły.   Odzyskana niepodległość, z jednej strony radość i euforia, z drugiej rzeczywistość. Bo zanim naród odzyska to, co utracił, musi swoje wyszarpać. Trwają walki o odebrane ziemię, o decydujące słowa w sprawie losów narodu. I w centrum wszystkich wydarzeń, są one — siostry Biernackie. Właścicielki gazety. Początkowo pomysł wydawał się szalony, ale teraz, gdy kobiety uzyskały prawo głosu, ic

Mia i biały lew

Grafika
Od zawsze lubiłam książki, które dotyczyły przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Nie wiem, ale takie historie zawsze mnie rozczulały i wywoływały wiele przeróżnych emocji, zależnych od tego, jak potoczyły się losy. Tym razem miałam możliwość poznać Mię i jej białego lwa. Duet dosyć osobliwy i można by powiedzieć, nieco niebezpieczny, jeśli chodzi o postać zwierzęcia. Jak wyglądały początki relacji tych dwojga, czy przyjaźń między człowiekiem a groźnym drapieżnikiem jest możliwa? Mia wraz z rodzicami i starszym bratem zamieszkała w Afryce, na farmie dziadka, który przepisał ją swojemu synowi. Teraz ojciec dziewczynki, stara się, by to miejsce znowu odzyskało dawną świetność. Niestety ona, czuje się tam nieszczęśliwa. Przeprowadzka z Londynu była wbrew jej woli, zostawiła swoich przyjaciół, miejsca, które lubiła. W tym nowym i dzikim miejscu czuje się odosobniona. Zupełnie inaczej nową sytuację odbiera jej brat, który jest bardzo wrażliwy, zwłaszcza n

Żółta tabletka plus

Grafika
Dzisiaj przychodzę z książką, która mnie osobiście niesamowicie zaskoczyła. Przede wszystkim zacznę od tego, że ja nigdy nie lubiłam opowiadań, krótkie formy nie do końca do mnie trafiały. Byłam troszkę na dystans, bo rozczarować się można szybko, ale też nie chciałam całe życie trwać przy jednym, bo kiedyś miałam niechęć. Nadszedł czas, by sprawdzić, jak się sprawy miewają. Na tapetę wzięłam opowiadania i humoreski Anny Sakowicz, a czy Żółta tabletka zadziałała pozytywnie, dowiedziecie się w dalszej części tekstu.   Książka oferuje czytelnikowi osiemnaście opowiadań, które mają rozbawiać. No i teraz tak, z jednej strony, część z nich, rzeczywiście mogła wywołać u odbiorcy uśmiech rozbawienia, czasem nawet takiej groteski. Jak na przykład opowiadanie o Mieciu, które z tego, co widzę, zrobiło największą furorę, bo w większości zostało przytoczone. Może dlatego, że jest jako jedne z pierwszych śmiesznych. Chociaż mnie rozbawiła historia pewnej kobiety, plan