O książce jak i samej autorce słyszałam bardzo dużo. Były chwile gdy zachwalające recenzje zalały blogosferę, zaś czytelnicy piali z zachwytu. Kierowana tymi słowami postanowiłam poznać nieznaną jak dotąd autorkę i sięgnąć po jej najnowszą pozycję... Moje wrażenia są jakie są, ale zacznijmy od początku.
Potrzebujesz przyjaciela? Nie masz z kim pogadać? Zadzwoń, wysłucham. Tym para się nasza główna bohaterka Sabina. Mianowice jest kumpelką za opłatą. Posiedzi wysłucha, ale musisz zmieścić się w czasie, ewentualnie umówić na inny termin, by dokończyć swoje opowiadanie. Można i tak, w końcu ze wszystkiego można zrobić zawód. Nie będę się czepiała,
Sabinka jest samotna, twierdzi,że z wyboru, No i nie lubi dzieci. Twierdzi,że ją denerwują, do tego stopnia,że zaprzyjaźnia się z przypadkowo poznaną dziewczynką. Cały czas przekonując samą siebie,że przecież to tylko dlatego,że szkoda jej małej istotki. Bo tak zabawnie ją zagaduje, no i w sumie co ona ma do stracenia. Dziewczynka ma też tatusia. Mamusia poszła sobie gdzieś, ale za to został tatuś i to nie byle jaki bo z kasą. Sabinka i Maks się nie za bardzo polubili, to nic. Wszak brak sympatii nie przeszkadza w ciągłym myśleniu o tej drugiej osobie. Bo nasza Sabinka jako trzydziestosześcioletnia stara panienka, bądź jak kto woli singielka uparcie twierdzi,ze Maksio jej nie interesuje, bo ona che być sama, seksu też jej się nie chce, a gorąco to się robi bo atmosfera tak jakaś zbyt gęsta się wydaje w obecności tegoż mężczyzny. Ot ironia losu, albo psikus natury bądź wada klimatyzacji.
Więcej pisała nie będę bo i nie ma o czym, poza tym nie chcę zdradzać zbyt wiele z tej jakże rozbudowanej fabuły, gdzie nasza Sabincia tak rozważa swoją przyszłość bycia samej, czy bycia z tym wkurzającym facetem Maskem, no i jeszcze polubiła Marysię. Marysia jest ciekawą postacią i chyba najciekawszą. Sabina na swój wiek zachowuje się jakby miała defekt części mózgu. Zaprzecza sama sobie. Zmienia zdanie co drugi dzień, jej tok myślenia załamywał mnie z każdą stroną coraz bardziej. Chwilami zastanawiałam się na co i po co było pisać o tym wszystkim. Książka jest nudna, nic się w niej nie dzieje, błagałam w myślach by chociaż jakaś trąba powietrzna przeleciała się polami, ale nie. Jak na złość musiało świecić słoneczko. Tak naprawdę nie wiem o czym jest ta książka. Ani to romans, bo moje stare, wysłużone harleqiny miały więcej porywów emocji, do obyczajówki grzech porównywać. Nie wiem. może ktoś mi podpowie? Czy było coś co mnie interesowało, bo w końcu książkę przeczytałam. Za szóstym podejściem, ale przeczytałam. Otóż wbrew wszystkiemu, ciekawie czytało się wątki spotkań z klientami. Wtedy nie musiałam męczyć się z umysłem Sabiny. Uwierzcie mi, podchodziłam do tej książki tyle razy dlatego,że chciałam dać szansę bohaterce, bo może to ja miałam gorszy dzień, albo pogoda nie sprzyjała czytaniu. Naprawdę robiłam co mogłam, ale nic nie poradzę, że postać Sabiny jest mdła i bez wyrazu. Rozczarowałam się tą książką do tego stopnia,że z przykrością muszę stwierdzić, iż nie sięgnę po inne książki Pani Gargaś. Niestety nie dołączyłam do grona jej wielbicielek. Niezmiernie smutno mi z tego powodu, ale cóż. Widać tego typu historie do mnie nie trafiają.
Nie będę zniechęcała, bo uważam,że skoro książka podbiła tyle czytelniczek to musi coś tam w sobie jednak mieć. Po prostu ja tego czegoś nie odnalazłam. Szkoda.
książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi".
