Załącznik



Zastanawiałam się od czego zacząć swoją opinię. Ponieważ do twórczości pani Rowell mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony mam taki jakby sentyment po Eleonorze i Parku, z drugiej strony zawiodłam się na innej publikacji. Tym razem miałam dać szansę, bo jak wiadomo niewypał może się trafić, co nie oznacza natychmiastowego skreślenia i wrzucenia do zakładki nie lubię. 
Dlatego kiedy ukazała się zapowiedź Załącznika pomyślałam, że oto nadeszła chwila by sprawdzić, jak to jest między mną a pisarką. Książkę przeczytałam, teraz przyszła pora abym opisała swoje wrażenia oraz  tego czy nasza wspólna literacka droga będzie miała przyszłość... 


Lincoln nie lubi swojej pracy, jednak z dziwnego i niezrozumiałego powodu nie szuka nowej. Tkwi więc na stanowisku kogoś kto musi przechwytywać pocztę prywatną ludzi z firmy.  Posada jaką otrzymał nosi bardzo poważną i w pewnym sensie obiecującą nazwę, w rzeczywistości jednak zajmuje się czytaniem e-maili. Tych, które nie dotyczą pracy. Jednym słowem grzebie w prywatnej korespondencji. Tak kochani. W wielkich firmach tak właśnie się dzieje, dlatego jeżeli myślicie to tylko historyjka w książce, ja już wam mogę powiedzieć, że nie. W urzędach czy innych korporacjach, specjalnie wyznaczone jednostki cały czas monitorują wiadomości fruwające po miejscu pracy. Delikwentom zwierzającym się  kolegom z działu zostają wysyłane upomnienia.  Typu - Treść zawiera informacje prywatne, nie mające wspólnego z pracą. Co jak powszechnie wiadomo nie sprawia, że taki Kowalski nagle zacznie pracować na konkretnych obrotach. Życie kołem się toczy i nie o samym zarabianiu na wypłatę przez pół dnia się myśli. O czym przekonuje się nasz bohater, gdy w specjalnej skrzynce na "prywaty" znajduje maile od dwóch koleżanek.  

Mężczyzna powinien wysłać kobietką powiadomienie, aby zaprzestały ploteczek w godzinach przeznaczonych na coś zupełnie innego, zwłaszcza kiedy adres email jest służbowy. Powinien, tylko tego nie robi. Dlaczego? Ponieważ podczas nudnych nocnych dyżurów czytanie wiadomości Beth i Jennifer zaczyna się mu podobać.  Koleżanki są zabawne, ich tematy do "rozmów" jeszcze bardziej i z dnia na dzień coraz trudniej Lincolnowi zrobić to, co powinien. Czyta namiętnie korespondencje i w końcu uświadamia sobie, że polubił dwie nieznajome i z ciekawością śledził wydarzenia z ich życia. 

W końcu nadchodzi moment kiedy między jedną nocą w pracy, a drugą - dokładniej mówiąc północką. Bo Lincoln pracuje z tego co dobrze zapamiętałam do pierwszej w nocy. W każdym razie dochodzi do mężczyzny, że zakochał się w Beth. I bardzo chciałby ją poznać. No, ale sprawa nie jest taka łatwa. Zwłaszcza kiedy nie ma się tej pewności siebie. No i nadal mieszka z matką. Tak. Niespełna trzydziestoletni, niezależny finansowo facet mieszka radośnie z mamą i nie widzi niczego dziwnego kiedy interesuje się każdym jego krokiem i ciągle pilnuje aby zjadł... 
Bo jest dzidziusiem i jak  nie zje to umrze z głodu. Moja mama mnie nie kocha - nie pilnuje mojego żywienia. Straszne.
Ogólnie problem samodzielności Lincolna denerwuje jego siostrę, która uparcie twierdzi, że jako facet dawno temu powinien odstąpić od ramionek mamy i być sam. Ponieważ żadna kobieta go nie zechce kiedy ciągle będzie mieszkał z mamą. Przyznam się, coś w tym jest. Mamisynki to tragedia.  

 Nasz bohater ma trudne życie, to znaczy trudno jest mu nawiązać kontakt z płcią piękną, dlatego gdy uświadamia sobie uczucie do Beth nie wie co zrobić. Z matką porozmawiać nie może, praktycznie z nikim nie może, bo jak wyjawić skąd ją zna? Co ma powiedzieć swojej potencjalnej ukochanej?  I przede wszystkim, czy odważy się na tak poważny krok? No i czy wyprowadzi od mamy.... 

Nie wiem od czego mam zacząć, bo trudna była dla mnie lektura tejże książki. Co gorsza nie nastawiałam się na Bóg wie jaką emocjonującą petardę. Niestety, początek okazał się gorszy niż mogłam przypuszczać. Praktycznie przez całą pierwszą połowę zanudzałam się na śmierć. Czytałam po kilkanaście stron i odpływałam w niebyt. Wszechobecna nuda mnie zabijała. I patrząc ile przede mną książki - czułam przerażenie. Naprawdę.
Lincoln była nijaki, nic nie czułam do niego. Ani nie lubiłam, ani mnie nie drażnił. Siedział z matką, dobrze gotowała. Na co miał się wyprowadzać i jadać obiadki z mrożonki. Rozmowa z kobietami nie szła, ale cóż, takie widać jego przeznaczenie. Szczerze nie umiem nic ciekawego o nim napisać. Taki był przez bardzo, bardzo długi okres.
Beth i Jennifer, one również bardzo długo były płaskie. Dosłownie. Ich e-maile są tragiczne. Nie mogłam pojąć jak kobieta, autorka mogła skonstruować aż tak drętwe wiadomości przyjaciółek. Nie umiem tego określić, ale wystarczyło doradzić się kogoś. Czytałam i zasypiałam nad tymi pseudo zabawnymi opowiastkami.  Przez cały czas zastanawiając się, co aż tak podobało się Lincolnowi. Bo mnie osobiście dobijało czytanie tych wypocin. 

I kiedy już byłam zrozpaczona i dosłownie spisałam książkę na straty... stało się "coś"!  Nagle jakby Rainbow Rowell w trakcie pisania zrozumiała, że nadal stoi w martwym punkcie fabuły i trzeba rozruszać akcję. Byłam w kompletnym szoku, jakby książka pisana była przez dwie osoby, jedna zaczynała i w połowie dała sobie spokój. Przyszła druga i postawiła to, co leżało i wołało o pomstę do niebios na nogi. Szok i niedowierzanie. 

Teraz mam ogromny problem jak podsumować całość. Ponieważ w pewnym sensie historia wybroniła się i przy końcówce zainteresowały mnie losy postaci. Niestety początek był gehenną, przez którą nie potrafię być łaskawsza. Cała konstrukcja, zamysł fabuły nie był niczym powalającym na kolana.  Historia przewidywalna i rzekłabym nawet, że banalna. I wszystko dobrze, takie również są potrzebne. Tylko dlaczego autorka potrzebowała aż tylu stron by się obudzić, by nadać całości emocji, wyrazu. Zainteresować odbiorcę? Z jednej strony nie chcę całkiem zniechęcać potencjalnych czytelników, ani nawet samej siebie do Pani Rowell, ale z drugiej nie mam pojęcia czy jestem na siłach znosić podobnie rozwleczone wprowadzenie.  Książkę oceniam na plus, można przeczytać. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Harper Collins

Czytaj dalej...

O serialu, który pokochałam - Lucifer ;);)

Lucifer fox lucifer morningstar tom ellis lucifer on fox
źródło


Jak wielokrotnie wspominałam, nie tylko książkami się żyje, to znaczy ja nie tylko książki wielbię ponad wszystko. Od czasu do czasu popadam w stan kiedy muszę odbyć seansy filmowe odcięta od rzeczywistości. I chociaż od porządnego serialu jaki naprawdę zawrócił mi w głowie minęło dosyć sporo czasu, to nie czułam się specjalnie zmartwiona. TEN serial musiał nadejść, i nadszedł. Oczywiście nie sam. Bo któż by inny jak nie wskazywana paluszkiem Sylwia, mogła mnie zmaltretować stosując przypominajki praktycznie codziennie - "Pamiętaj o Luciferze" Pamiętałam. Przez chwilę. Później owa pamięć szła sobie w las na grzyby których nie ma i nie oglądałam. 
W końcu jednak nadszedł dzień, który zmienił moje życie. Otóż zaczęło się od tego, że padał deszcz. Deszcz kocham miłością szczerą i prawdziwą. Słońce mnie męczy, jestę wampirę. Zawsze o tym wiedziałam. Tylko Edka mi do szczęścia brakuje. Cóż nie można mieć wszystkiego. Nie ma Edzia, za to jest deszcz. Jak deszcz to i koc, jak koc to książka albo film. Jako, że okulary już mało pomagają, bo szkła dawno powinnam wymienić, postanowiłam pomaltretować piękne oczęta moje filmem. Oglądanym online, bo przecież monitor wcale nie jest taki zły xD.  
Zasiadłam więc przed stroną zawierającą seriale online, odpaliłam pierwszy odcinek. I....
Boże mój kochany, nie wiem czy grzeszę, ale pokochałam Lucifera. To znaczy nie pokochałam go w sensie, że jakie z niego ciacho i tak dalej, ponieważ aktor - Tom Ellis , nie należy do typów z którym mogłabym mieć dziecko, ogólnie zapłaciłabym za ślub z nim, ale... Jaki On ma GŁOS!!!! O Lucyferze! No za takim głosem to ja bym poszła daleko, oj bardzo daleko. No ale jeszcze nie o tym. Wspomnieć należy cóż tam reżyser ze scenarzystą zmontowali i dlaczego każdy zachwyca się filmem, i dlaczego ludzie tam gdzieś chyba w Stanach buntowali się przed jego emisją. 

Lucifer (Morningstar) bierze urlop. Od piekła. Znudziło się biedakowi wymierzanie kar na nikczemnikach i postanawia wyjść z czeluści piekielnej do miejsca grzechu i rozrywki. Czyli ziemi, a dokładniej mówiąc Los Angeles. Sprawia sobie klub nocny w którym radośnie urzęduję wraz z towarzyszką piekielną. Lucek gania sobie po ulicach jako przystojniacha, z uroczym ironicznym uśmieszkiem na twarzy.  Wykorzystuje pewną nadprzyrodzoną moc do uzyskiwania informacji od ludzików i jakoś sobie tam egzystuje. 

Czekajcie, teraz nastąpi wsparcie estetyczne :) 

źródło
W końcu nasz Lucyferek poznaje panią Detektyw, która o dziwo nie jest podatna na sztuczki, którymi się posługuje aby wywabić od ludzi tajemnice. Niestety, Chloe jest odporna. Nie, nie to żaden przypadek Bellopodobny. Sprawa wygląda zupełnie inaczej. Relacja tych dwojga wygląda dosyć zabawnie, On cały czas próbuje udowodnić jej, że naprawdę jest diabłem, Ona mimo wielu dziwnych sytuacji mu nie wierzy, albo... nie chce uwierzyć. Grunt, że razem zaczynają "współpracować", czyli tropią morderców i takie tam. Ogólnie można by powiedzieć, że ot kolejny kryminalny serialik, tylko między wszystkim pomyka Lucyferek. No i może poniekąd tak jest, ale... Kto uważnie ogląda wychwyci pytania, które rzuca w przestrzeń nasz upadły aniołek. Bo chyba większość wie kim jest Lucyfer. Jego w pewnym sensie rozterki dają sporo do myślenia. I chyba za ten zabieg należy pogratulować twórcom, bo z jednej strony mamy tego złego,  ponieważ pod ludzką postacią nie zmienia się w chodzące dobro. Ani nic z tych rzeczy. Postać została ukazana z wielu perspektyw, można sobie spekulować, analizować i tworzyć własne domniemania. Jakby to było gdyby rzeczywiście Lucyfer pocinał po ziemi, dlaczego został strącony do piekła, ukochany synuś tatusia - odrzucony. Niby wyjaśnienie gdzieś jest, ale jaka prawda? Tego nie wie nikt, tutaj na ziemi rzecz jasna. I przyznam się szczerze sporo sobie tak podczas oglądania myślałam, najbardziej przy jednym z odcinków - z księdzem. Kto oglądał będzie wiedział o co chodzi, zainteresowani zwrócą może bardziej uwagę gdy dotrą do tej części. Chyba przy scenach rozgrywających się z ojczulkiem widzowie otrzymują pytania, pytania na które nie ma odpowiedzi.  Jednak robią swoje, możecie mi wierzyć :).


Lucifer fox lucifer morningstar tom ellis red eyes
źródło

Długo zabierałam się za Lucifera, teraz kiedy obejrzałam wszystkie odcinki, nie wiem jak mam dalej żyć. No niby zaczął się drugi sezon, ale to oczekiwanie na każdy kolejny nowy jest tragiczny. Chciałabym znowu mieć przed sobą całą serię i po kilka dziennie oglądać. Po pamiętnikach wampirów - które do któregoś sezonu były moim numerem jeden myślałam, że już nic mnie nie podbije, a tutaj proszę. W prawdzie Damona kochała będę zawsze, no ale Lucifer... ten serial ma klimat, nie jest straszny, chociaż momentami, jak widzicie wyżej bywa nieswojo, ale nie jest to żaden horror. Tego bym nie przetrawiła. Gra aktorów fajna, chyba do nikogo nie mogę się przyczepić. Nie chcę ich wymieniać, bo każdy kto będzie zainteresowany obejrzeniem pozna ich sam., tak jak ja to zrobiłam. Nie czytałam żadnych zajawek, tylko polecankę, dlatego i Wam piszę pobieżnie. Tyle ile wypada. Reszta należy do osobistej decyzji:) Dla głosu Ellis-a Warto! Uwielbiam jak woła "Detektyw!" 


Czytaj dalej...

Sekrety książniczki


Chyba większość ludzi miewa tajemnice, które pilnuje i nie chce aby ujrzały światło dzienne. Normalne.  Z pewnością wielu się zastanawiało jakie sekrety skrywane są za drzwiami komnat rodziny królewskiej, a już tym bardziej kiedy sprawy dotyczą krajów Bliskiego Wschodu. Bo jak wiadomo temat jak najbardziej na czasie, co się dzieje każdy wie, odczuwa większe lub mniejsze lęki. Zrozumiałe, pytanie czy tak ważni ludzie również mają powody do obaw? W końcu mogą wszystko. Z jakimi problemami muszą zmierzyć się kobiety żyjące w Arabii Saudyjskiej oraz państwach ościennych? Dotkniętych wojną, która zbiera żniwo w niewinnych ludziach... 

Otrzymując książkę byłam niezmiernie ciekawa tego co zawiera wnętrze, ponieważ opowieści kobiet, które opowiadały własne mniej, lub bardziej poważne historie wabiła. Oczywiście w telewizji dosyć często są podawane informacje o tragicznych zdarzeniach napadów na muzułmańską kobietę, która w brutalny sposób została "ukarana" przez członków rodziny. Jednak ciekawiło mnie życie księżniczki Sułtany, czy i jakie decyzje mogła podejmować w sprawach tak ważnych jak bezpieczeństwo dziewcząt i kobiet. 
Mówią, że dobry muzułmanin strzeże swoich sekretów, jednak nie Ona, nie księżniczka. Postanowiła opowiedzieć o sprawach, które były i są poważne. 
Jak większości wiadomo, to rodzice decydują kiedy i dla kogo oddadzą swoją córkę za żonę, teoretycznie nie można poślubiać, a dokładniej mówiąc współżyć z dziewczynkami do póki nie osiągną odpowiedniego wieku. Teoretycznie. Praktyka jest o wiele bardziej brutalna. Często o wiele starsi mężczyźni nie zważając na wiek i rozwój dziewczynki przemocą zmusza do "spełniania obowiązków małżeńskich", i między innymi z tym największym problemem walczy księżniczka, by w końcu państwo zakazało na tego typu okrutne zdarzenia. Ponieważ brak ograniczenia wiekowego dziewczynek zbierał wiele ofiar. Dziewczynki po brutalnej nocy poślubnej umierały, zaś te które przeżyły musiały zmierzać się co noc ogromnym cierpieniem. Nie tylko fizycznym, ale i w głównej mierze psychicznym. Nie wyobrażam sobie oddać dziesięcioletnią córkę jakiemuś czterdziestoletniemu mężczyźnie... Coś takiego po prostu nie mieści się w mojej głowie. 

Nie tylko ten temat został poruszony, ale i również problem wojny w Jemenie oraz Syrii. Zagrożenia jakie niesie również dla samej rodziny królewskiej. Księżniczka opowiada o własnym życiu często posiłkując się retrospekcją z minionych czasów, które miały wpływ na aktualne zdarzenia. Możemy również dowiedzieć się w jaki sposób pałacowe pokoje w których mieszka rodzina zostały zabezpieczone przed atakiem rebeliantów. Bo i takich możliwości nie można wykluczyć. 

Można podejrzewać, że ludzie żyjący dostatnio - jak w przypadku księżniczki i jej rodziny, nie wiele interesują się cierpiącymi, zmuszonymi do poniewierki. Jak się okazuje jest ono błędne. Ponieważ nie tylko Sułtana, ale również kobiety z jej otoczenia aktywnie wspierają poprzez fundacje poszkodowane kobiety. Szukając wpływów by ich losy i niezależność w końcu znalazły swoją akceptację w państwie i przede wszystkim w oczach mężczyzn, bo to głównie przez nich dostarczane było i jest cierpienie. 
Niesamowitą postawą wykazała się córka Sułtany - Maha. W tajemnicy udająca się na tereny obozów dla uchodźców z Syrii, pod fałszywym nazwiskiem. Pomagając jako wolontariuszka.  Twierdząc, że skoro dostała tak wiele od losu, urodziła się w zamożnej i dobrej rodzinie, mieszkała w pałacu, więc teraz powinnością jest niesienie pomocy poszkodowanym. Bardzo odważne i godne pochwały zachowanie. 

Mam mieszane uczucia względem książki. Z jednej strony jak wspomniałam na początku interesowały mnie historie kobiet, jednak jak się okazało. Zostały one według mnie potraktowane zbyt powierzchownie. Ponieważ opowieść w głównej mierze skupia się na rozważaniach i przemyśleniach Sułtany, która bardzo często wtrąca poboczne historie, które mnie tak szczerze mówiąc niewiele interesowały. Na przykład w jaki sposób siostra poznała męża. Podobnym sytuacji jest naprawdę sporo. A ja najnormalniej w świecie oczekiwałam konkretnych historii. Owszem coś niecoś dowiadujemy się czegoś na temat Italii, ale została ona ukazana jako kobieta tylko i wyłącznie wykorzystująca swoją urodę do życia na odpowiednim poziomie. Gdzieś tam są wtrącenia, że pomaga przyjaciółce w przedsięwzięciu. Tak naprawdę postacią wiodącą jest Sułtana, jej głębokie rozważania, wspomnienia i rozterki. 
Bywały momenty kiedy odczuwałam znużenie, ponieważ księżniczka chwilami rozwodziła się nad sprawami mniej istotnymi, kiedy omawiany był inny temat nagle wtrącały się wspomnienia. Żeby to były tylko urywki, ale nie. Czytałam o zupełnie innej historii, nie mającej wiele wspólnego do omawianej... 

Z drugiej jednak strony uważam, że książka jest ważna, porusza tematy ignorowane, kobiety a w szczególności ich prawa są uznawane za nieważne. I nawet kiedy dotknięte zostają tragedią, to tak naprawdę nikt się nimi nie zajmuje, nie obroni. Dlatego ważne jest by mówić, nie zbywać milczeniem gwałtu na dziewczynkach czy oblewaniu kwasem za wyimaginowane przewinienie. To nie historia o pięknym życiu księżniczek jak w bajce, bo chociaż wielu z nich się poszczęściło, należy pamiętać o innych, które potrzebują pomocy. 
Uważam, że książkę warto przeczytać, zapoznać się i zrozumieć jak sprawy wyglądają z innej perspektywy.


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak literanova.

Czytaj dalej...

Kolejna odsłona Libster Blog Award




Dostałam jakiś czas temu nominację, zacną i to bardzo. Od Kasiek Z pasją o dobrych książkach - która chyba przestała mnie kochać...:(. Na pytania mimo wszystko odpowiem, bo również lubię wszelakie zabawy blogowe. 


1. Czy jest książka do której ciągle wracasz? 

Tak. Ogólnie bardzo często wracam do pewnych tytułów, mam tak zwanych poprawiaczy humoru, po które często sięgam kiedy wpadam w totalnego, katastroficznego doła. A mowa o Natalii 5 - przyznać muszę, że egzemplarze są już mocno zniszczone. Chyba pora zaopatrzyć się w nowe. 

2. W której książce zakończenie zbulwersowało cię do tego stopnia, że chciałbyś/chciałabyś je zmienić? 

Cholera, nie wiem. Tyle zakończeń było nie takich jak chciałam. Ostatnio to chyba książką, która wzbudziła wiele emocji, Jojo Moyes,  Chyba większość wie jak się zakończyła. No i ja tak bardzo nie chciałam żeby stało się co i tak było przesądzone i do samego końca miałam nadzieje, że będzie dobrze, ale nie było i zostałam z pustką i bólem serca. No więc to zakończenie bym zmieniła. Na lepsze. Tylko w sumie dla kogo...

3.  Której książki lub książkowego cyklu nie chcesz przeczytać?

Taaak, teraz swoim wyznaniem narażę się na niezrozumienie a nawet potępienie. Bo nigdy nie chciałam i dotąd się mi nie odmieniło, nie chcę i nie przeczytam, ani nie obejrzę... Harrego Pottera.  Nie przemawia do mnie ta seria, ani film z beznadziejnym dubbingiem. Nie mam pojęcia czy jest jakaś inna wersja, ale nasz dubbing jest straszny. Książki mnie nie przyciągają. Więc no... już wiadomo. HP nie dla mnie. 

4.    Której bohaterki/bohatera tak bardzo nie znosisz, że najchętniej zabiłabyś/zabiłbyś go już w pierwszym rozdziale?

Najbardziej drażniące postaci były w erotykach, ale do tej pory pamiętam jak w słynnym Collide drażniła mnie ta tępa bohaterka i jej zidiociały facet. Boże! Jak sobie przypomnę to od razu dostaję telepawki. No nie znoszę tych kreacji. I cały czas łudzę się, że po świecie jednak nie chodzą tego typu idiotki. Bo, że kretynów nie brakuje to już niestety wiem. Cóż... Jak widać collide pozostawiło trwały ślad w mojej psychice, powinnam rościć o odszkodowanie za straty :) 

5. Czy kiedykolwiek fabuła książki owładnęła Tobą tak bardzo, że zakradła się do Twoich snów? Jeśli tak, podaj tytuł i autora.

Ha! No dobrze, mam gdzieś co i kto sobie o mnie pomyśli ;) Ale książka a dokładniej jaka seria, którą przeżywałam całą sobą to był  ZMIERZCH i naprawdę śniło mi się po nocach, że biegam po łące za Edkiem, po czym budziłam się rozczarowana, że to był tylko sen, zaś Edziu nie stoi ukryty za regałem i nie spogląda jak się ślinię podczas snu;). O wstawieniu czajnika bez wody na kawę nie wspomnę.... Tak. To były piękne czasy, a zmierzcha kocham do tej pory. Za te wspomnienia!:)
 
6.  Po jaki rodzaj książek sięgasz najchętniej?
 
Nie mam ulubionego gatunku, ale nie przeczytam szmirowatych erotyków i przerażających horrorów. 
 
7.   Czy zdarza Ci się mówić cytatami?
 
Tak, ale to wszystko przez moją mamę, która jest bardzo oczytana no i jej konikiem są wszelakie cytaty z klasyki, więc siłą rzeczy chcąc dotrzymać poziomu sama zaczęłam to robić:)  
 
8.   Czy lubisz e-booki i audiobooki? Uzasadnij krótko odpowiedź.

E-booki czytam kiedy muszę, na przykład gdy książka została wydana tylko w takiej formie. Czytam bo innego wyjścia nie ma, a lubię autora więc robię wyjątek. Jednak nie lubię i nie będę fanką czytników. Co do audiobooków... Zgiń przepadnij siło nieczysta! Boże drogi jedyny, do tej pory pamiętam cierpienia gdy pierwszy tom Trylogii Czasu dostałam w tymże wydaniu i czytała beznadziejna Dereszowska  czy jak ona ma, nie lubię tej aktorki, nie trawię jej głosu. Nie mam do niej nic, ale nie jestem masochistką i słuchać nieudolnej modulacji było czymś czego nie uniosłam. Innych nawet nie chcę sprawdzać. Mam traumę.  No chyba, że... czytałby Piotr Fronczewski. Wtedy nawet Mógłby czytać mi kołtuna, a ja byłabym uszczęśliwiona;)  Miało być krótko! o kurde...
 
9. Książka zdecydowanie nie trafia w Twój gust. Czytasz do końca, czy rezygnujesz?
 Różnie bywa. W zasadzie staram się męczyć u dokończyć, ale jest kilka tytułów, które po prostu wyeksmitowałam bez żadnych wyrzutów sumienia. 

10 . Z którym bohaterem książkowym najbardziej się utożsamiasz?

Z wieloma postaciami potrafię się utożsamić. To zależy w jakim etapie emocjonalnym aktualnie się znajduje...

11.   Którą książkę uważasz za tak słabą, że nie powinna była nigdy zostać napisana?

 Oooo to pytanie bardzo mnie się podoba. Wszystkie części Greya, Barwy czegoś tam, COLLIDE i tym podobne. Uważam, że te książki są zbędne i niepotrzebne. Bo ani poziomu, ani niczego. Dno, pod którym już nawet nie puka beznadziejność. Ktoś mądry powinien zakazać wydawać badziewia, bo naprawdę szkoda biednych drzew:( 


Dziękuję za uwagę. Miło się odpowiadało, ale koniec nadszedł i trzeba nominować kogoś. Maszyna losująca idzie w ruch.... No i ... :

Zapraszam następujące osoby - 

- Agata Kądziołka ( Nie masz lekko ze mną) 
- Kasia Krasoń ( żebyś miała troszkę zabawy) 
- Chiyome  ( bo chyba jeszcze się w to nie bawiłaś) 



 Pytania pozostawiam te same ponieważ są bardzo ciekawe:)

 



 
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka