Końcem marca przychodzę z polecanką książki. Dziś będzie mocna historia, a wszystko co zostało opisane zostało oparte o prawdziwe wydarzenia. Na potrzeby formy książki imiona i nazwiska bohaterów zostały zmienione, ponieważ nie jest to typowy dokument. Mnie osobiście nie przeszkadzał taki zabieg. Jest sporo podkastów i innych publikacji ściśle odwzorowujące ludzi, miejsca i zdarzenia.
Nie przedłużając, przejdźmy do konkretów, a kto jeszcze nie poznał choćby zarysów tego morderstwa, może być pewny - tu nie było działania w afekcie. Nic nie było dziełem wypadku ani przypadku.
Jest grudzień 1976, mieszkańcy Zrębina zbierają się na pasterce w pobliskim kościele. Wśród nich jest młode Małżeństwo - Krystyna i Mieczysław, już niebawem mają zostać rodzicami. Wraz z nimi na mszy jest młodszy brat Krystyny - Stasiu. Chłopiec mimo zmęczenia, dzielnie uczestniczy w pasterce. Kiedy nagle do młodej kobiety, podchodzi "kuzynka" informując, że ojciec Krysi robi awanturę w domu i muszą jak najszybciej wracać.
Małżeństwo wraz z chłopcem pośpiesznie wychodzą z kościoła, kierują się do stojących niedaleko autobusów, które mają odwieźć uczestników pasterki do domu. Jednak gdy kobieta prosi kierowcę o podwiezienie, mówiąc jaka jest sytuacja, uzyskuje odpowiedź odmowną. Nie rozumiejąc okazanej niechęci decyduje się na powrót do domu pieszo. Jest zima, pada śnieg, mróz. Młoda kobieta w piąty miesiącu ciąży, wraz z mężem i bratem kieruje się do domu. Nie wie, że wyrok śmierci za chwile zostanie wypełniony.
Nie ma pojęcia, że za kilka minut będzie patrzyła jak znajomi jej ludzie potrącą, a później przejadą po głowie jej brata. A później roztrzaskają głowę męża potężnym kluczem. By wreszcie odebrać życie jej wraz z nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Wszystko w atmosferze Bożego Narodzenia, ciszy nocy i trzydziestu świadkach siedzących w autobusie. Ludziach, którzy siedzieli, słyszeli, niektórzy widzieli i nic nie zrobili.
Morderstwo, które odbyło się tamtej grudniowej nocy było okrutne i brutalne. Jednak jest to dopiero początek przerażającej prawdy. Ponieważ gdy zostaje ukazany motyw, cała sytuacja wydawałaby się wręcz absurdalna, gdyby nie świadomość, że Ci ludzie zostali zabici w tak bestialski sposób. Dodatkowo cała otoczka, budziła szok i niedowierzenia. Główny inicjator i morderca, który bardzo dokładnie i z premedytacją zaplanował kiedy, gdzie i w jaki sposób pozbawi życia młodych ludzi. Pokusił się o coś o wiele gorszego. Zmusił i zastraszył pasażerów autobusu do milczenia. Kazał każdemu składać przysięgę na krew i krzyż.
Dawno temu poznałam zaledwie zarys tej zbrodni, już wtedy wzbudziła we mnie wiele emocji. Gdy zupełnym przypadkiem zobaczyłam książkę opartą na tamtych wydarzeniach, bez chwili zastanowienia zdecydowałam się na przeczytanie.
Było, a może dalej jest, wiele rzeczy, które w tym wydarzeniu wzbudzają przerażenie. Nie tylko motyw, bo ten był wręcz kuriozalny. Tutaj niesamowicie jest przedstawione jak dążenie do władzy potrafi wypaczyć ludzkie odruchy i reakcje. Jednak najbardziej moją uwagę i reakcje wzbudzała zmowa milczenia. Tylu ludzi w autobusie, nikt nie tylko nie zareagował podczas popełniania zbrodni, ale nikt później nie miał problemu kłamać bez mrugnięcia okiem podczas pierwszego dochodzenia.
Tylko jedna osoba. Jeden chłopiec. Miał odwagę opowiedzieć prawdę. Znalazł się w pobliżu autobusu przypadkiem i widział większość makabrycznego obrazu.
Zdaje sobie sprawę, że można debatować nad postępowaniem ludzi w autobusie. Z jednej strony siedzieli zamknięci, bezbronni i przerażeni. Z drugiej - byli w większości. Było ich liczebnie więcej, co zwiększało ich szansę, przed oprawcami. Niemniej wtedy, w tamtej chwili nie zrobili nic. A później wrócili do swojego życia i ukrywali makabryczną prawdę. Nawet wtedy, gdy milicja podała do informacji publicznej, że stwierdzono morderstwo, a nie nieszczęśliwy wypadek jak to zgłoszono w pierwszej wersji.
Na koniec. Morderca, który przewodniczył wszystkiemu, do samego końca wypierał się swojej winy. Nie tylko nie okazał skruchy czy wyrzutów sumienia. On po prostu do końca, nie czuł swojej winy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz