Eden. Nowy początek




Zachwycałam się nad pierwszą częścią cyklu. Calder przypadł mi do gustu mimo, że jak to wiele osób mnie uświadamiało -  jakbym sama nie wiedziała jakiż to gatunek. Bo romans, bo jak to może się akurat mnie spodobać. No jakimś cudem, spodobał.
Pochłonęłam książkę w jedno popołudnie i czułam się szczęśliwa mając w domu kontynuacje. Ponieważ zakończenie jak i zresztą całość wywarła na mnie spore wrażenie. Chciałam się więc dowiedzieć jak dalej potoczą losy tej dwójki. Co ich czeka poza osadą w której spędzili tak wiele lat. 
Zasiadałam do czytania pełna ekscytacji i oczekiwania na to co nastąpi. Jakie są więc wrażenia po zakończonej lekturze? Czy i tym razem autorka mnie podbiła? 


Resztkami sił udaje się jej uciec. Ma świadomość, że prawdopodobnie wszyscy zginęli. Tylko jej udało się przeżyć. Teraz musi odszukać jakieś schronienie, tam na zewnątrz. Nie ma zbyt wiele, ale może ktoś wyciągnie pomocną dłoń? Może nie każdy mieszkający poza Akadią jest złym człowiekiem jak to wmawiał im Hector. 
Ma ze sobą medalion, przepustkę na start. By może otrzymać jakiś ciepły posiłek, a jak się uda również nocleg? Później zastanowi się co zrobić dalej, ale jeszcze nie teraz. Musi odpocząć, jest taka zmęczona i głodna. Autobus się zatrzymuje, koniec trasy. Teraz powinna znaleźć adres, który  stał się wyznacznikiem podróży. Zakładu jubilerskiego. Może gdy tam dotrze i go pokaże otrzyma jakieś informacje? A jeżeli nie, to chociaż uda się go sprzedać, będzie miała pieniądze... Niby nie tak daleko, ale zmęczenie i głód coraz mocniej dają się we znaki...

Splot kilku zdarzeń, karta beznadziejności obraca się i Eden otrzymuje pomoc. Trafia do domu właściciela zakładu jubilerskiego . Nie dość, że otrzymuje mieszkanie to i pracę jako nauczycielka gry na fortepianie. Nikt nie naciska, nie musi się już bać. W prawdzie trauma jaką przeżyła dalej tkwi tam w środku, ale z biegiem czasu zyskuje w starszym panu przyjaciela, który staje się jej bardzo bliski. W jej sercu dalej żywe są wspomnienia tego, którego pokochała całą sobą. Miała nadzieje, że może przeżył. Jednak nie miał szans, Ona jako jedyna uciekła. Zostały tylko chwile z miejsca, które powinno jawić z czymś złym, ale właśnie tam przytrafiło się jej coś tak pięknego. Teraz, na wolności jest sama. Bez Caldera. 

Gdzieś nieopodal, dwóch młodzieńców próbuje na nowo żyć. W świecie, który znali tylko z tej złej strony, do którego nie mieli wstępu. Teraz jako jedyni ocaleni muszą walczyć z demonami przeszłości. Xander i Calder pogodzić muszą się ze stratą rodziny  i ukochaną Eden. Obaj mają tylko i aż siebie. Jednak to ten drugi nie potrafi się pozbierać i zmierzyć z teraźniejszością. 
Nie umie i nawet nie chce być na ziemi bez swojej miłości, bez tej dla której miał sens istnienia. I gdyby nie przyjaciel już dawno zrezygnowałby z życia. Pociechę znajduje w malowaniu obrazów, które jak się okazuje zyskują coraz większy rozgłos i zachwyt. Ze zwykłego młodzieńca, staje się kimś podziwianym i ważnym. Powoli zaczyna układać swoje połamane życie. Bez Eden.  

Mieszkali w tym samym mieście, nieopodal siebie przez kilka lat. Oboje nie mając pojęcia, że to drugie przeżyło. Samotni i zrozpaczeni. Los ponownie ich ze sobą spotkał. Jak po wydarzeniach, które sprawiły aż tyle bólu będą ich relacje? Czy miłość potrafi przetrwać naprawdę wszystko? 


Cały czas zastanawiam się czego oczekiwałam po tej części. Z jednej strony do pewnego momentu było ciekawie. Tego jak Eden i Calder stawiali swoje pierwsze kroki na wolności. Dorośli, a jednak bezbronni jak dzieci. Przez tyle czasu żyli odseparowani, nie mając pojęcia o tym co działo się tuż obok nich. I teraz gdy jeden koszmar się skończył, rozpoczął drugi. Utrata najbliższych była tragedią. Co z tego, że oni żyli? Nie mogli cieszyć się wszystkim co spotkali, czym zachwycali, kiedy w środku pustka pożerała z każdym dniem coraz mocniej. 

Do póki autorka ukazuje czytelnikowi całą grę emocji bohaterów po uwolnieniu do ich klimatyzacji na zewnątrz fabuła jest ciekawa. Czyta się z zainteresowaniem i oczekuje kolejnej strony, a nawet zdania. Tego co wydarzy się dalej. Niestety kiedy dzieje się co ma wydarzyć, a później Eden i Calder się spotykają... Rozpoczyna się spadek w dół.  Poziom sobie zjeżdża z pięknego widoku gdzieś tam w otchłań, pozostawiając niedosyt i rozczarowanie.

Wiadomo, że młodzi jak się spotkali to po prostu szok i niedowierzanie. O Jezu ona/on żyje! Juhuu skaczemy z radości razem z nimi. Serio. Opisy kilku dni, wiadomo jedno i drugie jakoś sobie zaczęło egzystować osobno, teraz się odnaleźli. Trzeba dogadać, uzgodnić. Również w porządku. No i kiedy zakochani już się do siebie dopadają to mamy co? Seksy za seksami, seksy poganiające. Rozumiem romans, ale... nie wiem na co tych scen aż tak dużo. Miałam serdecznie dość. Historia tak świetnie się zaczęła, a została przez samą autorkę sprowadzona do jednego. Przykre. Fabuła sobie poszła w las, w sumie ja też bym poszła no ileż można, no ile? Sama miałam ochotę gdzieś wyjść żeby nie czytać jedno i to samo.  

Odnoszę wrażenie, że autorka do momentu odnalezienia się młodych wiedziała co zrobić, ale później coś uciekło. Dosłownie. Utknęliśmy w punkcie, którym nie wiadomo co było dalej zrobić. kolejny dramat czy może cukierkowy happy end? No ale za prędko, coś trzeba pisać. I tak właśnie "coś" dzieje się przez resztę. Problemy z nie powiem czego, aby było bo musi być. Nie tego oczekiwałam, najlepiej było dopisać jeszcze jeden rozdział do Calder'a i książka byłaby super. A tak? Do połowy jest dobrze, a później... Sami się przekonajcie. Zniechęcała nie będę.



4 komentarze :

  1. ....Witam , jestem w kropce , bo nie wiem , czy warto rozszerzać źrenice w kierunku tej czcionki . Piszę tak , bo jak dotąd recenzje Pani Agnieszki były niezwykle trafne . A co jeśli dochowała tradycji ?!.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie męczę Caldera, a potem zastanowię się nad Eden.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za romansami, dlatego nie sądzę, żebym zabrała się za ten cykl, chociaż pamiętam, że miałam chwilę zawahania po tym jak przeczytałam Twoją entuzjastyczną recenzję pierwsze części. Ale skoro kontynuacja nie trzyma poziomu to raczej nie będę sobie tym książkami zawracać głowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją zamiar kiedyś przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka