Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

lutego 09, 2022

lutego 09, 2022

Dziewczyna z Paryża

Dziewczyna z Paryża




 Gdy zobaczyłam zapowiedzi do Dziewczyny z Paryża, poczułam, że od razu chcę przeczytać tę książkę. W prawdzie tematyka wojenna jest dla mnie zwyczajnie za ciężka, to jednak miałam pewne przeczucie, że w tym przypadku nie będzie tak dramatycznie. Byłam bardzo ciekawa opowiedzianej historii z perspektywy kobiet mieszkających we Francji w tych jakże trudnych czasach. Na wstępie muszę napisać, że obraz wojny, jest tutaj tłem, które nie dominuje wydarzeń - nie znajdziemy się na polu walki bezpośrednio, ale jej skutki będą odczuwane przez pryzmat sytuacji bohaterów.


Lila jest krawcową u jednej z najmodniejszych paryskich projektantek - Coco Chanel. Uwielbia szyć ubrania, ale również projektować. Chodzą opinię, zresztą słuszne, że jej suknie mogłyby zrobić furorę gdyby zdecydowała się pracować na własny rachunek. Tymczasem, wybucha wojna, w Paryżu większość ludzi jest przeświadczona, że ich bezpośrednio nie dotknie. Bo jakim cudem, takie piękne miasto? Nic bardziej mylnego, już niebawem, każdy doświadczy na własnej skórze, że beztroska odeszła w zapomnienie. Lila boi się od samego początku, jeszcze zanim piekło rozpętało się na dobre, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki Amelii - ta, żyje dniem dzisiejszym, jest przekonana, że nie będzie tak źle, jak ludzie mówią. 


Sandrine wspomina ostatnią chwilę z mężem, kiedy to, musiała pożegnać się z nim na peronie. Został wezwany do walki z wrogiem. Rozłąka bolała, ale jeszcze bardziej niewiadoma i strach, że już się nigdy nie zobaczą. W domu zostali teście i ich syn Henri. Później, zostaną same kobiety i mały chłopiec, ale to na Sandrine spadnie ryzykowne zadanie, przez które będzie czuła strach każdego dnia i okrutną ocenę ze strony sąsiadów, a nawet bliskich osób. Niestety, ale w tym trudnym czasie, siła przetrwania, zwłaszcza gdy miało się dziecko, była warta wielu kosztów. Nawet, jeśli trzeba było znosić upokarzanie.  Wiara w powrót ukochanego męża i że w końcu wszystko jakoś się ułoży, dawała siły, gdy spadała na ramiona beznadzieja. 


Dwie kobiety, zupełnie dla siebie nieznane. Gdy ich życie jak wielu innych, podporządkowuje się pod rytm dyktatury wojennej, starają się ze wszystkich sił jakoś poradzić i walczyć, nie tylko o siebie, ale również o to, co najeźdźca, chce odebrać ich narodowi. Ryzykują wiele, ale są zdeterminowane, wierzą, że koszmar się skończy, a one, będą mogły zobaczyć tych, których kochają. Czy będą miały szanse?


Książka wciągnęła mnie już od samego początku. I tak, jest tutaj wątek miłosny - ja bym tego nie nazwała romanse, bo w tych okolicznościach, jedna z par, zdążyła się w sobie jedynie zakochać, a później wybuchła wojna. Z kolei druga, to małżeństwo, które zostaje rozdzielone. Mamy więc, dwie zupełnie różne sytuacje. Jednak obie te bohaterki, mają ze sobą sporo wspólnego. I myślę, że można poczuć sympatię do Lili i Sandrine. 

Co innego mogę napisać o koleżance Lili - Ameli. Och, to jest ten typ kobiety, którym ja niesamowicie gardzę i z chęcią bym dla takich wybudowała specjalne miejsce w piekiełku. Okropna postać, nie mogłam jej znieść i miałam nadzieję, że w końcu spotka ją los, na który sobie tak żmudnie pracowała. 

Dziewczyna z Paryża, jest według mnie, bardzo dobrą książką, chociaż jak wspomniałam we wstępie, nie należy jej traktować jak typowo wojennej. Ponieważ jest ona osadzona w tym czasie, są oczywiście wydarzenia, które z pewnością miały miejsce w realnym życiu, ale tutaj było sporo w oparciu o pewne fakty w wykorzystaniu na potrzeby tej właśnie historii. Mnie się podobało, ponieważ nie radzę sobie z mocnymi reportażami tego okresu. Nie umiem o tym czytać i najnormalniej w świecie, przerasta ogrom całego okrucieństwa. Jedynymi książkami, które przeczytałam od początku do końca, były historie Grzesiuka, ale to dlatego, że sposób w jaki pisał ten człowiek, nawet o makabrycznych wydarzeniach, był bardzo przystępny. Inne pozycje mnie przerażają. Może kiedyś, zagłębie się bardziej w temat. Teraz, tak krążę bocznymi uliczkami.  
Dlatego jeśli, ktoś jest bardzo dobrze obeznany z tematem oraz oczekuje mocnej dawki historii, to tutaj może się rozczarować. Jest to dobra książka, ale jakby ocenzurowana, a największe zło, dzieje się jakby troszkę dalej.  Niemniej, polecam, ponieważ warto przeczytać. 



Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Znak.

października 18, 2018

października 18, 2018

Kamerdyner

Kamerdyner
 
 
 
Ten tytuł zrobił się sławny. Czy to ze względu na książkę, film i ścieżkę dźwiękową? Jedno jest wiadome. O Kamerdynerze było, a może i dalej jest głośno. Opinie — mocne pozytywy, bo historia dotyka Kaszub, a o nich niewiele wiadomo. Znaczy, jakoś niewiele się mówi, bo jeśli ktoś poczuje się zainteresowany tematem, coś na pewno znajdzie. No ale do rzeczy, wiedziona opiniami, filmem i całą resztę, postanowiłam się skusić. Kupiłam i przeczytałam. I teraz kolej na moje wrażenia.
 


Powieść zaczyna się prologiem, jest koniec wojny, która zebrała swoje żniwa. Teraz w pozostałych zgliszczach szabrują Rosjanie. Między nimi, ostatni zdrajcy, którzy mieli za nic godność i poczucie przynależności do ziemi. Nad wszystkim, unosi się zapach krwi, śmierci i beznadziei.

Następnie mamy początek Roku 1900, jest ostra zima, Hrabia Hermann Von Krauss, wraca do domu, by przemyśleć pewne sprawy, czuje, że dzieje się coś niedobrego, a najbliższe miesiące nie będą przychylne. Jednak teraz, musi odpocząć, nazajutrz zaplanowano polowanie. I może nie byłoby w nim nic istotnego, ale właśnie tego dnia, na świecie, pojawi się dziecko. Jedno życie przybędzie, a dwa odejdą. Konsekwencje tego zdarzenia, będą się niosły przez wiele, wiele lat.

Mati i Marita, razem się wychowywali. Pobierali nauki, jedli przy stole i się bawili. Byli niemalże jak rodzeństwo. Oboje wiedzieli, że chłopiec, nie ma rodziców. Tak się złożyło, że w dniu pojawienia na świecie, pożegnał swoich najbliższych. A dzięki Hrabinie, nie został bez opieki. Tylko pozostaje pytanie, dlaczego otrzymał aż tak łaskawy gest?

I chociaż Mateusz wychowywał się w hrabiowskiej rodzinie, to nigdy nie był traktowany szczególnie. Zwłaszcza przez Hermana Von Kraussa, ten chyba nikogo nie darzył szacunkiem, a tym bardziej sympatią. Lata mijały, dzieci dorastały. Najstarszy z rodzeństwa Kurt — nie krył swojej niechęci do przybranego chłopca, w dodatku Kaszuba. I chociaż tamten nic mu nie zrobił, z każdym dniem, napięcie w domu rosło. Na szczęście, nadszedł czas wyjazdu do szkół, i na kilka lat, problem został zażegnany.

Między tym wszystkim, w polityce robi się gorąco. Pamiętajmy, akcja zaczyna się przed wielką Wojną, która to, doprowadzi do Niepodległości Polski, dla Niemców, dzień ten, nie będzie radosnym. Teraz, mamy okazje przyglądać się z innej perspektywy. Kaszubi również, nie wiedzą co myśleć. Czy będzie lepiej? Która władza okaże się przychylniejsza?

Nadchodzi dzień, gdy młodzi wracają do pałacu. Dorośli i spragnieni życia. Stęsknieni, ale jednak już po odmianie. Ciekawi tego, co zastaną w miejscu dzieciństwa. Mati i Marita, już nie dzieci, już nie tak niewinni, jak dawniej. Niewinna i pierwsza miłość u progu bardzo trudnych czasów.
 
 


Och, och... Cóż ja mam napisać. Napaliłam się na tę książkę jak krowa na jabłka. I niestety, tak to już jest. Gdy się napalimy, możemy się rozczarować.

Nie wiem, od czego zacząć, by nie było, że od pierwszych zdań zaczęłam się czepiać. Książka miała ukazać trudną miłość Mateusza I Marity, na tle zawirowań dwóch wojen. A wszystko, osadzone na Kaszubskiej ziemi. Miejscu, gdzie można spotkać wiele kultur, narodowości, żyjących ze sobą i obok siebie. Różne był to relacje, lepsze i gorsze. Czasem w zgodzie, a czasem i kłótni.

I ja, oczekiwałam, że to wszystko, będzie bardzo spójne, przejrzyste i naprawdę porywające. A tak naprawdę, co najbardziej zajęło autorów. To opisy wyskoków wstrętnego Hrabiego Hermana Kraussa. Bo jakby nie wystarczyło zaznaczyć, że jego pojęcie wierności, miało się tyle, co wiara w świętego Mikołaja, chociaż w tego pierwszego, prędzej można uwierzyć. No tutaj, niestety musimy bardzo dokładnie zaznajamiać się z ekscesami tegoż mężczyzny.

Cóż, moim zdaniem, o wiele lepiej by było, gdyby panowie poświęcili więcej czasu, na zarysowanie sylwetek Matiego i Marity.

Bo tych, niestety w żaden sposób nie można było poznać. Zrozumieć, polubić, albo i nie. Oni byli. Tak po prostu. Jak doszło do ich miłości, co sprawiło, że ona się między nimi zrodziła? Nie wiemy. Możemy się domyślić. Zresztą, wszystkiego musimy się w tej książce domyślać, oprócz jednego — jak wyglądało traktowanie służących przez pana domu, o tak, te opisy są aż nazbyt przesadne.

Co do całej historii. W pewnym sensie jestem oszołomiona. Jak autorzy upchali w pigułce, na chyba 360 stronach, wydarzeniach dwóch Wielkich Wojen. Niestety, jak można się domyślić, mamy ogromne przeskoki w czasie, pewien chaos się wkrada. Urywki pewnych informacji. Z jednej strony, coś jest o Kaszubach, ale za mało, na moje oczekiwania. Poczułam ogromny niedosyt.

I tak naprawdę, to ostatnie chyba sto stron, sprawiło, że poczułam się mocno przygnieciona wydarzeniami. I jeśli ktoś pomyśli, że to wątek miłosny mnie przydeptał, spieszę ze sprostowaniem. Miłość była według mnie tak płytka, potraktowana po macoszemu, że jej po prostu nie poczułam. W smutek i chwilami przerażenie wprawiało to, co wojna zrobiła z ludźmi. Co oni potrafili zgotować, często własnym bliskim.

Myślę, że ta książka miała ogromny potencjał, mogła być naprawdę konkretna, wstrząsająca. A stała się tylko przeciętna. Zbyt dużo chaosu, pogubionych wątków, niespójności. Taki troszkę bałagan. Coś napiszemy, a reszty się domyśl. No i domyślałam się, ale bez radości z czytania. Bo tworzyć w głowie charakterystykę postaci, od podstaw, to jednak przesada.

Miałam w planach obejrzeć film, ale po książce, dochodzę do wniosku, że było więcej krzyku, niż to warte, a ja szanuje mój czas, nie będę go traciła na słabe produkcje.

Plusem książki, jest szybkie czytanie, ale z drugiej strony, ja chciałam się nad nią głębiej pochylić, wniknąć w tamte czasy, klimat. A tej szansy, niestety nie otrzymałam. Szkoda. Czy żałuję? Nie, bo coś tam zostało zawarte na stronach. Tylko za mało.

W tym przypadku mam wrażenie, że reklama zbyt mocno rozdmuchała tytuł, który według mnie, do fenomenu ma bardzo daleko.  



lipca 30, 2018

lipca 30, 2018

Pamiętasz tamto lato

Pamiętasz tamto lato



Gdy decydowałam się na przeczytanie tej książki, szykowałam się na pewien romans, który ma swój finał w czasie wojny. Wydarzenia rozdzielają bohaterów, by później ponownie spleść ich wspólne drogi. Opis do tego skłaniał, polecanka, no i okładka. Jakież było moje zdumienie, gdy już po pierwszych stronach, okazało się, że to będzie, zupełnie inny klimat.
 


Książka rozpoczyna się bardzo mocno. Przynajmniej dla mnie. Jedna z bohaterek, jest przesłuchiwana przez służby, które w czasach powojennych budził y strach, zamiast poczucie bezpieczeństwa. Kobieta trafiła tam z wielu powodów, jednak nie umiała się złamać, mimo wieku. Miała swoje lata, ale potrafiła wytrzymać, warunki, w jakich się musiała odnaleźć. Razem z nią było wiele innych osadzonych. Każda przesłuchiwana w innej "formie", aby przetrwać te trudne dni, zabawiała swoje towarzyszki opowieściami, z zupełnie innych czasów. A najbardziej w jej pamięci, utkwiło lato, po którym życie odmieniło się diametralnie.


Hrabina Olga była kobietą twardo stąpającą po ziemi, jej syn Teofil przyszły lekarz, ukochana synowa Bisia, no i jeszcze Lorcia. Wprawdzie nie spokrewniona, ale odgrywała ważną rolę w rodzinie.

Tamtego lata, pojechali wspólnie do Juraty, dla każdego z nich, wyjazd był innym doświadczeniem. I chociaż Olga czuła się dziwnie, gdy poznała nową znajomą syna, to jednak miała nadzieje, że złudzenie było przelotne, a resztę dopisała wyobraźnia.

Bisia, uznawana za delikatną istotę, uwielbiającą swojego męża. Podziwiała wiedzę Lorci, prostej dziewczynki, wziętej pod opiekę. Za jej namową, dziecko mogło się uczyć, a później ukończyć wymarzoną szkołę. W końcu takiej wiedzy żal było zmarnować. Im obu nie potrafił niczego odmówić Teofil. Otaczając, ojcowskim ramieniem Lorcię, i czułością Bisię, lecz tego lata, jego oczy patrzyły z podziwem, na inną kobietę. Charakterną i pełną życia. Zwracająca uwagę każdego mężczyzny. Klementyna, kobieta, która znała swoją wartość i potrafiła wykorzystać wszystkie atuty.


Wojna poplątała wszystkim drogi. Rozrzuciła po nieznanych miejscach. Brutalnie ukazała swoją moc i bezwzględność. Odcisnęła swoje piętno. I nawet po zakończeniu, nie oddała spokoju, który został utracony, dawno temu.
 
 


Jak wspomniałam, oczekiwałam romansu. I owszem, można powiedzieć, że on tam był. Jednak nie jako temat, który przewodził książce. Czasem tylko, wyrywał podczas czytania i przeżywania, tego wszystkiego, z czym musieli zmierzyć się bohaterowie, a raczej bohaterki. Bo to, o kobietach czytamy. Ten najważniejszy, którego kochały wszystkie kobiety, jest jedynie tłem. Mocno zarysowanym, przypominającym o sobie, ale jednak tłem.

My, poznajemy każdą kobietę, śledzimy jej uczucia, decyzje, jakie podejmuje i konsekwencje. Czytałam o Oldze, Bisi, Lorci i Klementynie. Tej ostatniej, nie mogłam znieść. Nie umiałam pojąć jej wyrachowania. Tego, jak potrafiła udawać przyjaciółkę, a jednocześnie okłamywać. Przerażała mnie ta kobieta. Co najgorsze, nie umiałam ani przez chwilę jej współczuć.

Mieszanymi uczuciami darzyłam Lorcię, z jednej strony była biedna, ale gdzieś tam, kryło się w niej coś niepokojącego. Czy oceniam ją negatywnie? Trudno powiedzieć, jeszcze trudniej ocenić ludzi, którzy po przeżyciach wojny, obierali takie, a nie inne ścieżki. Na każdym z nich, wojna pozostawiła swój ślad. Mniej lub bardziej bolesny.

Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Opisy te wspomnienia były często bardzo brutalne. Przeżycia obozu, to co tam się wydarzyło. Pobyt w więzieniu, mnie to bardzo przerażało. Dobrze, że autorka napisała bez ubierania w piękne słowa, tylko szczerze. Chociaż nie byłam przygotowana, to czytałam jednym tchem. Bardzo przeżywałam i wczuwałam się w sytuacje Olgi i Bisi.

Oczywiście polecam ten tytuł, chociaż uprzedzam, chociaż to nie jest zwykły romans. Naprawdę warto przeczytać.



Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu Znak.



maja 28, 2016

maja 28, 2016

Łabędzi śpiew

Łabędzi śpiew


Jest takie powiedzenie by nie oceniać książki po okładce, ja od teraz muszę sobie dopisać drugie. Nie sugerować się tytułem, który może być o wiele bardziej mylący od okładki. 
Łabędzi śpiew nie wiem dlaczego skojarzył mi się z romantycznym fantasy, och ja naiwna. Jakże dalece tej książce do romantyzmu! Przeważnie zapoznaję się z notą od wydawcy, niestety w tym przypadku zupełnie o tym nie pomyślałam, co okazało się błędem. Ponieważ autor pod jakże ładnie brzmiącą nazwą ukrył coś przerażającego. Widmo zagłady całego świata oraz następstw wojny, która jak się okazuje nie jest końcem, ale dopiero początkiem koszmaru.
Akcja rozpoczyna się w momencie kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych zostaje postawiony przed trudnym wyborem.  Dokładniej mówiąc decyzją rozpoczęcia trzeciej wojny światowej. Brzemię jakie spada na jego ramiona zdaje się być coraz cięższe i nie do wytrzymania. Bo jak można jednym słowem przyczynić się do katastrofy całej ludzkości? Jednocześnie mając świadomość, że do bitwy tak czy inaczej dojdzie.  Pytanie tylko kto zada pierwszy cios? O ofiarach nikt nie chce myśleć. Wojna będzie i zbierze ogromne żniwo. Co nastanie później, kto przeżyje i w jaki sposób ludzkość poradzi sobie z jedną największych tragedii? Mnóstwo pytań i brak czasu na odpowiedzi, jeszcze chwila i nie będzie już nic. Natłok myśli zastąpią wystrzały bomb.  Ziemia stanie się jednym wielkim cmentarzem i pogorzeliskiem.  


Odkąd pamiętała była nazywana Nawiedzoną siostrą pewnie dlatego, że wierzyła w sąd Boży i nadejście Jezusa, który pewnego dnia zabierze ją z tego grzesznego świata. Należało tylko pokornie czekać. Kiedy myślała, że oto właśnie niebiosa się otwarły  stanęła twarzą w twarz nie z Jezusem a samym szatanem. Poczuła obezwładniający strach i zrozumiała jedno. Jeszcze nie nadeszła chwila śmierci, musi uciekać jak najdalej od zła depczącego po piętach. Kim był i dlaczego ją prześladował. Sprawy zaczynają nabierać innego obrotu gdy błądząc po zgliszczach Manhattanu znajduje pierścień, jest zbyt piękny by go wyrzuć, ale skrywa w sobie dziwną moc, która przyciąga i uspokaja. Mała błyskotka stanie się ważnym elementem w podróży do określonego celu. 

Swan kochała kwiaty od zawsze. Kiedy tylko miała możliwość na jakimkolwiek skrawku ziemi hodowała rośliny z którymi jak twierdziła potrafiła się porozumieć. Czuła ich ból kiedy ludzie je niszczyli, spokój gdy jesienną porą zasypiały.  W chwili tragedii były z matką w podróży ku nieznanemu. Uciekały byle jak najdalej. Przypadkowy przystanek, a może jakaś siła postanowiła by zatrzymały się w miejscu zupełnie odległym od reszty cywilizacji. Dwóch nieznajomych mężczyzn. Dookoła pola kukurydzy i jama w piwnicy. To dzięki niej ujdą z życiem. Lecz podróż, która się rozpoczęła dopiero później zacznie nabierać powagi. 

Planowali spędzić dwa tygodnie w podziemnym mieście. Wraz z rodzicami zmierzał do miejsca, które rzekomo chroniło przed atakiem bombowym. Ukryte z dala od newralgicznych punktów, przystań spokoju. Nikt jednak nie przewidział, że dla wielu wnętrze góry stanie się grobowcem. Ci, którym udało się przeżyć rozpoczną grę o przetrwanie. Bo dla Rolanda walka o życie stanie się grą w iście rzeczywistym świecie. Pozostaje pytanie gdzie kończą się złudzenia, a budzi dziki fanatyzm. Kiedy zabijanie budzi przyjemność. Gdzie podziały się granice między chęcią przetrwania, a rządzą mordu za wszelką cenę? Co może obudzić się we wnętrzu człowieka w chwili zagrożenia?

Nawiedzona siostra, mała dziewczynka i nastolatek fanatyk. Troje przypadkowych ludzi znajdujących się w różnych rejonach Ameryki. Każde z nich pragnie przeżyć, zaczynają zbierać wokół siebie ludzi. Coś albo ktoś popycha do jednego miejsca. Walka stanie się zażarta i nierówna. W świecie pełnym szaleństwa i śmierci nikt nie będzie czuł się bezpiecznie. Trzy grupy podróżujące nie mające o sobie pojęcia. Przerażająca postać czerpiąca radość ze śmierci. Podążająca w ślad za jedną z kobiet. Kim jest i czego chce? 


Na początku muszę napisać - Jakże ja się cieszę, że skończyłam tę książkę! I nie, nie była zła. 
Nie będę krytykowała jeżeli ktoś właśnie sobie pomyślał " o fajnie, będzie pojazd". Nic z tych rzeczy. Po prostu książka była, a dokładniej mówiąc jest przerażająca jak nie wiem co. Każdy kto regularnie mnie odwiedza wie, że nie czytuje horroru ani niczego co ma sobie coś strasznego czy brutalnego.
I kiedy zabierałam się za piękny tytuł nawet we śnie nie spodziewałam się tego wszystkiego. Jednak zacznę od początku. 

Na Amerykę spada grad bomb, rozpoczyna się jeden z najgorszych scenariuszy ludzkości. Wojna. Jedno słowo, a posiadające wielką siłę i to uczucie przerażenia. Na samą myśl - mnie przynajmniej, włosy jakoś dziwnie się unoszą. 
Miasta jedno po drugim zaczynają przypominać ruinę, dookoła słychać rumor zawalających się budynków, trzask szkieł oraz krzyk przerażonych uciekających ludzi. Jeszcze chwila, a nastanie budząca grozę cisza. Gdzieniegdzie można posłyszeć jęki konających. Autor nie poskąpił "barwnych" opisów szczątków, po których najnormalniej w świecie robiło mi się niedobrze. A to dopiero był początek. Najlepsze przed nami. Ameryka i zresztą nie tylko i inne państwa również. Umierały. Zasnuły się pyłem pożarowym. W powietrzu unosiły opary radioaktywne. Jedno było wiadome. Ci, którzy nie zginęli od razu czekała rychła i bolesna śmierć. Ostaną się najbardziej wytrwali i to Oni zadecydują o losach ziemi. 

Wśród nich właśnie znalazła się Nawiedzona siostra - moja ulubienica. Ze mną jest chyba coś nie tak, mam dziwne upodobania do ludzi, którzy mają nierówno pod czaszką. W każdym razie siostrunia była genialna i z początku  dzięki niej wytrzymywałam w czytaniu. Co będę ukrywała, jej teksty o Jezusie zjeżdżającym z nieba na talerzu czy spodku kompletnie mnie rozbroiły. 

Następną równie ważną postacią była dziewczynka o imieniu Swan, niezwykle rozumna i wytrwała. Szczerze mówiąc podziwiałam to dziecko, ale nie jej postawa jest ważna. Z niewiadomych nikomu przyczyn każdy kto się z nią spotkał otrzymywał polecenie żeby Swan uratować. Musiała przeżyć za wszelką cenę. Nikt nie tłumaczy dlaczego. Jasne było tylko, że miała żyć. 

Dla mnie przerażającą osobą był Roland. Jezusku nie dopuść bym kogoś podobnego napotkała w swoim życiu na drodze. Chłopaczysko młode i jakże wyrachowane. Nie miał w sobie żadnych ludzkich odruchów. Zimna kalkulacja i coś co budziło największe przerażenie. Radość na widok śmierci.  Pragnął władzy i nic nie potrafiło stanąć mu na drodze do wytyczonego celu.

Oczywiście w książce występuję masa innych bohaterów, każdy z nich odgrywa bardzo ważną rolę. Dla mnie zagadką było coś o różnych twarzach, ścigające biedną nawiedzoną siostrunię.  Niestety długo nie będzie nam dane dowiedzieć się skąd pochodzi i czego oczekuje budząca postrach istota.

Zastanawiałam się w jaki sposób opisać wrażenia po zakończonej lekturze. Ponieważ z jednej strony chcę jak najszybciej zapomnieć o tym co przeczytałam. Równocześnie mając świadomość, że książka jest naprawdę bardzo dobra. Budzi przerażenie, trzyma w niesamowitym napięciu i co najważniejsze. Kiedy chociaż na chwilę musiałam zaprzestać czytanie ciągle o niej myślałam. I mimo, że przy wielu scenach było mi słabo, mdliło i Bóg wie co jeszcze to czytałam dalej. Oczy robiły się coraz większe i większe aż w pewnym momencie doszłam do jednego wniosku, jeżeli kiedykolwiek przyjdzie mi dożyć wojny to niech mnie od razu coś zabije. Nie chce przechodzić przez koszmar, który opisał autor. Przeraża mnie taka wizja, szczerze niech mnie kto poczęstuje kulką w łeb i po sprawie. Sceny rzeczywiście apokaliptyczne. Atak bomb nie był straszny. Koszmarne były następstwa, co zrobiło się z ocalałymi ludźmi. Nie chciałabym przeżyć i zmierzyć z obliczem takiego świata.  Na długo pozostaną w mojej pamięci obrazy zaserwowane przez autora. Miałam ochotę na romantyczne czytadełko, a zmierzyłam się z brutalną wizją przyszłości. Oby nigdy nie nastąpiła.  

Krótko podsumowując Łabędzi śpiew  powinien przeczytać każdy kto odnajduje się w tego typu gatunkach, kto poznał już autora, zaś ten tytuł jeszcze nie zagościł w czytelniczej półeczce. Szczerze polecam mimo swej traumy na najbliższe dni. Świetnie napisana, nie mam się do czego przyczepić.





stycznia 26, 2016

stycznia 26, 2016

Ember in the Ashes. Imperium ognia

Ember in the Ashes. Imperium ognia

Nie mam pojęcia od czego zacząć. Jak powinnam rozpocząć by należycie zaprezentować powyższą książkę. Książkę, która od dłuższego czasu zbiera żniwo samych pozytywnych recenzji oraz opinii słownych. Chyba jeszcze nie znalazłam choćby kawałka krytyki celującej właśnie w ten tytuł...
Czas mijał, czytałam, słuchałam i spoglądałam w stronę tej, która powinna mnie wciągnąć w wir niesamowitej fabuły, by później wypluć zdruzgotaną i odmienioną. Bo każdy kto przeczytał Ember in the Ashes,  się zmienia, twierdzi, że po przeczytaniu nic już nie jest takie jak było. Czy rzeczywiście? W czym tkwi tak wielki fenomen? Musiałam się dowiedzieć. I dowiedziałam...

Laila jest sierotą, pochodzącą z rodu, któremu nie należą się żadne prawa. Każdy dzień jest walką o przetrwanie, o to by jutro znowu można było zmagać się z przeciwnościami losu. Tam nikt nikogo nie oszczędza, nikt nie jest przyjacielem. Nie można ryzykować. Im mniej wiesz od drugiej osobie, tym lepiej dla Ciebie.
Dziewczyna ma brata, który od pewnego czasu zachowuje się dość dziwnie, jednak zanim tak naprawdę zorientuje czym młodzieniec się zajmuje, do drzwi domu pukają maski. Uprowadzają brata,posądzając o zdradę i przyłączenie do buntowników. Zabijają dziadków. Laila pozostaje sama. Wszystkie wydarzenia dzieją się bardzo szybko. Zbyt szybko i bardzo brutalnie. Zdana na samą siebie postanawia odszukać kryjówkę buntowników, by prosić o pomoc w uratowaniu jedynej osoby, która została jej na tym świecie. Nie zdając sobie sprawy ile będzie musiała poświęcić, w obliczu jak wielkiego ryzyka się znajdzie, jak wiele cierpienia i krwi znajdzie się na jej drodze...

Nie każdy żołnierz urodził się stworzony do zabijania, nie każdy potrafi przyglądać się śmierci z mściwą satysfakcją. Nie każdy potrafi nosić maskę... Dla Eliasa, który lada chwila zakończy edukację w Akademii, każdy dzień jest walką z samym sobą. Ze złem, którego musi być świadkiem, nie potrafiąc mu zaradzić. 
Elias został wychowywany w "normalnej" rodzinie, do pewnego czasu. Później zabrany do Akademii kształcił się na żołnierza, którym nigdy nie chciał zostać. Maski, zawsze budziły przestrach i chęć ucieczki u tych, którzy nieopatrznie stanęli z nimi twarzą w twarz. I On. Elias musi ją nosić. Musi zapomnieć o wyglądzie swojej prawdziwej twarzy. Stać się jednym z nich. Bezwzględnym, pozbawionym uczuć żołnierzem. Rodzący się bunt, sprzeciw, każdego dnia będzie wytrącał z równowagi, ale w Akademii nie można pozwolić sobie na słabość. Każde potknięcie jest karane. Bardzo srogo i oczywiście w najbardziej brutalniejszy z możliwych sposobów. Sama śmierć jest już tylko wybawieniem. Są gorsze rzeczy od samej śmierci...
Wie jedno, niesienie śmierci oraz przemocy nie jawi się wspaniałą przyszłością. Nawet jako "wolny żołnierz, ponieważ każdy służący Imperium, tak naprawdę nigdy nie będzie wolnym człowiekiem. Przeznaczenie zdaje się być nieuniknione, mimo noszonej w sercu niepewności i sprzeciwu. Rola egzekutora, dla innych spełnienie wieloletnich marzeń. Dla Eliasa przekleństwo. Czy można zmienić własną ścieżkę życiową, która od dawna została przesądzona?

Niewolnica i przyszły egzekutor. Dwa różne światy. Podobne pragnienia. Każde dąży do własnego celu. Poznają się, ale nie po to by pokochać. W świecie pełnym śmierci i krwi nie ma miejsca na uczucie. Dwoje ludzi, walka o coś co wydaje się być niemożliwe. Kiedy każda godzina, minuta może przynieść śmierć. W jaki sposób tych dwoje może odmienić losy?  I czy w ogóle jest to możliwe....
Gdzie w tym wszystkim jest szansa na przyjaźń? Na uczucia inne od nienawiści? Czy można odkryć swoje prawdziwe wnętrze, postąpić z honorem i ze  zgodnością własnych przekonań? 


Chciałabym w tym miejscu napisać apel, ale recenzje to nie apel. Opinia ma was zniechęcić, albo zachęcić. Chciałabym was zachęcić do TEJ właśnie książki, ale nie dlatego, że być może znajdziecie w niej wątek miłosny. Bo z tego co zauważyłam, już została obniżona do tego poziomu. Czytelnicy przestali widzieć główny problem, porzucili wątek wiodący... Skupiając się na na relacjach Laili i Eliasa. Co tak naprawdę jest krzywdzące dla książki. Bo Ember in the Ashes jest po prostu fenomenalna, ukazuje najmroczniejsze strony ludzkiego umysłu, jego wnętrza. 
Autorka ani przez chwile nie koloryzuje, nie stara się załagodzić obraz, który postanowiła wykreować. Od samego początku do ostatniej strony jest brutalnie. 
Bardzo ważna jest postawa bohaterów. Ani Laila, ani Elias nie są sztuczni czy przerysowani. Ona jest po prostu zwykła. Odczuwa strach, najnormalniej w świecie przeraża ją podróż do miejsca, które odkąd pamięta jawiło się złem i czymś najgorszym. I właśnie do wnętrza samego piekła musi się udać by jak się zdaje, ocalić brata.
Elias, jawi się jako oderwany od rzeczywistości. Niedopasowany element puzzli. Bo jak ktoś, kto nie potrafi patrzeć z radością na cierpienie uciekiniera, zadawane mu "słuszne" ciosy, chce zostać szanowanym i przerażającym egzekutorem?  Lata nauki, przeróżnych szkoleń, sprawdzających sprawność umysłu i kondycji. Teraz, gdy dzielą go dni, a nawet ostatnie godziny czuje,że jest u kresu własnej wytrzymałości. Wrogowie są wszędzie, obserwują by znaleźć choćby jeden nieodpowiedni ruch... 
Świat ukazany przez autorkę jest okrutny. Wydaje mi się, że to jedno słowo powinno wystarczyć. Czytając nie spotkałam się z opisami przepięknej krainy, dominował wszechobecny brud, zdawało się, że czuć odór krwi, rozkładających się ciał. Tak. To jest brutalne. W książce znajdziecie jeszcze więcej i o wiele gorszych opisów. Jak powiedziała jedna z blogerek - pisarka nie oszczędza, wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną stroną będzie coraz gorzej. I było. Chwilami miałam dosyć. Emocje tak bardzo przytłaczały,że czułam ból. Jednocześnie nie potrafiłam się oderwać od stron. Musiałam wiedzieć, musiałam się też dowiedzieć dlaczego pewna osoba, była tak bardzo wyrachowana, wyzuta z jakichkolwiek ludzkich odruchów.  Odpowiedź była bardziej przerażająca, a może i porażająca, niż się tego spodziewałam.  Zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i tak po prostu wyrzucona. Na końcu nie poczułam ulgi, zostałam z jeszcze większą ilością pytań. Z tym strasznym poczuciem, że tak długo muszę czekać. Kac książkowy - nijak się ma do tego co czułam. Mam ochotę jeszcze raz przeczytać. Bo w tej książce tak wiele zostało przemycone. I smuci mnie świadomość, że i tak większość, po przeczytaniu ostatniego zdania zada pytanie. Elias czy ten drugi? Laila czy Helena?  
I kiedy dochodzi do mnie ta smutna prawda. Mam ochotę poprosić autorkę o wycięcie tego wątku. Bo może wtedy w pełni zostanie doceniony jej kunszt i przesłanie.... 
Napisałam wszystko co mogłam, by przekonać tych, którzy jeszcze nie sięgnęli po Ember in the Ashes, że naprawdę warto. Jest to książka jedyna w swoim rodzaju. Brutalna, ale dzięki temu wspaniała. Gdybym mogła, wykrzyczałabym na cały mój zachrypnięty teraz głos - CZYTAJCIE !!!!

Muszę podziękować, za polecenie przeczytania, a raczej nakazu i rozkazu, wszystkiego razem.
Bo gdyby nie Sylwia z bloga Recenzentka książek, nie byłabym świadoma istnienia tak genialnej książki. I to właśnie dzięki tej niesamowitej kobietce, która tak uparcie wierciła mi dziurę w brzuchu, przeczytałam:) Kochana! Teraz przez Ciebie i razem z Tobą cierpię w oczekiwaniu:) Was natomiast odsyłam do pięknej recenzji, która na pewno przekona tych, którzy będą mają wątpliwości :) Tutaj



grudnia 11, 2015

grudnia 11, 2015

Pojedynek

Pojedynek

Czytając opis okładki do Pojedynku wyobrażałam sobie, że historia ukazana przez autorkę będzie zupełnie inna. Tak naprawdę nie dowiadujemy się zbyt wiele na temat samej fabuły. Jednak każda zapowiedź głosi jedno, książka jest wspaniała. Czy rzeczywiście? Czy i mnie przypadła do gustu? 

Przemierzając targ Kestrel nie do końca wie co chciałaby kupić i czy w ogóle coś chce. Przyszła bo wyciągnęła ją przyjaciółka. Jess lubi zakupy, piękne suknie i świecidełka. Dla tej pierwszej tego typu zbytki nie mają wielkiego znaczenia. Traf chce, a może przeznaczenie, że rozpoczyna się licytacja, na pierwszy ogień zostaje wystawiony mężczyzna. Stoi jakby nie interesowało go co się wokół dzieje. Kestrel jak dotąd nie interesowała się licytacjami, a tym bardziej niewolnikami, poza swoją opiekunką. Reszta zaś była elementem jej życia. Do tej właśnie chwili.
Tak naprawdę nie ma pojęcia dlaczego i w jakim celu postanowiła wziąć udział w licytacji. Dlaczego tak bardzo zależało jej aby wygrać. W końcu wygrywa, za sumę pieniędzy, która w każdym wywołuje zdziwienie i konsternacje. Co ma w sobie ten Herrański niewolnik?

Kowal, który został zlicytowany wydaje się być krnąbrny i butny. Przez kilka dni dziewczynie udaje się ignorować świadomość, że zakupiła człowieka. Nie wie do czego będzie przydatny, ale jest. Nie widują się, ale coś jest, coś co przyciąga. Znajomość z Herrańczykiem nie ma prawa bytu, jednak po pewnym czasie Kestrel uświadamia sobie, że jej myśli coraz częściej krążą wokół tego właśnie mężczyzny.  Czy jest możliwa przyjaźń, a może coś więcej między dwojgiem ludzi, wrogiego dla siebie pochodzenia? Co zrobić kiedy trzeba stanąć przed wyborem mniejszego lub większego zła? Zaufać komuś kto nie ma prawa być lojalny, wyrzec wierności wobec narodu?

Jak wspomniałam na początku opinii, nastawiłam się na coś zupełnie innego. Tak naprawdę sama nie wiedziałam co zaserwuje autorka. Kiedy zagłębiłam się w lekturę... Nie potrafiłam się oderwać. Robiłam to tylko wtedy kiedy musiałam, a mimo wszystko bohaterowie towarzyszyli moim myślom.
Przede wszystkim pomysł fabuły, wielkie brawo dla autorki, stworzyła krainę, świat który nie wydawał się wymuszony, nie przypominał tych, z którymi do tej pory się spotkałam. Później bohaterowie. Nietuzinkowi i wyraziści. Sama Kestrel została ukazana jako silna nastolatka, która pod powłoką swej pewności siebie jest pełna rozterek. Poznając Arina, który tak naprawdę nie ma prawa uczestniczyć w jej życiu, zdaje sobie sprawę, że ta relacja nie prowadzi do niczego dobrego.
Według mnie autorka wspaniale ukazała wewnętrzną walkę dziewczyny między  lojalnością wobec ojca, szanowanego człowieka, a tym co zaczęło się rodzić w niej samej. Bitwa z myślami, między rozsądkiem a tłamszonymi uczuciami. Wiemy, że to co robimy może dostarczyć cierpienia, ale mimo wszystko, wbrew tej świadomości wybieramy pójście w zakazaną stronę.
Właśnie dzięki temu zabiegowi Kestrel staje się nam bliska, rzeczywista. Nie jest cierpiętnicą, nie jest też ze stali. Zwykła nastolatka potrafiąca postawić na swoim, ale również przeżywająca uczucie, które nie powinno się wydarzyć.
Arin, również nie idealny, przede wszystkim tajemniczy. Jego postać została ukazana jako jedna wielka zagadka, niby już mogłam się spodziewać, że jego poczynania będą takie, a nie inne, aż w pewnym momencie zostało wrzucane ziarenko niepewności.
Co najważniejsze, autorka nie stworzyła jakiegoś tam romansidła dla nastolatek osadzonego w imaginowanym świecie. Wręcz przeciwnie, relacje między tym dwojgiem zostały bardzo zgrabnie wplecione w całości.
Tutaj motywem przewodnim jest walka o niepodległość Herrańczyków, którzy od dłuższego czasu planowali powstanie.Wiele ciekawostek, wspomnień z przeszłości oraz życia codziennego bohaterów. 
Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Kestrel i Arina? Jaką odegrają rolę w nadchodzącej wojnie?

Muszę się przyznać, było mi okrutnie przykro kiedy przeczytałam ostatnie zdanie. Poczułam się porzucona, dosłownie. Tak bardzo zżyłam z bohaterami, całą sobą przeżywałam wydarzenia. Powrót do rzeczywistości okazał się trudny. Cały czas nie mogłam zrozumieć, że nie mam drugiej części, że nie mogę zagłębić się książce by dowiedzieć co dalej? Jaka przyszłość czeka nie tylko tą parę, kto wygra wojnę i jakie będą jej konsekwencje dla wszystkich.
Powiem jedno, jest to książka, którą po prostu trzeba przeczytać. Wciąga od początku do samego końca, a koniec jawi się jako tragedia. Bo nie uzyskujemy żadnych odpowiedzi, a w głowie pozostają pytania i chęć powrotu...

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger