Miłość i inne zadania na dziś



Gdy pierwszy raz sięgnęłam po Kasie West, miałam mieszane uczucia. Przede wszystkim, autorka kieruje swoje historie w stronę młodzieży, po drugie, no jakby nie było, różnie teraz wygląda nastolatkowa literatura. I traf chciał, że bardzo polubiłam pióro pisarki. Później, bywało różnie. Jedne tytuły trafiły do mnie bardziej, inne mniej. Jednak miło się spędzało czas, w towarzystwie wykreowanych postaci.

Tak się jakoś dzieje, że wyczekiwałam nowości, by móc na te kilka chwil, oderwać się od swojego świat, cofnąć nieco w czasie. Z radością sięgnęłam po Miłość i inne zadania na dziś moje odczucia są różne, postaram się przedstawić wszystko po kolei.


 
Abby jest artystką, od dziecka pasjonuje się malowaniem obrazów. I właśnie w tym kierunku, chce wiązać swoją przyszłość. Bardzo jej zależy, by tego lata, dostać się wraz ze swoimi obrazami, na wystawę w muzeum, w którym aktualnie odbywa (chyba praktykę, zapomniałam, jak to się u nich nazywa). Jest pewien problem, dziewczyna nie spełnia warunków. Przede wszystkim wiek, a na dodatek, dyrektor muzeum, po obejrzeniu prac, stwierdza, że są poprawne technicznie, ale to wszystko. W obrazach Abby brakuje uczuć, emocji, które dodadzą głębi.

Jest jeszcze jedna sprawa. Nastolatka ma przyjaciela, Coppera, z którym tak się składa, spędzą wakacje w duecie. Ponieważ dwoje pozostałych z ich paczki, wyjechało na całe dwa miesiące. Niby fajnie, bo mają siebie, jednak nie do końca. Dziewczyna czuje coś więcej, niż czystą przyjaźń, tylko nie bardzo wie, co ma z tym zrobić.

W dodatku jej obrazy zostało odrzucone, musi postarać się, by namalować lepsze. To jest jej wakacyjny plan. Lista, za której sprawą, będzie umiała odczuć nieznane uczucia i przelać na kawałek płótna.

Punkty zostały rozpisane, trzeba zabrać się do działania. Tylko pozostaje pytanie. Czy właśnie o to chodzi? Czy wystarczy wykonać pewne zadania, by stać się lepszym artystą?

 
 
 
Mam bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia. Książka wydaje się lekka, taka typowo młodzieżowa. I w sumie jest. Tylko patrząc na jej objętość, byłam przekonana, że autorka zapewni zajmującą fabułę. A niestety, tak nie było. Przez pierwsze 200 stron, nie dzieje się nic. Zupełnie nic. Taki pamiętnik z wakacji dorastającej panny, jej rozterki, marzenia i cała reszta. I ok, mogłoby tak być, jednak nie przez połowę książki.

Autorka przyzwyczaiła mnie, że zawsze coś przemyci. Jakieś głębsze dno, no i tutaj niby ono również było.

Chodzi konkretnie o mamę Abby, no i szczerze? Jestem ogromnie rozczarowana, sposób w jaki temat, został potraktowany powierzchownie. Tak, aby było. Bo zawsze jest ukazany problem. I koniec. Nie rozumiem, w jakim celu było pisanie o tym i porzucone, jakby nie było sensu zagłębić dalej. A uważam, że skoro został poruszony, należało się mu bliżej przyjrzeć. No cóż, nie tego oczekiwałam.

Akcja rozwija się powoli, po przekroczeniu połowy, pojawiają się zdarzenia, które jakby dodawały całości charakteru. I, mimo że dalej, to nie jestem bum, czy jakaś jazda bez trzymanki, to czytało się znacznie lepiej, nawet z zainteresowaniem.

Oczywiście nie oczekiwałam zaskoczenie, bo akurat West pisze bardzo przewidywalne historie. Dlatego zakończenie, wcale nie było zaskoczeniem. Może poza jedną ze scen.

Odnoszę wrażenie, że autorka chciała bardzo dużo napisać, a w rezultacie porzuciła kilka wątków bez żadnego wyjaśnienia. I w sumie nie wiem, co mam myśleć. Mam poczucie, jakby książka była pisana w biegu, niesprawdzona do końca. Czego wynik jest taki, że naprawdę nie umiem się określić.

Niby nie oceniam źle, bo się tam wybroniło, ale nie jestem pod wrażeniem. Przeczytałam i szybko zapomnę. Myślę, że w tym przypadku, można było napisać mniej, a dokładniej. Wątku matki, nie przeboleje. Źle wyszedł. I chyba, lepiej było, po prostu nie poruszać. W tej formie jest nieprzydatny i nic nie wnosi.

Czy polecam? Sama nie wiem, można przeczytać. W czasie podróży, czekając na komunikację miejską, czy w kolejce. Jeśli ktoś się nie zdecyduje, niewiele straci.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Feeria.


Komentarze

  1. Ta książka zbiera same pozytywne opinie - w końcu trafiłam na nieco mniej entuzjastyczną... Na razie czytałam tylko jedną powieść tej autorki, ale była przyjemną, niezobowiązującą lekturą, więc jak będę miała ochotę na coś podobnego, to będę pamiętać o twórczości West.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę poznać twórczość tej autorki, ale chyba nie zaczyna od tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam nic od tej autorki. Skoro czytałaś kilka jej powieści, to może polecisz mi tę, od której warto zacząć przygodę z twórczością West? 😊

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno będę chciała ją przeczytać :) Nie miałam jeszcze okazji przeczytać książek tej autorki :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm... Mam już zamówione, więc przeczytam i sama zobaczę :). Parę jej książek już czytałam. Wrażenia różne - od bardzo dobrych, do raczej złych, choć styl ma wyjątkowo lekki :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem zaskoczona, bo to pierwsza niepochlebna opinia tej książki jaką czytam :) Mimo to, na pewno po nią sięgnę, bo bardzo lubię książki autorki i to z jaką lekkością pisze. Dla mnie jej książki są idealne na lato :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Stosik na wrzesień :)

Błękit Szafiru

Podwodne miasto. Skrzynia piratów