Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce

  źródło
Próbuję sobie przypomnieć, kiedy książka trafiła w moje ręce, ale coś nie bardzo mi wychodzi. W każdym razie dosyć sporo wody upłynęło, nim postanowiłam, że oto nadeszła pora właśnie na nią. Z opisu okładkowego, "polecanek" i całej reszty, historia miała być bardzo poruszająca i łzawa. Lubię czasem tego typu opowieści, to też nastawiłam się na wzruszenia. Jak było?

Przede wszystkim należy się małe sprostowanie. Klacz wcale nie wybrała swej pani, po prostu stado, które potrzebowało pomocy, było w tak ogromnym ścisku, że nie szło w sposób humanitarny dostać się do konia, którego wcześniej ktoś przydzielił Susan.
Kobieta widząca co się dzieje, zaproponowała, żeby wziąć pierwszego lepszego konia, który będzie najbliżej wyjścia. By nie ucierpiały inne, zlęknione i schorowane.

Troszkę ktoś chciał ugrać na chwytliwym tytule. Nie bardzo lubię takie sztuczki. Bo rzeczywiście oczekiwałam jakiegoś porozumienia dusz. Klacz spojrzała w oczy kobiecie, no i nagle do niej podeszła. Nic z tego. Już na wstępie muszę Wam odebrać nadzieje.




Historię opowiada Susan, kobieta w średnim wieku, mieszkająca wraz z końmi, po rozstaniu z mężem nie potrafiła nawiązać znajomości z nowym mężczyzną. Jej czas zajmowały konie oraz zajęcia terapeutyczne w ośrodku pomocy społecznej.

Nie planowała zakupu kolejnego konia. Trójka jej wystarczała. Jednak gdy otrzymała telefon ze stowarzyszenia, nie potrafiła odmówić. Cierpienie niewinnych zwierząt sprawiało, że po prostu musiała pojechać i pomóc chociaż jednemu. Tak trafiła do niej Lay Me Down wraz ze swoim źrebakiem.

Klacz była w fatalnym stanie zdrowotnym. Tak naprawdę, nie było wiadomo czy podane leki pomogą, czy jej organizm stoczy walkę z chorobą. Osłabienie, warunku, w jakich wcześniej się znajdował. Wszystko działało na niekorzyść Lay Me Down, ale Susan nie poddawała się, wraz ze swoją przyjaciółką postanowiły, zrobić co mogą, by nowa podopieczna stanęła na nogi.

Pomiędzy historią chorej klaczy, poznajemy również tych, którzy już byli obecni wcześniej. Jedna, ale bardzo zadziorna klacz i dwóch ogierów.

Jest jeszcze opowieść o samej Susan, której historia często cofa się do wczesnego dzieciństwa, by przybliżyć czytelnikowi, dlaczego kobieta znalazła się właśnie w tym miejscu sama. Co sprawiło, że jej życie potoczyło w taki, a nie inny sposób.



Trudno jest mi oceniać książkę, ponieważ opowiada o czyimś życiu. Jako że tego typu publikacje są zbyt prywatne, nie jest łatwo postawić ocenę. Dlatego postaram się by moje odczucia, były tylko na temat samej formy, w jakiej książka została napisana i skupie się na drugiej głównej bohaterce - Lay Me Down.

Czegoś mi zabrakło w historii, jaką ukazała Susan Richards, pewnych emocji, czegoś, co by sprawiło, że to wszystko było prawdziwe, a nie suchymi faktami. Zlepkiem wydarzeń, których była wstanie nam ukazać, ale zbyt mocno ocenzurowanych i przez to, nie poczułam samej Susan w Susan.

Co się natomiast tyczu klaczy, no tutaj to byłam bardzo zaangażowana w jej losy. Zawsze przeżywam, gdy w książkach pojawiają się skrzywdzone zwierzęta, a Lay Me Down, była wyjątkowa. Chyba pod każdym możliwym względem. I to właśnie jej historia, jej opowieść sprawiła, że płakałam. Przeżywałam wszystko intensywnie i nie mogłam pogodzić z tym, co ją spotkało.
Czy historia była rozdzierająca? Aż tak bym jej nie określiła. Bo patrząc na samo życie Susan, no jak u większości, różnie bywało. Raz lepiej, raz gorzej. Piękna była jej postawa względem koni. I to właśnie ta część książki robi największe wrażenie, znaczy sama postać Lay Me Down.

Nie mogę jednak powiedzieć, bym odczuła, jak klacz uleczyła zranione serce Susan, jak wspomniałam na początku, to jakby odrębna historia, która miała za zadanie tylko wypełnić wydarzenia, pomiędzy tym, co miało być o koniach.

Czyta się szybko, ale nie ma też wartkiej akcji. To z jednej strony zwykła opowieść, o kobiecie i klaczy. Jednak to klacz jest tą, dla której chce się skończyć książkę.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKA.

8 komentarzy :

  1. Hmm... Książek o podobnej tematyce jest bez liku, ale naprawdę dobrych to już mało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, większość autorów pisze tak, jak myśli, że jest, co zwykle wychodzi tragicznie...

      Usuń
  2. Mam tę książkę w swojej biblioteczce, ale jakoś specjalnie nie spieszy mi się do jej przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy sięgnę po książkę, ale lubię konie. Miałam okazję też przy nich pracować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabuła wydaje mi się bardzo ciekawa i oryginalna bo nie zdarzyło mi się wcześniej spotkać z czymś podobnym.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tego typu książek są chyba setki i choć ta rzeczywiście zapowiada się całkiem nieźle to zmartwiło mnie to, że piszesz, że zabrakło emocji. W takiej książce chyba emocje muszą się jednak przeplatać z faktami, żeby jakkolwiek ona do czytelnika trafiała...

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba raczej po nią nie sięgnę. Nie czytam książek, gdzie występują również zwierzaki :D
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm na razie odkładam na dalszą listę, może w wolnej chwili zainteresuję się ta pozycją.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka