Wściekły


Od zawsze lubiłam zapoznawać się z debiutami literackimi. Fascynowała mnie ich lekkość, świeżość języka, niebanalne i nikomu nieznane pióro. Zawsze daje szansę takim pozycjom, by miały możliwość mnie zainteresować, wzbudzić moją sympatię i wciągnąć w swoją historię. Tym razem jednak... niestety się to nie udało.

Wściekły to opowieść o Kostku – siedemnastoletnim, wychowywanym przez ojca chłopaku. Historia jest przedstawiona z połączeniem śmierci, bolesnego dojrzewania i samotności. Konstanty pragnie stworzyć idealną muzykę. Oprócz tego ma jeszcze jeden sekret – niezrozumiałe i niezwykle realistyczne sny, które wykańczają go psychicznie i fizycznie.

Z tego co zorientowałam się na portalu Lubimy Czytać, opinie na temat tej książki są dosyć skrajne. Jednak ja mówię jej NIE. Od samego początku bardzo mnie męczyła, nie mogłam złapać wątku, skupić się na fabule. Patrząc na nią, nie miałam w sobie w ogóle siły przebicia, by przez nią przebrnąć. Przyznaję się z ręką na sercu – nie dokończyłam jej. Nie byłam w stanie. Zostałam znudzona i jednocześnie wkurzona, bo oczekiwałam od tej pozycji dosyć dużo. Zwróciłam oczywiście uwagę na młody wiek autorki, ale jak dla mnie to nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Owszem – widać potencjał, pomysł na historię, ale moim zdaniem została ona po prostu źle przedstawiona. Do jednego nie mogę się przyczepić – styl Pani Kasi. Kobieta pisze dobrze, używa bogatego słownictwa, ciekawie dobiera słowa, co w konsekwencji tworzy całkiem niezłe dialogi i styl opisowy.

Kostek mnie nie przekonał. Mimo szczerych chęci niestety mu się to nie udało. Co nie znaczy, że autorkę skreślam, nic z tych rzeczy. Po prostu akurat ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Zmarnowałam sporo czasu nie tylko na czytanie, ale przede wszystkim na zmuszenie się do sięgnięcia po Wściekłego. Elementy fantastyczne pojawiały się też tak nie wiadomo skąd – urwane z powietrza, kompletnie niespójne. Przykro mi jak nie wiem, że wyszło tak, jak wyszło. Zdecydowanie więcej oczekiwałam od tej książki i z przykrością muszę przyznać, że się rozczarowałam. Chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, egzemplarz recenzencki tak mnie rozczarował i sprawił, że czuję niedosyt i irytację. No ale cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Jeśli chcecie – przekonajcie się sami, czy mam rację, czy też po prostu oszalałam. Ja ze swojej strony nie zamierzam Wam polecać pozycji, która wywołała u mnie tyle zdenerwowania i gniewu. Czekam na kolejne książki Katarzyny Kebernik. Może następnym razem autorka bardziej mnie zaskoczy. 

8 komentarzy :

  1. Ja książkę przeczytałam, ale podobał mi się w sumie sam początek. Reszta niestety mnie nie zachwyciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poezja, która pojawiała się na początku każdego rozdziału, była całkiem niezłym pomysłem, ale reszta jak dla mnie średnio...

      Usuń
  2. Strasznie się umęczyłam przy lekturze tej książki. Raczej nie sięgnę już po tę autorkę, jest za dużo dobrych powieści, żeby tracić czas na takie pozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że wyraziłaś swoją opinię! Myślałam, że jestem jedyna... Ufff

      Usuń
  3. Dzięki za zaoszczędzenie czasu

    OdpowiedzUsuń
  4. Już sama tematyka mnie nie przekonuje, a skoro nie jest warta polecenia, to tym bardziej nie będę ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ryzykuj, bo ta historia nie jest tego warta... niestety.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka