Niespodzianki i dla ciekawych moje pierwsze opowiadanie


Chciałam wam się pochwalić dwiema przesyłkami, jedna była długo długo oczekiwania, pamiętacie konkurs u Magdaleny Kordel? Pisaliśmy opowiadania, Ci biorący udział mają już zapewne w dłoniach piękną książeczkę i jakże ważną, bo właśnie w niej pod imieniem i nazwiskiem oraz wybranym przez autora tytułem znajduje się opowiadanie. Dla mnie jako debiutantki nie może być nic piękniejszego jak ujrzeć pierwsze w życiu opowiadanie w formie papierowej !!:)) Jestem przeszczęśliwa:)))))
Natomiast druga przesyłka to cudowne zakładki, rękodzieło pięknie wykonane przez znaną nam blogerom książkowym jako
Czasu coraz mniej, a książek coraz więcej 
otóż kochana Sylwia zrobiła w ekspresowym tempie te oto zakładeczki, będą one moimi wyjątkowymi na specjalne okazje:) Sylwuś jeszcze raz dziękuję!!!:)))


Dla zainteresowanych poniżej moje debiutanckie opowiadanie :)


Tajemnicza kobieta



Wczoraj spotkałam moją babcie, niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zmarła dwadzieścia pięć lat temu. Nie byłam pod wpływem alkoholu, ani innego środka odurzającego.
Wracałam z zakupów, musiałam jeszcze zajść do koleżanki, której obiecałam pożyczyć książkę. Usiadłam na ławce żeby sprawdzić czy na pewno zabrałam ze sobą obiecany tytuł.
I właśnie wtedy, nagle podchodzi do mnie kobieta. Ubrana w czarną, przedwojenną sukienkę, z białym kołnierzykiem. Pomyślałam, że pewnie chce zapytać o godzinę. Jednak było coś dziwnego, ta twarz, łudząco mi kogoś przypominała, gdzieś już widziałam ten uśmiech, spojrzenie...
Nagle uświadomiłam sobie, że osoba stojąca przede mną jest moją babcią! Słabo mi się zrobiło. Przecież umarła! Nie powinno jej tutaj być. Czy ja zwariowałam? Chaotycznie zalewające myśli w mojej głowie przerwał głos... babci.

- Nie bój się mnie. Od razu odpowiem na Twoje pytanie. Nie, nie zwariowałaś, naprawdę tutaj jestem.-odpowiedziała na niezadane pytanie. Mam dla Ciebie tylko kilka dni. Wszystko co się wydarzy musi pozostać tajemnicą. Nikomu pod żadnym pozorem nie możesz powiedzieć, że mnie widziałaś! Może to być dla Ciebie bardzo niebezpieczne!

No tak, pomyślałam sobie, jeżeli komuś powiem, uznają, że już całkiem oszalałam i wsadzą mnie do pokoju bez klamek. Zresztą może jednak powinnam sama się tam udać? Przecież nie mogła powrócić..No właśnie skąd?? Zza światów?! Boże to jakiś koszmar! Zasnęłam na ławce przez przypadek, a to wszystko co się dzieje jest beznadziejną senną marą. Tak, na pewno to tylko sen.

- Dominiko! Słyszysz mnie?! Mam dla Ciebie bardzo ważną informację, musisz mnie posłuchać!
Nie możemy tracić czasu na Twoje rozważania. Rozumiem, że jesteś w rozterce. Jednak musisz mi zaufać. Jak wspomniałam mam niewiele czasu dla Ciebie. Pozwolono mi tutaj przybyć. Uwierz, nie było łatwo dostać aż takie wyróżnienie. Być może już nigdy więcej się nie spotkamy...

- Ależ babciu! Dlaczego? Może wyjaśnisz o co w tym wszystkim chodzi? Niczego nie rozumiem. Jaki jest powód Twojego przybycia?? Co to koniec świata nadchodzi?!

-Dziecko może zacznę od początku. Wy tutaj na świecie, przestaliście żyć. Tak, tak dobrze słyszysz. Biegacie, kłócicie się. Zatracacie w pędzie za pieniędzmi. My tam na górze patrzymy na was i truchlejemy.. Gdzie się podział najważniejszy cel życia? Dlaczego już nikt nie potrafi być bezinteresowny? Co z miłością??


- Miłość? O czym ty mówisz? Przecież kocham rodziców, siostrę. Nie widzę i nie rozumiem problemu z jakim przybywasz. Widać całkiem niepotrzebnie. Przepraszam cię ale bardzo się śpieszę. Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw. Z autem pojechać na przegląd. Możesz wracać spokojnie do swoich Serafinów. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Zamiast się tam na górze zamartwiać, zajmijcie się piciem gorącej czekolady oraz spacerami.

- Ależ moja droga! Jak możesz tak mówić? Czy ty słyszysz sama siebie?

Boże co za natrętna istota, nie wiem, duch czy zombie, to bez znaczenia. Nie mam najmniejsze ochoty dłużej dywagować na ulicy. Przecież to jakaś kiepska komedia!

- Przykro mi, ale naprawdę muszę ciebie opuścić, kimkolwiek jesteś... Do widzenia!

Nie czekałam aż zacznie mnie zatrzymywać. Odwróciłam się i po prostu odeszłam.

Wróciłam do domu, nie miałam czasu na rozmyślanie. Nastał wieczór. Zasiadłam przed dokumentami i nagle coś zwróciło moją uwagę. Na parapecie leżało zdjęcie. Stare, bardzo stare, przedstawiało grupę młodych ludzi. Kobiety i mężczyzn, stali objęci, uśmiechnięci. Widać było, że szczęście z nich promienieje. Na odwrocie widniała data oraz notatka. Grybów, czerwiec 1939r.
Zawsze i wszędzie razem, najwierniejsi”.
Biedni. Pomyślałam sobie, już za kilka miesięcy miało ich spotkać coś strasznego. Czy przetrwali razem wojnę? Czy ją przeżyli? Pytania zaczęły się nasuwać, jedno po drugim.
Przecież nie powinno mnie to obchodzić! W końcu tylu młodych, wspaniałych ludzi spotkała tragedia. W takim razie dlaczego tak mnie poruszył los tej grupy przyjaciół?
Nagle zwróciła moją uwagę jedna z młodych kobiet. Wśród tych roześmianych twarzy była moja babcia! Skąd to zdjęcie znalazło się w moim pokoju na parapecie? Przecież wszystkie stare albumy przebywały w piwnicy, zamknięte w kartonie. Nikt do nich od bardzo dawna nie zaglądał.
Dziwne. Niczego nie rozumiem. Najpierw to spotkanie, teraz zdjęcie? W okolicach kręgosłupa poczułam przebiegające mnie ciarki...
Coś zaczynało się dziać, coś czego nie rozumiałam. Zaczęłam żałować. Tego, że nie wysłuchałam do końca co miała mi do powiedzenia babcia. Jednak było już za późno. Trudno. Może ze zmęczenia zaczynam wszystko wyolbrzymiać.

***

  Minęło kilka dni. Od tamtego zdarzenia nic więcej się nie przytrafiło, nic co mogło by wzbudzić we mnie niepokój. Widać miałam gorszy dzień. Nawet normalnym zdarzają się halucynacje.
Zdjęcie widocznie przypadkiem się zawieruszyło. Nikt w końcu nie powinien przejmować takimi detalami.
Wracałam z pracy do domu. Dzień był piękny, słoneczny. Postanowiłam pójść do parku na spacer. Tak dawno nie byłam na świeżym powietrzu dla relaksu. Zawsze tylko ten pośpiech. Szłam między alejkami, w stawku pływały kaczki z młodymi, dzieci dokarmiały rodzinkę okruszkami chleba albo bułek. Uśmiechnęłam się na ten widok. Sama jako mała dziewczynka biegałam właśnie do tego stawu, ale poza karmieniem, szukałam brzydkiego kaczątka. Tak, baśnie i bajki odgrywały bardzo wielką rolę w moim kilkuletnim życiu. Wszystko było piękne, łatwiejsze.
Usiadłam na ławeczce, pomiędzy dwiema brzozami. Uwielbiam brzozy, emanuje od nich siła, spokój oraz coś mistycznego. Przymknęłam powieki, oddałam się temu błogiemu uczuciu. I nie zauważyłam, że niebo zasnuły ołowiane chmury, choć kilka minut temu nie było nawet obłoczka. Po dzieciach oraz ich rodzicach nie zostało nawet śladu. Byłam całkiem sama.  Zaczął wiać nieprzyjemny wiatr. Moje brzozy już nie wyglądały na spokojne, wiotkie gałązki wyginały się pod wpływem silnych podmuchów.
Postanowiłam wracać do domu. Skoro zbierało się na burzę nie było sensu siedzieć, narażać na niepotrzebne przemoknięcie. Nie chciałam zniszczyć nowych skórkowych pantofelków, kosztowały majątek.
Podniosłam się z ławeczki, poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Zmroziło mnie. Pewnie jakiś złodziej albo morderca! Odwróciłam się. Stanęłam twarzą w twarz z mężczyzną. Bynajmniej nie wyglądał na rzezimieszka, z drugiej jednak strony jak wyglądają gwałciciele albo mordercy?? Jednak w tym człowieku było coś. Jego oczy... niesamowicie niebieskie. Powiedziałabym, że była to mieszanina chabru z turkusem! Nigdy, przenigdy czegoś takiego nie widziałam. Wpatrywałam się, nie mogąc wydobyć słowa. Nieznajomy również milczał. Spokojnie prześwietlał mnie swoimi niezwykłymi oczami.
Wiatr się z każdą chwilą wzmagał, huczał w koronach drzew, zrobiło się ciemno. Jakby zaczynało zmierzchać, a  przecież była jeszcze wczesna pora. Mężczyzna przerwał ciszę.

- Możesz mi podać swoją dłoń?
-Aaa - zająknęłam się -  Ale w jakim celu, co chce mi Pan zrobić? O co chodzi?!
-Podaj mi swoją rękę, tylko o to cię proszę...
Posłuchałam go, dosyć niepewnie zrobiłam o co mnie prosił. Tylko czy to była prośba? W jego głosie słychać było zniecierpliwienie.
Położył mi na dłoni zieloną, czterolistną koniczynkę. Zaczęłam się śmiać. Choć wcale nie czułam się rozbawiona.

-Czy to jest jakiś żart?! Proszę mi wszystko wytłumaczyć! Jak będę chciała poszukać głupiej koniczynki pojadę na wioskę!
-Nie rozumiesz, ona jest symbolem. Wiem, każdy może sobie takiej poszukać.
-Chciałem ci powiedzieć, że spotka cię wiele przykrości. Będziesz cierpiała. Znajdziesz się w niebezpieczeństwie, ale w chwili gdy zaczniesz się poddawać masz pamiętać o Niej... Tylko dzięki tej zielonej roślince przetrwasz to co cię spotka...
-Słucham?! Pan mnie ostrzega czy grozi?! Nie wierzę w ani jedno słowo! Co ma do rzeczy jakiś nic nieznaczący chwast?! Widać przeholował ktoś dzisiaj z alkoholem.
-Zapamiętaj moje słowa. Wszystko się ułoży, ale musisz w to naprawdę wierzyć.


Odszedł. Tak po prostu. Nawet nie zauważyłam w którą stronę skręcił. Skąd przybył? Kto chce mnie doprowadzić do załamania?
Słońce z powrotem zaczęło świecić, wiatr ustał. Nawet ptaszki wesoło poćwierkiwały. Boże! To jakiś obłęd! Może w pracy ktoś mi dosypuje narkotyki? Mam zwidy. Koniecznie muszę zrobić badania na wykrycie tego paskudztwa.
A, może te wszystkie zdarzenia mają jakiś cel, najpierw babcia, pojawia się nagle, jakby chciała mi przekazać bardzo ważną wiadomość, teraz ten facet. Dlaczego nie posłuchałam babci?
Muszę to sobie wszystko poukładać w głowie. Najlepiej jak wezmę kilka dni urlopu i wyjadę w góry. Odpocznę, wszystko wróci do normy...



Czy wspominałam, że kocham góry? Nasze Tatry są przepiękne, uwielbiam te widoki! Człowiek w obliczu majestatycznych wzniesień czuję się taki mały. Zdaje sobie sprawę ze swojej bezradności. Docenia przyrodę w pewnym sensie odczuwa szacunek do otaczającego piękna.
Tak, to był wspaniały pomysł. Nic tak dobrze nie wpływa na stan ducha, jak wędrówki górskimi szlakami.
Może w drodze powrotnej pojadę do Krakowa? Przejdę się po mieście, zajdę do jakiejś przyjemnej knajpki.
Jak pomyślałam tak uczyniłam. Piękny Kraków przywitał mnie słońcem, zgiełkiem ulic, ale wszystko miało w sobie pewien urok.
Minęły dwa tygodnie, od pamiętnego zdarzenia. Wszystko wróciło do normy. Przemęczenie jednak potrafi spłatać figla Ważne, że już jest dobrze.
Zaszłam do antykwariatu, miejsca w którym zawsze potrafiłam odpłynąć na wiele godzin. Godzinami buszując między półkami, czułam, że po prostu żyję!
Wybrałam kilka interesujących pozycji, spakowałam do torebki i ruszyłam w stronę restauracji, w końcu od dobrych dwóch godzin, odczuwałam uporczywy głód.
Może to było przeznaczenie, może zbieg okoliczności. Nie miałam czasu się zastanawiać. Wszystko działo się tak szybko, ale w chwili gdy musiałam zareagować... poczułam się jak na zwolnionym tempie filmu..
Dziewczynka biegnąca chodnikiem, balonik odlatujący. Wbiega na ulicę by go złapać i .. HUK!
Nie ma już balonika, okropnie różowego balonika, dziecko leży, w kałuży krwi. Nie wiem czy żyje. Podbiegam do niego. Nogi mam takie ciężkie, jakby ważyły po dziesięć kilo każda.
Zaczynam krzyczeć.
 -Niech ktoś wezwie karetkę! Potrzebna jest pomoc!
Staram się przypomnieć lekcje pierwszej pomocy. Jednak między teorią a praktyką jest ogromna przepaść.
Podnoszę dziewczynkę, ma otwarte oczy. Nie płacze. Pyta się gdzie jest balonik. Krwi jest coraz więcej. Prawa strona główki wygląda strasznie. Ten widok będzie mnie prześladować już zawsze. Lecz na razie błagam w myślach by w końcu nadjechała pomoc!
Dlaczego to musi tak długi trwać! Co mam robić? Gdzie są rodzice tej małej istotki? Jak mogli pozwolić żeby sama szła chodnikiem.
- Dlaczego nie czuję bólu? - przerwała pytaniem, natłok myśli w mojej głowie malutka.
- Jesteś w szoku, to normalne, chyba..- odpowiedziałam dziecku.
- Jak masz na imię? Gdzie są Twoi rodzice? - Musiałam zadać te podstawowe pytania.
- Jestem Julka, moja mamusia poszła do bankomatu po...

To był ostatnie słowa Julci...samochód, który w nią uderzył, pogruchotał część czaszki. Jej włoski były zlepione krwią i.. fragmentami mózgu! Nie było szans, nawet gdyby pogotowie zjawiło się natychmiast. Klęczałam nad ciałem i nie wierzyłam. Nie chciałam dopuścić do swojej świadomości informacji o śmierci Juli. Miała co najwyżej pięć lat. Śliczna blondynka, kręcone włoski opadały na ramionka. Teraz z każdą chwilą robiące się szkarłatne.
Kiedy zjawili się ratownicy medyczni tuliłam do siebie martwą dziewczynkę.
Ból, który odczułam w tamtej chwili był nie do zniesienia. Nie znałam tego dziecka , jednak odczuwałam żal, tak potworny jakbym straciła najbliższą mi osobę.
     Dni mijały, musiałam wrócić do pracy. Straciłam dotychczasowy zapał, nie potrafiłam się na niczym skupić. Zawaliłam kila terminów. Zdawałam sobie sprawę,że jeżeli szybko czegoś z sobą nie zrobię stracę pracę. Coraz częściej moje myśli błądziły do chwili spotkania z babcią. Dlaczego mówiła o miłości, że nie potrafimy kochać?? Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Czy tragedia z Julią miała coś wspólnego z tym wszystkim?
- Pani Dominiko! Szef prosi Panią do siebie..- sekretarka przerwała moje rozważania.
Udałam się do gabinetu Dyrektora, podświadomie czułam co chce mi zakomunikować..
- Dzień dobry, - odezwałam się na przywitanie.
- Witam Pani Dominiko, może od razu przejdę do rzeczy. Zapoznałem się z najświeższymi zestawieniami, Pani efektywność pracy jest niezadowalająca. Rozumiem gorszy dzień. Staram się wczuć w sytuację, którą panią spotkała. Niestety trwa to zbyt długo. Nie mogę pozwalać, aby inni pracownicy zostawali po godzinach, poprawiali błędy zrobione przez koleżankę. Jest mi bardzo przykro. Dostanie Pani dwutygodniowy okres wymówienia. Oczywiście proszę sobie wybrać zaległy urlop. Odprawa będzie jak w umowie... -zawiesił głos.

   Słuchałam tego monologu i z każdą chwilą czułam jak osuwa się grunt pod moimi nogami. Za późno się opamiętałam. Nie miałam do niego żalu. Dba o firmę. Wiadomo. Nie może pozwolić,żeby przez jakąś „głupią” śmierć dziecka, jego pracownica zaniedbywała swoje obowiązki. Z drugiej strony miałam ochotę mu wykrzyczeć w twarz, że nie ma pojęcia co czuję...ale czy to by coś zmieniło?
Wyszłam, nawet się nie pożegnałam, pozbierałam swoje rzeczy. Trochę się tego uzbierało przez te pięć lat. Jak łatwo się kogoś pozbyć. Kiedyś byłam niezastąpiona. A, w chwili kryzysu, wymiana. Na lepszy model?
Snułam się chodnikiem, bez celu. Niosłam te moje klamoty. Nagle usłyszałam szamotaninę. Za rogiem budynku, dwoje nastolatków prowadziło dosyć burzliwą rozmowę, pomagając sobie rękoma. Odeszłabym nie interweniując, ale chłopak zachowywał się brutalnie wobec koleżanki. Trudno było stwierdzić czy byli parą.
Nigdy nie lubiłam wtrącać się w sprzeczki zakochanych. Wychodzę z założenia,że każdy musi się sam umieć dogadać. Natomiast przemocy nie tolerowałam, zwłaszcza na polu mężczyzna – kobieta.
Jednak obyło się bez mojej pomocy, ubiegł mnie starszy Pan. Czym naraził się na serię inwektyw, popchnięciem,a co najgorsze, brakiem wdzięczności ze strony poszkodowanej.
- Taki jest dzisiejszy świat..- usłyszałam komentarz oddalającego się staruszka.
Musiałam mu przyznać w duchu rację.
  W domu czekał na mnie list. Od matki zmarłej Julci. Byłam bardzo zdziwiona. Skąd miała mój adres?
Otworzyła i z zaciekawieniem zapoznałam się z jego treścią. Doznałam szoku.


Droga Dominiko!

Wiem,że trudno Ci będzie uwierzyć, w to co za chwilę się dowiesz. Sama nie byłam pewna czy powinnam się dzielić z Tobą tą informacją. Po długich namysłach postanowiłam napisać lit. Nie mam odwagi zadzwonić..Jesteśmy siostrami. Nasza wspólna matka urodziła mnie dwa lata przed Twoim przyjściem na świat. Niestety w tamtym okresie nie mogła się zająć moim wychowaniem. Dorastałam u kuzynki,  siostry ze strony dziadka Leona, nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Rodzina stwierdziła,że nie ma sensu komplikować życia. Mieszkaliśmy tak daleko od siebie.

Jednak teraz po prostu chciałam poczuć,że mam siostrę...
Dwa miesiące temu stwierdzono u mnie raka. Umieram. Wcześniej moją motywacją do walki z tą chorobą była Julia.. ale teraz. Nic mnie nie trzyma na tym świecie. Widziałam Ciebie wtedy na miejscu wypadku. Jeden z funkcjonariuszy policji powiedział jak się nazywasz. Jakie to dziwne,że to akurat TY byłaś tam wtedy..
Ten list jest w pewnym sensie pożegnaniem, chciałam Cię przeprosić,że nie ujawniła się wcześniej, może wszystko potoczyło by się inaczej. Może żyła by Juleńka..
Jest mi niezmiernie przykro,że nie dane nam było być prawdziwymi siostrami..,że nie poznałam drugiej siostry.. najmłodszej. Oszczędź jej prawdy. Czasu nikt już nie cofnie. Wiem,że obarczam Cię dodatkowym ciężarem. Być może postępuję niewłaściwie pisząc do Ciebie. Jednak tak bardzo pragnęłam mieć świadomość,że o mnie wiesz...

Karolina.



Tylko tyle? Tak po prostu się ze mną żegnasz? Gdzie nocne pogaduchy ze starszą siostrą? Gdzie wymiana doświadczeniami? Nie mogę pozwolić jej umrzeć! Nie teraz!
Muszę pojechać do Krakowa! Natychmiast!

***

   Gdzie jest ulica Narutowicza?? Czy  nie mogła zamieszkać w centrum? Biegnę jak szalona, jakby czas,który stracę na zwykły marsz był bezcenny. Dlatego biegnę, gnana wewnętrznym głosem. Szkoda,że tak późno się we mnie odezwał. Jest! Znalazłam adres. Czuję jak serce tłucze się w klatce piersiowej. Nie mogę zapanować nad oddechem.
Pukam do drzwi, otwiera kobieta. Nie jest moją siostrą. Znowu mam wrażenie,że ją znam. Jest ubrana w fartuch taki domowy. Na głowie ma chustkę,takie co noszą babcie.. Wtedy dochodzi do mnie prawda!
- Babciu.. to Ty? - głos więźnie mi w gardle. Czuję,że zaczyna drżeć.
- Tak dziecko. To ja. Nie posłuchałaś mnie, zignorowałaś. Mówiłam,że mamy niewiele czasu. Miałam nadzieję,że zajmiesz się dzieckiem kiedy Karolinka odejdzie...
- Właśnie! Co z Karoliną? Gdzie jest? Muszę z nią porozmawiać! - nie chciałam w tym momencie słuchać wymówek babci, wiedziałam, że źle wtedy postąpiłam.
- Nie ma jej. Odeszła. Wczoraj był pogrzeb.
 - Jaki pogrzeb?! Jak to odeszła?! - zaczęłam krzyczeć, spazmatycznie łapałam powietrze, to nie mogła być prawda! Miałyśmy porozmawiać...
- Ta wasza pogoń za karierą, pogubiliście się. Pytałaś jaką miłość miałam na myśli.
Nie chodziło mi o porywy,charakterystyczne dla zakochania. Miłość dojrzała. Do ludzi, Nie musisz wyznawać im tego uczucia, wystarczy wysłuchać i spróbować pomóc. Ty drogie dziecko zostawiłaś mnie na chodniku, nie interesowałaś się tym co miałam do powiedzenia.
-Co mogę zrobić? - tylko to pytanie przyszło mi w tej chwili do głowy. Czułam wstyd, rozgoryczenia. Okazałam się egoistką. Usłyszałam swój własny szloch. Poczułam jak nogi uginają się i opadam na podłogę. Zwinęłam się w kłębek. Nie potrafiłam pogodzić z tak dotkliwą stratą. Ból pozbawiał mnie oddechu, Był to fizyczny i psychiczny.
Przypomniałam sobie to uczucie kiedy umarła Julka..wtedy nie umiałam wytłumaczyć żalu. Teraz wiem,że nie było to zwykłe rozstanie, ze zwykłym dzieckiem. Serce czuło,że jesteśmy sobie bliskie. Mimo,iż nigdy się nie spotkałyśmy.

Zdjęcie, które znalazłam na parapecie. Poza babcią był na nim mężczyzna z parku. Jeden z przyjaciół. Zginął jako pierwszy, Dzięki niemu przeżyła moja babcia. Nie zastanawiał się ani chwili. To była miłość, do drugiego człowieka. Do jego życia.  Nie myślał o sobie.
Dlaczego właśnie On pojawił się tamtego dnia? Nie wiem, być może chciał mnie przygotować na ten ból. Ostrzec. Wiedział,że babci się nie udało do mnie dotrzeć.
 Do mojego serca.

****
   Wydaje się,że już nic gorszego nie może mnie więcej spotkać. Limit tragedii wyczerpałam. Nic bardziej mylnego. Jeżeli jest źle, pamiętaj, zawsze może być gorzej.
Wracałam do domu. Babci już nie widziałam. Zawiodłam ją. Siostrę oraz moją siostrzenicę. Wyrzuty sumienia z każdą chwilą stawały się coraz uciążliwsze.
Przez kilka dni żyłam na pograniczu rozpaczy. Resztkami sił wyniosłam się z mieszkania Karoliny. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.

    Mieszkanie przywitało mnie pustką. Tak, do tej pory nie odczuwałam samotności, jak w tej chwili. Nie miałam przy sobie nikogo. Rodzice w prawdzie mieszkali kilka ulic dalej. Jednak potrzebowałam kogoś innego. Kto by mnie po prostu wysłuchał.
Był i wspierał swoją obecnością. Nie posiadałam takiej osoby, nie miałam przyjaciółek, jedynie koleżanki. Żadnej przyjaznej duszy. Zatraciłam się w robieniu kariery... awanse, siedzenie po godzinach, Co z tego?
Siedziałam w fotelu, Patrzyłam w ścianę. Nie wiem co czułam. Chyba nic.
Przestałam jeść. Wychodzić z domu. Straciłam sens życia.
Nie miałam pracy. Widać byłam kompletnie beznadzieja, Pod każdym możliwym względem. Jaki był sens istnieć? 
  Ktoś zadzwonił do drzwi. Z chęcią bym się nie podnosiła z miejsca, ale nogi same poniosły mnie w stronę przedpokoju. Otworzyłam drzwi, nikogo nie było. Na wycieraczce leżała maleńka koperta. W środku
znajdowała się czterolistna koniczynka....

KONIEC





Mam nadzieję,że dotrwaliście do końca:)



18 komentarzy :

  1. Aguś, gratuluję!!! Super! Opowiadanie już wcześniej czytałam i pisałam do Ciebie parę słów na jego temat. Książka ma prześliczną okładkę, a prezent od Sylwii jest również cudowny. Kochana, to pewnie jeden z najszczęśliwszych dni w twoim życiu:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Aguniu jak wzięłam w ręce książkę to dosłownie skakałam z radości:)) cieszę się,że podoba Ci się moje opowiadanie:))

      Usuń
  2. Zazzdroszczę i gratuluje Kochana :-) A opowiadanie świetna :) Niepoprawna R.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogromnie gratuluję! Wyobrażam sobie, jaka to musi być radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz już, że bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie, a zwłaszcza klimat i brak happy endu;)
    A uczucia, jakich doświadczyłaś, pewnie nieporównywalne z niczym:))) Gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczucie jak wspomniałam są niesamowite:)
      Dziękuję za pochwałę, to wiele znaczy dla debiutantki:))

      Usuń
  5. Gratuluję, czytam z zaciekawieniem. jolaK :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję :) to musi byc niesamowite, własne opowiadanie w książce - zakładaczki bardzo klimatyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Tak zakładki są urocze, na żywo wyglądają jeszcze ładniej:)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Wzajemnie i to podwójnie! :)) mam nadzieję,że niebawem zobaczę ten piękny cytat;)

      Usuń
    2. Mówisz, że mam się pochwalić? :D

      Usuń
  8. Miło poznać tak utalentowaną humanistkę. Gratuluję sukcesu pisarskiego. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komplement:)

      Również pozdrawiam i zapraszam ponownie:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka