Jak widać zima jest, ale w takiej szczątkowej wersji, Trochę śniegu, trochę mrozu. Niby fajnie, ale mam wrażenie, że bardziej bym już chciała wiosnę. A tu jeszcze tyle czekania. No ale! zima też ma swoje plusy. Jednym z nich jest większa możliwość zobaczenia... Z O R Z Y ;)))).
No i drodzy Państwo, to co się działo w minionym tygodniu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dosłownie przed snem, jak już zamontowałam się do łóżeczka, dostałam alert, że za kilka godzin będą warunki... ale ale! okazało się, że jednak szybciej. No więc wyskakuje z łóżka, ubieram się i pędzę.
O Jezusku. Jakże żałuję, że nie mam porządnego sprzętu, że w tych emocjach zapomniałam ustawić odpowiednie parametry, bo to, co zrobiłam wygląda strasznie. Jednak spektakl, który dział się na niebie był czymś niesamowitym. Tego nie można opisać słowami. To trzeba było zobaczyć..
Najpierw niebo zapłonęło! Ta czerwień się rozlewała z każdą minutą coraz bardziej i mocniej. Nie ukrywam, że gdybym nie wiedziała, mogłabym poczuć lekki niepokój. A później. O Borze szumiący, potem to już byłam w niebie i to dosłownie. Zielona Zorza, moje największe marzenie. Tańczyła po calutkim niebie, widok nie do opisania. Coś fenomenalnego! Jak to świeciło, jak pięknie się ruszało. Muszę kupić porządny apart! Bo jak patrzę na te moje nędzne zdjęcia, aż mnie boli, że nie mam lepszej pamiątki.
Niemniej, to co przeżyłam, zostanie ze mną na bardzo, bardzo długo! Wiecie, to jest dla mnie taki zastrzyk dopaminy! Jestem dosłownie jak na zorzowym haju;) biegam po polach, szukam najlepszej miejscówki. Nie czuję tego zimna, nie czuję zmęczenia. Jest czysta euforia.
Aktualnie poza radością z zorzy i potężnym bólem głowy - nie ma co ukrywać, mimo piękna ma swoje minusy. Czuję się ostatnio jak na tym zdjęciu. Jakbym była na zakręcie. I nijak nie wiem, co mnie za nim czeka, jak go przejść. O zawróceniu nie ma mowy, jakoś muszę ogarnąć te życiowe perturbacje. Ach styczeń...










Styczeń faktycznie się dłuży, ale takie widoki wynagradzają wszystko. Miałam też to szczęście zobaczyć zorzę na żywo i potwierdzam, że to przepiękne zjawisko, którego nie da się zapomnieć. Trzymaj się ciepło na tym życiowym zakręcie i oby do wiosny.
OdpowiedzUsuńOoo bardzo się cieszę, że również widziałaś :)))
UsuńNo zdjęcia zapierają dech, ale masz żółtą kartkę za głowę bez czapki!
OdpowiedzUsuńBólu głowy współczuję:-(
Za zakrętem może czekać cos miłego, nigdy nie wiadomo...
Ochhh ja nie umiem w czapkę... :/ nawet jak było -19 nie ubrałam czapki. Nie czuję tego zimna i jestem zdrowa! :)))
UsuńStyczeń bywa dokładnie taki, jak go opisujesz: długi, rozciągnięty i męczący, nawet jeśli człowiek stara się „normalnie” funkcjonować. Tym bardziej ten wątek z zorzą robi wrażenie: nagły alert, wyskok z łóżka i potem spektakl, którego nie da się w pełni uchwycić ani zdjęciem, ani słowam 🥹❤️
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby za tym życiowym zakrętem zrobiło się u Ciebie spokojniej 😊❤️
Dziękuję! Mam nadzieje, że ten zakręt nie taki straszny jak z niego wyjadę:)) Póki co, zbieram się do sesji i muszę skupić na egzaminach. Nie wiem jak będzie. Bo w pracy dużo pracy, na szczęście zaraz ferie. Ufff
UsuńPowodzenia w sesji i na egzaminach: trzymam kciuki, żeby wszystko poszło jak najlepiej 😊. Dobrze, że ferie już niedługo, na pewno przydadzą się na odpoczynek :)
UsuńSuper, że udało Ci się zobaczyć zorzę i "strzelić" jej zdjęcia!
OdpowiedzUsuńTe zdjęcia są jakie są, ważne, że na żywo widziałam! :))
UsuńWcale nie uważam, że są nędzne. Uważam że wyszły ślicznie. Jest na co popatrzeć. Ja ani nie mam zdjęć ani zorzy nie widziałam. Najwyżej smog. Styczeń długi i zimowy. Ciekawam lutego. Oby do wiosny pięknej i kwiecistej, soczyście zielonej. Spacerek fajny sobie zrobiłaś.
OdpowiedzUsuńOch dziękuję, ale wiem jak mogłyby wyglądać :)Też wyczekuję wiosny i naszej pięknej soczystej zieleni.
UsuńStyczeń jest drugim po listopadzie miesiącem, którego nie znoszę. Ta styczniowa guma jest bardzo wytrzymała, u mnie też nie pęka, choć starałam się ją nawet przepiłować. Jak pomyślę o plenarce, to wszystko mi opada z hukiem. A do ferii jeszcze trzy tygodnie, to już mogę nie doczekać, jak ten Jaś w piwnicznej izbie...
OdpowiedzUsuńU mnie styczeń to taka pechowa i nostalgiczna mieszczanka złych emocji. Staram się jakoś przetrwać. U nas plenarka będzie po feriach. Niby lepiej, ale jest mi smutno, ze zaraz po wolnym siedzenie do wieczora mnie czeka :(. Kiedy te wakacje!
UsuńDlatego chwalę sobie plenarki przed feriami. U nas zaczęło się już drugie półrocze, na podsumowanie pierwszego plenarka była dzisiaj. Najgorsze odfajkowane. Po feriach byłaby to katastrofa... :( Wyrazy współczucia.
UsuńHola, hola, nie tak prędko! Przed wakacjami muszę przejść jeszcze drogę przez mękę - matury.
Poważnie :D? Ja mam właśnie wrażenie, że aktualna zima jest jedną z piękniejszych. Jest śnieg, jest zimno, tak jak ma być zimą a nie jakaś plucha :D
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
Angelika
Bardzo bliski jest mi ten stan zmęczenia, styczeń potrafi dać w kość... Piękna zorza, wyobrażam sobie jak wspaniale mogła wyglądać na żywo.
OdpowiedzUsuńAle to musiało być niesamowite przeżycie. Aż czuć emocje i zachwyt, kiedy o tym piszesz. Zorza to coś magicznego, szczególnie kiedy widzi się ją na żywo. I masz rację, zdjęcia to tylko dodatek takich chwil się po prostu nie zapomina.
OdpowiedzUsuńBrzmi niesamowicie! Zorzę naprawdę trzeba zobaczyć na żywo zdjęcia nawet najlepsze nie oddadzą tego zachwytu. Fajnie, że mimo zimy udało Ci się złapać taki moment!
OdpowiedzUsuńZorza to naprawdę coś magicznego nawet jeśli zdjęcia nie wyszły idealnie, takie chwile zostają w pamięci na zawsze.
OdpowiedzUsuńStyczeń potrafi człowieka wyssać z energii, nawet jak teoretycznie „nic złego się nie dzieje”. Ten tryb oszczędny brzmi znajomo — robisz, co trzeba, ale bez zapasu mocy. Dobrze, że dajesz sobie na to przyzwolenie.
OdpowiedzUsuńA zorza… wow. Nawet z opisu czuć tę euforię i totalne oderwanie od wszystkiego. Nieważne, jak wyszły zdjęcia — to, co zobaczyłaś i przeżyłaś, jest tylko Twoje i tego już nikt Ci nie zabierze. Może właśnie takie momenty są po to, żeby przypomnieć, że mimo zmęczenia i chaosu w środku, świat potrafi jeszcze zachwycić. Trzymam kciuki, żeby za tym zakrętem było choć trochę jaśniej. 💙
Mi też styczeń się jakoś dłuży, ale może to przez tę pogodę. Zima nieźle zaskoczyła. :D Super, że udało Ci się obejrzeć zorzę. Na pewno było to super przeżycie! ;)
OdpowiedzUsuńCześć Agnieszko, widziałem na zdjęciach zorzę w Polsce, jazz niestety nie miałem sił aby obserwować to co za oknem. Styczeń już się kończy, jest bardziej nie lubię lutego, no ale trudno - marzec będzie już fajny, pozdrowienia serdeczne!
OdpowiedzUsuń