Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria kwiatowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria kwiatowa. Pokaż wszystkie posty

listopada 16, 2014

listopada 16, 2014

Przystań Julii

Przystań Julii

 
 
Nadeszła pora kiedy kolejna seria została zakończona, tym razem kwiatowa. O kwiatach było sporo, szczerze się przyznam, że nic o nich nie przeczytałam, gdyż najnormalniej w świecie nie interesuje mnie ich pochodzenie, zajmowanie i tym podobne. Kwiaty są i jest dobrze, a jeżeli nie ma, to trudno.  Katarzyna Michalak jako, że od pewnego czasu prywatnie zajmuje się swym ogrodem, wiedze nabytą podczas jego zakładania postanowiła wykorzystać we wstępie do każdego rozdziału. Jak wspomniałam, dla mnie to były zbędne informacje, jednak wierzę, iż reszta czytelniczek chociaż rzuciła okiem.
Ostatnia, trzecia część tytułowo miała nawiązywać do Julii, i tak też chwilami było, gdyż nieprzerwanie od początku prym wiedzie Kamila, tak ta sama Kamila, której nie polubiłam, mimo dawania wielu szans, próbowania wczuć się w jej sytuację, położenie i ogólnie nawet przez moment starałam myśleć jak ona, ale nie. Ja taka nie jestem ,nie byłam i uchowaj Boże bym nigdy nie była. O ile w Gosi, oceniłam jej zachowanie łagodnie, tak tutaj.... jeszcze wrócę do jej postaci. Tymczasem wróćmy do początku.
Fabuła w ostatnim tomie dla mnie jest dość nie jasna, nie za bardzo zrozumiałam co miała w zamyśle autorka, ponieważ z jednej strony mamy rozpacz po śmierci Jakuba, kobiety nie potrafią się z tym pogodzić, zresztą nikt nie jest  w stanie pogodzić z uśmierceniem Jego, nawet ja sama. Łukasz jako nowy prezes wszystkiego czym zarządzał jego przyjaciel musi się dwoić i troić by dorobek życia nie poszedł na marne. Kamila siedzi i płacze, ale to nic nowego, ona ciągle płacze. Gosia też płacze.
Julia natomiast jedzie, do miejsca gdzie jak sądzi życie powinno samo się ułożyć.  Oczywiście musi zamieszkać w starym domku, o starym umeblowaniu, ponieważ skoro wieś to nie może być nic nowe, tylko stare. Na szczęście Julia nie ma nic przeciwko, wszak zamiana willi na taki dom jest dla niej niczym wielkim, standardem to one prawie wcale się nie różnią. Poza tym, że trzeba palić w piecu od centralnego, a do tego musi co jakiś czas podkładać (naprawdę?). Julia tego nie wiedziała, bo przecież ona od zawsze była panią na włościach, to nic, że pochodziła z biednej wiejskiej rodziny, tam pewnie w domu na wsi mieli elektryczne ogrzewanie i nie trzeba było podkładać.
Kobieta trafia do domu "Dorotki", nazwa ta wywodzi się od poprzedniej właścicielki, ciotki nowo przybyłej. Na szczęście Jula może liczyć na pomoc sąsiadów, a ściślej mówiąc jednego sąsiada Grzegorza, który jako jedyny naprawdę przypadł mi do gustu. Grześ ma pensjonat, taki typowy jaki można znaleźć jadąc na urlop w góry. Pomaga nieporadnej sąsiadce, gdy ta zapomina o podkładaniu do pieca. O piecu było naprawdę sporo, dlatego tak o nim pisze.
 
Tymczasem u Kamili i Gosi dzieje się,  ta pierwsza rozpacza, ale w przerwach przypomina sobie, że przyjaciółka jest w ciąży, więc koniecznie trzeba się nią opiekować, a dokładnie to nakarmić. Bo Gosia przestała jeść. jej się nie dziwię, zaawansowana ciąża, własne kalectwo i została sama. No ma jeszcze Kamilkę, która razem z nią siedzi i płacze. Na szczęście nasza najgłówniejsza postać serii opamiętuje się, i dochodzi do niej, że ciężarna wygląda źle, bardzo źle. Zaczyna więc działać. ale...
Tymczasem Łukasz otrzymuje tajemniczy list, o jego treści dowiadujemy się późno, zaś kiedy już się dowiadujemy to nie wiemy czy to jest prawda czy może kiepski żart. Jednak Łukaszowi do śmiechu nie jest, sprawa wygląda tragicznie, jest w patowej sytuacji a na dodatek ukochana co chwilę odstawia sceny zazdrości. Ponieważ kiedy mężczyzna się nie odzywa, a już tym bardziej kiedy odrzuca połączenie, oznacza kochankę. Biedny Łukasz o innych kobietach nie myśli, nie może choćby nawet chciał. Kiedy brat wysnuwa nierealne, ale jednak podejrzenie, jego świat na chwilę się zatrzymuje.
Gdzieś tam daleko w górach Julia prowadzi rozmowy z kotem, rozpamiętuje przeszłość, nawet wpada na szalony pomysł, który później zaczyna się realizować. Życie na wsi przestaje wydawać się takie złe, zwłaszcza gdy jest łącze z internetem, komórka ma nawet zasięg i może zadzwonić do przyjaciółek z ulicy leśnych dzwonków.
 
Byłam bardzo ciekawa jaka będzie Julia, czy się rozczarowałam? Nie mogę tego napisać. Przyzwyczaiłam się, że mogę spodziewać wszystkiego. Zostało oszczędzone wiele żyć, aż naprawdę byłam zdziwiona, po Gosi byłam przygotowana na armagedon, ale nie. Nasze trzy przyjaciółki mnie nie poruszyły w żaden możliwy sposób. Do Kamili płaczu, histerii, ataków złości zdążyłam się przyzwyczaić, widać są kobiety, które inaczej nie potrafią reagować. Gosia jak to Gosia,  wycofana bliska obłędu kobietka, której los nie oszczędził. Myślę, że chyba jej właśnie postać można było polubić, owszem potrafiła rozpaczać, popaść w swój "obłęd", ale tak naprawdę była sama, bez oparcia, gdyż płaczące koleżanki to nie jest podpora.  Z Julią nie potrafiłam się ani zidentyfikować, ani jej polubić, byłam mi obojętna mimo, że właśnie dla niej była poświęcona książka. Polubiłam Grzesia, bardzo pozytywna i pełna ciepła postać.  Sprawa z bohaterką wiodącą toczyła się wolnym spokojnym torem będąc uzupełnieniem do perypetii życiowych Kamili i Łukasza z Gosią w tle. Na polu Kamila i Łukasz dzieją się niestworzone rzeczy, ktoś nawet pokusił się o porównanie do telenoweli Brazylijskiej i niestety muszę się z nim zgodzić. Nie mogę napisać, że książka mnie znudziła, albo nie podobała się. Przeczytałam i nie poczułam nic. Ani żalu, że to już koniec, ani radości, że na szczęście koniec. 
Jedno do czego muszę, ale to muszę się przyczepić, po konsultacji z kilkoma osobami. Nie możliwe jest by kobieta, na godzinę po cesarskim cięciu trzymała w ramionach dziecko, z pewnością może mieć na to ochotę, ale nie godzinę po takiej operacji.  Chyba, że nie jest istotą z tego świata.
Mam mieszane uczucia, na pewno nie napisze, że tego nie można przeczytać, ale też nie porwało mnie. Miałam nadzieje, że będą zagadki, ale nie wzorowane na "Modzie na sukces" gdzie bohaterowie zmartwychwstają, albo są wstanie przeżyć wypadki śmiertelne. Tylko normalne, typowo życiowe. no niestety nie stało się tak. 
W moich odczuciach Przystań Julii wypada gorzej od poprzedniczki, ale lepiej od Ogrodu Kamili .
Z pewnością nie oceniłabym jej na maximum, gdyż to by było krzywdzące dla naprawdę dobrej literatury. Czytadło na jeden, góra dwa wieczory, dla oderwania od rzeczywistości. Dodatkowym plusem podbijającym ocenę jest piękna okładka, prezentuje się ślicznie i to jest wielki atut książki.
 
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak literanova.
 
 

maja 08, 2014

maja 08, 2014

Zacisze Gosi

Zacisze Gosi

Wracamy na ulicę leśnych dzwonków, do dwóch bohaterek Kamili i Gosi, mieszkających ze sobą po sąsiedzku. Jako,że ta część winna dotyczyć Gosi czekałam na fabułę z jej osobą w roli głównej, jednak jakież było moje zdziwienie gdy Gosi w Gosi było tyle co nic, ale zacznijmy od początku...

Po nieudanej konfrontacji z Ogrodem Kamili z pewną rezerwą podchodziłam do Gosi, bo jakby nie było człowiek mając na koncie rozczarowanie książką długo wyczekiwaną nie wie co ma myśleć gdy ukazuje się kolejna z serii. Zaczynamy w momencie gdy Kamila próbuje się dowiedzieć co stało się z Łukaszem, który w poprzedniej części uległ wypadkowi, czego biedna nie mogła wiedzieć, a o czym dosyć brutalnie poinformuje przyszły "teść", okazuje się,że z ukochanym nie jest tak dobrze, mało tego słowa lekarza są wręcz druzgocące. Żeby było trudniej matka ukochanego ciska gromami na widok TEJ,  którą uznała za winną całemu wypadkowi. I tak Kamila chce być przy Łukaszu, ale znowu On jej nie chce, bo przecież jest już kaleką, kto zechce kalekę? Jeżeli już to z litości, a tej nikt nie chce. Wszyscy są niedobrzy, z nikim nie chce rozmawiać. Kamilka nie wie co może zrobić, gdy nagle zapala się w jej głowie maleńka żaróweczka, zadzwoni do... Jakuba, co się tyczy tego mężczyzny to autorka zaserwowała nie małe atrakcje, niestety nie mogę zdradzić jakich bo odbierze to radość z odkrywania tajemnic rodzinnych jak się okaże. Kamila dzwoni do Jakuba by ten mający miliony na koncie zrobił coś, co? Załatwił lepszych lekarzy, lepszych znaczy się droższych i oczywiście nie w Polsce. Szwajcaria tak dumnie się prezentuje, więc po kilku tygodniach nasz Łukasz pakuje walizeczki i rusza wynajętym, a jakże mamy miliony, mamy helikopter, stać nas. Polecieli zaczęli się leczyć, to znaczy Łukasz,Jakub zaś był jako towarzysz niedoli przyjaciela oraz nadzorca wydatków. 
Między czasie zaczyna się coś dziać u Gosi, w końcu o niej jest książka. Do drzwi zmaltretowanej psychicznie kobiety w środku nocy dzwoni niespodziewany gość, kto to dopiero będzie niespodzianka. Gość ten nie będzie w prawdzie mile widziany, niestety nasza bohaterka mając silną traumę nie będzie w stanie się go pozbyć, tak oto stanie się ofiarą we własnym domu. Zacznie coś iskrzyć między nią a jej wybawcą z metra, jak pamiętamy kobieta była bliska śmierci po ataku terrorystycznym w Londynie.Przeżyła tylko dlatego,że miałam przy sobie mężczyznę trzymającą za rękę i dodającego otuchy. Gosia zlękniona obawiająca się własnego cienia postanowi zawalczyć o samą siebie, nie sama rzecz jasna. Będą przy niej przyjaciele i ktoś jeszcze. Żeby nie było łatwo przez chwilę zrobi się groźnie, ale to będzie tylko jedna chwila. 
Wracając do Kamili, bo książka praktycznie jest o niej z dodatkiem Gosi, miota się biedna dziewczyna, nie wiedząc jak poradzić z firmą, rozłąką z Łukaszem oraz pomocą dla przyjaciółki. 

Jak wspomniałam na początku do książki miałam lekki dystans, mimo wszystko chciałam przeczytać, zaczęłam serię, dalej lubię pióro Michalak, chociaż ostatnimi czasy zaczęłam odczuwać pewne zgrzyty, ale staram się nie zrażać i czytać wiernie lecz nie zachwalać przesadnie  jeżeli się nie należy.  
Zacisze Gosi przede wszystkim pięknie się prezentuje, wiecie jak lubię książki wydane elegancko z precyzją, i tak właśnie została oprawiona Gosia. Natomiast co się tyczy fabuły... było lepiej dużo lepiej. Wprawdzie jak wiele razy napisałam nie odczułam by ta seria opowiadała o tytułowej postaci, to nie mogę zarzucić czegoś złego. Książka wciągała dobrze czytała, praktycznie w kilka godzin miałam za sobą.  Jest mi szkoda,że autorka nie postanowiła pisać mniej więcej tak jak to było w przypadku serii z kokardką, gdzie każda kolejna pozycja opowiadała o tej konkretnej kobiecie, zaś reszta przyjaciółek stanowiło tło całości. W tym przypadku w moim mniemaniu Gosia była mówiąc kolokwialnie zapychaczem, kiedy kończył się mocno rozbudowany wątek Kamili na plan wysuwała się ta druga... Szkoda, bo miałam ochotę poczuć Gosię, jej odczucia, nią samą wczuć w tą postać. Zabrakło mi tylu informacji na jej temat, uważam,że została potraktowana po macoszemu.  Wszystko kręciło się wokół Kamili, jej rozterek, radości. 
No dobrze, ponarzekałam sobie troszkę, teraz przejdę do reszty. Zacisze Gosi  jest naprawdę ciekawe, o wiele lepsze od pierwszej części, tutaj Michalak pokazała jak potrafi namieszać w życiu swoich bohaterów, nieoczekiwanych zwrotów akcji nie brakuje już od pierwszych stron, o czym każdy się przekona czytając już pierwsze rozdziały. Jedynie co to ten brak Gosi za bardzo razi i z tego co zauważyłam nie tylko mnie, ale pomijając ten fakt. Dzieje się i to sporo, chwilami można mieć wrażenie,że sprawy są troszkę podkolorowane, ale to jest książka, tutaj wszystko jest możliwe i niech tak pozostanie.
Podsumowując, o ile po Ogrodzie Kamili  miałam ochotę walić głową w ścianę tak teraz po TAKIM zakończeniu jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa co się wydarzy u Julii, mam ogromną nadzieje,że Michalak nie zrobi mi tego samego co było w serii z kokardką, gdy po wspaniałej Adeli, wręcz przytupywałam w oczekiwaniu na Lidzię, a gdy przeczytałam chciało mi się płakać, dlaczego?! Dlaczego tak dobrze zapowiadająca się ostatnia część została zepsuta. Dlatego też nie będę przytupywała, poczekam po cichutku z maleńką nadzieją na dobrze zakończoną serię. 
Jeżeli macie za sobą pierwszy tom czym prędzej sięgajcie po Gosię, ja musiałam sobie ponarzekać, ale jestem pewna, nikt nie będzie rozczarowany, Emocje były a to chyba jest najważniejsze.


  PREMIERA - 21.05 2014r.







Książka bierze udział w wyzwaniu -  "Polacy nie gęsi".

listopada 08, 2013

listopada 08, 2013

Ogród Kamili

Ogród Kamili


Doprawdy nie wiem od czego zacząć, tak książka jest tak strasznie denna,że aż mi brakuje do niej słów.Miałabym ochotę napisać, ludzie nie wydawajcie pieniędzy na nią, ale... nie moje portfele więc róbcie co chcecie,może ludzie jednak lubią czytać masło maślane? 

Zacznijmy od bohaterki żyjącej to znaczy trwające w swej depresji i Bóg wie czym jeszcze, bo osiem lat temu jej serce zostało złamane.No jakie to straszne. Żeby było ciekawiej nasza Kamilcia nie zachowuje się jak kobieta w miarę dumna. Nie, nie ależ skąd, ona musi być desperatką. Wysyła listy, kiedy się okazuje,że wracają nie otwarte.. TADAM! wysyła e-maile, ale skąd ma adres? Hmnn może został jej wytatuowany na udzie? Przez całą książkę zachodziłam w głowe gdzie go znalazła, odpowiedzi oczywiście nie otrzymałam, Listy były kierowane do niego, podłego drania. Złamał jej serce, uciekł sobie i w dodatku śmie nie odpisywać. A ona tak ładnie się do niego zwracała Dear... Boże jak żyję nie czytałam czegoś bardziej żałosnego! Ja wiem już są zachwyty, ale powiedzcie mi nad czym??? Przecież bohaterka jest tak infantylna i beznadziejna,że mnie ciągle w głowie pojawiało się pytanie, dlaczego?? Nie mogła być normalna? A nie jakaś  gąska przepraszająca za to,że żyje. Szkoda,że nie zaczęła prosić o zgodę czy może oddychać....
Co najśmieszniejsze, ja rozumiem. Nastolatka ma prawo zachowywać się dziwnie, ale z wiekiem chyba powinno się dorośleć. Niestety nasza Kamilka zatrzymała się w wieku 16-tu lat. Zdawała relacje w listach facetowi, którego nienawidziła, z tego co robi... Ludzie kochani trzymajcie mnie. 
Mieszkało sobie to nasze gąsiątko z cioteczką, bo zostało sierotką życiową i emocjonalną. Cioteczka pilnie jej strzegła przed złym i podłym Jakubem. 

A Jakub był cały czas, nawet łaskawie czytał wiadomości, aż pewnego dnia po tych ośmiu latach postanowił coś zrobić. Powiem wam,że facet miał gest przebił Miłosza z Warszawy ! Mnie troszkę żałość chwytała,że żaden z moich niedoszłych ukochanych nie jest tak majętny, bo może i któremuś z nich wysłałabym żałosną wiadomość, a oni w przypływie wyrzutów sumienia zafundowali by mi to i owo, oczywiście pod moją niewiedzę żeby nie było. Normalnie tylko w książkach Michalak faceci szastają kasą na prawo i lewo z powodu wyrzutów sumienia. Może to jakieś niespełnione marzenie albo co? Nie będę wnikała, ale na prawdę nie można było stworzyć ciekawszego? No na prawdę tak trudno? 
Zapomniałabym o Łukaszu, jego czepiała się nie będę bo chłopak miał jaką miał rolę, nawet się mi ona spodobała, wątki z nimi w miarę dało się czytać. 
Oczywiście autorka musiała wmieszać jakieś histerie bo od tego by się nie obyło, co to za książka gdzie ktoś nie urządza scen zazdrości, tutaj padło na mamusię, której się coś nagle odmieniło. Pewnie gdyby nie fakt,że zmierzałam ku końcowi zaczęłabym się obawiać czy nie zaplanuje jakiego zamachu. Na szczęście nadszedł długo wyczekiwany koniec.O nim to nawet nie będę pisała.

Siedzę patrzę na książkę i nie rozumiem, jak można napisać coś takiego i być z siebie dumnym. Przecież fabuły to tam nie ma, Kamila albo ryczy, albo wsiada do pociągu i zaraz zawraca. Siedzi w kwiatkach i rozpacza. Za chwilę przeprasza i znowu płacze, w przerwie nienawidzi i kocha, ale to też nie wiadomo z przewagą czego Tej osoby po prostu nie można było polubić, większej książkowej mamei jak żyję nie spotkałam.Całą sytuację ratowała postać Łukasza, na prawdę fajnie się o nim czytało i szczerze jemu kibicowałam w poczynaniach, chociaż nie rozumiałam, a na prawdę starałam się zrozumieć co go w niej urzekło. Może ja powinnam zacząć się przewracać na prostej drodze, chodzić z łzawym spojrzeniem, a super meny padną mi do stóp? Może to w tym tkwi cała tajemnica? Moi drodzy od jutra zaczynam chodzić jak cielątko bez opiekuna. 
Oczywiście sprawę tego czy przeczytacie pozostawiam wam. Zmordowałam tę książkę, czas straciłam i tylko tyle. Chyba przestanę czytać kolejne pozycje spod pióra Pani Michalak, bo jej poziom jak dla mnie spada, ale cóż. Skoro się idzie na ilość nie na jakość to tak jest. 




Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger