Żniwiarz u bram

 


Pamiętam, kiedy seria Ember in the Ashes podbiła większość czytelników. Jak byłam ciekawa, czy wszelkie zachwyty były przesadzone. Bo w końcu, często bywało tak, że publika piała z radości, a ja byłam rozczarowana. W przypadku "Imperium ognia" musiałam przyznać, że Saba Tahir napisała świetną książkę. Wyczekiwałam więc kontynuacji. Później pojawiła się "Pochodnia w mroku", która niby trzymała poziomom, a jednak nie czułam tego, co za pierwszym razem. Teraz, nadeszła pora na opinię o trzeciej - którą mylnie oceniłam, jako ostatnią.
Jakie było kolejne spotkanie z bohaterami, czy dowiedziałam się czegoś nowego? Czy zbliżamy się do zakończenia wojen i przede wszystkim - uzyskamy odpowiedzi na większość pytań?


Helena po klęsce, jaka spotkała jej ród, musi dbać o bezpieczeństwo siostry, walczyć z wrogiem, który czai się na każdym kroku i przede wszystkim wyprzedzać o krok, przebiegłą komendantkę. A ta, jest mocnym przeciwnikiem, nieznającym żadnych skrupułów. Helena - Kruk Krwi, czuje przy sobie ciągła obecność Zwiastuna Nocy, ma świadomość, że każda jego forma pomocy, będzie obkupiona wysoką ceną. Niestety, do tej pory, nie mogła liczyć na sojuszników. Ciągle, dzieją się wydarzenia, które niosą ze sobą coraz gorsze konsekwencje.

Laila musi rozwiązać tajemnicę swojego największego wroga. Ma świadomość, że czas się kończy. Nie wie, co się stanie, kiedy nie zdąży znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Dodatkowo otrzymała trudne zadanie - musi odszukać pszczelarza. Tylko on wie, jaki wskazać kierunek, do walki ze Zwiastunem Nocy. Dodatkowo dziewczyna, musi zajmować się swoim bratem, który po pobycie w więzieniu w Kauf, nie potrafi wrócić do równowagi. Kolejna sprawa - rozstanie z Eliasem. Ukochany musiał zapłacić wysoką cenę za swoje decyzje, teraz musi przeprowadzać dusze w poczekalni. Uczucie tych dwojga zostało zepchnięte na daleki plan. I chociaż oboje starają się wypełniać swoje obowiązki, każde przeżywa tęsknotę i ból rozdzielenia.

Elias ma problem z panowaniem nad duszami. Jest ich coraz więcej w poczekalni, a on sam, miota się między magią, która chce go pochłonąć i odebrać resztki z człowieka, jakim jest. Mężczyzna ma świadomość, że kiedy Mauth przejmie nad nim kontrolę, wszyscy dla niego ważni ludzie, przestaną istnieć. On będzie prawdziwym strażnikiem poczekalni. Dusz jest coraz więcej, Dżiny nie dają ani chwili wytchnienia, dlatego odczuwa zmęczenie i poczucie porażki. W dodatku tęskni za swoimi bliskimi. Nie może im pomóc. Widzi, że dzieją się rzeczy dziwne i podejrzane, ale kiedy uzyska odpowiedź, wszystko ulegnie zmianie. Wszystko.

Kolejna podróż do Imperium, zmierzenie się z wszechobecnym okrucieństwem i bestialstwem. Z każdej strony można odczuć nadchodzące zagrożenie i mrok. Czy w końcu dowiemy się, co planuje Zwiastun Nocy?



Wspomniałam we wstępie, jak bardzo zachwyciłam się pierwszą częścią serii. I jak później, wyczekiwałam kolejnego tomu. Później moje emocje nieco opadły. Aż wreszcie podczas czytania "Żniwiarza u bram", miałam wiele razy uczucie przesytu. Jakby autorka, cały czas męczyła ten sam wątek, tylko czasem, dorzucała jeden drobny element, by czytelnik nie uciekł.
W końcu czytałam żeby po prostu skończyć i wiedzieć, czy oni się tam wszyscy pozabijali. Dopiero po pewnym czasie, dotarło do mnie, że "Żniwiarz u bram", nie jest finalnym tomem. Ta seria jeszcze nie ma zakończenia, a wszystkie wojny, okrucieństwa będą się ciągnęły w nieskończoność.

Rozdziały bez zmian - są krótkie, poza okrutnymi morderstwami, torturami i groźbami, które znamy już od pierwszej części - teraz nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Czasami dowiadujemy się jakiejś nowości, by zechcieć czytać dalej. I tak Laila, Helena i Elias, cały czas próbują coś zrobić, ale za każdą próbą czego by się nie dotknęli, napotykają trudności, opory, zdrady i tragedie.

Na początku, kiedy zaczynałam swoją przygodę z serią. Wszystkie te podłe intrygi, zagrywki imperatora oceniałam za przerażające. Teraz, miałam wrażenie powtarzalności, która o zgrozo - nie robiła już na mnie żadnego wrażenia. Chyba o wiele większy szok, wywarłoby na mnie, pojawienie się cudownej wróżki, która za sprawą jednego dotknięcia zaprowadziła pokój na tej pokrwawionej ziemi. Nie wiem, mam wrażenie, że Saba Tahir, w pewnym momencie zaczęła za dużo kombinować. Nie rozumiem, dlaczego ta historia nie mogła zakończyć się na trzech częściach. Jestem już umęczona, nie odczuwam nawet cienia zainteresowania - kto zwycięży. Dla mnie mogą się wszyscy wymordować. W tej książce śmierć i zabijanie zrobiło się nudne. Naprawdę, większe emocje wzbudziłby we mnie chociaż jeden rozdział, w którym bohaterowie wypełnili swoje zadanie od początku do końca.

Podsumowując, seria Ember in the Ashes, zapowiadała się świetnie i była do pewnego momentu. Niestety, moja ciekawość zakończenia gdzieś uciekła. Straciłam cierpliwość. Nie odczułam żalu, kiedy się dowiedziałam, że wydawnictwo nie wydrukuje ostatniej części. Wręcz przeciwnie. Na tym etapie, nie mogę napisać - nie czytajcie. Tutaj już każdy ma wyrobioną swoją opinię.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stosik na wrzesień :)

Błękit Szafiru

Podwodne miasto. Skrzynia piratów