Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estelle Maskame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estelle Maskame. Pokaż wszystkie posty

marca 19, 2016

marca 19, 2016

Czy wspominałem,że Cię potrzebuję ?

Czy wspominałem,że Cię potrzebuję ?


" Druga część o miłości, która nie powinna się zdarzyć" 

Taki oto cytat możemy znaleźć na okładce drugiej części serii Dimily. Cały czas, a mianowicie od pierwszego tomu zastanawiałam się o co chodzi z zakazaną miłością? Bo jak widzę do tej pory autorka brnie w wymyślanie problemu tam, gdzie go po prostu nie ma. O ile poprzednim razem można uznać było ten zabieg podstępnym chwytem "marketingowym" dla rozgłosu, tak teraz jest to wręcz żenujące i słabe. Jednak do moich rozważań względem całej konstrukcji i zamysłu pani Maskame jeszcze wrócę, później...

Eden w końcu wybiera się do Nowego Jorku, gdzie czeka na nią Przyrodni/Przybrany brat - tutaj autorka zdecydowała się na termin "przybrany" (czyżby postęp? Nie cieszmy się...).
Jak pamiętamy poprzednie wydarzenia, dziewczyna związała się z przyjacielem swojego ukochanego, gdyż tak było po prostu lepiej (dla kogo? Chyba coś mi umknęło).
Podziwiam nastolatki, ogólnie ludzi, którzy kochając jedną osobę potrafią być z inną. Bo tak jest też dobrze. Cóż za potężne pokłady uczuć. Eden potrafi, ogólnie to taka super bohaterka i tak dalej, ale wracając do jej podróży.  Lądujemy wraz z główną bohaterką w miejscu gdzie ma na nią czekać... no właśnie kto? Kim jest Tyler? Ukochanym, troskliwym braciszkiem, przyjacielem? Same zagadki, gdzie odpowiedzi? 

Nasza cudowna para podróżuje po cudownych alejach, chodnikach, ulicach, parkach, ogląda Harrego Potter'a, chleje piwska i robią wiele wiele nic nie znaczących rzeczy, które zajmują większą część książki. Pomiędzy wszystkimi wydarzeniami Edzia zastanawia się czy Tylerowi dalej na niej zależy (nie zapominajmy,że ma chłopaka w Kalifornii), ale przecież może wiedzieć czy jemu na niej dalej... On mówi niewiele, ślizga się po temacie, który interesuje siostrunie, grają przed znajomymi rodzeństwo - bardzo, ale to bardzo nieudolnie.  

Zakończę opis fabuły, której tak naprawdę nie ma. Bo bieganie ulicami Nowego Jorku, picie piwa czy przesiadywanie na dachu bez celu powinno być wątkiem pobocznym, tutaj odgrywa bardzo wielkie znacznie.Jaki poziom książki takie i jej wnętrzne...
Kiedy przeczytałam poprzednią książkę myślałam,że autorka się rozkręci, że to był tylko taki nudnawy wstęp rokujący na coś dobrego. Niestety, ku mojej ogromnej rozpaczy, wściekłości i oburzeniu było gorzej niż źle. Ta książka to dno. Nie boję się tego określenia. Poziom jest fatalny, w tym wytworze nie ma nic co mogłoby zainteresować. Styl jaki zaserwowała Maskame doprowadzał mnie do szału. Dosłownie. Bohaterzy nie mówili. Oni MRUCZELI - Niech mi ktoś wyjaśni czemu miało to służyć? Ani razu nie znalazłam określenia typu "Eden odpowiedziała, bądź odrzekła"  Ona mruczała, On też. Wszyscy mruczeli. Czyżby byli kotami? Niespotykana rasa, na wyginięciu chyba. 
Kolejna sprawa, ileż można męczyć temat z problemem ich relacji rodzinnych?? Między tym dwojgiem nie ma żadnego pokrewieństwa, świetle prawa i etyki mogą sobie wziąć ślub i mieć tuzin dzieci (albo kociaków). Jednak autorka uparła się przy wyimaginowanym skandalu, który musiała upchnąć, a na który nie miała żadnego pomysłu więc poczyniła coś, co jest żenadą. Nie można tego inaczej ująć, w dodatku naciągnęła do rangi dramatu, którego nie powstydziłby się sam Szekspir - To był żart oczywiście. 
Nie umiem, nawet nie chcę doszukiwać się pozytywów w czytadle, które doprowadziło mnie do ataku nerwicy, najgorszy jest zmarnowany mój teraz okrojony wolny czas. Tego nie potrafię przeżyć. Nie dość, że się zdenerwowałam to jeszcze straciłam cenne godziny, które mogłam poświęcić na naprawdę porządną lekturę.  
Pierwszy raz w życiu szczerze i od serca żałuję,że nie znam angielskiego bo bym napisała do autorki by się ogarnęła i zastanowiła czy pisanie jest tym co na pewno chce czynić w swoim życiu.  
Czuję się rozczarowana, zdegustowana. W żadnym wypadku nie polecam, naprawdę stracony czas. Omijać szerokim łukiem. Jest wiele książek kategorii młodzieżowej naprawdę godnych uwagi. Dla mnie pani Estelle Maskame nie powinna pisać. Nie i koniec.  Bo można pisać lekko, ale z pomysłem, powiewem świeżości. Tutaj jest po prostu beznadziejnie, miałam naprawdę pozytywne odczucia, nawet się ucieszyłam kiedy książka dotarła do mnie. W chwili obecnej żałuję,że dałam szansę serii DIMILY.  

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwu Feeria. 

listopada 02, 2015

listopada 02, 2015

Czy wspominałam, że Cię kocham?

Czy wspominałam, że Cię kocham?

Bywają takie momenty, że potrzebuję lektury nieco mniej ambitnej, takiej do rozluźnienia i spędzenia przyjemnie czasu. Książka Estelle Maskame  wydawała się być idealna na spokojne popołudnie. Okładka niby nie porywająca, ale mnie niesamowicie przypadła do gustu. Taka iście "Amerykańska".
Bohaterami są nastolatki, więc chyba każdy wie czego fabuła będzie dotyczyła. W prawdzie obiecałam sobie, że ograniczę literaturę młodzieżową, ale coś mnie ciągnęło do tego właśnie tytułu... Czy moje odczucia okazały się pozytywne i jestem zadowolona z lektury? 

Rozwód, słowo samo w sobie nie napawa optymizmem. Dla stron zazwyczaj oznaczają ciężką przeprawę, jednak jeszcze gorzej kiedy uczestnikami rozpadu małżeństwa są dzieci. Eden od dawna rozstanie rodziców ma za sobą. Co nie oznacza, że rozumie postępowanie ojca i fakt, że ich opuścił. Nie tylko matkę, ale również własną córkę. Jednak kiedy dostaje zaproszenie na spędzenie całych wakacji w Kalifornii z mieszaniną uczuć przyjmuje ofertę. W pewnym sensie z ciekawości, ale i również chęci przeżycia czegoś nowego. W końcu jest nastolatką, deszczowe i ponure Portland nie jawi się zbyt kolorowo, co innego cudowne Santa Monica. Samą swoją nazwą zaprasza do odwiedzenia.

Samolot ląduje, dziewczyna oczekuje bagażu między czasie rozglądając się za dawno nie widzianym ojcem, nie ma pojęcia w jaki sposób powinna się z nim przywitać, jak zachowywać. Ogólnie cała sytuacja nagle zaczyna jawić się dość niezręcznie. Jednak jest już tutaj. I nie ma odwrotu. 
W domu ojca oczekuje na Eden, jego żona oraz przyrodni synowie chociaż ja osobiście nie rozumiem o co chodzi z tymi przyrodnimi, to synowie tylko Ellen, pokrewieństwa między nimi, a Eden nie ma żadnego. Chyba, że tylko formalnie na wzgląd ślubu rodziców. W każdym razie nasza bohaterka poznaje swoich całkiem nowych braci, to znaczy nie wszystkich. Brakuje najstarszego. Jak się okaże tego najbardziej kontrowersyjnego, ale i intrygującego.   
Tyler, pojawia się gdy impreza powitalna trwa w najlepsze, nie wiele obchodzi go przybycie córki męża swojej matki. Chłopak ma własne sprawy i zajmowanie nie swoim gościem nie szczególnie leży w jego zainteresowaniach. 

Dziewczyna w ciągu kilku minut wyrabia sobie odpowiednią opinię na temat najstarszego z braci, na szczęście rodzice wraz ze znajomymi znajdują sobie zajęcie przy grillu, więc może poudawać, że jest nieobecna. Po zapoznaniu z sąsiadką Rachel, dochodzi do wniosku, że może nie będzie aż tak strasznie.Te dwa miesiące jakoś przeminą.  
Z biegiem czasu Eden zapoznaje coraz większą ilość prawie rówieśników, których okres wakacji upływa na zakupach i imprezach. Niemalże wszędzie napotyka się na ukochanego Tylera, który to denerwuje to przyciąga. Sama już nie bardzo wie, które uczucia przeważają. Jedno jest pewne, ten typ faceta niestety nie może być obojętny. 
I tak z ogromnej wzajemnej niechęci oraz antypatii dochodzimy do chwili gdy w przysłowiowej "nienawiści do miłości jeden krok" dwoje nastolatków, "rodzeństwo" zakochuje się w sobie. I niby nic by nie było w tym niezwykłego gdyby nie fakt, że w oczach ludzi ich relacje mogą się wydać nieetyczne, rodzice nie będą zadowoleni z tego uczucia. Ogólnie same kłopoty.  W jaki sposób tych dwoje znajdzie rozwiązanie i czy w ogóle to uczucie ma racje bytu? 

Zanim książka trafiła w moje ręce, zanim rozpoczęłam czytanie z każdej strony docierały wieści jakaż jest wspaniała, że to po prostu wspaniała historia i ogólnie szał. Czy rzeczywiście? 
Przede wszystkim nie ujęłabym tej historii za fascynującą. Autorka postanowiła podjąć się tematyki wakacyjnej miłości z życia nastolatki. Oczywiście nie mogło zabraknąć tak zwanego trójkącika – niekoniecznie miłosnego, no ale jest wiadomy schemat On i One dwie.  Mamy wakacje, imprezy, utarczki z rodzicami no i masę alkoholu. 
Relacje między Eden a Tylerem są oczywiście niepoprawne. Chłopak jest typem cwaniaka, który ma wszystko w głęboki poważaniu, zwłaszcza zakazy narzucane przez rodziców. 
Eden mimo, że nie zna go, nie ma z nim nic wspólnego próbuje ingerować w poczynania braciszka. Dla mnie troszkę to było naciągane, nie znam chłopaka, ale jest w stosunku do mnie nastawiony na nie, więc wpycham się w jego życie żeby dowiedzieć dlaczego. Cóż, moje myślenie jest zupełnie odwrotne. Jeżeli ktoś ma mnie w poważaniu, to i ja się nie wprowadzam z buciorami do jego życia. Eden jednak ma rolę tej, która posiada jakiś tam zmysł i chce wiedzieć dlaczego Tyler jest taki, a nie inny. Jak widać każdy czarny charakter nosi maskę, trzeba ją tylko odkryć. Szkoda, że ja nigdy z czymś takim się nie spotkałam, jakże mało wiem o życiu. 
Nasza dziewczynka jest u ojca, z którym praktycznie nie utrzymuje kontaktu poza – dzień dobry i dobranoc. Tatuś zaprosił córcię i na tym się jego rola skończyła. Dlatego też nastolatka imprezuje, pije i robi wszystko to co normalne nastolatki. Chyba normalne.  I mnie to w żadnym razie nie przeszkadzało. Tylko kiedy autorka raczyła nic nie wnoszącymi dla czytelnika opisami conversów, jeszcze raz conversów, które nasza panienka kochała nad życie o czym ciągle przypominała, o tekście piosenki na nich – Naprawdę?   Było ponad moje siły, opisy butów, bluzki, tego jak siedzi, jaki ma smak kawa i innych bezsensów pojąć nie mogłam.  I tak mija nam pierwsza połowa książki. Nuda,nuda. Dziewczyna biega, chodzi na imprezy, które jej się nie podobają z ludźmi, których nie do końca lubi, po sklepach które też nie lubi i ogólnie robi wszystko czego nie lubi. Ma kompleksy, a jakże. Musi mieć. No i gdzieś między jednym pytaniem, a drugim do Tylera ( na które zresztą nie odpowiedział) zakochuje się. Tak, lubimy zakochiwać się w tych wrednych ignorantach.  
I chyba kiedy w końcu docieramy do miejsca gdzie ta dwójka coś tam do siebie czuje, można powiedzieć, że czytanie zaczyna robić się nawet przyjemne. Nie żeby owa miłość była piękna, cudowna i porywająca. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do tego i czytałam z lekkim zaciekawieniem tego, co autorka wymyśliła w związku z tym dwojgiem. Szczerze mówiąc polubiłam tą dwójkę, szkoda mi było, że ich relacje zostały tak trochę spłycone. Za dużo było opisywania spraw nie mających znaczenia, za mało analizy uczuć Eden i Tylera, rozwoju ich uczucia, nie poczułam nastroju. Jedna ze scen już zapowiadała dreszczyk emocji i nagle autorka chyba się rozmyśliła.  Szkoda. Ponieważ całość ma coś w sobie i mimo niedociągnięć, które momentami mnie drażniły to nie mogę powiedzieć, że książka jest zła. Mam ogromną nadzieje, że kolejna część okaże się jeszcze lepsza i Estelle Maskame podniesie poprzeczkę i naprawdę zaskoczy. Plusem jest szybkie czytanie, fabuła nie wymaga większego skupienia więc strony praktycznie same się przewracają.  Myślę, że ta seria może być ciekawa, a nawet zaskakująca, szczerze w to wierzę.

Za możliwość przeczytania chciałam podziękować wydawnictwu Feeria. 
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger