Anioł do wynajęcia - przedpremierowo



Okres przedświąteczny. W jednych wzbudza to jedyne w swoim rodzaju podekscytowanie oczekiwania na dzień, który już niebawem nastąpi. Dzień magiczny i wyjątkowy. W innych smutek i nostalgię.  Boże Narodzenie.
Gdy świat zaczyna otulać biała pierzynka, wystawy sklepowe przyodziewają się w lampki i łańcuchy, z głośników rozbrzmiewają nastrojowe piosenki, które śpiewa się tylko w tym określonym czasie, oczekiwania. Może na cud, może na coś co sprawi, że w sercu zapłonie nowa nadzieja, ale i wspomnienia. Puste miejsce przy stole, dla niektórych symbol, dla innych pamięć o tych, którzy odeszli, powinni być, ale los sprawił, że już ich nie ma. Tak. Te święta mają w sobie coś magicznego, poza ziemskiego....

Listopad, miesiąc nie bardzo lubiany przez ludzi, bo  już chłodno, ale jeszcze nie zima. Szaro, buro ponuro i jakby cały świat opłakiwał koniec gorącego lata i pięknej złotej jesieni. Spoglądając przez okna domów, miejsc pracy czy autobusów większość się cieszy, że ma własny kąt,  gdzie można się schronić i przeczekać. Nie każdy, nie Michalina. Tułająca się po ulicach miasta, zziębnięta, głodna i tracąca resztki wiary na lepsze. Siła sprawiająca, że walczyła o każdy dzień, godzinę i minutę zaczęła przegrywać. Zimno dotarło najgłębiej. Do jej serca. Osamotnienie i bezradność to najwięksi wrogowie. Wtedy zmęczenie dopada bez zapowiedzi, odbiera siły. A ona musi iść jeszcze kawałek, musi gdzieś się schować, przed zimnym deszczem ze śniegiem. I gdy nogi odmawiają posłuszeństwa nagle jej oczom ukazuje się coś, co dla innych znaczy niewiele, lecz dla niej w tym momencie rozpala iskierkę nadziei. Na zaznanie chwili ciepła. 

Może przypadek, może ktoś gdzieś daleko w przestworzach zadecydował, że właścicielka kwiaciarni zwróciła uwagę na dziewczynę ogrzewającą się przy ogniu. Chłonącej ciepło jakby to była najważniejsza misja jej życia. Widać było, że nie ma gdzie mieszkać. Licha zniszczona kurtka i nieodpowiednie na porę roku buty.  Kto w listopadzie ubiera się tak lekko, ba! Prawie już w grudniu, bo deszczowy i wietrzny szary miesiąc oddawał swe ostatnie tchnienia.  Impuls, pod wpływem chwili Gabrysia postanawia wyjść do dziewczyny, zaproponować coś ciepłego. Chociaż tyle, a może nawet aż. Niby mały gest, a jednak jak bardzo ważny... 

 Mimo wieku nie odczuwała upływu lat. Czego bardzo żałowała. Bo w końcu mogłaby cierpieć na demencje i w końcu mieć jakieś zaniki pamięci. Najlepiej wybiórczej, ale nie. Nela musiała należeć do tej wyjątkowej grupy, która starość przyjmowała bez tych wszystkich przykrych "bonusów". Ot czas upływał a ona żyła sobie sama. W oczekiwaniu. Na cud. Problem w tym, że każdemu. Czy to młodemu, czy starszemu czekanie zaczyna uwierać.  Monotonność i utrata nadziei popycha do dosyć skrajnych decyzji, które później mogą mieć niespodziewanie konsekwencje. Wypowiedziane w gniewie słowa, rzucone wyzwanie. Nim skończyła mówić, los zaczął działać, chociaż nie miała o tym pojęcia.... 

Cudów nie można zamówić. Same przychodzą, wybierają czas i osobę. Pojawiają się wtedy gdy zupełnie się ich nie spodziewa. Tak to jest z cudami....

Oczekiwałam tego tytułu. Przeczuwałam, że będzie bardzo ciekawy. Jednak nie miałam pojęcia, że świat wykreowany przez Magdalenę Kordel będzie aż tak magiczny. Pochłonie od pierwszego zdania, do tej ostatniej kropki. Ale nawet gdy już odłożymy książkę ona dalej w nas będzie. Historia o nadziei  i chwili załamania. O tym jak życie potrafi brutalnie wszystko odebrać. Jak zimno potrafi być bardziej przeszywające niż można było się spodziewać. I o kubku herbaty, który potrafi przywrócić wiarę w drugiego człowieka. Samotności i oczekiwaniu. O niespełnionych prośbach, które odbijały się słowami bez echa. 
Ja nie polubiłam, ja pokochałam postaci. Michalinę, Gabrysię Petronelę i jeszcze kogoś.Nie umiem tego nazwać, ale byli tak bardzo realni, odnosiłam wrażenie jakby można było te kobiety spotkać gdzieś za rogiem uliczki. Coś niesamowitego. 
Oczywiście nie obyło się bez tych mniej dobrych, a raczej złych i podłych. Zadających ból z uśmiechem na twarzy. Niestety świat nie jest kolorowy i nawet wizja nadchodzących świąt nie może nic z tym poradzić. 

Zasiadając do czytania nie spodziewałam się, że klimat oczekiwania świątecznego aż tak mocno mną zawładnie. Od wielu lat nie doświadczyłam tych wszystkich emocji, jakimś Cudem Madzi Kordel się to udało. Znowu poczułam zapach pierników. Zaś chęć przyozdobienia drzewka świątecznego wywoływało dreszcze radości. Przyznać się muszę, że  od lat zapomniałam jakie to uczucie oczekiwania. Teraz dzięki tej cudownej książce mam ochotę już teraz zrobić pierniczki, przyozdabiać i chłonąć ich zapach. Na dobrą sprawę pobiegłabym po choinkę i lampki żeby w domu można było poczuć święta. Niestety jeszcze nie ten czas. Szkoda ogromna. 

Książka  napisana w cudowny sposób. Podczas czytania towarzyszyło mi tak wiele różnych emocji. Był chwile gdy czułam żal i współczucie za niesprawiedliwością losu. Tę okropną beznadzieje i bezradność. Poznając Nelę nie mogłam przestać się uśmiechać, nad kobietą, która tyle przeszła, a jednak miała w sobie coś co nie pozwalało by ją nie pokochać, bo sympatię od razu wzbudziła.  I jak wiele razy wspomniałam klimat. Chyba dawno, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że nigdy nie wczułam się aż tak mocno, nie pamiętam bym aż tak czuła święta, tę radość i oczekiwanie. Magię tego co nadejdzie i wiarę, że cuda istnieją. Tylko nie takie na zamówienie, przez telefon. Anioły w końcu zjawiają się wtedy gdy ich potrzebujemy, a to że ich nie widzimy? Może w tym największa  tkwi tajemnica? Znaleźć cud w pędzie życia... 

Cóż mogę jeszcze napisać? Anioła pokochacie. Wejdzie do waszych serc niepostrzeżenie i już tam zostanie. Tak będzie. Jestem tego pewna!  Madziu, dziękuję za tę przepiękną książkę! Wiele dla mnie znaczy. 







16 komentarzy :

  1. Boże, sprawiłaś, że przez chwilę zatrzymał się dla mnie czas... Przepiękna recenzja, chyba twoja najlepsza. Uderzyły we mnie twoje emocje. Naprawdę. Wzruszyłam się...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisałaś tę książkę. Powiem szczerze, że okładka mnie nie zachwyca, ale zdaje się, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już wiem, że chcę to przeczytać :) A sama autorka powinna być Ci wdzięczna za tak cudowną i piękną recenzję. Jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem niezmiernie wdzięczna! Czytając miałam łzy w oczach. Coś niesamowitego! Dziękuję!

      Usuń
    2. A korzystając z okazji to mogę powiedzieć pani Magdo - to Pani i Pani Grochola przekonałyście mnie do polskiej literatury :)

      Usuń
  4. Dzieki Twoim przepieknym slowom. Przepieknemu opisowi. Dolaczam ta ksiazke do mojej listy. Dziekuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. .....Panno Agnieszko , czytam te wszystkie recenzję z ogromnym zainteresowaniem . Tym razem jest jednak inaczej , po pierwszym przeczytaniu pojawiły się wypieki na twarzy . I w głowie rodzi się jedno pytanie , skoro recenzja jest piękna , to co musi nieść ze sobą książka na bazie której została napisana ?! . Aż chce się czytać ! . Samce w okresie jesiennym częściej zawieszają oko na kartkach powieści niźli na kusych spódniczkach . Dlatego też zarażony ciepłem płynącym z recenzji zaopatrzę się w ,,Anioła do wynajęcia'' . Ewentualnym fankom moich wpisów pragnę przypomnieć , że ja od kilkunastu nie jestem już do wynajęcia !......

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusi mnie ta książka przeogromnie, a obiecałam sobie nie kupować nowych tytułów póki nie przeczytam tych, które mam na półkach i mam wielki problem. Czasem jednak robię wyjątki dla książek, które przeczytam od razu po ich otrzymaniu i kto wie, może dla Magdy zrobię ten właśnie wyjątek, bo jej publikacje baaardzo lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i skusiłam się. Lektura cudowna :)

      Usuń
  7. Okładka mnie przyciągnęła do Twojego tekstu. Zapachniało świętami. Wprowadziłaś mnie w klimat cudowny nastrój. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, przy okazji przekaż komu trzeba, do przeczytania. Chcę poznać tę historię. Tamte dwie czekają w kolejce.

    DO WSZYSTKICH: Miałam okazję poznać Agę. To szalenie pozytywna osoba,przemiła. Kiedy przekroczyłam próg jej domu, miałam wrażenie, że znamy się od zawsze.
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za przemiłe słowa!:) Książeczki oczywiście przekażę do poczytania i zapraszam ponownie w skromne progi:)

      Usuń
  9. Jednak z najbardziej klimatycznych okładek, jakie widziałam. Cudo! Sama recenzja także rewelacyjna. Skutecznie zachęciłaś mnie do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Już od dawna wypatrywałam tej książki, ponieważ usłyszałam o niej i trudach jej tworzenia podczas czerwcowego spotkania autorskiego z Magdaleną Kordel. Już dawno się tak nie wzruszyłam. Od lat nie oczekuję też Bożego Narodzenia, w ogóle przestałam postrzegać to święto jako coś radosnego. Dzięki Magdalenie Kordel znów poczułam się jak uczennica podstawówki z niecierpliwością wypatrująca pierwszej gwiazdki:)

    Dzisiaj zamieściłam u siebie recenzję tej książki:) http://www.karminoweusta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka