maja 15, 2024

maja 15, 2024

Wyjazd majowy part.1 - Szczeliniec wielki

 

Słowiem wstępu zanim przejdę do właściwego tematu postu. Maj i czerwiec jest bardzo intensywny w pracy i w domu. W pracy wiadomo, nie będę się rozpisywała. A w domu właściwie też, bo zawsze coś się znajdzie, zwłaszcza gdy wiosna już na całego, ogród i cała reszta. My w tym roku postanowiliśmy zrobić porządny taras, mam jeszcze kilka swoich planów remontowych i wygląda to tak, że na blog brakuje czasu. A szkoda, bo mam sporo materiałów i o czym pisać. Tylko jakoś nie mam kiedy.. Teraz złapałam chwilę postoju, więc siedzę przed domem i piszę. Mam w planach też Was odwiedzić! :) 

Ale post nie o moim braku czasu, a majówce, która już została miłym wspomnieniem, A działo się sporo i było naprawdę super. Mnóstwo wrażeń, swoich pierwszych razów i przełamywań  strachów :))). 

To zaczynamy! 


Szczeliniec wielki 919 m usytuowany w górach stołowych, dostać się można z miejscowości Karłów. I właśnie tam pojechałam z Kudowy Zdroju, w której przez kilka dni odpoczywałam. Wyprawa na Szczeliniec była moim pierwszym razem - mianowicie, pierwszy raz szłam sama. Zazwyczaj w każdą trasę górzystą wybieram się z moim R. Tym razem, stwierdziłam, że chcę iść sama. Nie powiem, było to dla mnie wyzwanie. Pod wieloma względami. Jednak dotarcie na samą górę, postawienie stopy przed cudną panoramą było czymś niesamowitym. Nie ukrywam,  zupełnie inaczej przebywa się trasę w swoim towarzystwie. Gdy nie ma tego kogoś obok. Czy było gorzej? Absolutnie nie! Było wspaniale, inaczej ale również przyjemnie. No i duma! Kto mnie dobrze zna, wie jak trudny był to krok, ale dałam radę. Podreptałam sama i stałam nad przepaścią konfrontując się z lękiem wysokości. To było wspaniale i niesamowite doświadczenie:). 

Wróćmy jeszcze do trasy.


Gdy dojedziecie do Karłowa - radzę być w godzinach wczesnych. Ja byłam lekko po 8.00 więc miejsca parkingowe wolne. Gdy schodziłam, nie było już nawet pół miejsca;). A poważnie, to parking nie jest zbyt wielki i naprawdę trzeba być wcześniej. Cena to 25 zł za cały dzień. Mnie trochę zabolało, ponieważ cały pobyt zajął mi jakąś godzinę z hakiem.. no naciągając niepełne dwie godzinki.Od parkingu trzeba kierować się w stronę widczonej góry - uwierzcie zabłądzić nie można, jakby był kłopot pan z parkingu pokieruje. Jak widać na zdjęciu powyżej, docieramy do takiego pięknego wejścia i tutaj bez żadnych tajemnic, trasa pnie się po schodach ;)))). Tak, jako przeciwniczka schodów,  to jedno mnie zniechęcało, ale byłam przygotowana. Wcześniej o tym przeczytałam. Na szczęście są też fajne kładki. 



Schodki przeplatają się z takimi właśnie kładkami, więc można odetchnąć i przespacerować się w komfortowych warunkach. Chociaż dalej będę się upierała,że co natura to natura.. no ale.  Jeśli ktoś jest ciekawy, podejście zajmuje nie więcej jak 30 min. Mnie się weszło jakoś szybciej, aż byłam zdziwiona, bo wcale jakoś nie goniłam, zwłaszcza, że byłam nie do końca zdrowa. Przed samą majówką dopadła mnie infekcja i w rezultacie jechałam z zapasem chusteczek i tabeltek od gardła ;). Jednak na Szczeliniec wejść musiałam i żaden katar mi w tym przeszkodzić nie mógł. 


Po dotarciu na miejsce oczom ukazuje się ten oto widok. Jest naprawdę przepiękny, pogodę miała wyśmienitą. więc tylko stałam i się zachwycałam. Naprawdę warto poświęcić czas na to miejsce. Szybka trasa i później można siedzieć i siedzieć.. No ale, jest jeszcze coś do zobaczenia. Idąc dalej możemy wykupić bilet i pochodzić pomiędzy skalnymi przejściami. Noo, było tam ciekawie... nie powiem. 

Te skalne przejścia na początku wyglądały dosyć niewinnie, były momentami węższe, było ciemno, mokro i nieprzyjemnie. Jednak interesująco i dodawało pewnej aury spacerowi. Naprawdę nie miałam problemu z tymi szczelinami. Aż do tej jednej. Nie mam zdjęcia, bo skupiłam się na maksa, żeby przez nią przejść i nie odlecieć. Było wąsko - ramionami ocierałam się o ściany, pod stromą górę i trzymając łańcucha wspinałam. Gdyby nie to poczucie ciasnoty byłoby ok, ale oprócz lęku wyskości, mam jeszcze gorszą klaustorofobię i mnie totalnie odcina. Jak tylko jest ciasno, zaczynam się dusić, a świat rozmywa. No więc trzymam tego łańcucha, kontroluje oddech i patrzę w stronę słońca, byle tylko mieć już za sobą. Na szczęście odcinek nie był zbyt długi, dałam radę. Jakoś ;). 

A później to można podziwiać widoki :)








 Kolejnym moim sukcesem było wyjście na punkt widokowy ;). Ogólnie nigdy tego nie robię, zazwyczaj czekam grzewcznie na dole. Po prostu się boję i unikam sytuacji kiedy mój lęk się nasila. Jednak tamten dzień, był moim dniem przełamywania barier. I poszłam lekko zestresowana i nawet zrobiłam zdjęcia, ale wyszłam jak kasztaniak, więc wam nie pokażę ;)). 


                          Wielka stropa Trolla ;)  znaczy ja tak nazwałam, że to trollowa stopa ;)

 

                                         Tutaj jest podest przed punktem widokowym ;) 

                    Ten tutaj też mi coś przypominał, ale pozostawiam do Waszej interperetacji :) 

 

Tak kochani wygląda Szczeliniec wielki. Naprawdę warto podjechać będąc w okolicy. Tylko jak wspomniałam, lepiej być rano, nie jest to trudna trasa, ale trzeba być przygotowanym na schody. Jeśli nie lubicie, lepiej się zastanowić - nie jest trudno! Aha, na jednym z "tarasów", niestety nie mam zdjęcia, bo wiał tak silny wiatr, że wyrywało mi telefon z ręki. Pan schodzący od razu mnie uprzedził bym zdjęła okulary bo mi porwie - miał rację, osoby które nie posłuchały straciły czapki i okulary.. Porywy były tak silne, że zapierało dech.  Na szczęście tylko w jednym miejscu. Tak naprawę nie wiedziałam, że wieje wiatr, mimo, że szłam u samej góry, ale dookoła były drzewa i osłaniały od wiatru. Zejście jest równieąż schodami,  o wiele szybciej, więc całość nie zajmuje zbyt wiele czasu. Jeszcze jedna informacja dla zainteresowanych - na górze można zjeść coś ciepłego, ja akurat nic nie kupowałam, ale słyszałam, że maja dobre gofry:). Dajcie znać, czy byliście, albo planujecie lubi dopiero się dowiedzieliście o Szczelińcu?

 





15 komentarzy:

  1. Och ! Jak dawno tam byłam. Pamiętam, że nasz syn był jeszcze mały. Nie chciał nigdzie chodzić i chował się za głazami i drzewami, spowalniając wędrówkę. Cudnie tam !!! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe miejsce. Też chętnie bym się tam wybrała. Fajnie spędziłaś majówkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna fotorelacja Agnieszko :-) .

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w zeszłym roku. Fajowe przeciskanie między skałami ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście od Ciebie się o tym Szczelińcu dowiedziałam i myślę, że dałabym radę się wspiąć. A już z Tobą na pewno :)
    Tym bardziej, że miałam już taką próbkę, pedałując ostro w stronę dworca PKP :)
    Piękne fotki, Aga. Gratuluję pokonywania własnych lęków i słabości.
    Buziaki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne widoki! Ja z moim lękiem wysokości na takie schody i podesty się nie nadaję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczeliniec, to jeszcze ma swój urok, ale Błędne Skały pseudoturyści zapaskudzili strasznie, a w ogóle te bramki, płotki, zanik dzikiej natury, smutny widok.
    Byliśmy kilka razy i za każdym pobytem , z jednej strony piękne widoki, z drugiej pewien niesmak...

    OdpowiedzUsuń
  8. Podczas jednej z wycieczek w okolicach Kudowy, mieliśmy ciągle drogowskazy na Szczeliniec Wielki :)
    Co do braku czasu na bloga, witam w klubie. Mam nadzieję, że w czerwcu uda mi się zwolnić obroty i wrócić trochę na bloga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. byłam na tym szlaku kilka razy:) pięknie tam jest

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko, cudowna pogoda sprzyjała Ci w wędrówce po skałach i pomiędzy nimi ;-)) Tym bardziej cenna była ta wyprawa, bo przełamywałaś własne bariery. Gratuluję!
    Przy okazji ożyły moje wspomnienia, bo rok temu po raz pierwszy powędrowałam tą samą trasą i sprawiła mi ona masę frajdy, podobnie jak przeciskanie się pomiędzy Błędnymi Skałami :-))
    Pozdrawiam weekendowo!
    Anita

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawe zdjęcia, widzę, że było co zwiedzać 😊

    OdpowiedzUsuń
  12. Blogowanie świetna sprawa, trzeba mieć sporo czasu, pisanie postów i bywanie u innych wciąga.
    Miłe fajne towarzystwo potrafi umilić jak to słyszałam kiedyś że "dla towarzystwa cygan...".
    Co do klaustrofobii i lękiem wysokości znam to brrr...
    Pogoda widzę cudna

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma to jak wyjazdowa majóweczka, zwłaszcza w tak cudne okolice <3
    Mam podobnie jak Ty - sporo się u mnie dzieje i w wolnych chwilach staram się nadrabiac blogowe posty( między pracą, życiem , wyjazdami, próbami etc - no nie ma lekko)

    Cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger