lutego 11, 2026

lutego 11, 2026

Ferie zimowe

Ferie zimowe

 


Jak wspomniałam w poprzednim poście, moje ferie zimowe nie do końca spełniają oczekiwania, jakie bym sobie życzyła. Bo pierwsze dni nauka, pisanie prac zaliczeniowych i cała reszta. Czyli nie do końca odpoczynek, poza tą różnicą, że nie trzeba się zrywać przed 5.00 rano. 

No więc czekał mnie wyjazd do Warszawy na egzaminy zerowe - spokojnie, sesja właściwa dopiero przede mną ;)) jak już skończę to moje "odpoczywanie".  Tak więc, pojechałam do Warszawy, o dziwo pociąg wystartował o czasie i można powiedzieć bez żadnych przygód dotarłam do ponurej, zamglonej  i zimnej stolicy.  Nie ukrywam, że ten wyjazd był obciążony moim mocnym spadkiem sił fizycznych, byłam więc świadoma, że na pewno  odczuję w konkretny sposób, ale cóż. Nie chciałam rezygnować. 




Tak się teraz dokumentuje, że w tej Warszawie to my się jednak uczymy, a nie tylko sobie biegamy tu i tam. Chociaż powiem Wam, że tym razem naszym jedynym szaleństwem było wyjście do arkadii, bo pogoda była tak obrzydliwa, niezachęcająca do chodzenia gdziekolwiek. Pobuszowałyśmy po sklepach, zjadłyśmy i hop na kwaterę odpoczywać. Ale! Cieszę się, że mimo paskudnego samopoczucia byłam, ponieważ pani od statystyki dużo mi objaśniła i dzięki temu, nie jestem już tak mocno przerażona. 

Jak widać - taka była atrakcja po zajęciach, kupiłam mojemu R słodyczki, co by osłodzić moje wyjazdy, podczas których samotnie zajmuje się całą czeredą wygłodniałych kotów ;))

Później przyszedł czas na powrót i moi kochani. Na tym moje Eldorado i fart się zakończył. Niewielkie bo niewielkie opóźnienie pociągu, było tylko wstępem do jakże "przyjemnej podróży. Kawałek za Warszawą okazało się, że nie działa ogrzewanie. I wiecie. Moja podróż trwa ponad 6 godzin. W zimnie, jest to wręcz dramat. A było zimno,  co najgorsze, z tego co powinno wiać ciepło, wiało zimno. Siedzenie w zimnym wagonie z przeciągiem. Cudnie. Poubieraliśmy się w kurtki i trzeba było jakoś trwać. Dobrze, że był Wars, więc najpierw poszłam na obiad. Później w akcie desperacji pobiegłam po kawę - której zazwyczaj nie piję, no i ciastko.  Zaraz pokażę serwowane posiłki, były całkiem przyzwoite, a ciastko bardzo mi smakowało. Może to przez zimno? ;)) 





W ogóle kiedyś, to pamiętam tę kawę i ciasteczko dawali na normalnej zastawie, a teraz tektura i plastik... jak mnie denerwuje ta cała ekologia, która mi niszczy doznania jedzeniowe. Nie znoszę jeść plastikiem z tektury. Dramat i koniec kropka. Podróż mimo wszystko była przyjemna za sprawą współtowarzyszy niedoli :) Bardzo wesoły mieliśmy przedział, żartowaliśmy, wspominaliśmy różne historyjki i jakoś zleciało. 


Tymczasem, ostatnie dni ferii spędzam sobie u mamusi, zabrałam ze sobą dzieci i radośnie  spacerujemy, korzystamy z odpoczynku..:) 



Tak wiem, to dziecko wygląda troszkę dorośle... ;)))) a to dopiero siódma klasa.  Ale, ale! Skoro jestem u mamusi,  oznacza jedno - normalny internet! Będę Was odwiedzała :) 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger