Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Enerlich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Enerlich. Pokaż wszystkie posty

stycznia 11, 2015

stycznia 11, 2015

Prowincja pełna słońca - oczami mamy :)

Prowincja pełna słońca - oczami mamy :)


Prowincja pełna słońca jest trzecią z serii książką opowiadającą o jednej bohaterce Ludmile na przestrzeni lat. Autorka pisząc tę książkę kieruje się promocją naszego pięknego kraju, a historię kobiety umieszcza na Mazurach.
 
Nasza bohaterka jest kobietą dojrzałą i bardzo związaną ze swoim miejscem zamieszkania. Jej patriotyzm do kraju, miasteczek, jezior i lasów aż przebija niemal na każdej stronie. Przeżycia osobiste Ludmiły przekładają się na jej zachowania w różnych sytuacjach. Kobieta jest osobą pozytywną i pomimo trudności i zawirowań w życiu osobistym stara się, by życie jej i córki było pełne spokoju i miłości. Chcąc zrozumieć samą siebie oraz odnaleźć się w momencie zdrady przez bliską jej osobę zdecydowała się na bardzo trudny krok, wyjeżdżając jak najdalej od domu by odzyskać spokój i zrozumieć tego co ją spotkało. Jednak i tam spotkała się z nieszczęściami innych ludzi i jej zmartwienia zbladły w obliczu tragedii innych. Poznanie tak odmiennych warunków zwyczajów i życia pozwoliło  kobiecie na zrozumienie siebie i dało gotowość by nieść pomoc innym. W życiu Ludmiły pojawił się nieznajomy, Wojtek. Mężczyzna po przejściach, naukowiec samotnik. Syn leśniczego do którego pewnego dnia zawitała Ludmiła ze swoją towarzyszką, Marokanką.
Kim okaże się Wojtek i jak potoczą się losy nowej znajomej naszej bohaterki dowiemy się czytając trzecią odsłonę Prowincji.
 
 
Zachwyt nad pojezierzem mazurskim opisywanie tej krainy w tak malowniczych słowach, pozwala oczami wyobraźni widzieć miejsca w których żyje główna bohaterka.
Nie rozumiałam natomiast zachowania Ludmiły do przyjaciela którym jest Piotr. Traktowała go jak przyjaciela tylko w tym czasie kiedy był potrzebny. A powinien być ważny w każdej chwili.  Dobrą cechą Ludmiły była walka o spokój i miłość rodziny, zaskoczył mnie jej zachwyt nad chruścikami, a właściwie na snutymi przez Wojtka opowieściami o nich, gdy właściwie sama nie miała pojęcia, że są to owady. Opisy jakie przytaczał naukowiec byłyby adekwatne w książce przyrodniczej bądź naukowej, a nie w tego typu powieści. Drugim niezbyt zrozumiałym dla mnie faktem był opis zarobkowania i utrzymania się samotnej kobiety. No cóż wyobraźmy sobie kobietę z dzieckiem, nowym domem z ratami, bezrobotną. Z otrzymywanych alimentów ma spłacić raty, utrzymać samochód terenowy, a więc jak sądzę kosztowny i prowadzić bogate życie towarzyskie. Bo ileż może w ciągu miesiąc odnowić starych mebli, czy wykonać bibelotów i w jakich cenach sprzedać by na wszystko wystarczyło, już nie wspominając, że chętnych na kupno musi być na pęczki. Bardzo pięknie jest to przedstawione, ale niestety realia są zupełnie inne. Owszem na tym można sobie dorobić, ale nie zarobić, zwłaszcza przy malutkim dziecku. 
Reasumują książka podobała mi się, lubię przyrodę i jej obszerne opisy do mnie przemawiały. Jestem całym sercem z Ludmiłą w jej miłości do miejsca, w którym żyje, rozumiem tęsknotę za ukochanym zakątkiem gdy tylko wyjeżdża. I jeszcze jeden bardzo duży plus dla bohaterki, to przystosowanie się jej do życia spartańskiego w podróży jaką odbyła.  Jest prawdziwą kobietą, a nie lalką żyjącą tylko w wygodach, a to bardzo pozytywna cecha człowieka. Polecam powyższą pozycję, tym którzy lubią taką literaturę. Jest ciekawa i wciągająca.


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu MG 

stycznia 09, 2015

stycznia 09, 2015

Prowincja pełna gwiazd

Prowincja pełna gwiazd



 
 Wróciłam do Prowincji, by dowiedzieć się jak sprawy mają u Ludmiły, która to oczekuje dziecka ze swym Niemieckim mężem Martinem. Cieszy świeżo odnalezioną siostrą, będącą darem od losu dla samotnej kobiety, pozbawionej rodziny. Jak wygląda ich życie? I co szykuje przyszłość? I jak mnie podobało się już drugie spotkanie z bohaterami?
 
Ludmiła jest już wysoko w ciąży, wraz z mężem planują ruszenie z budową domu, takiego jaki sobie wymarzyła. Będzie on drewniany, co oznacza, że zakończenie nastąpi o wiele szybciej jak w przypadku murowanego. Kobieta bardzo się cieszy z tego powodu, gdyż jak wiadomo w mieszkaniu jest niewiele miejsca, a teraz kiedy ma przy boku siostrę  jej cztery kąty zrobiły się zapełnione. Nie żeby ten fakt jej przeszkadzał, wręcz przeciwnie. Miło jest mieć z kim wypić kawę, porozmawiać i nie odczuwać tęsknoty kiedy ukochany wyjeżdża w swoje podróże do Niemiec. W dodatku choroba jej teściowej wszystkim spędza sen z powiek, wiadome jest, że stan starszej kobiety jest zły i rokowanie są jednoznaczne. Nad życiem małej rodziny pojawiają się chwilami chmury, smutek ogarnia w kilku sytuacjach. 
Hania zaczyna zbierać przeróżne informacje na temat przeszłości rodziny sióstr, wiadomości jakie odkryje będą wielkim zaskoczeniem dla nich obu, czy ta wiedza zmieni ich życie? I będzie miała wpływ na przyszłość ?
W małżeństwie Ludmiły i Martina dzieje się różnie, młoda matka coraz częściej zaczyna się zastanawiać czy nie podjęła zbyt pochopnie decyzji o poślubieniu mężczyzny, który tak bardzo się od niej różnił. Jej świat zaczyna kręcić się wokół maleńkiej istotki, to ona zajmuje myśli i sprawia radość oraz wywraca dotychczasowe życie do góry nogami. Częste nieprzespane noce, brak czasu na zajęcie sobą, ot uroki macierzyństwa.
 
 
Och Prowincjo.. cóż mogę powiedzieć? Z jednej strony Katarzyna Enerlich pisze w taki sposób, że chce się czytać ,z drugiej strony męczyły mnie ciągłe porównywania Polaków do Niemców. do tego stopnia, że zaburzały mi one radość z czytania. W kółko powtarzane "Mój mąż Niemiec" było okropne. Niestety muszę przyznać, że przez takie błahostki książka według mnie i dla mnie sporo straciła.  Zacznę od postaci, od bohaterów, którzy miałam nadzieje,  ulegną zmianie.
Ludmiła, dalej mnie drażniła. Bezmyślna i w dziwny sposób podchodząca do życia. Tak naprawdę cały czas odnosiłam wrażenie, że ona nie wie czego chce. W sumie podobnie było z Hanią, kiedy dowiedziała się o przeszłości i pochodzeniu ,wpadła w jakąś obsesję, rozumiem fascynacje ale to co ona wyprawiała drażniło jak nie wiem co. 
Bardzo, ale to bardzo nie podobało mi się ciągłe porównywanie naszego kraju z Niemieckim, że u nich wszystko jest lepiej, u nas to źle i w ogóle Polacy niczego nie potrafią. Jak to biedna Ludmiła wstydziła się za sąsiadów z tak zwanego marginesu, a przepraszam bardzo, w Niemczech to każdy jest idealny. Oczywiście.  Żeby to było raz na jakiś czas, ale tam ciągle musiałam czytać o tym jak to w Niemczech to by wyglądało tak, a u nas niestety jest inaczej.  Podobnie było gdy Ludmiła cały czas mówiła o Martinie, mój Niemiecki maż, mój Niemiecki partner. O matko jedyna! Wiemy, że Martin jest Niemcem, wiemy, nie trzeba było tego wciąż powtarzać. Sama postać Martina, tego faceta nie można było lubić, zapatrzony w siebie, ogólnie miał i ma w sobie coś odpychającego, już mniejsza o jego pochodzenie.
Ponarzekałam sobie, troszkę mi lżej. Nie chcę aby wyszło, że książka wcale nie podobała mi się. Bo tak nie było. Podczas czytania czuje się klimat mazur. Aż ma się ochotę wsiąść w środek lokomocji i jechać by chociaż chwilę przejść się i podziwiać te piękne tereny. Wiele się dzieje w życiu uczuciowym bohaterów, są wzloty i upadki. Radości oraz smutki. Każde wydarzenie ma jakiś sens.
Podsumowując,  nie rozczarowałam się, ale czegoś mi brakowało jeszcze nie to czego oczekiwałam po kolejnym spotkaniu z Prowincją.


Za książkę chciałam podziękować wydawnictwu MG

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.

stycznia 23, 2014

stycznia 23, 2014

Prowincja pełna marzeń

Prowincja pełna marzeń



O Mazurach jeszcze nie miałam przyjemności czytać, zawsze mnie ten rejon naszego kraju ciekawił ,niestety nie było okazji żeby tam pojechać pozwiedzać. Dlatego też z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Pani Katarzyny Enerlich. Mrągowo jest chyba każdemu znane, bo i festiwale swego czasu często były relacjonowane właśnie z tego miejsca, ale poznać je od korzeni to dopiero gratka.
W Tym właśnie maleńkim miasteczku w starej kamienicy mieszka Ludmiła, pracuje w lokalnej gazecie, która to sprawia jej ogromną przyjemność. Do czasu bo oto nastają zmiany czy na lepsze? Mało prawdopodobne, nowy naczelny Artur już na pierwszym spotkaniu wydaje się być apodyktycznym, zarozumiałym karierowiczem. Zaczyna od zmian, narzekań wprowadzając do tego przyjemnego niegdyś miejsca pracy stres oraz nie miłą atmosferę okraszoną zapachem dymu z papierosów. Ludka od samego początku zostaje prześwietlona, a raczej jej praca. Rzecz jasna nowy naczelny ma zastrzeżenia, w końcu poprzednik według niego nie znał się na rzeczy, On musi wszystko poprawić, a trzeba zacząć od straszenia pracowników.
Kobieta nie ma wyjścia, musi to jakoś przetrwać, w domu może sobie pozwolić na chwilę relaksu ale najpierw trzeba zrobić zakupy w okolicznym sklepiku, gdzie sprzedaje zaznajomiona sklepikarka. Wychodząc z domu zwraca uwagę na mężczyznę fotografującego jej kamienice, pewnie turysta. Zwracający się do niej w języku Niemieckim prosi by zrobiła mu zdjęcia na tle budynku. Jak się niebawem okazuje Martin przyjechał do Mrągowa w delegacji ale w jeszcze innej sprawie. Poszukuje mieszkania, w którym niegdyś wychowywał się jego ojciec, jeszcze przed wybuchem wojny. Bo Mrągowo było dawniej miejscem Prus, w tym miejscu osiedleni byli Niemcy. Jednak gdy nastał niepewny czas nawet Oni musieli opuścić swoje rodzinne domy i się przesiedlić, tak też stało się z rodziną Hansa. Czego dowiedziała się Ludka z opowieści Martina pewnego wieczoru.. Właśnie ze względu na prośbę ojca mężczyzny dziennikarka postanawia wziąć udział w poszukiwaniu  starego kaflowego pieca z niebieskimi kwiatami.
Zaistniała sytuacja doprowadza do zbliżenia się Ludmiły z Martinem, jest coś między tym dwojgiem, zaczyna się fascynacja, zauroczenie...
Niestety są też problemy w pracy, szef postanawia zaatakować, w perfidny oraz nieczysty sposób, pewna kobieta od dłuższego czasu próbuje skontaktować się z Ludką, a na dodatek przybywa niespodziewany gość z Niemiec.


Nie wiem od czego zacząć, jakie książka wywarła na mnie wrażenie, co mi się podobało? A co męczyło bądź irytowało?
Przede wszystkim to było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Katarzyny Enerlich, wiadomo trzeba się zapoznać ze stylem. Na szczęście pióro autorka ma lekkie i treść bardzo szybko się czyta. Będzie jednak jakieś ale... czepię się bohaterów, subiektywnie oczywiście. Niestety nie polubiłam, ani Ludmiły, ani jej kolegi z pracy Piotra a już tym bardziej Martina. Boże jak ten ostatni mnie denerwował. Nie dlatego,że był Niemcem, na to specjalnej uwagi nie zwracałam, jego osobowość działała mi na nerwy, typ despoty. Musi być tak jak on chce i koniec. Nie znoszę takich mężczyzn, więc kiedy jego postać się pojawiała dostawałam dziwnej alergii, aż mnie nosiło. Co gorsza Ludmiła była zapatrzona w niego jak w jakiś ideał. No ja rozumiem samotność może być przykra, ale żeby przyćmiła racjonalne myślenie? W tym wieku? Jak wspomniałam nie polubiłam jej postaci. Niby była bardzo samodzielna, niby twardo stąpająca po ziemi, a jednak jakaś taka infantylna. Jej sposób myślenia wprawiał mnie nie jeden raz w taki podziw,że chwilami zastanawiałam się czy ja się czasem nie zmieniam w królową śniegu przez co zostałam pozbawiona "ulotności chwili", czy tej biednej kobiecie było tak potrzeba faceta. 
Wystarczy mojego narzekania, bo książka jest dobra, ma swoje zalety, na przykład bardzo podobały mi się wplecione w fabułę ciekawe przepisy, z którymi jeszcze nigdy się nie spotkałam, to znaczy z jednym. Z przepisem na miód z mniszku polnego, potocznie zwanym mleczem. Opisy otaczającego krajobrazu sprawiały,że można się było poczuć jak mieszkaniec Mazur, bardzo dokładnie został oddany tamtejszy klimat, w dodatku książka posiada w swym wnętrzu zdjęcia starych fotografii Mrągowa, jego ulic. Jak dla mnie świetna sprawa ponieważ jestem fanką historii, takie zdjęcia uznaję za perełki. 
Ogólnie książka ma coś w sobie, dobrze się ją czyta, tylko bohaterowie nie za bardzo do mnie trafili, mam nadzieje,że w kolejnych częściach nastąpią zmiany.





Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi" oraz "Grunt to okładka"



Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger