Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwa. Pokaż wszystkie posty

października 16, 2015

października 16, 2015

Diabli nadali

Diabli nadali

Zawsze, ale to zawsze kiedy dochodzą mnie wieści (nawet te niepotwierdzone) o najnowszej książce Olgi Rudnickiej, przytupuje nóżkami. Ze szczęścia, ze zniecierpliwienia i ogólnie jest szał, szał wyczekiwania. Lata temu, gdy przez przypadek zamówiłam debiutancką powieść autorki, nie wiedziałam jeszcze, nie miałam pojęcia, że oto popełniłam spontaniczną i najwspanialszą decyzję w moim czytelniczym życiu. Tak, tego dnia gdy wracałam do domu z pracy dzierżąc w dłoniach książkę, zrozumiałam, że to nie jest pierwszy i ostatni raz, że oto trafiłam na autorkę nie byle jaką. I teraz, gdy chyba już każdy zna nazwisko kobiety piszącej tak wspaniałe powieści, czuje się szczęśliwa, że moja przygoda jest od początku, nie z polecenia, a z przeczucia, które po kilu zdaniach, nie wiele mówiącego opisu podpowiedziało bym zaryzykowała i zakupiła.
Każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej, jak Olga Rudnica to robi? Nie mam pojęcia, lecz moja radość jest nieskończona.
O czym więc jest najnowsza publikacja? Jakie zapewniła mnie, wiernej czytelniczce, wrażenia? Przekonajcie się czytając dalszą część opinii.


Pierwsze dni bywają trudne, zwłaszcza w pracy. Każdy chyba wie, że w czasach gdy praca jest niemalże nagrodą, stanowisko w dobrej firmie, nawet śmieszny staż, jawi się niemalże przedsionkiem nieba. Dla Moniki, jeszcze nieświadomej wydaje się, że praca jako pomocnicy tych bardziej zapracowanych nie będzie zbyt ambitna i trudna, jednak i tak czuje stres. Jak wiadomo nowi ludzie i całe to otoczenie. Już na wstępie zostaje przywitana w sposób daleki od jej wyobrażeń, później jest już tylko gorzej...
Na szczęście zjawia się jedna osoba z wyciągniętą na pomoc ręką i to chyba dzięki niej Monika zbiera się w sobie, by stawić czoła samemu... Diabłu czyli dyrektorowi Dagmarowi Różykowi i Magdzie Wikcińskiej znanej jako Zdzira, przez wielkie Z.

Pierwsze co czuje Monika po otworzeniu drzwi do gabinetu dyrektora to szok i niedowierzanie. Jej szef został zabity. Owszem, nie miała najlepszego zdania na temat Diabła, był kobieciarzem i flirciarzem, jednak w pewien sposób polubiła tego pewnego siebie mężczyznę, jak teraz będzie działała firma bez Różyka? Kto i dlaczego posunął się do zbrodni?
Wszyscy pracownicy zaczynają spekulować, kiedy policja zajmuje się przesłuchaniami każdy wydaje się mieć motyw. W końcu większość kobiet wodziła za dyrektorem maślanymi oczami. Mężczyźni nienawidzili rywala, który nie musiał robić zupełnie nic, by kobiety klękały pod jego nogami.
Według większości główną podejrzaną jest Zdzira, to ona nie potrafiła uwieść szefa, piekielnie zazdrosna, nienawidziła każdej potencjalnej rywalki.
 Monice natomiast nie pasuje całość tej dziwnej układanki, kiedy policja próbuje zasugerować, że jest pierwsza na liście podejrzanych, ponieważ jako ostatnia widziała Różyka samego, podejmuje własne kroki w sprawie by dowiedzieć się czegoś więcej. Dzięki pomocy Mateusza, znajomego pracującego w policji zyskuje kilka ważnych informacji. Jednak dalej pozostaje główne pytanie. Komu Dagmar Różyk tak mocno zalazł za skórę, że postanowił uciec się do morderstwa właśnie w taki sposób?

Nie wiem czy można z tego typu wyznaniami w opiniach, ale muszę. Kocham Olgę Rudnicką!
Jest wspaniałą pisarką, kiedy biorę do rąk jej kolejne dzieło wiem, jestem przekonana, że po zakończeniu będę rozpaczała, że to już, tak szybko nastał koniec. I dlaczego tak długo muszę czekać na następną.
Wracając do samej książki. Diabli nadali są wspaniale napisanym kryminałem, który zawiera nie tylko tak charakterystyczny humor Rudnickiej, ale coś jeszcze, co? Tego nie zdradzę, zachowam tajemnicę by każdy potencjalny czytelnik mógł lepiej wczuć się w atmosferę.
Co do samej fabuły. Jak zawsze skrojona na idealną miarę. Nawet gdybym chciała, to nie potrafiłabym się do niczego przyczepić. Bohaterowie nietuzinkowi, każdy wyrazisty i odgrywający mniejsze bądź większe znaczenie w całości utworu. Skoro już jestem przy postaciach, muszę wspomnieć o niektórych.

Monika, miała charakterek, żadna ciapa, żadna ofiara życiowa. Dziewczyna z zasadami potrafiąca tupnąć nóżką kiedy należy. Tatuś i braciszki... Wspaniała mieszanka wybuchowa z ciocią Tereską na czele. Jednak najważniejszy i najbardziej przeze ulubiony to... Diabeł! Pokochałam go z miejsca, nie dlatego, że taką odgrywał rolę, ale za jego genialne relacje z Moniką, za jego podejście do Filipka i Zdziry. Coś przepięknego i no ja.. po prostu kocham tego Faceta! Bardzo kocham. Wpadłam w Diabelskie macki i dobrze mi z tym.
Wątek z morderstwem, szacunek. Tylko Olga Rudnicka z tak poważnej sprawy potrafi zrobić komedię i to jeszcze na najwyższym poziomie. Tutaj nie tyle samo śledztwo wiodło prym, a co innego. Niestety nie mogę zdradzić niczego więcej. Nie odbiorę tej przyjemności innym czytelnikom. Jedno jest pewne. Każdy kto zasiądzie do lektury nie oderwie się zanim nie zakończy. Ja mimo choroby, mimo złego samopoczucia czytałam do rana, co chwila wybuchając śmiechem. I śląc miłosne spojrzenia w stronę wiadomo kogo.
Niestety wszystko co dobre ma swój koniec, gdy dotarłam do ostatniej strony po praz pierwszy od bardzo dawna poczułam smutek. Smutek, że już muszę rozstać się z ludźmi do których zapałałam aż tak wielką sympatią.
Mam nadzieje, że nie ma osoby, która czuje niepewność względem najnowszej pozycji, bo jeżeli tak jest pozbądźcie się ich. Diabli nadali trzeba, po prostu trzeba przeczytać! Jestem zachwycona formą autorki, która umacnia się z każdą kolejną wydaną książką.

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu secretum
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.

marca 16, 2014

marca 16, 2014

Martwy punkt

Martwy punkt



Urokliwe miasteczko Three Pines gdzie mieszkańcy znają się niemalże od dzieciństwa, każdy  ma tutaj swoje zajęcie oraz przyjaciół. Atmosfera panująca w tym miejscu jest iście rodzinna, okoliczna ludność nie ma w zwyczaju zamykania domów oraz aut, w końcu nikomu nic nigdy się nie stało. Do czasu. Gdy w dzień święta dziękczynienia zostaje znalezione ciało jednej z najbardziej lubianych mieszkanek miasteczka Jane Neal, jednak najdziwniejsze w całej sprawie to w jaki sposób została pozbawiona życia. Zginęła od strzały z łuku... Chwila gdy wieść rozchodzi się po ulicach Three Pines jest nieodwracalna, nikt nie potrafi zrozumieć dlaczego właśnie Jane padła ofiarą, zostaje jeszcze pytanie. Czy strzał był zamierzony? Może tylko czysty przypadek, kłusownik celował w zwierzynę, ale niestety strzała trafiła niewinną kobietę.
Na miejscu pojawia się doświadczony detektyw Armand Gamache, znany jako jeden z najlepszych obserwatorów, widzi wiele rzeczy, które na pierwszy rzut nie mają nic wspólnego ze sprawą, a jednak później stają się kluczowe w rozwiązaniu zagadki. Wraz z nim przyjeżdża przyuczająca się do zawodu agentka Yvette Nichol, duma swojego ojca. Dziewczynie bardzo zależy na aprobacie przełożonego, za wszelką cenę będzie starała się wykazać. Tylko czasem wystarczy mniej mówić, a przyglądać się, czego Yvette nie będzie potrafiła pojąć.


Clara traktowała Jane Neal jak przyjaciółkę, powierniczkę, kogoś najbliższego jej sercu. Kiedy Peter przyniósł informacje o śmierci staruszki jej świat legł w gruzach. Przez cały długi czas oczekiwania na Jane miała nadzieje,że ta zjawi się obok niej i będzie niezgrabnie tłumaczyła swoje spóźnienie. Niestety tak się nie stało. Straszna informacja rozeszła się jak za smagnięciem bicza. Nie było żadnych wątpliwości. W dodatku pytanie, które zadał detektyw spędzało sen z powiek. Jeżeli Jane została zamordowana kto mógł chcieć jej śmierci? Przecież była najwspanialszą osobą jaką znała. Oczywiście kochała swojego męża, jednak to z Jane uwielbiała rozprawiać o sprawach dotyczących egzystencji, tego jak Clara reagowała na pewne zachowania ludzi. Właśnie u Jane zaznawała spokoju, gdy swym dobrym słowem oraz ramionami otaczała zagubioną kobietę. Teraz jej serce zostało wyrwane z piersi. Jane już nigdy nie usłyszy jej głosu.
Niestety życie toczy się dalej, trzeba zająć się innymi ważnymi sprawami, jak na przykład domem oraz psem zmarłej. W grę wchodzi sprawa spadku, no i tego czy konieczne będzie przeszukanie domu.

Detektyw Damache obserwuje Three Pines, siedząc w miejscowym bistro ma dobry widok na ulice miasteczka. Tego dnia ludzie jakby zwolnili tempo, zatrzymywali się by porozmawiać o niespodziewanej śmierci Jane Neal. Armand w swoim wieloletnim doświadczeniu wiedział jedno, że aby dotrzeć do sedna, trzeba wtopić w społeczeństwo, sprawdzić jak dana osoba zareaguje na wieść o domniemanym morderstwie. Jak mu się zdawało sprawca znajdował się wśród mieszkańców. Nie wiedział tylko czy jego zamiary były przypadkowe lub świadome, jeżeli zabił celowo to jaki był tego motyw i komu naprawdę mogło zależeć na usunięciu nikomu nie zagrażającej staruszki. Albo co ta z pozoru nie rzucająca się w oczy kobieta mogła wiedzieć, iż stała się celem? Detektyw musi przeprowadzić wiele rozmów, każda z nich musi dostarczyć mężczyźnie jak najwięcej informacji.

W skrócie opisałam co dzieje się w książce, teraz pozwolę sobie na opis własnych odczuć. Z przykrością muszę przyznać,że "Martwy punkt" mnie rozczarował. Przygotowałam się na naprawdę mocny kryminał, z morderstwami i to nie byle jakimi bo śmierć miała być zadana od strzał z łuku. A co zastałam? Jedna zamordowana, nie wiadomo czy przypadkiem. Oczekiwałam napięcia, mrocznej atmosfery miasteczka gdzie na każdym kroku czyha zagrożenie, sprawca grasuje w pobliskim lesie, zaś mieszkańcy nie ufający sobie nawzajem zamykają się przed najbardziej zaufanymi osobami. Tutaj była jedna śmierć, no może i dwie bo później coś tam wychodzi w śledztwie, ale nic strasznego. Nie miałam nawet okazji poczuć dreszczu emocji, bo najnormalniej w świecie się nudziłam! Bohaterowie byli jacyś bezpłciowi, jedyne uczucia jakie się we mnie pojawiały to niechęć i irytacja gdy na pierwszym planie pojawiała się postać agentki Nichol, jak ona mnie drażniła, arogancka dziewucha nie potrafiąca zachować wśród ludzi. Teraz muszę przyznać,że dzięki tej postaci się nie zanudziłam. Akcja toczy się w ślimaczym tempie, żeby nie powiedzieć,że wcale. Nasz świetny detektyw błądzi niczym ćma we mgle szukając mordercy. Przede wszystkim uważam,że niektóre sceny były niepotrzebne. Nie rozumiem w jakim celu opisywane były potrawy, które spożywali bohaterowie, te opisy kanapki, tego co się na niej znajdowało, a nawet jak była przegryzana... Będę szczera omijałam te fragmenty bo ani nie wnosiły niczego ciekawego, a w dodatku irytowały.
Chciałabym naprawdę chciałabym napisać,że książka bardzo przypadła mi do gustu, ale niestety nie potrafię kłamać. Przeczytałam już wiele kryminałów, świetnych bądź trochę słabszych, ale "Martwy punkt" jest najgorszym z dotychczas przeze mnie poznanych.
Nie będę nikogo zniechęcała, ponieważ książka ogólnie jest porządnie napisana, widać każdy poruszony temat został odpowiednio analizowany, być może inny czytelnik będzie pod wrażeniem. Ja niestety nastawiłam się na więcej brutalności, emocji, strachu a nic takiego nie otrzymałam.




Książka bierze udział w wyzwaniu "historia z trupem"
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger