lutego 28, 2023

lutego 28, 2023

Makijażowe (nie) polecanki

 


Dziś o kosmetykach do makijażu, post nie sponsorowany, bo jeszcze nie awansowałam na jakąś znaną influencerkę, co za tym idzie - będzie bardzo szczerze, a przy okazji napomknę, do czego niektóre znane influ są zdolne i dlaczego im nie ufam, a jeśli już, to jest to, jedna, jedyna blogerka, której reklamy produktów są szczere i na pewno nie przekupione. 

Wszystkie przedstawione produkty zakupiłam za swoje ciężko zarobione pieniążki, nie jest tego wiele - bo i mój makijaż nie należy do profesjonalnych. Zazwyczaj jest minimum z minimum :). A zatem, zaczynamy. 




Pierwszy weźmy podkład VICHY -  wyrównujący powierzchnię skóry. Same dobre opinie, stwierdziłam, że mogę drugi raz dać szansę tej marce, lata temu, bardzo się rozczarowałam, jak wiadomo ceny są wygórowane. Podobnie było i w tym przypadku. Cena to około 75 zł. 
Zacznijmy od koloru, jest bardzo jasny, w okresie zimowym, jeszcze można przełknąć, ponieważ w moim przypadku skóra twarzy jest zawsze bledsza. Czy krycie satysfakcjonujące? Średnio, wszystko zależy od oczyszczenia i przygotowania skóry, mam na myśli takie bardzo porządne. Jeśli będzie po peelingu z mocnym nawilżeniem, podkład ładnie złapie i zrobi efekt jaki jest obiecany. Tylko nie oszukujemy się, codziennie nie można robić peelingu, a ten produkt, nie lubi się z jakąkolwiek przeszkodą na skórze. Tak więc, potrafi ciasteczkować i nieładnie zbierać w newralgicznych miejscach. Oceniam go średnio, czy kupię? Na pewno nie. 

Druga opinia o będzie to THE BALM - Z tego co wyczytałam na stronie, nie jest to podkład, a krem koloryzujący, podobny do CC lub BB, właściwie nie wiem, jaka jest różnica, między jednym a drugim. W każdym razie, z tym kosmetykiem miałam pod górkę, nawet planowałam go oddać koleżance. Przede wszystkim zapach, jest bardzo intensywny i może przeszkadzać. I krycie, a dokładnie dopasowywanie do skóry. Pierwsze moje spotkanie z nim, było okropne, czułam na skórze, jakbym nałożyła szpachle, dyskomfort okropny. Zmyłam po 10 min. Kolejnym razem, zważył się okrutnie, a we mnie strzelił piorun, bo to nie jest kremik za 15 zł,. tylko 120 zł. Więc za tę cenę mogę mieć oczekiwania. 
I wreszcie, kiedy miałam go oddać, postanowiłam dać trzecią i ostatnią szansę. Słuchajcie. Jest super. W końcu załapałam, gdzie był mój błąd - nakładałam zbyt szybko po aplikacji kremu, widać tutaj, trzeba odczekać znacznie dłużej niż w przypadku innych, znanych mi podkładów. 
Czy polecam? Tak, ale trzeba mieć na uwadze mocny zapach i dosyć trudne początki :). 



Ach tusze do rzęs, nie twierdzę, że nie potrafię wyjść bez pomalowanych rzęs do ludzi, ale jednak lubię mieć podciągnięte - zwłaszcza gdy moje własne nie należą do zbyt długich. Tuszy mam mnóstwo przetestowanych, tutaj nowości, które miały super reklamy, a jak było w praktyce? 




GOSH - Fajny tusz, delikatnie wydłużający i pogrubiające rzęsy, nie jest wodoodporny, osobiście nie używam takich tuszy, ponieważ efekt jest gorszy, niż normalnymi. Szczoteczka silikonowa, nabiera mało produktu, dzięki temu nie skleja rzęs, ale też nie ma jakiegoś efektu wow, jest dobry na takie codzienny makijaż, gdy nie zależy na mocnym podkreśleniu oka.  Cena około 35 - 40 zł. 


RIMMEL - W moim prywatnym rankingu, jest to największy koszmarek wśród tuszy. Wszystko jest tu źle. Szczoteczka, która chyba przystosowana do tuszowania krowich rzęs, sam produkt okropnie śmierdzi, jest go za dużo, wylewa się z każdej strony, szczoteczka nie ogarnia, w rezultacie wszystko jest posklejane, a w dodatku, moje oczy reagują alergicznie. Od razu łzawią i pieką. Okropny tusz, takiego badziewia jeszcze na zaznałam. Cena około 30 zł. 


STARS - w opisie jest - kosmicznie wydłużone rzęsy - bardziej uśmiać się nie mogłam. Kosmicznie to może są, ale pokruszone;). Tusz nijaki. Nic nie robi, tylko brudzi, skleja jeśli będzie kilka warstw, a na końcu przemieni w efektowne kulki - a może to miały być gwiazdy? ;).  
Kupiłam na jakiejś promocji, więc nie ubolewam, bo straciłam jedyne 15 zł, cena regularna chyba 25 



LOREAL TELESCOPIC LIFT  - I moja wisienka na torcie. Tusz o którym była potężną afera na Tok Toku. O matko jedyna. Co tam się działo! Jakąś influ, zrobiła reklamę, ale w reklamie dokleiła rzęsy, zrobiło się śledztwo, aferki, jak można, płatna reklama, a tutaj oszustwo, doklejone rzęsiska. Czyli warto czy nie warto. Jaki jest ten tusz, dlaczego firma nie zbojkotowała współpracy, influ posypali się obserwatorzy. No nic, tylko popcorn, siadać i oglądać. Ale do rzeczy. Tusz. Cena nie byle jaka, bo 85 zł. Teraz, czy warto? Ano, niewiadomo. Stwierdziłam, muszę sprawdzić, bo i tak musiałam nowy, to kupię. Jednak jak mnie już znacie, mistrz cebuli, łowca promocji. Przyczaiłam się i czekałam. W końcu jest! 36 zł, mniej raczej nie będzie, biorę go. Przyjechał. I wiecie, to jest chyba jeden, z tych tuszy, po których, nawet moje maleństwa wyglądają jak firanki. Nawet własna mamusia była w szoku, jak zobaczyłam efekt. Szczoteczka trudna w ogarnięciu, nie każdemu podejdzie, ale ja lubię wyzwania, więc jest ok. 
Napiszę tak, nie wiem, czy zapłaciłabym 85 zł, ale te 40 można śmiało wydać, jest naprawdę w porządku. 



EYELINERY - bez nich moje życie nie ma sensu, no może przesądzam, ale bez kreski czuje się łyso. To jak bez brwi. Brwi i kreska to podstawa. Mogę nie mieć wytuszowanych rzęs, ale kreskę muszę mieć, bo inaczej, no nie potrafię. Taka moja słabość. No ale, kupić dobry eyeliner, nie łatwo. Zwłaszcza, kiedy się na tendencje do łzawienia, gdy ciągle pociera oczy - bo przecież muszę inaczej się uduszę. Testowałam wiele. Moim numerem jeden, zawsze będzie ten z MAC, ale niestety został wyprany i stracił na mocy {*}. 
Tutaj zestawienie wszystkich, które używałam, albo jeszcze dokańczam. Najnowszy nabytek to wodoodporny Esence - taki sobie, szału nie robi, czterech liter nie urwało. Ujdzie. 


I tak - Eveline - bardzo przyzwoity pisak, niestety końcówka bardzo szybko wysycha, przez co jaskółka wychodzi średnio, trzeba się nagimnastykować, żeby było ładnie. Szkoda, bo długo się trzyma, jak na produkt z tej półki cenowej ( około 25 zł). 
Bourjois - mój najlepszy eyeliner - ogromna szkoda, że nie mają w wersji wodoodpornej, wtedy miałabym swój ideał wśród pisaków. A tak, jest dobry, pod warunkiem, że śmiejemy się bez łez ;). Cena około 25 -30 zł. 
MISS SPORTY - To jest jakieś nieporozumienie, końcówka jak u markera, ścięta pod dziwacznym skosem, grupa, nie, no, badziew nad badziewiem, skrobał powiekę, aż do dziś mam dreszcze. 
ORIFLAME - o kochani, to był pretendent do podium, niestety jego wada, było zbyt szybkie wyschnięcie końcówki, ale jakże on się trzyma oka, jaka głęboka czerń. Czy ktoś jest konsultantem tej firmy, z chęcią kupię ;). 



I na sam koniec glazura ;). Czyli kiedy wszystko co jest, naciapane, trzeba podrasować, żeby miało ręce i nogi, a dokładnie - kształty. 
Bronzer BahamaMama  The Balm - nie należy do tanich, więc powinien być genialny. A jest, średni. Nawet powiem, bardzo średni. Opornie się rozprowadza, mam pędzle do konturowania Hakuro, więc sorry, to nie wina byle jakiego włosia. Poza tym, z niższej półki Rimmel, pięknie się poddaje. Tutaj,. klapa, nie polecam, cena nie idzie w parze z jakością. Jak widać, influ sporo wzięły za reklamę;). Cena wersja mini 55 zł. 
The Balm rozświetlacz - jak z bronzerem, ładnie wygląda w opakowaniu, na skórze to lekkie nieporozumienie, jak się ciapnie tak zostanie, nie współpracuje z pędzlem, o wiele lepszy efekt miałam z MUR. Mimo, że był taniutki.  Cena - wersja mini 55 zł.
INGRID puder prasowany - puder używam bardzo sporadycznie, zazwyczaj jest przeze mnie omijany podczas makijażu, ale raz czasem, się zdarzy, więc kupiłam na promocji, serię, która miała być super, jest ok, bez szału. Nie widzę nadzwyczajnego efektu. Cena 15 zł w promocji. 


Uff dobrnęliśmy do końca, mam nadzieję, że podołaliście, bo naprawdę wiele mnie kosztowało stworzenie tego postu.  Nie jestem znawcą, opinie są subiektywne, jak u zwykłego konsumenta, który szuka swoich makijażowych perełek :).  Jeśli macie sprawdzone kolorowymi, dajcie znać, zwłaszcza eyelinera - dalej szukam tego naj, naj  :)).  



14 komentarzy:

  1. Ja przestałam w ogóle stosować eyelinery, bo albo nie umiem się nimi malować, albo takie słabe są ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ciekawością przeczytałam Twoją recenzję, bo właśnie wczoraj buszowałam w Hebe. Skorzystam sobie z Twojego polecenia w kwestii tuszu Loreal, bo go nie miałam, więc chętnie spróbuję. Natomiast w kwestii eyelinera nie pomogę, sama używam do tego celu kredki, jakoś moja ręka nie współpracuje z precyzyjną kreską :) Uściski, Aga...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie ograniczyłam liczbę używanych kosmetyków kolorowych i zrezygnowałam z eyelinerów kilka lat temu, ale np. używam czasem kredek do oczu, lubię produkty Max Factor. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że żaden tusz się nie sprawdził, ja też ciągle szukam dobrej mascary :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poczytać warto, ja to jak dziecko we mgle.
    Ostatnio przekonałam się , że kosmetyki drogie nie zawsze są lepsze od tańszych zamienników polskich marek.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też przestałam stosować eyelinery, używam kredki do oczu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak lekko napisałas o tych kosmetykach, że taką recenzję z przyjemnoscią się czyta.
    A propos niewypałów kosmetycznych
    ...u mnie ostatnio pogrugiający i podkręcający tusz do rzęs marki Bonjour. O ile drogeryjne cienie, róże tej marki są ok (nawet inne tusze co to pawie oko obiecują) o tyle ten konkretny produkt to niewypał.
    Pozdrawiam ...i uprzedzam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Marki Vichy nie lubię, już kilka razy się zawiodłam. Jeśli chodzi o kolorówkę, to szukam głównie naturalnych produktów, całkiem fajny jest eyeliner Alterra, a jeśli chodzi o tusze i pomadki to najbardziej lubię Benecos.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do eyelinerów to korzystam z Avonu w pisaku od kilku dobrych lat. Szeroka gama kolorów. Jeszcze się nie zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z kosmetykami to jest tak, że to sprawa bardzo indywidualna. A to typ skóry, a to zabiegi na jakie ma się czas, a to przyzwyczajenia. Ja dobiera kosmetyki metodą prób i błędów, nie na podstawie reklam

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna, rzetelna recenzja, która utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma co kombinować i kupować kota w worku 😉. Od lat używam tych samych kosmetyków i tylko czasem się wkurzam, jak mi coś mojego wycofują z rynku.
    Jako podkład stosuję fluid z Lirene Perfekt Tone nr 102, tusze do rzęs i eyelinery to najczęściej z Maybelline, puder i konturowanie z Rimmel.

    OdpowiedzUsuń
  12. O tak, ja siebie też nie wyobrażam bez kresek, choć namalować je nie jest tak prosto, zwłaszcza, gdy tak jak ja, nie widzi się na jedno oko ,D

    OdpowiedzUsuń
  13. Co jak co, ale szczerość czuć w każdym słowie :D Eyelinerów też nie używam, przez zbyt niską sprawność manualną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak samo jak ja. Równomiernie rozprowadzony tusz do rzęs to szczyt moich możliwości. :D

      Usuń

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger