Projektantka - Film



Dawno nie opisywałam filmu, a przecież jak większość wie, nie samymi książkami żyje. Jestem również maniaczką filmową i dobrą ekranizacją nie pogardzę. Rzutem na taśmę a raczej moją kobiecą intuicją zdecydowałam się na niewiele mówiący tytuł, po prostu poczułam,że muszę go obejrzeć i tak też się stało. Szkoda,że nie wiedziałam o tym, by odpowiednio się przygotować do seansu.. No cóż....

Po latach nieobecności dorosła już  Myrtle "Tilly" (Kate Winselt)  powraca do rodzinnego miasteczka, z którego to jeszcze w dzieciństwie została wywieziona.  Kobieta nie do końca pamięta dlaczego została odebrana matce i osadzona w szkole z internatem, pamięta strzępki, gdzieś po głowie snuje się dziwna świadomość, że została oskarżona o morderstwo, ale jak? Co dokładnie się wydarzyło? I czy rzeczywiście do tego doszło? Odpowiedź musi odnaleźć tutaj, w tym sennym miasteczku, gdzie czas jakby stanął w miejscu, zaś dawne zawiści wciąż były pielęgnowane i pilnowane by nigdy o nich nie zapomniano. 
Ktoś jednak musi znać prawdę, może matka Tilly? Teraz nazywana przez mieszkańców Szaloną Molly (Judy Davis). 
Jedno jest pewne, kobieta wróciła ku przerażeniu osadników. Wraz z nią powrócił strach i niepokój. Jakie tajemnice skrywa miasteczko i czym wzbudziła zainteresowanie dojrzała już Tilly?  W jakim celu przywiozła ze sobą przybory oraz maszynę do szycia? 




Wielkie brawa dla reżysera i zarazem scenarzysty Jocelyn Moorhouse, za tak cudowne ukazanie fabuły, za stworzenie niesamowitego klimatu filmu, który już od pierwszych minut zaskarbia sobie zachwyt widza.  Często przeżywam gdy podczas pierwszych minut trzeba czekać na rozwój wydarzeń, by w końcu poczuć, że oto produkcja jest interesująca i zaczyna wciągać. W tym przypadku już sam wstęp intryguje, a później jest tylko lepiej.  
Mamy retrospekcje z czasów dzieciństwa, kiedy miało miejsce tragiczne w skutkach zdarzenie, ale nie tylko do tego wracamy, są to migawki z wielu różnych sytuacji, z którymi zmagała się główna bohaterka - wtedy bezbronna. Teraz jednak wróciła, z maszyną do szycia. Chcąc wzbudzić zainteresowanie mieszkańców. 
Już własną postawą budzi szok i niedowierzanie. Upłynęło tyle lat, nikt się nie spodziewał, że ta "smarkula" odważy się zjawić w miasteczku, a tutaj nie dość,że pozwoliła sobie na podobną śmiałość, to jeszcze budzi zazdrość swoimi strojami.  
Tilly nie zamierza się zniechęcić, nawet kiedy jej własna matka utrudnia i robi wszystko by odeszła, i nigdy więcej się nie pokazywała. 

Sama przeciw wszystkim? Nie do końca, okazuje się, że są dwie osoby nie wierzące w winę z przed lat. Jedną z nich jest sierżant Farrat ( (Hugo Weaving) oraz sąsiad Teddy ( Liam Hemsworth ), którzy okażą się oparciem w trudnych chwilach, rozbawią i wesprą. 
Ekscentryczna matka, policjant z sekretem i zamiłowaniem oraz przystojny sąsiad. Można powiedzieć, że kwartet wyborny. Bo każda z postaci będzie miała swój ogromny wkład w życie Tilly, oraz na to co wydarzy się później... Jak się okazuje małe społeczności skrywają sporo tajemnic, które są maskowane słodkimi uśmiechami, życzliwością oraz pomocą, ale za ścianami własnego domu każda maska spada, wtedy ukazuje się prawdziwe oblicze. Każdego. 




 Dawno, naprawdę bardzo dawno nie przeżyłam tylu emocji, tylu reakcji podczas oglądania filmu.  Niezupełnie wiedziałam co tak naprawdę stworzył reżyser, jednak obsada mnie uspokajała. Bardzo lubię Kate Winselt oraz Liama Hemsworth'a. Przyznać muszę, że efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Coś niesamowitego, byłam, dalej jestem pod ogromnym urokiem tego co stworzył reżyser. Wspomniałam, że już wstęp budzi zainteresowanie, kolejne sceny są tylko lepsze. Gra aktorów po prostu mistrzostwo, widać jak bawili się swoimi kreacjami. I tak Kate wcielająca się w postać Tilly, w jednej chwili była wytworną damą, która w nosie miała wszelakie konwenanse, by za chwile toczyć walkę ze swoją mamusią, używając do tego różnych przedmiotów. Na ogromne brawa zasługuje odtwórczyni roli Molly, matki głównej bohaterki. Judy Davis, pokochałam tę kobietę, wprost zachwycałam się fenomenem jej wczucia w każdy gest, każde słowo. To jak poczuła się Molly. Naprawdę wielkie uznanie.  Podobnie było z Hugo Waeving. 
Na pewnej stronie przeczytałam, że prawa Winselt Hemsworth  to kompletne nieporozumienie, zupełnie się z tą opinią nie zgadzam. Mimo, że Kate ma już swój wiek, to jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić innej aktorki na jej miejscu. I chociaż chwilami widać, że czas pozostawił swoje ślady, nie odczułam z tego powodu dyskomfortu podczas oglądania, wręcz przeciwnie.

Projektantka to typowy komedio-dramat gdzie ironia przeplata się ze strasznymi wydarzeniami, gdzie uśmiech gaśnie w jednej minucie.  Każdy mieszkaniec ma na swoim sumieniu coś, czego powinien się wstydzić, co gdyby ujrzało światło dzienne mogłoby spowodować nieodwracalne zmiany.  Wszyscy Ci ludzie, którzy tak bardzo nienawidzili Tilly, mieli swój wkład w jej przeszłość, wszyscy uczynili jej życie takie, a nie inne. I kiedy nastał odpowiedni czas, poczuli, że oto przyszła pora rozliczyć się ze swoimi grzechami. 


Każda postać, nawet ta najmniej zdawałoby się ważna, została zagrana wyśmienicie. Dzięki czemu film jest tak bardzo realny i prawdziwy. Ukazane emocje są namacalne. I kiedy oglądana sytuacja jawiła się groteskowo - śmiałam się do rozpuku. Jednak gdy sprawy zaczęły zmieniać obrót, gdy fabuła zaczęła ukazywać sytuacje z nieco innej strony, gdzie wydarzyło się to co miało wydarzyć, wylałam potoki łez. I przeżywałam tak bardzo mocno, że nie mogłam sobie poradzić z targającymi emocjami. Nie miałam pojęcia, że film wywrze na mnie aż tak ogromne wrażenie, że tak bardzo będę to wszystko przeżywała.
Uwielbiam kino kostiumowe, a przyglądanie się jak nasza Tilly zmienia szkaradny styl mieszkanek zadymionej osady, było czymś niebywale interesującym. W dodatku robiła to w bardzo oryginalny sposób.
Nas sam koniec muszę wspomnieć o muzyce, muzyce, która jest wisienką na torcie filmu. Często wspominam jak bardzo ważne w filmach są efekty dźwiękowe, jak nie jeden raz ratują całą produkcje przed kompletnym fiaskiem.  Tutaj do genialnego scenariuszu do chodzi David Hirschfleder ze swoją przepiękną muzyką która porusza wszystkie struny duszy, która pozwala się śmiać, albo płakać rzewnymi łzami.  Nie wiem w jaki sposób panowie to uczynili, ale dla mnie i w moim odczuciu powinni dostać najlepsze nagrody. 

Nie powiem, że polecam ten film. Ja wnoszę apel by koniecznie, jak najszybciej obejrzeć Projektantkę! Tylko nie zapomnijcie o chusteczkach, ja nie miałam... cóż. Rękaw zawsze służy.  
Co się zaś tyczy samego zakończenia... powala na kolana.Czapki z głów, szczęki zbierane z podłogi.

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKA. 


 

12 komentarzy :

  1. Nie słyszałam o tym filmie. Ale to pewnie dla tego, że nie jestem jakąś filmową maniaczką. Będę miała jednak ten film na uwadze :). Wygląda na godny uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z wielką chęcią obejrzę, chociaż też nie słyszałam o tym filmie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanowię się nad tym filmem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla samej Kate Winslet mogłabym obejrzeć. Choć i Twoje słowa robią swoje i zachęcają jeszcze bardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam już jakiś czas temu. Jestem zachwycona tym filmem.
    Fajnie, że poświęciłaś mu uwagę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę koniecznie obejrzeć ten film. Lubię Kate Winslet.

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę mieć go na uwadze! Tym bardziej, że Kate Winslet tu gra ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporadycznie oglądam filmy, ale być może skuszę się na ,,Projektantkę'', skoro tak mocno ją polecasz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam wcześniej o tym filmie, a w dodatku nie pamiętam, kiedy ostatnio coś oglądałam, ale zapamiętam tytuł! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten film jest genialny! Dzięki Tobie mogłem go obejrzeć i jestem zachwycony!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądałam - i obejrzę jeszcze kilka razy. Muzyka cudowna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka