wtorek, 5 czerwca 2018

TOŃ


Twórczość Marty Kisiel można podzielić. Z jednej strony, pisze z wyjątkowym poczuciem humoru, który jest niesamowicie charakterystyczny. By zgrabnie, przejść do tematyki trudnej, głębokiej, czasami na pograniczu realizmu. Niby wszystko wydaje się prawdziwie, ale jednak coś nam mówi, że oto stoimy nad przepaścią, która może zaprowadzić do innego wymiaru. Dosłownie i w przenośni.

Podobnie jest z czytelnikami. Tych, którzy dzielą się na fanów. Biorących w ciemno, wszystko, co, zostanie napisane. I na tę grupę, która nie do końca się odnajduje. I muszę przyznać, że rozumiem jednych i drugich. Bo pióro Kisiel jest specyficzne. Wychodzi poza wszystkie ramy. A jak wiadomo, odmienność spotyka się z różnym odbiorem.

Przeczytałam wszystkie tytuły, mam już wyrobione własne zdanie. No i nadeszła pora na Toń.



Jak jest z rodziną, wie chyba każdy. Najlepiej na zdjęciu, a i to lepiej w środku, bo po bokach można wyciąć.

Dlatego Dżusi, gdy tylko przyszła stosowna chwila, ulotniła się z rodzinnego domu. Niestety, czasem nawet na końcu świata, obowiązek więzów krwi, przypomni o sobie. I chociaż z tymi obowiązkami, to może i przesada. To, jednak gdy spada na głowę dziewczyny, prośba o oddanie przysługi. Trudno jest jej odmówić. W końcu ciotce Klarze mało kto, potrafił się sprzeciwić.

Przyjazd do Wrocławia, spotkanie z siostrą i tajemniczym mężczyzną. Chociaż kolejność, powinna być odwrotna. Najpierw był tajemniczy i dziwnie wyglądający On, który jednym spojrzeniem, wprowadził pewną siebie Dżusi w stan, braku kontroli nad samą sobą. I przede wszystkim. Złamaniem zasady, którą od zawsze wpajała ciotka, a potem siostra. Nikogo, pod żadnym pozorem, nie wpuszczać za próg domu.


Czas, kto pojął istotę czasu? Chyba nie ma takiej osoby. Możemy go sobie wyobrażać, na przeróżne sposoby. Możemy go próbować odgadnąć, jaką tajemnice potrafi ukryć. Zagłębić i wniknąć. Tylko czy znajdziemy odpowiedź?

Przeszłość lubi powracać. Zwłaszcza kiedy kryje w sobie tajemnice — rodzinne. Bogactwo, często jednak jest obkupionego krwią i nienawiścią. Gorzej, gdy wierzchołek, jest przedsmakiem, czegoś, co wprawi w przerażenie, nawet najbardziej odważnego.



Trudno jest pisać, kiedy nie chce się zdradzić zbyt wiele. Bo żeby pojąć fenomen Toni, trzeba po prostu po nią sięgnąć. Tak, nie boję się napisać, o Toni, że jest fenomenem. Chyba dawno, nie miałam okazji, by przeczytać, książkę na tak wysokim poziomie. Rozwijającą swoje tempo dosyć powoli, na spokojnie, by nagle tąpnąć i trzymać w napięciu aż do samego końca. Chociaż i ten, nie można powiedzieć, aby był wytchnieniem. Mam wrażenie, że pozostawił mnie, z pytaniami i wątpliwościami.


Gdy poznałam twórczość Kisiel, nie miałam pojęcia, że autorka rozwinie się aż tak bardzo. Zwłaszcza że moja euforia, opadła po nieco nietrafionej Sile Niższej. Po prostu nie poczułam tej książki. I chociaż miałam we wspomnieniach, świetne Nomen Omen i genialne Dożywocie. To jednak nie spodziewałam się czegoś takiego.

Toń, ten tytuł zasługuję na uwagę. I nie jest tym, co czytelnik, pomyśli, gdy go przeczyta. Nie, to nie byłoby w stylu Kisiel.

Myślę, że mogę napisać, iż autorka jest nieobliczalna, ale proszę mi wierzyć. Mam tutaj na myśli jak największy komplement. Tych emocji, wplatania w rzeczywistość, wątków na pograniczu realności, teraźniejszości i przeszłości. Chyba niewielu potrafi, tak spójnie i wiarygodnie wykorzystać w swoich historiach. Autorce, nie dość, że wychodzi świetnie, to jeszcze sprawia, że czytelnik na końcu, ma wrażenie, że wrócił z podróży. Podróży, która odcisnęła znamię w pamięci. I pozostanie w niej, na bardzo długo.

Przez cały czas, miałam wrażenie, że balansuje, nad tym, co jeszcze można wytłumaczyć racjonalnie. I tym, co zahacza o fantastykę, ale nie z tej bajkowej półki. Gdzie nagle zza drzwi, wyskoczy przepiękny elf. Nie, tutaj wszystko jest skrojone równo i elegancko. Wraz z postaciami odkrywamy, skrawek po skrawku tajemnice. Chwilami są one przerażające, wywołujące dreszcz i niepokój.

Co najciekawsze, dla tych, którzy zapoznali się z Nomen Omen, będzie nawiązanie do pewnych bohaterów. Genialne połączenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem. I chyba długo będę.

Książka, którą czyta się od początku do samego końca. Nie można jej przerwać. Nie ma szansy na oderwanie, zanim ujrzymy ostatnią kropkę. A i wtedy, trudno jest powrócić do rzeczywistości. Szczerze i od serca polecam.




6 komentarzy:

  1. Twórczość autorki jeszcze przede mną, ale właśnie od tej książki chcę zacząć ją poznawać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno przeczytam :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle dobrego już słyszałam o książkach tej autorki, że muszę w końcu się za nie zabrać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro naczelny krytyk nazywa tę książkę fenomenem, to trzeba ją przeczytać (ha ha ha)! Namówiłaś mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Toń" to książka, która doskonale oddaje styl Marty Kisiel - jest pełna humoru, zmusza do refleksji, a przy tym jest magiczna i... magicznie wciągająca. Kompletnie zaskakuje już po samym wstępie i gorąco ją polecamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. strasznie mnie kusi twórczość Pani Kisiel, muszę nadrobić te zaległości...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...