" Druga część o miłości, która nie powinna się zdarzyć"
Taki oto cytat możemy znaleźć na okładce drugiej części serii Dimily. Cały czas, a mianowicie od pierwszego tomu zastanawiałam się o co chodzi z zakazaną miłością? Bo jak widzę do tej pory autorka brnie w wymyślanie problemu tam, gdzie go po prostu nie ma. O ile poprzednim razem można uznać było ten zabieg podstępnym chwytem "marketingowym" dla rozgłosu, tak teraz jest to wręcz żenujące i słabe. Jednak do moich rozważań względem całej konstrukcji i zamysłu pani Maskame jeszcze wrócę, później...
Eden w końcu wybiera się do Nowego Jorku, gdzie czeka na nią Przyrodni/Przybrany brat - tutaj autorka zdecydowała się na termin "przybrany" (czyżby postęp? Nie cieszmy się...).
Jak pamiętamy poprzednie wydarzenia, dziewczyna związała się z przyjacielem swojego ukochanego, gdyż tak było po prostu lepiej (dla kogo? Chyba coś mi umknęło).
Podziwiam nastolatki, ogólnie ludzi, którzy kochając jedną osobę potrafią być z inną. Bo tak jest też dobrze. Cóż za potężne pokłady uczuć. Eden potrafi, ogólnie to taka super bohaterka i tak dalej, ale wracając do jej podróży. Lądujemy wraz z główną bohaterką w miejscu gdzie ma na nią czekać... no właśnie kto? Kim jest Tyler? Ukochanym, troskliwym braciszkiem, przyjacielem? Same zagadki, gdzie odpowiedzi?
Nasza cudowna para podróżuje po cudownych alejach, chodnikach, ulicach, parkach, ogląda Harrego Potter'a, chleje piwska i robią wiele wiele nic nie znaczących rzeczy, które zajmują większą część książki. Pomiędzy wszystkimi wydarzeniami Edzia zastanawia się czy Tylerowi dalej na niej zależy (nie zapominajmy,że ma chłopaka w Kalifornii), ale przecież może wiedzieć czy jemu na niej dalej... On mówi niewiele, ślizga się po temacie, który interesuje siostrunie, grają przed znajomymi rodzeństwo - bardzo, ale to bardzo nieudolnie.
Zakończę opis fabuły, której tak naprawdę nie ma. Bo bieganie ulicami Nowego Jorku, picie piwa czy przesiadywanie na dachu bez celu powinno być wątkiem pobocznym, tutaj odgrywa bardzo wielkie znacznie.Jaki poziom książki takie i jej wnętrzne...
Kiedy przeczytałam poprzednią książkę myślałam,że autorka się rozkręci, że to był tylko taki nudnawy wstęp rokujący na coś dobrego. Niestety, ku mojej ogromnej rozpaczy, wściekłości i oburzeniu było gorzej niż źle. Ta książka to dno. Nie boję się tego określenia. Poziom jest fatalny, w tym wytworze nie ma nic co mogłoby zainteresować. Styl jaki zaserwowała Maskame doprowadzał mnie do szału. Dosłownie. Bohaterzy nie mówili. Oni MRUCZELI - Niech mi ktoś wyjaśni czemu miało to służyć? Ani razu nie znalazłam określenia typu "Eden odpowiedziała, bądź odrzekła" Ona mruczała, On też. Wszyscy mruczeli. Czyżby byli kotami? Niespotykana rasa, na wyginięciu chyba.
Kolejna sprawa, ileż można męczyć temat z problemem ich relacji rodzinnych?? Między tym dwojgiem nie ma żadnego pokrewieństwa, świetle prawa i etyki mogą sobie wziąć ślub i mieć tuzin dzieci (albo kociaków). Jednak autorka uparła się przy wyimaginowanym skandalu, który musiała upchnąć, a na który nie miała żadnego pomysłu więc poczyniła coś, co jest żenadą. Nie można tego inaczej ująć, w dodatku naciągnęła do rangi dramatu, którego nie powstydziłby się sam Szekspir - To był żart oczywiście.
Nie umiem, nawet nie chcę doszukiwać się pozytywów w czytadle, które doprowadziło mnie do ataku nerwicy, najgorszy jest zmarnowany mój teraz okrojony wolny czas. Tego nie potrafię przeżyć. Nie dość, że się zdenerwowałam to jeszcze straciłam cenne godziny, które mogłam poświęcić na naprawdę porządną lekturę.
Pierwszy raz w życiu szczerze i od serca żałuję,że nie znam angielskiego bo bym napisała do autorki by się ogarnęła i zastanowiła czy pisanie jest tym co na pewno chce czynić w swoim życiu.
Czuję się rozczarowana, zdegustowana. W żadnym wypadku nie polecam, naprawdę stracony czas. Omijać szerokim łukiem. Jest wiele książek kategorii młodzieżowej naprawdę godnych uwagi. Dla mnie pani Estelle Maskame nie powinna pisać. Nie i koniec. Bo można pisać lekko, ale z pomysłem, powiewem świeżości. Tutaj jest po prostu beznadziejnie, miałam naprawdę pozytywne odczucia, nawet się ucieszyłam kiedy książka dotarła do mnie. W chwili obecnej żałuję,że dałam szansę serii DIMILY.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwu Feeria.