marca 18, 2020

marca 18, 2020

Prawda przychodzi nieproszona

Prawda przychodzi nieproszona


Jakoś tak się złożyło, że polubiłam książki Magdaleny Majcher. I chociaż czasem po zakończeniu czuję pewien niedosyt, to jednak ciągnie mnie do nich. Dlatego, gdy przeczytałam zapowiedź tego tytułu, od razu chciałam przeczytać. Prawda przychodzi nieproszona, rozpoczyna nowy cykl - Osiedle pogodne, Kolejni nowi bohaterowie i jak się okazuje, ich skomplikowane życie.

A o tym, czy warto się z nimi zapoznać i jakie tajemnice mogą ukrywać najbliższe o osoby, spróbuję, nie zdradzając zbyt wiele, napisać w dalszej części tekstu.



Mówi się, że każdy z nas ma swoje tajemnice i nigdy tak naprawdę nie poznamy w pełni drugiej osoby. Ba! Samego siebie jest niesłychanie trudno zrozumieć, a co dopiero obcego człowieka. Nawet jeśli po pewnym czasie staje dla nas bliski.

Magdalena jest zamężna od kilku lat. Michał jest dla niej przyjacielem i ogromnym wsparciem. Może liczyć na jego pomoc niemalże w każdej chwili. A tej, okazuje się, potrzebuje dosyć często. Bo kobieta zmaga się z atakami paniki, które bardzo utrudniają jej funkcjonowanie. Mąż próbował znaleźć źródło tego stanu, dlaczego ukochana, musi zmagać się z tak męczącą dolegliwością.

Wiadome jest, że jako pięcioletnia dziewczynka straciła matkę, mało tego, widziała jej zwłoki. I nic więcej nie pamięta. Nie wie, jak do tego doszło, czy jej mama długo leżała, czy już była martwa, kiedy do niej podeszła, czy miała możliwość uratować jej życie?

Niestety kobieta nie chce o tym rozmawiać. Odsunęła wspomnienia i zamknęła szczelnie przed sobą i całym światem. Zrobiła wszystko, co mogła, aby nie być tą biedną dziewczynką. Tą, którą spotkała tak straszna tragedia.

Tylko prawda, w którą uwierzyła Magdalena i którą chciała, żeby była, okazała się kłamstwem. Tragedia, która zmieniła nie tylko jej życie, wyglądała zupełnie inaczej. I gdzieś w podświadomości, zdaje sobie sprawę, że nie wszytko było takie, jak przedstawiała jej babcia, jak ona sobie wmówiła.

W końcu nadchodzi czas, aby zmierzyć się z lękami. Dosłownie. Magdalena potrzebuje pomocy, ataki są coraz częściej. Tylko by uzyskać pomoc, musi wrócić do wspomnień. A tego bardzo nie chce.



Książka porusza bardzo wiele trudnych tematów. Bo sama śmierć matki, której ciało znajduje dziecko, jest już wystarczająco przerażające. I w sumie, już to wydarzenie może być dla nas wskazówką. Nikt, tak mi się wydaje, ale raczej nikt, po czymś takim, a zwłaszcza dziecko, nie może przejść do porządku dziennego. To zostaje w głowie. Rzuca cień na dalsze życie. Ma swoje konsekwencje w emocjach.

Tak też było z Magdaleną. Jej sposobem na tragedię, było wyparcie jej. Separacja od wszystkiego, co kojarzyło się z tamtym strasznym dnie. Niestety, ukrywając prawdę o sobie, spisała się na życie w ciągłym kłamstwie, a to, zazwyczaj lubi zostać zdemaskowane. Czy tego chcemy, czy nie.

Główna bohaterka cierpi na ataki paniki, co autorka bardzo dobrze i dokładnie odzwierciedliła. Stan, w którym znajduje się taka osoba, jest straszny. I nie można go mylić ze strachem. Nie, to nie jest strach. To jest moment, w którym przestaje się panować nad własnymi emocjami, nad ciałem. Tak naprawdę bardzo trudno jest to opisać, jak tylko jednym zdaniem - czuje się, że umiera. Najgorsze jest to, że wszystko dzieje się w głowie. Nasze ciało jest zdrowe, mimo że faktycznie odczuwamy pewne dolegliwości. Rozumiałam bardzo dobrze tematykę, ataków paniki.

Denerwowało mnie tylko jedno, postawa bohaterki. Bo ona wiedziała, co jej jest, a mimo wszystko nie chciała sobie pomóc. Terapia nie daje efektów od razu, o czym wiedziała. Dlatego drażniło mnie jej zachowanie. Niektórzy, bardzo długo nie wiedzą, że objawy, z którymi się zmagają to atak paniki. Naprawdę myślą, że umierają albo wariują. I ta niewiedza potrafi nasilać ataki, bo strach przed atakiem go pobudza. Błędne koło. W pewnym momencie zaczyna się tylko bać jednego, że będzie atak i on się pojawia, jak ten nieszczęsny Aladyn, na zawołanie.

Nie mogę napisać, by postać Magdaleny wzbudziła moją sympatię. Niestety, mimo ogromu tragedii, jaka ją spotkała, była jak dla mnie osobą trudną. Odnosiłam wrażenie, że wszelkie przejawy uprzejmości pobudzała tylko wtedy, gdy czegoś chciała.

Na szczęście są pozytywne postaci. Jak mąż, myślę, że każda kobieta chciałby mieć przy sobie takie oparcie. Podobnie było z kolegą z pracy - Piotrem. Naprawdę bardzo fajny i pozytywny człowiek. Przykład kumpla, na którym można polegać w różnych sytuacjach.

Sama fabuła może nie pędzie w zawrotnym tempie, może nie wywołuje wrażenia, że czyta się z zapartym tchem, ale jak napisałam we wstępie. Magdalena Majcher potrafi przykuć uwagę i pociągnąć czytelnika za sobą, aż do zakończenia.

Mnie się czytało bardzo dobrze, zaczęłam i zakończyłam w jedno popołudnie. Teraz pozostaje mi czekać na kolejną część. Jestem ciekawa czy będzie wzmianka o Magdalenie i Michale. A wam oczywiście polecam, ciekawa i warta przeczytania książka.

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

marca 15, 2020

marca 15, 2020

Coraz większy mrok

Coraz większy mrok


Ta książka była pierwszą, jaką autorka napisała w klimacie thrillera. Gatunek tenże lubię, dlatego z ciekawością podeszłam do tej zmiany u Hoover.  Zastanawiało mnie, co też postanowiła ukazać swoim czytelnikom, jak odbiorę fabułę i czy będzie warta moich ciężko zarobionych pieniążków. 


Poznajemy Lowen, pisarkę o niezbyt znanym nazwisku, ale też nie należy do tej, grupy, która nie powinna pisać. Ot, po prostu kobieta unika spotkać autorskich. Dlatego jej kariera zawodowa, jest troszkę mniej wypromowana niż innych pisarzy. 

Ggy umiera matka Lowen, jej sytuacja finansowa jest w stanie krytycznym, ale na szczęście dostaje propozycje od agenta. W umówionym terminie wstawia się na spotkaniu. Okazuje się, że mąż jednej z najsławniejszych pisarek, potrzebuje autora, który dokończy pisać książkę za jego sparaliżowaną żonę. 
Dla głównej zainteresowanej jest to dosyć trudna sytuacja. Wejść w buty innej pisarki, korzystać z jej notatek i próbować zrozumieć na tyle, aby dźwignąć presję i nie zawieść czytelników. Zbyt wielkiego wyboru nie ma, z pewnym strachem podpisuje umowę, a później udaje się wraz z mężem Verity Crawford do ich posiadłości. Na miejscu ma zapoznać się z notatkami i niezbędnymi materiałami. 

Dom, otoczenie oraz panująca atmosfera, źle wpływa na stan emocjonalny Lowen. Verity leży w swoim pokoju, nie reaguje na to, co dzieje się wokół niej, jej mąż okazuje się cudowny dla niej i ich syna. Ona sama, nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć. Postanawia jak najszybciej przejrzeć notatki, zrobić plan pracy i wynosić się z tego domu. 

W założeniu miała przebywać nie więcej jak trzy dni. Tylko pewnego dnia, kobieta znajduje druk prywatnych zapisków sparaliżowanej autorki. Im bardziej zagłębia się w treść, tym więcej przerażającej prawdy wychodzi na jaw.
Lowen zaczyna czuć strach, w jej głowie rodzą się straszne podejrzenia. Czy jest bezpieczna w domu Crawfordów? 



Nie będę ukrywała, z zaciekawieniem czytałam tę książkę. Chociaż w pewnym momencie, fabuła zaczęła się robić coraz bardziej pokręcona. Może nie działy się straszne rzeczy. Jednak książka, którą czytała sobie Lowen, wzbudzała wiele emocji. 

Ogólnie atmosfera w domu, była napięta i tajemnicza. Zachowanie męża Verity, też niby takie idealne, a jednak oczekiwało się, że nagle będzie tąpnięcie i okaże się, że z tego niemalże nieskazitelnego faceta, wyjdzie Kuba Rozpruwacz. 

Sama postać Lowen, dla mnie była jakaś mdła i bez wyrazu, nie wzbudzała we mnie zbyt wielu emocji, nie polubiłam jej osoby, ale też nie czułam niechęci. Ona po prostu była po to, by ukazać nam związek Verity i jej męża oraz ukazać, co wydarzyło się do dnia wypadku. I tak się właśnie stało. Hoover w pewien sposób nakreśla nam sylwetkę głównej bohaterki, ukazuje jakiś problem z dzieciństwa, bo jak wiemy, każdy bohater musi takowy mieć. W każdym razie, na mnie nie zrobiła zbyt wielkiego wrażenia. Po prostu była tłem, do wydarzeń rozgrywających się, na kartkach czytanej historii. 

Trudno jest mi napisać, czy oceniam te książkę pozytywnie. Z jednej strony jest przesiąknięta ciężką atmosferą, wyczuwa się, że coś jest nie tak, tylko nie wiemy dlaczego. Później, gdy prawda zaczyna wychodzić z kolejnych stron, miałam wrażenie, że każdy, ale to każdy w tej historii jest nienormalny. I nie wiedziałam kto bardziej. Samo zakończenie, o matko jedyna. Nie wiem, zachowanie Lowen, po tym wszystkim, jej decyzja, świadomość tego wszystkiego. Mnie to chyba przerosło. Te wszystkie relacje, były zatrute, podszyte jakimiś niezdrowymi zachowaniami i pobudkami. Szczerze powiem, przerażają mnie tacy ludzie. I mam nadzieję, że w rzeczywistości, nie spotkam się z czymś podobnym. 

Ta książka nie jest zła. Myślę, że Hoover dobrze ją napisała. Tylko jest niesamowicie pokręcona. I w sumie nie wiem, czy tak miało być, czy wyszło. Nie jest straszna, ale czuć pewien dreszczyk emocji. 



marca 03, 2020

marca 03, 2020

Too Late

Too Late


Na początku, muszę napisać, jak to wygląda ze mną i z twórczością Hoover. Ja bardzo, ale to bardzo lubię jej książki. Chociaż jak wiadomo, zdarzają się lepsze i trochę słabsze. Mimo to, jestem zazwyczaj pozytywnie nastawiona do historii, które ukazuje czytelnikom. 
I nie było nigdy sytuacji, kiedy, poczułabym złość, albo jakieś zniechęcenie. Nie miałam uczucia wręcz zażenowania, tym, co czytałam. Aż do dziś. Kiedy to, zakończyłam swoją wątpliwą przygodę z Too Late. I teraz nie wiem,  co mam myśleć i robić.  Jednak od początku, Muszę napisać więcej, by było wiadome, dlaczego czuje negatywne emocje. 


Sloan jest studentką, mieszka ze swoim facetem, który jest również dilerem narkotykowym. O czym dziewczyna bardzo dobrze wie, chociaż tego nie popiera. Niestety z przyczyn osobistych nie może się temu sprzeciwić, dlatego tkwi w związku z Asą, co nie daje jej ani poczucia radości, ani niczego. W sumie to, tyle tylko, że ma dach nad głową i nie musi spać na dworcu, chociaż jakby dłużej pomyśleć, sądzę, że na dworcu miałaby o wiele większy spokój w nocy, jak w domu swojego faceta. 

Asa, jak już dowiedzieliście się wyżej, jest zamieszany w narkotyki. Kombinuje ile może, ponoć jest dosyć groźny, ma sporo pieniędzy i obsesje na punkcie swojej dziewczyny. Dokładnie tak jest, myśląc o Sloan, robi to w kategoriach - jest moja i tylko moja. I nikt, ale to nikt nie ma prawa nawet spojrzeć w jej kierunku. Ot, taka troszkę nienormalna miłość, ale czego można wymagać po kimś takim jak Asa? 

Jest jeszcze Carter, który poznaje Sloan na zajęciach, okazuje się, że razem studiują. No, a jeszcze później się okaże, że mają wspólnego znajomego. Co niekoniecznie będzie dobrze świadczyło o nich oboju. No ale, co tam. Można wybaczyć pewne małe grzeszki, zwłaszcza, gdy każde z nich, ma na sumieniu większe kłamstewka. 

Taki oto, zarysował nam się trójkącik. I dobrze, bo tak też jest. Asa, Sloan i Carter. Ktoś jest zły, ktoś inny chce być zły, a jeszcze kolejny chce uciekać, od jednego złego do drugiego. Namieszałam? Nie kochani, autorka dopiero miesza w tej książeczce.  Zatem, to dopiero maleńkie preludium, w porównaniu do całości. 


Chciałam dołączyć do grona zachwytów. Chciałam napisać i przede wszystkim poczuć, jak ta książka we mnie trafiła. W sumie to trafiła, w moje nerwy, które ostatnio i tak są już u kresu, ludzkiej wytrzymałości. I nagle, zjawia się Ona, cała w absurdzie i zaczyna smarować, epilog po epilogu. I ja się w końcu zaczynam zastanawiać, czy to już ten etap, kiedy ogórki zaczną przegryzać tętnice, a dla mnie stoi naszykowany kaftan bezpieczeństwa, czy po prostu kogoś wyobraźnia z lekka poniosła. 

Moi drodzy, jak wiecie, nie jestem pruderyjna, co nie znaczy, że lubię czytać o seksach z ganiającymi kutasami. Bo nie lubię tego typu określeń. Każde  ruchania i inne tego typu teksty, są po prostu obrzydliwe. I nie zmierzam udawać, że na mnie to działa w sposób fantazyjny. Jest wręcz przeciwnie. 

Uprzedzam, wiem, jaki zamysł miała autorka w tych tutaj scenach, ale po pewnym czasie, to już zaczęło zakrawać o jakąś komedię. Naprawdę, było chwilami strasznie, było napięcie. I super, gdyby Hoover, nie wiem w przypływie czego, nie doszła do wniosku, że jeszcze o czymś zapomniała. 

I się zaczęło. Wysmarowała jeden epilog, potem drugi i kolejny, i takie tam jeszcze, jakieś końce końców. A ja, zaczęłam się zastanawiać czy czerpała inspirację z jednego z odcinków mody na sukces, gdzie Ridge wpada do pieca i umiera, a potem nagle okazuje się, że przeżył. Oj tam, oj tam, Lekko się podsmażył, ale w końcu jaki problem przeżyć w rozpalonym piecyku, prawda? 

Tutaj było niemalże podobnie. Znaczy zabrakło pieca, ale absurdy poziom utrzymały. A mnie wręcz całość pokonała. Cieszyłam się, gdy zobaczyłam, że już nie ma więcej stron. Tak, ze smutkiem muszę to stwierdzić, koniec stał się dla mnie wybawieniem. 

Too Late mnie pokonała. To może i mogła być dobra książka, jednak autorkę poniosło. W sumie nie dziwię się, skoro pisała ją w ramach odskoczni, myślę, że powinna sobie była zostać w tej szufladzie. Szkoda, że ją przeczytałam. Chciałabym żyć w nieświadomości, że coś takiego istnieje...



marca 02, 2020

marca 02, 2020

W niemieckim domu

W niemieckim domu



Bardzo długo unikałam książek, w których będą wspominane fakty z czasów wojny. Nie umiałam przez długi czas przełamać tej wewnętrznej blokady.

Nie napiszę teraz, że oto zaczęłam pochłaniać literaturę wojenną, że każda kolejna pozycja jest o tej strasznej tematyce. Jednak był pewien przełom, no i pomalutku zaczynam sięgać po tytuły, w których fabuła nawiązuje do tych potwornych zdarzeń.
Jednym z nich, było W niemieckim domu, opis fabuły bardzo mnie zainteresował. Bałam się tego, co będzie, ale postanowiłam przeczytać. O tym, co się wydarzyło, ale z nieco innej perspektywy. O emocjach, jakie wywołała we mnie niniejsza książka, już za chwilę.

Powojenne Niemcy, we Frankfurcie mieszka rodzina Bruhns. Młodsza z córek, Ewa oczekuje dnia, w którym jej ukochany poprosi rodziców o jej rękę. Dzień ten wydaje się dla młodej kobiety, jednym z najważniejszych i przełomowych w życiu. I chyba nie do końca się spodziewa, że nim do tego dojdzie, otrzyma ofertę, jakże zupełnie inną od oczekiwanej. W pierwszym odruchu postanowi odmówić, bo tłumaczyć dokumenty to jedno, ale być tłumaczem w sądzie, podczas rozprawy ofiar Auschwitz to zupełnie inna sprawa. Przerażająca i wręcz niemożliwa, by była prawdziwa. I właśnie prawda, chęć uzyskania prawdy, popchnie Ewę do pracy, która zmieni bardzo wiele w jej przyszłości.

Kobieta nie spotka się ze wsparciem ani ze strony ukochanego, ani rodziców. W pracy będzie uchodziła za tą, która nie rozumie, co się stało, albo nie chce. I tak Ewa - Niemka, usiądzie naprzeciw swoich rodaków i ich ofiar. Będzie musiała wysłuchać i powtórzyć najgorsze okropieństwa, z jakimi zmierzyli się ci, którzy przeżyli.
Miotana przez emocje, wyparcia i chęci ukarania zbrodniarzy. Dziwnym zachowaniem rodziców i wreszcie własnego narzeczonego.
O czym wiedziała jej rodzina? Jaką tajemnicę skrywał ukochany i kim tak naprawdę była siostra?

Wiele tajemnic zostanie odkrytych, sporo emocji przyniesie przeczytanie tej książki. Czy Ewa odnajdzie spokój i szczęście po przeżyciu wydarzeń, o których nigdy nie miała pojęcia?

Wspomniałam we wstępie, że historie odkrywające prawdę o wojnie, obozach i tych wszystkich zbrodniach, przez wiele lat unikałam. Nie z powodu ignorancji, nie dlatego, że nie chciałam uwierzyć. Chyba bardziej przerażała mnie myśl albo świadomość jak straszny potrafi być człowiek. Jak zło odbiera zdolność do odczuwania emocji, współczucia. Sama nie wiem, jak to określić. Nie chcę sobie wyobrazić kim Ci ludzie byli, co działo się w ich głowach. Jeśli kiedykolwiek, miałabym stać się takim potworem, wolałabym od razu umrzeć.

Świadome krzywdzenie kogokolwiek czy czegokolwiek, przerasta moje zdolności zrozumienia i wyobrażenia. Zadawanie i patrzenie na ból, cierpienie. Nie wiem, dla mnie myśl o tym, jest horrorem. I właśnie z tego powodu unikałam czytania o tym, wyobrażania sobie i świadomości, że to prawda. Tak było. To nie jest żadna fikcja.

I nie jest tak, że teraz nie odczuwam emocji, o których pisałam wyżej. Teraz po prostu staram się z nimi radzić. Byłam ciekawa innej perspektywy. Wiem, że nie wszyscy, a śmiało mogę napisać, większa część Niemców, nie miała pojęcia, co się działo w obozach. Wiem, bo moi dziadkowie byli w takich rodzinach. Opowiadali jakie informacje dochodziły do cywili. Dlatego krzywdzące jest uogólnianie, że wszyscy byli źli. Zasługują na potępienie. No nie, tak nie było. Często nawet żony tych okrutnych ludzi nie wiedziały, czym zajmują się ich kochani mężowie i ojcowie.

W książce możemy zobaczyć, jak bohaterka miota się między chęcią kontynuowania swojej pracy, doprowadzenia do wyroku skazującego na winnych. I tego, ile ją kosztuje powrót do normalnego życia.
Oczywiście autorka pokazuje społeczeństwo podzielone, na dwie grypy. Tych, którzy nie wierzą w oszczerstwa, i drugich, którzy żądają kary.

Gdzieś między tym wszystkim jest rodzina Ewy, jej matka i ojciec, którzy nie potrafią rozmawiać o przeszłości związaną z wojną. Siostra, niewierząca w żadne zarzuty. Zresztą, siostrunia w tej historii to bardzo interesująca postać. Nie wiem, jak ją określić. Bo dla mnie to wyrachowana kreatura. Pewnie dlatego otaczała rozumieniem zbrodniarzy. Jest mi szkoda, że w pewnym momencie, autorka poprowadziła jej wątek w taki, a nie inny sposób. No cóż, zasługiwała na coś zupełnie innego. Mogę napisać tylko tyle, że jej postać wzbudza wiele emocji, tych negatywnych.

W moim odczuciu książka jest dobrze i ciekawie napisana. Myślę, że autorka właściwie ukazała tę drugą stronę. Bo Ewa chce zrozumieć, ale się boi. Prawda jest druzgocąca, a okazanie zrozumienia ofiarą na niewiele się zdaje. W ich oczach jest jedną z nich. Możemy zrozumieć jedną i drugą stronę. Ona nic nie zrobiła, ponosiła winy, za tych, którzy swoją władzę wykorzystali w najgorszy sposób. Natomiast ich ofiary, nie potrafiły oddzielić winnych od nieświadomych prawdy.

Myślę, że warto sięgnąć po W niemieckim domu, jednak jeśli ktoś nastawi się na szczegółowe opisy tragedii obozów, może poczuć niedosyt, ponieważ tutaj autorka skupiła się na bohaterce, jej rodzinie i otoczeniu. Mnie to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Niemniej, nie każdy może tego oczekiwać.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

lutego 29, 2020

lutego 29, 2020

Biegając boso

Biegając boso


Dawno nie czytałam książek, które sprawiały, że nie potrafiłam się od nich oderwać, chociaż na chwilę. I szczerze powiedziawszy, bardzo tęskniłam za tym uczuciem. Miałam nadzieję, że nowo kupione tytuły, a chociaż jeden z nich, sprawi, że wreszcie fabuła książki pochłonie mnie bez reszty. Jako pierwszą, postanowiłam poczytać Amy Harmon i jej Biegając boso.
Czy okazała się tym, czego oczekiwałam i poczułam znane i ukochane uczucie przynależności do bohaterów? 


Kiedy umiera mama Josie, dziewczynka przestaje być dzieckiem. Nie dlatego, że nagle dorosła. Po prostu nikt w domu nie miał czasu, tak ją traktować. Ojciec miał sporo pracy na głowie, a wolne chwilę spędzał na tęsknocie za ukochaną. Byli też starsi bracia, jednak jak to między chłopcami bywa, dominowały inne priorytety niż skupianie uwagi nad młodszą siostrą. 

Dlatego nauczyła się radzić sama. Chciała być potrzebna, uważała, że jako jedyna kobieta w domu, musi się nim odpowiednio zająć. Sprzątać i gotować. Opiekować rodziną. Dorosła szybciej od swoich rówieśników. Miała swój świat i niechętnie wpuszczała innych do niego.  Może nie była typem popychadła, ale odstawała od reszty koleżanek i kolegów. 

Do szkoły dojeżdżała autobusem, był to czas, gdy mogła w spokoju poczytać książki. A te, kochała szczerze i nie potrafiła z nimi rozstać. Podobnie było z muzyką. Gdy umarła matka, dziewczynka przypadkiem trafiła do domu nowych sąsiadów, tam nauczyła się jak grać i czytać nuty. Tam poczuła, że muzyka to coś więcej. 

Gdy poznała Samuela, była trzynastolatką, zagubioną, ale czującą co chce zrobić w swoim życiu. Miała pasje i ogromne marzenia. Ukazała temu młodemu mężczyźnie, czym jest piękno muzyki, jak potrafi unieść i wycisnąć wszystko z człowieka. 
Potrafili godzinami ze sobą rozmawiać. Mimo sporej różnicy wieku, pomagali sobie wzajemnie. Ona zyskała przyjaciela i kogoś, kto potrafił ją w pełni zrozumieć. On, że ukazała mu świat w zupełnie innej perspektywie. 
]
Aż przyszedł dzień, w którym Samuel wyjechał. I zabrał ze sobą część Josie i jej przyjaźni. Ich drogi się rozeszły na wiele lat. 
Dziewczynka dorosła, a w jej życiu wydarzyło się wiele rzeczy. Przestała być tą pełną ekspresji i marzeń Josie Jo. Zeszła na ziemię. I zobaczyła świat, tak, jak go wcześniej widział Samuel. Teraz to on, musi pomóc swojej przyjaciółce, wznieść się ponad to, co doświadczyła. Czy mu się uda? 



Biegając boso, jest książką przepiękną. Mogłabym na tym jednym zdaniu zakończyć. Jednak wiem, że to będzie za mało. Każdy, kto zobaczy okładkę, pomyśli - jakiś romans. Nie, to nie jest romans. Historia Josie i Samuela opowiada o miłości. A dokładnie, o wielu stronach tego uczucia. Miłości córki do ojca i rodzeństwa. Miłości do muzyki i książek. Miłości dwojga ludzi, którzy za szybko się poznali i nie mogli być razem. I wreszcie o bólu, który dotyka, gdy tracimy tę miłość. 

Ta książka, była pierwszą od bardzo dawna, którą czytałam do późna w nocy. Mimo, że musiałam rano wstać do pracy. Czytałam i nie umiałam się oderwać. A kiedy już to zrobiłam, to cały czas byłam w niej myślami. Ta książka pojechała ze mną do pracy, jeździła ze mną, do póki jej nie przeczytałam.  Musiała być przy mnie, a ja musiałam, przeczytać chociaż kilka zdań. 

I właśnie o takim uczuciu pisałam we wstępie. Gdy jesteśmy bezwolni. Gdy podczas tych chwil obcowania z tytułem, nie potrafimy myśleć o niczym innym. Trudno jest znaleźć takie książki, trudno jest znaleźć perełki w zalewie wszystkiego, co reklamowane. Ja jednak wiem, mam to szczęście, że kilka lat temu, poznałam i pokochałam Amy Harmon, za to, jak cudownie pisze o ludziach dla ludzi. 

Polecam Biegając boso, każdemu, kto lubi niebanalne historie o życiu, o sile przyjaźni i miłości. No i o muzyce, ponieważ tej, będzie bardzo dużo. 


lutego 23, 2020

lutego 23, 2020

Cynamon kłopoty i ja

Cynamon kłopoty i ja
 


Z Cynamonem to u mnie trochę jak z burzliwym związkiem. Pierwsza część chwilami, okrutnie denerwowała i już w pewnym momencie, powiedziałam sobie koniec, nie będę się brała z drugi tom, ale było coś, co mnie kusiło. Dlatego gdy ujrzałam zapowiedzieć, no nie potrafiłam się oprzeć. Pomyślałam, że druga szansa, a jeśli się rozczaruje, rzucam w kąt i suchej nitki nie zostawię. Takie miałam mocne postanowienie. 
Książkę przeczytałam dawno, jeszcze w ubiegłym roku, latem z tego co pamiętam. Tylko nie potrafiłam zabrać się za opisanie. Sama nie rozumiem dlaczego. I teraz, kiedy wyszła zapowiedzieć trzeciej, myślę sobie, trzeba wreszcie wypowiedzieć się o poprzedniczce, czy trafiła do kąta i teraz spadną na nią cięgi krytyki? O tym przekonacie się w dalszej części tekstu. 


Vicky już oswoiła się ze swoimi przeskokami między światami. Teraz tylko pozostaje zrozumieć jaki mają one cel i wyciągać z nich jak najwięcej wniosków. 
Tym razem, kolejna wizyta w ciele para realnej Victorii ukazuje, zupełnie inną rzeczywistość niż poprzednio.  Świat w jakim żyje jej drugie wcielenie, jawi się na pewien sposób smutno i sprawia, że nasza bohaterka czuje smutek, ale wdzięczność za to, gdzie żyje i jakie relacje łączą ją z rodziną. 

Tym razem, przygody będą może mniej szalone, chociaż nie, będzie się działo. Tylko druga Vicky okaże się zupełnym przeciwieństwem poprzedniczki, a nawet mniej odważna od naszej Victorii. Brzmi nieco poplątanie, ale jeśli ktoś już rozpoczął swoją przygodę z Cynamonem, powinien zrozumieć. 

W każdym razie, będziemy świadkami postępów poszukiwań ciotki Vicky, poznamy nowych mieszkańców pensjonatu, którzy sporo namieszają w całym domu. Będzie sporo nowych, kluczowych informacji, ale niestety nie uzyskamy jeszcze odpowiedzi na najważniejsze pytania.
Jedno jest pewne, uczucie zakochanych nie osłabnie, a nasza bohaterka zrozumie, że niesienie pomocy, nie zawsze wychodzi na dobre. 


Trudno, a raczej burzliwie rozpoczęła się moja przygoda z Cynamonem. Byłam bliska zaniechania czytania, ale gdzieś w środku czułam, że muszę. Nie umiałam się rozstać z bohaterami książki. A ciekawość przypadłości bohaterki zaintrygowała mnie do tego stopnia, że nie było wyjścia. Musiałam dać szansę, czego teraz nie żałuję.  Ponieważ Cynamon. kłopoty i ja, przeczytałam ekspresowo. Pochłaniałam książkę, śledząc z zaciekawieniem każde kolejne wydarzenia. Nie odczułam nudy, czy wątpliwości, czy aby słusznie dałam szansę.  Nic podobnego. 

W tej części, Vicky jest bardziej ogarnięta w tych przeskokach między światami. Potrafi więcej dowiedzieć się o swoich wcieleniach, wszystko za sprawą pomysłu, na jaki wpadła jej przyjaciółka. Dzięki temu, obie osoby, mogą zostawiać informacje na swój temat oraz tego, jakie prowadzą życie. Oczywiście nie zabraknie wpadek, które troszkę namieszają w życiu obu nastolatek. 

No i jeszcze jedna sprawa. Wydarzy się coś, czego nikt - nawet ja, nie mógł się spodziewać. Jestem ciekawa, jak akcja dalej się potoczy, ponieważ po tym, co ujawniło się w drugiej części, zastanawiam się w którym kierunku całość zmierza. Mam nadzieje, że poziom będzie utrzymany, a jeśli poszybuje do góry, to tylko się cieszyć. 

Myślę, że po tę serię można śmiało sięgnąć. Każdy, kto tak jak i ja, interesuje się podróżami w czasie i podobną tematyką, spędzi przyjemnie czas podczas lektury Cynamonu. 


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Media Rodzina. 

lutego 10, 2020

lutego 10, 2020

Stażystka

Stażystka


Kiedy miałam rozpocząć czytanie Stażystki, okazało się, że nagle wszędzie zaczęła się pojawiać. Ostatnio jestem poza wszelki stronami poświęconymi książkom, jedynym źródłem informacji stał się Instagram. Z ciekawości zajrzałam na inne strony i tak, ta książka jest na tak zwanej fali. Czy zasłużenie? O moim zdaniu dowiecie się już za chwilkę. Dopiszę tylko jeszcze, że cieszy się mój słaby dostęp do nowinek, inaczej miałabym dosyć tego tytułu, zanim wyrobiłabym własne zdanie. A tak, usiadłam i po prostu przeczytałam.

Jedna ze znanych i prężnie prosperujących firm w Oławie poszukuje stażystki. Na takie ogłoszenie trafia Klaudia, nasza główna bohaterka. Właśnie skończyła studia, niebawem będzie musiała opuścić akademik i rozpocząć życie, samodzielnie. Bo rodziny nie ma. Koleżanka z roku proponuje wspólny interes, ale do tego potrzeba nakładu finansowego, a tego nasza dziewczyna nie ma. To też, oferta, która pojawia się niczym manna z nieba, wydaje się czymś nierealnym.

Ewa zna na pamięć etap rozmów pracy, które przeprowadzi jej mąż Marek. Zdaje sobie sprawę, że przyglądanie się temu, niczego nie wniesie nowego do jej życia. Bo dla męża owszem. Zyska nową stażystkę. Na pewno będzie nią blondynka i na pewno będzie musiała ująć szefa inteligencją i czymś jeszcze. Co zdecyduje czy umowa o staż na okres sześciu miesięcy zostanie podpisana. Od tej osoby, zależy czy równowaga w małżeństwie Skalskich zostanie zachowana i wszystko nareszcie się ułoży.

Między czasie w Oławie dochodzi do odnalezienia ciała młodej dziewczyny. Jak się później okazuje, pracowała w firmie Skalskich, z dnia na dzień przestała przychodzić do pracy, nikt nie wiedział, co się stało i dlaczego. Poprzedniczka dziewczyny zginęła w wypadku samochodowych, obie zajmowało to samo stanowisko, obie były blondynkami. Czy te dwie sprawy mają powiązanie? A nowa pracownica powinna odczuwać strach?

Fabuła książki toczy się specyficznym rytmem. Nie ma nagłych zwrotów, które pędzą, a czytelnik nie nadąża w zastanowieniu, kiedy jego maleńka hipoteza nagle zostaje obalona. Tutaj autorka po prostu prowadzi sobie grę, niespiesznie, ukazując skrawek po skrawku fragmenty układanki. Jako że przyglądamy się wydarzeniom z perspektywy obu pań, Klaudii i Ewy, może mieć jako taki wgląd na to, co dzieje się zewnątrz i w małżeństwie Skalskich, a to wywiera przeróżne wrażenia. Moim pierwszym było, że są oboje porąbani. Naprawę, inaczej nie jestem w stanie ich określić. Nie mogę za wiele napisać, ponieważ w tym wypadku, o słowo za dużo i po zabawie, a tego potencjalnemu czytelnikowi odebrać nie mam prawa.

Z kolei Klaudia, och ta Klaudia. Gdyby nie świadomość czym zajmowała się podczas studiów, mogłabym ją uznać za typowo młodą i niedoświadczoną dziewczynkę. Tylko w jej przypadku jest to wręcz niemożliwe. To co, robiła, było przemyślane i świadome. Nikt jej nie zmuszał i nie namawiał. Dlatego nie potrafiłam zobaczyć w niej ewentualną ofiarę. Być może jestem okrutna, cóż poradzić.
W każdym razie nasza bohaterka, rozpoczyna pracę, a wraz z nią, dziwną relację ze swoim pracodawcą.
I właśnie w tej relacji, mogę powiedzieć, że autorka, troszkę nie przemyślała. Bo jeśli chciała stworzyć sylwetkę nieświadomej, niewinnej i głupiej ofiary, to trzeba było przemyśleć jej przeszłość i wykreować nieco inaczej. Inaczej, jej zachowanie było widziane jako bezmyślne i chwilami kretyńskie. Nie mogę tego ująć innymi słowami.

Nie umiałam polubić Klaudii, był to typ dziewczyny, której nigdy nie lubiłam i zawsze unikałam takiego towarzystwa. Z kolei Ewa, postać bardziej złożona. Tak naprawdę dopiero pod sam koniec, dowiadujemy się, co dzieje się w ich związku i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Co nie oznacza, że możemy zrozumieć. Mnie było trudno.

Ogromnym plusem książki jest szybkie czytanie. Autorka ma lekkie pióro, dzięki czemu ma się wrażenie, że kartki same się przewracają. Ciekawość towarzyszy niemalże do końca, chociaż ja dosyć szybko domyśliłam się, kto stoi za śmiercią obu dziewczyn. Mimo to uważam, że ciekawie wyszło, bo bardzo długo podejrzewa się dosłownie każdego.

Co mnie zawiodło? Może infantylność Klaudii, naprawdę jej reakcje i zachowania były zbyt mocno spłycone. O ile na samym początku czytania można było przymknąć oko, to później po prostu drażniło.

Z kolei wyjaśnienie problemu, jaki krył się za murami domu Skalskich, nie było dla mnie wystarczające. Odniosłam wrażenie, że autorka po prostu chciała już skończyć i tak też zrobiła. Ogólnie zakończenie było słabe i zaniżyło całą moją ocenę książki. A szkoda, bo rokowała dosyć dobrze. A tak, jest średnio. Emocji Bóg wie, jakich nie było. Można przeczytać. Chociaż słaby kryminałek z tego, bo thriller żaden.

Oczywiście w żadnym razie nie odradzam. Śmiało, można przeczytać, jednak jeśli ktoś lubi o wiele bardziej mroczną i skomplikowaną fabułę. Oczekuje mrożących krew w żyłach wrażeń, powinien sobie odpuścić. Nie miałam ciarek i odczucia tych konkretnych emocji, byłam ciekawa, kto jest kim, po co i dlaczego. I właśnie dlatego czyta się tę książkę.

 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger