Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bunt nastolatków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bunt nastolatków. Pokaż wszystkie posty

grudnia 13, 2017

grudnia 13, 2017

Bardzo biała wrona

Bardzo biała wrona
źródło

Mając naście lat, marzy się piękna, wręcz bajkowa miłość. Czasem te wyobrażenia są przerysowane, pod wpływem czytanych książek, oglądanych filmów. Czekając na to prawdziwe uczucie, snuje się plany, jakie będzie? Czy wybranek serca okaże się ideałem?

No i przede wszystkim, skąd wiadome jest, że to, co poczuliśmy, jest prawdziwą miłością i na czym ona w ogóle polega?

 
 
Natalia jest zwykłą nastolatką. Zanim nią została, dorastała w bardzo dobrym domu, pełnym miłości i uwagi. Ma kochających rodziców, świetnego wujka, którego uważała za ideała mężczyzny. Dopóki ten, nie przyprowadził pewnego dnia do ich domu, swojej przyszłej żony. Wtedy właśnie dziewczyna poczuła, że z uczuciami trzeba uważać. I chyba pierwszy raz poczuła, czym jest kogoś utracić.

Teraz kiedy jest już nieco starsza, rozpoczyna naukę w szkole średniej. Nowe wyzwania, ale i znajomi. Może pozna kogoś ciekawego. Nie spotykała się jeszcze z chłopcami. Dlatego też nie zwraca uwagi, gdy starszy Norbert zaczyna się koło niej kręcić. Niby przypadkowe spotkania, rzucone w biegu cześć, no ale co z tego? Przecież on jest z klasy maturalnej, ma swoje towarzystwo, nie taka zwykła Natalia.

A jednak. Chłopak nie bez powodu przecina ścieżki dziewczyny. Okazuje się, że od jakiegoś czasu nie potrafi przestać o niej myśleć. I to myślenie coraz częściej zaczyna przypominać obsesje. O czym niestety nie ma pojęcia główna zainteresowana.


Mija czas, para zaczyna się spotykać. Norbert jest kochanym i uczuciowym partnerem, jednak jego zachowanie dosyć często bywa dziwne. Czego nie zauważa Natalia. O wszystkie złe sytuacje obwinia siebie. Nawet troskę koleżanek zaczyna odbierać jako atak.
Dotąd poukładane życie rodzinne i koleżeńskie zaczyna się rozsypywać. Wszystko kręci się wokół Norberta i jego nakazów lub zakazów. Miłość wymaga poświęceń, ale czy na pewno takich? I tylko z jednej strony?



,,Owszem, gdzieś na samym dnie duszy przyczaiła się mroczna myśl, że w końcu chłopcy mają tysiące rozmaitych dróg, żeby zdobyć dziewczynę, i jedną z nich jest z pewnością czarowanie jej wizją cudownej, wspólnej przyszłości, takiej "na zawsze razem".




Trudna jest to książka. Bo jakże oceniać miłość? Nawet tę źle interpretowaną? Toksyczną? Jakże łatwo powiedzieć stojąc z drugiej strony — zostaw go. Często oceniałam, często mówiłam, co ja bym zrobiła, będąc w cudzej sytuacji. Tak. Jak bardzo prosto jest nam rozwiązywać nie swoje problemy.

Denerwowałam się podczas czytania. Drażniła mnie ślepota Natalii, że nie widziała, jak bardzo jest sterowana przez ukochanego. Tylko że ja nie byłam zaangażowana emocjonalnie. Byłam widzem, który ma ogląd na dwie strony. Łatwo było powiedzieć — zakończ ten związek.

Później przyszło zastanowienie, czy abym sama nigdy nie była niewidząca we własnym życiu? Bo toksyczne relacje zdarzają się, nie tylko w zestawieniu ona i on. Równie dobrze może być przyjaźń, a raczej jej złudzenie. I wiele innych relacji międzyludzkich.

Autorka ukazała nam miłość nastolatków. Naiwnej Natalii i wyrachowanego Norberta, który miał trudne dzieciństwo. W książce padło pytanie — czy trudnym dzieciństwem można wytłumaczyć każdą podłość? Często bywa ona wytłumaczeniem, bo tak jest łatwo. Powiedzieć, miałem w życiu źle, mam prawo teraz się mścić.

Myślę, że jest to jedna z najlepszych, ale i trudniejszych książek Ewy Nowak. Nie potrafię jednoznacznie jej ocenić. Nie umiem napisać, że czyta się dobrze. Bo tak nie jest. Nie potrafię powiedzieć, że jest lekka. Bo nie jest. Jednak jestem pewna, warto przeczytać. Polecam.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle.


września 11, 2017

września 11, 2017

Zerwij z nią!

Zerwij z nią!


Chyba nie potrafię rozstać się z twórczością Ewy Nowak, chociaż po każdej kolejne książce mówię sobie „to już pora”, nadchodzi nowość i nie potrafię się powstrzymać. I chociaż jestem w wieku dawno nienastoletnim, lubię poczytać o sprawach tych, którzy stoją u progu dorosłości. Ich problemach, rozterkach. W końcu w każdym z nas pozostaje cząstka tego niedojrzałego człowieka. Ewa Nowak pisze tak zgrabnie, że nauki mogą pobierać nie tylko młodsi czytelnicy, do których kierowane są książki...



Poznajemy Jacka, nastolatka z rozbitej rodziny. To znaczy, rodzice chłopca rozeszli się, On pozostał z matką, która po pewnym czasie związała się z innym mężczyzną. Jego ojciec zamieszkał z babcią. I do pewnego momentu wszystkim pasował ten układ. Jacek polubił nowego członka rodziny, niestety później ich wspólny język zaczął się rozmywać. Partner matki rościł sobie coraz więcej praw, rządził i próbował wychowywać młodzieńca. Co oczywiście napotkało się z buntem i ignorancją.

Atmosfera w domu była daleka od rodzinnej, to znaczy On czuł się wyobcowany, a mamusia z nowym synkiem i ukochanym tworzyli idyllę. Tylko jakby zabrakło miejsca dla pierwszego dziecka.

Tak odbierał obecną sytuację Jacek, coraz częściej przebywający poza własnymi czterema kątami. Schronienie znajdywał u przyjaciółki z klasy — Wandy. No i babci. Nie takiej, jaką sobie każdy wyobraża. Jego była pełna pozytywnej energii. Emanowała spokojem i mądrością. No i uwielbiała medytować, do czego namawiała wnuka.


Nastolatek od czasu do czasu pomagał ojcu i babci w wypożyczalni nart. Kiedyś całkiem dobrze prosperującej, teraz nieco z tyłu. Sprzęt stary, brak nowoczesności. Na szczęście znajdywali się chętni wypożyczania. Pewnie Ci, dla których brakło albo odechciało się czekać w konkurencyjnych zakładach.

Miniony tydzień nie należał do ulubionych, to też pozostanie w domu z „rodzicami” nie wchodziło w rachubę, Jacek z radością zajął się pracą przy ulubionym sprzęcie. I w miejscu chyba najbardziej bliskim poznał ją, nieco zabawną, ale mającą w sobie coś, co przykuło jego uwagę.

Jacek z rozbitej i nieco pokancerowanej rodziny. No i Emilka. Z pozoru mająca wszystko. Bogatych rodziców. Piękny dom, kieszonkowe, o które nie musiała się nigdy martwić. I plany na przyszłość. Niekoniecznie jej, ale chyba można sprawić rodzicom radość? Spełnić ich marzenia. I wszystko szło bardzo dobrze, dopóki tego zimowego dnia nie poszły po narty. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na chłopaka. Jak większość wie, sercu trudno porozumieć się z rozumem. Zwłaszcza gdy jest się młodym.

Znajomość z góry spisana na straty. Przynajmniej większość tak uważała. Ukrywanie przed rodzicami dziewczyny. Coraz większe problemy z ojczymem. I nie tylko z nim.

Jak zakończy się związek dwojga młodych ludzi, którym wydaje się, że mogą wszystko?




Byłam niezmiernie ciekawa powyższego tytułu, bo czy można jeszcze czymś zaskoczyć czytelnika? Wydaje się, że wszystko zostało napisane, każdy temat poruszony, a jednak. Autorka postawiła na trudne sytuacje w domach rodzinnych nastolatków, które kładą cień na ich funkcjonowanie. Wybory, jakie muszą podjąć niby własne, niestety nie do końca.

Bo chociaż Emilka  była bardzo mądra i świetnie przygotowana do medycyny,  gdzieś nurtowało pytanie — czy na pewno właśnie taką widziała dla siebie przyszłość? Kariera zawodowa jako lekarz? Poważna i odpowiedzialna sprawa. Ojciec już zacierał ręce, uzgadniał praktyki, dokształcanie i całą resztę. Brakowało tylko w tym całym przedsięwzięciu, głównej zainteresowanej. Dziewczyna robiła wszystko, co musiała, niestety nie mając radości na myśl o własnej przyszłości. Spotykając Jacka, poczuła, że oto nadeszła zmiana. Zakazana i bardzo niebezpieczna, ale jednak. Musiała tylko ukryć tę relację przed rodzicami niby nic trudnego.

U Jacka jest nieco inny problem, chłopak od dłuższego czasu miał problemy w szkole, matematyka nijak nie wchodziła do głowy, zapału do nauki brak. Ojczym ciągle wbijał mu szpilki, nic tylko na złość olać sprawę na całego. W końcu nauczycielka i tak się uwzięła, nie miał szans, żeby zmienić rokowania. Po pewnym czasie już nie tylko matematyka zagraża...

Gdy poznał Emilkę, szkoła przestała mieć znaczenie, nie zdawał sobie sprawy, że przyszłość nie będzie jawiła się zbyt kolorowo, zwłaszcza dla chłopaka o marnej reputacji.

Kolejny raz Ewa Nowak pokazała, jak świetnie potrafi wczuć się w problemy młodzieży, ale nie tylko ich. Również dorosłych, rodziców oraz otoczenie. Tych, którzy wydawać się może, powinni świecić przykładem, doświadczeniem i ogólną mądrością. A bardzo często zdarzało się, że to właśnie oni potrzebowali wsparcia i pomocy. By ktoś zwrócił uwagę na ich bezradność. Często pogubieni bardziej niż własne dzieci.

Bardzo polubiłam postać babci, osoby pozytywnej i mającej w sobie coś, co wzbudzało zaufanie. Nie była typową starowinką, pełna energii i chęci do zdobywania życia. Mobilizowała siebie i każdego, kto znalazł się w jej pobliżu. Nie pozwoliła na poddanie. Myślę, że takiej babci, potrzebuje każdy z nas. Osoby, która w najgorszej godzinie życia udowodni, że może być jeszcze gorzej i nie można siedzieć użalać się nad sobą.

Przeczytałam książkę jednym tchem i było mi szkoda, że muszę już kończyć. Przywiązałam się do bohaterów i trudno było z nimi rozstawać. Polecam każdemu, nie tylko młodzieży. Ciekawa i pouczająca.




Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Egmont.

sierpnia 01, 2016

sierpnia 01, 2016

Przekroczyć granice

Przekroczyć granice


Nikt nie jest do końca pewny, co zdarzyło się tamtego wieczoru, kiedy Echo Emerson z popularnej dziewczyny stała się cichą myszką z bliznami na rękach. Co tu dużo mówić – nawet ona sama nic nie pamięta. Kiedy w jej życiu pojawia się Noah Hutchins – zabójczo przystojny buntownik, świat dziewczyny zmienia się w niewyobrażalny sposób. Niby pozornie nic ich nie łączy, ale z ich tajemnicami, które razem odkrywają, bycie razem wydaje się być niemożliwe. Jednak, zabójcze przyciąganie między nimi nie chce zniknąć. W tej kłopotliwej sytuacji, Echo musi zdać sobie sprawę, ile jest gotowa zaryzykować dla kogoś, kto może nauczyć ją znowu kochać.

Muszę szczerze przyznać, że jestem bardzo zaskoczona tą książką. Wiele sytuacji sprawiło, że bardzo dobrze mi się ją czytało. Sama historia zresztą nie jest nie wiadomo jak banalna, nie ma w niej niedociągnięć i niedoskonałości – wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Bardzo dobrze czyta się pióro pani McGarry, dialogi są lekkie i przyjemne. Polubiłam bardzo postać Noah'a – chłopak, choć zgrywa twardziela i buntownika, w środku jest niesamowicie empatycznym i kochającym chłopakiem. Potrafi okazywać współczucie, pomagać, doradzać i co więcej – dzielić się tym, co ma z osobami, które kocha. Myślę, że został doskonale wykreowany, nie było w nim cechy, która w dużym stopniu mnie irytowała. Gorzej było z ojcem Echo. Dla mnie mężczyzna gdzieś się zagubił, nie potrafił opiekować się córką tak, jak na to zasługiwała. W pewnym momencie jego priorytety zmieniły się do tego stopnia, że nie potrafił dostrzec cierpienia własnego dziecka. Denerwowało mnie jego arogancja względem Echo i brak okazanej miłości. Na szczęście pod koniec powieści troszkę się zrehabilitował, ale nie zmieniło to faktu, że nie darzę większą sympatią tego bohatera. 

Okładka jest piękna – urzekła mnie już od samego początku. W sumie to ona do końca przekonała mnie, żeby zamówić tę powieść i dzierżyć ją w swoich łapkach. Wierzch książki budzi pewną tajemniczość i jednocześnie pozwala popracować wyobraźni. Idealnie komponuje się z całością książki, a co najważniejsze – postacie z okładki pasują do tych, którzy są stworzeni przez autorkę. 

Książkę oceniam naprawdę wysoko. Nie mam jej nic do zarzucenia, poza wkurzającym tatą Echo i jego kochanką. Cieszę się ogromnie, że miałam okazję zapoznać się z twórczością Pani McGarry i mam nadzieję, że będzie mi dane znów sięgnąć po jej powieści. Autorka mnie zachwyciła i sprawiła, że na chwilę znalazłam się w zupełnie innym świecie niż moja mała Rawa Mazowiecka. I za to serdecznie dziękuję. A wam, moi Kochani, pozycję polecam bardzo gorąco. Jest idealna głównie dla płci pięknej, choć mam nadzieję, że i mężczyźni odnajdą w niej prawdziwe piękno. 
Miłej lektury!

czerwca 26, 2016

czerwca 26, 2016

Szkoła przetrwania

Szkoła przetrwania


Etap szkoły średniej każdy musi przeżyć. Dla większości jest to czas nawiązywania wielu znajomości, pierwszych bardziej szalonych imprez, godzenie nauki z permanentnym niewyspaniem no i oczywiście w tym całym szale odnalezienie swojego własnego JA.  Niby prosta sprawa, a jednak mając te 16 -17 lat nie wydaje się takie łatwe. Zewsząd presja otoczenia, liderzy, którzy dominują no i ci słabsi, dopasowujący się do reszty. Tak jest, było i będzie. Kto ma silniejszą osobowość nie będzie miał problemu w zaistnieniu w nowej większej grupie społeczności, tak zwane sierotki, no cóż, albo się poddadzą, albo się pogodzą z losem i będą słuchały poleceń tych silniejszych, kryjąc się po kątach. Tak, życie nastolatka nie zawsze jest kolorowe. Niestety i ten  okres w życiu trzeba przejść, z dobrymi wynikami na świadectwie, jakby sam fakt przetrwania w szkole nie był wystarczająco bolesny. 
Z podobnymi problemami zmierza się główna bohaterka książki Szkoła przetrwania, jak odnajduje się w nowej sytuacji, czy bycie sobą może być akceptowane?  No i  najważniejsze, czy pierwszy rok można zaliczyć w miarę spokojnie? 

Lele Pons jest dosyć charakterystyczną osobowością, z jednej strony ma swoje własne i silne Ja, z drugiej jednak nie potrafi odnaleźć w świecie, który rządzi się dziwnymi regułami. Na przykład w szkole. Żeby cię lubiano musisz należeć do określonej grupy, żeby do niej należeć musisz spełniać określone warunki, aby je spełniać... no właśnie. Takie oto błędne koło. Lele chce być sobą, by inni ludzie akceptowali ją za to kim jest, a nie kim miałaby być. Bo przecież każdy jest wyjątkowy, więc po co udawać inną osobę?  Niestety w dżungli zwanej szkołą, trzeba się jasno określić, nie każdy będzie otwarty na nową koleżankę, tym bardziej, że no nie oszukując się, dziewczyna jest troszkę fajtłapowata, szybko się stresuje, mówi dziwne rzeczy i nie to co inni chcieliby usłyszeć. Przez to już na wstępie podpada szkolnej gwiazduni. Yvette. 
Nie dość, że pierwszy dzień sam w sobie nie należy do łatwych, to jeszcze na wstępie okazuje się, że raczej nikt nie polubił i nie polubi Lele, gorzej być nie może.   

Na szczęście dziewczyna zajmuje się czymś co sprawia jej ogromną radość, nagrywa filmiki i zamieszcza na portalu Vine. Z początku ma określoną liczbę obserwatorów, bez żadnych wielkich szaleństw, ale każde polubienie czy odzew jest ogromną radością. Wiadomo, jako dowód, że to co robi ma pozytywny odbiór.   
Niewielu znajomych ze szkoły wie czym zajmuje się Lele będąc w domu, to znaczy tak jej się wydaje.
Życie dziewczyny nabiera trochę innych wymiarów kiedy poznaje Alexeia, również nowego ucznia. Między obojgiem nawiązuje się nić porozumienia, no i chłopak akceptuje koleżankę taką jaka jest. I chociaż relacje z innymi nie są wymarzone, to kiedy pojawia się ktoś kto, nie jest wrogiem,  zawsze dodaje otuchy.
Trudne początki nie zawsze muszą oznaczać równie i fatalne zakończenie, może istnieje nadzieja, żeby ten rok szkolny nie był aż taki zły? 

Zanim rozpoczęłam czytanie, nie bardzo wiedziałam czego mam się spodziewać po tejże książce. Nie poszukałam opinii, jak zawsze to czynię, nie zapytałam innych czy może już się zapoznali z treścią i co o niej myślą. Ot po prostu poszłam na tak zwany żywioł. Jakie są więc moje wrażenia po zakończonej przygodzie z historią Lele Pons? 

Na początku muszę wspomnieć, że język jest typowo młodzieżowy, ja jako wapniak, no dobra, aż tak źle jeszcze nie jest, ale nie oszukujmy się, większość terminów było dla mnie zupełnie obcych. Z młodzieżą widuje się praktycznie wcale. No i widać efekty.  Podczas czytania nie bardzo rozumiałam o co chodzi, naiwnie szukając wyjaśnienia u dołu strony. Boże, ja jednak jestem już stara. No w każdym razie początek nie był łatwy. Troszkę się nim zniechęciłam, bo jak czytać kiedy się nie ogarnia tematu? Kiepska sprawa, na szczęście mój wrodzony upór nakazywał się nie poddawać i zagłębiać dalej. W końcu coś miedzy nami zaiskrzyło i uwierzcie, albo i nie, ja przeżytek, starsza kobieta przed trzydziestką zrozumiałam język nastolatków! Coś wspaniałego.

Ogólnie książka ukazuje najważniejsze chwile z życia Lele, razem z nią chodzimy do szkoły, uczestniczymy w przeróżnych zabawnych sytuacjach. Z problemem zaaklimatyzowania w nowym otoczeniu, gdzie jak się okazuje wcale nie jest tak przyjaznym. No przynajmniej nie dla każdego.  Mamy wgląd na uczucia dziewczyny, bo jak wiadomo narracja pierwszoosobowa ma się wyśmienicie, więc i tutaj tak jest. Dlatego też wraz z bohaterką wybieramy stroje, kręcimy filmiki na Vine ( pierwszy raz usłyszałam o tym portalu, nie miałam pojęcia o jego istnieniu i wiecie, jakby co to możecie wejść i obejrzeć Lele Tutaj ) tak od siebie poradzę by najpierw podpatrzeć vine Lele, a dopiero później czytać, ponieważ ja do samego końca nie miałam pojęcia nad czym zachwyty. Jednak kiedy już weszłam na stronę dziewczyny i zobaczyłam w czym rzecz, no tutaj zdobędę się na wyznanie, siedziałam i się zaśmiewałam. Naprawdę. A byłam dosyć sceptycznie nastawiona. 

Co się tyczy samej książki, to nie plasuje się w czołówce ambitnej lektury młodzieżowej, ale czyta się tak lekko, jest zabawnie, można się pośmiać. Oczywiście jakieś tam przesłanie jest, ale czy Szkołę przetrwania można traktować jako przewodnik, albo niezbędnik w zrozumieniu trudów bycia licealistą? Nie wiem. Chyba każdy powinien zdecydować sam. Mnie się podobało, odprężyłam się, chwilami nie wiedziałam o co, chodzi. Wszak różnica pokoleń swoje już robi.  Niemniej jednak polecam, przyjemna i nie wymagająca skupienia. 




marca 13, 2015

marca 13, 2015

Althea & Oliver

Althea & Oliver






Będąc w wieku dorastania wielu z nas nie myślało o przyszłości. Liczyło się co było tu i teraz. Nauka oczywiście była ważna, jednak to nie ona plasuje się w czołówce priorytetów każdego nastolatka. Wiadome jest, że szkoła średnia jest etapem, w którym młodzież przeżywa swoje pierwsze miłości, może próbuje zaplanować czym dalej będzie się zajmowało po odebraniu dokumentu dojrzałości. Jednak zanim do tego dojdzie, wolny czas spędza się z rówieśnikami. Na imprezach, wycieczkach bądź zwykłym oglądaniu filmów z dala od zasięgu wzroku rodzica.


Althea i Oliver od zawsze trzymali się razem, dziewczyna nie miała koleżanek, nie dlatego, że nie dała się lubić, po prostu wystarczało jej towarzystwo przyjaciela. Oliver poza swoją wieloletnią koleżanką nie stronił od znajomości ze swoimi rówieśnikami, ale to z nią lubił przebywać w każdej wolnej chwili. Mieli bardzo swobodny stosunek do swojej relacji. Chłopak rozumiał porywczość All, ona natomiast lubiła spokój jakim cechował się kolega.
Można by powiedzieć, że bardzo dobrze się uzupełniali. Kiedy nagle Olivera dotyka dziwna przypadłość nikt nie potrafi wytłumaczyć przyczyny, która powoduje długotrwały sen. Wyniki są dobre, niby nie ma żadnego uchybienia zdrowotnego, a jednak. Nastolatek kolejny raz zapada w sen, który wyłącza go z codzienności na kilka tygodni. W tym czasie dochodzi do wielu zmian w życiu Althei, nie potrafiącej sobie poradzić z tęsknotą oraz z podejrzanym zachowaniem przyjaciela. Nagle pozostawiona sama wśród ludzi, którzy jak dotąd nie mieli dla niej wielkiego znaczenia, musi odnaleźć się w nowych okolicznościach.
Główny zainteresowany czuje się jeszcze gorzej, nie fizycznie, ale psychicznie. Obudzić się dwa miesiące od ostatniego wydarzenia jawi się strasznie. Tyle rzeczy go ominęło, przespał wiele ważnych dat. W jego przyjaciółce również zaszła zmiana, jakby była inną osobą. Co działo się kiedy błądził myślami w krainach snów? Po ulicach biegał papa smerf głosząc, że w końcu wydała się tajemnica smerfetki. Dlaczego jej nastawienie uległo zmianie, jakby na gorsze? I najważniejsze z pytań co za choroba wkroczyła w jego życie i czy kiedyś przestanie być nękany niekontrolowanym snem?


O chorobie Kleinego-Levina usłyszałam dawno temu, przez przypadek w pewnym programie leciał dokument o dziewczynie, którą spotkała ta przypadłość. Przez pewien okres w jej życiu ekipa nagrywała zachowanie podczas snu, oraz wtedy gdy się wybudziła. Jakie były objawy poprzedzające ten znacznie dłuższy czas spoczynku. Przeprowadzono mnóstwo badań, podobnych do tych, które miał bohater książki, jednak w żadnym z nich nie wyszło nic podejrzanego. Co więc powodowało niespotykaną dolegliwość?
Mówiąc szczerze bardzo ucieszyłam się, że autorka poruszyła w swojej książce właśnie tę chorobę, ponieważ w pewnym sensie od  czasu obejrzenia tamtego filmu fascynowała mnie tajemnicza dolegliwość, jakie są postępy w badaniach, czy odnaleziono cudowny lek hamujący chęć snu, albo przynajmniej skracający jego czas. Pomysł był naprawdę świetny i na tym polu można było uczynić naprawdę sporo. Niestety według mnie czegoś zabrakło. Przede wszystkim w moim odczuciu bardzo mało było o samym Olivierze, owszem dowiadujemy się wraz z nim o chorobie, później leczenie i całe zamieszanie z werdyktem, ale... autorka bardzo skupiła się na przemianie Althei, jej wyczynach podczas nieobecności przyjaciela, zamiast ukazać jaka więź była między tym dwojgiem. Uczucia była zbyt płaskie. Nie miałam ani przez chwilę wrażenia, że są dla siebie niezwykle ważni. Postać dziewczyny była drażniąca, agresywna. Rozumiem młodość jednak nie wszystko można wytłumaczyć wiekiem. W pewnym momencie fabuła jakby zmieniła bieg i oscylowała tylko wokół Althei jej poczynań i decyzji względem przyszłości. Oliver był na uboczu. Mało było na temat samej choroby, tylko muśnięte pobieżnie, uważam, że wystarczyło rozwinąć temat. Niestety tak się nie stało, czuję niedosyt. Ogólnie cały klimat był nijaki. Nie pochłonęła mnie historia tych dwojga, zabrakło czegoś ważnego, nie odczułam głębszych emocji. Wydaje mi się, że opinie na temat powyższej książki będą podzielone. Nie mogę napisać, że nie warto. Absolutnie tak nie jest. Wierzę, że trafi w gusta wielu odbiorców.



Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.





Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger