Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty

lipca 22, 2017

lipca 22, 2017

Detektyw Kris. W półmroku świtu

Detektyw Kris. W półmroku świtu

Jeden detektyw. Jedna sekretarka. Trudna i nietuzinkowa sprawa. Wszystko dzieje się nagle, niespodziewanie, wątki się ze sobą łączą, żeby za chwilę znowu się rozgałęzić w przeciwnych kierunkach. Czasu jest coraz mniej, adrenalina wzrasta, a chęć rozwikłania zagadki przewyższa wszystko. Tak było w fabule książki Detektyw Kris. W półmroku świtu, a jakie emocje towarzyszyły mi podczas lektury? 

Detektywa Krisa poznajemy w momencie kiedy siedzi u siebie w gabinecie, do którego przychodzi kobieta i prosi o pomoc.
Jej stara-nowa miłość życia zniknęła bez śladu zabierając ze sobą samochód już prawie byłego męża klientki. To jednak nie jest w tym wszystkim najlepsze. Z pozoru błaha sprawa z biegiem czasu przybiera takie obroty, jakie nikomu się nie śniły. W grę wchodzi troska o kraj, ochrona prezydenta, machlojki, gangsterskie porachunki i walka dwóch "gryzących" się ze sobą stron. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tytułowa postać? Czy udaje mu się wyjść z twarzą i rozwikłać zagadkę? Czy komuś stanie się krzywda, czy może czeka na nas szczęśliwe zakończenie?

Było dużo pytań, nadszedł czas na szczere odpowiedzi. Troszkę zbierałam się do tej pozycji. Co prawda przekonywała mnie do siebie okładką, wydawała się bowiem intrygująca i tajemnicza. Nie miałam nigdy możliwości poznać innych dzieł pana Piotra, więc to tym bardziej działało na korzyść książki. Stwierdziłam, że będzie to ciekawa sensacyjna przygoda, a że mało u mnie na półce takich pozycji, to czemu nie. Jednak... tak bardzo się zawiodłam.

Nie mam w zwyczaju krytykować wszerz i wzdłuż egzemplarzy recenzenckich. Jestem bardziej takim typem, który stara się szukać pozytywnych aspektów, światełka w tunelu. Niestety tym razem chyba się nie uda. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak rozczarowana jakąkolwiek książką. Nie dość, że nie mogłam się skupić na fabule, to jeszcze ciężko było mi połączyć jeden wątek z drugim. Fakt, że prawie wszyscy bohaterowie mieli nazwiska rozpoczynające się na literę "K" wcale mi nie pomagał, ponieważ myliło mi się kto jest kim. Moim skromnym zdaniem sama zagadka, historia i jej przebieg pozostawia wiele do życzenia. 

I choć pozycja ta jest krótka, strasznie się namęczyłam zanim udało mi się przez nią przebrnąć. Nie takiego mojego początku z sensacyjnymi historiami oczekiwałam. Denerwowało mnie przeskakiwanie co rozdział z wątku na wątek i okrojone dialogi. Tytułowy bohater jest mdły i próbuje być wykreowany na superbohatera, ale moim zdaniem niekoniecznie to wyszło. Nie ma w nim dominujących, rzucających się w oczy cech, które porwą czytelnika na długie chwile. 

Tej książce mówię zdecydowanie NIE. Z całym szacunkiem dla pana Piotra, ale jestem rozczarowana i trochę zażenowana, ponieważ już wiem, że oczekiwałam od Detektywa Krisa... zbyt wiele. Może nie potrafiłam zinterpretować zamierzeń autora, ale podsumowując nie jest to pozycja, którą polecam i mówię, że warto. Jeśli ktoś jest fanem autora/wydawnictwa, może spróbować. Ja jednak pozostaje wierna swojemu pierwszemu odczuciu, które mówi mi, że nie warto. Zdecydowanie wolę poświęcić czas na inne książki z Novae Res. 

lutego 20, 2016

lutego 20, 2016

Życie i śmierć - Zmierzch opowiedziany na nowo...

Życie i śmierć - Zmierzch opowiedziany na nowo...



Niemalże każdy słyszał o sławnej Sadze Zmierzch, chyba nie ma osoby, która na pewnym etapie nie natrafiła na książkę czy film. Opinie są różne, jedni szczerze nienawidzą, krytykują, za wszystko, krótko mówiąc zniżając do poziomu dna. Jednak są też fani, którzy z łezką w oku wspominają premierę słynnej serii o wampirach.

Sama zaliczam się do grupy fanów. Możecie sobie w tym momencie o mnie pomyśleć co tylko zechcecie. Tak, lubię Sagę i bardzo miło wspominam czasy kiedy nastąpiło wielkie BUM! Przeczytałam dwa razy całość, filmy oglądałam... no nie ważne. Wiele razy. I nawet jeżeli z perspektywy czasu widzę niedociągnięcia, to i tak mam do nich sentyment. Może dlatego,że wcześniej nie czytywałam fantasy, a Zmierzch był pierwszy? Nie wiem. Ważne, że uwielbiam historię o wampirach i niezbyt ogarniętej Belli.

Jako,że mija 10 rocznica od wydania pierwszej części, Stephanie Meyer postanowiła zrobić swoim czytelnikom "niespodziankę" i pobawiła się znaną wszystkim opowieścią. Jaki był tego rezultat i czy autorka słusznie postąpiła zmieniając coś, co zyskało rozgłos? Może lepiej było zaskoczyć czymś zupełnie innym?  Za chwilę wszystkiego się dowiecie.


Zacznę od tego, że "Życie i śmierć" jest odbiciem lustrzanym Zmierzchu, z tą maleńką różnicą, że postaci kobiece zmieniły się w męskie i na odwrót. Na pierwszy rzut możemy powiedzieć ok, ale jak to wygląda w praktyce, podczas czytania? Jakim jest bohaterem Beau i Edythe? 
Nie będę robiła zarysu fabuły ponieważ mija się to z celem, gdyż autorka z kalkowała WSZYSTKIE wydarzenia z pierwowzoru.  Z maleńkimi niuansami. Takimi jak na przykład wypady koleżanek, troszkę trzeba było włożyć zmiany, bo wiadomo "mężczyźni" nie pojadą kupować fatałaszki, albo umówić na wizytę u fryzjera czy kosmetyczki.

Beau przyjeżdża do Forks, robi wszystko co czyniła nasza Bella, nawet zagryza wargę - no jakże słodziutko! Kiedy przeczytałam owe zdanie, aż oniemiałam z wrażenia! Naprawdę. Idąc dalej nasz chłopczyk jest totalnym fajtłapą. Ja rozumiem, On nie miał być super boyem. Liderem drużyny futbolowej z masą pieniędzy. Bardzo dobrze, ale zniewieściały Beau...  był totalną katastrofą. Albo i nawet gorzej. Jego rozmyślenia,  jak się potykał, rumienił, nie potrafił prowadzić rozmowy... Nie. Natomiast Edythe, kolejna kopia z poprzedniczki, tylko tyle,że został kobietą. Mówiła, robiła, zachowywała się jak nasz Edward. No Gender rozszalał się na dobre, nie wiem tylko śmiać się, czy płakać?  Edyt jest przebojowa, pewna siebie. No raczej, wszak jakby nie było została obdarzona cechami męskimi. Zakochuje się w nierozgarniętym młodzieńcu, bo jak wiadomo każda silna kobieta, zwłaszcza z nadprzyrodzonymi mocami pragnie mieć TAKIEGO partnera. Jest nieśmiertelna, a tutaj może roztoczyć twarde ramionka nad kruchutkim Beau.

Miałam ogromne nadzieje, że powyższa książka będzie czymś nieco innym, że autorka wykaże się chociaż w maleńkim stopniu aby zaskoczyć swoich fanów. Niestety. Tak się nie stało. Z przykrością muszę stwierdzić, że Stephanie Meyer poszła po najprostszej linii, przerabiając i to w dość płaski i bez wyrazu sposób oryginał. Tego co zrobiła ze Zmierzchem nie można nawet nazwać "odgrzanym kotletem", prędzej poszatkowanym. Według mnie zniszczyła to, co było dobre i mimo krytyki, z którą nie jeden raz saga musiała się zmierzyć, nie zaszkodziła jej tak, jak ten beznadziejny i kompletnie zmarnowany pomysł niby nowej wersji. Totalna klapa, porażka i nie wiem co jeszcze.

Owszem, zamysł mógłby mieć miejsce gdyby usiąść i na spokojnie, przede wszystkim DOKŁADNIE zająć się bohaterami. Nie zmieniać w starym pliku "byłam" na "byłem", tylko wykreować na nowo postacie, a jedynie co, to wzorując się by zachować zgodność zdarzeń. W tym przypadku okazało się, że autorka sama sobie zadała cios w kolano. I to taki porządny.  
Dla mnie czytanie "Życia i śmierci" stało się męczarnią, zupełnie nie odnalazłam się w tym schemacie. Nie potrafiłam zdzierżyć "genderowej" Belli, inaczej ująć nie potrafię. To nie był Beau, to była Bella po przymusowej zmianie płci, o której nie miała pojęcia.

Zastanawia mnie jeszcze jedno, jak osoby doradzające mogły przyklasnąć czemuś takiemu? Rozumiem, chęć zrobienia hałasu, świetna sprawa. Okrągła rocznica, należy o sobie przypomnieć. Tylko dlaczego nie pomyślano wcześniej, nie zaplanowano dokładniej? Nie potrafię pogodzić się ze świadomością,że autorka sama, na własne życzenie zepsuła coś naprawdę fajnego.  I co najgorsze, czuje się  dumna.
Gdybym miała zacząć wyliczać wady tejże książki, opinia chyba nie miałaby końca. Dlatego poprzestanę na konkretach. 
Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby ukazanie historii z perspektywy Edka, chociaż nie. Meyer już pokazała, że zupełnie nie radzi sobie we wczuwanie się w postaci męskie. Czego przykładem jest Beau. Koszmar w najczystszej postaci.

Jedynym plusem wydania tego tytułu jest opcja "dwie książki w jednym", a dokładniej mówiąc, z przodu mamy "Życie i śmierć" zaś po odwróceniu "Zmierzch", Osobiście skorzystałam z opcji numer dwa i odświeżyłam sobie historię oczami Belli. 
Kreacji Beau mówię stanowcze NIE, nie chcę nawet pomyśleć, że ktoś zechce ekranizować ten nieudany wytwór.
Moje serce jest zranione, czuję żal do autorki. Nie wybaczę tego co uczyniła czytelnikom. Tyle można było zorganizować z okazji tak okrągłej rocznicy. A tutaj? Poszła na łatwiznę w najgorszym wydaniu.. Boję się pomyśleć co się stanie za kolejne 10 lat. Czuję się rozczarowana, nie polecam. Szkoda czasu. Chyba, że ktoś nie ma w posiadaniu Zmierzchu, to wtedy tak, można sobie sprawić, aby przy okazji zerknąć pobieżnie co też kryje "zielone jabłuszko".
   

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.

grudnia 28, 2015

grudnia 28, 2015

Wściekły

Wściekły

Od zawsze lubiłam zapoznawać się z debiutami literackimi. Fascynowała mnie ich lekkość, świeżość języka, niebanalne i nikomu nieznane pióro. Zawsze daje szansę takim pozycjom, by miały możliwość mnie zainteresować, wzbudzić moją sympatię i wciągnąć w swoją historię. Tym razem jednak... niestety się to nie udało.

Wściekły to opowieść o Kostku – siedemnastoletnim, wychowywanym przez ojca chłopaku. Historia jest przedstawiona z połączeniem śmierci, bolesnego dojrzewania i samotności. Konstanty pragnie stworzyć idealną muzykę. Oprócz tego ma jeszcze jeden sekret – niezrozumiałe i niezwykle realistyczne sny, które wykańczają go psychicznie i fizycznie.

Z tego co zorientowałam się na portalu Lubimy Czytać, opinie na temat tej książki są dosyć skrajne. Jednak ja mówię jej NIE. Od samego początku bardzo mnie męczyła, nie mogłam złapać wątku, skupić się na fabule. Patrząc na nią, nie miałam w sobie w ogóle siły przebicia, by przez nią przebrnąć. Przyznaję się z ręką na sercu – nie dokończyłam jej. Nie byłam w stanie. Zostałam znudzona i jednocześnie wkurzona, bo oczekiwałam od tej pozycji dosyć dużo. Zwróciłam oczywiście uwagę na młody wiek autorki, ale jak dla mnie to nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Owszem – widać potencjał, pomysł na historię, ale moim zdaniem została ona po prostu źle przedstawiona. Do jednego nie mogę się przyczepić – styl Pani Kasi. Kobieta pisze dobrze, używa bogatego słownictwa, ciekawie dobiera słowa, co w konsekwencji tworzy całkiem niezłe dialogi i styl opisowy.

Kostek mnie nie przekonał. Mimo szczerych chęci niestety mu się to nie udało. Co nie znaczy, że autorkę skreślam, nic z tych rzeczy. Po prostu akurat ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Zmarnowałam sporo czasu nie tylko na czytanie, ale przede wszystkim na zmuszenie się do sięgnięcia po Wściekłego. Elementy fantastyczne pojawiały się też tak nie wiadomo skąd – urwane z powietrza, kompletnie niespójne. Przykro mi jak nie wiem, że wyszło tak, jak wyszło. Zdecydowanie więcej oczekiwałam od tej książki i z przykrością muszę przyznać, że się rozczarowałam. Chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, egzemplarz recenzencki tak mnie rozczarował i sprawił, że czuję niedosyt i irytację. No ale cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Jeśli chcecie – przekonajcie się sami, czy mam rację, czy też po prostu oszalałam. Ja ze swojej strony nie zamierzam Wam polecać pozycji, która wywołała u mnie tyle zdenerwowania i gniewu. Czekam na kolejne książki Katarzyny Kebernik. Może następnym razem autorka bardziej mnie zaskoczy. 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger