Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty

stycznia 27, 2019

stycznia 27, 2019

Kuba i Kanga

Kuba i Kanga
źródło


Odkąd pamiętam, lubiłam historie opowiadane o przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Nie wiem dlaczego, ale wywołują we mnie wzruszenie. Dlatego po przeczytaniu opisu książki o więzi między chłopcem a kangurem, zapragnęłam bliżej się z nią zapoznać. Mały chłopiec ratujący kangurzątko. Zapowiadała się naprawdę ciekawe i oczywiście poruszająca. Czy aby na pewno taka była?


Kuba mieszka ze swoim tatą, mają dom i małe gospodarstwo. Chłopiec przyzwyczajony jest do samotności, kiedy tato zamyka się za dnia, w swojej pracowni malując, on przemierza okolice w towarzystwie pieska. Taki tryb życia jest mu od zawsze znany, nie odczuwa z tego powodu dyskomfortu. Jest niesamowicie niewymagającym chłopcem. Do pewnego zdarzenia, kiedy zagłębiając się w buszu, jest świadkiem śmierci dorosłej kangurzycy. Sytuacja wytrąca chłopca, bo zdaje sobie sprawę, że właśnie na jego oczach zwierzę zakończyło życie. I nagle, zauważa pewien ruch, z torby kangurzycy, niezdarnie wychodzi jej maleństwo.

Chłopiec nie zastanawia się długo, nie może pozwolić by, tej małej istocie przytrafiła się krzywda. Zabiera Kangę do domu. Jeszcze nie wie, jak poradzi sobie z małym kangurkiem, ale wie jedno, musi się nim zaopiekować, teraz gdy został sam na świecie.

Opieka nad dzikim zwierzątkiem wygląda zupełnie inaczej, jak nad tymi, które mieszkają przy domu. Gdzieś w głowie chłopca, czai się myśl, że natura będzie wzywała nowego mieszkańca, w chwili, gdy osiągnie odpowiedni wiek, ale czy więź, jaką poczuł z Kangą będzie w stanie przetrwać?
 

Z zapowiedzi wynikało, że książka będzie z grupy wzruszających i tych, które powinny zostać na długo w pamięci. W końcu historia dla dzieci o dziecku - można by nawet powiedzieć, małym bohaterze. I o przyjaźni. Tylko tutaj, chyba komuś pomyliły się pojęcia. Bo o ile uczucia, jakim chłopiec obdarzył kangurka, faktycznie były silne i na upartego, można nazwać przyjaźnią, tak nie mogę tego już przyznać o postawie Kangi, Zwłaszcza kiedy autorka ukazuje nam tę relację, z jej perspektywy.

I tak naprawdę, nie mam pojęcia, w jakim celu był zastosowany ten zabieg. Bo jeśli do pewnego momentu czytelnik może odnosić wrażenie, że uczucie, jakie zaczęło się pojawiać między dzieckiem a kangurzątkiem, to przyjaźń. Tak przy rozdziale poświęconym zwierzątku, te nadzieje zostają rozwiane. Autorka ukazała tę postać, jako egoistyczną i zapatrzoną w swoją wyjątkowość. Kanga nie czuła nawet sympatii do swojego wybawcy. Może wdzięczność, ale raczej na zasadzie, „dobrze, dzięki Tobie żyję, ale nie masz prawa mnie więzić". Ona przez cały czas pragnęła opuścić zagrodę ludzi.

Mam sporo mieszanych uczuć, oczekiwałam zupełnie innej historii. Może nie oczekiwałam ogromnej miłości kangurzycy do dziecka, jednak myślałam, że będzie tu ukazana pewna nić porozumienia, między dzikim ocalonym zwierzęciem do człowieka. Ukaże nam, jak dzikość natury, można przybliżyć. W dodatku autorka snuła swoją opowieść, bez tego czegoś. Całość była dosyć płaska. Niby kierowana do dzieci, a niezbyt przychylnie. Chyba najbardziej zawiodłam się na rozdziałach z kangurem. Myślę, że mogą bardzo rozczarować najmłodszych czytelników.

Nie wiem, czy poleciłabym ten tytuł dzieciom. Nie do końca przemówiła do mnie forma, jaką zastosowała Ursula Dubosarsky.
 
 
 
 Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Znak Emotikon.


grudnia 06, 2018

grudnia 06, 2018

Nowe przygody Kubusia Puchatka

Nowe przygody Kubusia Puchatka



Powiedzcie, że lubicie albo lubiliście Kubusia? Ja może nie byłam wielką fanką niedźwiadka, ale za to kochałam szczerze Prosiaczka i czułam sympatię do zamyślonego i nieco nostalgicznego Kłapouchego.
 
Dlatego, kiedy okazało się, że zostały wydane Nowe przygody Kubusia, nawet nie musiałam się zastanawiać. Z wielką przyjemnością powróciłam do Stumilowego lasu, wesołej ekipy zwierzątek, które potrafią rozbawić i pokazać świat z niego innej perspektywy.
 
 

Tym razem spotykamy naszych starych znajomych w bardzo ważnej chwili. Krzyś szykuje się do występu, będzie miał ważne zadanie zabić smoka. Dlatego potrzebuje czasu, by nauczyć się swojej roli. Prosi Kubusia, by do odwołania nikt mu nie przeszkadzał. Gdy już będzie mógł, sam się odezwie do swoich przyjaciół.

Niestety z całej rozmowy, najważniejsze co zapamiętał Kubuś, to były smoki i to, że niebawem ich zaatakują. Pełen niepokoju wyrusza do swoich kompanów, by przedyskutować sprawę. Jak się bronić, czyli gdzie się schować i co zrobić, jeśli już dojdzie do spotkania z potencjalnym zagrożeniem.

Między czasie Kłapouchy znajduje coś, owo znalezisko wydaje się osiołkowi bardzo ciekawe i godne uwagi. Niestety nie potrafi określić, czym ono jest. Najpierw postanawia siedzieć i tego pilnować, by nikt niepowołany nie zabrał, jego zdobyczy. W końcu był pierwszy. Rozmyśla, kogo mógłby się poradzić w sprawie swojego skarbu. Dodatkowo sprawę utrudnia jeszcze jedna rzecz, potrzebna jest pomoc, by wydostać to coś. Sam nie poradził sobie, najlepszy byłby zając ze swoimi zwinnymi łapkami. Jednak jak wiadomo, lubi on przywłaszczać sobie wszystkie zasługi. I podczas tych jakże trudnych rozmyślaniach, natyka się na Kłapouchego nie kto inny, jak strapiony Kubuś.

Strach spadł na stumilowy las oraz jego mieszkańców. Co się stanie, gdy groźna postać zaatakuje, czy można się jakoś ustrzec? I kiedy w końcu powróci Krzysiu? Jakie jeszcze przygody, czekają na naszych małych bohaterów?
 
 
 

Cisze się, że mogłam ponownie wrócić do czasów, gdzie postacie tej znanej bajki, tak bardzo lubiane, sprawiły mi tyle radości. Dodatkowo książeczka jest pięknie wydana i zilustrowana. Chyba dawno nie widziałam tak ładnie wykonanej wersji Kubusia Puchatka.

Nie potrafiłam się jej oprzeć, a w końcu nie należę już do grupy odbiorców, do której została skierowana. Z drugiej jednak strony, każdy, kto w dzieciństwie polubił niedźwiadka, prosiaczka i resztę zwierzątek, darzy ich, chociaż maleńkim sentymentem. I choćby właśnie dlatego, dobrze mieć na półce egzemplarz tej książki.

Dodatkowym plusem, tutaj mam na myśli młodszych czytelników. Jest czcionka. Taka dosyć spora, nie olbrzymia, ale też nie drobna, by męczyła oczy. Przyjemnie się czyta i nie sprawia wrażenia, że tego druku jest gęsto. 
Kolejna sprawa, wspomniane wcześniej obrazki. Piękne i kolorowe. Ja uwielbiam bogate w barwy ilustracje. Naprawdę. I chociaż moja stara Chatka Puchatka, jest opatrzona czarną kreską obrazków, nie powiem, by nie miała klimatu. To pamiętam, że jako dziecko, brakowało mi kolorów.

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać, by oddać moją radość z posiadania tej książki i tego, jak bardzo chcę Was do niej namówić. Ona jest po prostu piękna. W sam raz na prezent, ale i bez okazji. Szczerze i od serca polecam.
 
 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak emotikon.

marca 07, 2015

marca 07, 2015

Jego wysokość Longin

Jego wysokość Longin



Marcina Prokopa zna chyba każdy, jest rozpoznawalny dzięki dwóm cechom, jedna jest wzrost, drugą zaś poczucie humoru. Za każdym razem gdy program jest prowadzony właśnie przez  jego osobę mogę być pewna, że nie zabraknie powodów do uśmiechu. Dlatego też kiedy w moje ręce trafiła ta właśnie książka byłam niezmiernie ciekawa jak też Prokop poradził sobie ze słowem pisanym...

Longinowi nie jest łatwo, jak zresztą każdemu dorastającemu chłopcu, a kiedy ma się nieprawdopodobnie długie kończyny niż przeciętne dziecko w jego wieku, sprawa zaczyna wyglądać bardzo poważnie. Ponieważ nie można spokojnie usiąść w ławce, która jest przystosowana do wzrostu w danej kategorii wiekowej, będąc wyjątkowym trzeba znosić dzielnie te różnice, albo mieć nadzieję, że stolik "się powiększy", problemy dotyczą również zabaw. Trudno jest się schować kiedy wystaje tu i ówdzie jakaś część ciała. Co ma robić w takiej sytuacji Longin? Wymyślać swoje sposoby na spędzanie wolnego czasu, a tych mu na szczęście nie brakuje. Zwłaszcza kiedy ma się młodszego brachola, skupiającego na sobie uwagę rodziców. Na szczęście Longin ma pokój, a właściwie kuchnio-pokój, który to został stworzony dzięki tacie. Rozdzielił część kuchni, by najstarszy potomek miał swój własny kąt. Miejsca to tam za wiele nie było, ale co najważniejsze się zmieściło. No i było blisko do kuchni!
Longin ma swoją paczkę, z którą spędza wspólny czas na przerwach w szkole, ale i również po lekcjach, wymyślając różne przedziwne zajęcia, bądź sposoby na zlikwidowanie przybytku niedoli, zwanym szkołą. Oczywiście nie może objeść się bez kłopotów, ale czasem pączki babci mogą zdziałać naprawdę bardzo wiele..

Kiedy po raz pierwszy wpadł mi w oczy ten tytuł nie poczułam się za bardzo zainteresowana. W ostatnim czasie coraz więcej postaci ze świata telewizji wydaje publikacje o sobie. Jakby fakt, że widzimy ich na szklanym ekranie miał sprawić, że staną się tak interesujący by napisać z tego tytułu książkę. Osobiście nie interesuje się życiem prywatnym aktorów, dziennikarzy i całej reszty. Dlatego też z zaciekawieniem, ale i też z pewną rezerwą zabierałam się za czytanie Longina. I muszę szczerze przyznać, że już po otwarciu okładki zostałam mile zaskoczona... Ponieważ książka została "wyposażona" w fotografie autora pochodzące z wczesnego dzieciństwa, do każdej z nich jest krótka notatka, oczywiście w żartobliwym tonie.
Ogólnie całość jest napisana z perspektywy dziecka, dlatego też młodszy czytelnik będzie miał sporą uciechę czytając opowieści z dzieciństwa, które miało miejsce w "innym świecie", gdyż czasy sławnego PRL-u często jawią się groteskowo, wręcz nierealnie dzięki absurdom z którymi codziennie musiało zmierzać się społeczeństwo. Starsze, ale i przede wszystkim najmłodsze, niewiele rozumiejące z ustroju politycznego jaki wtedy panował i konsekwencji wielu jak sądzę nieprzemyślanych decyzji władz. Jednak dla mnie te właśnie lata w dziejach naszej historii uważam za najciekawsze, z jednej strony wydają się lepsze od tych teraz, z drugiej trudno jest mi sobie wyobrazić stanie w wielogodzinnych kolejkach po mięso bądź inne potrzebne sprawunki.
Wracając jednak do książki, Marcin Prokop w sposób przezabawny przedstawił lata swego dzieciństwa oraz przeżyte przygody. Bywały chwile kiedy zaśmiewałam się do łez. Ten kto przeczytał powinien wiedzieć... Kozaki babci po prostu doprowadziły mnie do niepohamowanego ataku śmiechu, który nawet teraz nie  opuszcza gdy tylko przypomnę sobie całą sytuację:).  Dodatkowo strony zostały ozdobione ilustracjami ukazanymi w iście krzywym zwierciadle. Dzięki czemu wizualizacja staje się realniejsza i jeszcze bardziej zabawna. Kozaki! Są moim numerem jeden. Chyba nie przestanę się śmiać.
Nie muszę pisać, że polecam? Ponieważ książkę należy przeczytać, zwłaszcza jeżeli macie zły humor. Czas z Longinem upłynie w przyjemnej atmosferze.


Książka bierze udział w wyzwaniu - 53 książki.

lipca 25, 2014

lipca 25, 2014

MILO - Odklejone PO(d)PISY

MILO - Odklejone PO(d)PISY


Przeprowadzki wprowadzają wiele zmian w życiu każdego człowieka. Kiedy jest się dzieckiem każda kolejna jest jak start od zera, Dosłownie,ponieważ w szkole, na podwórku a nawet we własnym kolejnym pokoju nie ma żadnych wspomnień, wszystko jest nowe. Milo po raz piąty zapoznaje się z nowym otoczeniem, każdy dom nosił nazwę, czwarty zyskał miano Domu Mgły. 
Mając trzynaście lat, idąc do pierwszej klasy gimnazjum nic nie jest łatwe, Milo dobrze zdaje sobie z tego sprawę, ale kiedy już pierwszego dnia szkoły uświadamia sobie,że zakochał się w dziewczynie spotkanej w sklepie,  która uczęszcza do tej samej szkoły co ON!
Milo ma wiele ciekawych pomysłów, jego głównym jest zapoznanie się z Summer oraz wyznanie jej swoich uczuć. Niestety nie wszystko idzie po jego myśli. przede wszystkim Hilary, nie dość,że sąsiadka to jeszcze mają razem lekcje, dlaczego musiała się tak do niego przyczepić skoro Milo jest zakochany w innej? Dobrze,że zyskał jedynego i wiernego przyjaciela Marshala, który nie wypytuje i nie narusza przestrzeni osobistej kolegi. W ogóle Milo zazdrości koledze wielu rzeczy, na przykład w jego domu zawsze jest przyjemnie i wesoło, rodzice żartują jedząc posiłki, można opychać się smakołykami oglądając telewizje, zaś w jego domu każdy zajęty jest sobą. Siostra całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju, albo jest w szkole. Tato pracuje oraz zastanawia co powinien zrobić na obiad kolejnego dnia... Na temat mamy nikt nie mówi, a raczej jej braku. Wszystkie wspomnienia związane z jej osobą zostały w domu mgły..To tam rodzina, a raczej ojciec pozbył się wszystkiego co było związane z mamą. Usunął ze swojego oraz dzieci życia...

Chłopiec z nikim nie rozmawia na temat, który został wyparty z jego pamięci. Jednak pewnego dnia całkiem przypadkiem znajduje się w domu sąsiadki z naprzeciwka. Sylvia niemalże na każdej ścianie ma pozawieszane fotografie z mężem. Dla Mila wydaje się to zbyt absurdalne, do momentu gdy kobieta opowiada mu o śmierci ukochanego, swojej tęsknocie oraz bólu i o tym,że w pewnym momencie musiała się z nim pożegnać, a w sercu pozostawić tylko te miłe wspomnienia. Prosi chłopca, aby spróbował wrócić do przykrych wydarzeń i zmierzył z przeszłością.

Biorąc do ręki  Milo spodziewałam się lektury wesołej oraz nawiązującej do przygód chłopca w towarzystwie kolegów z tak zwanej "ławki" i po części tak było, ale niech nikogo nie zmyli, tak jak mnie okładka oraz opis. Ponieważ autor w swej książce przemycił coś jeszcze, problem rodziny po utracie matki, rozterki chłopca oraz jego nieradzenie sobie z tym co przeżył. Mimo,że Milo na co dzień jest radosnym trzynastolatkiem w jego wnętrzu czai się nie ukojony ból po stracie mamy, której na każdym kroku mu brakuje, której szuka w domu swojego kolegi, bądź bawiąc się na ulicy w szukanie najwspanialszej rodziny. Ojciec postanowił usunąć wszystkie pamiątki, rzeczy związane z osobą, którą wszyscy kochali, nie zdając sobie sprawy,że może swym uczynkiem wyrządzić krzywdę dziecku. Milo często nazywał swoje poprzednie miejsce zamieszkania domem mgły , mgła stanowiła pewnego rodzaju ścianę, za którą pozostawił wspomnienia mamy, te wesołe, ale przede wszystkim smutne, kiedy leżała w szpitalu, kiedy widział po raz ostatni i nie zdążył się z nią pożegnać, bo nie spodziewał się,że operacja się nie uda. Nie chciał wracać do poprzedniego życia, którego bardzo mu brakowało. Zwykłych codziennych czynności. 
Bardzo wzruszyło mnie gdy Milo będąc na wyprzedaży garażowej znalazł koc podobny do tego, który mieli w domu, a później matka będąc w szpitalu, jak po raz pierwszy pozwolił sobie na uwolnienie długo tłumionych emocji. Przyznam szczerze,że wiele razy czułam współczucie dla tego chłopca, który nie potrafił odnaleźć się w nowej dla niego sytuacji, gdzie ani starsza siostra, ani ojciec nie pomagali. Dopiero Sylvia uświadomiła mu coś bardzo ważnego. 
Myślę,że ta książka jest bardzo mądrą i pouczającą lekturą nie tylko dla dzieci, ale również dorosłych. Ukazuje jakie błędy można nieświadomie popełnić, ale i pomaga zrozumieć problemy tych młodszych. Szczerze polecam, jak wspomniałam wiele razy się wzruszałam i czytałam z ogromnym zainteresowaniem, bardzo polubiłam Milo jak i jego przyjaciół, których można stawiać za przykład. Jeżeli miałabym ocenić postawiłabym sześć z plusem.





Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger