Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczny. Pokaż wszystkie posty

maja 26, 2019

maja 26, 2019

Rektorski Czek

Rektorski Czek


Ta książka od razu mnie do siebie przekonała, zanim jeszcze trafiła w moje ręce. Nie wiem, ale miała w sobie zapowiedź naprawdę ciekawej i zajmującej lektury. I kiedy w końcu usiadłam do czytania, okazało się, że miałam racje. Zacznę jednak od początku. Bo chociaż na okładce napisane jest — romans kryminalny, to tego romansu, ku mojej radości było nie za wiele. Dlatego też nie do końca rozumiem, dlaczego taka kategoria widnieje na okładce. W każdym razie książka przeczytana, teraz napiszę o moich wrażeniach.

Akcja toczy się dwutorowo, zaczynamy od zapisków z przeszłości pewnego człowieka, który przed śmiercią, chce opowiedzieć historię kilku bardzo ważnych osób. Sto lat później, te notatki będą miały bardzo wielką wartość. Na razie, ów człowiek, prowadzi w pewnym sensie spowiedź z całego swojego życia.

Następnie przenosimy się do czasów współczesnych, poznajemy Karolinę, pracownicę archiwum. Wraz ze swoim mężem mieszkają w bardzo starej kamienicy, przez przypadek, kobieta znajduje nieprzytomną sąsiadkę, starszą panią. Może nie do końca jest to przypadek, po prostu Karolinę zaciekawiły niedomknięte drzwi mieszkania, weszła i jej oczom ukazał się dosyć nieprzyjemny widok. Gdy wezwała odpowiednie służby, postanowiła odwiedzić chorą w szpitalu, by oddać klucze. Na jednej wizycie się nie skończyło, bo dosyć osobliwa staruszka, okrutnie drażniąca, miała coś, co fascynowało archiwistkę. Mianowicie, stare i bardzo cenne zapiski. Przetrzymywane w sposób, który przyprawiał o dreszcze, osobę zajmującą się cennymi dokumentami.

Od chwili kiedy Karolina poznaje leciwą sąsiadkę, w jej życiu zachodzi wiele zmian. Zaczyna odkrywać tajemnice sprzed wieku, a ta wciąga i zajmuje każdą myśl. I chyba przez to całe zamieszanie, umyka kobiecie coś bardzo istotnego.

Nagle zaczynają pojawiać się dziwni ludzie, ona sama pada ofiarą napaści, później jest świadkiem tragicznej śmierci. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Wszystko ma powiązanie ze starym mieszkaniem i jego właścicielką. Jaką tajemnice kryje stuletnie mieszkanie i jego właścicielka?

Jak napisałam na początku, nie do końca rozumiem tego romansu. Cóż, będę się tego czepiała. Romansu tam tyle, co kot napłakał, owszem są jakieś wyskoki na polu damsko-męskim, ale żeby od razu podpiąć pod kategorie romansu? Nie bardzo mi pasuje. W każdym razie uważam, że jest to atut. Bo zagadka dokumentów i treści zapisków, wciągały z każdą kolejną stroną.

Przede wszystkim, człowiek, który postanowił spisać swoje wspomnienia, był bliskim sługą słynnego lekarza, Rektora Uniwersytetu w Poznaniu. Człowieka niezwykle cenionego i poważanego. Te zapiski były niezwykle ciekawe. A wydarzenia, które miały miejsce przeszło sto lat temu, robiły wrażenie. Także chyba ta część książki, była dla mnie najbardziej interesująca.

Oczywiście, ciekawe były zadania, jakie otrzymywała Karolina od swojej upierdliwej sąsiadki. Obie kobiety miały w sobie coś drażniącego, chociaż staruszka, później, kilka razy wprowadziła mnie w rozbawienie.

Pani Joanna Jodełka, bardzo ciekawie połączyła przeszłość z teraźniejszością, wplatając w wydarzenia postaci, które, kiedy wniosły wkład w założenie Uniwersytetu. Ja cały czas będę się upierała, że to notatki historyczne zrobiły najwięcej dobrego dla książki, ale wątek kryminalny był świetnie i naprawdę ciekawie skonstruowany. W życiu nie domyślałam się, kim jest brodaty mężczyzna z samochodu, ale chyba właśnie o to chodziło. By do końca nie wiedzieć.

Czytałam książkę zainteresowaniem od początku do końca, nie było nawet chwili, bym poczuła znużenie, czy niechęć. Jak już zaczęłam, tak musiałam skończyć. Tylko nie dajcie się zwieść temu romansowi, bo tego akurat jest mało, za to kryminał w sam raz. Na całe moje szczęście. Polecam.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.


lipca 02, 2018

lipca 02, 2018

Iskra. Drogi do wolności

Iskra. Drogi do wolności


Chyba każdy, kto mnie już tutaj na blogu poznał, wie jak bardzo, lubię książki z tłem historycznym. Tym bardziej się raduje, kiedy zapowiadają się cykle. Dlatego, gdy tylko przeczytałam zapowiedź Iskry, nie musiałam długo się zastanawiać. Od razu wiedziałam, że książkę muszę przeczytać i nawet przez chwilę, nie odczułam wątpliwości, czy też lęku przed rozczarowaniem.

Nie przeszkadzał mi też fakt, że jest to debiut autora, gdzieś w środku, czułam, że będzie dobrze, ale czy tak było, napiszę za chwilę.


Jest lato 1914 roku. Polski nie ma na mapach, została podzielona przez zaborców. I niby żyje się spokojnie, niby wszystko jest dobrze. Jednak nie do końca. Żyć niby u siebie, a jednak nie do końca. I wielu czeka, czeka by, w końcu Polska była Polską.

Rodzinę Biernackich stanowią kobiety, ale to jedna z nich wierzy całym sercem, że doczeka wolności. Nadejdzie dzień, gdy niewola się zakończy. I chociaż kajdany są niewidoczne, uwierają bardzo mocno.

Tymczasem z wakacji w Lanckoronie, wracają najmłodsze siostry Biernackie wraz z matką. Dla każdej powrót oznacza co innego. Dziewczęta oczekują kolejnych rozrywek, dla Anny, żony i synowej, dom nie jawi się zbyt wesoło. Teściowa wraz ze szwagierką, jawnie okazują niechęć, tej, która weszła wiele lat temu do ich rodziny. I mimo starań, nie potrafiła wyłuskać od tych dwóch kobiet, odrobiny sympatii. Nieliczne wyjazdy na letnisko, były wytchnieniem i momentami, kiedy mogła poczuć się swobodnie.

Każda z tych trzech kobiet, skrywa własne tajemnice i niespełnione pragnienia. I, mimo że wydaje się, jak bardzo mają podobne problemy, nie potrafiły znaleźć drzwi, które by otworzyły się na siebie nawzajem.


Najmłodsze, bliźniaczki, pewnego słonecznego dnia, spotykają na spacerze Austriackiego awiatora, Lala, najbardziej szalona i ekspresyjna z rodzeństwa, nie może zapomnieć mężczyzny, z którym przez chwilę przecięła swoją drogę. Nie ma nawet pojęcia, że nie tylko ona będzie wspominała ten piękny słoneczny dzień.

Ludwig zupełnym przypadkiem musiał wylądować w Krakowie, jego celem było zupełne inne miasto. Z niebem jednak się nie dyskutuje, sam fakt, że odważył się igrać z naturą, był sporym ryzykiem. A on, jeszcze nie chciał spotkać z ukochaną matką, jeszcze coś go trzymało między ziemią a niebem. Coś albo ktoś, chociaż ta historia wcale nie wygląda tak, jakby się mogło z góry spodziewać.


Widmo wojny jest coraz bardziej realne. Ludzie na początku słuchają tych informacji, jako dodatku do życia. W końcu jednak następuje dzień, gdy wojsko zaczyna powoływać mężczyzn. I bańka unosząca nad wieloma rodzinami, pęka. Chociaż walki toczą się gdzieś w oddali, nie w samym Krakowie, to skutki bitwy mają wpływ na wszystko.

Wraz z wybuchem wojny, zostaje zburzony spokój rodziny Biernackich, ale jedno z drugim niewiele ma wspólnego. Ot po prostu życie wybrało sobie właśnie ten moment, na pokazanie, że w jednej chwili może spaść wiele nieszczęść.

Walka o niepodległość przeplata się z rodzinnymi zawirowaniami. Wojna zmienia wszystko i wszystkich. Beztroska nagle znika. I tylko pozostaje pytanie, jaki wpływ mogą nieść za sobą przypadkowe spotkania i zaległe tajemnice, które miały nie ujrzeć światła dziennego?


Znacie to uczucie, kiedy rozpoczynacie książkę i fabuła nagle porywa do środka, jesteście w centrum opisywanych wydarzeń. I macie wrażenie, że po prostu uczestniczycie w życiu tych ludzi, z którymi w danej chwili przyszło Wam poznać? Ja właśnie tak miałam, kiedy czytałam Iskrę. I nie boję się stwierdzić, że kocham ten stan. Gdy fabuła jest tak cudownie prowadzona, łapie mnie całą i porywa do innego wymiaru. A ja przez te kilka godzin, po prostu tam jestem. I nic innego nie ma znaczenia.

Chodziłam ulicami starego Krakowa, mieszkałam u Biernackich, przyglądałam każdej kobiecie, ale i mężczyznom, którzy pojawili się w ich życiu
. I tak szczerze, nie umiem powiedzieć, która z pań skradła moją sympatię, ponieważ te kobiety, były na swój sposób wyjątkowe. Trudno było ocenić, bo gdy poznało się ich historie, pierwsze wrażenie, czasem negatywne, przestawało mieć znaczenie.

Podobnie z mężczyznami. Chociaż, no ja mam tutaj swojego faworyta. I nie wiem, jak teraz wytrzymać ten czas, do kolejnej części. By ponownie spotkać z nimi wszystkimi. Nie oszukujmy się, z nim przede wszystkim.

Uprzedzę lojalnie, nie ma tutaj, jakiś ckliwych i płomiennych romansów. Chyba właśnie tym, tak szczególnie ujęła mnie ta opowieść. Nie będę również ukrywała, że styl Pana Krzemińskiego mnie uwiódł. Jestem wręcz oczarowana. Wspaniale się czytało. I nie bardzo rozumiem, wypowiedź jednego z czytelników, że przeszkadzały przeskoki. Przepraszam bardzo, jak się chce czytać jednym ciągiem, to proszę sięgnąć po bajkę dla dzieci.

Iskra naprawdę rozpala iskrę, która przemienia się w płomień i nie gasi go aż do samego końca. A nawet kiedy już do niego docieramy, nasuwa się myśl, że ta iskra w nas pozostaje. I każe czekać do następnej części. Ja przepadłam. Nie mam pojęcia, jak wytrzymam do premiery kolejnej książki. To będą bardzo długie wakacje.

Mam wrażenie, że co bym nie napisała. I tak będzie niewystarczające, by oddać mój zachwyt nad tą książką. Ja po prostu się zakochałam. Z tego wszystkiego przeczytam chyba jeszcze raz.

A Wam, jeśli nie jesteście zdecydowani, powiem jedno — czytajcie! Koniecznie, bo Iskra według mnie, jest pretendentką do najlepszej książki roku. Tylko jest mi smutno, że tak mało się o niej mówi, pokazuje. Dlaczego piękne książki, muszą być w cieniu tych szmirowatych padlin. Serce mnie boli.

Mam ogromną nadzieję, że mimo braku rozdmuchanych reklam (brak gadżetów swoje niestety zrobił) Iskra wysunie się do czołówki. I jeszcze o niej publiczność usłyszy, a ja wtedy powiem — A nie mówiłam.

Czytajcie, naprawdę warto. Jest to piękna książka i w dodatku bardzo pięknie napisana. Nigdy nie czytałam, aż tak dobrego debiutu.
Panie Stanisławie, jestem Pana ogromną fanką, podbić moje czarne serduszko, nie jest łatwo.

sierpnia 06, 2017

sierpnia 06, 2017

Moja Lady Jane

Moja Lady Jane



Książki o tematyce historycznej lubię bardzo, chociaż jak wiadomo, nie zawsze ma się Ten moment, na lekturę zajmującą o odległej epoce. Tym razem jednak, w moje ręce trafił tytuł, który owszem nawiązywał do przeszłości, ale... Autorki sprawiły, że to, co wyszło w finalnie, okazało się bardzo interesującą lekturą.

Byłam niesamowicie ciekawa, jak trzy kobiety ukażą prawdziwe wydarzenia połączone z fikcją, którą jak się okazuje, wcale sobie i nam czytelnikom, nie pożałowały. Jakież więc są moje wrażenia po przeczytaniu ostatniej strony? O tym już za chwilę.

Znajdujemy się w posiadłości młodego króla Edwarda, który to już na samym początku swego władania, dowiaduje się, że oto jego młode życie zmierza ku niechybnemu końcowi. Choroba, którą podstępnie trawiła organizm, właśnie zaczęła okazywać się w całej i niestety brutalnej okazałości. Czasu jest więc mało, co za tym idzie, należy przemyśleć sprawy państwowe. Tak, niestety król nie mógł umierać sobie ot tak, w spokoju. Trzeba było zająć się przyszłością ludu.  To też i doradcy, rzekomo zaufani. Snują plany, jakie wyjście z tej smutnej sytuacji będzie najkorzystniejsze.

I tu pada propozycja ożenku kuzynki króla - Lady Jane z synem jednego z najwierniejszych doradców - Giffordem. Oboje nie mają pojęcia, jaki los się im szykuje.  Król związany ze swoją kuzynką, chce, by najbliższa mu osoba została oddana dobremu i prawemu mężczyźnie. Co się tyczy tatusia przyszłego oblubieńca... Ten ma nieco innego pobudki, ale o tym będzie później.
Młodziutka Jane, nieco nieogarnięty w sprawach z niewiastami Gifford. Mają się poznać w dniu własnego ślubu. Ich małżeństwo ma być dla dobra kraju, najlepszym wyjście. Żadne z nich - nawet sam król. Nie mają pojęcia, że padają paskudnej intrydze... Jak więc zakończy się ta opowieść?

Chyba większość wie, z historii, jak długo Jane Grey piastowała swoje stanowisko. Jeśli ktoś nie wie, proszę szybko nadrobić braki. Pytanie, jak zakończyły tę właśnie historię autorki?

Mój opis wydaje się niezbyt zachęcający. Otóż celo w ten sposób napisałam. Książka od samego początku jest pisana bardzo swobodnie, co za tym idzie, nasze dworskie klimaty nie przytłaczają. I wszystko kojarzące się z odległymi epokami, tutaj jest ukazane bardzo, ale to bardzo lekko. Rzekłabym, że można chwilowo się pogubić, o jakich latach jest mowa, co jest oczywiście plusem.

No i jeszcze jedno. Chyba najważniejsze, autorki poszły nie tylko w swobodniejszy wydźwięk tejże historii. Ba, one ją bardzo ciekawie ukazały, wplatając w wątki magiczne. Dlatego proszę się nie zdziwić, gdy nagle mysz zamieni się w człowieka. Tak, tutaj możemy spodziewa się wszystkiego.

Byłam ciekawa czy taki sposób przypadnie mi do gustu. Bo i forma nieco inna, niż te, do których przywykłam. W dodatku wiedza, że całość została napisana w nieco weselszym tonie. No i kiedy w końcu zasiadłam do czytania... Tak przepadłam. Książka czyta się sama. Jest humor, jest tło historyczne, na którym opiera się całość. A elementy fantastyki zostały tak zgrabnie wplecione, że po prostu byłam skłonna uwierzyć, że działy się naprawdę. Wielkie brawo, jestem pod wrażeniem. Zawsze istnieje ryzyko, że całość wyjdzie sztucznie, nie będzie wiarygodnie przemawiało, a tutaj po prostu nie czuło się, kiedy z prawdy wchodziło w świat wymyślony.

Mam maleńkie zastrzeżenia, jeśli chodzi o zakończenie. Chyba spodziewałam się czegoś innego. Po wszystkich rewolucjach miałam nadzieje, że będzie bum, a niestety tego nie otrzymałam.

Mimo wszystko, książkę naprawdę warto przeczytać, ponieważ jest genialną lekturą na letnie popołudnia, deszczowe wieczory, po prostu każdy moment dobry, by poznać tę opowieść. Szczerze i od serca polecam.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle

października 12, 2015

października 12, 2015

Sisi. Cesarzowa mimo woli.

Sisi. Cesarzowa mimo woli.

Z historią jednej z najsłynniejszych cesarzowych zapoznałam się już jako dziecko. Oglądając piękny film opowiadający o pięknej miłości rodem z bajki, życiu niezupełnie takim jakie można sobie wyobrażać w pałacu u boku ukochanego, a przede wszystkim zapoznaniem z tym co tam wewnątrz nie zawsze było kolorowe, jak to się wydaje ludziom z zewnątrz. Jak autorka ukazała cesarzową Elżbietę? Czy obraz przedstawiony w filmie jest podobny do spostrzeżeń autorki? W celu dowiedzenia się czegoś więcej, albo  spojrzenia z nieco innej perspektywy sięgnęłam po książkę pani Allison  Pataki, o której wspomnę w poniższej opinii. 

Historia rozpoczyna się w domu rodzinnym młodziutkiej Sisi, która to wraz ze swą siostrą Heleną przekomarza się z bratem, który niezupełnie jest taki jak można by sobie wyobrażać. Nie spodziewające się nadchodzącej zmiany, dziewczęta wszczynają spór z bratem. Od zawsze w ich rodzinie panowała większa swoboda, oczywiście obowiązywała etykieta, lecz matka nie wychowywała ich zbyt surową ręką. Elżbieta była przyzwyczajona do konnych przejażdżek o każdej możliwej porze, bądź nocnych spacerów...
Kiedy pamiętnego wieczoru padają słowa, których żadna z sióstr się nie spodziewa, nikt nie ma pojęcia, że oto teraz historia została zaplanowana w nieco innych sposób, zaś główna zainteresowana mająca być oparciem dla przyszłej cesarzowej znajdzie się na jej miejscu. 
Podróż do miejsca, które jawi się jak ze snów. Nie jedna panna chciałaby znaleźć się na miejscu Heleny, oprócz niej samej. Nieśmiała i nieco wycofana Nene, zamiast radości czuje przerażenie. Jedyną otuchą jest świadomość, że u boku będzie miała ukochaną siostrę.

Los zadecydował inaczej. Między przyszłym cesarzem, a Elżbietą kiełkuje uczucie, którego żadne z nich się nie spodziewało. I to właśnie młodsza z sióstr zostaje wybrana na przyszłą żonę. Z początku radość, ekscytacja. Ślub i życie jak z bajki. Czy jednak rzeczywiście? 
Niedoświadczona i nieświadoma Sisi, nie spodziewa się, że od teraz każdy dzień będzie diametralnie różnił się od tego, które ma w pamięci z domu rodzinnego. Rola przyszłej cesarzowej jest odpowiedzialna, stanie u boku męża, cesarza jest przywilejem, ale i również poświęceniem własnej prywatności. Etykiety, plany dnia. No i przede wszystkim, co najważniejsze. Pozbawienie intymności, relacji z własnymi dziećmi... Miłość doprawiona goryczą.


Przede wszystkim muszę wspomnieć o stylu autorki. Troszkę się obawiałam sposobu jaki obierze pani Patak, na szczęście już po przeczytaniu pierwszych zdań uspokoiłam się. Historia, która od zawsze mnie fascynowała została przedstawiona bardzo przychylnie w stronę odbiorcy. Czyta się z ogromnym zainteresowanie i lekkością, za co jestem ogromnie wdzięczna.
Jak wspomniałam na wstępie, chciałam porównać film z książką, która jak wiadome zawsze różni się od ekranizacji. I tak oto dzięki autorce dowiedziałam się więcej na temat ojca Sisi, oraz relacji panujących w domu między rodzicami cesarzowej. Niezmiernie zdumiała mnie postawa Heleny. Nie spodziewałam się, że aby była tak nieśmiałą i zamkniętą w sobie kobietką.  Matka również troszkę odbiegała od moich oczekiwań, jednakże największy szok przeżyłam przy Nene. 
Chyba każdy kto w mniejszym, bądź większym stopniu zapoznał się z historią Sisi, nie tylko przez film, zdaje sobie sprawę, że była to kobieta nieszczęśliwa. Życie, które z pozoru jawiło się wspaniale tak naprawdę nie przynosiło zbyt wielu powodów do radości. 
Cesarz, bądźmy szczerzy, był trudnym człowiekiem, który niekoniecznie przypominał księcia z baśni. Sisi musiała z początku młoda, nie mająca siły przebicia dość nieporadnie walczyła o swoje racje, ciotka przy każdej możliwej okazji przysparzała trosk. Zofia władcza, nieznosząca sprzeciwu w każdej nadarzającej się okazji sprzeciwiała się decyzjom synowej. Chyba największym ciosem było odseparowanie od dzieci.  
Dworskie życie niosło więcej wymagań i zakazów niż mogła sobie wyobrazić. Z biegiem czasu, nabierała więcej pewności siebie. Dzięki wrodzonej dobroci oraz chęci pomagania innym podbiła serca poddanych. I chociaż we własnym życiu nie mogła wygrać z intrygami ciotki, tak w niektórych sprawach uparcie dążyła do celu. 

Uważam, że autorka bardzo dobrze poradziła sobie z tematem, który zapewne zainteresują sporą część odbiorców. Opowieść snuje się bardzo realnie, dzięki czemu chyba każdy doskonale może się wczuć w omawiane czasy. Poczuć skrawek historii, na której znaczący wpływ miała ta niepozorna cesarzowa.
Pozostaje pytanie, dla kogo powyższa książka? Wydaje mi się, że dla każdego. Nie tylko pasjonatów historii, ale również lubiących opowieści o miłości, osadzonej  w dalszej przeszłości.
Ze swojej strony dodam jeszcze, że książkę czyta się naprawdę szybko, jest bardzo wciągająca, nie można się nudzić. Szczerze polecam.

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu HarperCollins.

marca 24, 2014

marca 24, 2014

Odmieniec. Zakon Ciemności

Odmieniec. Zakon Ciemności


Tajna organizacja badająca znaki nadchodzącego końca świata, nosząca nazwę Zakonu Ciemności, w tym miejscu są wybierani inkwizytorzy i wysyłani w miejsca gdzie dzieją się niepokojące zjawiska. Luca Vero zwany również odmieńcem ze względu na swój wygląd oraz wyjątkowe zdolności matematyczne otrzymuje polecenie poprowadzić dochodzenie w zakonie, gdzie od jakiegoś czasu siostry zachowują się jak obłąkane, lunatykują, noszą rzekome stygmaty... rodzą się przypuszczenia,że to sam szatan wdarł się w miejsce modlitwy.
Inkwizytor wraz ze swym Skrybą Piotrem oraz sługą Freize udają do klasztoru, na miejscu dowiadują się o domniemanych opętaniach, w dodatku pierwszej nocy Luca jest świadkiem ucieczki jednej sióstr, która na swych dłoniach nosiła ślady krwi, czy były to prawdziwe stygmaty, czy rany w wyniku samookaleczenia? 
Inkwizytor zaczyna od przesłuchań, chce zebrać jak najwięcej informacji,  coś mu w tym wszystkim wydaje się dziwne, jednak czy zarzuty, które padły z ust szafarki mają pokrycie w czynach? 

Kiedy ojciec Izoldy Lucretili umiera okazuje się,że jego ostatnią wolą było by córka poślubiła księcia, którego sam jej wybrał z męża, bądź w razie odmowy wysłanie Izoldy do klasztoru założonego przez jej rodzinę. Ma sprawować pieczę nad całym zakonem, tym sposobem brat odsuwa młodą kobietę od domagania się praw spadkowych. Ksienia nie potrafi pogodzić się z nową rolą jaka na nią spadła, wraz ze swą oddaną towarzyszką Iszrak obserwują zajścia jakie się dzieją w bramach klasztoru. Mają swoje podejrzenia względem dziwnych ataków histerii oraz widzeń sióstr zakonnych, niestety nie potrafią znaleźć dowodów. Gdy zjawia się młody inkwizytor mają nadzieje,że ten prowadząc dochodzenie sam rozwikła zagadkę. Niestety komuś zależy by cała wina wszystkich zajść spadła na niedawno przybyłą Izoldę oraz jej niepokojącą  towarzyszkę...


Od jakiegoś czasu interesują mnie książki o tematyce historycznej, dlatego z chęcią sięgnęłam po Odmieńca, gdzie fabuła nawiązywała do czasów inkwizycji oraz lęku ku nadchodzącym końcu świata. Byłam ciekawa jakim językiem operuje Philippa Gregory, wprawdzie posiadam kilka pozycji jej autorstwa, jednak było to moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarki. Muszę przyznać,że jestem zadowolona z tego co Gregory przedstawiła w Odmieńcu, bardzo dokładnie oraz ciekawie odzwierciedliła klimat panujący w tamtejszych czasach, dzięki czemu mogłam na jakiś czas znaleźć się w XV wieku uczestnicząc w dochodzeniach mających na celu wyszukanie zjawisk napawających lękiem kościół. Każde przejawy inności były brane jako sprzymierzenie z szatanem, posądzanie o czary, palenie na stosie, bądź inne tortury. Każda postać była dopracowana pod każdym względem, dzięki czemu bez problemu można było wysnuć odpowiednie wnioski względem danego bohatera. 
Dodatkowo historia jaką stworzyła Gregory bardzo mnie zaintrygowała i wciągnęła, jestem niezmiernie ciekawa jak potoczą się dalsze losy  Vero  oraz Izoldy, ich wspólna podróż jeszcze się nie skończyła, a zakończenie obiecuje wiele nowych przygód. 
Wydaje mi się,że tej książki nie trzeba polecać, miłośnicy powieści historycznych oraz fani Philippy Gregory z pewnością będą zadowoleni zaś tym co chcieliby zacząć swoją przygodę z tym właśnie gatunkiem szczerze polecam zacząć od właśnie tej pozycji. Z pewnością się nie rozczarują.





Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger