Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty

czerwca 29, 2017

czerwca 29, 2017

Trylogia. Henryka Sienkiewicza

Trylogia. Henryka Sienkiewicza
źródło


Chyba większość słyszała o sławnej Trylogii, Henryka Sienkiewicza. Bo kto nie poznał się choćby z filmową wersją, Ogniem i mieczem, Potopem czy Panem Wołodyjowskim. I chociaż na jej temat krąży wiele sprzecznych opinii. Przyznać trzeba jedno. Sienkiewicz stworzył coś ponadczasowego. I nawet jeśli historia nas niezbyt interesuje, to większość wie, kim był Skrzetuski, Bohun, Azja, Zagłoba i wielu, wielu innych wspaniałych postaci.

Na rynku wydawniczym pojawiło się wiele wydań trylogii. Zazwyczaj są podzielone na trzy osobne egzemplarze. Tym razem wyszło tomiszcze. Trzy w jednym. Chciałam się mu przyjrzeć. Jak to wygląda, jak się czyta. I czy po latach od zapoznania z bohaterami, dalej będą wywoływali te same emocje?

Oczywiście, jak większość wie (albo i nie) Trylogię rozpoczyna Ogniem i mieczem. I to właśnie wstęp zawsze, ale to zawsze wywołuje we mnie dziwne emocje. Jest w nim coś takiego, co sprawia, że chce się zatrzymać i zastanowić. Czy rzeczywiście tak było, czy było czuć nadciągające niebezpieczeństwo? Natura naprawdę dawała znaki?


" Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastował jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia."*


Pierwotnie Ogniem i mieczem, miało być historią typowo miłosną. Opowiadającą o dwóch zakochanych mężczyznach w jednej kobiecie. Czyli Bohun i Skrzetuski w pięknej Helenie. Później jednak Sienkiewicz postanowił nieco rozbudować tło historyczne. Naciągnął fakty. Wszystko miało swoje wytłumaczenie. Polska znajdowała się pod zaborami. Panowała depresja i jakaś niemoc. Dlatego z miłosnej historyjki, powstało dzieło „ku pokrzepieniu serc". Mające na celu, dodanie wiary i otuchy w beznadziejnych czasach.

I tak oto mamy piękną historię miłosną, zbudowaną w okresie wojny. Między przelewającą się krwią, między jednym odetchnieniem a drugim. Dwóch mężczyzn pała miłością do kobiety, która wydaje się ucieleśnieniem wszystkiego, co najlepsze. Niestety, tylko jeden może zaznać szczęścia odwzajemnienia miłości.

I ja chyba nie byłabym sobą, gdybym napisała, że rozumiałam Helenę i razem z nią miłowałam Skrzetuskiego. Bo tak nie było. Od początku kibicowałam Bohunowi. I chociaż wiedziałam, że biedny kozak jest na straconej pozycji, nie mogłam pojąć dlaczego. Skrzetuski również zabijał. Ba! On nawet nie kochał Heleny w połowie, tak mocno, jak jego rywal. Owszem. Coś tam czuł do niewiasty. Jednak czy jego miłość była ponad wszystko?


Chyba najmniej lubianą częścią trylogii jest Potop, sama pamiętam, że w czasach liceum, jakoś nie podchodziło mi czytanie. Jednak z biegiem czasu, przekonałam  się i teraz, mogłabym czytać i czytać.  Tutaj mamy obronę Jasnej Góry, paskudne zagrywki i  ofiarę w postaci Kmicica.  Myślę, że tutaj warto zapoznać z tym fragmentem historii. Chociażby w postaci ekranizacji. Oczywiście, nie wszystko zostało w niej ukazane. Myślę jednak, że i tak warto.  


W Potopie miałam swoich ulubieńców, chociaż na pierwszy plan wchodzą inne emocje. Tutaj nie mogłam znieść obłudy Księcia. Było wiele momentów, gdy myślałam sobie, jakby to dziada utłuc. Wiadomym jest, musi być i wątek miłosny. Oleńka i Kmicic. Nie jest to łatwe uczucie, zwłaszcza przez sytuację, w jakiej znalazł ów wybrany pięknej oblubienicy. Jak się zakończyła? Ten, kto przeczytał, z pewnością wie, ale nie bardzo możliwe, że są tacy, którzy bronią się przed Potopem, ale w końcu przyjdzie ta chwila i zechcę się zapoznać. Niechaj nie wiedzą...


Na sam koniec pozostaje Pan Wołodyjowski, najbardziej lubiana i nawet rzekłabym ukochana postać. Sławny mały rycerz, którego walka szablą jest znana, nawet jeżeli nie znają książki czy nawet filmu. Michał Wołodyjowski, wspaniały patriota, postać niesamowicie pozytywna i trzeba przyznać niedająca się nie polubić. Oczywiście nie zapomniałam o Bohunie, ale ten niestety nie był bohaterem, lecz postacią negatywną, to tylko moja słabość do czarnych charakterów jak zwykle się ujawniła.


Mogłabym napisać wiele, ale kiedy tak teraz siedzę. Myślę sobie, że o Wołodyjowskim po prostu trzeba przeczytać. Ewentualnie obejrzeć film. Nie wiem dlaczego. Gdy nadchodzi koniec. I za każdym razem, mimo jakie świadomości będzie zakończenie. I tak mam nadzieję, że Oni zmieni.a zdanie, że jednak nie zrobią tego, co zrobili. I w tej jednej chwili mam ochotę powiedzieć — gdzieś z taką przysięgą.
 
I Tak jak w Ogniem i mieczem wstęp wywołuje we mnie pewne emocje, tak tutaj słowa kierowane przy końcu. Zawsze, ale to zawsze mam ciarki i to coś, co trudno opisać, co po prostu. Trzeba poczuć. 


— Panie pułkowniku Wołodyjowski!

— Dla Boga, panie  Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a Ty się nie zrywasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawisz?"**



Mam słabość do tych książek. Mogłabym czytać, oglądać filmy i nigdy się nie znudzą. Mało tego, ja za każdym razem przeżywam od nowa. Nerwy na Helenę, która nie wiem co, zobaczyła w nijakim Skrzetuskim. Współczucie dla nieszczęśliwie zakochanego Bohuna. Rozpacz, gdy nadchodzi śmierć Podbipięty, niby wiedząc, że ona i tak nastąpi, ale jednak i tak boli.

Nie polubiłam też Oleńki, jakaś ona była taka, sama nie wiem. Dziwna to była kobieta, ale widać wtedy one takie były. Chociaż Baśka, ta to miała charakterek. Nie co te dwie mimozy — Oleńka i Krzysia. Nie wiem, która bardziej mnie drażniła.


Wypadałoby napisać coś na temat wydania książki, o której dzisiaj Wam piszę. Z jednej strony doceniam fakt, że wszystko jest w jednym tomie. Z drugiej jednak strony — nie wiedziałam, że tekst będzie w dwóch kolumnach, coś jak w Biblii. Nie dość, że maleńki druk, to jeszcze te kolumny. Strasznie nie lubię czegoś takiego. Druga sprawa. Książka jest nieporęczna. Chcąc sobie przeczytać, no stanowi wyzwanie. Bo jeśli ktoś potrafi siedząc przy biurku, czy stole, to dobrze. Ewentualnie leżeć na brzuchu, a książka na łóżku. W rękach albo na kolanach kiepska sprawa.

Powierzchownie prezentuje się pięknie. Naprawdę. Świetnie mieć w swojej biblioteczce taki okaz. Jednak tylko do zaglądania do wybranych fragmentów. Do poczytania  polecam osobne tomy. Jest wygodniej i poręczniej. 

Podczas czytania zwróciłam uwagę, że jest sporo literówek. Być może trafił się mi taki druk, ale jeśli w każdej są błędy... troszkę szkoda. To nie jest byle jaka powiastka. Szkoda kalać błędami, których ktoś nie dopatrzył.

Cóż mogę więcej napisać. Samą Trylogię polecam szczerze i od serca. Czy ten konkretny egzemplarz? Pozostawiam do Waszej decyzji. 




Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.





* cytat pochodzi z Ogniem i mieczem, Henryka Sienkiewicza.
** cytat pochodzi z Pana Wołodyjowskiego, Henryka Sienkiewicza.

marca 25, 2016

marca 25, 2016

Kuracja samobójców

Kuracja samobójców

No i jest! Druga część trylogii, która już od jakiegoś czasu zapowiadała się całkiem nieźle – promowana wielokrotnie i zachwalana po wsze czasy. Plagę samobójców pochłonęłam praktycznie od razu. Nie mogłam się oderwać i przede wszystkim – doczekać kontynuacji. Tym razem... wypadło to trochę słabiej, niż się spodziewałam. NIESTETY.
Sloane i James wreszcie znaleźli prawdę o sobie i odkryli, że nadal łączy ich miłość. Postanawiają uciekać przed Programem. Trafiają na grupę buntowników, z którą się ukrywają. Główna bohaterka swoją postawą zaczynała mnie w pewnych chwilach nieźle irytować. Potem było trochę ciekawiej – pojawił się Klub Samobójców, nowe ciekawe pigułki, zagadki dotyczące przeszłości Realma. Gdy wczujesz się w fabułę i styl autorki, książkę się pochłania – wiadomo. Jednak zajęło mi to trochę czasu i muszę przyznać, że na początku się nieźle męczyłam, zanim potrafiłam przyzwyczaić się do typu narracji. Klimat drugiej części jest różny, niż w Pladze , co oczywiście ma swój sens. Chociaż ten sens musiałam trochę odkrywać... Emocje, które przejmują kontrolę nad bohaterami też są kompletnie inne: mniej tu smutku i przygnębienia, pojawia się determinacja i nadzieja na lepsze jutro. Autorce wkradło się trochę chaosu i widać, że próbowała z niego wybrnąć, co jej się chwali.
Mimo wszystko, choć jestem dosyć zaskoczona, i tak czekam na trzeci – ostatni – tom. Styl pisania Pani Young ma coś w sobie i nie pozwala tak łatwo o sobie zapomnieć. Książki stoją u mnie na półce i czekają na swoją kolejną część. Mam nadzieję, że tym razem dowiemy się o genezie całego problemu, zagłębimy się bardziej w historie bohaterów, poznamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania i przede wszystkim – nie zostaniemy z niedosytem. A jeśli nawet, to lepiej tak, niż się rozczarować. 
Podsumowując, Kurację samobójców oceniam nadal wysoko. Nie jest jakimś romantycznym gniotem, abstrakcyjną historią, czy fanaberią bez podstaw stworzoną przez autorkę dla jej kaprysu. Dziękuję wydawnictwu Feeria young za możliwość przeczytania powieści, bo bądź co bądź – BYŁO WARTO. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle. A Wam wszystkim serdecznie polecam, choćby po to, byście mogli przekonać się sami, czy moja opinia jest trafna i uzasadniona. 

stycznia 07, 2016

stycznia 07, 2016

Serce ze szkła

Serce ze szkła

Nowy rok, nowe postanowienia, marzenia, cele i dni. Jednak, niektóre rzeczy pozostaną stare. Tak jak ja (nie zamierzam się zmieniać) i czytanie egzemplarzy recenzenckich. I oto jest – moja pierwsza książka przeczytana w tym roku, która czekała jakiś czas na tę recenzję. Jaka była i czy warto? Zapraszam!

Główną bohaterką jest Juli – młoda córka pisarza. Dziewczyna nie jest szczęśliwa, gdy tata prosi ją, by spędziła razem z nim zimową przerwę świąteczną na wyspie Martha's Vineyard. Jej niecodziennym zadaniem ma być rozweselenie Davida – syna pracodawcy ojca Juli, którego narzeczona niedawno spadła z klifu. Po przybyciu na miejsce, dziewczyna odczuwa dziwną atmosferę i spotyka niesamowicie zamkniętego w sobie Davida. Smutny chłopak traktuje ją chłodno, ale ona mimo wszystko jest nim zafascynowana. Wkrótce Juli odkrywa, że narzeczona Davida nie jest jedyną kobietą, która zginęła w ten sposób, a wszystko podobno za sprawą dziewiętnastowiecznej klątwy, która skłania młode kobiety do rzucenia się w morską otchłań. Wkrótce Juli zaczyna słyszeć głosy i przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co iluzją stworzoną w jej głowie. Jednak ogromne niebezpieczeństwo czeka na nią wtedy, gdy zakocha się w Davidzie. Co się stanie i czy klątwa rzeczywiście istnieje? Dlaczego nagle Juli przestaje logicznie myśleć? 

Muszę się Wam przyznać, że ta pozycja zawładnęła całym moim światem i pochłonęła mnie do tego stopnia, że zarwałam dwie nocki. Nie wiem czemu, ale czułam, jakbym była częścią fabuły, tak bardzo wdrożyłam się w akcję i tajemniczą klątwę, że zaczęłam nawet kląć pod nosem, gdy Juli popełniała błędy. Ja i Serce ze szkła w pewnym momencie byłyśmy jednością, nie potrafiłam się od niej oderwać, a gdy już musiałam, ciągle myślałam o tym, co stanie się na kolejnych stronicach tejże pozycji. A najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że akcja rozgrywała się zupełnie inaczej, niż przypuszczałam. Za każdym razem byłam niesamowicie zszokowana tym, co działo się w świecie bohaterów. Świecie, który z biegiem czasu i stron, stał się również po części moim światem. 

Już zacieram rączki na myśl, że lada chwila pojawi się kontynuacja. Naprawdę! Nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się, co stanie się dalej. Autorka sprawiła, że chce się tylko więcej i więcej. Okrutna była tylko w tym, że w takim momencie zakończyła pierwszy tom, ale ma to też swój niesamowity urok – jeszcze bardziej pragnie się trzymać w dłoniach kolejną część. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko polecić Wam bardzo gorąco zapoznanie się z historią Juli, Davida i tajemniczej klątwy. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak bardzo, jak mnie. No i oczywiście liczę, że razem z niecierpliwością będziemy czekać na kontynuację. 

stycznia 06, 2014

stycznia 06, 2014

Dziewięć żyć Chloe King

Dziewięć żyć Chloe King

Czekałam długo na Chloe, jakoś się napaliłam na tę książkę, dlaczego sama nie wiem, może okładka ma w sobie coś obiecującego, może ten tytuł mnie przyciągnął? Wiem jedno, wyobrażałam sobie świetną lekturę, mając nawet w planach zakupienie tego właśnie tytułu. Jednak dzięki uprzejmości Bujaczka mój budżet został ocalony, a ja dowiedziałam się co zawiera wnętrze pierwszego tomu trylogii. Spróbuję opisać wszystko nie opowiadając zbyt wiele, chociaż fabuła... no sami się zaraz dowiecie....

Chloe jest szesnastoletnią uczennicą liceum, jej życie nie różni się niczym specjalnym od wielu jej rówieśniczek, ma grupę przyjaciół, matkę oraz własny pokój, Ogólnie niczego jej nie brakuje, ale jak to bywa panny w tym wieku zawsze mają jakiś problem, przeważnie z samym sobą. Chloe akurat ma mieć urodziny i od samego rana stwierdza,że nie będą one takie jakby tego chciała, postanawia wyciągnąć dwójkę najbliższych kolegów na wagary. Przemierzają miasto to tu i tam aż w końcu trafiają na wieżę, gdzie patrząc na widok z góry rozmawiają. W pewnym momencie dziewczyna stojąc przy oknie za mocno się wychyla i spada z bodajże siedemdziesięciu metrów. Powinna umrzeć, ale tak się nie dzieje, nawet nie jest połamana, troszkę ma odrapaną facjatę i chyba delikatną ranę z tyłu głowy. Koledzy nie mogą wyjść z podziwu jakim  cudem przeżyła, zaprowadzają Chloe do szpitala. Gdzie lekarze zastanawiają się czy cała opowieść nie jest głupim żartem nastolatków. Po powrocie do domu dziewczyna zaczyna się zastanawiać jak to się stało,że cudem przeżyła, ale nie specjalnie zaprząta sobie tym głowę, w dodatku matka zamiast się cieszyć z jej przeżycia ma większe pretensje o wagary córki. Dlatego też zbuntowana jedynaczka wychodzi z domu gdzieś się przejść, chciałaby porozmawiać o całym zajściu z Amy, jednak ta nie odpowiada na jej wiadomości, dlatego też w przypływie impulsu udaje się do dyskoteki, jej ubiór nie bardzo jest odpowiedni ale co tam, w końcu jest zbuntowana. Pijąc napój wyskokowy namierza super przystojniaka, zaczynają ze sobą flirtować, nagle okazuje się,że Chloe zrobiła się bardzo pewną siebie uwodzicielką, bo do tej pory oczywiście taka nie była. Wraca do domu w podskokach bo jakoś jej nogi nabierają fajnego rozpędu, więc tak sobie kica. 
Dni mijają nic interesującego się nie dzieje poza jej rozterkami, z którym facetem powinna się umówić. Jak odezwać i tak dalej. Aż nagle pewnego wieczoru gdy cały dzień chodziła podminowana po kłótni z matką Chloe odrywa zaskakującą rzecz, ma pazury! takie jak kot! Niestety nie wyrósł jej ogonek, szkoda no ale co jest kotem niepełnosprytnym, ma pazurki i może skakać i szybko biegać, na upartego może być kotem.
Długo, długo nic się nie dzieje aż w końcu ktoś zaczyna zagrażać kocicy, nie wiadomo kto ale coś się dzieje, hurra!  Muszę nadmienić,że to jest dopiero na sam koniec książki więc radość była tym większa, bo już byłam w stanie rozpaczy, ale o wrażeniach później. No więc Chloe zaczyna zagrażać niebezpieczeństwo, skąd i dlaczego tego biedaczka nie wie. Za to wie pewna osoba, o której by się w życiu nie spodziewała, nawet ja sama była zdziwiona!

Zakończę opis tej jakże fascynującej fabuły, która była tak beznadziejna,że aż przecierałam oczy z podziwu, dlaczego? Bo zastanawiałam się jakim cudem zyskała taką rzeszę fanów?? Sana Chloe jest totalnie beznadzieja,chociaż nie, to zwykła dojrzewająca dziewczyna z burzą hormonów, nic nadzwyczajnego. Nie ma w sobie nic co mogłoby sprawić żeby ją polubić bądź chociaż kibicować, mnie ogólnie drażniła, chyba o wiele bardziej polubiłam playboya Aleka, ten to chociaż miał w sobie coś, później okazało się co takiego. 
Amy oraz Paul doprowadzali mnie nie powiem do czego, gdybym miała takim pożal się Panie Boże przyjaciół to zaczęłabym wątpić  w instytucje przyjaźni, chyba nawet nie bardzo wiedzą o co w tym słowie chodzi a co dopiero w czynach..Jeszcze sam Paul jak cię mogę ale Amy... grr grr tylko to mi się ciśnie na usta. Siedzi człowiek albo w sklepie razem z Chloe albo zasypia w szkolnej ławce i tak czeka na coś, na co? Chociażby na trzęsienie ziemi, scen erotycznych to tutaj być nie może, bo nasza dziewuszka dopiero pierwszy okres dostaje więc w tej sferze to raczej powijaki. Tylko coś mi się gryzło jej zachowanie dziewicze jakoś odbiegało od normy, ale może to koci instynkt gdzieś tam brał górę? Dialogi są biedne, nawet bardziej niż biedne, szkoda słów. No ale przychodzi ostatnie 30 stron i nagle pojawiają się jacy tajemniczy ludzie, najpierw jeden co by nas przygotować, bractwo noży czy jakoś tak, nie pamiętam nawet bo z tej radości aż mi nazwa umknęła, Oto w końcu coś się zaczęło dziać!! Hurraaaa!!! Brawo dla autorki, tyle trzymała w nudzie,że niemalże z owacjami przyjęłam ostatnie podrygi książki.  No i co? Muszę wam kochani powiedzieć, że wybroniła się cwaniara! Ta całość wołająca o pomstę do nieba przy samym końcu sprawiła,że nawet czytałam z zainteresowaniem! Zastanawiam się czy ten zabieg był zamierzony, czy autorka nie zdawała sobie sprawy z nudnej akcji przez większą część książki. Summa summarum to co działo się przed ostatnią kropką miło mnie zaskoczyło, ba! sprawiło nawet,że zrezygnowałam z nazwania Dziewięciu żyć Chloe King totalnym dnem!  Mało tego jestem skłonna przeczytać drugi tom z czystej ciekawości sprawdzenia czy się tam coś poprawiło. Nie podzielę zdania,że jest to fenomen, bo nawet koło takich nie leżało, ale moi kochani do pociągu bądź autobusu śmiało bierzcie, jak nie zaśniecie to doczekacie się zaskakującego końca;)






grudnia 27, 2013

grudnia 27, 2013

Demony miłości

Demony miłości


W drugiej części trylogii o rodzie Lacey będziemy śledzić losy Jemesa  młodszego brata hrabiego Dorset oraz lady Jane, która po zerwaniu zaręczyn z Willem została srogo ukarana przez swojego ojca. Niewiele osób wiedziało o jej dalszych losach. W kręgu obu rodzin uchodziła za kapryśną o raz zarozumiałą kobietę, której trudno jest dogodzić, jednak prawda była zupełnie inna. Z tej jakże upokarzającej sytuacji uratował Jane markiz Jonas. Dobry człowiek darzący kobietę wielkim szacunkiem, niestety ich małżeństwo nie trwało długo gdyż był on wiele lat starszy od swej małżonki i owdowił piękną markizę. Jeszcze na łożu śmierci przestrzegł ją przed swoimi synami materialistami, którzy będą robili wszystko by pozbawić macochę prawa do spadku należącego się wdowie. Jane zostaje wysłana do dworu księżnej Elżbiety I by dołączyć do grona dam dworu. Ma być to dla niej najbezpieczniejsze miejsce. Markiza została wprowadzona w zwyczaje panujące na dworze, warunki jakie tam panowały  były dalekie od tych z wyobrażeń większości panien. Lecz dla zagrożonej kobiety poczucie bezpieczeństwa rekompensowało niedogodności.
Myśli Jane zaprzątała jedna osoba, młodszy brat hrabiego Dorset, Jemes. Już podczas narzeczeństwa z Willem jej serce zabiło mocniej do Jamesa. Teraz gdy była owdowiała chciała wyjaśnić sytuację, w której położeniu się znalazła lecz mężczyzna jest pełen pogardy oraz najgorszych uczuć wobec markizy.

Tymczasem Jemesa dręczą obrazy z jednej bitw, gdzie nie mógł uratować wielu bezbronnych ludzi od rzezi, w jego snach wciąż pojawiają się twarze dzieci oraz ich krzyk podczas masakry. Wierny sługa twierdzi, iż przyczyną niepokoju jest zły duch zmarłego, który wszedł w jego pana. Jedynym lekarstwem jest wyprawa przez wody by wypędzić zmorę. Dlatego James po naradzie ze swym starszym bratem oraz szwagrem postanawia towarzyszyć w wyprawie do Ameryki zainicjowaną przez protegowanego księżnej Elżbiety I. Między czasie jego niechęć do Jane słabnie po odbytej rozmowie z markizą. W jego głowie zaczyna się mieszanka uczuć, co gorsza nie potrafi pozbyć się targającymi jego duszę koszmarami.
Obiecuje Jane,że wróci z wyprawy jednak nie zdaje sobie sprawy,że ledwo po odpłynięciu jej losem zainteresuje się ojciec mając w planach wydać za mąż w brew woli. Posunie się do szantażu stawiając córkę w sytuacji bez wyjścia...

Jak wspomniałam w poprzedniej recenzji bardzo się cieszyłam kiedy mogłam od razu sięgnąć po Demony miłości ponieważ autorka sprawiła,że losy bohaterów stały się dla mnie tak ważne, iż nie mogłam pozwolić sobie na zbyt długą przerwę w czytaniu.  Demony zaskoczyły mnie ilością emocji, nie mogłam spokojnie śledzić losów moich ulubionych bohaterów, postacie takie jak ojciec Jane oraz jej brat sprawiały,że w środku gotowałam się ze złości. nie wspominając już pazernych pasierbów pozbawionych skrupułów jeżeli chodziło o zdobycie należącego według nich pierścienia małżeńskiego. Tutaj bardzo w moich oczach zyskała przyjaciółka Jane, która nie siedziała biernie w chwili gdy sytuacja z dnia na dzień robiła się co raz bardziej beznadziejna. Szkoda mi było Jane,  nie mająca wsparcia ze strony rodziny, a wręcz przeciwnie. Ich chciwość wzbudzała wręcz obrzydzenie, ale nie to było najgorsze lecz sposób w jaki chcieli dojść do celu.
Demony miłości jest świetną lekturą, jedyne zastrzeżenie jakie mam do książki to końcówka, troszeczkę mnie zawiodła gdyż po tylu przeżyciach oczekiwałam czegoś mocniejszego, tutaj odniosłam wrażenie jakby autorka chciała szybko zakończyć książkę. Szkoda bo oceniłabym ją o wiele wyżej, co nie oznacza,że ogólnie jest słaba i nie warto przeczytać. Przeciwnie tym, którzy mają za sobą Alchemię szczerze polecam Demony. Mnie zaś zostaje z niecierpliwością oczekiwać trzeciej części...







grudnia 20, 2013

grudnia 20, 2013

Alchemia miłości

Alchemia miłości



Od jakiego czasu nie miałam ochoty na czytanie powieści romantycznych,  było mi z nimi nie po drodze. Zagłębiałam się w różne tematyki, gdzie tą górującą było fantasy, jednak po ostatniej lekturze zapragnęłam przeczytać coś realnego, przyziemnego i w czasach, które należą do moich ulubionych w literaturze. 
Nie przypuszczałam,że Alchemia tak mnie wciągnie, leżała sobie od dłuższego czasu na półeczce, ale gdy po nią sięgnęłam przepadłam na kilka godzin, przenosząc się do XVI wieku ...

Poznajemy Eleonore w trudnym dla niej okresie, ojciec alchemik fanatycznie wręcz bada sposób wydobycia złota, jego praca pochłania wiele pieniędzy, nie tylko swoich bo te już stracił wiele lat temu, zaraził swoją pasją Hrabię Dorseta, który również powoli popadł w stan znalezienia sposobu na zdobycie najcenniejszego kruszcu, przez co doprowadza rodzinny majątek do ruiny. Po jego śmierci piecze nad wszystkimi sprawami będzie musiał przejąć najstarszy z synów Will. Nienawidzący alchemika oraz jego córki Eleonory, w brutalny sposób wypędza ich ze swojej posiadłości nie przejmując jakie losy ich czekając nie posiadając pieniędzy.
Dziewczynka pamięta sposób w jaki wypowiadał straszne słowa oraz jego spojrzenie pełne pogardy oraz nienawiści, w dodatku wie,że ojciec przysporzy jej więc trosk niż pomocy, Arthur był człowiekiem lekkomyślnym, nie zajmującym się sprawami przyziemnymi. W dodatku nie widział niczego nieodpowiedniego w swoim zachowaniu, nawet wtedy gdy powinien zachować na tyle godności by milczeć.

Osiemnastoletni Hrabia Dorsetu zostaje wysłany do dworu Elżbiety I by znaleźć majętną narzeczoną, dzięki której rodowy majątek uległby polepszeniu. W podróż udają się wraz z nim bracia Jemes oraz Tobias. Nie mogą poszczycić się oni pięknymi strojami, nadszarpnięty budżet sprawił, iż ich garderoba zubożała. Co też jest większą motywacją w szukaniu odpowiedniej kandydatki do ożenku. Will podążając w stronę dworu ogrodami spotyka piękną istotę, może niezbyt wytwornie odzianą jednak mającą w sobie coś niespotykanego.  Zdaje sobie sprawę,że nie powinien zaprzątać głowy ubogimi pannami, jednak Elli posiada urok, któremu trudno jest mu się oprzeć. Nie zdaje sobie sprawy,że owa dziewczyna jest córką alchemika lata temu wygnanymi z jego ziem...
Eleonora mieszkająca od jakiegoś czasu we dworze gdy spotyka dawnego nie przyjaciela jest pełna mieszanych uczuć, zdaje sobie sprawę,że prawda wyjdzie na jaw i młodzieniec dowie się jakie jest jej pochodzenie. Między czasie poznaje rodzeństwo Jane oraz Henrego, piękna dama przybyła w celu znalezienia kandydata do zamążpójścia, brat ma jej pomóc poszukiwaniach. Kiedy poznają się z Elli między obiema zaczyna nawiązywać się nić porozumienia i sympatii, niestety Henri rości sobie pewne zamiary wobec pięknej młódki, niekoniecznie godnych szlachcica...

Kiedy Will dowiaduje się kim jest urocza panna z dworu zalewa go fala złości, czuje się przez nią oszukany, wspomnienia przeszłości wracają bardzo intensywnie, nie zdaje sobie sprawy,że dziewczyna nie miała wpływu na poczynania ojca, nawet jeżeli się temu sprzeciwiała nie mogła za wiele zdziałać. Byli sobie najbliższymi osobami. 
Hrabia podczas pewnego incydentu w ogrodzie zachowuje się bardzo nieprzyjemnie w stosunku do Eleonory, sprawiając jej tym wielką przykrość. Co gorsza Huttonowie z powodu źle przeprowadzonego doświadczenia zostają usunięci z dworu. Kolejny raz muszą szukać sobie schronienia. Młoda kobieta czuje się przytłoczona, nie zdaje sobie sprawy,że wiele osób zainteresowało się losem biednej istoty.  Nawet wrogo nastawiony hrabia.. 
Kiedy kolejny raz ścieżki życiowe tych dwojga się przeplatają wrogość hrabiego po pewnym czasie słabnie.



Muszę przyznać,że jest to wspaniała lektura i jakże się cieszę z obok leżącej kolejne części, miałam ochotę zacząć po zakończeniu Alchemii jednak nocna pora i świadomość,że jutro też jest dzień zwyciężyły, stwierdziłam,że muszę przeżyć trochę napięcia.. Pięknie jest opisane uczucie Eleonory oraz Willa, do którego muszę się przyznać sama zapałałam uczuciem... Tego mężczyzny mimo porywczego charakteru i stanowczości nie dało się nie pokochać. Jednak postacią, którą bardzo polubiłam oraz obdarzyłam szacunkiem była Jane, rozumiałam rozterki tej kobiety, mimo wielu błędów popełnionych w życiu  cechowała ją dobroć. Niestety zabrakło jej zrozumienia oraz wsparcia ze strony najbliższych. Brat zapatrzony w siebie uwodziciel nie potrafił zachować się jak osoba, której mogła się zwierzyć oraz otrzymać poradę. Dlatego też z niemałą zazdrością patrzyła na relację oraz więź między braćmi Dorsetu oraz słabości wobec najmłodszej siostry Sary. Poznając Elli czuje do niej przychylność mimo,iż dziewczyna nie należy do majętnych,ich przyjaźń następuje etapowo, dzięki czemu można dostrzec przeianę jaka zachodzi w Jane.

Wraz z bohaterami przeżywałam ich radość i troski, bo nie brakuje chwil kiedy było zabawnie i mogłam się uśmiechnąć, jednak jak to bywa w życiu troski i zmartwienia są nieodłącznym towarzyszem. Bardzo było mi szkoda Jane za to co spotkało ją po podjęciu ryzykownej decyzji, mam nadzieję,że w drugiej części w jej życiu zaświeci w końcu słońce. 
Nie będę polecała, bo tę książkę po prostu trzeba przeczytać, jest wspaniała pod każdym względem, czytałam jednym tchem nie mogąc się oderwać, nawet głód nie był wstanie mnie od niej odciągnąć.




Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger