Strażnicy kryształów




Przygodę z Pięcioma królestwami rozpoczęłam zupełnym przypadkiem, coś w opisie było na tyle interesującego, że postanowiłam zaryzykować. Sięgając po pierwszy tom, nie wiedziałam czego, mogę się spodziewać. Nie znałam jeszcze słynnego autora. 
Gdy już wciągnęłam się w wir przygód porwanych dzieci, oczekiwałam kolejnego tomu. Niestety czas, z jakim przyszło się zmierzyć, był z byt długi.

Druga część za mną i teraz pora by opisać kolejną, trzecią już. Nie będę oszukiwała, te przerwy robiły na niekorzyść w odbiorze i kojarzeniu faktów z poprzednikami. Jednak zanim opiszę wrażenia, zacznę od nakreślenia fabuły.

Cole zmierza do kolejnego królestwa, po wielu przygodach, które nie jeden raz naraziły go na niebezpieczeństwo, nie czuje się, ani bliżej, ani dalej rozwikłania zagadki i sposobu powrotu do domu, do swojego świata.

Wkraczając do Zeropolis zupełnie nie spodziewa się tego, co tam zastanie. Miejsce, które w pewien sposób najbardziej przypomina to, w którym niegdyś przyszło mu się wychowywać, a z którego został niespodziewanie porwany. Każda decyzja, jaką musi podjąć albo oddala, albo utrudnia powrót do domu. Nadzieja jest coraz mniejsza, ale w tym nowym królestwie wraz z grupą podróżujących przyjaciół dowie się wielu istotnych informacji, dzieci będą musiały kolejny raz zmierzyć się z przedsięwzięciem, do jakiego wprowadzi ich ruch oporu i śmiałkowie, którzy sprzeciwiają się wielkiemu formiście. Sytuacja groźna, ale mająca na celu odnalezienie zaginionej siostry Miry, Konstancji oraz przyjaciół Colea.

Chłopiec dowie się, że jego pojawienie się chyba nie do końca stało się przypadkowe, otrzyma wiadomość, która pozostawi jeszcze więcej pytań, ale niestety żadnych odpowiedzi. Czy rzeczywiście rola Colea będzie miała aż tak ogromne znaczenie dla mieszkańców Pięciu Królestw i jaka jest szansa, by ponownie znaleźć się w swoim świecie, no i dodatkowe najważniejsze pytanie, kiedy już dojdzie do powrotu? Jak będzie wyglądało życie jego i reszty porwanych dzieci, czy prawdą jest, że tam w domu nikt o nich już nie pamięta, a jeśli tak? Co wtedy?

Napisałam we wstępie, że dosyć długie odstępy między tomami nie posłużyły na plus w odbiorze całości, ponieważ fabuła każdej książki jest naprawdę mocno rozbudowana, składająca z wielu elementów, które odgrywają ważną rolę. I tak szczerze mówiąc, nie bardzo pamiętałam co, działo się w drugim, nie wspominając już pierwszego. Chwilami musiałam dłuższy moment przypominać, o czym mowa w fabule, by skojarzyć, że jest nawiązaniem do poprzednich wydarzeń.

Wracając do omawianej książki, to strażnicy kryształów mogę chyba uznać za najlepszą część. Nie wiem dlaczego, może samo Zeropolis było dla mnie łatwiejsze do wyobrażenia i poruszania po nim wraz z bohaterami. Czego nie miałam w poprzednich częściach, oczywiście nie oznacza to, że są one gorsze. Tutaj bardziej chodzi o moją wyobraźnię, chyba jestem troszkę oporna na pewne schematy. I za nic nie mogę wizualizować niektórych opisów miejsc.

Natomiast trzecie królestwo jawiło się bardziej przychylnie dla mojego umysłu, mogłam wtopić się w uliczki, albo usiąść w pojeździe podobnym do naszego pociągu czy też samochodu. Nawet ubrania i niektóre przyrządy były jakby wzorowane na tych ziemskich.

Co do samej akcji, była oczywiście wartka i nie pozwalała na znużenie, tutaj dowiadujemy się różnych ciekawostek na temat tego, czy powrót Colea jest możliwy, jak to może wyglądać w praktyce. Razem z chłopcem, gdzieś tam na dnie świadomości zadamy sobie pytania, czy naprawdę jest sens, by walczyć o opuszczenie pięciu królestw. Może życie tutaj nie byłoby takie straszne. Tak wiele minęło czasu, nie ma pewności, że rodzice oraz inni znajomi będą pamiętali o grupce dzieci, które pewnego halloweenowego wieczoru wyszły po cukierki i ślad po nich zniknął.

Sama wielokrotnie zastanawiałam się, czy chłopiec powinien jeszcze wracać do domu, z drugiej jednak strony jestem bardzo ciekawa, ile jest prawdy tym, że gdzieś daleko rzeczywiście nikt o nich nie pamięta. Mam nadzieje, że rozwiązanie będzie zaskoczeniem, którego się nie spodziewam.

Autor postarał się o niesamowicie rozbudowaną i bogatą w detale fabułę. Co w pewnym sensie jest ogromnym autem, ale znowu chwilami męczy. Czasami odnosiłam wrażenie, że wszystkie przygody, sytuacje nigdy się nie skończą, cały czas coś się musi zepsuć, nagła zmiana akcji i znowu Cole jest w niebezpieczeństwie, a nie zapominajmy, że jest dzieckiem. Natomiast opisywane sceny są jakby dla starszych bohaterów. Tutaj będę się czepiała. Bo niby dzieci — cóż to jest dziesięć lat. A zadania, z którymi nie jeden dorosły miałby problem, tu mi się gryzie i nie bardzo pasuje do całości. Zbyt wiele przeszkód, za wiele komplikacji, których no ja nie ogarniam. Na szczęście to tylko moje jakieś marudzenie, podejrzewam, że dzieci lepiej się odnajdują w tego typu lekturach, a ja chyba zbyt krytycznie podeszłam. Niemniej jednak książki są naprawdę ciekawe i serwują sporo wrażeń.

Dodam tylko od siebie, aby z rozpoczęciem serii wstrzymać się do wydania całości, gdyż czas oczekiwania psuje efekt uczestniczenia w przygodach.
 
 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum.
Czytaj dalej...

Nie piszę recenzji, piszę co myślę...

źródło


Czasem nachodzą mnie przemyślenia, ogólnie, kiedy Bruchal zaczyna myśleć na czymś, jest to znak, że na pewno powstanie stosowna notatka. I tak od kilku dni, po głowie mojej, nieco rozczochranej w ostatnich dniach, kołatała się pewna sprawa.

Temat bliski wielu, poruszany u niektórych, omawiany, komentowany — wzbudzający wiele emocji. Pisanie o książkach. Jak ono powinno wyglądać? Kiedy tekst, który popełniliśmy, możemy nazwać recenzją, a kiedy tylko li, tylko luźnym zlepkiem słów, dostojnie nazywanych opiniami. Nie mam ochoty robić analiz tego, kto jak pisze, zastosowuje formy i tym podobne. Napiszę o sobie i własnych spostrzeżeniach.

Zakładając bloga, jakieś cztery lata temu z hakiem, nie wiedziałam, czy będę pisała o książkach. Nic nie wiedziałam. Strona powstała a ja dalej myślałam. W końcu spróbowałam. Jako człowiek nierozgarnięty w świecie interentów obawiałam się reakcji odbiorców. Jaki sposób pisać ? Czy potencjalny czytelnik nie uzna mych wypocin za stek bzdur.

W końcu się odważyłam. Pierwsze nieśmiałe zdania ułożyły się w większy tekst. Nie miało to formy, nie miało niczego, co przyciągało. Nie wiedziałam, jaka mam być. Z początku wyobrażałam sobie, że moje teksty powinny być profesjonalne. By wiedzieć jak to robić, zasięgnęłam wiedzy, w internetach. Rzecz jasna. Poczytałam opinię znawców, osób wiedzących jak robić odpowiednio. Powróciłam na własne łono i posmutniałam. Pisać w sposób formalny — nie chciałam. Zawsze robiłam wszystko na opak. Nie lubiłam powielać schematów. Dlatego oklepane formy raziły niemiłosiernie. Teksty miały być mną, a ja tekstem. Wtedy zrozumiałam, że muszę być sobą w tekstach. Oczywiście ubierając własne myśli i emocje w odpowiednie słowa. Jako że ironia to moje drugie imię, opinie zyskały właśnie taki wydźwięk. Do tego doszło trzecie — literówka.
Robię błędy, nie kryję się z tym, co nie oznacza, że mam gdzieś pomyłki. Walczę dzielnie z zagubionymi przecinkami, zjedzonymi końcówkami. Niestety, wrodzony chaotyzm wygrywa — dodatkowo uwielbiam wymyślać własne określenia. Często celowo zmieniam poprawne nazwy. Dlaczego? By ironia zyskała na sile. Nie, nie chcę obrażać czytelników i autorów. Po prostu teksty są moje, ja jestem ich autorem. Chcę by były jak najbardziej autentyczne.

Wiele razy dochodziły mnie reakcje - „jak Ty dziwnie piszesz”, tak każdy, kto robi coś inaczej, zostaje włożony do działu DZIWNY. I szczerze mówiąc mnie to nie specjalnie przeszkadza. Tak, jestem inna. Jestem może dziwna, ale jestem sobą. Nie będę pisała tekstów, które według znawców mają być poprawne, ale przez to bezpłciowe, pozbawione mnie samej.  Jaki byłby sens pisać?

Znajdziesz błąd w moim tekście? Napisz! Koniecznie. Na pewno poprawię i jeszcze podziękuję. Jak wspomniałam, jestem rozkojarzona, korekta jest moją słabą stroną, chociaż proszę uwierzyć na słowo. Sprawdzam kilkadziesiąt razy. Na koniec i tak po pewnym czasie wyłapię błędy. Nie jestem ideałem. Jak każdy człowiek mogę się pomylić.

Wchodząc na mojego bloga, zapoznając z tekstami, każdy, powinien mieć świadomość, że nie znajdzie tu suchych tekstów. Może być kontrowersyjnie, może być mnóstwo emocji. Bo taka właśnie jestem. Cieszę się z każdego czytelnika. Doceniam wiernych odwiedzających, oczekuję nowych. Mam nadzieje, że każdy znajdzie coś dla siebie.  

Nie zmienię się. Nie zacznę pisać tak, jak uważa się za poprawnie. Wtedy przestałabym być sobą. 


Czytaj dalej...

Wstyd


Kolejna część - tym razem ostatnia z popularnej trylogii Rachel Van Dyken. Kolejna opowieść o tematyce, która w dzisiejszych czasach zostaje chętnie poruszana. Choroba, poczucie winy i wstyd - któż z nas nie wolałby tego uniknąć w życiu? Niestety, los często płata figle i nie zawsze jest nam to dane. Nie każdy ma szansę żyć bezproblemowo, Warto pamiętać, że praktycznie wszystko co nas otacza jest kruche i szybko przelatuje przez palce oraz to, jak wiele zależy od nas i naszej wewnętrznej siły - zarówno tej psychicznej, jak i fizycznej. 
Tym razem poznajemy historię Lisy, która niestety nie ma lekko - próbuje się ukryć za maską, którą sama sobie stworzyła. Niestety, demony przeszłości, od których bohaterka chce się oderwać, ciągle wracają. Przeszłość napełnia ją strachem, obrzydzeniem i wstydem, a co najgorsze - nie daje o sobie zapomnieć. Chłopak - Tristan pojawia się na jej drodze nie bez powodu. Bohater także ma mroczną tajemnicę, której nie chce nikomu wyjawić, jednakże te sekrety wiążą go w pewien sposób z Lisą, czy tego chce, czy nie. Oboje muszą stawić czoła przyszłości, a ona... niestety nie będzie łatwa.
Czytając poprzednie książki Dyken nie sądziłam, żeby autorka jeszcze czymkolwiek mnie zaskoczyła. Jednak bardzo się myliłam - kontynuacja okazała się być jeszcze lepsza. Po emocjach, które autorce udało się we mnie wzbudzić, dochodziłam do siebie przez bardzo długi czas. Do tej pory w mojej głowie mam gonitwę myśli po lekturze. Nie mogłam się doczekać tej ostatniej części i bardzo się cieszę, że się nie zawiodłam. 
Książkę czyta się lekko i szybko, jednakże czytelnik może być przepełniony żalem, rozgoryczeniem i smutkiem. Parze głównych bohaterów kibicowałam od samego początku do końca. Utwierdzili mnie w przekonaniu, że każdy zasługuje na szczęście i na miłość. Jednocześnie nie możemy uciekać przed odpowiedzialnością za własne czyny i od stanięcia twarzą w twarz z własnymi błędami. Należy odpowiednio wyciągać wnioski i przede wszystkim - nie powielać głupstw. 
"Wstyd" rozwalił mnie na łopatki przez co nie mogłam się podnieść przez bardzo długi czas. Autorka niesamowicie potrafi manipulować emocjami czytelnika, ze mną również jej się to udało. W jednej chwili śmiałam się, by za chwilę płakać, a potem znów się uśmiechać. Serdecznie polecam. 
Czytaj dalej...

Kółko się zakochuje


Zrozumieć kobiety. Nie taka prosta sprawa, ale zrozumieć mężczyzn i w dodatku znaleźć idealnego... graniczy z cudem. Jak w dzisiejszych czasach kobieta ładna i inteligentna ma poznać tego jedynego na całe życie i skąd pewność, że ten to właśnie Ten?
Kółko powstałoby się wzajemnie wspierać w znoju nauki, pierwszych krokach dorosłości, a później... relacjonowania pierwszych randek. Posiadanie przyjaciółek jest bardzo ważne. Zwłaszcza gdy samo zdobycie dyplomu nie równoważy się z tuzinem ofert pracy, a kolejna nieudana próba miłości tej do końca życia spaliła na panewce.

Sześć przyjaciółek, znają się jak łyse konie. I chociaż lata nauki zaczęły odchodzić w zapomnienie, to nadal trzymały się razem – z wyjątkiem Zyty i Poli. Pierwsza postanowiła przeciągnąć wiek beztroski, dokształcając się, druga ambitnie realizuje plan napisania doktoratu. Wieczna dziewica.
Pozostałe rozpoczęły życie na własny ubogi rachunek. Bo wiadomo realia, są takie, a nie inne. Dyplom można mieć, a o pracę nawet w wielkim mieście nie tak łatwo, a że w kupie siła, dlatego dziewczęta postanowiły pomieszkiwać razem, to znaczy nie wszystkie. Podzielone na grupy. I chociaż mieszkały jeszcze jak za studenckich czasów to miały świadomość, że powoli nadchodzi czas by znaleźć porządnie płatny i w dodatku wymarzony etat. No i męża. Niby nic wielkiego, a jednak.

Ruda, naczelna uwodzicielka. Spotykała się z facetami i rozstawała. Żyła po swojemu, wiadomo szukanie miłości po wsze dni to jedno, a potrzeby drugie.
Madzia postanowiła spróbować swoich sił daleko od ojczyzny, może tam hen za oceanem czeka ten jedyny i wymarzona praca?
Czikita, od pewnego czasu spotykająca się z namiętnym Latynosem, jak się okazało wiek nie ma znaczenia, kiedy w grę wchodzą uczucia. W dodatku PRAWDZIWE. Tylko czy w obie strony...
Ania jako jedyna z grupy posiadająca od wielu lat wybranka losu, tylko coś ten przyszły, a jednak niedoszły mąż nie śpieszył się z zadaniem najważniejszego pytania. Przynajmniej dla czekającej Ani.
Została Zyta, główna dowodząca kółkiem, samotna szukająca, nieumiejąca się zdecydować, który z potencjalnych amantów mógłby zyskać miano partnera, może kiedyś kogoś więcej? Przystojny szachista, a może uprzejmy fan motoryzacji?

Zwykła codzienność, ale często jak bardzo bliska wielu kobietom. W końcu większość z nas dochodzi do tego etapu, gdy kończy się szkoła i trzeba rozpocząć pracę. Szczęśliwe, które w czasach licealnych poznały przyszłego męża, i później, gdy odpowiednia suma została zebrana – spełniły marzenie. Mówiąc sakramentalne tak. Pozostaje też grupa kobiet, dla których płynący czas bezlitośnie dodaje lat, ale nie wrzuca pod nogi świetnej umowy, ani nie aranżuje przypadkowego spotkania z panem idealnym. Co robić, kiedy kolejne kartki z kalendarza przyprawiają o ból głowy, szara rzeczywistość robi się bardziej szara. I tylko, a może aż koleżanki stoją u boku i wspierają się we wspólnej niedoli? Trzeba działać. Jak? To już zadanie do omówienia na spotkaniu kółka...

Książka ukazuje perypetie sześciu przyjaciółek, które są trochę postrzelonymi osobowościami, ale każda z nich ma to samo marzenie. Poznać mężczyznę idealnego. Zdaje się, że nie powinny z tym wyzwaniem problemów, ale... nic bardziej mylnego. Kiedy uroda i inteligencja idą jednak w parze, krąg potencjalnych amantów się zawęża. Niestety. Kobiety mają swoje wymagania i oczekiwania. A panowie? No cóż. Nie śpiewają serenad pod balkonami. Mało tego, każdy kolejny okazuje się większym rozczarowaniem od poprzednika.
W końcu matka przełożona zgromadzenia postanawia, by rozpocząć poszukiwania na portalach i czatach. Bo w końcu od czegoś one są, opinie różne, ale może kto wie? W gąszczu napaleńców i wariatów uchował się jakiś rozsądny?

Przyznać muszę, że historia, jaką zdecydowała się ukazać autorka, nie jest niczym nowym, jednak przedstawiona została w bardzo humorystyczny i swobodny sposób, dzięki temu zyskuje i sprawia, że czyta się lekko i nie jeden raz można wybuchnąć śmiechem. Zwłaszcza podczas słownych przepychanek koleżanek, które wierzcie mi na słowo — mają charakterki. Cięte riposty i poczucie własnej wartości – to cechy, którymi obdarzone były kobiety.
Wraz z bohaterkami będziemy zmagać się z ich rozterkami, zakochanej w nieco starszym namiętnym Julianie, wiecznie czekającej na oświadczyny Ani, która niby szczęśliwa, a jednak pogodzona z losem braku porywów w związku. Niezdecydowanej Zyty, będącej pomiędzy zachwytem nad Pawełkiem a miłymi rozmowami z Zetem, który z nich ma szanse? Wiecznie siedząca w książkach Pola, wykładowczyni i przyszła doktorantka, trzymająca cnotę jako trofeum dla tego najważniejszego, mimo upływu lat. I Madzia, która swoim szczęściem do wybranków losu przebije wszystkie członkinie kółka.

I chociaż losy bohaterek wydawać się mogą banalne, ja w towarzystwie kółka spędziłam bardzo przyjemne chwile. Zżyłam się z każdą z dziewczyn, polubiłam i byłam niezmiernie ciekawa, jakim efektem zakończą się poszukiwania, a kiedy dotarłam już do celu naszej wspólnej podróży, poczułam smutek, bo odniosłam wrażenie, że muszę opuścić kółko.

Myślę, że książka spodoba się każdej kobiecie, ponieważ jest typowym poprawiaczem humoru i jeśli nawet macie już poukładane życie, to nic nie stoi na przeszkodzie wyruszyć z tymi postrzelonymi dziewczynami na poszukiwanie miłości do grobowej deski. Polecam.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka